noemi123
23.08.09, 10:29
przed dwoma miesiącami, w domu w koncu błogi spokój, ja juz chwilami
zaczynam odczuwać szczęście. Nie ma jeszcze podziału majątku, pozwu
jeszcze nie wysłałam, walczymy zawzięcie o pieniądze, nie chce ich
wypłacić, głupio wylądowaliśmy w łóżku w tym tygodniu, trochę to
zburzyło mój spokój ale radzę sobie. zauważyłam, że nie jestem dla
niego obojętna, on dla mnie też nie ale juz nie możemy byc ze sobą,
zbyt wiele zła mi wyrządził. Otworzyłam swoją firmę, powoli się
rozkręca, żyję a juz myślałam że bez niego to koniec świata. Dziś
myślę że z nim to byłby mój koniec-jego uzależnienie od alkoholu,
narkotyków, seksoholizmu, kłamstwa, manipulacje, moje silne
współuzależnienie od niego się skończyło, te emocjonalne też. Kocham
go nadal, on to wie, ale kocham takiego jakim już nie będzie. Nie
umiemy juz ze sobą rozmawiać. Dlaczego to piszę? Bo wychdzę już z
tego bagna, powoli wszystko układam,wszystko jest możliwe, nie mozna
cały czas rozpaczać, trzeba działać, ale dać też sobie czas na
żałobę. Sądzę że u mnie ten zły czas się skończył.
Tylko dlaczego mam cały czas wewnętrzne przeczucie że jeszcze
kiedyś będziemy razem?