Czy nie wydaje Wam się, że emancypacja zachwiała dotychczasowe układy, a może
nawet "równowagę" w przyrodzie. Kiedyś liczyły się tylko potrzeby faceta i to
bez dyskusji. A teraz żądając równych praw wywołałyśmy wojnę, która nie ma
końca. Przecież kiedyś nie istniało pojęcie wojny płci, tyle rozwodów,
awantur. Czy rola szarej myszeczki jest aż taka zła, że warto to przypłacać
życiem we dwoje.
Uprzedam, że jest to czyste teoretyzowanie, bo sama (jak wielu z Was już wie)
jestem niep...