Włączam rano telewizor, jeszcze słychać o fali powodziowej. Mam
nadzieję, że już więcej ludziom złego się nie stanie, więc zwracam
uwagę na pewne szczegóły - w tym wypadku filologiczne.
Otóż pani dziennikarka, która relacjonowała sprawę z Kostrzyna nad
Odrą, mówiła, że fala powodziowa zbliża się "do Kostrzynia". I
mówiła, że jest "w Kostrzyniu".
Mało nie siadłem, bo od razu zacząłem się zastanawiać: jak ja
przepuścili przez egzaminy?
Z tego co wiem, nie ma w Polsce miejsco...