Zaraz po obudzeniu włączyłam komputer, bo jakbym pozostała w łóżku to
chybabym zwymiotowała. Dziś niedziela. Powstrzymałam sie by nie zadzwonić do
siostry o 6:00, ale trudno mi opanować wrażenie, że zaraz zwariuje z lęku w
pustym domu. W tygodniu dochodzi do tego koszmarek wyjścia na zajęcia, czasem
sie udaje. Podobno "normalne" w depresji. Najlepiej nie leżeć. Marzenie:
obudzić się kiedyś bez tego potwora lęku... Czy to możliwe?