było super, Mateusz zjeżdżał tak że oczy mi z orbit wychodziły, Pitek jezdził
choć nie do konca kumał o co biega, a ja założyłam narty pierwszy raz w życiu
i zakochałam się w nich :-)
na koniec mocno siadły nam humory bo w piatek zabił sie nasz instruktor, który
jezdził ze mną i Matkiem. Straszne. Ja nadal nie moge sie otrząsnąć.