mp00h Re: Test 111 13.02.13, 16:13 Zaplanowany na 16 kwietnia w Warszawie koncert Mariny and the Diamonds nie dojdzie do skutku. Koncert w Polsce miał pierwotnie odbyć się 30-ego stycznia, później przesunięto termin na kwiecień. Jednak artystka całkowicie odwołała europejską trasę "Lonely Hearts Club". Jak możemy przeczytać w specjalnym oświadczeniu: Próbowaliśmy wszystkiego (i naprawdę mam na myśli absolutnie wszystkiego), aby zagrać koncerty w planowanych terminach, ale okazuje się to niemożliwe, biorąc pod uwagę kwestie produkcyjne na trasie. Powiedzieć, że jestem sfrustrowana i rozczarowana, to za mało. Z perspektywy czasu wiem, że trasa, z jakiś powodów, miała się nie odbyć. Nie powinnam jej zapewne była przekładać, tylko odwołać, ale tak strasznie chciałam, aby się odbyła. (...) Przepraszam, jeśli spowodowałam jakiekolwiek niedogodności i zakłócenia w czyichś planach. Zakupione bilety można zwracać w miejscach ich zakupu w ciągu 3 miesięcy. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: fasdfasd Re: Test 111 IP: *.agora.pl 13.02.13, 16:13 Jak w kinie Gearbox chciało, by „Colonial Marines” było traktowane jako część oficjalnego kanonu sagi. Dlatego gra bardzo blisko trzyma się stylistyki zaproponowanej przez „Decydujące starcie”. Każdy, kto oglądał film, prędko w wąskich korytarzach Sulaco poczuje się jak w domu i nie będzie mógł się doczekać pierwszego wystrzału z karabinu pulsacyjnego. Jego dźwięk błyskawicznie przywraca wspomnienia nierównej walki z ksenomorfami. Od pierwszych chwil jesteśmy wrzuceni w klimat, który znamy, uwielbiamy (w innym wypadku - po co interesować się tą grą?) i którego chcemy „jeszcze”. Ale „Colonial Marines” nie dostarcza jego kolejnej porcji. Wszystko, co jest w tej grze umiarkowanie dobre, to w gruncie rzeczy cytowanie filmu poprzez mniej lub bardziej wierne odtwarzanie jego scen. Pamiętacie z filmu monolog Apone'a przed wyruszeniem oddziału na akcję? Pikantna odprawa znalazła się też w grze, ale nie dorasta oryginałowi do pięt. Pamiętacie, w jakich okolicznościach marines po raz pierwszy napotykają kokony obcych ze swoimi kolegami? No to nie liczcie na niespodziankę w pierwszej misji „Colonial Marines”. Mógłbym ściemniać, że nie macie pojęcia, co jest finałowym bossem w grze i jak trzeba to pokonać, ale wy to wiecie. Jeśli oglądaliście film, to znacie każdy ciekawszy moment gry, a te i tak można policzyć na palcach jednej ręki. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: dgeuyt Re: Test 111 IP: *.agora.pl 13.02.13, 16:14 Gearbox postanowił urozmaicić eliminację obcych walkami z zatrudnionymi przez dbającą o swoje szemrane interesy firmę Weyland-Yutani najemnikami. Zamiast pomysłowych starć z ksenomorfami i ich mutacjami, mamy nudnawe - i zdecydowanie za częste - wymiany ognia pomiędzy marines i pojawiającymi się znikąd żołdakami Wey-Yu. Z uwagi na głupotę przeciwników starcia są wyprane z dramaturgii. Nie ma tu zaskakujących skryptów, które nieco sztucznie, ale pchnęłyby akcję na ciekawsze tory. Ot, czyszczenie jednej areny za drugą, fala za falą, ziewnięcie za ziewnięciem. Zupełnie jakby była to pierwsza gra, w której możemy wcielić się w kolonialnego marine i autorzy nie mieli skąd zgapić pomysłów. A to przecież bzdura. Już stareńki „Aliens vs Predator” od Rebellionu pokazał, jaki klimat idealnie pasuje do tej roli. Wiem, że w filmie Hicks, Hudson i reszta zgrywali chojraków, ale i im miny zrzedły, gdy przekonali się, z kim mają do czynienia. Zamiast liczenia nabojów i wsłuchiwania się w czujnik ruchu, „Colonial Marines” daje nam eksterminację całych stad nieporadnych ksenomorfów, przeplataną wymianami ognia z identycznie uzbrojonymi najemnikami. Jedyne emocje potrafi wzbudzić fakt, że SI naszych kompanów dorównuje poziomowi przeciwników, więc fakt, że mamy za sobą kumpli, wcale nie oznacza, że za chwilę ktoś nie pociągnie nam serią po plecach. Odpowiedz Link Zgłoś
zona_mi Re: Test 111 14.02.13, 18:39 Gość portalu: aaaa napisał(a): > ania ma kota Ala. Odpowiedz Link Zgłoś