Dodaj do ulubionych

Być country

10.11.02, 19:31
Co dla was znaczy być 'countrowcem',kierować się wartościami wypływającymi z
kultury country?Czy w ogóle coś takiego dla was istnieje?

Lonstar kiedyś powiedział w wywiadzie udzielonym dla magazynu Nasz Ślub [smile]:

"Być cowboy'em, to znaczy być kumplem, zaufanym przyjacielem sprawdzonym w
potrzebie, być politycznie niepoprawnym, walić prosto z mostu prawdę, choćby
gorzką, być romantykiem i buntownikiem. Cowboy jest człowiekiem otwartej
drogi"

Zgadzam się z nim prawie zupełnie poza tym,że prawdę trzeba 'walić prosto z
mostu'-myślę,że można zrobić to subtelniej i również skutecznie.A może
Lonstar nie myślał przy tym o countrygirls wink? Dodałabym do tej listy wielki
szacunek dla wartości rodzinnych i jednocześnie poczucie humoru, umiejętność
bawienia się też wtedy ,gdy nie wszystko dobrze idzie.(I've got Friends in
Low Places where the whiskey drowns and the beer chases the blues away. And
I'll be okay smile).

Hmm,taki się troszkę poważniejszy zrobił temat ale chyba warto podyskutować o
tym .Co myślicie?
Garthanka.
Obserwuj wątek
    • felix.lynx Re: Być country 12.11.02, 17:42
      garthanka napisała:

      > Co dla was znaczy być 'countrowcem',kierować się wartościami wypływającymi z
      > kultury country?Czy w ogóle coś takiego dla was istnieje?
      >
      > Lonstar kiedyś powiedział w wywiadzie udzielonym dla magazynu Nasz Ślub [smile]:
      >
      > "Być cowboy'em, to znaczy być kumplem, zaufanym przyjacielem sprawdzonym w
      > potrzebie, być politycznie niepoprawnym, walić prosto z mostu prawdę, choćby
      > gorzką, być romantykiem i buntownikiem. Cowboy jest człowiekiem otwartej
      > drogi"
      >
      > Zgadzam się z nim prawie zupełnie poza tym,że prawdę trzeba 'walić prosto z
      > mostu'-myślę,że można zrobić to subtelniej i również skutecznie.A może
      > Lonstar nie myślał przy tym o countrygirls wink? Dodałabym do tej listy wielki
      > szacunek dla wartości rodzinnych i jednocześnie poczucie humoru, umiejętność
      > bawienia się też wtedy ,gdy nie wszystko dobrze idzie.(I've got Friends in
      > Low Places where the whiskey drowns and the beer chases the blues away. And
      > I'll be okay smile).

      Lubię twórcość Lonstara, natomiast miałbym pewne obiekcje co do prawdziwości
      jego wypowiedzi. Bo nie kto inny jak Lonstar w obecności wielu świadków
      ośmielił się wyrazić na mój temat dość konkretnie "Oszołom". Za co spotkał mnie
      z jego strony taki komplement? Właśnie za walenie prawdy prosto z mostu! Nie,
      nie nazwę go hipokrytą, bo przecież nie chodzi o to, aby zadawać sobie nawzajem
      jak najwięcej bólu. Mnie ani on ani nikt nie jest w stanie obrazić. Ale niesmak
      pozostaje. Tym bardziej, że słowo, które z pewnością do eleganckich nie należy,
      pada z ust śpiewających o... No właśnie - totalny kontrast między wypowiedziami
      a piosenkami. Jestem dziennikarzem i wykonuje sumiennie swoją pracę. Jeżeli się
      to komuś nie podoba - może zawsze mi to w oczy powiedzieć. Ale na to potrzeba
      odwagi. No cóż, country na codzień i country na pokaz to dwie różne sprawy.





      > Hmm,taki się troszkę poważniejszy zrobił temat ale chyba warto podyskutować o
      > tym .Co myślicie?
      > Garthanka.

      Mam nadzieję, Garthanko, że moja wypowiedź nie narusza przyjętych na tym forum
      zasad, choć z pewnością do łagodnych nie należy. O country mogę dyskutować i
      pisać w nieskończoność. Jednak jest tylko jeden dość istotny problem. Ogromna
      większość redakcji chce, żeby o country pisać raczej źle, a na to niestety nie
      pójdę. Dlatego tak ważne są fora dyskusyjne, gdzie można i powinno się pisać
      prawdę. Może niekoniecznie całą, bo nie wszystkim ona w smak.

      Pozdrawiam.

      R.Jakubowski.

      PS, Są problemy z odszukaniem tego forum. Zobacz mój list priv do ciebie i
      temat: Do admina.
    • quarter Re: Być country 22.11.02, 13:45
      Howdee!

      Taki świetny temat i przeszedł prawie bez echa! No, co z Wami, cowboys &
      cowgirls? (Ok, ok, wiem, że nie trzeba być "kombojem", żeby być fanem country -
      tak tylko żartuję).

      Ludzie mieszkający na południa US są "country" z definicji - po prostu
      przesiąkneli atmosferą od narodzin. Dla mnie "bycie country" w tym - dosłownym -
      rozumieniu najlepiej chyba definiuje "Where I Come From" i "Meat and Potato
      Man" A. Jacksona. Ikony takiego "bycia country" są liczne i dobrze znane: buty,
      kapelusze, jeansowe koszule, Wranglery, 2-kilogramowe steaki, cowboye, konie
      (Quarter Horse smile)), lasso, ostrogi, wapienne ostańce, przestrzenie, drewniane
      ogrodzenia, ocienione werandy z drewnianymi fotelami bujanymi, ogniska i
      blaszane kubki z gorącą kawą, chili con carne jedzone z blaszanego talerza,
      olbrzymie pick-upy z 5-o litrowymi silnikami, wielkie bele słomy, sobotnia
      zabawa w road-house przy kapeli honky-tonk itd...

      To była taka mała wizualizacja "bycia country" w znaczeniu dosłownym. Zresztą
      dla Amerykanów z wielkich miast północy jest to dokładnie
      synonim "burakowatości i maksymalnej wiochy". Wśród moich znajomych koniarzy
      westowych ukuliśmy zresztą własny synonim kompletnej "wiochy" = jeansy
      wpuszczone w kowbojki wink

      A jak to jest z "byciem country" w Polsce? Ano, my mamy wybór, Amerykanie z
      południa nie za bardzo. Oni są country z "urodzenia", my ze świadomego wyboru,
      czesto wyboru mocno "pod prąd". Nawet wkurza mnie aktualna moda a la western,
      bo do dziś wszyscy mówili, że noszę "dziwne" buty, a za rok zaczną marudzić, że
      noszę już "niemodne" buty. Co zresztą obchodzi mnie tyle, co zeszłoroczny śnieg
      w Montanie. Wracając do tematu - dla nas to wybór dotyczący różnych spraw:
      muzyki, ubioru, samochodu (jeepy, pick-upy, amerykańskie krążowniki, trucki),
      sportu i rekreacji (konie, zabawy westernowe np. sztuczki z lassem, taniec), a
      także pewnych wartości. Te wartości, to, wspomniane już przez Garthankę,
      klimaty rodzinne, przyjaźń, odwaga, prawdomówność i prostolinijność (nie mylić
      z prostactwem). W US country ma też mocne konotacje narodowe i czesto wspiera
      uczucia przywiazania do Ameryki i społeczeństwa. Jest taką śpiewana pochwałą
      małej i wielkiej ojczyzny. W Polsce ten element nie jest chyba taki silny, bo i
      też chyba nie jesteśmy tacy dumni z naszego kraju i społeczeństwa jak
      Amerykanie.

      Taka mała anegdota: grałem kiedyś na jakiejś imprezie "Born in the USA"
      Springsteena i jeden z obecnych tam Amerykanów wstał, uniósł pięść do góry i z
      dumą z bycia Amerykaninem śpiewał ze mną refren. Byłem w szoku - ta piosenka
      mówi dokładnie o wszystkim, z czego Amerykanie NIE POWINNI być dumni. Zapytałem
      o to innego US-mana, który powiedział prosto: "bo wy słuchacie tekstów
      amerykańskich piosenek, a my już nie". Inaczej mówiąc, często w Polsce znaleźć
      można więcej osób rozumiejących treści country zawarte w piosenkach niż w samym
      US. Cóż, nikt nie jest prorokiem...

      Czym jest "bycie country" dla mnie? Oprócz butów, jeansów, koni i jeepów
      (niestety, jestem posiadaczm tylko pierwszego i drugiego elementu )sad(), no i
      oczywiście muzyki, bycie country to podążanie własną drogą, nie uleganie
      modzie, posiadanie własnego zdania i chęci do jego obrony. Z drugiej strony dla
      mnie country oznacza też tolerancję i przyjaźń dla innych. Ten akurat aspekt
      daleki jest chyba od klimatu wsi amerykańskiej, ale wynika z niszowości tej
      muzyki w Polsce - skoro jest nas tak mało, to bądźmy do siebie przyjaźnie
      nastawieni.

      I bycie country to dla mnie wielkie, jeszcze nie spełnione marzenie o własnym
      ranchu.......

      Pozdrowienia dla wszystkich,

      Quarter



    • agnes_xxx Re: Być country 02.12.02, 16:26
      Świetny temat i dający do myślenia.
      Dla mnie bycie country bliższe jest temu, o czym pisała Garthanka. To te
      wewnętrzne wartości, otwartość do ludzi.
      Patrząc na mnie nikt by nie powiedział o mnie kowbojka. Ubieram się zupełnie
      inaczej (wręcz nie podoba mi się kowbojski styl ubierania, chociaż kapelusza
      to sobie nie mogłam odmówić), uwielbiam taniec towarzyski, ale w głębi serca
      jestem country'owcem.
      Być country to bardziej cenić widok przepięknych prerii Montany niż wielkich
      biurowców, cenić wolność, wyższe wartości, no i kochać życie.

      Poza tym mogę powiedzieć, że wspaniałym zrządzeniem losu mam spory kawałek
      ziemi, który moge nazwać ranczem. Jest tam wgórze, na któym rośnie las,a obok
      lasu zarośnięte trawą pole z przepięknym widokiem na zachody słońca. W okolicy
      hodują konie. I jak słyszę piosenkę Randy Travis'a "Wind in the wire" to
      zawsze widzę to miejsce.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka