Miałam okazję poznać bardzo różne miejsca w Europie a nawet dawno temu zaniosło mnie do Japonii. Poznałam Japończyków w Polsce – którzy będąc tutaj dostosowali się do zasad u nas panujących...Japonia stanowiła dla mnie egzotykę – z jednej strony głęboko zakorzeniona tradycja z drugiej technika i nowoczesność.
Różne kraje, różne zwyczaje, różni ludzie...nie pytałam dlaczego wchodząc w upalny dzień do kościoła na Malcie, podawano mi dwie chustki żądając bym jedną okryła ramiona a drugą owinęła się w pasie – bo moja spódniczka była zbyt krótka. Nie pytałam dlaczego kiedy odwiedzałam meczet w Turcji, podawano mi chustkę, którą miałam okryć głowę. Nie byłam zdziwiona dlaczego do Bazyliki Sw. Piotra w Rzymie nie wpuszczono kilku osób w maju, skąpo odzianych... Nie pytałam dlaczego wchodząc w Tokio do „jaskini hazardu” jaką była gra w Patchinko, nie spotykałam tam japońskich kobiet a mnie nikt nie zabraniał tam wejścia.
Nie dziwi mnie, że jedna z moich przyjaciółek namiętnie czyta Sartre’a, ona z kolei nie pyta dlaczego ja nie oglądam od kilku lat tv czy dlaczego czytam publikacje popularno-naukowe.
Kiedy byłam w Barcelonie, program miałam wypełniony do ostatniej minuty i nie zdziwiła mnie ogromna kolejka do kas muzeum Picassa – minęłam ją nawet się nie zatrzymując...ale specjalnie pojechałam do Figueres i do Pubol, żeby zobaczyć miejsca gdzie żył i tworzył Salwador Dali...
Dlaczego nieustannie na forum pojawia się ktoś, kto wie lepiej co innych interesować powinno – bo to interesuje jego... ktoś taki, jeśli sam coś stworzy uzna to zapewne za dzieło którym wszyscy powinni się zachwycać a jeśli to nie nastąpi, jego frustracja będzie się z każdym dniem pogłębiać i żal, że inni nie odkryli w nim talentu....jednak potrzeba uznania kogoś takiego jest tak wielka, że otacza się lizusami i pochlebcami właśnie po to żeby mieć to „uwielbienie” które wg niego jak najbardziej mu się należy...
No niestety... de gustibus non disputandum est...
I jeśli mnie interesują podróże, nie oczekuję, że innych będą one także interesować... a nawet jeśli, to znam osobiście i takich podróżników, którzy już dawno poznali Amerykę Południową i wracają tam, ale kiedy wspomniałam o Japonii, stwierdzili, że Azja – nie...
Kiedyś podczas jakiejś dyskusji, usłyszałam, że bez matematyki czy fizyki da się żyć... ale bez literatury nie. Paradoks polega jednak na tym, że bez tej matematyki czy fizyki, ta literatura nie byłaby nikomu dostępna, nauka pisania i czytania byłaby nadal zarezerwowana dla "kapłanów"... bo maszyny, bo drukarnie... pozostalibyśmy na etapie gęsiego pióra...o komputerach czy internecie, nie byłoby mowy... wiadomości musiałyby być przewożone konno...bo konstrukcja dyliżansu – no niestety to już fizyka.
Kiedyś suuuuuuuper mądry nauta napisał, że spotkał w Krakowie, bodaj na Plantach faceta, który „puszczał bańki mydlane”

i zapytał go: dlaczego to robi... a ja bym się zapytała pytającego: co ciebie to obchodzi? Ten puszczający bańki mydlane, mógłby zapytać: dlaczego siedzisz i malujesz, skoro nie masz talentu? Bo wg niego nie masz...
Jedni lubią kolor czarny a inni biały – i taki jest świat...osobiście omijam dyktatorów wielkim lukiem, są nudni i nie maja nic do zaproponowania.