al-szamanka
29.10.11, 19:18
Piszę do Was ten list i tak bardzo się boję, że sprawię Wam nim tak wiele bólu. Długo się wahałam, ale w końcu Joanna mnie przekonała. To ta młoda, wspaniała lekarka, która Wam wszystko wytłumaczy. Przyrzekła mi to. Pomogła mi tez przypomnieć sobie. Odzyskałam moją duszę, moje ja, wiem, że jestem i tak strasznie mi z tym ciężko. Nie liczę dni i tygodni, w tej chwili czas nie ma dla mnie znaczenia, ale wiem, że od wypadku minęły już dwa lata. To nie była moja wina. Do dzisiaj słyszę dudnienie muzyki z tego auta i pamiętam numer rejestracji. Nawet nie hamował, przejechał po mnie jak po worku ze słomą, tak po prostu i znienacka, nie zatrzymał się. Nie czułam bólu, ból przyszedł potem i był dla mnie bezlitosną, sadystyczną bestią. Myślę, że właśnie wtedy bezustannie mdlałam z bólu, nie byłam w stanie go pojąć ani umiejscowić, gdyż był we mnie wszędzie. Cierpiałam strasznie, zegar na ścianie odmierzał sekundy, a każda z nich była dla mnie wiecznością, w każdej z nich umierałam po wielokroć i po wielokroć powracałam do życia, aby wyć z bólu coraz głośniej. Nie słyszeliście mnie. Nikt mnie nie słyszał. Zagubiłam się w nim prawie że bezpowrotnie, zapomniałam moje imię i to, że jestem kobieta. Dla bólu byłam i tak tylko bezkształtną masą, z którą mógł zrobić co chciał. Był wszechmocny tak bardzo, że w końcu zaczęłam się do niego modlić, prosić, aby wybaczył mi całe moje życie, żeby okazał laskę, i że za tę łaskę go kocham. Wiem, zapytacie dlaczego zapomniałam o Bogu. Nie było go przy mnie, znajdował się nierealnie daleko, strach i cierpienie były nielitościwie we mnie. Po paru miesiącach ulżyło mi, każdego dnia Joanna ściskała moją rękę i coś mówiła, nie potrafiłam jej zrozumieć, gdyż ciągle jeszcze byłam oszalała z potwornego strachu, że ból może powrócić, że drwi sobie ze mnie, że to tylko jego przewrotna gra, aby tym mocniej uderzyć. Któregoś dnia pojęłam co Joanna do mnie mówi; ciągle powtarzała moje imię, z uporem, jakby chciała, abym uwierzył, że jestem. Tak, byłam, ale nikt o tym nie wiedział, to też zrozumiałam dopiero potem, myślałam, że lekarze sprzymierzyli się z bólem, uważałam ich za wrogów, a oni po prostu nie wiedzieli. Nikt nie wiedział. Poczałkowo nie zdawałam sobie z tego sprawy, ale gdy także Wy nie odpowiadaliście na moje pytania, nie reagowaliście na mój krzyk, na moje skargi i jęk, domyśliłam się, że coś jest nie tak. „Pozostanie roślina na zawsze” usłyszałam któregoś dnia twierdzenie ordynatora oddziału i w tym momencie doszło do mnie, że umarłam dla świata. Ale ja żyłam, byłam, myślałam, miałam marzenia i nadzieje, nie mogłam uwierzyć, że to koniec, tak bardzo chciałam żyć, śmiać się, tańczyć, nawet płakać prawdziwymi łzami. Nikt nie może sobie wyobrazić jak to jest, istnieć we własnym ciele jak w kamiennym kokonie, bez ruchu, bez głosu, bez możliwości porozumienia się. I tak do końca tego życia bez życia.
Piszę do Was ten list, gdyż Joanna miała pomysł, aby jej znajomy wypróbował na mnie sensor ruchu oka. Okazali ogromną cierpliwość, bo mogę pisać tylko jednym, a interwały między literami są bardzo długie. Pierwszym wyrazem, który napisałam było JESTEM.
Na napisanie jednego zdania potrzebuję parę godzin, lecz nie ma to dla mnie znaczenia, mam czas. Najważniejsze jest dla mnie to, że Was widzę, słyszę, czuję Wasz dotyk i mogę Wam to powiedzieć. Kocham Was
(oparte na fakcie autentycznym)