Było kilka minut przed godziną 16 kiedy opuszczałyśmy Montrésor, do Valençay wg kierunkowskazu, było 21km... wiedziałam, że pałac Valençay można zwiedzać w październiku do godziny 17:30, ostatnie wejście 45minut przez zamknięciem – czyli... jeśli chcemy go jeszcze obejrzeć z bliska, wejść do pałacu i pospacerować po ogrodzie, musimy tam być najpóźniej o 16:45... no ale co to jest 21km – bocznymi drogami na których nie ma korków – góra 20 minut jazdy, nawet przy ograniczeniu prędkości do 50km/h, a ograniczenia nie było...
Przecież mamy w końcu navi, poprowadzi nas jak po sznurku... no i prowadził.
W pewnym momencie nakazał mi skręcić w prawo – kiedy zobaczyłam tę polną dróżkę, która nie wiadomo było gdzie i jak się kończy, postanowiłam jednak nie ryzykować. Samochód ma niskie zawieszenie i gdybym tam utknęła, to już na dobre.
Dawno temu jadąc innym scirocco dobiłam tłumikiem do „falującej” DDR-owskiej autostrady i skutki tego były opłakane.
Minęłyśmy więc tę wskazywaną przez navi polną dróżkę... za chwilę, pojawiła się podobna, chociaż wyglądała już nieco lepiej, navi uparcie polecało mi skręcać w prawo, ale nadal nie miałam odwagi pchać się na dosyć niepewnie wyglądającą drogę... tym sposobem, 21 km zamieniło się w 40... dopiero po powrocie spojrzałam na kupione przez nas bilety wstępu do pałacu i ogrodów Valençay ... miały godzinę wystawienia 16:44...