m.maska
06.01.18, 12:26
Dyktatura Gen.Franco, Dyktatura Salazara... przyjęło się mówić i tak nam się to wtłoczyło w pamięć, że nawet tego nie kwestionujemy.
W ubiegłym roku w czerwcu, jak wiadomo, spędziłyśmy kilka dni w Portugalii.
W Lizbonie nieustannie trafiałam na nazwisko Salazara.
To za czasów Salazara wystawiono Padrão dos Descobrimentos(Pomnik Odkrywców), to za czasów Salazara w końcu zakończono budowę wlokącą się przez wieki Igreja de Santa Engrácia, czyli Panteão Nacional(Narodowy Panteon), to za jego czasów zbudowano Ponte 25 de Abril, to on w Igreja da Sao Vicente de Fora stworzył panteon rodu Bragança i odrestaurował Castelo de São Jorge. Uwolnił Portugalię od długów, podróże w sprawach służbowych opłacał z własnej kieszeni, ale... nie był lewakiem, nie był komunistą.
1 lutego 1908 roku na Praça do Comércio zwolennicy republiki zamordowali króla Carlosa I i następce tronu Luisa Felipe. Dwa lata później lewacy ogłosili republikę i zaczęli się "gospodarzyć", po swojemu... zaczęło sie lewackie bezhołowie... Salazar przejął państwo po rządach tej gawiedzi.
António de Oliveira Salazar - to nie byl ktoś na miarę Bolka, Salazar był profesorem na Uniwersytecie w Coimbrze, wyprowadził państwo na prostą - dzisiaj nie potrafią się już nawet zdecydować, czy to był faszyzm czy może jednak niezupełnie. Dwa lata po jego śmierci doszło do rewolucji, Rewolucji Goździków - państwo bezkrwawo przeszło przez tę rewolucję, bo prawica nie zabijała i nie zabija, prawica walczy o dobro państwa i dobro narodu.
António de Oliveira Salazar był wizjonerem.