Dodaj do ulubionych

Murray Perahia

22.07.06, 17:44
Byl juz co prawda watek o wykonawcach mozarta, ale wlasnie jestem po kilku godzinach sluchania koncertow fortepianowych tego kompozytora w wykonaniu Perahii i musze przyznac ze sa zjawiskowo piekne -co za niesamowita subtelnosc i czystosc wyrazu .Bardzo sie ciesze ze dzieki merlinowi moglem kupic box z wszystkimi koncertami nawet nie za taka wielką sume. Jesli ktos z was ceni sobie tego artyste to prosze wpisac swoje wrazenia . Dla mnie to najcenniejsze plyty w mojej kolekcji ,a teraz Perahia nagral beethovena moze sie pokusze. Poki co mam koncerty bacha i mozarta -trudno nie mowic o zachwycie .
Obserwuj wątek
    • bwv1004 Re: Murray Perahia 22.07.06, 18:30
      littlun1 napisał:

      > Dla mnie to najcenniejsze plyty w mojej ko
      > lekcji

      U mnie jedne z najcenniejszych i majstarszych. Nie mam boksa, tylko kilka
      oddzielnych, jeszcze w pierwotnym wydaniu CBS, Sony. Z młodym Perahią
      wygladającym, hm, jak cokolwiek opóźniony w rozwoju, zwłaszcza na okładce konc.
      21 i 9

      Boskie. Pamiętam też koncert cesarski LvB Haitink/Perahia, zrobił na mnie duże
      wrażenie. Było to wpradzie za bardzo niedoświadczanych czasów, muszę spróbować
      jeszcze raz kiedyś.
    • pafcio01 Re: Murray Perahia 31.07.06, 18:29
      Spróbuj Perahię z Koncertem Griega. Warto, oj warto.
      • schaetzchen Re: Murray Perahia 05.08.06, 09:20
        A ja mam mieszane uczucia.
        Najpierw zachwyt: koncerty Mozarta. Nie mam wszystkich, w dodatku te co mam to
        leżą gdzieś w pudle pod łóżkiem, bo to stare kasety i nie mam na czym ich
        słuchać. Ale pamiętam, że to świetne wykonania, taki "klasyczny" Mozart -
        delikatnie, z umiarem, elegancko.
        A teraz niezachwyt: byłam na jego dwóch koncertach (kilka lat temu grał w FN) -
        jeden recital - bardzo mi się nie podobał, histeryczny, nieciekawy, a do tego
        miał potworną ilość wpadek tekstowych. Drugi raz grał na fortepianie z
        współczesnymi instrumentami V Koncert Brandenburski. Okropne przeżycie, mimo ze
        na tych współczesnych instrumentach grali państwo od Św Marcina.
        • maro76 Re: Murray Perahia 05.08.06, 11:02
          Schaetz, a byłaś na tym koncercie w FN gdy grał koncert Schumanna?
          • schaetzchen Re: Murray Perahia 05.08.06, 12:09
            Nie, a pewnie mam czego żałować? ;)
            • maro76 Re: Murray Perahia 05.08.06, 12:39
              schaetzchen napisała:

              > Nie, a pewnie mam czego żałować? ;)

              czy ja wiem?:)
              też nie byłem, słuchałem w radiu i ciekawy byłem twojej opinii
              to był pierwszy przyjazd Perahii do Polski, przynajmniej tak mi sie wydaje
              pierwszy w kazdym razie z tej serii jaka była w ostatnich latach

              no i napięcie i oczekiwanie było spore
              komentator radiowy mówił coś w stylu:"Podekscytowana publiczność niecierpliwie
              oczekuje na pojawienie się artysty na scenie...":)

              mam to nagrane gdzies na kasecie chyba
            • zamek Re: Murray Perahia 07.08.06, 00:06
              Ja byłem. Na fali tegoż, że moja podówcześnie świeżo rozstana dama serca
              uwielbiała Perahię. Wiele nie pamiętam, bo to było z pięć lat temu, więc powiem
              tak: zachwyt - nie, zadowolenie - tak :)
        • jacek226311 Re: Murray Perahia 26.01.07, 01:15
          M.Pollini jest lepszy
    • stary71 Re: Murray Perahia 17.08.06, 03:20
      Jest taka płytka z Mendelssohnem: Sonata, Variations serieuses, Preludium i
      Fuga: numer jeden z trzydziestego któregoś opus (wybaczcie, jest bardzo późno).
      Dla mnie- bomba. Rozumienie istoty przebiegu utworu bardzo głębokie. Gość wie
      co gra. W rezultacie ten Mendelssohn zadziwia (w wydawało się, że już dawno
      umarł, prawda?).
      Uściski
      s71
    • cymber.gaj Re: Murray Perahia 18.08.06, 11:21
      littlun1 napisał:

      > ...sa zjawiskowo piekne -co za niesamowita subtelnosc i czystos
      > c wyrazu .

      Całkowicie się z Tobą zgadzam.

      >...a teraz Perahia nagral beethovena moze sie pokusze.

      Warto. Wszystkie koncerty przepięknie zagrane. Można słuchać w nieskończoność na okrągło i delektować się szczególikami. Jedno z niewielu znakomitych wykonań czwartego (porównywalne z wykonaniem Arrau-Muti).

      Nie jestem muzykiem ani muzykologiem, lecz tylko zwykłym miłośnikiem muzyki, który dużo słucha. Być może specjaliści mają inne zdanie.
      • bwv1004 Re: Murray Perahia 18.08.06, 23:17
        cymber.gaj napisał:

        > littlun1 napisał:
        >
        > >...a teraz Perahia nagral beethovena moze sie pokusze.
        >
        > Warto. Wszystkie koncerty przepięknie zagrane.

        Hm, to znaczy nagrał znowu? Z kim? Bo te nagrania z Haitinkiem to chyba raczej
        nie zasługuja na stwierdzenie "teraz nagrał"?
        • maro76 Re: Murray Perahia 19.08.06, 00:55
          te z Haitinkiem to sa z 1988 czyli nie takie nowe:)

          a o nowym nagraniu koncertów Beethovena nie słyszałem
          Bacha bardziej nagrywał ostatnimi czasy
          • bwv1004 Re: Murray Perahia 19.08.06, 01:19
            No właśnie, czyli littlunowi chodziło zapewne o Haitinka, a "teraz" dodał z
            rozpędu...
    • kanarek2 Re: Murray Perahia 31.08.06, 22:41
      Nie pochwalono go tu jeszcze za impromptusy Schuberta, więc biorę to na siebie.

      Myśląc o nim nasunęło mi się pytanie tzw natury ogólnej: oto kolejny wybitny
      pianista kończy repertuar na Schubercie, czy Mendelssohnie. Z jakich powodów aż
      tylu solistów nie gra niczego współczesnego, z XX w.? czy tylko dlatego że to
      się gorzej sprzedaje?
      Ciepło myślę o Anderszewskim, sięgającym po Szymanowskiego, Weberna.
      • schaetzchen Re: Murray Perahia 31.08.06, 22:55
        kanarek2 napisała:
        > Ciepło myślę o Anderszewskim, sięgającym po Szymanowskiego, Weberna.

        I Janaczka. I Bartoka. :)

        I Szabolzs Estenyi (grający właściwie tylko muzykę współczesną); I Pobłocka
        (Koncerty fortepianowe Szymańskiego, Panufnika, Lutosławskiego i inne rzeczy);
        i Maciek Grzybowski - gra sporo muzyki współczesnej, ale i Mozarta i Bacha; J.P
        Aimard z rewelacyjnymi Etiudami Ligettiego... Nawet Zimerman nagrał I Koncert
        Bartoka i Koncert Lutosławskiego :)

        Wyliczanka oczywiście nie przeczy temu co napisałeś - większość nie wychyla
        nosa poza Ravela (przesuwam trochę tę granicę :)
        • schaetzchen Re: Murray Perahia 31.08.06, 23:37
          Ekhm, coś mnie tknęło żeby wejść w ten wątek jeszcze raz i sprawdzić - i
          oczywiście mój stały błąd - Ligeti a nie Ligetti. Zawsze Go przekręcam...
          przepraszam.
          • zamek Re: Murray Perahia 01.09.06, 00:33
            Nic się nie przejmuj, Szabolcsa Esztenyi'ego jeszcze łatwiej przekręcić ;)
            Nawiasem mówiąc, uroczy facet i fenomenalny improwizator.
            Do galerii pianistów grających "współczechę" dorzucę jeszcze Marcina
            Łukaszewskiego, który wprawdzie głównie znany jest z recenzowania, ale para się
            także wykonawstwem.
            • schaetzchen Re: Murray Perahia 01.09.06, 08:13
              zamek napisał:
              > Nic się nie przejmuj, Szabolcsa Esztenyi'ego jeszcze łatwiej przekręcić ;)

              No tak :))))) Jego to nawet nie podejmuję się (jak widać) napisać poprawnie. Ale
              cudny jest, byłam kiedyś na jakiejś jego lekcji otwartej... Poezja.
              • kanarek2 Re: Murray Perahia 02.09.06, 10:19
                Czy Esztenyi działa u nas? jesli to ten co myślę, to jego polszczyzna jest
                bezbłędna, podobnie jak pianistyka. Slyszałem go niedawno chyba w 2ce, we
                współczesnym polskim utworze o bogatej rytmice, ciekawe to było.

                Schatz, Zimerman nie miał wyjścia, bo koncert Lutosławski dedykował własnie
                jemu:). Podobnie jak koncert skrzypcowy dedykował Mutter, tyle że Mutter
                nagrała potem sporo współczesnego, z pięknym Bergiem włącznie, a Z. już nie.

                Muzyka współczesna i jej niepopularność o której pisałem wyżej; czasem temat tu
                wraca, przeciwieństwo literatury, gdzie trudno sobie wyobrazić że nie czyta się
                niczego młodszego od Lalki czy Dumasa. Podobnie z malarstwem, które nie
                zatrzymało sie na Matejce. To inny temat, a dobrej odpowiedzi nie czytałem.
                • dobiasz Re: Murray Perahia 02.09.06, 12:44
                  kanarek2 napisała:

                  > Podobnie z malarstwem, które nie
                  > zatrzymało sie na Matejce. To inny temat, a dobrej odpowiedzi nie czytałem.

                  No tutaj to bym się tak nie rozpędzał, bo jednak w popularnym odbiorze malarstwo
                  zatrzymało się. Może nie na Matejce, i nie na impresjonistach, ale już po
                  czasach Salvadora Dali, Chagalla itp. zaczyna się terra incognita. Już Malewicz
                  bywa dla ludzi taką samą enigmą jak Schoenberg w muzyce. To, że istnieje rynek
                  sztuki współczesnej to o niczym nie świadczy, bo to jest wąska elita (choć o
                  dużej sile pieniądza) - w świadomości szerokiej malarstwo kończy się maksymalnie
                  na Picassie.
                  • bl.note Re: Murray Perahia 02.09.06, 15:43
                    To samo dotyczy literatury. Publicznośc jest konserwatywna, może nie wszędzie w
                    tym samym stopniu, ale u nas bardzo. Publiczność żąda opisu dzisiejszego świata
                    z zachowaniem dziewiętnastowiecznych reguł powieściowych. To nie jest możliwe.
                    Forma nie jest czymś niezależnym od zawartości. Dzisiejsze reguły kompozycji
                    powieściowej jest nie są tak sformalizowane jak sto lat temu, podobnie jak
                    dzisiejsze reguły kompozycji muzycznej. To nie znaczy, że nie ma reguł. Ale
                    tzw. szeroka publiczność widzi w tym miejscu tylko chaos. Jak do tego doszło i
                    dlaczego tak jest - to osobna sprawa.
                    • kanarek2 Re: Murray Perahia 02.09.06, 22:27
                      Bardzo słusznie piszecie, dobiaszu i bl.note, rzecz jasna; dodatkowo porównania
                      malarstwa i literatury z muzyką są trudne, bo i trochę nie wiadomo jak co
                      mierzyć. Porównać ilość sprzedanych książek i cd? Słuchaczy koncertu z
                      odwiedzającymi wystawy? W sensie ilościowym muzyka klasyczna jest bardziej
                      elitarna w każdej kategorii. (Zresztą nie o elitarność chodziło mi tam wyżej).

                      Słówko do bl.note: Czy nasza publiczność literacka jest bardzo konserwatywna?
                      pewno nie bardziej niż gdzie indziej. Na maturze z dużą pewnością można
                      oczekiwać pytania o Szymborską, Herberta, Różewicza czy Miłosza, i przeciętny
                      licealista nie widzi w ich twórczości "tylko chaosu", jak myślę. Do Kanonu
                      wstępujesz za życia.
                      • bl.note Re: Murray Perahia 03.09.06, 08:26
                        Kanarku, te nazwiska są ikonami literatury. Ikony stają się szerokiej
                        publiczności potrzebne, kiedy wszystkiego jest za dużo. Książek, płyt, wystaw.
                        Kryzys krytyki literackiej nie pomaga szerokiej publiczności w wyborze.
                        Wszystkiego ogarnąć się nie da, więc jasne, że publiczność chce konsumować tylko
                        samo najlepsze. Ale skąd brać kryteria - publiczność nie wie. Wydawcy albo
                        agencje reklamowe jako samo najlepsze podsuwają to i tamto, i publiczność (w
                        sensie statystycznym) w końcu wybiera dzieła, w których klasę uwierzyła, resztę
                        odrzucając bez czytania: nie będą mi tu byle czego wpychać, wiem co jest na
                        topie w tym sezonie. Wąska grupa ludzi dysponujących własnymi kryteriami czyta
                        rzeczy dobre, trudne, ważne. Rozchodzą się w 2 tysiącach egzemplarzy, czasem w
                        10 tysiącach, jeśli akurat przypadkiem trend je pociągnie. Obieg szeroki i obieg
                        wąski łączą się rzadko, na krótką chwilę i zawsze w sposób powierzchowny. To
                        samo przecież dzieje się z muzyką – jest obieg szeroki i wąski, jest powszechny
                        brak zainteresowania dla muzyki klasycznej i pogardliwe lekceważenie dla muzyki
                        współczesnej, przy zachowaniu deklaratywnego szacunku wobec paru znanych ogółowi
                        ikon.
                        Ukłony
                        Bluenote
                        • jdrk Re: Murray Perahia 03.09.06, 13:44
                          bl.note napisała:
                          > Wszystkiego ogarnąć się nie da, więc jasne, że publiczność chce konsumować tylk
                          > o
                          > samo najlepsze. Ale skąd brać kryteria - publiczność nie wie. Wydawcy albo
                          > agencje reklamowe jako samo najlepsze podsuwają to i tamto, i publiczność (w
                          > sensie statystycznym) w końcu wybiera dzieła, w których klasę uwierzyła, resztę
                          > odrzucając bez czytania: nie będą mi tu byle czego wpychać, wiem co jest na
                          > topie w tym sezonie.

                          Ja uważam jest jest kryzys _krytyki_, a nie literatury (w muzyce również). A to,
                          co jest ta topie, to akurat pierwsze kryterium, żeby tego nie czytać (na topie =
                          dobrze się sprzedaje, albo raczej tak chcą wydawcy = komercyjne = dla
                          przecietnej publicznośći = nie dla mnie). Ja się tego trzymam już iod jakiegoś
                          czasu i dzięki temu nie tracę czasu na czytanie "drukowanej makulatury" ;)
                        • kanarek2 Re: Murray Perahia 04.09.06, 01:04
                          Note, obawiam się, że jest to początek długiej rozmowy w której możemy się
                          mijać z powodu słabego określenia jej przedmiotu.

                          Napisałem, że w literaturze najwybitniejsi współcześni twórcy są znani
                          przeciętnemu maturzyście, czy osobie o wykształceniu średnim, i ow maturzysta
                          docenia odpowiednie wierszyki ze zrozumieniem. Z muzykami tak już nie jest, oj
                          nie. Co częściowo, w obu przypadkach, wiąże się z poziomem i charakterem
                          twórczości, komunikatywnością języka, jakością treści.

                          Jak rozumiem, masz inny obraz życia kulturalnego: są twórcy, mądrzy krytycy
                          którzy klasyfikują twórców wedle swoich kryteriów, i szeroka publiczność która
                          jest bezmyślna ale wierzy krytykom. "Wąska grupa ludzi dysponujących własnymi
                          kryteriami czyta rzeczy dobre, trudne, ważne. Rozchodzą się w 2 tysiącach
                          egzemplarzy, czasem w 10 tysiącach, jeśli akurat przypadkiem trend je
                          pociągnie." Jeśli sugerujesz, że są w tej chwili poeci lepsi od wymienionej
                          przeze mnie czwórki, a wydający swe tomiki w 1000 egz. to chętnie poznam ich
                          nazwiska, naprawdę.

                          "Obieg szeroki i obieg wąski łączą się rzadko, na krótką chwilę i zawsze w
                          sposób powierzchowny." Czy uważasz, ze sztuka wysoka nie wchodzi do szerokiego
                          obiegu? Jesli tak, to trudo mi się zgodzić, mając znów na myśli czwórke poetów,
                          weszli w obieg szeroki na dlugo, i głęboko. Cytaty z ks. Twardowskiego na
                          bilbordach. Z Miłosza na pomnikach. Gombrowicz na maturze. Nie jest źle. Czasem
                          wejscie do Kasty Wybitnych trwa długo, ale w końcu następuje. Nazwanie ich
                          ikonami niczego nowego nie wnosi w moim odczuciu do istoty rzeczy.

                          Jak pisze Jędrek: czekamy na *dobre* dzieła, i konsumujemy je z wdzięcznością;
                          dokładnie. A rola krytyków może być przez Ciebie przeceniana, na tym forum na
                          ten przykład propozycje panów Warlikowskiego, Lupy, czy innych traktowane są z
                          dystansem.

                          Pozdrawiam,
                          k.
                          • bl.note Re: Murray Perahia 04.09.06, 06:08
                            Rzeczywiście trochę się mijamy.
                            Piszesz: A rola krytyków może być przez Ciebie przeceniana [...]
                            Napisałam: kryzys krytyki literackiej. To naprawdę głęboki kryzys, i nie wziął
                            się znikąd. Nie chcę burzyć mitów na temat recepcji współczesnej literatury, ani
                            też nie chcę Ci narzucać swojego zdania.
                          • dobiasz Re: Murray Perahia 04.09.06, 10:26
                            kanarek2 napisała:

                            > Napisałem, że w literaturze najwybitniejsi współcześni twórcy są znani
                            > przeciętnemu maturzyście, czy osobie o wykształceniu średnim, i ow maturzysta
                            > docenia odpowiednie wierszyki ze zrozumieniem. Z muzykami tak już nie jest, oj
                            > nie. Co częściowo, w obu przypadkach, wiąże się z poziomem i charakterem
                            > twórczości, komunikatywnością języka, jakością treści.

                            Ale to nie jest problem muzyki współczesnej, tylko muzyki w ogóle. Myślisz, że
                            przeciętny maturzysta odróżnia Beethovena od Bacha?
                            • dobiasz Re: Murray Perahia 04.09.06, 10:43
                              dobiasz napisał:

                              > > Napisałem, że w literaturze najwybitniejsi współcześni twórcy są znani
                              > > przeciętnemu maturzyście, czy osobie o wykształceniu średnim, i ow maturz
                              > ysta
                              > > docenia odpowiednie wierszyki ze zrozumieniem. Z muzykami tak już nie jes
                              > t, oj
                              > > nie. Co częściowo, w obu przypadkach, wiąże się z poziomem i charakterem
                              > > twórczości, komunikatywnością języka, jakością treści.

                              Wiąże się to po prostu z tym, że każdy maturzysta uczył się literatury w
                              wymiarze co najmniej 3h tygodniowo. A muzyki mógł się nie uczyć w ogóle a nawet
                              jak się uczył, to po łebkach, jako zapychacz. W takim układzie trudno się
                              spodziewać czego innego i wszelkie inne kwestie w ogóle nie nadają się do
                              rozpatrywania, bo nie da się wyciągać wniosków na temat poziomu, charakteru
                              twórczości, komunikatywności języka, jakości treści dwóch różnych sztuk na
                              podstawie próby statystycznej, która praktycznie w całości miała kontakt tylko z
                              jedną z nich. To tak jakbyś chciała wnioskować o muzyce i malarstwie na
                              podstawie przeżyć grupy niewidomych.
                              • kanarek2 Re: Murray Perahia 04.09.06, 22:48
                                Czy maturzyści odróżniają Bacha od Beethovena? w klasie mojej córy niektórzy na
                                pewno troszkę odróżniają, ale najlepiej żeby pokazali im portrety. Z drugiej
                                strony jeden koleżka musiał kupić nawypasiońszy model iPoda, bo w tych małych
                                nie mieściły mu się ulubione opery. Słowem świat jest rozmaity, ale badań na
                                szerszą skalę nie prowadziłem.

                                O trudnościach porównań literatury z muzyką pisaliśmy sobie parę postów temu,
                                oczywiście się zgadzam, i nie musimy może do tego wracać.

                                > Wiąże się to po prostu z tym, że każdy maturzysta uczył się literatury w
                                > wymiarze co najmniej 3h tygodniowo. A muzyki mógł się nie uczyć w ogóle a
                                >nawet jak się uczył, to po łebkach, jako zapychacz. To tak jakbyś chciała
                                >wnioskować o malarstwie na podstawie przeżyć grupy niewidomych.

                                O, widzisz. Wróciliśmy dokładnie do punktu wyjścia, czyli mojego po części
                                retorycznego pytania. O Perahia Murrayu możemy sensownie założyć, że muzyki w
                                liceum uczył się więcej od przeciętnego maturzysty. Nie jest niewidomy.
                                Dlaczego więc zatrzymał się w rozwoju na Beethovenie? I dlaczego nie on jeden?
                                Może to jednak też kwestia muzyki współczesnej?
                                • dobiasz Re: Murray Perahia 05.09.06, 07:40
                                  > Czy maturzyści odróżniają Bacha od Beethovena? w klasie mojej córy niektórzy na
                                  > pewno troszkę odróżniają, ale najlepiej żeby pokazali im portrety. Z drugiej
                                  > strony jeden koleżka musiał kupić nawypasiońszy model iPoda, bo w tych małych
                                  > nie mieściły mu się ulubione opery. Słowem świat jest rozmaity, ale badań na
                                  > szerszą skalę nie prowadziłem.

                                  Skoro można mieć w Polsce maturę, w ogóle nie mając w szkole średniej muzyki (ja
                                  tak miałem) i liczba takich ludzi jest znaczna, to na pewno nie ciągną oni
                                  średniej w górę...

                                  > O, widzisz. Wróciliśmy dokładnie do punktu wyjścia, czyli mojego po części
                                  > retorycznego pytania. O Perahia Murrayu możemy sensownie założyć, że muzyki w
                                  > liceum uczył się więcej od przeciętnego maturzysty. Nie jest niewidomy.
                                  > Dlaczego więc zatrzymał się w rozwoju na Beethovenie? I dlaczego nie on jeden?

                                  Może właśnie dlatego, że uczył się muzyki więcej. Muzyki tonalnej. Jak się kogoś
                                  przez c.a. 15 lat edukacji w szkole i na akademii skutecznie sformatuje na
                                  muzykę pomiędzy Bachem a Brahmsem, to trudno oczekiwać, żeby potem trącił
                                  Strawińskim. Wiele zależy od tego na jakich nauczycieli się trafi.

                                  > Może to jednak też kwestia muzyki współczesnej?

                                  Trochę tak. A trochę też niewspółczesnej edukacji. I niespecjalnie mnie to nawet
                                  dziwi. Największy popyt jest na repertuar Beethoven-Czajkowski, więc i szkoły
                                  muszą produkować fachowców przede wszystkim od grania takiego repertuaru, podaż
                                  nakręca popyt a popyt podaż i kółeczko się zamyka.

                                  Bo widzisz, z muzyką współczesną jest trochę jak z jazzem - kto inny go słucha,
                                  niż "Beethoven-Czajkowski-Publikum" i kto inny musi grać. Kontrabasisty z
                                  orkiestry nie wstawisz do bandu jazzowego, bo takiego grania go po prostu nie
                                  nauczyli. To jest inna dziedzina, inna wrażliwość, inna estetyka. I tak samo jak
                                  kogoś uczyłeś przez -naście lat grania tonalnego, klasycznego i romantycznego,
                                  nie nauczyłeś go współczesnej estetyki, nie pokazałeś mu, z czym to się je,
                                  ograniczając się do poprawnego technicznie odklepania paru utworów "przymusowo
                                  oburącz", bo takie są wymagania programowe i tyle, to trudno uzyskać inny efekt
                                  niż taki, że będzie nazywał to "hutą" i migał się jak może od grania
                                  współczechy, sabotował, leciał po łebkach, męczył siebie i słuchacza...
                                  Oczywiście bywają wyjątki w każdą stronę, ale to są tzw. wyjątki potwierdzające
                                  regułę. Ja osobiście wolę słuchać muzyków specjalizujących się w jednej epoce i
                                  robiących to dobrze, niż takich co to grają wszystko od Perotina po Clinta
                                  Mansella. Czyli w pewnym sensie wolę właśnie tych, co się "zatrzymują w
                                  rozwoju", bo przy takiej rozpiętości repertuaru jaki się dzisiaj gra i nagrywa,
                                  nie da się robić dobrze wszystkiego, trzeba się specjalizować. Taki Marcel Peres
                                  - przecież on to nawet "sto lat za beethovenami" jest. Ale jaką muzykę robi!

                                  A jeśli chodzi o "wielkich" grających współczechę, to jakoś niespecjalnie czuję
                                  tęsknotę za nimi. "Wielcy" mają to do siebie, że często lubią stawać przed
                                  muzyką i kompozytorem, co w muzyce romantycznej niech sobie będzie OK, ale we
                                  współczesnej już nie bardzo. Większość muzyki współczesnej (z takimi właśnie
                                  małymi wyjątkami jak koncert Lutosia, czy Metamorfozy) nie jest pisana dla
                                  "wielkiego solisty" z ego wielkości tankowca oceanicznego i własnymi poglądami
                                  na wszystko począwszy od barwy dźwięku a skończywszy na frazowaniu, tylko dla
                                  muzyków o ściśle współczesnej wrażliwości, doskonałym warsztacie i dużej
                                  plastyczności interpretacyjnej, czasami także umiejętnościach improwizacyjnych.
                                  To są raczej dwa rozłączne zbiory muzyków.
                    • jdrk Re: Murray Perahia 03.09.06, 13:37
                      bl.note napisała:
                      > To samo dotyczy literatury. Publicznośc jest konserwatywna, może nie wszędzie w
                      > tym samym stopniu, ale u nas bardzo. Publiczność żąda opisu dzisiejszego świata
                      > z zachowaniem dziewiętnastowiecznych reguł powieściowych. To nie jest możliwe.

                      To jakieś nieporowumienie. Publiczność żąda dobrej literatury pisanej
                      współczesnym językiem! Z naciskiem na DOBRA :) A z tym coraz gorzej - i w tym
                      problem a nie w języku :P
                      • schaetzchen Re: Murray Perahia 03.09.06, 13:42
                        Jęrek, bo Ty jesteś ta nietypowa publiczność :) "Publiczność" zaczytuje się
                        Wartonem i Coelho (przepraszam jeśli się walnęłam w nazwiskach, ale mam
                        nadzieję, że wiadomo o kogo chodzi :)
                      • bl.note reguły kompozycji 04.09.06, 06:19
                        Nie chodziło tu o reguły języka, tylko o reguły konstruowania świata
                        przedstawionego, inaczej mówiąc - o reguły kompozycji. To do nich przywiązuje
                        się publiczność. Właśnie to przywiązanie nazwałam konserwatyzmem. W muzyce nie
                        jest inaczej. Czyżbym nie miała ani trochę racji?
                        • jdrk Re: reguły kompozycji 04.09.06, 21:07
                          bl.note napisała:
                          > Nie chodziło tu o reguły języka, tylko o reguły konstruowania świata
                          > przedstawionego, inaczej mówiąc - o reguły kompozycji. To do nich przywiązuje
                          > się publiczność. Właśnie to przywiązanie nazwałam konserwatyzmem. W muzyce nie
                          > jest inaczej. Czyżbym nie miała ani trochę racji?

                          Możliwe, że masz rację, ale to nie jest odpowiednie miejsce na dyskusje o
                          literaturze... co najwyżej o literaturze muzycznej ;)
                          • kanarek2 Re: reguły kompozycji 04.09.06, 23:21
                            > to nie jest odpowiednie miejsce na dyskusje o literaturze... ;)

                            Jędrku, rozmawiało się tu o soleniu jajek, więc może i o literaturze można?:P
                            W dodatku niektóre problemy są naprawdę wspólne, a np impresjonizm w malarstwie
                            i muzyce nazywa się tak samo nie bez powodu;)

                            Bl.note:
                            >Napisałam: kryzys krytyki literackiej. To naprawdę głęboki kryzys, i nie wziął
                            >się znikąd. Nie chcę burzyć mitów na temat recepcji współczesnej literatury,
                            ani też nie chcę Ci narzucać swojego zdania.

                            Owszem, głęboki. Uważam jednak, że nie ogranicza sie on do samej krytyki, lecz
                            do całości. Chętnie do tego wrócę ale nie dziś.
                            Pozdrawiam,
                            k.
                            • jdrk Re: reguły kompozycji 05.09.06, 00:30
                              kanarek2 napisała:
                              > W dodatku niektóre problemy są naprawdę wspólne, a np impresjonizm w malarstwie
                              >
                              > i muzyce nazywa się tak samo nie bez powodu;)

                              Racja, racja :) Rozwój muzyki i malarstwa przebiega(ł) bardzo podobnie i chyba
                              te dwie dziedziny mają ze sobą najwięcej wspólnego. I te same problemy :)
                              Literatura chyba też.

                              Ale, jeśli niewiele działo się w Sztuce przez ostatnie (powiedzmy) 50-lat, to
                              czy można już mówić o kryzysie? Czy to wystarczający okres czasu z perspektywy
                              Historii Sztuki? ;)
                            • zamek Re: reguły kompozycji 05.09.06, 01:02
                              Heh, z tym impresjonizmem w muzyce to jest odwieczny kłopot. W szkole średniej
                              "mówimy impresjonizm - myślimy Debussy" i wszystko wydaje się proste. Tymczasem
                              są opinie, które w ogóle negują pojawienie się impresjonizmu w muzyce albo
                              przynajmniej stwierdzają, iż wprowadzenie innowacji zaproponowanych przez
                              Debussy'ego koresponduje z impresjonizmem tylko pod względem czasu (koniec XIX
                              w.) i miejsca (Francja) i na tym związki się kończą. Ja się zresztą skłaniam ku
                              tym właśnie opiniom. Poszukiwanie związku pomiędzy technikami malarskimi i
                              kompozytorskimi jest zawsze dyskusyjne. Utożsamianie bezfunkcyjnej harmoniki
                              Debussy'ego z, powiedzmy, tonacją kolorystyczną u Cezanne'a? Nie ma na to
                              dowodów, podobnie z innymi, często czynionymi analogiami. W moim pojęciu, poza
                              wykazanymi już powyżej punktami stycznymi istnieje jeszcze jeden, który
                              zamanifestował się w "Preludiach" Debussy'ego. Idzie o umieszczenie tytułów na
                              końcu utworów. Twórca zdaje się umniejszyć rolę nazwy w utworze; nie życzy sobie
                              definiować tematyki od raz na wstępie i nastrajać wykonawcę czy słuchacza do
                              percypowania muzyki na określony temat. Dopiero na końcu powiada: "dla mnie ta
                              muzyka, którą tu przedstawiłem, obrazuje zatopioną katedrę, ale Wy możecie
                              rozumieć ją inaczej i wyobrazić sobie coś innego". Sugeruje nam, że będąc pod
                              WRAŻENIEM (IMPRESJĄ) tej muzyki, odebrał ją jako wyobrażenie określonego tematu.
                              Odbieram to jako wielce istotne novum, a zarazem najmocniejszy przejaw
                              impresjonizmu w muzyce Debussy'ego - a kto wie, czy w istocie nie jedyny :)
                              • kanarek2 Re: reguły kompozycji 08.09.06, 00:00
                                > Poszukiwanie związku pomiędzy technikami malarskimi i
                                > kompozytorskimi jest zawsze dyskusyjne.
                                Oczywiście. Zwłaszcza związku bezpośredniego.

                                Z drugiej strony pojawia się moda na folklor, a wtedy i jedni i drudzy czerpią
                                z folkloru. Odkrywają etnikę Afryki. Pojawia się okres minimalizmu, i tu i tu.
                                Badamy granice środków wyrazu, Cage pisze 3-cośtam a Klein maluje obraz caly na
                                niebiesko; czy też kompozytor X (nie pamiętam nazwiska, kiedyś je wymieniłeś)
                                proponuje rozwalenie fortepianu, a Fontana tnie gołe płótno.
                                Słowem podejrzewam, że jakoś to wszystko się zazębia.
                              • rumburakk1 Re: reguły kompozycji 08.09.06, 08:00
                                byłbym ostrożny w porównywaniu muzyki i malarstwa. malarstwo tak naprawdę z
                                muzyką ma tyle wspólnego że obydwie dziedziny zawierają się w pojęciu "sztuka".
                                Nie ma ścisłych paralel między malarstwem a muzyką.Muzyka posługuje się zupełnie
                                innym materiałem niż malarstwo które było uważane zwykle siostrzaną sztukę poezji.
                                Jak chodzi o impresjonizm to nie wypowiem się co do muzyki bo sa tu lepsi
                                fachowcy niż ja. Mimo wszystko jednak traktowanie sensu słowa "impresja" jako
                                jakiegoś duchowego wrażenia w stosunku do impresjonistycznego dzieła sztuki jest
                                olbrzymim błędem. Impresjonizm jest jednym z prądów , kierunków w MALARSTWIE -
                                w muzyce funkcjonuje zupełnie umownie. Spełnia funkcję periodyzacyjną.
                                Impresjonizm w malarstwie to był to prąd skrajnie realistyczny - nie miał nic
                                wspólnego z wrażeniowością w typie "widzę katedrę która przypomina mi lata
                                dzieciństwa" - to nie romantyzm. Tu nie chodziło tylko o barwne obrazki i nie
                                chodziło tylko o emocje. bynajmniej nie chodziło też o wywołanie artystycznego
                                zamętu i czegoś co nazwya się dziś nieskrępowaną artystyczną wolnością. Dążenia
                                nad doskonaleniem załozeń tego kierunku to były niemal skrajnie naukowe badania
                                nad teorią widzenia i fizycznymi własnosciami światła które to przeniesione na
                                grunt malarstwa miały dać w założeniu wycinek rzeczywistości w swej fizykalnej
                                doskonałości. To wcale nie był nowy prąd - jeśli poczytamy "de pictura" Leonarda
                                to przeczytamy że już Leonardo wiedział że traktowanie koloru i rzeczywistości w
                                ten sposób w jki robili to artyści quatro i cinqecenta jest błędem. Widział że
                                niebo nigdy nie jest czysto niebieskie, że niebieska kotara rzuca niebieską
                                poświatę na czerwony dywan - to są spostrzeżenia skrajnie imresjonistyczne.
                                W muzyce mogłoby to polegać na jakiejś teorii fizycznego oddziaływania dźwięków,
                                rezonansu czy czegoś podobnego - nie wiem nie jestem muzykiem.
                                Zgadzam się z poglądem ze poszukiwanie związków między technikami malarskimi (a
                                w zasadzie doktrynami malarskimi) a kompozytorskimi jest błędem bo to są
                                zupełnie inne materie a w przypadku impresjonizmu ta rozbieżność wydaje się byc
                                szczególnie widoczna.
                                Jeszcze raz powtórzę - impresjonizm to był jeden z kierunków w malarstwie.
                                Odnoszenie go do muzyki jest w zasadzie błędem- w moim przekonaniu bezsensem bo
                                to nic nie znaczy. wynika to z tego że po pozytywizmie jest kłopot właśnie z
                                periodyzacją dziejów kultury. u nas zwykle mówi się o Młodej Polsce (ale na
                                zachodzie nic to nie znaczy - tam jest art neveau, art and craft i masa innych
                                określeń.) czasem mówi się w Polsce że koniec XIXw to modernizm. kłopot w tym że
                                jak porozmawiasz z Francuzem to zrobi wielkie oczy bo modernizm na całym świecie
                                zaczął się wraz z awangardą - czyli po I wojnie.
                                impresjonizm, ekspresjonizm, kubizm, taszyzm, koloryzm to są prądy malarskie.
                                ktoś wyobraża sobie muzykę kubistyczną? jak miało by to wyglądać? Co innego
                                symbolizm . To pojęcie szersze - właściwe i literaturze i malarstwu i rzeźbie i
                                chyba muzyce. Przez niektórych przełom XIX/XXw określany jest właśnie tym
                                terminem. Ale niestety co symbolizm ma wspólnego z impresjonizmem? Nic
                                praktycznie oprócz tego ze egzystowały w jednym czasie.
                                O tym czego ludzi uczą w szkołach średnich to nie chce mi sie pisac, ale jeśłi
                                mają poloniści uczyć sztuki tyo niech lepiej tego w ogóle tego nie robią. Jakieś
                                luźne ogólniki, często błędnie interpretowane. Nauczanie historii sztuki bez
                                przygotowania filozoficznego o kompletny bezsens. Niestety minister Roman chce
                                wszystkich torturować matematyką. Gdyby Rubinstein żył w dzisiejszych czasach to
                                penie skończyłby jako niedouczony klezmer bo przecie matematykę w szkole
                                zaliczał tylko dzięki temu że galantnie przebierał palcami po klawiaturze.
                                I tak mamy całą masę inżynierów, ekonomistów, menedżerów którzy mają kłopot z
                                odróznieniem Matejki od Gierymskiego i Chopina od Bacha. Niby to niepotrzebne
                                ale jak popatrzę ile syfu jest dookoła to sobie myślę że sztuka jednak łagodzi
                                obyczaje.
                                Pozdro
                                • dobiasz Re: reguły kompozycji 08.09.06, 09:20
                                  rumburakk1 napisał:

                                  > niż malarstwo które było uważane zwykle siostrzaną sztukę poez
                                  > ji.

                                  Z tym "zwykle" to ja bym się nie rozpędzał. Było parę ładnych okresów w
                                  dziejach, kiedy to raczej muzyka i poezja były utożsamiane. A i w drugą stronę -
                                  związki pomiędzy malarstwem i poezją są tak samo umowne jak między malarstwem i
                                  muzyką.

                                  > Niestety minister Roman chce
                                  > wszystkich torturować matematyką.

                                  I bardzo dobrze, bo matematyka to ćwiczenie inteligencji - myślenia logicznego,
                                  dedukcji i indukcji, wyciągania wniosków, znajdowania korelacji.

                                  Matematyka (z naciskiem na logikę) z jednej strony a filozofia z drugiej - to
                                  podstawa. Bez jednej z tych nóg intelektualista jest kaleką.

                                  > Gdyby Rubinstein żył w dzisiejszych czasach to
                                  > penie skończyłby jako niedouczony klezmer bo przecie matematykę w szkole
                                  > zaliczał tylko dzięki temu że galantnie przebierał palcami po klawiaturze.

                                  Gdyby babcia wąsy miała to by wojewodą została. Gdybanie to fajna zabawa, tylko
                                  niczego nie dowodząca.

                                  > I tak mamy całą masę inżynierów, ekonomistów, menedżerów którzy mają kłopot z
                                  > odróznieniem Matejki od Gierymskiego i Chopina od Bacha.

                                  A z drugiej strony mamy masę chumanistów (sic!) co to przeczytali wszystko od
                                  Platona po Derridę i przerzucają się ładnymi słówkami a jak w pocie czoła
                                  zbudują zdanie złożone to jest pięć razy wewnętrznie sprzeczne logicznie.
                                  Przykłady można znaleźć nawet na tym forum, ale nie bawmy się w personalne
                                  połajanki :-P

                                  Jeśli zaś już jesteśmy przy inżynierach, to znam więcej inżynierów słuchających
                                  dobrej muzyki, niż humanistów.
                                  • zamek Re: reguły kompozycji 08.09.06, 09:47
                                    Dobiasz, ja się chyba z Tobą napiję. Jakem humanista. Jedziecie jutro do Wro? :)
                                    • dobiasz Re: reguły kompozycji 08.09.06, 09:57
                                      zamek napisał:

                                      > Dobiasz, ja się chyba z Tobą napiję. Jakem humanista. Jedziecie jutro do Wro? :
                                      > )

                                      Nie jutro. Jadę do Wro w przyszły czwartek i idę na kwartety Szostakiewicza w
                                      piątek i McCreesha w sobotę.

                                      Czy się napijemy, to muszę poważnie przemyśleć ;-P
                                • dobiasz Re: reguły kompozycji 08.09.06, 10:00
                                  P.S. Gwoli wyjaśnienia: pod stwierdzeniem, że nauczanie historii sztuki bez
                                  filozofii nie ma sensu podpisuję się ręcyma obiema. Szkoda, że rektor czy
                                  dziekan (nie wiem, kto tam włada) od rzeczonej historii sztuki na UJ o tym nie
                                  wie... Tzn. niby wie, ale filozofię mają w takim zakresie godzin i z takim
                                  prowadzącym, że w ciągu całego toku studiów przy pomyślnych wiatrach dochodzą do
                                  Nietzschego. I potem taki chistoryk sztuczny ma coś wiedzieć o sztuce
                                  współczesnej... Żałość i żenada.

                                  Koniec offtopa.
                                • bwv1004 Re: reguły kompozycji 08.09.06, 15:25
                                  Świetny offtop :-)

                                  rumburakk1 napisał:

                                  > ktoś wyobraża sobie muzykę kubistyczną? jak miało by to wyglądać?

                                  cube=sześcian=kostka. aleatoryzm? ;-D



                                  > Niestety minister Roman chce
                                  > wszystkich torturować matematyką. [...]
                                  > I tak mamy całą masę inżynierów, ekonomistów, menedżerów którzy mają kłopot z
                                  > odróznieniem Matejki od Gierymskiego i Chopina od Bacha.

                                  Mój ulubiony ostatnio cytat z osoby zidentyfikowanej przez forumowiczów jako
                                  doktorantka (sic! bwv) szkoły nauk społecznych Polskiej Akademii Nauk:

                                  "W Śmietankowym Warmii tłuszczu co prawda 73%, ale nie podano, czy na 100 g,
                                  czy na całą kostkę, czyli na 200 g. Z Łaciatym to samo. Napis głosi: "minimum
                                  82% tłuszczu". Ale na ile? Nie podano. Masło Stołowe z Sokołowa Podlaskiego -
                                  73,5% tłuszczu. Znów nie wiemy, czy na 100, czy na kostkę. Zwyczajowo na
                                  opakowaniach podaje się ilość tłuszczu na 100 gramów, ale konsument ma prawo
                                  tego nie wiedzieć."

                                  Wątek forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=22&w=47437183&a=47437183 .
                                  Oryginalnego artykułu nie ma co czytać, bo kompromitujące fragmenty zostały
                                  usunięte.

                                  Kiedyś inna autorka gazetowa, nie wiem, czy humanistka, ale pewnie tak (to się
                                  nazywa uprzedzenie ;-) ) w podobnym żywieniowym artykule chwaliła jedne
                                  produkty za wysoką zawartość zbawiennej witaminy C, a inne ganiła za zawartość
                                  straszliwej chemii w postaci kwasu L-askorbinowego...

                                  dobiasz napisał:
                                  > Matematyka (z naciskiem na logikę) z jednej strony a filozofia z drugiej - to
                                  > podstawa. Bez jednej z tych nóg intelektualista jest kaleką.

                                  Jako ani inżynier, ani humanista, niedokształcony zarówno matematycznie jak i
                                  filozoficznie, pozwolę sobie mieć opinię, że pierwszej z tych nóg zdecydowanie
                                  bardziej mi brakuje. Zarówno z punktu widzenia profesjonalnego, jak i
                                  estetycznego. Cokolwiek uda mi się pracowicie zrozumieć z matematyki, ma sens,
                                  kształt, uzasadnienie i cel. Natomiast większość filozofii, jaką miałem okazję
                                  liznąć, robiła wrażenie prywatnych bełkotliwych dywagacji autora. Albo
                                  inaczej, posłużę się niedokładnie pamiętanym cytatem z "Głosu Pana" - na jakimś
                                  etapie prawdy i wnioski przyjmowane za oczywiste przez autora przestawały miec
                                  cokolwiek wspólnego z moimi prawdami. [Polecam w ogóle tę książkę, a zwłaszcza
                                  fragmenty jej wstępu, gdzie stosunek humanistyki/filozofii/antropologii do nauk
                                  twardszych, zwłaszcza matematyki, jest ukazany nader smacznie.]
                                  • dobiasz Re: reguły kompozycji 08.09.06, 16:16
                                    > "W Śmietankowym Warmii tłuszczu co prawda 73%, ale nie podano, czy na 100 g

                                    Jakby się pani chumanistka chociaż do łaciny przykładała, bo by wiedziała ile to
                                    jest "73 pro cent" ;-) No ale, żeby to skojarzyć, to trzeba inteligencji,
                                    umiejętności zestawiania ze sobą różnych faktów i znajdywania związków, a tego
                                    zapewne pani właśnie nie trenowała, bo "ona nie jest umysł ścisły", więc co się
                                    będzie wysilać i liczyć jakieś tam wielomiany, pola trójkątów albo nie daj Boże
                                    rozkłady statystyczne.

                                    > Natomiast większość filozofii, jaką miałem okazję
                                    > liznąć, robiła wrażenie prywatnych bełkotliwych dywagacji autora. Albo
                                    > inaczej, posłużę się niedokładnie pamiętanym cytatem z "Głosu Pana" - na jakimś
                                    > etapie prawdy i wnioski przyjmowane za oczywiste przez autora przestawały miec
                                    > cokolwiek wspólnego z moimi prawdami.

                                    Bo matematyka to sztuka znajdywania rozwiązań. Filozofia zaś - stawiania
                                    pytań/problemów ;-) Nie czytaj odpowiedzi filozofów, czytaj ich pytania :-)
                                  • littlun1 Re: reguły kompozycji 27.01.07, 12:26
                                    Jako ani inżynier, ani humanista, niedokształcony zarówno matematycznie jak i
                                    filozoficznie, pozwolę sobie mieć opinię, że pierwszej z tych nóg zdecydowanie
                                    bardziej mi brakuje. Zarówno z punktu widzenia profesjonalnego, jak i
                                    estetycznego. Cokolwiek uda mi się pracowicie zrozumieć z matematyki, ma sens,
                                    kształt, uzasadnienie i cel. Natomiast większość filozofii, jaką miałem okazję
                                    liznąć, robiła wrażenie prywatnych bełkotliwych dywagacji autora. Albo
                                    inaczej, posłużę się niedokładnie pamiętanym cytatem z "Głosu Pana" - na jakimś
                                    etapie prawdy i wnioski przyjmowane za oczywiste przez autora przestawały miec
                                    cokolwiek wspólnego z moimi prawdami. [Polecam w ogóle tę książkę, a zwłaszcza
                                    fragmenty jej wstępu, gdzie stosunek humanistyki/filozofii/antropologii do nauk
                                    twardszych, zwłaszcza matematyki, jest ukazany nader smacznie.]

                                    Musztarda po obiedzie ale zgadzam sie z opinią dotyczaca prywatnych dywagacji wiekszosci filozofow ktorzy od logiki matematycznej trzymaja sie z dala -nawet Platon! ktory nie wpuszczal do swojej budy studentow bez wiedy matematycznej.
                                    Jedyna filozofia pozbawiona miecza to filozofia wschodu .
                                    Lem - dlaczego nie zostal doceniony jako filozof? bo udowodnil ze filozofia w ujeciu europejczyka to "dorabianie szuflad do kluczy"
                                    • bwv1004 Re: reguły kompozycji 27.01.07, 17:08
                                      > Lem - dlaczego nie zostal doceniony jako filozof? bo udowodnil ze filozofia w
                                      u
                                      > jeciu europejczyka to "dorabianie szuflad do kluczy"


                                      Ano. Można jeszcze zapytać, dlaczego nie został doceniony jako pisarz? Bo
                                      bałwany ze Sztkholmu wystraszyły się Science Fiction. I chyba nawet śmierć
                                      znajomości pisarza nie pomoże... Chociaż - parę tygodni po śmierci widziałem
                                      amerykanina z "His Master's Voice" w ręku. Może przypadek, może nie...
                                      • littlun1 Re: reguły kompozycji 28.01.07, 10:34
                                        Wazne ze dla nas Lem to nie tylko wymyslacz kosmicznych historyjek .Okazuje sie ze w sumie pod plaszczykiem sf bylo mu najlatwiej okielznac swoje mysli i przedstawic problemy czlowieka w sposob do ktorego nijak sie ma nobel np Sienkiewicza. Masz racje nalezalo mu sie duzo wiecej a sf zawsze bedzie traktowane jako gorszy gatunek literacki , moze dlatego ze w takiej formie Lemowej czesto najzwyczajniej niezrozumialy.
                                • kanarek2 Błędne związki:) 09.09.06, 00:06
                                  rumburakk1 napisał:
                                  >byłbym ostrożny w porównywaniu muzyki i malarstwa. malarstwo tak naprawdę z
                                  >muzyką ma tyle wspólnego że obydwie dziedziny zawierają się w pojęciu "sztuka".
                                  >Poszukiwanie związków między technikami malarskimi a kompozytorskimi jest
                                  błędem.

                                  Tak naprawdę to się pryncypialnie mylisz:-).
                                  Porównania mają sens ograniczony, jasne.
                                  Nie ma jednak powodów by upierać się, co czynisz, przy radykalnym rozdzielaniu
                                  Muz, i ich owoców. Przeciwnie. Każda z Muz posługuje się innym materiałem,
                                  rzeźba nie jest wierszem, co jednak nie znaczy że nie istnieją związki między
                                  nimi dotyczące i tematów i środków wyrazu, wspólnego poglądu na to co ważne w
                                  życiu itd.

                                  Związki te nie zawsze są jednoznaczne, i czasem - owszem - ich nie ma. Czasem
                                  są. Lutosławski w jednej ze swoich kompozycji ma część w której skrzypce grają
                                  coraz wyższe dzwięki, i każdy ze skrzypków ma kłaść palec przy palcu 'na styk'.
                                  Każdy skrzypek ma inną grubość palca, więc końcowy efekt jest po częsci
                                  przypadkowy. Dziesięć lat wcześniej Jackson Pollock rozkładał na podłodze
                                  płótno, i wylewał nań cieńkimi strużkami farbę z tuby czy słoika. Podobnie jak
                                  w utworze Lutosa końcowy efekt był po części przypadkowy. Po części, czyli w
                                  ramach minutowej sekwencji muzyki aleatorycznej, czy dwóch metrów kwadratowych
                                  płótna. Ty powiesz, że nic nie łączy obu technik, ja powiem że istota rzeczy
                                  jest identyczna.

                                  > ktoś wyobraża sobie muzykę kubistyczną? jak miało by to wyglądać?
                                  W pełni kubistycznym utworem jest w moim odczuciu Swieto Wiosny Strawińskiego,
                                  w którym element rytmiczny dominuje melodykę. Całkiem subiektywnie widzę daleko
                                  idącą paralelę Święta z obrazami Braque'a z lat 1911 i wyżej (czy kompletnie
                                  wtórnym Picassem z tego okresu), na których rozbija on np. skrzypce na
                                  rytmiczne sekwencje brązowych pasków. U kubistów rytm odgrywa często zasadniczą
                                  rolę. (Polecam balet Kyliana w TWON do muzyki Strawinskiego, pięknie osadzony w
                                  historii i tak współczesny jednocześnie.)

                                  > O tym czego ludzi uczą w szkołach średnich to nie chce mi sie pisac, ale jeśłi
                                  > mają poloniści uczyć sztuki tyo niech lepiej tego w ogóle tego nie robią.
                                  >Jakieś luźne ogólniki, często błędnie interpretowane.

                                  Wybacz szczerość, ale wszyscy znani mi poloniści są co najmniej równie
                                  kompetentni jak Ty. Być może mają nawet mniejsze problemy z periodyzacją sztuki
                                  na przełomie XIX i XX wieku.

                                  >Nauczanie historii sztuki bez przygotowania filozoficznego o kompletny bezsens.

                                  Hm. Czyli co trzeba przeczytać przed obejrzeniem malarstwa z groty Lascaux?
                                  Hegla?
                                  Pozdrawiam:)
                                  k.
                                  • rumburakk1 Re: Błędne związki:) 09.09.06, 19:47
                                    > Wybacz szczerość, ale wszyscy znani mi poloniści są co najmniej równie
                                    > kompetentni jak Ty. Być może mają nawet mniejsze problemy z periodyzacją sztuki
                                    >

                                    Wybacz, ale na tym poziomie nie będe z nikim polemizował. Bo z kim i o czym niby?
                                  • kanarek2 Rythm is it! 10.09.06, 23:59
                                    Jeszcze o Święcie Wiosny.

                                    Już tu chwaliliśmy z cranmerem i Jędrkiem film "Rythm is it!" o przygotowaniach
                                    baletu do Swieta, granego przez filharmoników berlińskich pod Rattlem, a
                                    tańczonych przez duży zespół młodzieży z blokowisk otaczających filharmonię.
                                    Wczoraj obejrzałem cd (przywiezione z Niemiec przez znajomych), część pierwsza
                                    to sam spektakl, druga to nagranie studyjne.
                                    I raz jeszcze to polecam wszystkim. Na filmie sir Simon po obejrzeniu baletu
                                    powiada z zachwytem do reżysera "I don't fucking believe it", i słusznie,
                                    dzieciaki (począwszy od 8latków chyba) są swietne, piękna choreografia i
                                    scenografia.
                                    I wspaniały Rattle.
                                    • dobiasz Re: Rythm is it! 11.09.06, 10:42
                                      > a
                                      > tańczonych przez duży zespół młodzieży z blokowisk otaczających filharmonię.

                                      Ale tam nie ma żadnych blokowisk w okolicy ;-)
                                      • kanarek2 Re: Rythm is it! 11.09.06, 22:49
                                        > Ale tam nie ma żadnych blokowisk w okolicy ;-)

                                        Są tacy co są drobiazgowi, i na szczęście do nich nie należysz;-).

                                        Ale potwierdzasz moje intuicje: zawsze uważałem że Philharmonia Berlińska to
                                        kawał XIX architektury w stylu Salceson Brunszwicki, ale nie stoi tylko się
                                        unosi na chmurkach prosto z Rubensa, wokół cherubinki stylizowane na modłę
                                        Herbercika Karajanka z tubami w pyszczkach.
                                        Żadnych blokowisk, sporo mercedesów.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka