Gość: BP
IP: 80.55.171.*
07.07.04, 07:51
Murem przeciw murowi na Polu
Radni i miejscy urzędnicy chcą ogrodzić Pole Mokotowskie. Warszawiaków jednak
o zdanie nie spytali.
Pole Mokotowskie, ulubione miejsce spacerów, ma zostać ogrodzone. Tak
postanowili urzędnicy i nie interesuje ich, co na ten temat mają do
powiedzenia warszawiacy. Mur ma stanąć i koniec.
Na ogrodzenie Pola Mokotowskiego warszawscy urzędnicy przeznaczyli już 90
tys. złotych. Decyzja o zarezerwowaniu pieniędzy w tegorocznym budżecie
miasta zapadła pod wpływem apeli radnych dzielnicy Ochota, na terenie której
leży większa część Pola Mokotowskiego. Jednak nie skonsultowano jej ani z
warszawiakami, ani też z architektami. A pieniądze zarezerwowane w budżecie
będzie trzeba wydać.
Pomysłodawczynią ogrodzenia Pola jest radna dzielnicowa Anna Zbytniewska. -
Chcemy w ten sposób uchronić Pole przed zakusami inwestorów. Jest to także
sposób na dokładne określenie granic tego obszaru - tłumaczy ŻW Zbytniewska.
Wtóruje jej druga radna Magdalena Popławska. - Dodatkowo wzdłuż ogrodzenia
można posadzić żywopłot - stwierdza.
- To jakaś głupota. Jeżeli radni chcą chronić Pole przed zabudową, to niech
się wezmą za uchwalenie miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego. To
jest jedyny dokument, który może zabronić inwestycji w tym miejscu -
denerwuje się dr Krzysztof Domaradzki. - Dokument już jest gotowy od kilku
miesięcy, ale do tej pory samorządowcy nie znaleźli czasu, aby go
zaakceptować - dodaje Domaradzki, który jest autorem projektu miejscowego
planu zagospodarowania przestrzennego obszaru Pola Mokotowskiego.
Gdyby plan został przyjęty, na terenie Pola Mokotowskiego nie mogłyby już
powstawać kontrowersyjne inwestycje. Dokument bowiem jasno określa granice
Pola. Przewiduje też zachowanie jego obecnego rekreacyjno-parkowego
charakteru. O żadnym grodzeniu nie ma w nim mowy.
Dlaczego więc miejscy urzędnicy i samorządowcy zwlekają z głosowaniem?
Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że w mieście trwa dyskusja, czy z terenu
Pola nie wyłączyć Klubu Sportowego Skra. Należącymi do niego działkami są
bowiem zainteresowani francuscy inwestorzy. Chcieliby w tym miejsu pobudować
biurowce i apartamentowce. Miasto mogłoby sporo zarobić.
Próbą ogrodzenia Pola zbulwersowani są warszawiacy. - Pole to jedyna otwarta
zielona przestrzeń w mieście. Decyzja o jej ogrodzeniu nie powinna zapadać
bez konsultacji z warszawiakami - mówi Michał Mirek.
Pomysł radnych i urzędników krytykuje także warszawski raper Tede. - Skąd ci
ludzie biorą takie pomysły. Może niech jeszcze zamykają Pole na noc - mówi
Tede. - Bardzo lubię to miejsce. W końcu na Polu w knajpie Bolek zaczynałem
swoją karierę. Jeżeli radni chcą grodzić, to niech wyżyją się na swoich
działkach. Nie pozwolę im ogrodzić mojego parku - denerwuje się Tede.
- Nie pozwolimy na to - wtórują mu warszawiacy, których wczoraj spotkaliśmy
spacerujących po Polu Mokotowskim. Ich zdaniem, park powinien pozostać
terenem otwartym. - Po co ogradzać? Płot prędzej czy później zostanie
zdewastowany, a koszty jego konserwacji będą ogromne. Poza tym Pole
Mokotowskie musi być dostępne dla mieszkańców Warszawy.
Są prostsze i skuteczniejsze sposoby na poprawę bezpieczeństwa, niż stawianie
płotu. Przede wszystkim należy nie dopuszczać do powstawania dzikich pijalni
piwa i - twierdzi Roman Klewenhagen, właściciel pubu Tola.
- Bezmyślne stawianie ogrodzenia to wyrzucanie pieniędzy w błoto - dodaje
Krzysztof Domaradzki.
Data: 07.07.2004