Dodaj do ulubionych

ceny w Warszawie...SKAD takie?

27.10.06, 12:40
hej ludkowie. odwiedzila mnie ostatnio kolezanka z Warszawy. Kupila
mieszkanie 38 m. Blisko centrrum za 240.000.... No po prostu za glowe sie
zlapalem.. LUDZIE??? Skad takie ceny? Sory, ale przeciez za taka klitke to
tu by nikt nie dal wiecej niz 20.000 € - moze 30.000. Ale Berlin to nie
Warszawa. Poza tym takich cen nawet w Paryzu nie ma. Kupilem rok temu
mieszkanie w samiutkim centrum Berlina za 70.000€ - 75 m2 z duzym balkonem.
Zastanawia mnie skad sie w Warszawei biora takie chore ceny.
Obserwuj wątek
    • alinaw1 Re: ceny w Warszawie...SKAD takie? 27.10.06, 15:12
      No to zapytaj tę koleżankę, która kupiła. Podbijają a)przyjezdni b)agencje
      nieruchomości c)histeryczne media d)wspaniałomyślne banki.
      • Gość: midbar Re: ceny w Warszawie...SKAD takie? IP: *.crowley.pl 27.10.06, 16:28
        Odpowiedź jest bardzo prosta: gdyby do Warszawy nie przyjeżdżały tłumy
        prowincjuszy, którzy KONIECZNIE muszą tu mieszkać ceny byłyby normalne. To
        miasto nie jest z gumy i po prostu brakuje miejsca na nowe inwestycje, stąd
        ceny za metr kwadratowy są tak przerażająco. Najsmutniejsze jest to, że na
        mieszkania stać właśnie przyjeznych a nie Warszawiaków, którzy nie mają "Ojców
        coby ziemię pod lasem sprzedali i gotówkę na mieszkanie im przekazali"!!
        Smutne,ale prawdziwe. Moja rodzina mieszka w Stolicy od pokoleń i ja od lat
        niestety muszę mieszkanie wynajmować...
        • Gość: glos_rozsadku Re: ceny w Warszawie...SKAD takie? IP: *.etel.pl 27.10.06, 17:07
          no teraz to grubo przesadziles kolego... ja wlasnie jestem jednym z
          przyjezdnych, nie mialem ani pola ani nie dostalem nic od rodzicow. tez
          wynajmuje... stac mnie na kredyt, ale nie bede nabijal portfela pazernym
          warsiawiakom, ktorzy za zaniedbane koszmarne mieszkania, ktore kiedys dostali
          za sam fakt bycia akurat tutaj chca teraz majatki robic.
          Dostaja np. w spadkach po dziadkach i co? rzadaja 400 tys.
          Sa jelenie - niech kupuja.
          A TY wynajmuj dalej - niebawem bedzie to tansze niz rata kredytu :D
          • alinaw1 Re: ceny w Warszawie...SKAD takie? 27.10.06, 17:16
            Sprostuję: Często nie dostają po dziadkach ale mieli z przydziału, wyróżniali
            się aktywnością partyjną albo SB-cką. Niedaleko moich teściów (z dziada
            pradziada warszawiacy) jest taki blok. Pamiętam jak w stanie wojennym koło
            każdego mieszkania stał tam żołnierz. To blok wojskowy- dostawali go zasłużeni.
            I co? Teraz tam sprzedają. Ja nie kupię- choćby ze względu na honor i szacunek
            dla mojej teściowej, która przesiedziała w więzieniach czasy PRL-u. Ale to na
            marrginesie.Nie ma się o co obrażać. Kolega może mało dyplomatycznie się
            wyraził ale coś w tym jest. Wystarczy spytać w agencji nieruchomości, kto
            korzysta z ich usług. W procentach. Skąd przyjeżdżają nabywcy mieszkań. No i
            statystyka nie kłamie (chyba!)



          • Gość: Amarez Re: ceny w Warszawie...SKAD takie? IP: *.acn.waw.pl 27.10.06, 17:32
            Nie chcesz nabijać portfela Warszawiakom, to po ciągniesz kasę z pracy tutaj?
            Wracaj do swojej Koziej Pytki i tam zarabiaj i żyj
          • poszi Re: ceny w Warszawie...SKAD takie? 27.10.06, 18:02
            > A TY wynajmuj dalej - niebawem bedzie to tansze niz rata kredytu :D

            Niebawem? To niebawem już nastąpiło dobre parę miesięcy temu.

            Słyszałem już wielokrotnie takie sformułowanie i jestem ciekaw, gdzie są takie
            mieszkania, którego rata kredytu jest tańsza niż wynajem. E tam rata, odsetki od
            kredytu. Ale nie rata kredytu na 3%, ale 5,5% w PLN, bo wynajmujący też mógłby
            pobawić się w spekulanta i wziąć kredyt w CHF i zainwestowac go w PLN
            korzystając z tej pozornie kuszącej różnicy w stopach (choćby na Foreksie), więc
            porównujmy jabłka do jabłek, a nie jabłka do pomarańczy.

            Po uzględnieniu wszystkich kosztów, ubezpieczenia na życie, prowizji, opłat
            stałych, które trzeba ponieść będąc właścicielem, a nie trzeba będąc najemcą
            (CO, fundusz remontowy wspólnoty mieszkaniowej, itp.) oraz nawet podstawowych
            remontów i napraw: malowanie, wymiana armatury co kilkanaście lat, konserwacja
            lub wymiana podłóg, okien i innych drobiazgów, taki netto koszt wynajmu to już
            nie przekracza 3-3.5%.
            • Gość: Ania Re: ceny w Warszawie...SKAD takie? IP: *.acn.waw.pl 29.10.06, 20:21
              Słyszałem już wielokrotnie takie sformułowanie i jestem ciekaw, gdzie są takie
              > mieszkania, którego rata kredytu jest tańsza niż wynajem

              Ja mam kawalerkę, którą wynajmuję za 900 PLN a kredyt na nowe mieszkanie wynosi
              mnie ok 720 pln(kredyt w PLN)
              • poszi Re: ceny w Warszawie...SKAD takie? 29.10.06, 21:05
                > Ja mam kawalerkę, którą wynajmuję za 900 PLN a kredyt na nowe mieszkanie wynosi
                >
                > mnie ok 720 pln(kredyt w PLN)

                Porównujesz jabłka do jabłek, czy jabłka do pomarańczy?
                Ta sama lokalizacja i kupowane teraz w tej chwili? Gdzie mają takie tanie
                kawalerki za 127 tyś złotych, bo tyle wynosi 30-letni kredyt z ratami 720 PLN na
                5,5%? Albo nawet za 157 tys złotych, bo 720 zł miesięcznie to same odsetki od
                takiego kredytu? I ją wynająć za 900 zł? Bez podłóg i białego montażu, które za
                darmo nie są?
            • Gość: janek Re: ceny w Warszawie...SKAD takie? IP: *.aster.pl 02.11.06, 22:10
              > Po uzględnieniu wszystkich kosztów, ubezpieczenia na życie, prowizji, opłat
              > stałych, które trzeba ponieść będąc właścicielem, a nie trzeba będąc najemcą
              > (CO, fundusz remontowy wspólnoty mieszkaniowej, itp.) oraz nawet podstawowych
              > remontów i napraw: malowanie, wymiana armatury co kilkanaście lat, konserwacja
              > lub wymiana podłóg, okien i innych drobiazgów, taki netto koszt wynajmu to już
              > nie przekracza 3-3.5%.
              Mylisz się, właściciel mieszkania nie jest instytucją dobroczynną! Wszystkie
              koszty ponosi wynajmujący
              • Gość: Ricardo Bastardo Re: ceny w Warszawie...SKAD takie? IP: *.chello.pl 02.11.06, 22:35
                > Mylisz się, właściciel mieszkania nie jest instytucją dobroczynną! Wszystkie
                > koszty ponosi wynajmujący

                To chyba nie wynajmujesz mieszkania. Po trzech, czterech latach wynajmowania
                trzeba ładować kilkanaście tysięcy złotych w remont generalny, gdyby ceny
                mieszkań nie rosły to nie byłoby sensu trzymać mieszkań na wynajem.
          • Gość: tomek Re: ceny w Warszawie...SKAD takie? IP: *.orange.pl 07.11.06, 21:32
            to nie kupój tylko wracaj do siebie
            • Gość: Ortograf Re: ceny w Warszawie...SKAD takie? IP: *.chello.pl 07.11.06, 21:43
              Ale ortografię to ty masz wioskową

              Gość portalu: tomek napisał(a):

              > to nie kupój tylko wracaj do siebie
        • Gość: figo Re: ceny w Warszawie...SKAD takie? IP: 153.95.95.* 27.10.06, 17:13
          Z tymi bogatymi prowincjuszami do lekka przesada. Zapewniam cię, że ludzi spoza
          W-wy stać na co najwyżej kilka metrów mieszkania w stolicy - o ile w ogóle na
          coś ich stać. Żeby nawet wszystko sprzedali co mają to może starczy w tej
          chwili na kawalerkę. Wydaje mi się, że mimo wszystko lepiej mają ci z W-wy, bo
          często mają jakieś mieszkania czy domki po babciach, dziadkach. A większość,
          czy w W-wy czy z prowincji i tak jedzie na kredycie.
          • Gość: Kinga Re: ceny w Warszawie...SKAD takie? IP: *.chello.pl 27.10.06, 19:10
            Chyba troszeczkę odeszlismy od tematu.
        • Gość: do MIDIBARA Re: ceny w Warszawie...SKAD takie? IP: 212.75.100.* 27.10.06, 20:10
          "Moja rodzina mieszka w Stolicy od pokoleń i ja od lat
          niestety muszę mieszkanie wynajmować... "

          bo Twój sposób myślenia wsią zachodzi !!!

          Warszawiaku ubogi intelektualnie..............................
        • Gość: Alojzy Re: ceny w Warszawie...SKAD takie? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.11.06, 23:00
          Z dzisiejszej (6 listopada) Rzeczpospolitej:
          Jeżeli nowe władze Warszawy nie zmienią swoich działań i dalej będą utrudniać
          inwestorom możliwości rozwoju tego miasta, jednocześnie przymykając oczy na
          migrujących do Warszawy ludzi z całej Polski, będziemy się musieli liczyć z
          dalszym wzrostem cen. Chętnych do zamieszkania w Warszawie jest coraz więcej, a
          mieszkań przybywa bardzo niewiele. Trzeba pamiętać, że ten problem sam się nie
          rozwiąże - dodaje.

          Co w tej sytuacji robią deweloperzy? Z reguły w ciągu kilku godzin od chwili
          rozpoczęcia sprzedaży mają kupców już na 60 proc. inwestycji, więc na pozostałe
          40 proc. podnoszą znacząco ceny.

    • Gość: MAniek Re: ceny w Warszawie... Gdzie granica? IP: *.aster.pl 27.10.06, 22:54
      Swoją drogą czy ktoś zastanawiał się gdzie jest górna granica ceny mieszkania
      np. na Ursynowie. Dziś za mieszkanie developerskie należy zapłacić 8-9 tys.
      zł... Jak sądzicie? A mmoże pryśnie bańka mydlana?
      • Gość: trader Re: ceny w Warszawie... Gdzie granica? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.10.06, 16:35
        chorzy ludzie - chore ceny.
        jesli wynajem jest tanszy od kupna, to ja wole wynajmowac i przez czas kidy wynajem sie nie zrowna z kosztem kupna, przynajmniej bede mogl odlozyc troche pieniedzy.
        Poza tym, wynajme raz tu, raz tam, nie trzyma mnie wlasnosc.
        • Gość: ela Re: ceny w Warszawie... Gdzie granica? IP: *.aster.pl 29.10.06, 15:56
          to sie bierz do roboty, a nie narzekaj na przyjezdnych. My juz drugiego
          mieszkania sie dorobilismy, a na poczatku nie stac nas bylo nawet na wynajem.
          Nie ma co zwalac na innych wlasna nieudolnosc. A ci przyjezdni moga miec po
          prostu wieksza motywacje do pracy, bo wiedza, ze nie maja do czego wracac-
          czesto ani pracy, ani mieszkania w miejscu urodzenia. Co do wynajmu- spojrz na
          standart mieszkan. Czesto sa to chlewnie z PRL-owskimi meblami. Nie mozna
          zrobic ani remontu, ani zakupic mebli, bo nie wiesz czy wlsacicielowi nagle sie
          nie przypomni, ze corka chce w tym mieszkaniu zamieszkac na kilka miesiecy. I
          ci nie podziekuje. Jezeli nie bedzie normalnych przepisow dotyczacych wynajmu
          (a nie durna ustawa o ochronie praw lokatora) nie bedzie mowy o naormalnm
          wynajmnie. Znajoma przeniosla sie do Paryza i w wynajetym mieszkaniu zaczela od
          generalnego remontu. Bo to jest mieszkanie na wynajem, a nie tak jak u nas-
          wynajmujesz na czarno, bo strach, ze Ci sie nktos nie wyprowadzi. Przez to jest
          zablokowany caly rynek mieszkan na wynajem.
          • Gość: Wynajmujący Re: ceny w Warszawie... Gdzie granica? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.10.06, 21:04
            Gość portalu: ela napisał(a):


            "Czesto sa to chlewnie z PRL-owskimi meblami."

            Nie wszystkie mieszkania to chlewnie. To właśnie osoby wynajmujące od kogoś
            mieszkanie bardzo często pozostawiają po sobie chlew, narażając włąściciela
            mieszkania na spore koszty. Skoro tak traktują czyjąś własność zachowując się
            jak trzoda chlewna, to niech nie spodziewają się, ze ktoś nagle wyskoczy z kasy
            i zrobi z mieszkania pałac, bo i tak za chwilę zmieni się ono w pobojowisko.

            "Nie mozna zrobic ani remontu, ani zakupic mebli, bo nie wiesz czy
            wlsacicielowi nagle sie nie przypomni, ze corka chce w tym mieszkaniu
            zamieszkac na kilka miesiecy. I ci nie podziekuje. Jezeli nie bedzie normalnych
            przepisow dotyczacych wynajmu (a nie durna ustawa o ochronie praw lokatora) nie
            bedzie mowy o naormalnm wynajmnie."

            Wynajmując mieszkanie godzisz się na pewne warunki. Jeśli mieszkanie nie
            spełnia twoich oczekiwań, to poprostu szukasz dalej. Właścicel mieszkania nie
            jest związany umową dożywotnio więc czasem może dojść do sytuacji, że będzie
            się trzeba wyprowadzić.

            "Bo to jest mieszkanie na wynajem, a nie tak jak u nas wynajmujesz na czarno,
            bo strach, ze Ci sie nktos nie wyprowadzi."

            Bardzo często powodem wynajmu na czarno jest ucieczka przed podatkiem, który
            liczy się nie tylko od kwoty wynajmu, ale równiez od czynszu. Rachunek jest
            prosty. Gdyby każdy właścicel uczciwie podchodził do sprawy, cena za wynajem
            byłaby wyższa i nie każdy mógłby pozwolić sobie na wynajem.

            • poszi Re: ceny w Warszawie... Gdzie granica? 29.10.06, 21:16
              > Bardzo często powodem wynajmu na czarno jest ucieczka przed podatkiem, który
              > liczy się nie tylko od kwoty wynajmu, ale również od czynszu.

              Jak się płaci ryczałt. Na tym polega ryczałt, że jest tańszy, ale nie trzeba
              dokumentować wydatków. Zawsze można płacić podatek na zasadach ogólnych i
              odpisywać udokumentowane koszty.

              > Gdyby każdy właściciel uczciwie podchodził do sprawy, cena za wynajem
              > byłaby wyższa i nie każdy mógłby pozwolić sobie na wynajem.

              Aha. To właśnie dowodzisz, że nie byłaby wyższa, bo gdyby nie każdy mógł sobie
              pozwolić na wynajem, to właściciele pozostaliby z pustymi niewynajętymi
              mieszkaniami. Lepiej zarabiać x zł niż zero. Poza tym to dobre tłumaczenie. Nie
              płacę podatków, bo żal mi najemców. Polacy to zdaje się wszystko wymyślą, żeby
              usprawiedliwić swoją nieuczciwość...
              • Gość: piotr Re: ceny w Warszawie... Gdzie granica? IP: 199.67.140.* 31.10.06, 11:56
                tak jak poszi wszystko wymysli żeby sie wydawało że może będzie miał rację za
                10 lat:)....
                • Gość: maxim Re: ceny w Warszawie... Gdzie granica? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 31.10.06, 14:46
                  Poszi prowadzi na tym forum własną politykę. Facet ma jakiś interes w tym, aby
                  przekonywać do znudzenia, że za chwile pęknie "bańka spekulacyjna" i ceny
                  polecą na łeb, na szyję.Dlatego przynudza bez sensu o Ameryce, a rynek
                  amerykański ma się tak do naszego jak Cadillac do Poloneza. Albo - poszi, to
                  porownanie specjalnie dla ciebie - jak pączek do gówna.
                  • herox Re: ceny w Warszawie... Gdzie granica? 31.10.06, 14:55
                    Gość portalu: maxim napisał(a):

                    > Poszi prowadzi na tym forum własną politykę. Facet ma jakiś interes w tym,
                    aby
                    > przekonywać do znudzenia, że za chwile pęknie "bańka spekulacyjna" i ceny
                    > polecą na łeb, na szyję.Dlatego przynudza bez sensu o Ameryce, a rynek
                    > amerykański ma się tak do naszego jak Cadillac do Poloneza. Albo - poszi, to
                    > porownanie specjalnie dla ciebie - jak pączek do gówna.

                    Nikt na forum nie dorasta do pięt posziemu pod względem analitycznego myślenia,
                    znajomości ekonomii, rynku nieruchomości i ogólnie pojętego sprytu.
                    Więc darujcie sobie takie komentarze, bo wszystko co piszecie wynika z
                    głębokiej frustracji obecnym stanem rynku.
                    • Gość: trader Re: ceny w Warszawie... Gdzie granica? IP: 195.42.249.* 31.10.06, 15:39
                      a i tak zaplacicie 15 tys za metr. wkrotce :] - chcialoby sie rzec :]
                      • Gość: bezdomny Re: ceny w Warszawie... Gdzie granica? IP: *.etel.pl 31.10.06, 15:49
                        głupstwa waćpan pleciesz... jak do tej pory nie wymyslono przepisu, ktory by
                        zmuszal kogokolwiek do zakupu mieszkania :P
                        wiec za 15 tys. kupia jelenie, ktorym ktos wmowi, ze musza kupic (ew. spia na
                        pieniadzach i im wisi czy to 9 czy 15)
                        • Gość: trader Re: ceny w Warszawie... Gdzie granica? IP: 195.42.249.* 31.10.06, 15:53
                          no tak, jelenie zaplaca 15, bo teraz 8 placą barany ;]

                          ale baran to nie jelen, jak wszystkim wiadomo.
                          • poszi Re: ceny w Warszawie... Gdzie granica? 31.10.06, 16:01
                            > ale baran to nie jelen, jak wszystkim wiadomo.

                            Między owieczkami (jakoś baran brzmi zbyt grubiańsko) a jeleniami jest taka
                            różnica, że owieczki idą na rzeź, a jelenie na odstrzał :)
                  • est-ymator Re: ceny w Warszawie... Gdzie granica? 31.10.06, 18:01
                    Poszi stara się widzieć szerzy i bardziej długodystansowy kontekst całęj
                    sytuacji niż 99% ludzi na tym forum, którzy nagle stali się genialnymi
                    inwestorami rynku nieruchomości.

                    Co do Ameryki, wiekszość wzrostu w latach 2003-2006 USA zawdzięczają
                    hipotecznemu szaleństwu (pozostałą cześć głównie wzrostowi wydajności pracy).
                    Jeżeli wysokie stopy procentowe nasypią piasku do kredytowej machiny a
                    spadające ceny nieruchomości spowodują ograniczenie konsumpcji (efekt
                    majątkowy) to gospodarka USA zanurkuje a wraz z nią zanurkuje strefa euro, a
                    wtedy u nas nie będzie już tak różowo.

                    Jak widzicie nie chodzi tu o bezpośrednie powiązanie rynku nieruchomości USA z
                    polskim tylko o wpływ rynku nieruhcomosci na gopsodarkę USA i wpływ tej
                    ostatniej na Europę, ale widzę że takie coś jest dla was za trudne.
                    • poszi Re: ceny w Warszawie... Gdzie granica? 31.10.06, 19:16
                      > Co do Ameryki, wiekszość wzrostu w latach 2003-2006 USA zawdzięczają
                      > hipotecznemu szaleństwu (pozostałą cześć głównie wzrostowi wydajności pracy).

                      Hipoteczne szaleństwo to jedno, ale to cały wzrost to w dużej mierze efekt
                      manii, tej samej która napędzała bańkę internetową czy w Holandii bańkę tulipanową.

                      Gdy się czyta archiwalne artykuły z czasu, kiedy impreza trwała w najlepsze,
                      trudno nie widzieć, że te same niemal argumenty powtarza się teraz w Warszawie.
                      Artykuł w Time z czerwca zeszłego roku uważa się teraz za kamień milowy znaczący
                      apogeum bańki:

                      www.time.com/time/magazine/article/0,9171,1069097,00.html
                      Jakież to wtedy wytłumaczenia, dlaczego ceny rosną można było przeczytać.
                      Niezawodny spin-doctor David Lereah przewidywał (w artykule wyżej) "kolejny
                      rekordowy rok dla rynku nieruchomości w 2005 roku z 9% skokiem cen w skali
                      kraju. Lereah twierdzi, że wzrost cen nie opiera się na wcale na iluzji, według
                      której dotcomowy theglobe.com miał zostać następnym General Electric. Boom,
                      twierdzi, jest oparty na fundamentach, m.in. na małej podaży, w szczególności
                      tam, gdzie się trudno lub drogo buduje, jak Nowy Jork czy San Francisco,
                      czynnikach demograficznych jak imigracja, inwestorach zagranicznych
                      wykorzystujący słabego dolara czy wreszcie popycie powojennego boomu
                      demograficznego na domy letniskowe. "To demografia, głupku". [aluzja do hasła
                      wyborczego Clintona "Gospodarka, głupku"]

                      Dodaje, że akcje są płynniejsze i bardziej podatne na wahania. Akcje to świstki
                      papieru, ludzie mogą z nich uciec w krótkim czasie. Nieruchomości są inne. Są
                      namacalne. Są bezpieczne. Więc nawet jeśli cena domu sąsiada spadnie, nie zawsze
                      oznacza to spadek wartości twojego domu. Nie oznacza, że będziesz wtedy
                      sprzedawał. Nie zareagujesz tak, jakbyś reagował na spadek kursu IBMa"

                      Tymczasem, kto kupił słuchając jego rad, może teraz czekać na cud, że nie będzie
                      gorzej.

                      > majątkowy) to gospodarka USA zanurkuje a wraz z nią zanurkuje strefa euro, a
                      > wtedy u nas nie będzie już tak różowo.

                      Cała strefa euro najprawdopodobniej lepiej zniesie ochłodzenie, ale wystarczy,
                      że zanurkuje Hiszpania i Irlandia do zmiany sentymentu i do wypłoszenia
                      spekulantów. Wypłoszy też tani kredytowy pieniądz, który zacznie domagać się
                      większej premii za ryzyko, jak dzieje się w tej chwili w USA, gdzie credit
                      default swaps mocno poszły w górę:
                      www.bloomberg.com/apps/news?pid=20601109&sid=adWThBDZaBMY&refer=home
                      Na kłopoty bankowe najprawdopodobniej dodatkowo zareaguje regulator i przykręci
                      śrubę.

                      Jeśli apologeci boomu tłumacza go w znacznym stopniu czynnikami zagranicznymi
                      (porównanie do cen unijnych, spekulanci z zagranicy, napływ kapitału obniżający
                      stopy), to ten miecz jest obosieczny w razie odwrócenia sytuacji zagranicą.

                      A najważniejszy czynnik to będzie zmiana sentymentu. I do tego zagranica
                      wydatnie się przyczyni.
                  • Gość: maximus Re: ceny w Warszawie... Gdzie granica? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.11.06, 23:14
                    właśnie takie opinie jak twoja przekonują mnie że koniec bąbla jest bliski.
                    Czytam te opinie i niestety poshi to jedyny rozgarnięty facet w tym watku.
                    • Gość: biko Re: ceny w Warszawie... Gdzie granica? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.11.06, 07:55
                      A propos ryczałtu za wynajem, to już od przyszłego roku nieaktualne.
                    • Gość: maxim Re: ceny w Warszawie... Gdzie granica? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.11.06, 09:51
                      Pogadamy za kilka miesięcy - kiedy, jak sądzę, ceny bedą o kolejne 10 proc.
                      wyższe. A poszi powie wtedy, że on zawsze twierdził, że "bańka pęknie" - tylko
                      nie mówił kiedy. Może za 2 lata, a może za 5? W ten sposób zawsze można mieć
                      rację. Śmiać mi się chce jak czytam te napuszone wywody o rynku amerykańskim i
                      oklaski klakierów. Różnica , panie poszi jest zasadnicza, fundamentalna - w
                      Polsce mamy deficyt 1.5 mln mieszkan - a ludzie muszą gdzieś mieszkać. A
                      Ameryce ten popyt napędzany jest zupełnie innymi czynnikami. W Polsce
                      mieszkania za 10 lat bedą na pewno droższe niż obecnie - w Ameryce
                      niekoniecznie.
                      • Gość: g Re: ceny w Warszawie... Gdzie granica? IP: *.acn.waw.pl 02.11.06, 11:54
                        Gdyby poszi dokladnie wiedzial co, gdzie, kiedy i jak sie zmieni to zapewne
                        byłby już miliarderem. Wrozka nie jest a jedynie proboje przeprowadzic analize
                        sytuacji. Robi to troszke subiektywnie ale wydaje mi sie ze ma duzo racji.
                        Wszyscy, nawet obecni tu spekulanci bardzo dobrze o tym wiedza, dlatego tak
                        bardzo staraja sie uciszyc ten glos rozsadku. Przeciwnicy Posziego podaja ciagle
                        ten same argument ze "tu jest polska - inne realia". Poszi natomiast w
                        odpowiedzi wyciaga jak z rekawa kolejne linki swiadczace o odwroceniu trendu na
                        rynku swiatowym. Ta sama spiewka spekulantow przeciw faktom, ktore byc moze
                        jeszcze nie dotycza jeszcze Polski ale kto wie juz za kilka, kilkanascie lub
                        kilkadziesiat miesiecy...
                      • Gość: . Re: ceny w Warszawie... Gdzie granica? IP: *.eranet.pl 02.11.06, 12:11
                        Dziwne?? Jeszcze 2 lata temu nie bylo slychac o tym deficycie 1.5 milionow (a
                        pewnie byl, rowniez wtedy) mieszkan a teraz jest to problem i ludzie nagle
                        takie braki zaczeli odczuwac i niemal na noze, siekiery walcza sie aby do obozu
                        przymusowej pracy (dla banku) na swoje ida. he.he.he
                      • Gość: uura Re: ceny w Warszawie... Gdzie granica? IP: *.icm.edu.pl 02.11.06, 12:14
                        ano pogadamy... kiedy jak sądze ceny zlecą na łeb, niech tylko PIS dotrzyma
                        tego co zapowiada - biznes.onet.pl/0,1427308,wiadomosci.html

                        ale się będzie działo, oj będzie :) Każdy będzie mógł nabyć mieszkanie w cenie
                        kosztu budowy czyli ok, 2.500 - 3.000 pln/za metr w Warszawie.

                        Ciekawe co zrobicie ze swoimi "inwestycjami" po 9k na ursynowie spekulanci :)
                        • Gość: trader Re: ceny w Warszawie... Gdzie granica? IP: 195.42.249.* 02.11.06, 13:12
                          kolejna bzdura wymyslona przez ten durny rzad...
                          Powrot cen regulowanych centralnie?

                          Jesli deweloper dostanie ziemie za darmo, to tylko zwiekszy sobie marze, czemu
                          mialby sprzedawac po 3k, jesli moze po 8?

                          Ta hossa szybko sie nie skonczy, w ten biznes wchodzi duza kasa i dobre name'y
                          inwestycyjne, jak Lehman Bros, ktory jest partnerem udzialowca Robyga.
                          • Gość: Guzik Re: ceny w Warszawie... Gdzie granica? IP: 62.29.169.* 02.11.06, 13:30
                            Taaaak, myśle, ze ten pomysł rządu to wszystkie problemy rozwiąże :) Będzie tak
                            jak przedmówca napisał. Zwiększy sie marża developerów. To musiałoby być masowe
                            zjawisko (setki hektarów), zeby raptem mieszkań było za dużo. No i jak te
                            mieszkania miałyby konkurować z tymi wybudowanymi za ciężkie pieniądze (miliny
                            zł na działki)? Kto mógłby je kupić? Jak je "solidarnie" podzielić? Bo jak mi
                            ktoś sprzeda mieszkanie za 3K, to ja przeboleje tą swoja inwestycje po 9. Tylko
                            pewnie znów wymyślą jakis idiotyczny hiperwskaźnik i wyjdzie, że
                            parlamentarzyści i ich rodziny oraz mieszkańcy Włoszczowej będą mogli je kupić.
                            Ludzie, kiedy wy się nauczycie, że ekonomia i wolny rynek to mają tysiące lat
                            historii i jeszcze nikt z nimi nie wygrał, a populizm, komunizm, socjalizm i
                            inne wynalazji ledwo 100 lat i jak skończyły każdy widział (wielu na własne oczy).
                      • poszi Re: ceny w Warszawie... Gdzie granica? 02.11.06, 13:48
                        > Pogadamy za kilka miesięcy - kiedy, jak sądzę, ceny bedą o kolejne 10 proc.
                        > wyższe. A poszi powie wtedy, że on zawsze twierdził, że "bańka pęknie" - tylko
                        > nie mówił kiedy. Może za 2 lata, a może za 5?

                        Bańka spekulacyjna jest tworem zupełnie nieracjonalnym, a wobec tego nie można
                        przewidzieć, kiedy euforia minie. To nie jest pytanie ekonomiczne tylko
                        psychologiczne. Nie widać jeszcze takich sygnałów jak zagranicą, więc jakiś czas
                        ceny najprawdopodobniej będą rosły.

                        Dla przeciętnego kupującego nie ma jednak absolutnie znaczenia, ile będzie
                        kosztowało mieszkanie za rok. Ma natomiast znaczenie, ile będzie kosztowało za
                        lat kilka, kiedy będzie chciał je zamienić na większe lub po prostu inne.

                        > Różnica , panie poszi jest zasadnicza, fundamentalna - w
                        > Polsce mamy deficyt 1.5 mln mieszkan - a ludzie muszą gdzieś mieszkać.

                        Jak w kraju, w którym jest kilkaset tysięcy pustostanów (spis powszechny) może
                        brakować 1,5 miliona mieszkań? Jak to możliwe w kraju, w którym ponoć brakuje
                        tylu mieszkań, ceny najmu są stabilne lub spadają? Do tego przy wzroście
                        zarobków. Słucham?

                        To 1,5 mln braku mieszkań to faktoid pl.wikipedia.org/wiki/Faktoid lub
                        może subtelniej truthiness en.wikipedia.org/wiki/Truthiness (to bardzo
                        trafny neologizm oznaczający zjawisko, które ktoś tłumaczy insynktownie i
                        intuicyjnie, wbrew faktom i logice).

                        Jedyne, co jest faktem to mniejsza liczba mieszkań per capita w Polsce niż na
                        Zachodzie. Ale Ryszard Petru w omawianym już tutaj kiedyś artykule w
                        Rzeczpospolitej argumentował, że większa część różnicy bierze się z efektów
                        kulturowych (Polacy żyją w wiekszym stopniu w rodzinach wielopokoleniowych z
                        wyboru czy też dużo mniej się rozwodzą niż na Zachodzie). Natomiast znakomita
                        większość pozostałego "deficytu" dotyka osoby, których nie stać na mieszkanie,
                        więc ich potrzeby mieszkaniowe nie mają znaczenia na rynku, bo nie generują popytu.

                        Kwestonuję zatem nie tylko samą wielkość 1,5 mieszkań, jak i wpływ
                        rzeczywistego deficytu na popyt.

                        > A
                        > Ameryce ten popyt napędzany jest zupełnie innymi czynnikami.

                        Wiele razy podawałem linku do artykułów sprzed roku, gdzie argumentowano, że
                        boom jest z powodu tego, że brakuje w USA domów i mieszkań. A ulubionym hasłem w
                        napompowanej do granic możliwośi Kalifornii było "Kupuj, bo w Kalifornii ziemi
                        nie przybywa". A główny prawdziwy (a nie wyimaginowany) powód to bańka
                        kredytowa, która ma też miejsce w Polsce. No i oczywiście euforia i strach, że
                        będzie drożej (w USA pisano "buy now or you will be priced out forever").

                        > W Polsce
                        > mieszkania za 10 lat bedą na pewno droższe niż obecnie - w Ameryce
                        > niekoniecznie.

                        Niczego nie wiem na pewno, ale w jestem przekonany, ze w stosunku do zarobków
                        ceny będą niższe. Ceny nominalne będą zaś zależeć od inflacji. A za 10 lat
                        demografia zacznie działać mocno w drugą stronę. Jeśli Polska masowo nie zacznie
                        sprowadzac imigrantów, to będzie się wyraźnie wyludniać, a wchodzący w
                        dojrzałość wyż demograficzny będzie już historią.
                        • Gość: trader Re: ceny w Warszawie... Gdzie granica? IP: 195.42.249.* 02.11.06, 14:11
                          tak naprawde to te pokolenie, ktore wchodzi w dojrzalosc, to nie jest wyz
                          demograficzny, tylko ,,echo wyzu'' - wystarczy spojrzec na dane.

                          Ludzie postepuja teraz nieracjonalnie, placa kazda cene w miejscach w ktorych
                          wczesniej by nie chcieli mieszkac. Do tego dochodzi chciwosc spekulantow i
                          strach prawdziwych nabywcow (bo za rok bedzie drozej i nie bedzie mnie stac).

                          Ceny beda rosly do granic mozliwosci kredytowych, jest drogo, bedzie pewnei
                          jeszcze drozej. Po co kupowac cos, co jest drogie? Ale teraz kluczowe pytanie:
                          to kiedy mam kupic pierwsze wlasne mieszkanie? po 40-stce?
                          i ta wizja sklania wielu ludzi w moim przedziale wiekowym [25-30] do placenia
                          tych wysokich cen.....
                          • Gość: . Re: ceny w Warszawie... Gdzie granica? IP: *.era.pl 02.11.06, 14:16
                            Ta wizja sklonila ogromne rzesze moich znajomych do emigracji. Teraz mowia, ze
                            lepiej im sie zyje na zachodzie i nie beda wradac. Prace szybko znajduja, nie
                            sa skazani na wrednego szefa, ktory doi ich z czasu przywatnego, ktory spedzily
                            by normalnie w domu. Smutne
                        • herox Re: ceny w Warszawie... Gdzie granica? 02.11.06, 14:19
                          Teraz mieszkania kupują studenci albo jeszcze przed rozpoczęciem studiów - tzn.
                          kupują im rodzice.
                          Kiedyś nie było potrzeby ani takiej "mody" aby student musiał mieć mieszkanie.
                          Po studiach parę lat wynajmował, dorobił się trochę i dopiero przechodził na
                          swoje.
                          Teraz popyt przesunął się o parę lat, skumulował się i dlatego może być
                          chwilowy niedobór na rynku.
                          Kiedy wszystko powróci do starego modelu - moim zdaniem - normalnego, to
                          przesunięcie się popytu w drugą stronę spowoduje efekt odwrotny.

                          Ale psychologiczne podstawy tej euforii są zbyt potężne i mocno zakorzenione
                          poprzez nieustanną pracę mediów, ekspertów i agentów. Dlatego uważam, że
                          wzrosty jeszcze potrfają i to dłużej niż tego oczekujecie.
                          • Gość: trader Re: ceny w Warszawie... Gdzie granica? IP: 195.42.249.* 02.11.06, 14:28
                            ale ja nie chce wyjezdzac, mam fajna prace, ktora lubie, szefu jest bardzo
                            spoko, zarobki sa bardzo dobre. Wierze, ze mam dobre perspektywy na przyszlosc.
                            Jesli wyjade, to po to zeby robic to samo i zarobic duzo, duzo wiecej niz
                            tutaj.

                            Stac mnie zeby kupic, ale nie chce, bo wedlug mnie jest za drogo.
                            Nie znam sie nieruchomosciach, ale jesli to bylyby akcje, to sprzedalbym teraz.
                            • Gość: gosc Re: ceny w Warszawie... Gdzie granica? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.11.06, 15:07
                              otworzylam gazete dom i coz tam widze sprzedam udzial mokotow, szczesliwice.
                              bialoleka itd.duzo tego.
                              • herox Re: ceny w Warszawie... Gdzie granica? 02.11.06, 16:01
                                Gość portalu: gosc napisał(a):

                                > otworzylam gazete dom i coz tam widze sprzedam udzial mokotow, szczesliwice.
                                > bialoleka itd.duzo tego.

                                No i bardzo dobrze.
                                Jednak bardzo szybko schodzą takie oferty i nie czekają na chętnych.
                                Ci co sprzedają zarobili srednio 4 tys/m2.
                                Przy prawie zerowej inwestycji jest to niezły zarobek.
                                • Gość: marek do Poshi IP: 12.21.160.* 02.11.06, 19:26
                                  Poshi,
                                  mieszkasz w USA, czyli teraz o godzinie 1:25 PM powinienes budowac amerykanska
                                  gospodarke , a nie pisac na forum (no chyba ze zmianowy z Ciebie pracownik),
                                  czyli okradac swojego employee.
                                  To jak to jest z Toba ?
                                  • Gość: uura Re: do Poshi IP: *.icm.edu.pl 02.11.06, 21:19
                                    nie mozecie z nim wygrac merytorycznie to uderzacie personalnie? ot
                                    spekulanci..
                                    • Gość: marek Re: do Poshi IP: 12.21.160.* 02.11.06, 21:49
                                      to nieprawda, uwaznie czytam Poshiego, ale nie musze chyba ze wszystkim co
                                      pisze sie zgadzac.
                                      Rowniez mieszkam w USA, i moje poglady na "spadki" sa nieco odmienne. A juz
                                      zupelnie nie rozumiem porownywan rynku nieruchomosci w USA i Polsce.
                                      • poszi Re: do Poshi 03.11.06, 00:20
                                        > A juz
                                        > zupelnie nie rozumiem porownywan rynku nieruchomosci w USA i Polsce.

                                        Porównywać to wszystko chyba można, nawet to, co się różni, nieprawdaż?

                                        Rynek w USA oczywiście, że jest inny niż w Polsce, aczkolwiek zaryzykowałbym
                                        twierdzenie, ze Warszawa bardziej przypomina taką dajmy na to Filadelfię niż
                                        Filadelfia przypomina jakieś miasteczko w Zachodniej Wirginii, więc analogie nie
                                        są całkiem pozbawione sensu. A główne przyczyny wzrostu w USA i w Polsce są te
                                        same: sentyment oraz rozdawnictwo kredytowe.

                                        Krach na rynku w USA oczywiście nie ma bezpośredniego wpływu na Polske, ale
                                        wiele czynników pośrednich nie jest bez znaczenia. Po pierwsze wpływa na nastrój
                                        (po jeszcze solidniejszych spadkach w USA nie napiszą już w Forbesie, że nic się
                                        nie stało), pod drugie wpływa na przypływy kapitałowe i na koszt pieniądza
                                        (porównaj wykres WIGu i DJIA, a zobaczysz uderzające podobieństwa wynikające z
                                        współzależności kapitałowych; ta korelacja jest obecnie dużo większa niż w
                                        pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych), po trzecie zaś ewentualna recesja w
                                        USA nie pozostanie bez wpływu na gospodarke europejską i polską. Wszystkie te
                                        efekty ma szanse wzmocnić podobny do amerykańskiego scenariusz w Hiszpanii i
                                        Irlandii, na które to rynki Polacy zwracają baczniejszą uwagę (a tamtejsi
                                        inwestorzy są obecni w Polsce), a które to wykazują podobne symptomy co USA
                                        kilka-kilkanaście miesięcy temu.

                                        Mimo że rynki nieruchomości są lokalne, wystąpują spore korelacje między fazami
                                        cyklu koniunkturalnego w różnych krajach. Spójrz np. na rysunek III.3 ze
                                        skądinąd interesującego raportu OECD www.oecd.org/dataoecd/40/6/35816576.pdf

                                        P.S "Employee" to po angielsku pracownik.
                                        • Gość: marek Re: do Poshi IP: 208.104.99.* 03.11.06, 04:17
                                          P.S "Employee" to po angielsku pracownik.
                                          oczywiscie masz racje, pisalem w pracy wiec sie spieszylem
                                          :-)
                                          • Gość: chudzik Re: do Poshi IP: *.aster.pl 04.11.06, 08:59
                                            Ceny mieszkań w Warszawie nakręca herox.
                                            • Gość: gość Re: do Poshi IP: *.acn.waw.pl 04.11.06, 11:57
                                              Ceny mieszkań w Warszawie nakręca Rakieta Heroxa....
                                              • Gość: gość Re: do Poshi IP: *.acn.waw.pl 04.11.06, 11:57
                                                ... podobno już odpaliła.
                                                • Gość: gordon Poczytaj sobie, poszi IP: *.chello.pl 04.11.06, 14:21
                                                  Kupuj dzisiaj - jutro będzie drożej
                                                  03.11.2006 14:04

                                                  Na rynku mieszkaniowym niesłychana galopada cen. To co wczoraj wydawało się
                                                  jeszcze bardzo drogie, dzisiaj uchodzi za tanie. Mieszkania drożeją po kilka-
                                                  kilkanaście procent miesięcznie.

                                                  Jest jednak takie miasto w Polsce, gdzie ceny nie tylko, że nie rosną, ale
                                                  spadają. Tak jest we Wrocławiu. Jak podaje firma RedNet, o ile we wrześniu za
                                                  metr kwadratowy żądano 6211 zł to w październiku 6198 zł. Przecena wyniosła
                                                  więc 0,2 proc.

                                                  W innych miasta ceny kontynuują marsz w górę bywa, że w tempie dwucyfrowym. W
                                                  październiku liderem wzrostów była Łódź- podaje firma RedNet. Trudno pojąć, ale
                                                  ceny licząc miesiąc do miesiąca wzrosły tutaj ponad 12 proc. Mimo to w Łodzi
                                                  ceny wciąż są relatywnie niskie. Metr kwadratowy kosztuje "tylko" 4285 zł.

                                                  Niemal dwa razy więcej liczą sobie developerzy w Warszawie. W stolicy płaci się
                                                  za metr kwadratowy średnio 7080 zł. W porównaniu do września mieszkania
                                                  podrożały na warszawskim rynku o 8,2 proc.

                                                  Wolniej - o 7,6 proc. - ceny rosły w Krakowie, być może dlatego, że zostały już
                                                  wywindowane do bardzo wysokiego poziomu. Żeby myśleć o kupnie mieszkania trzeba
                                                  przygotować się na wydatek przeciętnie 6755 zł/mkw, bo tyle w październiku
                                                  liczyli sobie developerzy.

                                                  Drożyzna nie omija także Trójmiasta, które do niedawna uchodziło za rejon o
                                                  rozsądnych cenach. Obecnie przebiły one poziom 5 tys. zŁ (średnia to 5136 zł).

                                                  Jednym z najtańszych miast pozostaje wciąż Poznań. Dopiero dwa miesiące temu
                                                  ceny przekroczyły tutaj 4 tys. zł. W październiku mieszkania w Poznaniu
                                                  kosztowały 4314 zł/mkw.

                                                  Eugeniusz Twaróg

                                                  Średnie ceny metra kwadratowego (w zł) październik wrzesień zmiana
                                                  Łódź 4 285 3 814 12,3%
                                                  Warszawa 7 098 6 561 8,2%
                                                  Poznań 4 314 4 098 5,3%
                                                  Kraków 6 755 6 275 7,6%
                                                  Wrocław 6 198 6 211 -0,2%







                                                  (INTERIA.PL)
                                                  • Gość: . Re: Poczytaj sobie, poszi IP: *.eranet.pl 04.11.06, 14:37
                                                    Twarożek pisał też coś takiego:

                                                    mojefinanse.interia.pl/news?inf=734974
                                                  • Gość: hj Re: Poczytaj sobie, poszi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.11.06, 15:54
                                                    Wrocław dostał zadyszki... to było do przewidzenia
                                                  • Gość: chudzik Re: Poczytaj sobie, poszi IP: *.aster.pl 04.11.06, 23:12
                                                    Trzeba do Wrocławia wysłać heroxa to ceny pójdą w górę :)
                                                  • Gość: trader Re: Poczytaj sobie, poszi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.11.06, 23:35
                                                    no wlasnie pojechal tankowac rakiete :]
                                                  • Gość: gość Re: Poczytaj sobie, poszi IP: *.acn.waw.pl 05.11.06, 00:38

                                                    RedNet opiera swoje badania nie na cenach tranzakcyjnych ale na cenach
                                                    oferowanych w parciu o tabele ofert. Podawanie takich informacji w mediach
                                                    podowuje jeszcze wiekszą panikę i wzrost bańki. Wczoraj w wieczornym serwisie
                                                    informacyjnym tvn24 podawali te same dane. PIS powinien zakazac takich rzeczy:)




                                                    www.raporty.rednetproperty.com/index.php?str_id=1683
                                                    Metody badawcze

                                                    Mamy przyjemność zaprezentować Państwu zbiór innowacyjnych narzędzi, dzięki
                                                    którym dokładność informacji, jakie posiada Property Consulting, stanowi
                                                    unikalne w skali kraju narzędzie badawcze.
                                                    Badanie preferencji osób odwiedzających
                                                    targi mieszkaniowe

                                                    redNet Property Consulting przeprowadza systematycznie badanie ilościowe
                                                    techniką badawczą wspomaganą komputerowo opartą na wykorzystaniu elektronicznych
                                                    kwestionariuszy i komputerów przenośnych (CAPI-Computer Assisted Personal
                                                    Interviewing). Badania realizowane są w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu,
                                                    Poznaniu, Trójmieście i Łodzi podczas targów mieszkaniowych wśród potencjalnych
                                                    nabywców mieszkań na rynku pierwotnym. Za kryterium selekcyjne w doborze
                                                    respondentów stosuje się intencję zakupu nowego mieszkania lub domu. Zasadniczym
                                                    celem badań jest poszerzenie wiedzy uzyskiwanej z analizy popytu wykonywanej na
                                                    bazie preferencji użytkowników tabelofert.pl
                                                  • poszi Re: Poczytaj sobie, poszi 05.11.06, 03:04
                                                    > RedNet opiera swoje badania nie na cenach tranzakcyjnych ale na cenach
                                                    > oferowanych w parciu o tabele ofert. Podawanie takich informacji w mediach
                                                    > podowuje jeszcze wiekszą panikę i wzrost bańki. Wczoraj w wieczornym serwisie
                                                    > informacyjnym tvn24 podawali te same dane. PIS powinien zakazac takich rzeczy:)
                                                    >

                                                    Łże-statystyki? ;)

                                                    Tak poważnie, to oczywiście, że te dane należy traktować z rezerwą, bowiem
                                                    wszystkie średnie ceny oferowane są z definicji zawyżone, gdyż składają się z
                                                    cen ofert, które się (jeszcze) nie sprzedały. Z drugiej strony na tabelaofert.pl
                                                    jest sporo ofert nieaktualnych po cenach z przeszłości, więc być może to się
                                                    wyrównuje. Jednomiesieczne ruchy cen też nie mają znaczenia (mogą być
                                                    spowodowane przetasowaniami w strukturze ofert) i ten statystyczny spadek dla
                                                    Wrocławia może być jeszcze przedwczesny.

                                                    Jeszcze gorzej wychodzi to dla np. serwisu oferty.net, który najwyraźniej ma
                                                    sporo ofert zupełnie z kosmosu, które zawyżaja średnią. Ceny transakcyjne,
                                                    których niewielki wycinek podawany jest co tydzień w Rzeczpospolitej są
                                                    zdecydowanie niższe. Gdyby jednak brać średnie ceny transakcyjne, to pewnie w
                                                    czasie boomu otrzymano by zaniżoną faktyczną skale wzrostu, bowiem w czasie
                                                    boomu ludzie kupują coraz gorsze mieszkania, bo na coraz gorsze ich stać. W
                                                    czasie spadków dla odmiany ceny transakcyjne są zawyżone, bo za ten sam budżet
                                                    kupują lepsze niż planowali. Najlepsze kryterium to porównywanie kolejnych
                                                    transakcji tych samych nieruchomości, ale z tego, co wiem, w Polsce nikt nie
                                                    prowadzi takich statystyk.

                                                    Śledzę jednak liczbę ofert i ona się przynajmniej na tabelaofert.pl nie
                                                    zwiększa, a to oznacza, że rynek ciągle jeszcze jest w stanie euforii. Liczba
                                                    ofert (niestety na tabelaofert.pl zniekształcona przez nieaktualne oferty) jest
                                                    dużo lepszym indykatorem rynku niż średnie ceny. Liczba ofert w USA zaczęła
                                                    rosnąć dużo wcześniej niż zaczęły topnieć ceny. Jeszcze lepszym kryterium jest
                                                    średni czas sprzedaży, czyli liczba ofert podzielona przez liczbę transakcji w
                                                    danym czasie. Ktoś już pisał jednak, że zwiększa się grubość dodatku
                                                    Nieruchomości do Wyborczej :), więc może rośnie liczba ofert?
                                                  • Gość: gość Re: Poczytaj sobie, poszi IP: *.acn.waw.pl 05.11.06, 12:21
                                                    Masz duzo racji. Chodzilo mi tylko o to, że podawanie takich "zawyżonych"
                                                    statystyk powoduje jeszcze większą panikę u kupujących. Jest to jakieś
                                                    przybliżenie sytuacji na rynku ale niestety pozostaje tylko przybliżeniem.
                                                    Najgorze w tym wszystkim jest to, że ani tvn24 ani powyższy artykuł nie podaje
                                                    sposobu wyliczenia oraz żadnej choćby najmniejszej wskazówki, żeby trakować to
                                                    "z przymróżeniem oka". Podają tylko źródło, jednak tylko nieliczni klienci
                                                    weryfikują to źródło poźniej. U większości klientów pozostaje tylko jedyna myśl,
                                                    ze "rakieta cenowa dostała przyspieszenia" (za Heroxem).

                                                    Poza powyższym efektem zwiększonej panieki, co robi przeciętny kupujący po
                                                    otrzymaniu takiej wiadomości? Załóżmy, że usłyszał/przeczytał, że przeciętna
                                                    cena metra w Warszawie wynosi 7 tyś/m2. Zaczyna szukać i okazuje sie jest w
                                                    stanie znaleźć wiele ofert po ok 6 tyś/m2. Po pierwsze godzi się na troche
                                                    większe ceny bo zawsze ma świadomość tego marginesu do średniej 1 tyś/m2 (jeśli
                                                    go na to stać). Po drugie, dużo chętniej kupuje myśląc, że znalazl super okazje
                                                    dużo poniżej średniej. Podawanie choć odrobine "zaniżonych" statystyk cenowych
                                                    powodowało by zapewne efekt zupełnie odwrotny. Ludzi podchodzili by z większą
                                                    rezerwą do kupna nie będąc wstanie znaleźć ciekawych ofert poniżej średniej -
                                                    która i tak jest tutaj wyśrubowana jak na polskie warunki (również warszawskie).


                                                    Poza tym, jak wiarygodne mogą być statystyki przeprowadzane przez spółkę której
                                                    na takich wzrostach zależy? Która:

                                                    "redNet24 Agencja Nieruchomości powstała w 2006 roku w wyniku rosnącego
                                                    zapotrzebowania ze strony klientów redNet Property Group na usługi związane z
                                                    prowadzeniem sprzedaży projektów mieszkaniowych. Współpraca z naszą agencją
                                                    pozwala zaoszczędzić im czas i pieniądze przy formułowaniu i wdrażaniu strategii
                                                    marketingowej. Łączymy właścicieli nieruchomości z potencjalnymi klientami,
                                                    których reprezentujemy na zasadach zarówno wyłączności, jak i otwartej
                                                    współpracy. Cały czas zdobywamy wiedzę i doświadczenie stanowiące podstawę
                                                    naszych sukcesów. Pomagamy przy wynajmie i sprzedaży nieruchomości oraz
                                                    gwarantujemy rzetelną obsługę w doborze optymalnych rozwiązań. A co więcej
                                                    entuzjazm naszych pracowników świadczy o tym, że nie wpadamy w rutynę."


                                                    Media decydując się na zamieszczenie takich informacji albo mają w tym jakiś
                                                    interes (słyszy sie wiele głosów na temat Wybiórczej) albo poprostu szukają
                                                    sensacji pokazując wszsytko co popadnie i może okazać się choć odrobinę
                                                    sensacyjne. Tak już napisałem wcześniej: PIS powinien coś z tym zrobić (chociaż
                                                    zwolennikiem tej partii nie jestm a wręcz przeciwnie:)
                                                  • Gość: Guzik Re: Poczytaj sobie, poszi IP: *.aster.pl 05.11.06, 13:05
                                                    Jedyne co PIS mógłby tu zrobić (a raczej LPR - Minister Giertych) to wprowadzić
                                                    do szkół naukę ekonomii od najmłodszych lat. Gdyby ludzie znali podstawowe
                                                    zasady rządzące wolnym rynkiem to trudniej byłoby ich nabijać w butelkę (no ale
                                                    wtedy takim partiom jak PIS i LPR trudniej byłoby zdobyć wyborców :).
                                                  • poszi Re: Poczytaj sobie, poszi 05.11.06, 15:27
                                                    > Chodzilo mi tylko o to, że podawanie takich "zawyżonych"
                                                    > statystyk powoduje jeszcze większą panikę u kupujących.

                                                    Oczywiście, że zwiększa panikę.

                                                    > Poza tym, jak wiarygodne mogą być statystyki przeprowadzane przez spółkę której
                                                    > na takich wzrostach zależy?

                                                    Nie są wiarygodne, i wielu "analityków" cytowanych przez media ma spory interes
                                                    we wzrostach. To już deweloperzy są dużo bardziej wiarygodni i można było
                                                    słyszeć ostrzeżenia z ich strony, bo oni w odróżnieniu od agencji ryzykują sporo
                                                    kapitału, który ładują w coraz droższych działkach, które drożeja z powodu
                                                    paniki. Agenci czy analitycy najwyżej mniej zarobią w czasie krachu, ale nie
                                                    mogą stracić (przy obecnej rentowności trudno będzie deweloperom stracić, ale to
                                                    jest możliwe, jeśli zaangażują spory pożyczony kapitał w grunty).

                                                    W Stanach jednak było bardzo podobnie i Stowarzyszenie Agentów Nieruchomości
                                                    (NAR) to byli i są mistrzowie propagandy. Najlepsze, że gdy rynek sie odwrócił,
                                                    zachęcają teraz sprzedających do obniżek, bo dla agentów ważniejszy jest obrót
                                                    niż wysokość cen.

                                                    > Media decydując się na zamieszczenie takich informacji albo mają w tym jakiś
                                                    > interes (słyszy sie wiele głosów na temat Wybiórczej) albo poprostu szukają
                                                    > sensacji pokazując wszsytko co popadnie i może okazać się choć odrobinę
                                                    > sensacyjne.

                                                    Porządne dziennikarstwo to wymierający zawód. Nie mogę wyliczyć, ile razy
                                                    czytałem kompletne bzdury na tematy, na których się znam lub przekłamane opisy
                                                    zdarzeń, których miałem czasami być okazje naocznym świadkiem. Winiłbym raczej
                                                    jednak bardziej niedouczenie i pogoń za sensacją niż świadome działanie.
                                                    Aczkolwiek media (zwłaszcza prasa) mogą mieć interes w pisaniu dobrze o rynku
                                                    nieruchomości, bo tego typu ogłoszenia stanowią dla nich poważne źródło
                                                    przychodów i mogą nie chcieć płoszyć reklamodawców. Ważniejsze jest jednak to,
                                                    że grupy, którym zależy na wzrostach są skoncentrowane, dobrze widoczne i
                                                    stwarzające pozory fachowości, podczas gdy przeciwna strona jest rozproszona i
                                                    niezorganizowana i dlatego media eksponują tę jedną łatwo widoczną stronę.
                                                  • est-ymator Re: Poczytaj sobie, poszi 05.11.06, 16:00
                                                    Problem z analizami rynku neruchomości polega na tym, że nieruchomości nie są
                                                    dobrem homogenicznym.

                                                    Wydaje mi się, że ceny na rynku pierwotnym będa rosły przez jakiś czas, gdyż
                                                    developerzy w obliczu małej podazy gruntów i rosnących kosztów budów
                                                    koncentrują się obecnie na wyższym segmencie rynku, na którym mają wyższe marże
                                                    (np. Dom Development-można to przeczytać w ich prospekcie). Ta zmiana struktury
                                                    rynku jest obecnie odpowiedzialna za wzrost cen.
                                                  • Gość: breadfan Re: Poczytaj sobie, poszi IP: *.gdynia.mm.pl 05.11.06, 17:30
                                                    Był na tym forum jakieś 1/2 roku do roku temu gość o nicku "syn developera".
                                                    Przewrotnie dziękował głupiemu narodowi, że jemu, owemu synowi nabija kabzę.
                                                    Wieścił b. rychły koniec wzrostu cen. Stawiał pozornie bardzo przekonywujące
                                                    tezy, że dalszy wzrost nie ma uzasadnienia merytorycznego. Od tego momentu ceny
                                                    wzrosły we wszystkich większych miastach o co najmniej 50%. Mam wrażenie, że
                                                    Poszi jest jego nowym wcieleniem... Jeśli chcecie to do dajcie się przekonywać
                                                    dalej...
    • Gość: ABC Re: ceny w Warszawie...SKAD takie? IP: *.chello.pl 05.11.06, 20:01
      Przewidzenie jakie beda ceny jest niemożliwe!
      Obecne ceny są rezultatem całkowicie nieelastycznej podaży i ogromnego popytu.
      Koszt budowy juz nie ma żadnego znaczenia (wynosi ok. 2500-4000PLN (z
      działką!)). Reszta to zysk developera.
      Prognozowanie podaży jest stosunkowo proste. Mozna przewidzieć, że bedzie powoli
      wzrastala. Powoli, bo przedsięwziecie developerskie trwa bardzo dlugo - wiadomo
      od działki do bloku jest kilka lat. W dluzszym okresie podaz moze bardzo mocno
      wzrosnac - gruntow w Warszawie jest bardzo duzo (ale brak planów
      zagospodarowania przestrzennego). Nadzieją mogą być natomiast sprzedaże mieszkań
      nabytych w celach inwestycyjnych. Od strony podazowej zatem nie spodziewałbym
      sie znaczacego wpływu na ceny.
      Duzo trudniejsze jest natomiast przewidzenie popytu. Jest to obecnie jedyny
      czynnik wyznaczajacy cenę mieszkania. Teraz mamy z jednej strony totalną
      histerię kupujących (w celach mieszkaniowych - z kazdym dniem drozej!) i
      ogromny popyt spekulacyjny - zarówno polski jak i zagraniczny. Popyt
      "mieszkaniowy" zostanie zahamowany jak ludzi nie bedzie juz na prawde stac na
      własne mieszkanie. Popyt małych polskich inwestorów zahamowany będzie jak się
      skończą szaleńcze wzrosty cen. Popyt "zagraniczny" jest nieograniczony przez
      możliwości finansowe, natomiast wydaje się, że nowe rynki takie jak Bułgaria czy
      Rumunia są bardziej atrakcyjne.
      Ja bym jednak zwrócił uwagę na poziom cen w Warszawie. Jest on wyższy np. od
      Pragi, Berlina czy nawet Bonn. Ceny mamy na poziomie Brukseli i Aten. Wyższe są
      w Madrycie (*2), Paryżu i Londynie (*4). Biorąc jednak pod uwagę siłę nabywczą
      społeczeństwa to mieszkania są znacznie droższe. Wydaje się zatem, że
      perspektywy wzrostu są niewielkie - inwestycja przy poziomach cen w takich jak w
      Brukseli jest z perspektywy zagranicznej coraz mniej opłacalna. Pytanie także
      jakie są możliwości finansowe polskiego społeczeństwa - tu też jesteśmy chyba
      blisko granicy.
      Z drugiej nic dziwnego, że przy tak galopujących cenach kupującym puszczają
      nerwy. Każdy chce kupić jak najszybciej co dodatkowo zwieksza popyt. Zatem każdy
      miesiąc kontynuacji histerii może prowadzić do wzrostów cen dodatkowo
      zwiekszając przewartościowanie mieszkań.
      Zatem podsumowując - cen za rok nie da się przewidzieć.
      • mezzanine78 Re: ceny w Warszawie...SKAD takie? 05.11.06, 20:43
        piszesz ze podaż będzie powoli wzrastała bo "przedsięwziecie developerskie trwa
        bardzo dlugo - wiadomo od działki do bloku jest kilka lat". Te kilka lat to
        zwykle 1,5 maks 2 lata. I nie więcej.

        I myśle że ta podaż nie wzrośnie powoli tylko gwałtownie. Dość bacznie
        obserwuje nowe inwestycje planowane przez developerów i jest ich naprawde dużo.
        W 2008 roku na rynku pojawi się sporo mieszkań i choć pewnie większość bedzie
        sprzedana "na pniu" (ale przy tych cenach można mieć wątpliwości) na pewno
        pojawi się duża podaż. Kiedyś cesje były rzadkością, teraz jest ich stosunkowo
        wiele. Podobnie ze sprzedażą mieszkań na rynku wtórnym w stanie developerskim.
        Można znaleźć sporo takich ofert.

        Niestety mamy jeszcze minimum rok, więc parcie popytu może dalej windować ceny,
        ale oczywiście transakcji będzie coraz mniej zgodnie z prawami rynku. Obecnie
        sytuacja przypomina mi trochę gwałtowną hossę na giełdzie - lubie kupują bez
        opamiętania bo wydaje im się że będzie już tylko drożej. Czyli motywem są
        emocje. Cześć stara się grać opanowanych i stoi z boku, czekajac na korektę.
        Gwałtowna zwyżka ma to do siebie że nie wiadomo z jakiego poziomu będzie
        spadek, ale im większa zwyżka tym korekta jest boleśniejsza. Gdyby ceny
        mieszkań miały rosnąć w dotychczasowym tempie jeszcze rok spadek cen będzie
        nieunikniony i głeboki - wtedy podobnie jak teraz zadziała psychologia.
        Kupujący się cofną, natomiast sprzedający będą sypać mieszkaniami "bo zaraz
        będzie już tylko taniej". Lepiej dla wszystkich, w tym dla developerów żeby
        wzrost cen przyhamował ale żyjemy w dzikim kraju (nie ma mieszkań bo nie ma
        planów zagospodarownia przestrzennego, nie ma dróg bo brakuje kruszywa, nie ma
        węgla bo brakuje wagonów etc.) więc wszystko jest możliwe....
        • Gość: trader Re: ceny w Warszawie...SKAD takie? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.11.06, 21:38
          a najbardziej dostana po mordzie ci, ktorzy kupili (kupuja) dla siebie za duze, skredytowane pieniadze. Spekulant najwyzej sprzeda, mniej zarobi, moze nawet straci. Prawdziwy nabywca zostanie z ogromnym kredytem na cale zycie.

          Oto roznica :)
        • Gość: Daniel Re: ceny w Warszawie...SKAD takie? IP: *.aster.pl 07.11.06, 21:52
          Ja nie gram opanowanego. Ja jestem opanowany;) Juz za chwileczkę Ci histerycy
          będą mieli kwadratowe uśmiechy jak zobaczą spadające ceny. Ci co teraz biorą
          kredyty pakują się największe łajno. Biorą kredyt w momencie gdy cena metra w
          Warszawie jest przy górnej granicy. Ceny będą spadać. Bańka spekulacyjna
          pęknie, ja poczekam i kupie za rozsądne pieniądze ;)
          A wszystkim co sie boją i biorą kredyty gratuluję odwagi życiowej i łatwości z
          jaką dają się manipulować.

          Zeby nie być gołosłownym - w momencie gdy Hiszpania weszła do UE ceny
          podskoczyły bardzo gwałtownie i działo sie to samo co u nas. Teraz ceny za metr
          w dużym mieście to okolo 1000-1500 €/m2 czyli 6000 PLN a nie 9000 czy 10000 ;)
          • Gość: oki Re: ceny w Warszawie...SKAD takie? IP: *.chello.pl 07.11.06, 22:03
            eleganckie w dobrym miejscu w madrycie 5000 euro za metr
            • Gość: olek Re: ceny w Warszawie...SKAD takie? IP: *.aster.pl 07.11.06, 22:25
              To i tak mniej niż w Sears Towes na Wybrzeżu
              • Gość: oki Re: ceny w Warszawie...SKAD takie? IP: *.chello.pl 07.11.06, 23:00
                o.. tutaj nawet powyżej 10tys euro za metr

                en.ivive.com/buscador/?&operacion=1&tipoInmueble=1,2,3,4,5&precio=&tamanio=&idioma=en&provincia=28&area=36&forzarListado=1&tipoOrden=DESC&orden=preciometro
                • Gość: olek Re: ceny w Warszawie...SKAD takie? IP: *.aster.pl 07.11.06, 23:11
                  Nie licytujmy się. Ja i tak nie kupię.
                  Kupiłem jak było po 3k za metr i teraz płacę 3 razy mniejszą ratę kredytu od
                  tych, co kupują obecnie. A za różnicę mogę sobie kilka razy do roku pojechać w
                  Alpy pojeździćna nartach.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka