szalony.waryjot
31.07.08, 08:04
No to zaczęło się...
Wymagania bankowców wobec deweloperów rosną. We Wrocławiu i Krakowie
część banków nie chce w ogóle finansować budów.
PKO BP i bank Millenium obniżyły progi wartości inwestycji
mieszkaniowych, które są skłonne dofinansowywać – dowiedziała
się „Rz”.
Deweloperzy, którzy planują budowę osiedli wartych powyżej 200 mln
zł, odejdą z obu banków z kwitkiem. To nie koniec złych informacji.
Wymagania bankowców znacząco wzrosły. Nie akceptują już każdego
wykonawcy inwestycji, chcą, by udział własny był większy albo
przedwstępna sprzedaż mieszkań była na odpowiednim, wyznaczonym
przez nie poziomie. We Wrocławiu i Krakowie część banków w ogóle
przestała udzielać kredytów deweloperom.
– Dziś, żeby uzyskać finansowanie dla dewelopera, musimy złożyć
dokumenty w pięciu bankach. Pod koniec 2007 r. wystarczyło zgłosić
się do jednej instytucji, na początku tego roku – do trzech – mówi
Iwona Załuska, prezes firmy Upper Finance zajmującej się
pozyskiwaniem finansowania na inwestycje. Jej zdaniem pod koniec
roku może dojść do tego, że deweloper będzie już musiał składać
dokumenty do więcej niż pięciu banków. Dopiero to bowiem zwiększy
szanse na otrzymanie kredytu.
– Banki faktycznie się usztywniły i nie chcą tak ochoczo finansować
projektów deweloperskich – potwierdza Jarosław Szanajca, prezes Dom
Development. O kłopotach z uzyskaniem finansowania świadczą nawet
wyniki corocznego rankingu banków tworzonego przez Polski Związek
Firm Deweloperskich. Członkowie związku w tym roku pierwszy raz
wyraźnie gorzej oceniają współpracę z bankami.
– W poprzednich latach ocena w oczach deweloperów rosła lub
przynajmniej utrzymywała się na zbliżonym poziomie – mówi Jacek
Bielecki, członek zarządu PZFD. Potwierdza, że do związku docierają
sygnały, iż coraz trudniej o finansowanie. – W konsekwencji
deweloperzy zaczęli zawieszać swoje inwestycje. Po kilku dobrych
latach sytuacja wielu firm jest niezła i mogą sobie pozwolić na
przeczekanie schłodzenia popytu – tłumaczy.
Trudno się dziwić bankowcom. Jak wylicza firma doradcza REAS, w II
kw. tego deweloperzy w sześciu największych miast (odpowiadających
ponad połowie rynku) sprzedali ledwie 5,6 tys. mieszkań. To
najgorsze trzy miesiące od II kw. 2007 r., kiedy to załamał się
mieszkaniowy rynek i deweloperzy znaleźli klientów ledwie na nieco
ponad 5 tys. lokali.
Spowolnienie sprzedaży to efekt głównie wzrostu stóp procentowych (a
co za tym idzie także kosztów kredytowania zakupu mieszkania) i
lawinowych wzrostów cen mieszkań na rynku pierwotnym, jakie miały
miejsce zwłaszcza w 2006 i na początku 2007 roku. Do tego w
ostatnich miesiącach w największych miastach widać prawdziwy wysyp
tzw. mieszkań inwestycyjnych. Kupowanych z myślą o odsprzedaniu, gdy
oddane zostaną już do użytku. Teraz lokale te stanowią mocną
konkurencję dla oferty deweloperskiej.
Tymczasem deweloperzy zaznaczają, że gdy trudniej o kredyt, coraz
aktywniej działają fundusze. – Ale na razie nie będą one alternatywą
dla banków – uważa Bielecki. – Ich wymagania są po prostu zbyt
wysokie. Finalne koszty takiego finansowania są nawet dwa, trzy razy
większe niż w banku. Bo fundusz przede wszystkim chce objąć udziały
i czerpać z tego tytułu zyski, ale udziela również firmie pożyczki i
na niej też chce zarabiać.
– W takich czasach dobrym rozwiązaniem na finansowanie projektów
deweloperskich może być emisja obligacji – mówi z kolei Maciej
Wewiórski, analityk IDM SA. – To niewiele droższe od kredytu.
Wszystko jest oczywiście kwestią ceny, ale moim zdaniem znajdą się
instytucje finansowe chętne do zakupu obligacji.
– Moim zdaniem rynek nieruchomości się stabilizuje. Sprzedaż
mieszkań na etapie projektu czy też tzw. dziury w ziemi nie była
normalna. Ale pamiętajmy, że nadal w Polsce brakuje ok. 1,5 mln
mieszkań _ podsumowuje Justyna Galbarczyk, dyrektor zarządzający w
PKO BP.