Dodaj do ulubionych

czytaliście o Siemiatyczach w Newsweek Polska?

03.03.04, 21:28
dość obszerny wątek
Obserwuj wątek
    • truly_tivo Re: czytaliście o Siemiatyczach w Newsweek Polska 05.03.04, 05:53
      Owszem, i już wiem, że polski Newsweek niczym nie różni się od "Super Expressu". Najlepszym dowodem na to, jak niejaki redaktor Puch podchodzi do realiów jest wątek supermarketów. Z jednej strony burmistrz z wzbrania się przed supermarketami, bo on przecież kocha małe sklepiki i ich drobnych sklepikarzy, z drugiej zaś Zduniewicz "zakłada pierwszy w mieście supermarket". I biedak się zaplątał we własnych wypocinach. No bo jak on mógł nazwać "Rondo" sklepem - a gdzie wtedy ten ekonomiczny cud na Podlasiu? Tak więc "Rondo" stało się supermarketem (chyba według podlaskich standardów;) Żeby udowodnić bajkowy, 6-cio procentowy, wskaźnik bezrobocia jeździ po okolicznych wsiach i proszę: stolarnia zatrudnia 20 (słownie: dwadzieścia osób). Śmiać się, czy płakać? Rozpisuje się o tysiącach ludzi tyrających na czarno w Brukseli i nawet do łba mu nie przyjdzie, że tu ma właśnie źródło tych sześciu procent zarejestrowanych bezrobotnych. Szorowanie belgijskich kibli - przepis na dobrobyt w III RP według redaktora Pucha. Cholery można dostać gdy się patrzy, jak to kiedyś ładne i dość dynamicznie rozwijające się miasteczko obecnie umiera, a jakiś porąbany pismak wypisuje takie idiotyzmy.
    • h.olender Siemiatycze - oaza dobrobytu 16.03.04, 11:43
      W polskim morzu nedzy i indolencji Siemiatycze wygladaja jak wyspa skarbow. Gdy
      Leszek Mackowiak wchodzi do swojej firmy, w ktorej 60 tys. istnien kurzych
      scieli sie rowno w dwoch wielkich halach o powierzchni 2,8 tys. metrow kw.,
      wokol niego tworzy sie krag wolnej przestrzeni. Kurczaki rozbiegaja sie na
      boki, tworzac niemal idealne kolo. Czasami Mackowiak dla zartu straszy
      kurczaki, skaczac albo kucajac. Wtedy od kregu rozchodza sie na boki regularne
      fale.

      Przez hale Mackowiaka w ciagu siedmiu lat przewinelo sie blisko poltora miliona
      kurczakow. Wlasciciel fermy zaklada hodowle szesc razy do roku, rocznie 360
      tys. kurczat przerabia na pasztet. Na codzien ferma kieruje sprowadzony z
      Niemiec specjalny komputer o dumnej nazwie Big Dutchman. Dozuje karme, saczy
      kurczakom wode, rozpuszcza w wodzie lekarstwa, ustawia nawet temperature w
      pomieszczeniu, wlaczajac i wylaczjac potezne, podwieszone pod sufitem dmuchawy.
      Zastepuje nawet slonce, przygaszajac wieczorem swiatla i zapalajac je nad ranem.
      - To jeden z najnowoczesniejszych systemow w Polsce - chwali sie Mackowiak. -
      Ja tylko sypie karme do silosow. Big Dutchman decyduje nawet o tym, kiedy
      kurczaki ida pod noz.

      Jeszcze cztery lata temu w jednej hali Mackowiak mial zaledwie polowe kurczakow
      i polowe dzisiejszych obrotow. Ale w Siemiatyczach tak szybko rozwijajace sie
      firmy nikogo nie dziwia. Choc wokol bieda i bezrobocie, to 17-tysieczne
      miasteczko, lezace zaledwie 30 kilometrow od granicy z Bialorusia, jest oaza
      dobrobytu. Roczny budzet miasta wynosi ponad 20 mln zl i jest prawie o polowe
      wyzszy niz 10 lat temu. Wydatki na inwestycje powiatu daja mu szoste miejsce w
      kraju. Gdy bezrobocie w Polsce - wedlug lutowych danych GUS - wynosi 20 proc.,
      w Siemiatyczach od kilku lat nie przekracza 7 proc. Pod tym wzgledem miasto
      ustepuje tylko zamoznej Warszawie (6 proc.) Sciana Wschodnia to region biedy i
      rozpaczy. Siemiatycze nie pasuja do tego obrazu. Ludzie tutaj pracy uczyli sie
      w Brukseli. Od kilkunastu lat mezczyzni haruja tam na budowach, kobiety
      sprzataja i opiekuja sie dziecmi. Jak szacuje starosta powiatu Jan Zalewski, co
      drugi mieszkaniec pracowal kiedys w Belgii. Wedlug niego miesiecznie do
      kieszeni mieszkancow wplywa ok. 10 mln zl.

      newsweek.redakcja.pl/archiwum/artykul.asp?Artykul=9127
      • h.olender odc. 2 - eksplozja drobnej przedsiebiorczosci 30.03.04, 16:50
        - Ale te pieniadze nie sa przejadane - mowi starosta. - Duza czesc kapitalu
        idzie na zakladanie nowych przedsiebiorstw i rozwijanie starych. W powiecie
        dziala blisko tysiac malych firm, z ktorych polowa powstala w ostatnim
        piecioleciu. W przeciwienstwie do wielu innych gmin, jak np. podwroclawskich
        Kobierzyc czy Tarnowa Podgornego kolo Poznania, rozwoj Siemiatycz nie opiera
        sie na inwestycjach zachodnich koncernow. Duzych zakladow jest tu jak na
        lekarstwo. Oprocz holenderskiej firmy Oerlemans (pracuje w niej ok. 200 osob),
        ktora na bazie majatku Hortexu otworzyla rok temu fabryke mrozonek, oraz
        francuskiego koncernu Lactalis (w miejscowej mleczarni produkuje sery president
        i zatrudnia ponad 300 osob), nie ma tu wielkich zakladow. Co wiecej, burmistrz
        Siemiatycz Zbigniew Radomski od lat nie zgadza sie np. na budowe w okolicy
        hipermarketu. - Chociaz inwestorzy obiecuja utworzenie 500 nowych miejsc pracy,
        dwa razy tyle osob ja straci, gdy zbankrutuja drobne sklepiki - tlumaczy.

        Nikt juz tutaj nie pamieta, kto jako pierwszy wyjechal na saksy. Wedlug plotki,
        szlaki w belgijskiej stolicy przecierala jeszcze pod koniec lat 70-tych Janina
        Smolikowska ze wsi Perlejewo. Po kilku latach zaczela przysylac zaproszenia
        rodzinie, potem znajomym. Krag wtajemniczonych zaczal sie rozszerzac.

        Powracajacy z zagranicy nie mieli zamiaru byc gastarbeiterami przez cale zycie,
        wracali wiec do Siemiatycz. Praca w Brukseli uruchomila reakcje lancuchowa,
        ktora doprowadzila do eksplozji drobnej przedsiebiorczosci. Kolem zamachowym
        byla ... zazdrosc. - Gdy sasiadowi dobrze sie wiedzie, inni go nasladuja - mowi
        psycholog spoleczny prof. Janusz Czapinski. - W ten sposob tworzy sie
        konkurencja, przybywa nowych miejsc pracy.

        W Siemiatyczach promuje sie budownictwo. Rocznie powiat przeznacza kilka
        hektarow gruntow pod nowe inwestycje, a formalnosci zwiazane z pozwoleniem na
        budowe zostaly skrocone do dwoch tygodni (w sasiednim powiecie bielskim trzeba
        czekac okolo miesiaca). Roi sie tu wiec od rodzinnych firm budowlanych,
        hurtowni materialow, firm parkieciarskich oraz producentow kafli do piecow i
        kominkow.

        newsweek.redakcja.pl/archiwum/artykul.asp?Artykul=9127&Strona=2
      • h.olender nowe domy rosna jak grzyby po deszczu 06.04.04, 10:46
        Eugeniusz Mudel majatku dorobil sie na handlu materialami budowlanymi. Za
        zarobione w Belgii pieniadze otworzyl hurtownie, bo widzial jak za brukselskie
        oszczednosci w okolicy rosna jak grzyby po deszczu nowe domy. Wczesniej, w
        latach 80-tych, byl kierownikiem dzialu technicznego w siemiatyckim Spolem.
        Bral udzial m.in. w budowie pawilonu handlowego w centrum miasta i restauracji
        Olenka. Ale tak naprawde budowlanego fachu nauczyl sie dopiero 10 lat pozniej w
        Brukseli. W ciagu trzech lat pracy udalo mu sie zaoszczedzic 35 tys. dolarow.
        Wowczas postanowil wrocic i zalozyc wlasny interes. - Jestem zwiazany z
        Podlasiem - mowi. - Tu od pokolen mieszka moja rodzina. Wyjazdy sluzyly tylko
        temu, by zdobyc pieniadze na wlasny biznes.

        Dzisiaj jego firma zatrudnia kilka osob, a hurtownia z garazu pod domem
        przeniosla sie do okazalej hali na przedmiesciach. Jednak Mudel na tym nie
        poprzestaje. W ubieglym roku wybudowal hotel. Prowadzi go jego syn Cezary. Jest
        tu osiem pomalowanych na rozowo pokoi. W kazdym dwa nowe lozka, telewizor,
        lazienka. Na parterze dziala restauracja dla 150 osob. Glosna dyskotekowa
        muzyka z telewizora kontrastuje z nastrojowymi fotografiami na scianach. Na
        scianach wisza obrazki przedwojennych Siemiatycz: nieistniejacy rynek, ratusz,
        dawna synagoga. Kiedys blisko 70 proc. mieszkancow stanowili Zydzi.

        Cezary Mudel najwiecej zarabia na weselach. Gwozdziem programu jest pieczony
        dzik. Zgodnie z hotelowa etykieta podczas podawania powinien plonac. Gdy kilka
        tygodni temu Mudel na oczach gosci podpalal dzika, ogien strzelil za wysoko w
        gore. Zajely sie liscie, ktorymi przystrojony byl polmisek. Goscie jednak byli
        zachwyceni. Mysleli, ze tak ma byc. Mudel z zimna krwia grzecznie sie uklonil,
        ale ze zdenerwowania pot splywal mu po plecach. - Myslalem, ze zajmie sie obrus
        i bedzie wielka wpadka - mowi Mudel. - Na razie ucze sie hotelarskiego fachu.

        Wedlug ekonomisty Mateusza Walewskiego z CASE w miescie powstal "kapital
        spoleczny", siec osobistych powiazan miedzy ludzmi. - Jedni mowia innym, w jaki
        wejsc interes, pomagaja sobie nawzajem - tlumaczy Walewski. - Dzis
        siemiatyczanie zamieniaja "kapital spoleczny" na kapital ekonomiczny.

        newsweek.redakcja.pl/archiwum/artykul.asp?Artykul=9127&Strona=3
      • h.olender odc. 4 - rynek pracy az kipi 13.04.04, 14:05
        Ta cudowna przemiana sprawia, ze rynek pracy az kipi, w duzej mierze za sprawa
        firm parkieciarskich. Jak ocenia starosta Zalewski, pracuje w nich kilkaset
        osob. Jedni strugaja parkiety w zwyklych garazach, inni w duzych halach
        produkcyjnych na przedmiesciach.

        W malej wsi Oksiutycze, przy drodze na swieta gore wyznawcow prawoslawia
        Grabarke, nie ma nawet sklepu spozywczego ani kiosku z gazetami. Dzialaja za to
        trzy zaklady produkujace parkiety, w ktorych pracuje w sumie 30 osob, prawie
        wszyscy mieszkajacy tu dorosli mezczyzni. - Nasze puszcze stanowia nieprzebrane
        zrodlo surowca - mowi starosta Zalewski.

        Kazimierz Wisniewski, lokalny potentat w branzy, zatrudnia 20 osob i robi
        parkiety ze wszystkich gatunkow drewna. Jesion pochodzi z okolicznych lasow,
        ale debine sprowadza z Puszczy Knyszynskiej, a drewno czeresni - z Bieszczad.
        Jako jeden z pierwszych w Polsce ostatnio wprowadzil do swojej oferty parkiety
        ze szlachetnego debu czarnego. Drewno pochodzi z drzew lezacych wczesniej
        latami w wodzie. Dzieki temu jest niezwykle trwale i trudno je porysowac.
        - To jak trufle w przemysle spozywczym - mowi Wisniewski. - Takiego drzewa jest
        jak na lekarstwo, dlatego robione z niego parkiety sa bardzo drogie.

        Rocznie Wisniewski wytwarza 40 tys. m. kw. parkietow. Sprzedaje je w powiecie
        oraz w swoich sklepach w Warszawie i Lodzi. Popyt jest tak duzy, ze Wisniewski
        przebiera w zamowieniach jak w ulegalkach. Ostatnio odrzucil oferte wspolpracy
        jednej z francuskich sieci hieprmarketow. Zaproponowano mu, zeby dostarczal
        towar z odroczonym terminem platnosci. - Mialem dostawac pieniadze dopiero po
        trzech miesiacach. Wiec im podziekowalem.

        W jego zakladzie unosi sie zapach surowego drewna. Czterech pracownikow uwija
        sie jak w ukropie wokol dwoch maszyn parkieciarskich. Do pierwszej wkladaja
        surowe deseczki, ktore w srodku sa szlifowane z dwoch stron. Druga maszyna
        wycina na bokach rowki tak, aby jedna deska pasowala do drugiej. Potem sa one
        ukladane w stosy na paletach na wozku widlowym. Gdy palety sa pelne, trafiaja
        do magazynu, gdzie czekaja na odbiorcow.

        newsweek.redakcja.pl/archiwum/artykul.asp?Artykul=9127&Strona=4
      • h.olender odc. 5 - hojni biznesmeni z puszczy 19.04.04, 11:13
        Wisniewski zalozyl warsztat jeszcze pod koniec lat 80. Na poczatku strugal
        drewno w domowym garazu. Zatrudnial jedna osobe, ktora rozwozila towar w
        bagazniku starego fiata 125p. Dzisiaj biznesmen dojezdza do pracy terenowym
        bmw. - Stac mnie na luksus - mowi.
        Ale stac go tez na wspomaganie miasteczka. W tym miesiacu zakonczyl sie
        finansowany przez niego remont sali szpitala. Parkietem od Wisniewskiego
        wylozone sa powiatowe przedszkola. Bo nie dosc, ze powracajacy z saksow
        siemiatyczanie tworza nowe miejsca pracy, to w dodatku hojnie obdarowuja swoja
        mala ojczyzne. Do wybrukowania chodnikow przy rynku dolozyl sie np. Andrzej
        Daniluk, wlasiciel firmy Pater, produkujacej kostke brukowa. Za kilka tysiecy
        zl ufundowal tez gazony kwiatowe na rynku. Dobroczynca jest Jerzy Czekanowski,
        potentat w produkcji glinianych kafli do piecow i kominkow, ktory wspomaga
        sanatorium dla dzieci w Bacikach.

        Jak ludzie miastu, tak miasto ludziom. Teraz samorzad postawil na
        agroturystyke. - Budowlany boom kiedys przeciez sie skonczy - mowi Zalewski i
        rozpoczyna starania o pieniadze z funduszy unijnych na program ochrony zubrow w
        Puszczy Bialowieskiej. Za te pieniadze powstana szlaki piesze, rowerowe,
        kajakowe, tereny do jazdy konnej oraz do jazdy na nartach biegowych. Zalozone
        beda takze arboreta i ogrody botaniczne. Program ma kosztowac 110 mln euro. -
        Obecnie w regionie przewazaja krotkie, weekendowe wizyty - mowi starosta
        Zalewski. - Docelowo sredni okres pobytu turystow powinien byc wydluzony do
        dwoch tygodni.

        Liczy na to Jan Zduniewicz, byly przedsiebiorca z Siemiatycz, a obecnie
        wlasciciel pensjonatu Panorama w Mielniku. Na malowniczym wzniesieniu widok
        zapiera dech w piersiach. Temperatura przekroczyla wlasnie minus 20 st., a z
        kominow domow wija sie do nieba struzki dymu, przypominajace tanczace weze. Po
        Bugu plynie kra, niczym stada wielorybow.
        Na wzgorze cztery lata temu zaprowadzila Zduniewicza jego corka Dorota. - Bylem
        zauroczony. Uznalem, ze to idealne miejsce na pensjonat - mowi Zduniewicz. Mial
        szczescie - wlascicielka dzialki wyjechala za granice i chciala szybko pozbyc
        sie ziemi. Podczas negocjacji cena spadla o polowe. W budowe Zduniewicz
        zainwestowal wszystkie oszczednosci. Po odejsciu pod koniec lat 80. z gminnej
        spoldzielni prowadzil w miasteczku sklep z gwozdziami. Potem razem ze
        wspolnikami otworzyl pierwszy w miasteczku supermarket.

        newsweek.redakcja.pl/archiwum/artykul.asp?Artykul=9127&Strona=5
      • h.olender odc. 6 - agroturystyczny raj na ziemi 26.04.04, 12:09
        Dzisiaj powiat promuje pensjonat Zduniewicza. Informacje o nim mozna znalezc we
        wszystkich broszurach dotyczacych Siemiatycz i na stronach internetowych.
        Starosta Zalewski pomagal mu w ubieglym roku urzadzic stoisko na targach
        turytycznych w Katowicach i Warszawie.

        Zduniewicz odwdziecza sie jak moze. Wszyscy oficjalni goscie odwiedzajacy
        okolice nocuja za pol ceny w jego hoteliku. Ostatnio z okazji swieta
        Przemienienia Panskiego i uroczystosci na Grabarce odwiedzil go metropolita
        Polski Sawa, a wraz z nim specjalny gosc - patriarcha Aleksandrii i calej
        Afryki.

        Na razie jednak wiekszosc gosci stanowia pracownicy plockiego Przedsiebiorstwa
        Eksploatacji Rurociagow Naftowych Przyjazn, ktorzy w Adamowie, kilka kilometrow
        od Mielnika, rozbudowuja przepompownie ropy naftowej. - Gdy ruszy program
        powiatowy introdukcji zubra, mam nadzieje, ze przyjedzie tu wiecej turystow -
        mowi Zduniewicz.

        Czy ow projekt przeksztalci region, jak chce starosta, w agroturystyczny raj na
        ziemi? Jezeli nie ten, to inny. Biblijna przypowiesc opowiada o slugach, ktorym
        Pan dal na przechowanie po jednym talarze. Gdy przyszedl czas rozliczenia,
        wierzyciel pochwalil tylko tego, ktory nie zakopal powierzonej monety, lecz
        puscil ja w obieg, pomnozyl i zamiast jednej oddal dziesiec. I jemu Pan
        powierzyl zarzadzanie. Siemiatyczanie nawet gdyby nie mieli swoich zubrow, to
        by je pewnie stworzyli.

        newsweek.redakcja.pl/archiwum/artykul.asp?Artykul=9127&Strona=6

        I to juz koniec basni z tysiaca i jednej nocy o Siemiatyczach - mitycznej
        wyspie skarbow w polskim oceanie nedzy i indolencji.
        Bajkopisarz: redaktor "Newsweeka" Przemyslaw Puch
    • przemysz odpowiedz na artykuł Newsweeka - 18.03.04, 12:36
      Statystyki wyglądają imponująco. Stopa bezrobocia zaledwie na poziomie 7 proc.
      Około tysiąc zarejestrowanych podmiotów gospodarczych. Okazałe nowe budynki,
      rosnące jak grzyby po deszczu. Dla ludzi klepiących biedę w innych regionach
      Polski niespełna siedemnastotysięczne Siemiatycze kojarzą się z wielkim
      dobrobytem. Taki obraz Siemiatycz kreowany jest w ogólnokrajowych mediach. Sami
      mieszkańcy jednak mówią, że żyje im się tu bardzo przeciętnie.

      W Siemiatyczach od kilku lat stopa bezrobocia utrzymuje się na poziomie 7
      proc., zresztą nigdy nie była ona wysoka. Dla porównania w powiecie
      białostockim stopa bezrobocia wynosi obecnie 14,1 proc, łomżyńskim - 16,8
      proc., suwalskim 14,5. Śmiało można więc powiedzieć, że jest to najniższe
      bezrobocie w kraju - może trochę lepiej jest tylko w Warszawie. Jednak w
      Siemiatyczach nikt nie ma złudzeń, że statystyki mają niewiele wspólnego z
      rzeczywistością. W urzędowym spisie bezrobotnych nie figurują bowiem osoby
      pracujące na czarno poza granicami kraju - przede wszystkim w Belgii. A tych,
      jak wiadomo, w Siemiatyczach jest bardzo dużo. Na Podlasiu Siemiatycze kojarzą
      się z Brukselą, a w Brukseli Polska kojarzy się właśnie z Siemiatyczami.
      Gdyby "zjechali” z Brukseli...
      Wszystko zaczęło się kilkadziesiąt lat temu. Gdzieś na początku lat 80-tych
      kilka osób wyjechało do Belgii aby podreperować swoje domowe budżety. Jednak
      pod koniec lat osiemdziesiątych i na początku 90-tych, kiedy to państwowe
      przedsiębiorstwa działające na terenie Siemiatycz zaczęły masowo upadać,
      zjawisko migracji przybrało taką skalę, że obecnie nikt dokładnie nie potrafi
      powiedzieć ilu siemiatyczan pracuje w Belgii. Pewne jest to, że dzisiaj
      mieszkańcy Siemiatycz żyją głównie z pieniędzy zarobionych poza granicami
      kraju.
      - Nie wiem jak to się stało, że w naszym kraju utarła się opinia traktująca
      Siemiatycze jako miasto rozwijające się - mówi Zbigniew Pykało, właściciel
      zakładu usługowego, zajmującego się naprawą telefonów komórkowych oraz maszyn
      do szycia.- Każdy mieszkaniec wie, że większość ludzi żyje tu tylko i wyłącznie
      z wyjazdów do Belgii, a nie z pracy na miejscu. Ja osobiście mogę śmiało
      powiedzieć, że tutaj od kilku lat nic się nie dzieje. Jak można mówić o rozwoju
      i inwestowaniu, kiedy klientów mam coraz mniej. Ludzie nie mają po prostu
      pieniędzy. Gdyby wszyscy pracujący nielegalnie w Brukseli siemiatyczanie
      przyjechali do miasta i poszli do urzędu pracy to bezrobocie wzrosłoby
      raptownie do 30 procent. Z roku na rok jest coraz gorzej. Większość zarobionych
      pieniędzy idzie na bieżące opłaty.
      Niełatwo o pracę
      Wbrew pozorom, mimo niskiego bezrobocia, w Siemiatyczach wcale nie jest łatwo
      znaleźć pracę. Śledząc oferty pracy, którymi dysponuje tutejszy urząd, widać że
      jest ich nawet mniej niż w innych powiatach.
      - Jeśli ktoś chce pracować, to pracę znajdzie, choć niekoniecznie na miarę
      swoich ambicji - mówi Irena Szydłowska, zastępca kierownika Powiatowego Urzędu
      Pracy w Siemiatyczach.
      Podkreśla jednak, że o pracę nie jest łatwo. W urzędzie odnotowuje się duży
      ruch bezrobotnych - bardzo dużo osób pracuje sezonowo. Dwie największe w
      mieście firmy: Orlemans Foods i Polser latem potrzebują więcej pracowników niż
      poza sezonem.
      Ludziom młodym i dobrze wykształconym jest łatwiej znaleźć pracę, ale na pewno
      nie będzie to zajęcie dobrze płatne i odpowiadające ich ambicjom zawodowym.
      - W Siemiatyczach nie ma dużych zakładów, a więc gdzie mają pracować młodzi i
      wykształceni - mówi pracownik powiatowego urzędu pracy. - Przeważają zakłady
      rodzinne, gdzie np. inżynierowie, marketingowcy czy ekonomiści nie są
      potrzebni. Również osoby z wykształceniem średnim, które mogłyby pracować np. w
      biurach, mogą co najwyżej znaleźć pracę w handlu.
      - Niewielu młodych ludzi wraca po ukończeniu studiów do Siemiatycz - dodaje
      Irena Szydłowska. - Zazwyczaj wolą pozostać w większych miastach.
      - Nie mam żadnych szans na to aby znaleźć tutaj pracę chyba, że w sklepie za
      500 złotych - mówi 24 letni absolwent marketingu i zarządzania. - W
      Siemiatyczach nie ma wolnej strefy ekonomicznej, dużych zakładów i poważnych
      firm. Wszyscy żyją z Belgii albo z wyjazdów do Stanów Zjednoczonych. Miejsca
      pracy są obecnie zajmowane przez starsze pokolenie. Jak już młodzi z wyższym
      wykształceniem gdzieś pracują, to są to zazwyczaj posady w urzędach załatwiane
      dzięki znajomościom ich rodziców.
      Klimat dla przedsiębiorczości
      Najprostszym sposobem na zatrudnienie jest rozkręcenie własnego biznesu. Władze
      miejskie starają się wyjść naprzeciw osobom, które chcą inwestować i tworzyć
      miejsca pracy.
      - Stworzyliśmy w urzędzie miejskim tzw. "gniazdo przedsiębiorczości” - mówi
      Zbigniew Radomski, burmistrz Siemiatycz. - Pracownicy urzędu starają się pomóc
      osobom, które zakładają własne firmy, załatwić za nie wiele "papierkowych”
      spraw.
      Obecnie w Urzędzie Miejskim w Siemiatyczach zarejestrowanych jest około 1000
      podmiotów gospodarczych. W ubiegłym roku było ich 941 (35 zaprzestało
      działalności gospodarczej, a 54 ją uruchomiło). Do głównych powodów
      likwidowania swoich firm przedsiębiorcy najczęściej zaliczają brak opłacalności
      (dotyczy to wszystkich branż) oraz względy zdrowotne. W Siemiatyczach dominują
      firmy branży drzewnej, budowlanej oraz transportowej.
      - Mężczyźni wyjeżdżający na saksy, najczęściej pracują tam w zawodach
      budowlanych, dlatego po powrocie do Siemiatycz często zakładają firmy w tej
      właśnie branży - mówi burmistrz Siemiatycz.
      Również Jan Zalewski, starosta powiatu przyznaje, że dzięki wyjazdom na saksy
      region się znacznie rozwinął. Dotyczy to nie tylko samego miasta Siemiatycze,
      ale również okolicznych wsi. Rolnicy zarobione w Belgii, Niemczech czy Stanach
      Zjednoczonych pieniądze inwestują w swoje gospodarstwa. Powstało również wiele
      firm transportowych.
      Trudno na swoim
      Jednak wielu przedsiębiorców, którzy zdecydowali się na założenie własnej
      działalności, podkreśla, że wcale nie powodzi im się aż tak dobrze.
      Cezary Mudel od roku prowadzi restaurację i pensjonat Cezar w Siemiatyczach.
      Jak mówi, aby otworzyć lokal potrzebne było również wsparcie rodziny oraz
      kredyt bankowy.
      - Nastawieni jesteśmy głównie na miejscowych klientów, ponieważ Siemiatycze nie
      są miastem, które przyciągałoby turystów - tłumaczy. - Na promocję i rozwój
      turystyki potrzebne są ogromne środki, których miasto raczej nie ma.
      Utrzymujemy się głównie z imprez masowych takich jak wesela, bankiety,
      szkolenia. Klienci indywidualni stanowią znikomy procent.
      Pokoje gościnne, którymi dysponuje pensjonat, w większości są zajmowane przez
      osoby przejeżdżające przez miasto, a nie przez turystów. Latem czasami trafiają
      się też i wczasowicze, ale bardzo rzadko.
      - Na razie jest ciężko i o dalszym rozwoju i inwestycjach można jedynie
      pomarzyć - mówi Cezary Mudel.
      W podobnym tonie wypowiadają się inni przedsiębiorcy.
      - Byłbym daleki od twierdzenia, że Siemiatycze są jakimś wyjątkowym cudem
      gospodarczym regionu - zapewnia producent elementów kuchennych z Siemiatycz,
      który woli pozostać anonimowy.
      Jego zdaniem małym przedsiębiorcom powodziło się dobrze do roku 1998. Kiedy
      skończył się handel ze Wschodem - duża część prywatnych zakładów produkujących
      meble, zaczęła "dołować”. Niektóre z nich musiały nawet zawiesić działalność.
      Nic dziwnego, że mieszkańcy Siemiatycz tak chętnie jeżdżą na saksy. Po
      powrocie, część z nich inwestuje zarobione pieniądze, ale większość po prostu
      je konsumuje. Ludzie budują domy, kupują samochody, a później... znowu jadą
      zarobić za granicę.
      - Owszem, może w Siemiatyczach jest lepiej niż w innych miasteczkach podobnej
      wielkości na Podlasiu takich jak Hajnówka czy Bielsk Podlaski. Jednak większość
      ludzi utrzymuje się z Brukseli - mówi sprzedawca ze sklepu Rondo w
      Siemiatyczach. Zdarza się, że mieszkańcy Siemiatycz rezygnują z pracy na
      miejscu i wyjeżdżają do Belgii. Widać
      • h.olender klamstwo statystyczne 19.03.04, 11:09
        Witam jubileuszowego internaute nr 50 na Forum Siemiatycze. Jesli dobrze
        rozszyfrowuje Twoj nick, to pewnie znamy sie z liceum.

        Rozumiem, ze cytujesz tu jakas publikacje prasowa, stanowiaca odpowiedz na
        przesadnie entuzjastyczny artykul w "Newsweeku". Podzielam opinie, ze dane
        statystyczne dotyczace poziomu bezrobocia w powiecie siemiatyckim sa bardzo
        mylace. A juz wyciaganie na tej podstawie wnioskow, iz Siemiatycze sa jakas
        mityczna "oaza dobrobytu" czy "wyspa skarbow" w oceanie indolencji, biedy i
        bezrobocia, mozna wrecz uznac za zwykle dziennikarskie naduzycie, probe
        robienia czytelnikom wody z mozgu. Rozumiem, ze jest w Polsce duze
        zapotrzebowanie na jakis spektakularny sukces gospodarczy. Tyle sie ciagle
        slyszy o aferach, bezrobociu, braku perspektyw dla mlodziezy itd. itp. A tu
        prosze, okazuje sie, ze jest - i to w tej biednej i zacofanej "Polsce B" czyli
        tzw. Scianie Wschodniej - taki powiat, gdzie stopa bezrobocia wynosi zaledwie
        7,0 proc. Trudno sie oprzec pokusie, aby przedstawic ten "polski cud
        gospodarczy" na lamach prasy, "ku pokrzepieniu serc".

        Statystyki bywaja jednak zawodne. Cytowalem juz na innym watku slowa wybitnego
        pisarza i polityka brytyjskiego z XIX wieku (w tym premiera rzadu) Disraeli,
        ktory wyroznil trzy kategorie klamstw: klamstwa, okropne klamstwa i statystyki.
        Tak to tez wlasnie wyglada z rekordowo niskim poziomem bezrobocia w
        Siemiatyczach. To zwykle klamstwo statystyczne. Stopa bezrobocia nie swiadczy w
        tym przypadku wcale o jakims nadzwyczajnym boomie gospodarczym w powiecie
        siemiatyckim. Masowe wyjazdy zarobkowe do Brukseli stanowia wlasnie
        zaprzeczenie tezy, jakoby Siemiatycze byly "oaza dobrobytu" i "wyspa skarbow".
        Ludzie wyjezdzaja do pracy za granica glownie ze wzgledow ekonomicznych,
        panujacej w tym regionie biedy i braku mozliwosci znalezienia dobrze platnej -
        a nawet jakiejkolwiek - pracy na miejscu. A nie dlatego, ze panuje tam taki
        dobrobyt, jak stara sie nam wmawiac dziennikarz "Newsweeka", ktory dal sie w
        tym przypadku zlapac w klasyczna pulapke tzw. "klamstwa statystycznego".
        • przemysz pisze sobie 20.03.04, 09:38
          To jest mój reportaż pracuje dla jednej z podlaskich gazet,często widzę moje
          teksty na gazecie. Poznaje opinie na tematy o których piszę. Możliwe że się
          znamy ale z nicka nic nie kojarzę
          pozdrawiam mysza
          • h.olender Re: pisze sobie 22.03.04, 14:27
            przemysz napisał:

            > To jest mój reportaż pracuje dla jednej z podlaskich gazet,często widzę moje
            > teksty na gazecie. Poznaje opinie na tematy o których piszę. Możliwe że się
            > znamy ale z nicka nic nie kojarzę
            > pozdrawiam mysza

            Podpis "mysza" jest mi rzeczywiscie dobrze znany z "Gazety Wspolczesnej".
            Przepisuje tu czesto Twoje teksty, stanowia dla mnie glowne zrodlo aktualnych
            wiadomosci na temat tego, co dzieje sie w Siemiatyczach. Bo "Glos Siemiatycz"
            mocno sie zaniedbal z aktualizacja swojego serwisu internetowego.

            Pewne skojarzenia mialem jednak raczej z nickiem "przemysz". Skojarzylo mi sie
            to z pewnym imieniem i z pewnym nazwiskiem, ktore pamietam z czasow licealnych.
            Ale moze to byc oczywiscie bledny trop. Zreszta niewazne, na forum lepiej byc
            raczej anonimowym.

            Pozdrawiam
            • ashanti5 Re: pisze sobie 01.04.04, 09:36
              mogę Was zapewnić, że się nie znacie ;)
              • h.olender Re: pisze sobie 01.04.04, 14:12
                ashanti5 napisała:

                > mogę Was zapewnić, że się nie znacie ;)

                Wierze na slowo :-)
    • tgaw Re: czytaliście o Siemiatyczach w Newsweek Polska 06.04.04, 23:42
      ten artykul pozwala zastanowic sie nad dwiema rzeczami:

      1. rzetelnosca dziennikarska,
      2. sytuacja gospodarcza pozostalych miast gminnych i powiatowych, skoro nasze
      miasto, ktore zadna miara nie jest oaza luksusow i szczesliwosci, wlasnie tak
      jest pokazywane.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka