truly_tivo Re: czytaliście o Siemiatyczach w Newsweek Polska 05.03.04, 05:53 Owszem, i już wiem, że polski Newsweek niczym nie różni się od "Super Expressu". Najlepszym dowodem na to, jak niejaki redaktor Puch podchodzi do realiów jest wątek supermarketów. Z jednej strony burmistrz z wzbrania się przed supermarketami, bo on przecież kocha małe sklepiki i ich drobnych sklepikarzy, z drugiej zaś Zduniewicz "zakłada pierwszy w mieście supermarket". I biedak się zaplątał we własnych wypocinach. No bo jak on mógł nazwać "Rondo" sklepem - a gdzie wtedy ten ekonomiczny cud na Podlasiu? Tak więc "Rondo" stało się supermarketem (chyba według podlaskich standardów;) Żeby udowodnić bajkowy, 6-cio procentowy, wskaźnik bezrobocia jeździ po okolicznych wsiach i proszę: stolarnia zatrudnia 20 (słownie: dwadzieścia osób). Śmiać się, czy płakać? Rozpisuje się o tysiącach ludzi tyrających na czarno w Brukseli i nawet do łba mu nie przyjdzie, że tu ma właśnie źródło tych sześciu procent zarejestrowanych bezrobotnych. Szorowanie belgijskich kibli - przepis na dobrobyt w III RP według redaktora Pucha. Cholery można dostać gdy się patrzy, jak to kiedyś ładne i dość dynamicznie rozwijające się miasteczko obecnie umiera, a jakiś porąbany pismak wypisuje takie idiotyzmy. Odpowiedz Link Zgłoś
h.olender Siemiatycze - oaza dobrobytu 16.03.04, 11:43 W polskim morzu nedzy i indolencji Siemiatycze wygladaja jak wyspa skarbow. Gdy Leszek Mackowiak wchodzi do swojej firmy, w ktorej 60 tys. istnien kurzych scieli sie rowno w dwoch wielkich halach o powierzchni 2,8 tys. metrow kw., wokol niego tworzy sie krag wolnej przestrzeni. Kurczaki rozbiegaja sie na boki, tworzac niemal idealne kolo. Czasami Mackowiak dla zartu straszy kurczaki, skaczac albo kucajac. Wtedy od kregu rozchodza sie na boki regularne fale. Przez hale Mackowiaka w ciagu siedmiu lat przewinelo sie blisko poltora miliona kurczakow. Wlasciciel fermy zaklada hodowle szesc razy do roku, rocznie 360 tys. kurczat przerabia na pasztet. Na codzien ferma kieruje sprowadzony z Niemiec specjalny komputer o dumnej nazwie Big Dutchman. Dozuje karme, saczy kurczakom wode, rozpuszcza w wodzie lekarstwa, ustawia nawet temperature w pomieszczeniu, wlaczajac i wylaczjac potezne, podwieszone pod sufitem dmuchawy. Zastepuje nawet slonce, przygaszajac wieczorem swiatla i zapalajac je nad ranem. - To jeden z najnowoczesniejszych systemow w Polsce - chwali sie Mackowiak. - Ja tylko sypie karme do silosow. Big Dutchman decyduje nawet o tym, kiedy kurczaki ida pod noz. Jeszcze cztery lata temu w jednej hali Mackowiak mial zaledwie polowe kurczakow i polowe dzisiejszych obrotow. Ale w Siemiatyczach tak szybko rozwijajace sie firmy nikogo nie dziwia. Choc wokol bieda i bezrobocie, to 17-tysieczne miasteczko, lezace zaledwie 30 kilometrow od granicy z Bialorusia, jest oaza dobrobytu. Roczny budzet miasta wynosi ponad 20 mln zl i jest prawie o polowe wyzszy niz 10 lat temu. Wydatki na inwestycje powiatu daja mu szoste miejsce w kraju. Gdy bezrobocie w Polsce - wedlug lutowych danych GUS - wynosi 20 proc., w Siemiatyczach od kilku lat nie przekracza 7 proc. Pod tym wzgledem miasto ustepuje tylko zamoznej Warszawie (6 proc.) Sciana Wschodnia to region biedy i rozpaczy. Siemiatycze nie pasuja do tego obrazu. Ludzie tutaj pracy uczyli sie w Brukseli. Od kilkunastu lat mezczyzni haruja tam na budowach, kobiety sprzataja i opiekuja sie dziecmi. Jak szacuje starosta powiatu Jan Zalewski, co drugi mieszkaniec pracowal kiedys w Belgii. Wedlug niego miesiecznie do kieszeni mieszkancow wplywa ok. 10 mln zl. newsweek.redakcja.pl/archiwum/artykul.asp?Artykul=9127 Odpowiedz Link Zgłoś
h.olender odc. 2 - eksplozja drobnej przedsiebiorczosci 30.03.04, 16:50 - Ale te pieniadze nie sa przejadane - mowi starosta. - Duza czesc kapitalu idzie na zakladanie nowych przedsiebiorstw i rozwijanie starych. W powiecie dziala blisko tysiac malych firm, z ktorych polowa powstala w ostatnim piecioleciu. W przeciwienstwie do wielu innych gmin, jak np. podwroclawskich Kobierzyc czy Tarnowa Podgornego kolo Poznania, rozwoj Siemiatycz nie opiera sie na inwestycjach zachodnich koncernow. Duzych zakladow jest tu jak na lekarstwo. Oprocz holenderskiej firmy Oerlemans (pracuje w niej ok. 200 osob), ktora na bazie majatku Hortexu otworzyla rok temu fabryke mrozonek, oraz francuskiego koncernu Lactalis (w miejscowej mleczarni produkuje sery president i zatrudnia ponad 300 osob), nie ma tu wielkich zakladow. Co wiecej, burmistrz Siemiatycz Zbigniew Radomski od lat nie zgadza sie np. na budowe w okolicy hipermarketu. - Chociaz inwestorzy obiecuja utworzenie 500 nowych miejsc pracy, dwa razy tyle osob ja straci, gdy zbankrutuja drobne sklepiki - tlumaczy. Nikt juz tutaj nie pamieta, kto jako pierwszy wyjechal na saksy. Wedlug plotki, szlaki w belgijskiej stolicy przecierala jeszcze pod koniec lat 70-tych Janina Smolikowska ze wsi Perlejewo. Po kilku latach zaczela przysylac zaproszenia rodzinie, potem znajomym. Krag wtajemniczonych zaczal sie rozszerzac. Powracajacy z zagranicy nie mieli zamiaru byc gastarbeiterami przez cale zycie, wracali wiec do Siemiatycz. Praca w Brukseli uruchomila reakcje lancuchowa, ktora doprowadzila do eksplozji drobnej przedsiebiorczosci. Kolem zamachowym byla ... zazdrosc. - Gdy sasiadowi dobrze sie wiedzie, inni go nasladuja - mowi psycholog spoleczny prof. Janusz Czapinski. - W ten sposob tworzy sie konkurencja, przybywa nowych miejsc pracy. W Siemiatyczach promuje sie budownictwo. Rocznie powiat przeznacza kilka hektarow gruntow pod nowe inwestycje, a formalnosci zwiazane z pozwoleniem na budowe zostaly skrocone do dwoch tygodni (w sasiednim powiecie bielskim trzeba czekac okolo miesiaca). Roi sie tu wiec od rodzinnych firm budowlanych, hurtowni materialow, firm parkieciarskich oraz producentow kafli do piecow i kominkow. newsweek.redakcja.pl/archiwum/artykul.asp?Artykul=9127&Strona=2 Odpowiedz Link Zgłoś
h.olender nowe domy rosna jak grzyby po deszczu 06.04.04, 10:46 Eugeniusz Mudel majatku dorobil sie na handlu materialami budowlanymi. Za zarobione w Belgii pieniadze otworzyl hurtownie, bo widzial jak za brukselskie oszczednosci w okolicy rosna jak grzyby po deszczu nowe domy. Wczesniej, w latach 80-tych, byl kierownikiem dzialu technicznego w siemiatyckim Spolem. Bral udzial m.in. w budowie pawilonu handlowego w centrum miasta i restauracji Olenka. Ale tak naprawde budowlanego fachu nauczyl sie dopiero 10 lat pozniej w Brukseli. W ciagu trzech lat pracy udalo mu sie zaoszczedzic 35 tys. dolarow. Wowczas postanowil wrocic i zalozyc wlasny interes. - Jestem zwiazany z Podlasiem - mowi. - Tu od pokolen mieszka moja rodzina. Wyjazdy sluzyly tylko temu, by zdobyc pieniadze na wlasny biznes. Dzisiaj jego firma zatrudnia kilka osob, a hurtownia z garazu pod domem przeniosla sie do okazalej hali na przedmiesciach. Jednak Mudel na tym nie poprzestaje. W ubieglym roku wybudowal hotel. Prowadzi go jego syn Cezary. Jest tu osiem pomalowanych na rozowo pokoi. W kazdym dwa nowe lozka, telewizor, lazienka. Na parterze dziala restauracja dla 150 osob. Glosna dyskotekowa muzyka z telewizora kontrastuje z nastrojowymi fotografiami na scianach. Na scianach wisza obrazki przedwojennych Siemiatycz: nieistniejacy rynek, ratusz, dawna synagoga. Kiedys blisko 70 proc. mieszkancow stanowili Zydzi. Cezary Mudel najwiecej zarabia na weselach. Gwozdziem programu jest pieczony dzik. Zgodnie z hotelowa etykieta podczas podawania powinien plonac. Gdy kilka tygodni temu Mudel na oczach gosci podpalal dzika, ogien strzelil za wysoko w gore. Zajely sie liscie, ktorymi przystrojony byl polmisek. Goscie jednak byli zachwyceni. Mysleli, ze tak ma byc. Mudel z zimna krwia grzecznie sie uklonil, ale ze zdenerwowania pot splywal mu po plecach. - Myslalem, ze zajmie sie obrus i bedzie wielka wpadka - mowi Mudel. - Na razie ucze sie hotelarskiego fachu. Wedlug ekonomisty Mateusza Walewskiego z CASE w miescie powstal "kapital spoleczny", siec osobistych powiazan miedzy ludzmi. - Jedni mowia innym, w jaki wejsc interes, pomagaja sobie nawzajem - tlumaczy Walewski. - Dzis siemiatyczanie zamieniaja "kapital spoleczny" na kapital ekonomiczny. newsweek.redakcja.pl/archiwum/artykul.asp?Artykul=9127&Strona=3 Odpowiedz Link Zgłoś
h.olender odc. 4 - rynek pracy az kipi 13.04.04, 14:05 Ta cudowna przemiana sprawia, ze rynek pracy az kipi, w duzej mierze za sprawa firm parkieciarskich. Jak ocenia starosta Zalewski, pracuje w nich kilkaset osob. Jedni strugaja parkiety w zwyklych garazach, inni w duzych halach produkcyjnych na przedmiesciach. W malej wsi Oksiutycze, przy drodze na swieta gore wyznawcow prawoslawia Grabarke, nie ma nawet sklepu spozywczego ani kiosku z gazetami. Dzialaja za to trzy zaklady produkujace parkiety, w ktorych pracuje w sumie 30 osob, prawie wszyscy mieszkajacy tu dorosli mezczyzni. - Nasze puszcze stanowia nieprzebrane zrodlo surowca - mowi starosta Zalewski. Kazimierz Wisniewski, lokalny potentat w branzy, zatrudnia 20 osob i robi parkiety ze wszystkich gatunkow drewna. Jesion pochodzi z okolicznych lasow, ale debine sprowadza z Puszczy Knyszynskiej, a drewno czeresni - z Bieszczad. Jako jeden z pierwszych w Polsce ostatnio wprowadzil do swojej oferty parkiety ze szlachetnego debu czarnego. Drewno pochodzi z drzew lezacych wczesniej latami w wodzie. Dzieki temu jest niezwykle trwale i trudno je porysowac. - To jak trufle w przemysle spozywczym - mowi Wisniewski. - Takiego drzewa jest jak na lekarstwo, dlatego robione z niego parkiety sa bardzo drogie. Rocznie Wisniewski wytwarza 40 tys. m. kw. parkietow. Sprzedaje je w powiecie oraz w swoich sklepach w Warszawie i Lodzi. Popyt jest tak duzy, ze Wisniewski przebiera w zamowieniach jak w ulegalkach. Ostatnio odrzucil oferte wspolpracy jednej z francuskich sieci hieprmarketow. Zaproponowano mu, zeby dostarczal towar z odroczonym terminem platnosci. - Mialem dostawac pieniadze dopiero po trzech miesiacach. Wiec im podziekowalem. W jego zakladzie unosi sie zapach surowego drewna. Czterech pracownikow uwija sie jak w ukropie wokol dwoch maszyn parkieciarskich. Do pierwszej wkladaja surowe deseczki, ktore w srodku sa szlifowane z dwoch stron. Druga maszyna wycina na bokach rowki tak, aby jedna deska pasowala do drugiej. Potem sa one ukladane w stosy na paletach na wozku widlowym. Gdy palety sa pelne, trafiaja do magazynu, gdzie czekaja na odbiorcow. newsweek.redakcja.pl/archiwum/artykul.asp?Artykul=9127&Strona=4 Odpowiedz Link Zgłoś
h.olender odc. 5 - hojni biznesmeni z puszczy 19.04.04, 11:13 Wisniewski zalozyl warsztat jeszcze pod koniec lat 80. Na poczatku strugal drewno w domowym garazu. Zatrudnial jedna osobe, ktora rozwozila towar w bagazniku starego fiata 125p. Dzisiaj biznesmen dojezdza do pracy terenowym bmw. - Stac mnie na luksus - mowi. Ale stac go tez na wspomaganie miasteczka. W tym miesiacu zakonczyl sie finansowany przez niego remont sali szpitala. Parkietem od Wisniewskiego wylozone sa powiatowe przedszkola. Bo nie dosc, ze powracajacy z saksow siemiatyczanie tworza nowe miejsca pracy, to w dodatku hojnie obdarowuja swoja mala ojczyzne. Do wybrukowania chodnikow przy rynku dolozyl sie np. Andrzej Daniluk, wlasiciel firmy Pater, produkujacej kostke brukowa. Za kilka tysiecy zl ufundowal tez gazony kwiatowe na rynku. Dobroczynca jest Jerzy Czekanowski, potentat w produkcji glinianych kafli do piecow i kominkow, ktory wspomaga sanatorium dla dzieci w Bacikach. Jak ludzie miastu, tak miasto ludziom. Teraz samorzad postawil na agroturystyke. - Budowlany boom kiedys przeciez sie skonczy - mowi Zalewski i rozpoczyna starania o pieniadze z funduszy unijnych na program ochrony zubrow w Puszczy Bialowieskiej. Za te pieniadze powstana szlaki piesze, rowerowe, kajakowe, tereny do jazdy konnej oraz do jazdy na nartach biegowych. Zalozone beda takze arboreta i ogrody botaniczne. Program ma kosztowac 110 mln euro. - Obecnie w regionie przewazaja krotkie, weekendowe wizyty - mowi starosta Zalewski. - Docelowo sredni okres pobytu turystow powinien byc wydluzony do dwoch tygodni. Liczy na to Jan Zduniewicz, byly przedsiebiorca z Siemiatycz, a obecnie wlasciciel pensjonatu Panorama w Mielniku. Na malowniczym wzniesieniu widok zapiera dech w piersiach. Temperatura przekroczyla wlasnie minus 20 st., a z kominow domow wija sie do nieba struzki dymu, przypominajace tanczace weze. Po Bugu plynie kra, niczym stada wielorybow. Na wzgorze cztery lata temu zaprowadzila Zduniewicza jego corka Dorota. - Bylem zauroczony. Uznalem, ze to idealne miejsce na pensjonat - mowi Zduniewicz. Mial szczescie - wlascicielka dzialki wyjechala za granice i chciala szybko pozbyc sie ziemi. Podczas negocjacji cena spadla o polowe. W budowe Zduniewicz zainwestowal wszystkie oszczednosci. Po odejsciu pod koniec lat 80. z gminnej spoldzielni prowadzil w miasteczku sklep z gwozdziami. Potem razem ze wspolnikami otworzyl pierwszy w miasteczku supermarket. newsweek.redakcja.pl/archiwum/artykul.asp?Artykul=9127&Strona=5 Odpowiedz Link Zgłoś
h.olender odc. 6 - agroturystyczny raj na ziemi 26.04.04, 12:09 Dzisiaj powiat promuje pensjonat Zduniewicza. Informacje o nim mozna znalezc we wszystkich broszurach dotyczacych Siemiatycz i na stronach internetowych. Starosta Zalewski pomagal mu w ubieglym roku urzadzic stoisko na targach turytycznych w Katowicach i Warszawie. Zduniewicz odwdziecza sie jak moze. Wszyscy oficjalni goscie odwiedzajacy okolice nocuja za pol ceny w jego hoteliku. Ostatnio z okazji swieta Przemienienia Panskiego i uroczystosci na Grabarce odwiedzil go metropolita Polski Sawa, a wraz z nim specjalny gosc - patriarcha Aleksandrii i calej Afryki. Na razie jednak wiekszosc gosci stanowia pracownicy plockiego Przedsiebiorstwa Eksploatacji Rurociagow Naftowych Przyjazn, ktorzy w Adamowie, kilka kilometrow od Mielnika, rozbudowuja przepompownie ropy naftowej. - Gdy ruszy program powiatowy introdukcji zubra, mam nadzieje, ze przyjedzie tu wiecej turystow - mowi Zduniewicz. Czy ow projekt przeksztalci region, jak chce starosta, w agroturystyczny raj na ziemi? Jezeli nie ten, to inny. Biblijna przypowiesc opowiada o slugach, ktorym Pan dal na przechowanie po jednym talarze. Gdy przyszedl czas rozliczenia, wierzyciel pochwalil tylko tego, ktory nie zakopal powierzonej monety, lecz puscil ja w obieg, pomnozyl i zamiast jednej oddal dziesiec. I jemu Pan powierzyl zarzadzanie. Siemiatyczanie nawet gdyby nie mieli swoich zubrow, to by je pewnie stworzyli. newsweek.redakcja.pl/archiwum/artykul.asp?Artykul=9127&Strona=6 I to juz koniec basni z tysiaca i jednej nocy o Siemiatyczach - mitycznej wyspie skarbow w polskim oceanie nedzy i indolencji. Bajkopisarz: redaktor "Newsweeka" Przemyslaw Puch Odpowiedz Link Zgłoś
przemysz odpowiedz na artykuł Newsweeka - 18.03.04, 12:36 Statystyki wyglądają imponująco. Stopa bezrobocia zaledwie na poziomie 7 proc. Około tysiąc zarejestrowanych podmiotów gospodarczych. Okazałe nowe budynki, rosnące jak grzyby po deszczu. Dla ludzi klepiących biedę w innych regionach Polski niespełna siedemnastotysięczne Siemiatycze kojarzą się z wielkim dobrobytem. Taki obraz Siemiatycz kreowany jest w ogólnokrajowych mediach. Sami mieszkańcy jednak mówią, że żyje im się tu bardzo przeciętnie. W Siemiatyczach od kilku lat stopa bezrobocia utrzymuje się na poziomie 7 proc., zresztą nigdy nie była ona wysoka. Dla porównania w powiecie białostockim stopa bezrobocia wynosi obecnie 14,1 proc, łomżyńskim - 16,8 proc., suwalskim 14,5. Śmiało można więc powiedzieć, że jest to najniższe bezrobocie w kraju - może trochę lepiej jest tylko w Warszawie. Jednak w Siemiatyczach nikt nie ma złudzeń, że statystyki mają niewiele wspólnego z rzeczywistością. W urzędowym spisie bezrobotnych nie figurują bowiem osoby pracujące na czarno poza granicami kraju - przede wszystkim w Belgii. A tych, jak wiadomo, w Siemiatyczach jest bardzo dużo. Na Podlasiu Siemiatycze kojarzą się z Brukselą, a w Brukseli Polska kojarzy się właśnie z Siemiatyczami. Gdyby "zjechali” z Brukseli... Wszystko zaczęło się kilkadziesiąt lat temu. Gdzieś na początku lat 80-tych kilka osób wyjechało do Belgii aby podreperować swoje domowe budżety. Jednak pod koniec lat osiemdziesiątych i na początku 90-tych, kiedy to państwowe przedsiębiorstwa działające na terenie Siemiatycz zaczęły masowo upadać, zjawisko migracji przybrało taką skalę, że obecnie nikt dokładnie nie potrafi powiedzieć ilu siemiatyczan pracuje w Belgii. Pewne jest to, że dzisiaj mieszkańcy Siemiatycz żyją głównie z pieniędzy zarobionych poza granicami kraju. - Nie wiem jak to się stało, że w naszym kraju utarła się opinia traktująca Siemiatycze jako miasto rozwijające się - mówi Zbigniew Pykało, właściciel zakładu usługowego, zajmującego się naprawą telefonów komórkowych oraz maszyn do szycia.- Każdy mieszkaniec wie, że większość ludzi żyje tu tylko i wyłącznie z wyjazdów do Belgii, a nie z pracy na miejscu. Ja osobiście mogę śmiało powiedzieć, że tutaj od kilku lat nic się nie dzieje. Jak można mówić o rozwoju i inwestowaniu, kiedy klientów mam coraz mniej. Ludzie nie mają po prostu pieniędzy. Gdyby wszyscy pracujący nielegalnie w Brukseli siemiatyczanie przyjechali do miasta i poszli do urzędu pracy to bezrobocie wzrosłoby raptownie do 30 procent. Z roku na rok jest coraz gorzej. Większość zarobionych pieniędzy idzie na bieżące opłaty. Niełatwo o pracę Wbrew pozorom, mimo niskiego bezrobocia, w Siemiatyczach wcale nie jest łatwo znaleźć pracę. Śledząc oferty pracy, którymi dysponuje tutejszy urząd, widać że jest ich nawet mniej niż w innych powiatach. - Jeśli ktoś chce pracować, to pracę znajdzie, choć niekoniecznie na miarę swoich ambicji - mówi Irena Szydłowska, zastępca kierownika Powiatowego Urzędu Pracy w Siemiatyczach. Podkreśla jednak, że o pracę nie jest łatwo. W urzędzie odnotowuje się duży ruch bezrobotnych - bardzo dużo osób pracuje sezonowo. Dwie największe w mieście firmy: Orlemans Foods i Polser latem potrzebują więcej pracowników niż poza sezonem. Ludziom młodym i dobrze wykształconym jest łatwiej znaleźć pracę, ale na pewno nie będzie to zajęcie dobrze płatne i odpowiadające ich ambicjom zawodowym. - W Siemiatyczach nie ma dużych zakładów, a więc gdzie mają pracować młodzi i wykształceni - mówi pracownik powiatowego urzędu pracy. - Przeważają zakłady rodzinne, gdzie np. inżynierowie, marketingowcy czy ekonomiści nie są potrzebni. Również osoby z wykształceniem średnim, które mogłyby pracować np. w biurach, mogą co najwyżej znaleźć pracę w handlu. - Niewielu młodych ludzi wraca po ukończeniu studiów do Siemiatycz - dodaje Irena Szydłowska. - Zazwyczaj wolą pozostać w większych miastach. - Nie mam żadnych szans na to aby znaleźć tutaj pracę chyba, że w sklepie za 500 złotych - mówi 24 letni absolwent marketingu i zarządzania. - W Siemiatyczach nie ma wolnej strefy ekonomicznej, dużych zakładów i poważnych firm. Wszyscy żyją z Belgii albo z wyjazdów do Stanów Zjednoczonych. Miejsca pracy są obecnie zajmowane przez starsze pokolenie. Jak już młodzi z wyższym wykształceniem gdzieś pracują, to są to zazwyczaj posady w urzędach załatwiane dzięki znajomościom ich rodziców. Klimat dla przedsiębiorczości Najprostszym sposobem na zatrudnienie jest rozkręcenie własnego biznesu. Władze miejskie starają się wyjść naprzeciw osobom, które chcą inwestować i tworzyć miejsca pracy. - Stworzyliśmy w urzędzie miejskim tzw. "gniazdo przedsiębiorczości” - mówi Zbigniew Radomski, burmistrz Siemiatycz. - Pracownicy urzędu starają się pomóc osobom, które zakładają własne firmy, załatwić za nie wiele "papierkowych” spraw. Obecnie w Urzędzie Miejskim w Siemiatyczach zarejestrowanych jest około 1000 podmiotów gospodarczych. W ubiegłym roku było ich 941 (35 zaprzestało działalności gospodarczej, a 54 ją uruchomiło). Do głównych powodów likwidowania swoich firm przedsiębiorcy najczęściej zaliczają brak opłacalności (dotyczy to wszystkich branż) oraz względy zdrowotne. W Siemiatyczach dominują firmy branży drzewnej, budowlanej oraz transportowej. - Mężczyźni wyjeżdżający na saksy, najczęściej pracują tam w zawodach budowlanych, dlatego po powrocie do Siemiatycz często zakładają firmy w tej właśnie branży - mówi burmistrz Siemiatycz. Również Jan Zalewski, starosta powiatu przyznaje, że dzięki wyjazdom na saksy region się znacznie rozwinął. Dotyczy to nie tylko samego miasta Siemiatycze, ale również okolicznych wsi. Rolnicy zarobione w Belgii, Niemczech czy Stanach Zjednoczonych pieniądze inwestują w swoje gospodarstwa. Powstało również wiele firm transportowych. Trudno na swoim Jednak wielu przedsiębiorców, którzy zdecydowali się na założenie własnej działalności, podkreśla, że wcale nie powodzi im się aż tak dobrze. Cezary Mudel od roku prowadzi restaurację i pensjonat Cezar w Siemiatyczach. Jak mówi, aby otworzyć lokal potrzebne było również wsparcie rodziny oraz kredyt bankowy. - Nastawieni jesteśmy głównie na miejscowych klientów, ponieważ Siemiatycze nie są miastem, które przyciągałoby turystów - tłumaczy. - Na promocję i rozwój turystyki potrzebne są ogromne środki, których miasto raczej nie ma. Utrzymujemy się głównie z imprez masowych takich jak wesela, bankiety, szkolenia. Klienci indywidualni stanowią znikomy procent. Pokoje gościnne, którymi dysponuje pensjonat, w większości są zajmowane przez osoby przejeżdżające przez miasto, a nie przez turystów. Latem czasami trafiają się też i wczasowicze, ale bardzo rzadko. - Na razie jest ciężko i o dalszym rozwoju i inwestycjach można jedynie pomarzyć - mówi Cezary Mudel. W podobnym tonie wypowiadają się inni przedsiębiorcy. - Byłbym daleki od twierdzenia, że Siemiatycze są jakimś wyjątkowym cudem gospodarczym regionu - zapewnia producent elementów kuchennych z Siemiatycz, który woli pozostać anonimowy. Jego zdaniem małym przedsiębiorcom powodziło się dobrze do roku 1998. Kiedy skończył się handel ze Wschodem - duża część prywatnych zakładów produkujących meble, zaczęła "dołować”. Niektóre z nich musiały nawet zawiesić działalność. Nic dziwnego, że mieszkańcy Siemiatycz tak chętnie jeżdżą na saksy. Po powrocie, część z nich inwestuje zarobione pieniądze, ale większość po prostu je konsumuje. Ludzie budują domy, kupują samochody, a później... znowu jadą zarobić za granicę. - Owszem, może w Siemiatyczach jest lepiej niż w innych miasteczkach podobnej wielkości na Podlasiu takich jak Hajnówka czy Bielsk Podlaski. Jednak większość ludzi utrzymuje się z Brukseli - mówi sprzedawca ze sklepu Rondo w Siemiatyczach. Zdarza się, że mieszkańcy Siemiatycz rezygnują z pracy na miejscu i wyjeżdżają do Belgii. Widać Odpowiedz Link Zgłoś
h.olender klamstwo statystyczne 19.03.04, 11:09 Witam jubileuszowego internaute nr 50 na Forum Siemiatycze. Jesli dobrze rozszyfrowuje Twoj nick, to pewnie znamy sie z liceum. Rozumiem, ze cytujesz tu jakas publikacje prasowa, stanowiaca odpowiedz na przesadnie entuzjastyczny artykul w "Newsweeku". Podzielam opinie, ze dane statystyczne dotyczace poziomu bezrobocia w powiecie siemiatyckim sa bardzo mylace. A juz wyciaganie na tej podstawie wnioskow, iz Siemiatycze sa jakas mityczna "oaza dobrobytu" czy "wyspa skarbow" w oceanie indolencji, biedy i bezrobocia, mozna wrecz uznac za zwykle dziennikarskie naduzycie, probe robienia czytelnikom wody z mozgu. Rozumiem, ze jest w Polsce duze zapotrzebowanie na jakis spektakularny sukces gospodarczy. Tyle sie ciagle slyszy o aferach, bezrobociu, braku perspektyw dla mlodziezy itd. itp. A tu prosze, okazuje sie, ze jest - i to w tej biednej i zacofanej "Polsce B" czyli tzw. Scianie Wschodniej - taki powiat, gdzie stopa bezrobocia wynosi zaledwie 7,0 proc. Trudno sie oprzec pokusie, aby przedstawic ten "polski cud gospodarczy" na lamach prasy, "ku pokrzepieniu serc". Statystyki bywaja jednak zawodne. Cytowalem juz na innym watku slowa wybitnego pisarza i polityka brytyjskiego z XIX wieku (w tym premiera rzadu) Disraeli, ktory wyroznil trzy kategorie klamstw: klamstwa, okropne klamstwa i statystyki. Tak to tez wlasnie wyglada z rekordowo niskim poziomem bezrobocia w Siemiatyczach. To zwykle klamstwo statystyczne. Stopa bezrobocia nie swiadczy w tym przypadku wcale o jakims nadzwyczajnym boomie gospodarczym w powiecie siemiatyckim. Masowe wyjazdy zarobkowe do Brukseli stanowia wlasnie zaprzeczenie tezy, jakoby Siemiatycze byly "oaza dobrobytu" i "wyspa skarbow". Ludzie wyjezdzaja do pracy za granica glownie ze wzgledow ekonomicznych, panujacej w tym regionie biedy i braku mozliwosci znalezienia dobrze platnej - a nawet jakiejkolwiek - pracy na miejscu. A nie dlatego, ze panuje tam taki dobrobyt, jak stara sie nam wmawiac dziennikarz "Newsweeka", ktory dal sie w tym przypadku zlapac w klasyczna pulapke tzw. "klamstwa statystycznego". Odpowiedz Link Zgłoś
przemysz pisze sobie 20.03.04, 09:38 To jest mój reportaż pracuje dla jednej z podlaskich gazet,często widzę moje teksty na gazecie. Poznaje opinie na tematy o których piszę. Możliwe że się znamy ale z nicka nic nie kojarzę pozdrawiam mysza Odpowiedz Link Zgłoś
h.olender Re: pisze sobie 22.03.04, 14:27 przemysz napisał: > To jest mój reportaż pracuje dla jednej z podlaskich gazet,często widzę moje > teksty na gazecie. Poznaje opinie na tematy o których piszę. Możliwe że się > znamy ale z nicka nic nie kojarzę > pozdrawiam mysza Podpis "mysza" jest mi rzeczywiscie dobrze znany z "Gazety Wspolczesnej". Przepisuje tu czesto Twoje teksty, stanowia dla mnie glowne zrodlo aktualnych wiadomosci na temat tego, co dzieje sie w Siemiatyczach. Bo "Glos Siemiatycz" mocno sie zaniedbal z aktualizacja swojego serwisu internetowego. Pewne skojarzenia mialem jednak raczej z nickiem "przemysz". Skojarzylo mi sie to z pewnym imieniem i z pewnym nazwiskiem, ktore pamietam z czasow licealnych. Ale moze to byc oczywiscie bledny trop. Zreszta niewazne, na forum lepiej byc raczej anonimowym. Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
ashanti5 Re: pisze sobie 01.04.04, 09:36 mogę Was zapewnić, że się nie znacie ;) Odpowiedz Link Zgłoś
h.olender Re: pisze sobie 01.04.04, 14:12 ashanti5 napisała: > mogę Was zapewnić, że się nie znacie ;) Wierze na slowo :-) Odpowiedz Link Zgłoś
tgaw Re: czytaliście o Siemiatyczach w Newsweek Polska 06.04.04, 23:42 ten artykul pozwala zastanowic sie nad dwiema rzeczami: 1. rzetelnosca dziennikarska, 2. sytuacja gospodarcza pozostalych miast gminnych i powiatowych, skoro nasze miasto, ktore zadna miara nie jest oaza luksusow i szczesliwosci, wlasnie tak jest pokazywane. Odpowiedz Link Zgłoś