Dodaj do ulubionych

nowa afera starachowicka

29.10.03, 09:44
Rolnik z jednej z podsiemiatyckich wsi z przerażeniem stwierdził, że w
transporcie prosiąt, które zamówił, 45 zwierząt jest nieżywych, a 18
okaleczonych. Zbulwersowany wezwał policję, bo uważa, że to wina dostawcy,
który źle transport zabezpieczył. Rolnik zamówił prosięta w jednej z firm w
Lesznie Wielkopolskim. Przewoźnikiem była firma ze Starachowic, której
samochód zawitał do fermy pod Siemiatyczami w poniedziałek wieczorem (27
października). W jednej ciężarówce zapakowanych było 1000 prosiąt. Nie
wszystkie z nich przeżyły podróż.

- W czasie, kiedy rolnik próbował dzwonić do firmy, od której kupił prosiaki,
ciężarówka odjechała - powiedział nam wczoraj jeden z siemiatyckich
policjantów. - W tej sytuacji powiadomił nas. Wysłaliśmy patrol za
ciężarówką, żeby sprawdził, w jakich warunkach przewożono zwierzęta. Okazało
się, że w skandalicznych. W ciężarówce nie było przegród, ściółki ani
zabezpieczenia przed niskimi temperaturami. Funkcjonariusze z Siemiatycz
ustalają teraz, kto ponosi za to winę i dlaczego kierowca zdecydował się
wieźć aż tyle zwierząt w zupełnie do tego nieprzystosowanym samochodzie.
Jeśli uda się komuś udowodnić zaniedbania, to może mu grozić nawet rok
pozbawienia wolności.

www1.gazeta.pl/bialystok/1,35235,1748567.html
No to mamy nową aferę starachowicką. Chyba jakieś głowy polecą. Podziwiam też
sprawną interwencję siemiatyckiej policji, która ruszyła w tak zdecydowany
pościg za tymi groźnymi przestępcami ze Starachowic. Czapki z głów, panowie.
Obserwuj wątek
    • holender2 Re: nowa afera starachowicka 03.11.03, 08:50
      Żuniewo, gm. Dziadkowice. Kilkadziesiąt świń zginęło podczas wielogodzinnego
      transportu. Trafiły do gospodarstwa państwa Lachowskich z Żuniewa w gminie
      Dziadkowice. Podczas przewozu kilkaset zwierząt było stłoczonych w samochodzie
      ciężarowym.

      Rolnicy Antoni i Józef Lachowscy z Żuniewa od dłuższego czasu współpracowali ze
      specjalistycznym gospodarstwem z Wronińca w woj. wielkopolskim. Zamówili po raz
      kolejny tysiąc świń i zapłacili przeszło 140 tys. zł. Świnie transportowała
      firma ze Starachowic.
      - Świnie przyjechały do nas w poniedziałek w strasznym stanie, stłoczone jedna
      na drugiej, wiele było już martwych. Dużo jest żywych, ale okaleczonych. Jestem
      bardzo zdenerwowany. Jak do tej pory współpraca z firmą układała się dobrze.
      Tyle tylko, że sami jeździliśmy po świnie. Nasza ciężarówka była wyłożona
      sianem i były odpowiednie przegrody. Takim sposobem zwierzęta zawsze docierały
      szczęśliwie na miejsce - opowiada Antoni Lachowski.

      - Według nas wszystko było w porządku - powiedział Marcin Szeferski, kierownik
      fermy z Woronińca. - Samochód był przystosowany do przewozu świń, posiadał
      wszystkie pozwolenia i zezwolenia. Przed wyjazdem i załadunkiem był sprawdzony.
      Nie rozumiem dlaczego pan Lachowski zwlekał z rozładunkiem przez ponad 2
      godziny i świnie stały na mrozie. Próbuje się całą winę zrzucić na nas, ale nie
      patrzy się na swoje błędy. Nie ukrywam, że padło 45 świń. Zapłaciliśmy państwu
      Lachowskim za nie, chociaż nie musieliśmy tego robić. Zrobiliśmy to tylko dla
      dobra marki naszej firmy. Jeśli sprawy zajdą za daleko, to my też potrafimy się
      bronić. Za jakieś okaleczone świnie nie zamierzamy zapłacić. Niepotrzebnie ci
      panowie zrobili taki szum medialny. Wypadki w transporcie zawsze się zdarzają.
      Jednak my uważamy, że z naszej strony było wszystko w porządku.

      - Dokonałem oględzin padłych zwierząt - powiedział Mirosław Tołwiński, lekarz
      weterynarii. - Powód, to obrażenia mechaniczne. Wykluczam, że były chore. Były
      po prostu podczas jazdy stłoczone. Transport zwierząt był niewłaściwy. Jednak
      dlaczego tak się stało ? Tym zajmuje się policja. Zrobiliśmy to, co do nas
      należało.

      - Po zawiadomieniu nas przez rolników, że samochód odjechał i martwe zwierzęta
      zostały pozostawione na posesji, dyżurny natychmiast powiadomił odpowiednie
      jednostki policji. Samochód napotkany został przez policjantów na parkingu w
      miejscowości Ostromęczyn, w powiecie łosickim - powiedział asp. Romuald Leoniuk
      z siemiatyckiej policji. - Na miejsce dotarł też rolnik z Żuniewa, który udał
      się w pościg za tą ciężarówką. Policjanci na miejscu dokonali oględzin
      samochodu i stwierdzili, że zwierzęta były przewożone w skandalicznych
      warunkach. W samochodzie nie było przegród zabezpieczających przed
      przemieszczaniem się zwierząt, nie było też ściółki. Stwierdziliśmy w
      gospodarstwie państwa Lachowskich, że martwych prosiąt jest 45, a okaleczonych
      18. Policja w tej sprawie prowadzi dochodzenie o przestępstwo z art. 35 ust. 1
      ustawy o ochronie zwierząt.

      box.zetobi.com.pl/glos_siemiatycz/aktual.html

      Nawet nie przypuszczałem, że ta mrożąca krew w żyłach akcja rodem z filmów
      sensacyjnych (ucieczka, pościg policyjny) miała swój początek w mojej rodzinnej
      wiosce, w której mój ojciec był przez wiele lat sołtysem i radnym, a wspominany
      tu Antoni Lachowski - po śmierci rodziców - kupił też nasze 20-hektarowe
      gospodarstwo rolne.
    • tgaw Re: nowa afera starachowicka 03.11.03, 19:45
      holender2 napisała:

      > Podziwiam też sprawną interwencję siemiatyckiej policji...

      Punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia... ;-)

      Ostatnio dostalem mandat 150 zl za 3 paragrafy, brrr :/
      • holender2 Re: nowa afera starachowicka 05.11.03, 11:01
        tgaw napisał:

        >
        > Ostatnio dostalem mandat 150 zl za 3 paragrafy, brrr :/

        Współczuję, ale to już chyba nie wina mafii starachowickiej. Pociesz się, że
        mogło być jeszcze gorzej, jak w dowcipie o Stalinie.

        Telewizja radziecka kręci film o dobroci Stalina.
        Do Stalina podchodzi dziecko:
        - Wujek! Daj cukierka!
        - Spier.....!
        W tym momencie kamera najeżdża na wielką planszę z napisem:
        A MÓGŁ ZABIĆ!!!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka