02.06.04, 18:53
Załączam dwie różne ulotki zachęcające do udzielania chrztu dzieciom, które
umarły w łonach swych matek albo zginęły lub w najbliższym czasie zginą w
wyniku aborcji. Znam osoby, które w dobrej wierze tę praktykę podejmują, a co
gorliwsi kserują i rozprowadzają ulotki propagujące ten zabobon. Nie sposób
im wytłumaczyć, że zmarli są już niezdolni do przyjęcia chrztu, a ponadto
żadnych sakramentów nie udziela się przecież na odległość. Wolą się trzymać
prywatnych objawień niż nauki Kościoła.

Jednak trochę racji te osoby mają. Rzecz jasna, próba udzielania chrztu
dzieciom zmarłym lub nieobecnym jest praktyką zabobonną i katolik nie
powinien mieć z tym nic wspólnego. Z drugiej jednak strony podejmowanie
takich praktyk płynie nieraz z wielkiego bólu, który należy uszanować.

Przypatrzmy się paru różnym sytuacjom. Wiele dzieci umiera w łonie swej
matki, mimo że były najserdeczniej przez rodziców oczekiwane. Ileż to razy
zdarza mi się słyszeć: „Nie wiem, co dałabym za to, żeby je urodzić, trzymać
w objęciach, karmić, cieszyć się, jak rośnie! Nawet gdyby miało nam umrzeć,
to niechby przynajmniej doczekało swojego chrztu!”. Pytają czasem tacy
rodzice, czy spotkają się z tym dzieckiem w życiu wiecznym, czy ono ich
rozpozna, czy będzie ich w niebie kochało.

„Kiedy się go spodziewałam — płakała jedna z matek — tyle razy byłam z nim w
kościele. Kiedy przyjmowałam Komunię świętą, to chyba i moje dziecko się nią
żywiło!”. Odpowiedziałem jej wtedy, że wolno jej ufać, iż jej dziecko, które
przecież bez jej winy umarło bez chrztu, zostało ochrzczone w jej wierze i na
pewno spotka się z nią w niebie.

Tutaj warto przypomnieć, że chociaż Kościół przywiązuje ogromną wagę do tego,
żeby żadne dziecko rodziców wierzących nie umarło z ich winy bez chrztu, to
zarazem ufamy — mówi o tym Katechizm Kościoła Katolickiego, 1261 — że Pan Bóg
w swoim miłosierdziu znajdzie dla dzieci nieochrzczonych inną, sobie tylko
znaną drogę zbawienia.

Zdarzają się jeszcze i takie sytuacje: wprawdzie ciąża nie była planowana i
małżonkowie zareagowali na nią bez entuzjazmu, to jednak na pewno przyjęliby
dziecko jako prawdziwy dar Boży. Cóż, kiedy ono umarło, zanim zdążyło się
urodzić. „Obraziło się na nas — płacze później z niesłusznym przecież
poczuciem winy niejedna taka matka. — Zorientowało się, że jest dla nas
kłopotem, to sobie poszło!”. Trudno się dziwić, że w rodzicach pojawia się
wtedy potrzeba pojednania ze swoim dzieckiem i nadziei na spotkanie z nim w
życiu wiecznym.

Bez porównania mocniejsza potrzeba ta może być u rodziców, którzy nie
pozwolili swojemu dziecku się urodzić. Często przecież bywa tak, że człowiek
zobaczy zło grzechu dopiero wtedy, kiedy go popełni. Matka czy ojciec szukają
wówczas formy pojednania z dzieckiem, które tak bardzo skrzywdzili.
Szczególnie częstą formą szukania wynagrodzenia za grzech aborcji jest
dążenie do urodzenia następnego dziecka — jakby w zamian za to dziecko,
któremu nie pozwoliliśmy się urodzić — albo pragnienie, żeby przyczynić się
do ocalenia cudzego dziecka, które było zagrożone aborcją.

Zabobonna praktyka kropienia wodą na cztery strony świata, ażeby „ochrzcić”
dzieci, które zmarły w wyniku aborcji, jest psychologicznie bardzo
atrakcyjną — ze względu na swą łatwość — formą pojednania ze swoim własnym
dzieckiem, które się w ten sposób skrzywdziło. Ponadto daje ona poczucie
przychodzenia z pomocą również innym dzieciom, odrzuconym przez swoich
rodziców.

Jednak to tylko jeden aspekt tej praktyki. Nie ulega bowiem wątpliwości, że
zabobon ten praktykują również osoby w żaden sposób, nawet pośrednio,
nieobciążone grzechem aborcji. Sądzę, że za tymi ich praktykami może się kryć
przerażenie, iż żyjemy w czasach, kiedy ludzie zabijają własne dzieci, a
wielu domaga się jeszcze większej bezkarności w zakresie prawa do ich
zabijania.

Taką interpretację przyczyn rozszerzania się tego niedającego się pogodzić z
wiarą katolicką „chrzczenia” dzieci nieobecnych, a nawet umarłych, nasuwa
znajdujący się na jednej z przesłanych mi przez Panią ulotek opis wizji,
mającej tę praktykę uzasadnić: „W nocy przedstawił mi Pan Jezus straszliwy
obraz. Ujrzałam ziemię pokrytą zwłokami tych ciałek, a ja, patrząc na to,
płakałam. Pan powiedział do mnie: »cryingwink Błogosławiony ten dom, w którym się
wynagradza za te grzechy«. Potem ujrzałam na firmamencie niezliczone główki
dziecięce i powiedziałam: »Panie, to nie są główki aniołków«. Pan
powiedział: »One będą oskarżycielami na Sądzie! Módl się za morderców, by na
Sądzie mogli zostać usprawiedliwieni. Ty masz wielkie zadanie do spełnienia.
Te maleństwa mogą jeszcze dojść do oglądania Boga«”.

I tu właśnie jest owa część racji, którą mają ludzie praktykujący niezgodny z
wiarą obrzęd „chrzczenia” zmarłych w wyniku aborcji dzieci. Mianowicie w
Kościele jakbyśmy się już częściowo pogodzili z tym, że we współczesnych
społeczeństwach istnieje stosunkowo duża aprobata dla zabijania poczętych
dzieci. Jakbyśmy już przestali być przerażeni zarówno samym faktem aborcji,
jak i jego skalą. Jakbyśmy też zapomnieli o tym, że te dzieci — które są już
zabite, a których niesprawiedliwej śmierci nie potrafiliśmy zapobiec — nadal
w bardzo realny sposób są nasze. Jakbyśmy już przestali szukać sposobów
pojednania się z nimi.

Jeden z moich współbraci, który jest misjonarzem w Japonii, pokazywał mi
zdjęcie buddyjskiej świątyni, do której przychodzą kobiety cierpiące z powodu
dokonanej aborcji — ażeby powiedzieć swojemu zabitemu dziecku
wielkie „przepraszam, wybacz mi”, i jakby dla utrwalenia tej swojej prośby
zostawiają w świątyni wotywną laleczkę. Na zdjęciu widać było bardzo wiele
takich laleczek.

W krajach kultury chrześcijańskiej bywają podejmowane trzy formy społecznego
żalu z powodu śmierci dzieci, którym nie pozwoliliśmy się urodzić — wszystkie
trzy jednak podejmowane są niezmiernie rzadko. Kiedyś prasa (jeśli dobrze
pamiętam, było to w Stanach Zjednoczonych) doniosła o odkryciu kontenera ze
zwłokami dzieci abortowanych, przewożonego do zakładu produkującego
kosmetyki; dokonano wtedy uroczystego pogrzebu tych dzieci. Ponadto, raz czy
dwa czytałem o planach postawienia pomnika z wyrazami żalu, że nie potrafimy
obronić wielu dzieci, które mogłyby wśród nas żyć. Stosunkowo najczęściej
słychać o nabożeństwach ekspiacyjnych za grzechy aborcji; sam jednak nigdy
nie miałem sposobności ani uczestniczyć w takim nabożeństwie, ani zapoznać
się konkretnie z jego treścią.

Słowem, przerażenie z powodu aprobaty dla aborcji nie jest obce naszej
zbiorowej podświadomości, a zarazem prawie nie ma ono możliwości społecznego
uzewnętrznienia się. W tej sytuacji nie trzeba się dziwić, że niekiedy
znajduje ono sobie bardzo wątpliwe środki wyrazu, również uciekając się do
zabobonów.

Na pewno powinniśmy się zastanawiać, co Kościół mógłby zrobić, żebyśmy tego
bardzo bolesnego problemu nie wypierali z naszej świadomości zbiorowej, ale
szukali dla niego form wyrazu zgodnych z duchem Ewangelii. To bardzo dobrze,
że podjęto wiele inicjatyw mających na celu podanie ręki kobietom w ciąży,
które boją się urodzić swoje dziecko 1. W Kościele staramy się również pomóc
kobietom, które dręczą się tym, że dopuściły się aborcji 2.

Sądzę, że istnieje ponadto ogromna potrzeba społecznej modlitwy za dzieci,
którym nawet nie było dane się urodzić — również za te, które były przez
swoich rodziców bardzo oczekiwane. Ludzie intuicyjnie czują, że powinniśmy
błagać Boga, aby raczył udzielić tym dzieciom darów, które otrzymałyby, gdyby
mogły zostać ochrzczone. To z tej intuicji bierze się zabobon „chrzczenia”
ich po śmierci. Dlatego zabob
Obserwuj wątek
    • grrrrw jest to artykuł z miesiedcznika "W drodze" 02.06.04, 18:56
      Jednak to tylko jeden aspekt tej praktyki. Nie ulega bowiem wątpliwości, że
      zabobon ten praktykują również osoby w żaden sposób, nawet pośrednio,
      nieobciążone grzechem aborcji. Sądzę, że za tymi ich praktykami może się kryć
      przerażenie, iż żyjemy w czasach, kiedy ludzie zabijają własne dzieci, a wielu
      domaga się jeszcze większej bezkarności w zakresie prawa do ich zabijania.

      Taką interpretację przyczyn rozszerzania się tego niedającego się pogodzić z
      wiarą katolicką „chrzczenia” dzieci nieobecnych, a nawet umarłych, nasuwa
      znajdujący się na jednej z przesłanych mi przez Panią ulotek opis wizji,
      mającej tę praktykę uzasadnić: „W nocy przedstawił mi Pan Jezus straszliwy
      obraz. Ujrzałam ziemię pokrytą zwłokami tych ciałek, a ja, patrząc na to,
      płakałam. Pan powiedział do mnie: »cryingwink Błogosławiony ten dom, w którym się
      wynagradza za te grzechy«. Potem ujrzałam na firmamencie niezliczone główki
      dziecięce i powiedziałam: »Panie, to nie są główki aniołków«. Pan
      powiedział: »One będą oskarżycielami na Sądzie! Módl się za morderców, by na
      Sądzie mogli zostać usprawiedliwieni. Ty masz wielkie zadanie do spełnienia. Te
      maleństwa mogą jeszcze dojść do oglądania Boga«”.

      I tu właśnie jest owa część racji, którą mają ludzie praktykujący niezgodny z
      wiarą obrzęd „chrzczenia” zmarłych w wyniku aborcji dzieci. Mianowicie w
      Kościele jakbyśmy się już częściowo pogodzili z tym, że we współczesnych
      społeczeństwach istnieje stosunkowo duża aprobata dla zabijania poczętych
      dzieci. Jakbyśmy już przestali być przerażeni zarówno samym faktem aborcji, jak
      i jego skalą. Jakbyśmy też zapomnieli o tym, że te dzieci — które są już
      zabite, a których niesprawiedliwej śmierci nie potrafiliśmy zapobiec — nadal w
      bardzo realny sposób są nasze. Jakbyśmy już przestali szukać sposobów
      pojednania się z nimi.

      Jeden z moich współbraci, który jest misjonarzem w Japonii, pokazywał mi
      zdjęcie buddyjskiej świątyni, do której przychodzą kobiety cierpiące z powodu
      dokonanej aborcji — ażeby powiedzieć swojemu zabitemu dziecku
      wielkie „przepraszam, wybacz mi”, i jakby dla utrwalenia tej swojej prośby
      zostawiają w świątyni wotywną laleczkę. Na zdjęciu widać było bardzo wiele
      takich laleczek.

      W krajach kultury chrześcijańskiej bywają podejmowane trzy formy społecznego
      żalu z powodu śmierci dzieci, którym nie pozwoliliśmy się urodzić — wszystkie
      trzy jednak podejmowane są niezmiernie rzadko. Kiedyś prasa (jeśli dobrze
      pamiętam, było to w Stanach Zjednoczonych) doniosła o odkryciu kontenera ze
      zwłokami dzieci abortowanych, przewożonego do zakładu produkującego kosmetyki;
      dokonano wtedy uroczystego pogrzebu tych dzieci. Ponadto, raz czy dwa czytałem
      o planach postawienia pomnika z wyrazami żalu, że nie potrafimy obronić wielu
      dzieci, które mogłyby wśród nas żyć. Stosunkowo najczęściej słychać o
      nabożeństwach ekspiacyjnych za grzechy aborcji; sam jednak nigdy nie miałem
      sposobności ani uczestniczyć w takim nabożeństwie, ani zapoznać się konkretnie
      z jego treścią.

      Słowem, przerażenie z powodu aprobaty dla aborcji nie jest obce naszej
      zbiorowej podświadomości, a zarazem prawie nie ma ono możliwości społecznego
      uzewnętrznienia się. W tej sytuacji nie trzeba się dziwić, że niekiedy znajduje
      ono sobie bardzo wątpliwe środki wyrazu, również uciekając się do zabobonów.

      Na pewno powinniśmy się zastanawiać, co Kościół mógłby zrobić, żebyśmy tego
      bardzo bolesnego problemu nie wypierali z naszej świadomości zbiorowej, ale
      szukali dla niego form wyrazu zgodnych z duchem Ewangelii. To bardzo dobrze, że
      podjęto wiele inicjatyw mających na celu podanie ręki kobietom w ciąży, które
      boją się urodzić swoje dziecko 1. W Kościele staramy się również pomóc
      kobietom, które dręczą się tym, że dopuściły się aborcji 2.

      Sądzę, że istnieje ponadto ogromna potrzeba społecznej modlitwy za dzieci,
      którym nawet nie było dane się urodzić — również za te, które były przez swoich
      rodziców bardzo oczekiwane. Ludzie intuicyjnie czują, że powinniśmy błagać
      Boga, aby raczył udzielić tym dzieciom darów, które otrzymałyby, gdyby mogły
      zostać ochrzczone. To z tej intuicji bierze się zabobon „chrzczenia” ich po
      śmierci. Dlatego zabobon — bo przecież sakramenty są ustanowione dla żywych i
      Kościół nie jest władny udzielać ich umarłym.

      Bardzo też wielu ludzi odczuwa potrzebę modlitwy ekspiacyjnej za grzechy
      aborcji. Gdybyśmy w Kościele spróbowali potrzebie tej wychodzić naprzeciw,
      koniecznie trzeba by modlitwą ekspiacyjną ogarnąć również grzechy nas
      wszystkich, którzy tworzymy atmosferę znieczulicy na cudzą biedę i obojętności
      na los tych, którym możemy i powinniśmy pomóc. Gdyby nie ta atmosfera, bardzo
      wiele dzieci, na których dokonano aborcji, urodziłoby się i byłoby radością
      swoich rodziców.

      O pogrzebach dzieci zmarłych w łonie matki
      Poruszę przy okazji temat nieco pokrewny, mianowicie nabrzmiały na przestrzeni
      XX wieku problem pogrzebów dzieci zmarłych w łonie matki. Otrzymałem już wiele
      listów w tej sprawie od ludzi, których problem ten dotknął osobiście.

      Przypomnę, jak z pochówkiem tych najmniejszych dzieci było dawniej. Zacznę od
      tego, że prawo kanoniczne z naciskiem przypominało o obowiązku udzielenia
      chrztu każdemu dziecku, które ginęło wskutek poronienia. „Należy się troszczyć
      o to — mówi kanon 747 dawnego Kodeksu Prawa Kanonicznego — aby wszystkie płody
      poronione, niezależnie od tego, w jakim momencie życia przypadł ich koniec,
      zostały ochrzczone, jeżeli na pewno żyją; jeżeli zaś nie ma co do tego
      pewności, należy je ochrzcić warunkowo”. Nowy kodeks przypomina o tym obowiązku
      w kanonie 871.

      Dla wszystkich było wówczas czymś oczywistym, że skoro należał się tym dzieciom
      chrzest, należał się również pogrzeb. Z zasady nie zapraszano na ten pogrzeb
      księdza, bo wobec wysokiej śmiertelności dzieci w ogóle nie zapraszano go
      wówczas na pogrzeby dzieci zmarłych w pierwszych latach życia. Dawne cmentarze
      prawie zawsze miały oddzielną kwaterę przeznaczoną na grzebanie dzieci. Takiej
      kwatery domagał się jeszcze dopiero co wspomniany dawny Kodeks Prawa
      Kanonicznego: „Ciałka (corpuscula) małych dzieci niech mają, jeśli to możliwe,
      specjalne i oddzielone od innych kwater cmentarza miejsca na groby” (kan. 1209
      § 3).

      Kwatera dziecięca była tą częścią cmentarza, nad którą proboszcz czuwał tylko
      ogólnie. I to właśnie tam — nawet bez zgłaszania tego proboszczowi — ojcowie
      albo inni bliscy zanosili ciała swoich dzieci, które umarły wskutek poronienia.
      Sam pamiętam z mojego dzieciństwa takie bardzo małe, oznaczone prowizorycznym
      krzyżykiem, kopczyki, umieszczone przeważnie tuż przy ścianie kościoła, których
      znaczenia wtedy nie rozumiałem. Sądzę, że na wielu wiejskich cmentarzach do
      dziś ludzie w taki właśnie sposób grzebią swoje najmniejsze dzieci.

      Cmentarze (zwłaszcza miejskie), które zakładano w wieku XX, przeważnie już nie
      miały kwatery dziecięcej. Wprowadzono ponadto księgi cmentarne, do których
      skrupulatnie wpisuje się każdy pochówek, dla urzędników zaś jest czymś
      oczywistym, że nie sposób zgodzić się na pogrzeb bez świadectwa zgonu, a jakżeż
      z kolei wystawić takie świadectwo o kimś, kto nie miał metryki urodzenia.
      Słowem, jeżeli tego rodzaju problemy nie zaczną być rozwiązywane generalnie,
      ludzie wciąż będą mieli kłopot z pogrzebaniem swoich najmniejszych dzieci.
      Wydaje mi się, że żaden urząd stanu cywilnego nie odmówi wydania metryki nawet
      dla bardzo małych dzieci, które uległy poronieniu — podając jako datę narodzin
      datę ich śmierci. Warto jednak wiedzieć, że są to problemy, które pojawiły się
      stosunkowo niedawno.

      Na zakończenie podam oficjalne przypomnienia kościelne, że zwłokom
      najmniejszych nawet dzieci należy się szacunek, jaki okazujemy k
    • grrrrw bardzo nieudolnie mi to wyszło 02.06.04, 18:58
      Na zakończenie podam oficjalne przypomnienia kościelne, że zwłokom
      najmniejszych nawet dzieci należy się szacunek, jaki okazujemy każdemu zmarłemu
      człowiekowi. W instrukcji Donum vitae Kongregacji Nauki Wiary z 22 lutego 1987
      roku (I,4) czytamy: „Zwłoki embrionów lub płodów ludzkich, pochodzące z
      dobrowolnych przerwań ciąży czy też nie, powinny być uszanowane tak jak zwłoki
      innych istot ludzkich. (…wink Zarówno w przypadku martwych płodów, jak i osób
      dorosłych, wszelka praktyka handlowa powinna być uważana za niegodziwą i
      zabronioną”.

      W podobnym duchu wypowiada się Papieska Rada ds. Duszpasterstwa Służby Zdrowia,
      Karta Pracowników Służby Zdrowia, 1995, nr 146: „Płodowi już martwemu należy
      się szacunek właściwy każdemu zmarłemu człowiekowi. Wynika z tego, że nie wolno
      go niszczyć, jakby był jakimś odpadem. W granicach możliwości należy mu się
      należyty pochówek”.

      Jacek Salij OP

      1 Adresy różnych ośrodków pomocy kobietom spodziewającym się dziecka można
      uzyskać w Polskiej Federacji Ruchów Obrony Życia, Warszawa, ul. Hoża 50/64,
      tel. (22) 42 45 433.
      2 Pytaniu, jak pomóc kobietom po aborcji pojednać się z Bogiem, z samą sobą i
      ze swoim dzieckiem, poświęcona jest książka: William F. Maestri, Nie trać
      nadziei. Problemy kobiet po aborcji, Wydawnictwo Księży Marianów, Warszawa
      2002. Sam napisałem kiedyś na ten temat tekst pt. Czy ten grzech może być
      odpuszczony? — można go znaleźć w książce: J. Salij, Szukającym drogi,
      Wydawnictwo W drodze, Poznań 1998.





    • olivka27 Re: Salij 05.06.04, 01:29
      grrrrw napisała:

      ) Załączam dwie różne ulotki zachęcające do udzielania chrztu dzieciom, które
      ) umarły w łonach swych matek albo zginęły lub w najbliższym czasie zginą w
      ) wyniku aborcji. Znam osoby, które w dobrej wierze tę praktykę podejmują, a co
      ) gorliwsi kserują i rozprowadzają ulotki propagujące ten zabobon. Nie sposób
      ) im wytłumaczyć, że zmarli są już niezdolni do przyjęcia chrztu, a ponadto
      ) żadnych sakramentów nie udziela się przecież na odległość. Wolą się trzymać
      ) prywatnych objawień niż nauki Kościoła.
      )
      ) Jednak trochę racji te osoby mają. Rzecz jasna, próba udzielania chrztu
      ) dzieciom zmarłym lub nieobecnym jest praktyką zabobonną i katolik nie
      ) powinien mieć z tym nic wspólnego. Z drugiej jednak strony podejmowanie
      ) takich praktyk płynie nieraz z wielkiego bólu, który należy uszanować.
      )
      ) Przypatrzmy się paru różnym sytuacjom. Wiele dzieci umiera w łonie swej
      ) matki, mimo że były najserdeczniej przez rodziców oczekiwane. Ileż to razy
      ) zdarza mi się słyszeć: „Nie wiem, co dałabym za to, żeby je urodzić, trzy
      ) mać
      ) w objęciach, karmić, cieszyć się, jak rośnie! Nawet gdyby miało nam umrzeć,
      ) to niechby przynajmniej doczekało swojego chrztu!”. Pytają czasem tacy
      ) rodzice, czy spotkają się z tym dzieckiem w życiu wiecznym, czy ono ich
      ) rozpozna, czy będzie ich w niebie kochało.
      )
      ) „Kiedy się go spodziewałam — płakała jedna z matek — tyle raz
      ) y byłam z nim w
      ) kościele. Kiedy przyjmowałam Komunię świętą, to chyba i moje dziecko się nią
      ) żywiło!”. Odpowiedziałem jej wtedy, że wolno jej ufać, iż jej dziecko, kt
      ) óre
      ) przecież bez jej winy umarło bez chrztu, zostało ochrzczone w jej wierze i na
      ) pewno spotka się z nią w niebie.
      )
      ) Tutaj warto przypomnieć, że chociaż Kościół przywiązuje ogromną wagę do tego,
      ) żeby żadne dziecko rodziców wierzących nie umarło z ich winy bez chrztu, to
      ) zarazem ufamy — mówi o tym Katechizm Kościoła Katolickiego, 1261 —
      ) że Pan Bóg
      ) w swoim miłosierdziu znajdzie dla dzieci nieochrzczonych inną, sobie tylko
      ) znaną drogę zbawienia.
      )
      ) Zdarzają się jeszcze i takie sytuacje: wprawdzie ciąża nie była planowana i
      ) małżonkowie zareagowali na nią bez entuzjazmu, to jednak na pewno przyjęliby
      ) dziecko jako prawdziwy dar Boży. Cóż, kiedy ono umarło, zanim zdążyło się
      ) urodzić. „Obraziło się na nas — płacze później z niesłusznym przeci
      ) eż
      ) poczuciem winy niejedna taka matka. — Zorientowało się, że jest dla nas
      ) kłopotem, to sobie poszło!”. Trudno się dziwić, że w rodzicach pojawia si
      ) ę
      ) wtedy potrzeba pojednania ze swoim dzieckiem i nadziei na spotkanie z nim w
      ) życiu wiecznym.
      )
      ) Bez porównania mocniejsza potrzeba ta może być u rodziców, którzy nie
      ) pozwolili swojemu dziecku się urodzić. Często przecież bywa tak, że człowiek
      ) zobaczy zło grzechu dopiero wtedy, kiedy go popełni. Matka czy ojciec szukają
      ) wówczas formy pojednania z dzieckiem, które tak bardzo skrzywdzili.
      ) Szczególnie częstą formą szukania wynagrodzenia za grzech aborcji jest
      ) dążenie do urodzenia następnego dziecka — jakby w zamian za to dziecko,
      ) któremu nie pozwoliliśmy się urodzić — albo pragnienie, żeby przyczynić s
      ) ię
      ) do ocalenia cudzego dziecka, które było zagrożone aborcją.
      )
      ) Zabobonna praktyka kropienia wodą na cztery strony świata, ażeby „ochrzci
      ) ć”
      ) dzieci, które zmarły w wyniku aborcji, jest psychologicznie bardzo
      ) atrakcyjną — ze względu na swą łatwość — formą pojednania ze swoim
      ) własnym
      ) dzieckiem, które się w ten sposób skrzywdziło. Ponadto daje ona poczucie
      ) przychodzenia z pomocą również innym dzieciom, odrzuconym przez swoich
      ) rodziców.
      )
      ) Jednak to tylko jeden aspekt tej praktyki. Nie ulega bowiem wątpliwości, że
      ) zabobon ten praktykują również osoby w żaden sposób, nawet pośrednio,
      ) nieobciążone grzechem aborcji. Sądzę, że za tymi ich praktykami może się kryć
      ) przerażenie, iż żyjemy w czasach, kiedy ludzie zabijają własne dzieci, a
      ) wielu domaga się jeszcze większej bezkarności w zakresie prawa do ich
      ) zabijania.
      )
      ) Taką interpretację przyczyn rozszerzania się tego niedającego się pogodzić z
      ) wiarą katolicką „chrzczenia” dzieci nieobecnych, a nawet umarłych,
      ) nasuwa
      ) znajdujący się na jednej z przesłanych mi przez Panią ulotek opis wizji,
      ) mającej tę praktykę uzasadnić: „W nocy przedstawił mi Pan Jezus straszliw
      ) y
      ) obraz. Ujrzałam ziemię pokrytą zwłokami tych ciałek, a ja, patrząc na to,
      ) płakałam. Pan powiedział do mnie: »cryingwink Błogosławiony ten dom, w któ
      ) rym się
      ) wynagradza za te grzechy«. Potem ujrzałam na firmamencie niezliczone głów
      ) ki
      ) dziecięce i powiedziałam: »Panie, to nie są główki aniołków«. Pan
      ) powiedział: »One będą oskarżycielami na Sądzie! Módl się za morderców, by
      ) na
      ) Sądzie mogli zostać usprawiedliwieni. Ty masz wielkie zadanie do spełnienia.
      ) Te maleństwa mogą jeszcze dojść do oglądania Boga«”.
      ) Przepraszam,nie rozumiem co to jest za wizja,mój Boże czy to znaczy ze te
      dzieci jeszcze nie są zbawione?Czy musza czekac do Sądu?Jak to jest,oświećcie
      mnie...
      ) I tu właśnie jest owa część racji, którą mają ludzie praktykujący niezgodny z
      ) wiarą obrzęd „chrzczenia” zmarłych w wyniku aborcji dzieci. Mianowi
      ) cie w
      ) Kościele jakbyśmy się już częściowo pogodzili z tym, że we współczesnych
      ) społeczeństwach istnieje stosunkowo duża aprobata dla zabijania poczętych
      ) dzieci. Jakbyśmy już przestali być przerażeni zarówno samym faktem aborcji,
      ) jak i jego skalą. Jakbyśmy też zapomnieli o tym, że te dzieci — które są
      ) już
      ) zabite, a których niesprawiedliwej śmierci nie potrafiliśmy zapobiec — na
      ) dal
      ) w bardzo realny sposób są nasze. Jakbyśmy już przestali szukać sposobów
      ) pojednania się z nimi.
      )
      ) Jeden z moich współbraci, który jest misjonarzem w Japonii, pokazywał mi
      ) zdjęcie buddyjskiej świątyni, do której przychodzą kobiety cierpiące z powodu
      ) dokonanej aborcji — ażeby powiedzieć swojemu zabitemu dziecku
      ) wielkie „przepraszam, wybacz mi”, i jakby dla utrwalenia tej swojej
      ) prośby
      ) zostawiają w świątyni wotywną laleczkę. Na zdjęciu widać było bardzo wiele
      ) takich laleczek.
      )
      ) W krajach kultury chrześcijańskiej bywają podejmowane trzy formy społecznego
      ) żalu z powodu śmierci dzieci, którym nie pozwoliliśmy się urodzić — wszys
      ) tkie
      ) trzy jednak podejmowane są niezmiernie rzadko. Kiedyś prasa (jeśli dobrze
      ) pamiętam, było to w Stanach Zjednoczonych) doniosła o odkryciu kontenera ze
      ) zwłokami dzieci abortowanych, przewożonego do zakładu produkującego
      ) kosmetyki; dokonano wtedy uroczystego pogrzebu tych dzieci. Ponadto, raz czy
      ) dwa czytałem o planach postawienia pomnika z wyrazami żalu, że nie potrafimy
      ) obronić wielu dzieci, które mogłyby wśród nas żyć. Stosunkowo najczęściej
      ) słychać o nabożeństwach ekspiacyjnych za grzechy aborcji; sam jednak nigdy
      ) nie miałem sposobności ani uczestniczyć w takim nabożeństwie, ani zapoznać
      ) się konkretnie z jego treścią.
      )
      ) Słowem, przerażenie z powodu aprobaty dla aborcji nie jest obce naszej
      ) zbiorowej podświadomości, a zarazem prawie nie ma ono możliwości społecznego
      ) uzewnętrznienia się. W tej sytuacji nie trzeba się dziwić, że niekiedy
      ) znajduje ono sobie bardzo wątpliwe środki wyrazu, również uciekając się do
      ) zabobonów.
      )
      ) Na pewno powinniśmy się zastanawiać, co Kościół mógłby zrobić, żebyśmy tego
      ) bardzo bolesnego problemu nie wypierali z naszej świadomości zbiorowej, ale
      ) szukali dla niego form wyrazu zgodnych z duchem Ewangelii. To bardzo dobrze,
      ) że podjęto wiele inicjatyw mających na celu podanie r
      • olivka27 Coś poręciłam 05.06.04, 01:32
        Przepraszam,chciałam zacytować tylko tekst dotyczący tej wizji.W związku z tym
        mam pytanie:czy te dzieci jeszcze nie są zbawione?Czy muszą czekac aż do dnia
        Sądu?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka