Dodaj do ulubionych

Dziś mija rok

09.06.05, 18:58
Witam
Czytam to forum od października. Nawet nie wiem jak zacząć, ale muszę się w
końcu komuś wyżalić, a nikomu innemu nie potrafię. Rok temu straciłam
córeczkę w 17 tc, poronienie zatrzymane, na badaniu USG dowiedziałam się, że
serduszko nie bije. To było straszne, jeszcze jest, cały czas do mnie wraca.
Parę tygodni po tym zdarzeniu zerwałam z chłopakiem, chciałam zapomieć,
miałam nadzieję, że gdy nie będę go widywać łatwiej będzie mi zapomieć.
Lekarz mi wmówił że nic się nie stało, zdarza się, jestem jedną z wielu, nie
ma nad CZYM płakać, za pół roku mogę ponownie zajść w ciążę, żaden problem.
Starałm się tak podchodzić do tego co mnie spotkało, nawet gdy łzy cisnęły mi
się na widok mojej ukochanej siostrzenicy, nawet gdy odwracałm wzrok na widok
kobiety z brzuszkiem, mówiłam sobie "nic się nie stało, nic się nie dzieje ze
mną, to tylko instynkt macieżeński daje o sobie znać". Nie wiem jak przeżyłam
ostatnie wakacje, cały czas uśmiech na twarzy, zero rozmowy z kimkolwiek na
temat mojej straty, tylko co noc histeryczny płacz, tak aby nikt nie
zauważył, główna myśl w mojej głowie to SAMA sobie poradzę, nikogo nie
potrzebuję, nikomu nie bede zawracać głowy takimi głupotami. I jeszcze to
straszne poczucie winy, gdybym się tak nie denewowała w ciąży, gdybym od
początku zaakceptowała istnienie mojej córeczki, gdybym nie rozmyślała o
zabiciu jej, gdybym nie wypiła tych paru piw na początku ciąży, może by żyła,
może te rzeczy zaważyły na jej zdrowiu i życiu. No i zaczął się październik,
powrót na studia, zaczynam nowe życie, koniec z płaczem, koniec z
rozmyślaniem, to zamknięty rozdział mojego życia. Łatwo pomyśleć, z
realizacją już gorzej. Pierwsze parę dni: imprezy z dawno niewidzianymi
znajomymi, śmiech, radość, poprostu pełnia życia studenckiego - ale tylko na
zewnątrz. W nocy znowu łzy, strach. Dzielę pokój z dwiema przyjaciółkami, one
już tak łatwo nie dały się oszukać, w akademiku nigdy nie jest się samym,
ktoś zauważy podpuchnięte, zaczerwienione oczy, problemy ze zjedzeniem
kawałka kanapki, zły nastrój, nie mogłam schować się w swoim pokoju i ukryć
się przed wszystkimi. I trafiłam na to forum... to było chyba najlepsze co
mnie spotkało przez ten rok. Uświadomiłam sobie, że straciłam dziecko, umarła
moja córeczka, ktoś dał mi do zrozumienia, że coś się stało, coś dla mnie
strasznego. Czytałam wasze posty i płakałam jak bóbr, ktoś może mnie
zrozumieć, są ludzie, którzy nie pocieszą mnie slowami "nic sie nie stało".
Moje współlokatorki zaczęły mieć mnie dosyć, ryczałam codziennie, już nie
potrafiłam się powstrzymać, nie potrafiłam wytrzymać do nocy, nie chciałam
słuchać ich pocieszeń, miałam dosyć słów bądź silna, przestań się użalać nad
sobą. I jeszcze ojciec mojego dziecka nie dawał mi spokoju, dzwonił,
przysyłał sms-y, nie chciałam z nim rozmawiać. Nadal nie potrafię rozmawiać o
tym co się stało, od grudnia chodzę do psychologa. Gdy brałam leki to było
nawet dobrze, ale gdy tylko przestałam...straszne, moja Alka miała by pół
roku. Piotrek często dzwoni, ostatnio nawet się z nim spotkałam, on
zaakceptował sytuację, chce żyć dalej normalnie, tylko ja mu nie pozwalam bo
on zdaje sobie sprawę z mojego bólu, z tego że go po częsci winię. Dzis byłam
u psycholożki, ona mnie zupełnie nie rozumnie, mówi mi cały czas o tym, że na
świecie są większe cierpienia, że sama się nakręcam, że jestem okrutna dla
siebie i Piotrka, że się nad nim znęcam, że to nie ma sensu. Wiem że ma
rację, ale co z tego, nie potrafię mu wybaczyć że mnie zostawił na początku
ciąży, namawiał do aborcji, że już sobie poradził. Co z tego że się opamiętał
i wrócił, mam go za to po stopach całować? Wiem że jest tylko człowiekiem i
się poprostu przestraszył, ale ja też jestem człowiekiem i to co mi wtedy
zafundował było nieludzkie, tego się nie da opisać. Wysunęła jeszcze tezę, że
chce poprostu zwrócić na siebie uwagę i zmartwić wszystkich wokół mnie.
Myślałam o tym, ale to nie prawda, staram się nie mieszać w moje cierpienie
nikogo, staram się płakać tylko gdy nikt nie usłyszy, staram się uśmiechać,
sprawiać wrażenie wesołej, nie rozmawiam o mojej córeczce. Moja psycholożka
uważa że przesadzam, jestem niedojrzała emocjonalnie i dlatego tak reaguję i
nie radzę sobie. Ja naprawdę nie potrafię przestać, przecież to nie jest
kwestia powiedzenia sobie koniec płaczu, koniec cierpienia,akceptuję
sytuację. Ja nie chcę się tak czuć, nie chcę co dzień budzić się z myślą, że
nie ma mojego dziecka, nie chce zasypiać z modlitwą aby następny dzień nie
był tak długi i straszny. Dziś mija rok, czy to długo? CZy wystarczająco
długo aby przestało aż tak boleć? CZy ja przesadzam?
Obserwuj wątek
    • olek771 Re: Dziś mija rok 10.06.05, 08:08
      Witaj. Nie ma określonego czasu, po którym "ma przestać boleć". Też chodziałam
      do psychologa po drugim poronieniu i rozmawiałam z nią o tym. Myślę, że każda z
      nas potrzebuje innego czasu, żeby się uporać ze stratą, a udawanie, że "jest
      normalnie, nic się nie stało" tylko pogarsza sytuację. Bardzo mi pomogły
      rozmowy z osobami, które po prostu słuchały, nie komentowały, nie mówiły "inni
      mają gorzej". Tak czysto przez analogię - czy jeśli osobie cięzko chorej
      powiesz, że inni mają gorzej, to ona się od tego lepiej poczuje? Wątpię. Pisz
      na forum, rozmawiaj z osobami, które akceptują Twoją żałobę - jeżeli oczywiście
      masz taką potrzebę.Pozdrawiam Cię ciepło.
    • nusik1 Re: Dziś mija rok 10.06.05, 10:48
      Agniecha-h musisz zrozumieć że to co i jak czujesz to Twoja indywidualna sprawa
      i nikt nie powinien Ci mówić co masz czuć i jak długo. Osoby które chcą pomóc
      powinny Cię wysłuchać a nie narzucać tego co same by chciały. Jak widać
      koleżanki nie wiedzą jak Ci pomóc. Wydaje mi się że one myślą że robią
      dobrze... Co innego pocieszć kogoś gdy zgubi parasol a co innego gdy straci
      dziecko. Najbliżsi czasem sprawiają nam ból, chcą pomóc ale mówią rzeczy które
      wcale nam nie pomagają. Twoja pani psycholog chyba też nie jest dobrym
      fachowcem. Nie można tłamsić w sobie tego co się czuje bo to potem wraca ze
      zdwojoną siłą. Bardzo długo cierpiałam po stracie fasolki, po 11 miesiącach gdy
      myślałam że jest już ok wybuchnęłam. Wypłakałam i wykrzyczałam mężowi, że ja
      nadal cierpię i nie chcę dłużej tego ukrywać bo jest mi coraz gorzej. Ból i
      stratę się czuje długo i powraca ona jak bumerang z czasem ból jest słabszy,
      ale tak do końca zawsze pozostanie w naszych sercach. Nie myśl o sobie, że
      przesadzasz po prostu tak czujesz i masz do tego prawo. Wszyscy na około Ci
      mówią "nic się nie stało, zapomnij, nie użalaj się nad sobą" a to przynosi
      odwrotny skutek. Brak zrozumienia i ukrywanie bólu potęguje Twoje cierpienie.
      Ludzie nie chcą o tym słuchać nie wiedzą jak się zachować a jak coś robią to
      przyczyniają się do jeszcze większego cierpienia.
      Na szczęście mamy forum, tu są osoby które Cię zawsze wysłuchają i wesprą.
      Możesz napisać co czujesz i wyrzucić to z siebie.
      Przytulam Cię mocno. Pamietaj, że nie jesteś sama.
      Nusia
    • niunia771 Re: Dziś mija rok 10.06.05, 11:03
      Kiepski pewnie ze mnie psycholog, ale wydaje mi się, że w odpowiednim czasie
      nie wykrzyczałaś swojego bólu, nie wypłakałas się i nie wściekałaś sama
      piszesz "chciałam zapomieć". A taki ból i frustracja niestety nie giną. Jesli
      się je stłamsi potrafią wybuchnać o wiele później i silniej.. A Ty tak właśnie
      zrobiłaś.. Chciałaś być silna i nie pokazywać swoich emocjo przez dłuższy czas
      a one w końcu wyszły... Ja myślę że nie powinnaś rezygnować z psychologa jako
      takiego - zmień go po prostu - popytaj dziewczyn na forum - wiele z nich
      chodziła do psychologów które im pomogły...
      I mimo wszystko - głowa do góry.
    • denissa9 Re: Dziś mija rok 10.06.05, 11:42
      Ja dwa miesiace temu stracilam dziecko, wiec bol jest we mnie bardzo
      swiezy.Czytajac Twoj post, zastanawiam sie, czy nie powinnas zaczac terapii od
      poczatku, czyli powrocic do brania lekow, zmiany psychologa i jak najwiecej
      skupiania sie na sobie ( nie wiem, czy studia i akdemik w tym pomagaja - mysle,
      ze nie, bo tam musisz kontrolowac swoje zachowanie,co rodzi frustracje)I musisz
      zmienic podstawowe zalozenie, ze z tym bolem poradzisz sobie sama!!Jesli,jest
      ktos, kto jest w stanie sluchac twoich przezy, rob to jak najczesciej!!
      Rozumiem, ze nie liczysz na Piotrka, po tym jak sie zachowal na poczatku.
      Pamietaj, masz prawo uzalac sie nad soba tak dlugo, jak dlugo przynosi to ulge.
      Najwazniejsze jest teraz to, aby to z siebie wyrzucic- rozpacz, smutek,
      tesknote za czyms, czego nie bedzie.Nie wiem ,czy jestes osoba wierzaca, ale
      wiara barzo pomaga w takich trudnych chwilach. Po jakims czaise ( nie wiem
      jakim - to zalezy tylko od Ciebie) poczujesz,ze da sie z tym zyc, mimo, ze tago
      sie nie zapomni.Ale bedziesz silniejsza psychicznie, ze takiego cierpienia
      doswiadczylas i potrafilas je przezwyciezyc.To naprawde dziala. Teraz mysl
      tylko o sobie, i najwazniejsze, spotykaj sie z osobami, ktore sobie sama
      wybierzesz na powiernikow, a nie odwrotnie. powodzenia.
    • agniecha-h Re: Dziś mija rok 10.06.05, 12:39
      DZięki dziewczyny za Wasze słowa. Wiem, że muszę zacząć z kimś rozmawiać, ale
      nie potrafię. Moja psycholog jest bardzo dobrym lekarzem, wczoraj chyba trochę
      przesadziłam, poprostu ona mnie nie rozumie. Bardzo ciężko się ze mną rozmawia,
      musi ze mnie wszystko wyciągać, nasze wizyty to raczej monolog z jej strony, a
      ja tylko mam łzy w oczach, czasem przytakuję, czasem zaprzeczam. Mam takie
      dziwne odczucie, że nie powinnam nikogo mieszać w to co czuję, z nikim się tym
      nie dzielić, nic nikomu nie mówić.

      • mama.mimi Re: Dziś mija rok 10.06.05, 17:10
        Nie możesz się zamykać, właśnie tego potrzebujesz, potrzebujesz rozmów,
        wyżalenia się komuś, musisz to wypłakać, wykrzyczeć, może zapal lampkę na
        grobie jakiegoś dziecka. Może to Cię uspokoi. Dusząc to wszystko w sobie
        pogarszasz swój stan. Twoja pani psycholog jakoś do mnie nie przemawia. Twój
        chłopak? Może nie jest złym czlowiekiem? Przyznał się do błędu, do tego że tak
        myślał, że się wycofał. Spotkaj się z nim, wypłacz a rodzina?
        Czy Ty czasem nie pochodzisz z rodziny dysfunkcyjnej? Gdzie Twoja rodzina?
        Ktokolwiek, ja od swojej odwróciłam się całkiem po tym, co się stało, nie umiem
        z nimi rozmawiać na ten temat.

        Gdzie mieszkasz?
        • agniecha-h Re: Dziś mija rok 11.06.05, 08:18
          Był taki czas gdy byłam wsatnie pójść na cmentarz i zapalić świeczkę. Chciałam
          tak zrobić w czwartek ale nie mogłam, coś mnie powstrzymało. Zdaję sobie sprawę
          z tego, że muszę zacząć rozmawiać, moja rodzina, przyjaciele na początku
          próbowali ale ja nie chciałam. Jest mi ciężko nawet pisać o tym co sie stało,
          aby napisać na forum decydowałam się parę miesięcy. Mieszkam teraz w
          Warszawie, ale na wakacje wracam do domu na Pomorze. Rodzina myśli, że sobie
          radzę, rzadko się widzimy, raz na 2 miesiące. Nie wiem co bedzie w wakacje, z
          jednej strony nie chce udawać, z drugiej nie chce martwić. Dziękuję dziewczyny
          za to forum, że chociaż troszeczkę ułatwiacie mi wygadanie się.

          Buziaki

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka