...o którum nikomu nie opowiedziałam. Bo niby już przecież jest dobrze. Bo
minęły cztery miesiące od zabiegu...

A gdzieś "z tyłu głowy" wciąż czai
się smutek. Za miesiąc z haczykiem Maleństwo byłoby z nami. Niby o tym nie
myślę, a- MYŚLĘ.... Sen okropny, straszny. A dzień był fajny, czemu po nim
taki sen?? Jestem na oddziale polożniczym, wokół mnie kobiety w ciąży, jedne
tracą dzieci, inne mają szanse urodzić. Czuję moj duży brzuszek i mam niby
niedługo rodzić. Lekarze nie wiedzą, czy dziecko urodzi się zdrowe czy nie,
czy w ogóle donoszę ciążę. Ciągle chodzę, płaczę i ich o to pytam. Trwa to i
trwa w nieskończoność. W końcu czuję jakby parcie, jakby bóle porodowe
i "wyskakuje" ze mnie COŚ... Jest to jakby pół dziecka, w szarym kolorze, a
drugie pół-jak bezkształtna szmatka.... Lekarze mówią mi, że połowa mojego
dziecka żyje, a połowa nie.. Krzyczę coś do nich, płaczę, budzę się...
Koszmar.
Przepraszam za opisanie tego horroru, ale musiałaam to gdzieś "zostawić".
Boję się że im bliżej terminu "porodu", tym częściej będę mieć takie sny.
Ściskam Was. pa.