witajcie,
dziś mi bardzo bardzo smutno, bo wczoraj po raz czwarty w życiu przeżyłam
poronienie. Pierwszy raz już po udanej ciąży i mając dziecko, ale boli jak
nigdy dotąd. Teraz, kiedy mam już córkę, już wiem, co straciłam.
Moje pierwsze poronienie było wywołane w 17 tygodniu z powodu obumarcia płodu.
Moja córcia miała wady wrodzone spowodowane jak się potem okazało moją
zrównoważoną translokacją chromosomalną. Mam świadomość, że to się może
jeszcze kiedyś powtórzyć... niestety... Ale nie ma to związku z tematem wątku.
Potem staraliśmy się o dziecko ponownie i 2 razy poroniłam bardzo szybko -
tydzień po terminie miesiączki, test wcześniej wskazywał ciążę, a miesiączkę
normalnie mam książkowo co 28 dni.
Także kiedy zaszłam w ciążę po raz czwarty, po kilku dniach po teście
ciążowym, kiedy znowu poczułam, że znowu coś nie halo się robi z brzuchem
poleciałam w histerii do gina, który przepisał mi duphaston, clexane, acard i
kaprogest. Urodziłam zdrową piękną córę, która przedwczoraj skończyła rok.
Zarówno po pierwszej krótkiej ciąży, jak i tej udanej, źle wychodziło mi usg
tarczycy - miąższ nie taki. Jednak po pierwszej ciąży nikt nie wpadł na to,
żeby zrobić mi badania przeciwciał tarczycy, zrobiłam je dopiero niedawno i
wyszły podwyższone, pozostałe wyniki tarczycy jeszcze w normie (FT4 1,08,
TSH-3 gen. 1,87, Anti-TPO + 313,5 , Anti TG + 766,1 IU/mL )
Poszłam do endokrynolog, która stwierdziła, że teraz modne jest diagnozowanie
hashimoto i że nie potrzebuję żadnych leków i mogę zachodzić w ciążę.
Tak więc zaszłam i znowu po raz trzeci wczoraj poroniłam na przełomie 5 i 6
tygodnia... Poczytałam trochę na tym forum o zespole antyfosfolipidowym i
pasuje mi to jak ulał... W końcu kiedy w ciąży z Jagodą brałam acard i clexane
to wszystko było dobrze.
W poniedziałek idę do gina, żeby mi zlecił badania w tym kierunku.
Mam do siebie ogromny żal, że nie poleciałam do niego od razu po pozytywnym
teście ciążowym. Jakoś tak wierzyłam, że tym razem będzie dobrze i da się
przejść przez ciążę bez tego całego stresu i medykalizacji... i teraz mam
poczucie, że zaniedbałam, że moje dziecko mogło żyć

Nie sądziłam, że będzie mi aż tak ciężko po ciąży, która trwała tylko 3
tygodnie... niestety tym razem nastawiłam się, że wszystko będzie dobrze i się
przywiązałam bardzo do tego dziecka, a teraz boli, tak bardzo boli..
Ale nie o tym chciałam. Ja rozumiem, że wszystko wskazuje na to, że mój układ
odpornościowy nie działa tak jak należy. Ale jaki właściwie jest związek (bo z
lektury forum rozumiem, ze jest jakiś?) między hashimoto a zespołem
antyfosfolipidowym? dlaczego one współwystępują?
czy wystarczy, że znowu będę brała te same leki co w ciąży z Jagodą (przyznam,
że do tej pory myślałam, że one miały działać trochę na zasadzie placebo po
poprzednich nieudanych ciążach, myślałam, że roniłam w wyniku stresującej
pracy, ale teraz zmieniłam zdanie), czy mogę zrobić coś jeszcze, żeby mieć
większe prawdopodobieństwo powodzenia?
pozdrawiam Was serdecznie