ajona
23.12.07, 22:50
Dziewczyny
Wrocilam dzisiaj ze szpitala. Chodze z martwym zarodkiem nie wiem
jak dlugo, dowiedzialam sie 19 grudnia. Mialam wtedy pierwsze USG,
diagnoza: puste jajo plodowe. 21 grudnia kolejne USG, jest zarodek,
bez akcji serca. Moj ginekolog ktory 19 proponowal zalozenie
tabletki byl tym bardzo zaskoczony. Kazal przyjsc 22 na USG
sprawdzajace, ktore dalo ten sam obraz. Dzis mialam isc na kolejne.
Diagnoza: ciaza nieprawidlowa, nieprawidlowy pecherzyk,
nieprawidlowy zarodek...Myslalam, ze zaloza mi tabletke, puszcza do
domu, ale nie ma takiej mozliwosci. Musialabym zostac w szpitalu
przynajmniej 5 dni, dopoki nie poronie do konca. Nie zgodzilam sie.
W domu mam trzylatka z infekca gornych drog oddechowych, ktory jest
dosyc intensywnie leczony. Poza tym srednia przyjemnosc lezec w
szpitalu w swieta. Na koniec wizyty lekarz powiedzial "Prosze
przyjsc jutro na kolejne usg, jeszcze nie wszystko przesadzone". Nie
zrozumialam po co, przeciez ciaza jest martwa, nie zdazylam zapytac
z tego szoku a on sobie poszedl. Czy oni licza na cud? Dzis jest wg
OM 9t4d, chyba nie ma juz szans, zeby serduszko zaczelo bic. Jestem
zmeczona juz ta sytuacja. Ciagle zastanawiam sie czy moze zrobilam
cos nie tak? Pierwsza ciaza-puste jajo plodowe, druga-zdrowy synek,
teraz martwy zarodek. Moze moj organizm odrzuca zenskie zarodki? A
moze plemniki byly uszkodzone, bo maz mial tomografie komputerowa i
podobno trzeba sie wtedy wstrzymac ze staraniami 3 miesiace, o czym
nikt nam nie powiedzial. Nie wiem, nic juz nie wiem. Zastanawiam sie
tylko, czy robic jakies badania genetyczne, czy przebadac nasienie
meza? Lekarz mowi, ze dopiero jak trzeci raz sie to zdarzy, ale ja
nie dam rady przechodzic tego po raz kolejny. Jestam pogodzona juz z
losem, chociaz przez 3 dni chodzilam z zalu jak nieprzytomna, a oni
trzymaja mnie na sile, robiac nadzieje. Po co? Ja chce to juz miec
za soba. Przepraszam, ale musiaial sie gdzies wyzalic.