szczesliwawa
23.01.05, 20:42
że jak już się człowiek rozkręci ze zdrowieniem psychicznym, z terapią, z
naprawianiem błędnych schematów myślowych, to chyba może pomóc jeszcze
opracowanie jakiegoś sensownego sposobu odżywiania. Bo, nie wiem, jak Wy, ale
ja miałam, może mam nadal, problem, z określeniem ilości jedzenia. Teraz już
nie głoduję, nie ma takiej możliwości (na szczęście), więc i napady jakby są
mniejsze. Na montignacu idzie mi dobrze, chociaż nie chudnę wcale, chyba
nawet troche przytyłam, ale grzeszę - czasem batonik czy cukierek się zdarza.
Ale im lepiej, zdrowiej, różnorodniej jem, tym mniejszy mam chory apetyt.
Nauczyłam się już gotować odpowiednie porcje dla mnie - odpowiednie, to
znaczy, takie, którymi się naprawdę najadam a nie oszukuję samą siebię, że
przecież powinno wystarczyć. No i ten kompulsywny, napadowy głód nie
prześladuje mnie, pojawia się jedynie czasami. Jednak pilnowanie
częstotliwości posiłków też pomogło - tak jakby organizm wiedział, że nie ma
powodu do paniki, że zaraz będzie dobre jedzonko...
Pozdrawiam Was i gratuluję zdrowienia tym, które zdrowieją a życzę
wyzdrowienia tym jeszcze tkwiącym w chorobie,
Sz