Dodaj do ulubionych

tak sobie dumam...

23.01.05, 20:42
że jak już się człowiek rozkręci ze zdrowieniem psychicznym, z terapią, z
naprawianiem błędnych schematów myślowych, to chyba może pomóc jeszcze
opracowanie jakiegoś sensownego sposobu odżywiania. Bo, nie wiem, jak Wy, ale
ja miałam, może mam nadal, problem, z określeniem ilości jedzenia. Teraz już
nie głoduję, nie ma takiej możliwości (na szczęście), więc i napady jakby są
mniejsze. Na montignacu idzie mi dobrze, chociaż nie chudnę wcale, chyba
nawet troche przytyłam, ale grzeszę - czasem batonik czy cukierek się zdarza.
Ale im lepiej, zdrowiej, różnorodniej jem, tym mniejszy mam chory apetyt.
Nauczyłam się już gotować odpowiednie porcje dla mnie - odpowiednie, to
znaczy, takie, którymi się naprawdę najadam a nie oszukuję samą siebię, że
przecież powinno wystarczyć. No i ten kompulsywny, napadowy głód nie
prześladuje mnie, pojawia się jedynie czasami. Jednak pilnowanie
częstotliwości posiłków też pomogło - tak jakby organizm wiedział, że nie ma
powodu do paniki, że zaraz będzie dobre jedzonko...
Pozdrawiam Was i gratuluję zdrowienia tym, które zdrowieją a życzę
wyzdrowienia tym jeszcze tkwiącym w chorobie,
Sz
Obserwuj wątek
    • be81 Re: tak sobie dumam... 24.01.05, 11:03
      Witaj szczęsliwa, jak się masz?
      Wiesz co , nie wiem , mi się aktualnie zdrowienie i zdrowa osoba kojarzy z
      człowiekiem który nabiera zdrowego stosunku do jedzenia tj. nie ma głębszych
      myśli co do tego, nie planuje zanadto jadłospisów itd.
      Wypowiem się więc tylko za siebie: Dla mnie bowiem czas wypełniony planowaniem
      zakupów Montignackowych (tez byłam na tym) czy czas objadania się - w sumie na
      to samo wychodziło. Uciekałam nadal od rzeczywistości w błędny schemat
      myślenia. To tak z perspektywy czasu , ale oczywiście dla innych opracowanie
      sensownego sposobu odżywiania może okazać się skuteczne i pomocne w zdrowieniu.
      • szczesliwawa Re: tak sobie dumam... 24.01.05, 20:03
        Eee... bo ja wiem, czy tak czasochłonnie jest. Nauczyłam się już robić zakupy
        MM szybko, kupuję na tydzień do przodu, więc i planowania jakoś dużo nie mam...
        Więc, zgadzam się z Be, że za dużo myślenia o jedzeniu nie jest najzdrowszym
        objawem. Ale fajnie jest po prostu zrobić kolację a po paru godzinach iść spać
        i nie tęsknić do kuchni... czy nie?
        A dobre jedzenie nie jest złe ;-)
        Pozdrawiam,
        Sz
        • horlaa Re: tak sobie dumam... 25.01.05, 22:50
          mnie tylko zastanowiło to, że "cukierek czy batonik" to grzech. dlaczego
          grzech? czy MM jest dietą świętą?
          ja bałabym się wprowadzać tak radykalne ograniczenia przy "moich
          skłonnościach". w którymś momencie może się pojawić myśl: "chcę nagrzeszyć" i
          wtedy będzie cięęęężko.

          cukierek i batonik to przyjemność ludzka, jak każda inna. papieros, chips nawet
          czy piwko. chodzi tylko o to, żeby pozostało to przyjemnością, a nie
          lekarstwem.

          myślę sobie - to całkowicie moje zdanie - że dla takich osób jak my dosyć
          konkretne diety czy sposoby odżywiania mogą być pułapką. oby nie, oby Tobie się
          powiodło - wtedy będziesz dziękować swojej silnej woli... :)

          powodzenia
          horla
          • szczesliwawa Re: tak sobie dumam... 26.01.05, 12:24
            Moja wina, w cudzysłów powinnam ten "grzech" wsadzić... Żadna świętość ta
            dieta, jedynie wygoda, dla mnie przynajmniej. 0 poczucia winy (no, prawie zero,
            ale się staram)

            > cukierek i batonik to przyjemność ludzka, jak każda inna. papieros, chips
            nawet
            >
            > czy piwko. chodzi tylko o to, żeby pozostało to przyjemnością, a nie
            > lekarstwem.

            No, niezupełnie. przyjemność przyjemnością, ale co powiesz o mechanizmach
            uzależnienia? Mówię z perspektywy osoby, która rzuciła palenie a ma ogólnie
            tendencje do popadania w uzależnienia. piwko czy papieros są dla mnie bardzo
            niebezpieczne - wciąż tkwie w mechanizmie uzależnienia. Owszem, nie jestem
            uzależniona fizycznie, ale to siedzi, niespodzianka ;-), w głowie. Dlatego nie
            zapalę papierosa. Tak jak papieros nie stanie się już moim lekarstwem na świat,
            tak w to samo miejsce muszę wsadzic jedzenie.
            Nie chcę nadinterpretować, ale ze słodyczami jest podobnie. Owszem, nie tak
            drastyczne to uzależnienie jest, nie tak ciężkie i łatwiej jednak
            jest "przestać brać cukier", niż fajki, ale obserwuję, przynajmniej u siebie,
            podobny mechanizm jak przy poprzednich próbach rzucenia palenia... złudne
            przeświadczenie, że jeden batonik nie zaszkodzi... owszem, nie zaszkodzi w tym
            znaczeniu, ze nie przytyję, nic się strasznego nie stanie, ale potem poświęcam
            wiele energii aby nie łapać wszystkiego, co ma cukier... i znowu, nie chodzi o
            wagę, dietę, chodzi o świadomość bycia uzależnioną... czyli, o kompulsy
            następujące po powrocie do jedzenia cukru...

            Wiesz, ja się staram nie popadać w obsesję, więc kiedy mam
            ochotę/okazję/potrzebę, czasem tego cukierka zjadam... właśnie po to, żeby nie
            skończyło się meganapadem, paradoksalnie... Tylko, że nie umiem po słodyczach,
            nawet w małych ilościach, na drugi dzień zupełnie o nich nie myśleć...
            podejrzewam, że podobnie do papierosów - na początku po odstawieniu myślałam o
            nich dużo. Nie, żebym bardzo chciała wprowadzić je do organizmu, ale myślę...

            Aha... ja zupełnie nie mam silnej woli... jestem bardzo słaba w obliczu nałogu.
            I ta myśl pomaga mi nałóg zwalczać. Nałóg, czyli fajki.
            I nałóg, czyli obżeranie się (mam nadzieję)...
            Spytaj dowolnego psychologa/psychiatry od uzależnień - na początku trzeba
            przyznać się przed samą sobą, że jest się słabą... I w tej słabości odnajduję
            nie, nie siłę, zdolność do odsunięcia się od obiektu mojego nałogu...

            Chyba namieszałam... ???
            Pozdrawiam,
            Sz
            Ps. Co się dzieje z Mosteną?
            • marciia Plan jedzenia 26.01.05, 18:12
              No wlasnie. Czy komus takiemu jak ja jest potrzebny jakis rozsadny plan
              zywieniowy? Czy jestem w stanie zapanowac nad tym co jem i ile jem?
              Wszystko wskazuje na to, ze jednak przydalyby sie jakies ramy, konkretne
              okreslenie co moge jesc, a czego nie moge.
              Stosowalam rozne diety ale zawsze ze swiadomoscia ze predzej czy
              pozniej "wroce" do moich ulubionych potraw. Prawda jest taka, ze na mnie
              cukier, slodycze dzialaja uzaleznieniowo. Inne rzeczy raczej nie.
              Gdybym zaczela odzywiac sie regularnie- 3 posilki dziennie zadnych przekasek,
              to co? To bylabym zdrowa? Czy moze czulabym sie kontrolowana przez sama siebie.
              Nie cierpie tego uczucia.
              Z dugiej strony teraz tez jestem kontrolowana. W dodatku kontrolowana
              destrukcyjnie.
              A wiec moze taki plan to wolnosc?
              m.
              • kasiolda Re: Plan jedzenia 26.01.05, 18:45
                nie wiem szczerze mowiac,caly czas szukam zlotego srodka
                ale z dwojga zlego wybralabym moze nie 3 ale 5 posilkow dziennie,moze to nei
                jest wolnosc,ale lepsze to niz napady,coz widocznie bez kontroli nie da
                rady,oczywiscie jak we wszystkim trzeba zachowac umiar,co u nas jest ciezkie do
                osiagniecia,ale warto probowac
                na razie jest koszmarnie,jem jak swinia i wstyd mi,oklamuje siebie i
                innych,kryje sie,skradam do lodowki po cichu,latam po roznych sklepach,wydaje
                moje oszczednosci na pieniadze,o czym rodzice nie wiedza,nie wiem co to bedzie
                jak sie dowiedza,jak zapytaja gdzie sa pieniadze i generalnie robie wszystko
                zeby sie dobic,wszystko zeby sie zgnoic,nie mam szacunku do siebie i nie
                wymagam tego od innych,pozwalam na docinki,wykorzystywanie i jeszcze sie
                smieje,nie mam wlasnego zdania nadal,niby wydaje sie pewniejsza siebie,ale to
                pozory,caly czas szukam wzoru,oparcia,kogos kto by mnie prowadzil za reke,boje
                sie sama stanac na nogi,boje sie sama decydowac,boje sie byc soba,robic cos
                innego niz wszyscy,kierowac sie swoja intuicja,bo wszystko to co przychodzi mi
                do glowy,to co mowie i robie wydaje mi sie takie glupie i bez sensu
                to by bylo na tyle tradycyjnego uzalania sie nad soba w moim wydaniu
                pozdrawiam
                • szczesliwawa Kaśka weź się polub wreszcie... 26.01.05, 19:12
                  A już było lepiej, dużo lepiej z Tobą, prawda, Kasiolda? Ale nie może być za
                  dobrze, więc się trzeba zgnoić, upodlić... ja tak mam i możliwe, że coś takiego
                  (i mnóstwo wściekłości)zauważyłam w Twoim poscie. Jak już zaczynam o siebie
                  dbać (w dowolny sposób, czy to psychicznie, czy fizycznie... a nie daj bóg, jak
                  schudnę), wkrótce zaczynam popadać w spiralę napadów. To tak, jakbym z jednej
                  strony bardzo chciała być szczęśliwa, zadowolona z siebie, a z drugiej strony,
                  sabotowała wszelkie próby... jakbym gdzieś, głęboko, uważała, że nie zasługuję
                  na nic dobrego... znaczy, teraz próbuję przełamać ten schemat, ale nie jest
                  łatwo. Próbuję się dobrze ze sobą czuć. Na szczęście moja mamusia tylko przez
                  telefon może mnie podtruwać tym swoim "ale nie jedz za dużo, dobrze?..."
                  Grrrr... Jakżesz ja mam przeskoczyć cholerne urazy...
                  Ale się staram.
                  Kasiolda, polub się. Do zarzygania Ci to będę powtarzać... polub się. Nagraj
                  sobie na kasetę reklamę loreala i powtarzaj "jestem tego warta" - tego - czyli
                  dobrych rzeczy... szczęścia... Napadami spróbuj się przejmować jak najmniej na
                  razie. maluj się, czesz, skupiaj na ładnych rzeczach w Tobie. sama wiesz...
                  Dbaj o siebie, wmawiaj sobie dobre rzeczy o sobie, do skutku i jeszcze
                  dłużej...
                  Sz
                  • kasiolda Re: Kaśka weź się polub wreszcie... 26.01.05, 19:40

                    > A już było lepiej, dużo lepiej z Tobą, prawda, Kasiolda? Ale nie może być za
                    > dobrze, więc się trzeba zgnoić, upodlić... ja tak mam i możliwe, że coś
                    takiego
                    >
                    > (i mnóstwo wściekłości)zauważyłam w Twoim poscie

                    bylo,a moze mi sie tylko wydawalo?moze po prostu mialam dobry okres,wszyscy
                    byli dla mnie mili i wszystko szlo po mojej mysli i nie mialam powodow zeby sie
                    objesc?nie wiem juz co o tym myslec..
                    hmm dziwne bo jak pisalam to nie bylam wsciekla..
                    > Kasiolda, polub się. Do zarzygania Ci to będę powtarzać... polub się. Nagraj
                    > sobie na kasetę reklamę loreala i powtarzaj "jestem tego warta" - tego -
                    czyli
                    > dobrych rzeczy... szczęścia... Napadami spróbuj się przejmować jak najmniej
                    na
                    > razie. maluj się, czesz, skupiaj na ładnych rzeczach w Tobie. sama wiesz...
                    > Dbaj o siebie, wmawiaj sobie dobre rzeczy o sobie, do skutku i jeszcze
                    > dłużej...
                    hmm bede sie starac,ale obawiam sie ze sie nie uda,wiem nie powinnam tak
                    pisac,ale tak czuje,mam wiec oszukiwac sama siebie i mowic bedzie dobrze,uda
                    sie,nie chce sie ludzic poraz kolejny a potem rozczarowywac,jestem slaba,szybko
                    sie zniechecam.
                    ja nie mam takiego szczescia moi rodzice zatruwaja mi zycie codziennie i czuje
                    sie bezsilna i wsciekla ze nie moge sie z nimi dogadac,ze tlumacze im,a do nich
                    nie dociera i ze dziwia sie czemu sie zloszcze i denerwuje,mam dosyc ich
                    kontrolowania,zakazow,nakazow
                    i meczy mnie niepewnosc,bo chce byc szczesliwa,zmuszam sie by walczyc o
                    szczescie,ale z drugiej strony mysle sobie,ze nie powinnam,zeby odpuscic,zeby
                    nie narzucac sie,ze glupio robie,kurde,tak bym chciala zeby mi ktos powiedzial
                    jak postepowac gdy mam watpliwosci,ale nikogo to nie obchodzi,kazdy ma swoje
                    zycie.a ja zyje zyciem innych,nie mam swojego zdania,nie umiem dzialac
                    spontanicznie,nigdy nie wiem co robic
                  • kasiolda Re: Kaśka weź się polub wreszcie... 26.01.05, 19:46
                    i wiesz co,ze mna jest bardzo bardzo zle,widze to tutaj na forum,ja nawet w
                    kwestii choroby nie mam wlasnego zdania,pisze cos od siebie a potem czytam
                    czyjes posty i widze ze glupoty nawypisywalam ze ten ktos ma racje nie
                    ja,dlatego ostatnio rzadko pisze,jak juz to na blogu "szaleje",ale tez mnie to
                    nudzi bo ciagle pisze o tym samym,rzygac sie chce,czuje ze zatrzymalam sie na
                    pewnym etapie i nie moge ruszyc z miejsca,ze nie mam pojecia o zyciu,ze jestem
                    naiwna i za dobra,ze nie pasuje,nie nadaje sie
                    • szczesliwawa Re: Kaśka weź się polub wreszcie... 26.01.05, 21:02
                      nie piszesz głupot. Ty masz swoją rację a inni mogą mieć swoją. czasem są one
                      zbieżne, czasem wręcz przeciwnie. Czasem każdy się myli, co nie znaczy, że
                      mylisz się Ty.

                      Wiesz, toksyczna rodzinka nie przestaje być toksyczna z momentem wyprowadzki.
                      Tylko trucizna słabiej działa. Ale jak wykrzyczeć im w twarz, to, co mnie boli?
                      Obawiam się, że sie nie da. Moja mama jest kochana, dobra, kocha mnie bardzo,
                      jest ze mnie dumna... a jednak są pewne rzeczy, które sprawiają, że ja nie
                      umiem z nią rozmawiać o sprawach naprawdę istotnych. Nie umiem i już. A za
                      każdym razem, jak jadę do niej obiecuję sobie, że z nią po prostu porozmawiam.
                      I za każdym razem mi się nie udaje.

                      Wiesz, może Twoje poczucie braku kontroli bierze się stąd, że faktycznie tej
                      kontroli nie masz? Tzn, nie odcięłaś pępowiny jeszcze?

                      Z drugiej strony, to pragnienie posiadania przewodnika... to chyba może być
                      niebezpieczne... wiesz, toksyczny facet albo jakaś sekta mogą Ci się
                      przyplątać, uważaj na siebie... A jak tam studia idą?
                      Trzymam za Ciebie kciuki, bardzo, bardzo mocno...
                      Sz
                      • kasiolda Re: Kaśka weź się polub wreszcie... 26.01.05, 22:20
                        niby tak,ale ja biore to strasznie do siebie,wystarczy ze ktos powie nie,mnie
                        sie wydaje ze,mam inne zdanie i dla mnie to sie wlasnie rowna glupia jestes,nie
                        masz pojecia o niczym,zle mowisz
                        nie mam kontroli,a chcialabym miec,probuje narzucic ale poddaje sie i to sie
                        obraca przeciwko mnie bo daje sie sterowac
                        wiem,ze to niebezpieczne,pare razy sie sparzylam i czasem ogrania mnie lek,nie
                        chce juz wiecej byc raniona,wykorzystywana,dlatego uciekam od ludzi,ale wtedy
                        czuje sie gorzej,bo chce byc akceptowana,bo potrzebuje towarzystwa,takie to
                        dziwne
                        a studia dobrze,pierwszy egzamin mam za soba,latwy byl,zaliczylam na 5-,ale
                        mialam stracha,wiesz teraz jak pracuje,to co sie dzieje na studiach mniej mnie
                        martwi,mniej o tym mysle i dobrze mi z tym,mam juz pare bratnich dusz i trzymam
                        sie z nimi,ale sie rozkrecam,z kazdym troche gadam,nie przejmuje sie bardzo,gdy
                        rozmowa sie nie klei,gdy ktos nie jest zainteresowany by poznac mnie blizej,coz
                        jego wybor,przynajmniej tak bylo ostatnio,zobaczymy co bedzie teraz.
                        a co u Ciebie szczesliwawa?
                        dzieki za wsparcie
                        jakos lepiej mi troche,czuje sie spokojniejsza,pogodzona z losem
                        • szczesliwawa Re: Kaśka weź się polub wreszcie... 26.01.05, 22:47
                          Napisałam Ci maila na priva.
                          Dobrze, że troche Ci spokojniej.
                          Spokojnej nocy,
                          Sz
                          • ikka Re: Kaśka weź się polub wreszcie... 26.01.05, 23:16
                            Dlaczego mam rezygnować z marzeń?! Dlaczego wmawiać sobie, że dążenie do
                            szczupłej sylwetki jest chore?! Dlaczego sobie odpuszczać?! Próbowałam.Ale
                            nie.Tydzień temu obcięłam te durne loki. Tak ma być, jak ja chcę. Lubię siebie,
                            wiecznie niezadowoloną maksymalistkę - taką właśnie. Podobają mi się chude
                            dziewczyny i krótkie fryzurki.Wróciłam do krótkiej fryzurki, niech sobie długie
                            włosy będą "ładne same w sobie" - nie dla mnie. Schudnę jeszcze parę kilo, do
                            54.I przeczytam "Byt i istotę",zaraz. Cześć pracy. Wybaczcie. Znowu jestem
                            sobą. Kiedy niewiele od siebie wymagam, czuję się nieswojo.
                            Nirwana też oczywiście jest fajna. Potraficie ją osiągnąć - Wasze szczęście. Ja
                            tam wolę się miotać.
                            Nie ma w tym, co napisałam, autoironii i goryczy. Zamiast - akceptacja
                            permanentnej nieakceptacji. No i fajnie:) A teraz św.Tomasz.
                            • szczesliwawa Re: Kaśka weź się polub wreszcie... 26.01.05, 23:42
                              ikka napisała:

                              > Dlaczego mam rezygnować z marzeń?! Dlaczego wmawiać sobie, że dążenie do
                              > szczupłej sylwetki jest chore?! Dlaczego sobie odpuszczać?! Próbowałam.Ale
                              > nie.Tydzień temu obcięłam te durne loki. Tak ma być, jak ja chcę. Lubię
                              siebie,

                              A dąż sobie na zdrowie :-)
                              Wiesz, my tu mamy problemy między innymi dlatego, że kiedyś dążyłyśmy do
                              szczupłości, lub dążymy nadal. Ale może to i dobrze, zawsze to z kompulsami
                              łatwiej żyć, niż z narkotykami lub alkoholizmem, bo możliwe, że jeśli nie
                              jedzeniem to tym właśnie załatwiałybyśmy sobie różne sprawy.

                              >
                              > wiecznie niezadowoloną maksymalistkę - taką właśnie. Podobają mi się chude
                              > dziewczyny i krótkie fryzurki.Wróciłam do krótkiej fryzurki, niech sobie
                              długie
                              >

                              Niom... mnie też się chude podobają. Ale z dwojga złego, wolę być zdrowa i
                              gruba (do czego najwidoczniej mój brzuchol dąży) niż chora i gruba. lub, niż
                              chora i wychudzona.

                              > włosy będą "ładne same w sobie" - nie dla mnie. Schudnę jeszcze parę kilo, do
                              > 54.I przeczytam "Byt i istotę",zaraz. Cześć pracy. Wybaczcie. Znowu jestem
                              > sobą. Kiedy niewiele od siebie wymagam, czuję się nieswojo.

                              Heh... rozumiem, że uważasz, że my wymagamy od siebie mało?
                              Twoje prawo, nie zamierzam polemizować na ten temat.

                              > Nirwana też oczywiście jest fajna. Potraficie ją osiągnąć - Wasze szczęście.

                              Heee?

                              Ja
                              >
                              > tam wolę się miotać.

                              Dla każdego coś miłego :-)

                              > Nie ma w tym, co napisałam, autoironii i goryczy. Zamiast - akceptacja
                              > permanentnej nieakceptacji. No i fajnie:) A teraz św.Tomasz.

                              No i fajnie :-)
                              Jak sesja to sesja... czy św. Tomasz tak hobbysycznie?

                              Pozdrawiam,
                              Sz
                              • ikka Re: Kaśka weź się polub wreszcie... 27.01.05, 01:52
                                Nigdy już zdrowa nie będę. To przynajmniej chcę być szczupła. Poza tym, prędzej
                                schudnę niż zmienię swój estetyczny ideał. A chcę go swoim wyglądem realizować.
                                Że nie pisze o innych swoich ideałach, nie znaczy, że nie są ważniejsze (noce
                                z Tomaszem na przykład).
                                Choć piszę: "kiedy niewiele od siebie wymagam", nie sugeruję, że Wy niewiele
                                wymagacie. Co to w ogóle za "my" i "ty"?
                                Czuję się podejrzewana o jakąś anoreksję. Nigdy na nią nie chorowałam, jem
                                kompulsywnie(bardzo, o, nie tak,że 3 czekolady, chleb i obiad to "napad",
                                o,nie) od przeszło sześciu lat, najdłuższa przerwa(jedna) - 7
                                tygodni.Próbowałam pogodzić się ze swoją wagą i przestać liczyć kalorie. Skoro
                                nie wyszło, trzeba zmienić wagę na taką, ż którą można się pogodzić i przestać
                                liczyć. Tak sobie wykombinowałam ze swych doświadczeń i preferencji.
                                Tyle już straciłam przez BED. Dlaczego, powtarzam, dlaczego mam z czegoś
                                jeszcze rezygnować? Właśnie będę szczupła pomimo.
                                Nawet, jeśli prawdopodobieństwo, że się uda, jest nikłe.
                                Nie potrafię się wyrzekać (jasne, stąd miłość do jedzonka:)
                                "Dla każdego coś miłego:)"A mnie skrajności cieszą. A kto inny lubi
                                normalnie. No i fajnie.
                                Radzić sobie z bed, to także nie irytować się, gdy ktoś się odchudza
                                (strasznie mnie irytują odmawiające sobie batoników koleżanki). Skoro
                                akcepujesz siebie, zaakceptuj preferencje innych.
                                Bo odniosłam wrażenie, że się zirytowałaś. Dopuszczam, że mylne - mam
                                skłonność do posądzania innych o to, że ich drażnię. Chorą, wiem.
                                Śmieszne, kocham skrajności, a nie wierzę w czarno-białość świata. To nie
                                jest takie proste: zdrowie - dobre, choroba - zła itd. W odchudzaniu się tkwi,
                                bywa, nieuświadamiana nawet nienawiść do cielesności. Tak miałam kiedyś: precz
                                z materią, niech zostanie czysta inteligencja (anioł). Kojarzyć z bardzo
                                poważanymi koncepcjami filozoficznymi.




                                • szczesliwawa Re: Kaśka weź się polub wreszcie... 27.01.05, 11:17
                                  Postaram się nie projektować na Ciebie moich emocji. jeśli się nie uda,
                                  wybacz ;-)

                                  ikka napisała:

                                  > Nigdy już zdrowa nie będę. To przynajmniej chcę być szczupła. Poza tym,
                                  prędzej
                                  >
                                  > schudnę niż zmienię swój estetyczny ideał. A chcę go swoim wyglądem
                                  realizować.

                                  No to tutaj się rozmijamy, już na starcie. Ja wierzę, że będę zdrowa. Mało
                                  tego, wierzę, że, na przekór całemu światu, właśnie zmienię ten estetyczny
                                  ideał. Chociaż, nie będę oszukiwać, fajnie by było być szczupłą osobą i może
                                  kiedyś tak się stanie. Jednak w międzyczasie muszę żyć ze sobą i chcę, żeby to
                                  zycie nie składało się z nienawiści czy obrzydzenia do samej siebie,
                                  potraktowanej całościowo - chcę lubić siebie i chce, żeby to był stan stały a
                                  nie jedynie momenty. Nie mówię o samouwielbieniu, mówię o postawie typu: Ja OK
                                  i świat OK.
                                  > Że nie pisze o innych swoich ideałach, nie znaczy, że nie są ważniejsze
                                  (noce
                                  >
                                  > z Tomaszem na przykład).
                                  No i dobrze. Wiesz, podejrzewam, że każda z nas ma jednak jakieś życie, oprócz
                                  ED :-) (A za Tomasza mam wielką ochotę się zabrać w jakiejś wolnej chwili... )

                                  > Choć piszę: "kiedy niewiele od siebie wymagam", nie sugeruję, że Wy
                                  niewiele
                                  > wymagacie.

                                  Wiesz, odniosłam wrażenie, że właśnie to sugerowałaś. Możliwe, że
                                  projektowałam.

                                  > Czuję się podejrzewana o jakąś anoreksję. Nigdy na nią nie chorowałam, jem

                                  Anoreksja to też ED (walnęłam truizmem)...

                                  > kompulsywnie(bardzo, o, nie tak,że 3 czekolady, chleb i obiad to "napad",
                                  > o,nie) od przeszło sześciu lat, najdłuższa przerwa(jedna) - 7
                                  > tygodni.Próbowałam pogodzić się ze swoją wagą i przestać liczyć kalorie.
                                  Skoro
                                  > nie wyszło, trzeba zmienić wagę na taką, ż którą można się pogodzić i
                                  przestać
                                  > liczyć.

                                  No nie wiem... Podchodzę do tego dokładnie odwrotnie. Najpierw pogodzenie z
                                  wagą, potem, ewentualnie, jej modyfikacja - dla zdrowia... Właśnie, m.in. przez
                                  kompulsy. Właśnie przez to, że, jak sobie podliczyłam, od 7 gwałtownie chudłam
                                  3 razy - za pierwszym razem najbardziej, ostatnio jedynie o jeden rozmiar...
                                  oczywiście, nadrabiałam z nawiązką i wydaje mi się, że przez kompulsy - bo,
                                  pomimo, że byłam schudnięta, nadal nie akceptowalam siebie. I broniłam się
                                  jedząc, co powodowało, hej presto, tycie. (plus psucie sobie metabolizmu, ale
                                  to efekt uboczny)


                                  > Tyle już straciłam przez BED. Dlaczego, powtarzam, dlaczego mam z czegoś
                                  > jeszcze rezygnować? Właśnie będę szczupła pomimo.

                                  A próbowałaś być szczęśliwą pomimo? Szczupłą być, to nie najważniejsze.

                                  > Nie potrafię się wyrzekać (jasne, stąd miłość do jedzonka:)
                                  > "Dla każdego coś miłego:)"A mnie skrajności cieszą. A kto inny lubi
                                  > normalnie. No i fajnie.

                                  Jasne. Tylko, że, przeskakiwanie ze skrajności w skrajność mnie rujnuje -
                                  fizycznie, psychicznie i finansowo. Ale, co kto lubi.

                                  > Radzić sobie z bed, to także nie irytować się, gdy ktoś się odchudza
                                  > (strasznie mnie irytują odmawiające sobie batoników koleżanki). Skoro
                                  > akcepujesz siebie, zaakceptuj preferencje innych.

                                  Heh... mnie już nie irytują. Trochę mnie bawią, trochę im zazdroszczę... Wiesz,
                                  ja nie tyle akceptuję siebie, ile cały czas staram się siebie zaakceptować,
                                  taką jaka jestem. O wiele łatwiej jest mi zaakceptować innych, z ich
                                  problemami, kompleksami, wadami, niz siebie. A wydaje mi się, że jestem całkiem
                                  fajna. Chociaż oczywiście, mogę się mylić i czasem wydaje mi się, że jestem
                                  beznadziejnym przypadkiem ofiary i że po co się męczyć.

                                  > Bo odniosłam wrażenie, że się zirytowałaś. Dopuszczam, że mylne - mam
                                  > skłonność do posądzania innych o to, że ich drażnię. Chorą, wiem.

                                  Zupełnie się nie zirytowałam. Ucieszyłam się właściwie. Fajnie czasem poczytać
                                  opinie zupełnie różne - wtedy lepiej widać własne zdanie, błędne opinie itp..

                                  . W odchudzaniu się tkwi,
                                  > bywa, nieuświadamiana nawet nienawiść do cielesności. Tak miałam kiedyś:
                                  precz
                                  > z materią, niech zostanie czysta inteligencja (anioł).

                                  Cielesność jednak jest częścią człowieka. Nienawiść do ciała w ogóle to
                                  nienawiść do siebie; lub do innej osoby. Być moze, gdyby nie ta nienawiść nie
                                  byłoby problemu z BED? Zdrowy człowiek nie jest gruby. Otyłość, czy nadwaga,
                                  IMHO, wskazują na jakiś problem, czasem większy, czasem mniejszy. Zresztą,
                                  ciągła walka z samą sobą też (diety, zakupoholizm itp). Odchudzanie jako próba
                                  zniknęcia z kolei, cóż... nie masz anoreksji, ale zabrzmiało to bardzo
                                  anorektycznie.

                                  Kojarzyć z bardzo
                                  > poważanymi koncepcjami filozoficznymi.

                                  Kojarzę, kojarzę. Chyba ;-)

                                  Pozdrawiam ciepło i trzymam za Ciebie kciuki,
                                  Sz

                                  >
                                  >
                                  >
                                  >
                                  >
                                  • ikka "Z mądrym człowiekiem to i pogadać ciekawie":) 27.01.05, 14:52
                                    O!
                                    Widzieć rzeczy takimi, jakimi są - trudna sztuka. Dzięki za poważne
                                    (bezzałożeniowe) potraktowanie mojej wypowiedzi. Nie wiem, czy - nie całkiem
                                    przemyślana - warta była tego. Obiecuję a)liczyć się ze słowami, b)rozważyć
                                    Twoje dokładnie odwrotne poglądy i odnieść się. Na razie zawieszam sąd (sesja).
                                    Kto mówi, nie wie, kto wie, nie mówi. Znaczy, napiszę jeszcze.
                                    Ale, dziewczyno - no, no...:)

                                    Mamy taki podły problem i niestety. Ale jakież on Problemy ukonkretnia:
                                    wolności, woli, determinacji, wartości, dobra i zła, ducha i materii,
                                    racjonalności, tożsamości, sensu życia i in. Dobre i to - we własnym interesie -
                                    myślimy, dyskutujemy.

                                    Bądź zdrowa. I cała reszta też.

                                    • szczesliwawa Re: "Z mądrym człowiekiem to i pogadać ciekawie": 27.01.05, 19:24
                                      Napisz, będę czekać. Jestem ciekawa dalszej wymiany poglądów :-)
                                      Powodzenia w sesji,
                                      Pozdrawiam,
                                      Sz
    • ikka Re: tak sobie dumam... 27.01.05, 16:06
      szczesliwawa, co czytasz??? muszę to wiedzieć, bo oszaleję
      • szczesliwawa Re: tak sobie dumam... 27.01.05, 19:26
        ikka napisała:

        > szczesliwawa, co czytasz??? muszę to wiedzieć, bo oszaleję

        Chodzi o poprzednią sygnaturkę, czy o co?
        :-)
        • ikka z serii "ulubiony cytat" 27.01.05, 20:47
        • ikka Re: z serii "ulubiony cytat" 27.01.05, 20:50
          "A niech cię wszyscy diabli!"
          :-)
          • szczesliwawa fajnie. 27.01.05, 21:00
            :D :D :D

            Heh...
            • ikka "Z mądrym człowiekiem to i pogadać ciekawie":) 27.01.05, 22:03
              Jak to się mówi po n-tym piwie: trzeba się będzie gdzieś przenieść; i na którą
              to jutro mamy, a co tam, i tak nie napiszę konspektu. Albo i naczej: słuchaj,
              jeśli Ty chcesz, to ja też;) Lub: wiemy, gdzie się znaleźć. I to mnie cieszy
              bardzo. Czołem do nóg upadam:) Mój gg jest 6118425, z wewnętrznego natchnienia
              vel prywatnego objawienia możesz zostawić wiadomość, ja tymczasem pomyślę, co z
              Tobą zrobić, Ty się trzymaj.
              • horlaa Re: "Z mądrym człowiekiem to i pogadać ciekawie": 27.01.05, 22:51
                ikka, jesteś po prostu niesamowita :) zamieszałaś tu :) kurczę, inteligencję to
                ty masz najwyższą z możliwych :) cieszę się, że miałam okazję Cię spotkać



                ps. a potem taka mała refleksja: czy przypadkiem język nie jest jakąś formą
                obrony przed światem? dobrej maski? u mnie tak jest, a Ty powalasz językową
                sprawnością... ten język to może u nas taka barykada?
                znam sporo osób uwielbiających pisać, czytać, chłonących świat... a potem się
                okazuje, że po prostu się go boją... że to forma "walki" z tym co trochę
                niepokoi, a jednocześnie fascynuje... hm?

                tak sobie napisałam, bo mam natchnienie na takie tam dumania :)

                pozdr
                • szczesliwawa Re: "Z mądrym człowiekiem to i pogadać ciekawie": 27.01.05, 23:08
                  a mnie to tu nikt nie docenia... ;( A tak się staram... buuu... ;)
                  Pozdrawiam,
                  Sz
                  :)
                  • ikka Re: "Z mądrym człowiekiem to i pogadać ciekawie": 27.01.05, 23:54
                    E tam.

                    Dziewczyny, zjedźmy się kiedy i pouwielbiajmy, co???
                    • horlaa Re: "Z mądrym człowiekiem to i pogadać ciekawie": 27.01.05, 23:57
                      szczesliwawa: Ciebie tez uwielbiam!! no ale ikke poznalam osobiście, wiec to
                      pewna różnica przy wydawaniu ocen :)

                      ikka: taaaak, spotkajmy się! pouwielbiajmy! jesteśmy tego warte!!! :)
                      • ikka Re: "Z mądrym człowiekiem to i pogadać ciekawie": 28.01.05, 00:06
                        W Krakowie, po sesji? Ale możemy negocjować.
                • ikka Re:inteligencja 28.01.05, 00:04
                  Nieprawda, całkiem średnią. Brak mi refleksu, błyskotliwości, ciętości. Myślę
                  schematami. Nudna jestem, staram się choć być zabawna. Nie kokietuję, naprawdę
                  tak uważam. Studia w wiadomym Instytucie:) przytarły mi zadarty nosek. Bolało
                  bardzo, nie powiem.Teraz jakby mniej, ostatecznie, ogólnym oczytaniem można
                  braki inteligencji poniekąd nadrobić. Nie inaczej (też wiadomo, jak nie:(
                • ikka JĘZYK 28.01.05, 00:14
                  JĘZYK JEST DOMEM BYTU. W TYM DOMOSTWIE, JAK W SCHRONISKU, MIESZKA CZŁOWIEK.
                  STRÓŻAMI DOMOSTWA SĄ MYŚLICIELE I POECI (Heidegger)
                  Straszliwie ważny.
                  Kocham formę niewypowiedzianie.Formą nadrabiam. Po formie sądzę. Formę szeroko
                  rozumiem. "Potęga smaku" - oto, w co wierzę.

                  Totalnie formę uprawiam, także własnym ciałem. Tak że widzicie, moje ed (moje
                  ed, no nie) jest mocno filozoficznie (estetycznie) podbudowywane (nic to,
                  walczę).
                  • horlaa Re: JĘZYK 28.01.05, 11:13
                    język to jedna z najbardziej fascynujących spraw, z jakimi mi przyszło w życiu
                    obcować. podzielam fascynację.

                    ale ale.
                    język nic nie usprawiedliwia. to ty próbujesz jakoś sobie to wszystko wyjaśnić.
                    chorujesz, bo chcesz. tylko i wyłącznie. być "zdrowym" mnie osobiście zawsze
                    kojarzy się z byciem nudnym, może dlatego.
                    "moje ED" - błędny zwrot. ED jest czymś zewnętrznym, spoza Ciebie, co próbuje
                    zawłaszczyć jak największą część Twojej osobowości - popatrzmy na to w ten
                    sposób. oddzielenie Ja od Ed to bardzo ważna sprawa, inaczej ciągle będziemy
                    tkwić w bagnie choroby.

                    no, chyba że tego chcemy.


                    ps. a "walka" to też nie to.
                    • szczesliwawa Re: JĘZYK 28.01.05, 11:33
                      Zgadzam się z Agatą. ED to nie część osobowości, to choroba - jak grypa czy
                      rak. Choroba i nic więcej.
                      Estetyka: Fascynują mnie silne, mroczne kobiety z tajemnicą, lekko neurotyczne
                      i działające na mężczyzn jak magnes; o długich, smukłych palcach... ale one są
                      fikcja filmowo-literacką. Z kolei - zdrowa uroda kojarzy mi się nieodwołalnie z
                      Jagną z Chłopów - zupełnie nie moja estetyka.
                      Więc cieżko zachcieć być zdrową, mając w podświadomości takie wzorce.

                      Fajnie jest nałożyć ramy formy na chorobę - zracjonalizować chorobę
                      estetycznie, znaleźć jej podłoże filozoficzne, zestetyzować ją, wtłoczyć w ramy
                      fascynacji, nadać osobowość nawet... tylko, czy to ma sens? Ma, mniej więcej
                      taki, jak robienie z gruźlicy niemal podmiotu literackiego , jeszcze do
                      niedawna.

                      A z drugiej strony, powtórzę, to choroba jest. I nic więcej. I można to
                      wyleczyć.
                      • horlaa Re: JĘZYK 28.01.05, 12:08
                        ja też miałam coś podobnego. skoro zawsze miałam "duszę artystki", to choroba
                        idealnie się w to wpisuje. mieć jakieś problemy, pokręconą przeszłość, trudny
                        charakter. jakie to fascynujące, tajemnicze. chodzić do psychoterapeuty. itp...

                        ale mozna być pokręconym i tajemniczym bez choroby. to jest pewne :)

                        zresztą, najlepiej po prostu byc sobą. co innego fascynacja kimś, czy epoką,
                        czy stylem, czy filozofią, a co innego upodabnianie życia w taki właśnie wzór.
                        jak dla mnie, bez sensu.


                        mnie nigdy nie fascynowały chude ani grube kobiety. po prostu fascynowały mnie
                        ładne, intrygujące, inteligentne kobiety :) to duża różnica. szansę dostrzegam
                        dla siebie, gdy widzę kobiety słynne i cenione podobne do mnie: kolorem włosów,
                        oczu, głosem, temperamentem - to działa nakręcająco i mobilizująco, a nie
                        waga... to oczywiście tylko moje osobiste zdanie i wspomnienie.


                        szczesliwawa:
                        zdrowa kobieta - Jagna z chłopów???
                        a ja uwielbiam tancerki. ale nie baletowe, ale te współczesne czy nowoczesne
                        (z teledysków). może i nawet niekoniecznie piękne, niekoniecznie strzeliste czy
                        zgrabne, niektóre z ewidentnie dużą pupą i krótkimi nogami :) ale co z tego?
                        super się poruszają, mają wdzięk, dużo energii, duży power - to jest dopiero
                        okaz zdrowia!
                        kiedy ja tańczyłam, czułam się najlepiej jeśli o to chodzi.

                        może czasami trzeba zrewidować jakieś dawne, zakorzenione wyobrażenia. bo
                        czasami one działają przeciw, nam, niszczą... a szkoda by było dać się tak
                        zniszczyć...
    • ikka Re: tak sobie dumam... 28.01.05, 17:17

      moje niepohamowane ego,
      wszystko bierze do siebie,nie chce się ograniczać,nie chce się odżegnywać
      nawet od ed
      (dlaczego właściwie nie "mojego"?
      no? skąd ono, jeśli nie ze mnie?)
      nie chcę go, ale tym samym (twierdzę stanowczo)nie chcę części mojego "ja"

      przyznaję, "walczyć" to niedobre słowo
      święta racja, słowa bywają niebezpieczne

      powinnam pomyśleć, obiecuję, jak widzicie, mam wciąż niezdrowe podejście,ale
      uświadamiane,
      i wreszcie wiem, do czego dążę, i dawno nie byłam taka szczęśliwa, nie czułam
      sie tak pewna siebie, jak teraz, ech:) dobrze mi i mam wrażenie, że to coś
      więcej, niż zwykły przypływ euforii, po którym nastąpi tym głębszy dół; mam tak
      od października

      agato, to Twoja zasługa






      • horlaa Re: tak sobie dumam... 30.01.05, 16:52
        ikka, przesadzasz. to zdecydowanie Twoja zasługa. a jeśli być może ja w czymś
        zainspirowałam, pomogłam, to cholera, ulatuję pod sufit z radości :)

        twoje niepohamowane ego nie chce się organiczać? niech się nie ogranicza :)
        ale ED to nie twoje ego, to nie ty. to tak jakby się grypę, łupież albo raka
        uznawało za coś "swojego". może w rozwoju choroby jakoś się "pomogło", może do
        jej rozwoju przyczyniły się jakieś warunki, które się spełniło, ale to nie
        znaczy, że z chorobą można się utożsamić.

        długo tego nie rozumiałam, i mówiłam np. "bulimiczka". a to bardziej
        jest "dziewczyna chora na bulimię" itp.
        nie można mówić, że ED to część mnie. inaczej będzie nam ciężko wywalić z
        siebie to ED, bo - no właśnie - będzie tak, jakby się pozbawiało czegoś
        swojego. jakby się traciło integralność. mam coś, a potem: bum - nie mam...
        coś "straciłam"... to nie tak.

        może to wyolbrzymiane, ale ja, jako fanka języka, pod wpływem całej tej
        dyskusji tutaj (która we mnie samej też się toczy od jakiegos czasu), jeszcze
        bardziej wpadam w myślenie, że w tym języku zawiera się wszystko, że właściwie
        wszystko albo prawie wszystko od niego zależy.
        doświadczam tego na sobie.
        odkąd nie mówię do siebie "ty debilko", "ty idiotko", co kiedyś zdarzało mi się
        nawet jak przypadkiem zrzuciłam coś na podłogę, nie czuję się debilką i
        idiotką. banalne. proste.
        • ikka do horli.żebym nie przesadziła: 01.02.05, 00:31
          po prostu,najoględniej, gdybyś kiedyś pomyślała, że nie jesteś nikomu
          potrzebna i w ogóle niewiele zrobiłaś w życiu dobrego, tobyś pomyślała
          nieprawdę. ale mam nadzieję, że nie będziesz miewać takich myśli.
        • ikka tekst niezbyt precyzyjny o językach 01.02.05, 01:53
          że język, w którym wyrażamy myśli(j.1), jest zbyt ubogi, tego często
          doświadczamy. ale może także i same myśli, nasze pojęcia, stanowią język(j.2),
          którym rządzą określone reguły i to może bardziej sztywne niż reguły języka
          (j.1), bo rzadziej uświadamiane. co więcej, gdy pokonaniu ograniczeń j.1. może
          służyć pomyślenie tych ograniczeń w j.2. (pojęcia są bardziej subtelne, niż
          słowa)- pokonanie ograniczeń j.2. w analogiczny sposób nie jest możliwe. no
          chyba, że istnieje bardziej adekwatnie ujmujący tzw. rzeczywistość (r) język
          j.3. (emocji?)
          brakowałoby nam zatem nie słów tylko, lecz także myśli. (czy może brakować
          uczuć? zapewne tak, jeśli uznać, że są one inspirowane przez jakiś świat(r)
          względem nas odrębny, transcendentny, którego nie potrafimy przeżyć w pełni.
          sądzę jednak, że nie to nas obchodzi, czy właściwie przeżywamy świat, ale
          jakość naszych przeżyć, czyli szczęście.)
          trzeba więc nie tylko dobierać słowa, ale także dobierać myśli tak, by jak
          najlepiej odpowiadały emocjom. dlatego między innymi,że gdy decyzja rozumu
          determinuje nasze czyny, a jego pojęcia nie przystają do uczuć - czyny te nas
          unieszczęśliwiają.
          "Granice mojego języka są granicami mojego świata"(Wittgenstein). Stawiam tezę,
          że limitują również szczęście.
          • horlaa Re: tekst niezbyt precyzyjny o językach 01.02.05, 12:04
            i miał Wittgenstein rację, to znaczy wg mnie :)

            szkoda, że na studiach obijałam się, a może inaczej,nie byłam dojrzała do
            poznawania filozofii, a miałam jej baaardzo dużo. szkoda, bo dopiero teraz
            myślę o różnych rzeczach w sposób, przy którym przydałaby mi się ugruntowana
            wiedza.
            no ale cóż :)
    • mostena Re: tak sobie dumam... 28.01.05, 21:05
      Ps. Co się dzieje z Mosteną?

      Zyje;)) Sz, probowalam sie z Toba spotkac w Wawie, nie odzywalas sie. Trudno.
      Czytam forum hurtem co jakis czas, ale dosc pobieznie. Stwierdzilam, ze nie
      zgadzam sie z wami w wielu sprawach, zbyt wielu i zbyt podstawowych. A nie chce
      sie klocic sama jedna;) Pozdrawiam!
      • be81 Re: tak sobie dumam... 28.01.05, 23:43
        kogo me oczy widzą, siemasz Mostena.
        Uważajcie z tym traktowaniem siebie jako chorych. Niektóre choroby mają to do
        siebie,że chce się do nich powrócić bo podświadomie kojarzą się z wygodą,
        opieką, możliwością odkładania rzeczy na potem.
        Z tego co mi wiadomo prawidłowe myślenie przy występowaniu napadów nie oznacza
        już choroby.
        • kasiolda Re: tak sobie dumam... 29.01.05, 08:58
          co masz na mysli be piszac prawidlowe myslenie?
          bed jest taka choroba jak piszesz,bed to wygoda,ucieczka,odkladanie rzeczy na
          potem,chowanie emocji i rozladowywanie ich jedzeniem prawda?jesli wiec mam
          napad to chyba jednak dalej jest cos nie tak,dalej uciekam czy nie?jak myslicie?
          czy wierzycie w to ze kiedys nie bedzie napadow?jakie sa szanse?
          bo ja sie nadal ludze,moze dlatego ciezko pogodzic mi sie z faktem ze jest
          dobrze,ale napady sa,wiec chyba juz zawsze beda???
        • mostena Re: tak sobie dumam... 30.01.05, 00:57
          No wiec wlasnie, wydaje mi sie, ze niektore z Was przeginaja nieswiadomie w
          druga strone. Ja, dajac sobie dyspense na konto choroby - uwaga, wcale nie na
          zasadzie: obezre sie jeszcze dzis, bo w koncu mam BED, nie, znacznie lagodniej,
          typu brak obwiniania sie za jakies tam slodycze itp - kurcze, ale zdanie
          wyjdzie, ale musze wyjasnic dokladniej:) Nie chodzi mi o wyzywanie sie od
          glupich, to juz przerabialam, ale o swiadomosc, ze zrobilam zle, jesli zjem za
          duzo ponad program. Czyli z nudow, bezmyslnie, napadowo. Nie: czekoladke przed
          okresem, nie kawalek tortu na imieninach, tylko same wiecie jak. Zle bo
          niezdrowo, zle bo tyje! Ja chce byc szczupla, z taka mna mi dobrze. Wiecie jak
          bylo fajnie w Polsce? Ha, i tak to nie bylo 'to', tzn moglo byc jeszcze
          fajniej, gdybym w niektorych sytuacjach nie musiala myslec o wciagnieciu
          brzucha;)) Ale bylo super, bo ladnie wygladalam, i czulam sie swietnie, bylam w
          formie, tanczylam, bawilam sie, zmiescilam sie w niektore stare ciuchy i
          kupilam troszke nowych. I poderwalam chlopaka, a przy paru innych czulam sie
          swobodnie;)) Po prostu.
          Yyy, zgubilam sie. Aha, wiec odpuszczajac sobie diete, powoli, lagodnie -
          powrocilam do napadow. I za cholere sie nie moge zebrac teraz. Ale jak juz sie
          zbiore - moze juz zaraz, bede chodzic jak w zegarku jeszcze dluzej. Moze juz na
          zawsze. A moze nie. Ale wiem, jaki blad popelnilam tym razem, i nastepnym bede
          musiala popelnic jakis inny.
      • szczesliwawa Re: tak sobie dumam... 30.01.05, 19:18
        Mostena, bo między świętami a nowym rokiem nie miałam za bardzo dostępu do neta
        i zazwyczaj byłam u mamy...
        Kłóć sie, bo jak się forum zmieni w TWA (a może już się zmieniło), to nuuudno
        będzie :D
        Pozdrawiam,
        Sz
    • be81 Re: tak sobie dumam... 30.01.05, 23:31
      Kasiolda chodzi mi prawidłowe myslenie wzgledem jedzenia.U mnie stwierdzono,
      że jestem zdrowa, aczkolwiek jeszcze nie umiem sobie radzić z zyciem. Nie mam
      juz chorego myślenia typu "waga zmieni wszystko". Jednakże jest lista spraw
      ktore powodują że wybieram powroty do samych nawykow chorobowych( swiadomie
      tym razem wybieram, ja decyduję aby się objeść,choc moj rozum wie ze to na
      nic, wiesz jak bywa zresztą). Ta lista jest mega długaaa począwszy od
      rozdrażnienia a skonczywczy na braku milosci i nim wymyslę jak mozna zaradzić
      na kazdy taki punkt i WPROWADZĘ TO W ŻYCIE to hoho , trzeba poczekac:D choć
      może dobre by byly połsrodki np. na nerwy wmowic sobie ze jest najlepsza melisa
      jak myslicie:D:D
      • horlaa Re: tak sobie dumam... 31.01.05, 10:03
        be81, chyba jestem w takim samym miejscu jak ty. to pocieszające, że nie jestem
        sama :)

        może melisa :)
        ale chyba to nie o melisę chodzi :) zresztą już ją piłam :)

        ściskam
      • kasiolda Re: tak sobie dumam... 31.01.05, 11:01
        to w takim razie ja tez jestem zdrowa,juz dawno pozbylam sie zludzen,ze jak
        schudne to bedzie lepiej,szczerze powiedziawszy ostatnio wogole nie przykladam
        do tego wagi,mysle tylko o tym co czuje i martwi mnie to co Ciebie,to ze nie
        radze sobie z zyciem.i tak samo jak Ty wiem o tylu rzeczach ale jakos ciezko mi
        ta wiedze wprowadzic w zycie,chociaz ostatnio jest lepiej,czuje sie silniejsza
        i mniej uzalezniona od innych,kryzys minal i chyba zrobilam kolejny krok do
        przodu
        pozdrawiam
        • ikka Re: i ja też:) buziaki, dziewczęta:) 31.01.05, 23:16

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka