Dodaj do ulubionych

nasza znajomość języków obcych

IP: *.leszno.cvx.ppp.tpnet.pl 27.09.01, 23:50
Jednym z ciekawych wątków dyskusji założonych przez redakcję GAZETY
redakcja@poczta.gazeta.pl
jest: „Język angielski w Polsce”;
Co czwarty Polak twierdzi, że zna angielski. A co Ty myślisz o stanie nauki
języka angielskiego w Polsce? Jak Polacy uczą się angielskiego, czy go znają,
jak walczą o język angielski w szkołach?

Przedstawiam poniżej kilka wybranych z forum wypowiedzi na ten temat, z
nadzieją, że także LESZCZYNIACY, zwłaszcza młodzi, studenci i lektorzy,
przyłączą się do tej dyskusji.
Jest przecież w Lesznie Nauczycielskie Kolegium Językowe, jest Wyższa Szkoła
Marketingu i Zarządzania, Wyższa Szkoła Zawodowa, Licea Ogólnokształcące itd.
itd.

kuzka
Data: 19-09-2001 19:10
Taaak! Przyznaje się co czwarty, a jak przyjdzie do konkretów to gorzej. Ciągle
jesteśmy niedouczeni i to nie bynajmniej z powodu szlifowania innych języków
obcych!
U mnie w szkole jest wyjątkowy poziom z angielskiego, jako że jest to język dla
wszystkich obowiązkowy i dyrektor bardzo pilnuje by lekcje te prowadzone były
przez profesjonalistów. I tak powinno być teraz wszędzie. Bez angielskiego nie
da rady funkcjonować. Takie czasy nastały i trzeba się dostosować!

Blic
Data: 20-09-2001 03:04
Język to nie wiedza, której można się 'nauczyć' i potem 'znać', ale umiejętność
praktyczna, którą trzeba wyćwiczyć a później używać (wiadomo, organ
nieużywany...).
Choćby nawet kiedyś nastały radosne czasy idealnych, dobrze opłacanych
anglistów w każdej szkole to nie zmieni faktu, że dopóki Polacy nie zaczną mieć
bezpośredniej potrzeby używania angielskiego na codzień, dopóty nie będą mieli
motywacji do jego poznania i znać go nie będą. Wystarczy im w zupełności
najbardziej podstawowy stopień opanowania języka.
I to jest właśnie poziom, który reprezentuje zdecydowana większość owej 'jednej
czwartej'.
Bx

Max
Data: 20-09-2001 20:24
Kompletnie zgadzam sie z Blic. Jezyk obcy to ciagle doksztalcanie i
szlifowanie. Brak motywacji jest chyba najwiekszym problemem. Mam nadzieje ze
zblizenia midzynarodowe, wyjazdy i przyjazdy do Polski zmnienia sytuacje. Wiem
ze pytanie redacji jest dosc prowokacyje, odpowiedz jest negatywna. Nawet 1%
populacji nie potrafi poslugiwac sie j. angielskim na podstawowym poziomie.
Jest jeszcze wiele do zrobienia.
Z powazaniem
Max

wojtek
Data: 21-09-2001 02:49

Mi jez.angielski jest potrzebny żeby więcej zarabiać oraz żeby poszerzać
choryzonty. Lepiej mógłbym też wykorzystać internet za który płacę więcej niż
obywatel UK albo USA.
Kursy angielskiego składają sie zwykle z 3 stopni i 1 zaawansowanego.
Każdy stopień składa się z dwóch części, każda część ma ok.60 godzin i kosztuje
około 600 zł tak więc łatwo sobie obliczyć że bez 4000 zł nie ma co myśleć o
nauce.
To nie jest taka inwestycja która daje wymierne zyski, w moim przypadku nikt by
mnie nie zatrudnił tylko dlatego że znam angielski.Prowadzę własną
działalność,jak muszę napisać maila po ang.to proszę znajomego żeby napisał
odpowiedni tekst
Trochę jestem załamany bo kupiłem sobie kurs EuroPlus a okazało się że to jest
trudniejsze niż myślałem,co prawda nie chodzi mi żeby mówić super dobrze po
ang. głównie chodzi mi o rozumienie ze słuchu i tekstu a język moge szlifować
dłużej.W szkole uczyłem się francuskiego i wiem że nie mam kłopotów z
przyswajaniem obcego języka.Mam ten kurs,ale nie wiem jak z niego
korzystać.Zobacze może jakoś się przełamie bo przestraszyłem się na początku że
nigdy nie dam sobie z tym rade.

Autor: Gość portalu: iza
Data: 26-09-2001 15:14
Absolutnie zgadzam sie ze stwierdzeniem ze nic nie pomoze Ci sie nauczyc jezyka
angielskiego jesli nie zrobisz tego sam! Mam 22 lata stracilam wiele ofert
pracy wlasnie przez niewystarczajaca znajomosc jezyka. A przeciez ucze sie 6
lat. Co z tego jesli na prawdziwa nauke poswiecalam 10 minut w tygodniu. Reszta
to tylko obecnosc na kursach. To do niczego nie doprowadzilo. Zaczelam wiec po
raz setny na 7 poziomie. Zobaczymy jak mi pojdzie.

Dokładnie tak
Autor: yoric@poczta.gazeta.pl
Data: 21-09-2001 23:00

antyangl
Data: 21-09-2001 11:15
Jezyk angielski jest bardzo trudnym i egzotycznym
jezykiem dla Polaka w przeciwienstwie do Ruskiego.
Dobija bardzo duza rozbieznosc pisowni od wymowy.
Nie zamierzam sie go w ogole uczyc - licze na to ze Ruski
jeszcze wroci do lask albo Niemiecki. Poza tym za 50 lat
nie wiadomo czy Angielski nie bedzie wyparty przez inny
jezyk - jak wiemy wszystko ma swoj kres...

Esther
Data: 21-09-2001 12:39
Nie da sie jednoznacznie stwierdzic, zalezy co sie rozumie przez
pojecie "znajomosci" jezyka. Ja uczylam sie angielskiego od 6 roku zycia w
Polsce, bardzo intensywnie, od 16 roku zycia ( w sumie juz 13 lat) mieszkam w
Anglii i tu skonczylam studia. Nie powiem nigdy ze znam angielski perfekcyjnie
bo zawsze znajda sie slowa o ktorych nie mam pojecia. Znam ludzi, ktorzy
skonczyli liceum o poszerzonym angielskim w Polsce, i mysla ze znaja dobrze, bo
sa w stanie sie dogadac. Przyjezdzaja tutaj wchodza w grupe Anglikow i
wysiadaja, mimo ze w Polsce dostawali 6.
Znam rowniez ludzi, ktorzy po pol rocznym kursie w Longmanie twierdza ze znaja
angielski, albo przyjezdzaja do Anglii do pracy, chodza 3 godziny dziennie do
szkoly i twierdza ze po roku znaja angielski. Na warunki polskie zapewne tak,
ale to tez zalezy.
Znajmosc to pojecie wzgledne i dla kogos komu wystarczy ze jest zrozumiany i
dogada sie jesli sie zgubi w Londynie, taki poziom wystarczy do stwierdzenia ze
zna anglielski. Natomiast jesli ktos konczy dobre studia i zaczyna prace w City
w Londynie, ta znajomosc oczywiscie bedzie na innym poziomie.
No i inaczej wyglada taka nauka i jej poziom w Polsce.

Obserwuj wątek
    • Gość: mb Re: nasza znajomość języków obcych IP: *.leszno.cvx.ppp.tpnet.pl 27.09.01, 23:56
      Ciąg dalszy wypowiedzi na ten temat:

      msz
      Data: 25-09-2001 07:49
      Esther czy wg. Ciebie osoba która skończyła Filologię angielską na Uniwersytecie
      zna angielski?

      Esther
      Data: 25-09-2001 12:27
      Wiesz, nie uwazam sie za osobe kompetentna do stwierdzenia "tak" lub "nie",
      poza tym ludzie konczacy filologie nie zawsze koncza z tym samym poziomem.
      Znalam pare osob po filologii ktore przypadkowo spotkalam w Anglii, i bylam
      zaskoczona brakiem plynnosci w mowieniu, chociaz zasob slownictwa bywal
      imponujacy. W sumie znam dobrze jedna osobe po filologii, ktora po studiach w
      Polsce kontynuowala studia tutaj i mowi swietnie, tzn potrawfi pisac i mowic na
      kazdy temat na takim samym poziomie co angielski rozmowca - rowniez potrafi
      dostosowac sie do poziomu rozmowy, rozmawiajac z profesorem ze swojego
      Uniwersytetu czy lokalnym budowlancem (co nie jest proste!).
      Ta osoba jest jednak wyjatkiem, bo wiekszosc osob znajacych angielski swietnie
      na warunki polskie wysiada przy pierwszej rozmowie z hydraulikiem:), no i danej
      osobie moze wydawac sie samej sobie ze mowi dobrze, mowiac np plynnie, ale nie
      zdaje sobie sprawy z ilosci bledow w zdaniach.
      NP mam kolezanke Hiszpanke, ktora mieszka w Anglii od paru lat, uczy sie caly
      czas i twierdzi ze jej angielski jest swietny i dziwi sie ze starajac sie o
      prace dowiedziala sie ze powinna popracowac nad swoim angielskim. Ona utknela
      na pewnym poziomie i od od dluzszego czasu nie czyni postepu.

      Podsumowujac, znajomosc jezyka to pojecie wzgledne i zalezy komu do czego
      potrzebne. jedyne czego nie znosze to ludzi mowiacych ze znaja jakis jezyk
      swietnie. Moze siebie nie doceniam, ale po tylu w sumie latach mieszkania,
      studiowania i pracy w Anglii, nigdy nie powiem ze znam angielski perfekcyjnie,
      bo zawsze znajdzie sie cos czego nie znam
      Pozdrownienia,
      Esther

      wojtek
      Data: 21-09-2001 13:07
      czasami ludzie, ktorzy twierdza, ze potrafia mowic po angielsku - wzbudzaja
      wesolosc, a gdy powoluja sie, ze to akcent poludniowo-afrykanski, to juz
      koniec. Nie dosc, zle wymowa jest nieprawidlowa - wrecz wyimaginowana, to
      jescze akcent i brak plynnosci wystawiaja im juz najgorsze swiadectwo.

      Oczywiscie powodem jest to, ze w szkolach publicznych ucza niewykwalifikowani
      nauczyciele.

      To tyle

      wojtek
      Data: 21-09-2001 13:46
      The European Union's head commissioners announced today that agreement has been
      reached to adopt English as the preferred language standard for European
      communications
      • Gość: mb Re: nasza znajomość języków obcych IP: *.leszno.cvx.ppp.tpnet.pl 28.09.01, 00:00
        (Ciąg dalszy)

        karolina
        Data: 21-09-2001 13:59
        Stan nauki...chyba jest tragiczny jezeli wezmie sie pod uwage efekty. Przyklad
        mam tzw. zyciowy, moj narzeczony jest Szwedem i kazdy jego samotny przejazd
        przez Polske jest dla mnie stresem (uzasadnionym). Jezeli jest jakas awaryjna
        sytuacja ew. moze liczyc na mlodych ludzi, ktorzy mu przetlumacza. Ale w
        oficialnych miejscach jak stacje kolejowe, pracownicy kolei, jest on kompletnie
        zagubiony. Nie moze sie porozumiec. Brzmi to przykro, ale prawie nikt nie zna
        angielskiego. Rozwazalismy Polske jako kraj w ktorym moglibysmy zamieszkac ale
        wlasnie ten powod przekreslil taka mozliwosc.
        Natomiast mieszkajac w Szwecji jestem w stanie normalnie funkcjonowac
        nieznajac szwedzkiego. Wszyscy mowia wspaniale, nie wiem na ile jest to
        zwiazane z metoda nauki a na ile z jezykiem jaki jest 'wchlaniany'podczas
        ogladania telewizji- wszystkie programy sa emitowane w wersji oryginalnej z
        podpisami w jezyku szwedzkim. Wspaniala idea dla polskiej telewizji. A z
        wlasnego doswiadczenia po wielu latach nauki w Polsce moge dodac, ze
        najwiekszym problemem dla mnie jest wlasciwe uzycie slow. Jestem rozumiana
        ale to jakby nie te slowa, ktorych powinnam uzyc. Takze mam problem ze
        zrozumieniem jezeli ktos zaczyna idiomami operowac ....a kawalow zwlaszcza tych
        swinskich wogole nie rozumiem. .No i na koniec: wymowa slowianska -tragedia,
        angielski dla nas slowian jest naprawde trudnym jezykiem (o tym najlepiej
        mozna sie przekonac mowiac z ludzmi z krajow angielsko-jezycznych), a mam
        wrazenie ze do wymowy nauczyciele w Polsce nie przywiazuja wystarczajacej wagi.
        No i podsumowujac w porownaniu do Szwedow moj angielski jest zly i ubogi ale w
        Polsce powiedziano by mi ze mowie bardzo dobrze.

        Blic
        Data: 21-09-2001 17:15

        Gość portalu: karolina napisał(a):
        Nie popadajmy w skrajności. Nie sądzę, żeby Francuzom, Włochom czy Hiszpanom było
        tak bardzo przykro z powodu niewielkiej znajomości angielskiego w narodzie.
        Polacy ogółem są na zbliżonym poziomie.
        Bx

        andrzej
        Data: 21-09-2001 14:58
        W Polsce nie ma problemu j. angielskiego poniewaz jest to jezyk obcy i nikt nie
        znusi nas do uzywania go jesli nie zechcemy. A poza tym to bez przesady - w USA
        nawet niektorzy obywatele S.Z. nie potrafi? dobrze mowic po tzw "angielsku"
        (przypominajacym z wymowy geganie kaczek ) - nie badzmy swietsi od samego Pana
        Boga.

        daisy
        Data: 21-09-2001 22:59

        Zajmuję się nauczaniem j.angielskiego od lat.
        Zasada jest jedna: JEŚLI SAM SIĘ NIE NAUCZYSZ, NIKT NIE NAUCZY SIĘ ZA CIEBIE",
        co oznacza, że nauczyciel(korepetytor-as you want)jest tylko moderatorem,
        koordynatorem ,doradzcą; nikt jednak nie nauczy się za ciebie słówek ani
        pewnych reguł.
        Mówi się : "zły, dobry nauczyciel; wysoki, niski poziom"; trzeba zdawać sobie
        sprawę z faktu, że wszystko zależy od nas samych> Niestety,nikt naprawdę ci nie
        pomoże, jeśli ty nie pomożesz sam ...
        bye,

        poziomka
        Data: 22-09-2001 00:55

        A ja uważam,że jedynym dobrym korepetytorem może być native speaker ,oczywiście
        zakładając,że posługuje się poprawną angielszczyzną

        svarga
        Data: 22-09-2001 11:48

        Jestem z Kijowa. Bylem raz w Polsce.W Krakowie na glownym placu przechodzilem
        przez spzedawczynia suwenirow. Jakas "angielskojezyczna" chciala kupic
        rajstopy,ale nie bole mniejshego rozmiaru.Pytala go usprzedawczyni "dlugo i
        nudno".Nie wytrzymalem tego meczenia,pzetlumaczylem. Przyjazn
        nerodow,preciez... No i do tego slychalem ze Polakam czegos ten jezyk nie
        idzie do glowy. Taka sobie cecha narodowosciowa... Mysle ze to normalnie w
        warunkach globalizacji. To dopomoze wam zachowac swoja wlasna indywidualnosc.
        Dobrze juz ze wszyscy rozmawjaja po polsku (i to nie calkiem zart, jak dla
        Ukrainy).
        Pozdrawiam Alek,Kijow. fggh@mail.ru http://save.subportal.com

        Python
        Data: 22-09-2001 15:59
        Cała trudność nauki języków obcych polega na tym, że chcemy, by nas ich ktoś
        nauczył. Tymczasem nikt za nas nie nauczy się ani 10.000 ani nawet 1.000
        słówek, nikt też nie nauczy nas zasad tworzenia z tych słówek poprawnych zdań.
        Nauczyciele, lektorzy i native-speakerzy mogą sprzedać nam trochę wiedzy o
        języku, mogą też trochę poprawić naszą wymowę, ale całą pracę pamięciową musimy
        wykonać sami. To nie tylko moje zdanie, proszę zajrzeć na stronę
        www.pomocwnauce.pl.

        najbardziej znani multipoligloci uczyli się języków obcych kując na pamięć całe
        książki. Dzisiaj mamy różne pomoce typu płyty, kasety i programy komputerowe.
        Mogą one być skuteczne tylko pod warunkiem poświęcenia na pracę z nimi 2-3
        godzin dziennie.

        Bardzo często zdarza się, że po ukończeniu stojącego nawet na bardzo wysokim
        poziomie kursu, ludzie tracą kontakt z językiem na wiele lat, a później dziwią
        się, że nie rozumieją nic bez tłumacza. Tak było np. z oficjalną delegacją
        jednego z naszych ministerstw w ONZ. Spośród 16 osób, żadna nie znała żadnego z
        oficjalnych języków ONZ. Jestem przekonany, że conajmniej połowa z nich
        pobierała dodatki za zdany egzamin FCE, tyle, że pisma służbowe pisali za nic
        tłumacze.

        wojtek
        Data: 22-09-2001 18:03
        Obejrzałem sobie tą stronę i opis metody jes całkiem sensowny.Obalił kilka moich
        przesądów co do nauki języka.Dotąd myślałem że bez chodzenia na kurs to nic nie
        zdziałam.Trochę się przestraszyłem bo tam jest napisane że nawet po roku
        intensywnej nauki 2-3 godziny dziennie nie bede mógł oglądać filmów w oryginale.
        .Nie będe używał angielskiego w codziennych sytuacjach,jest mi on raczej
        potrzebny do czytania i rozumienia ze słuchu.

        • Gość: mb Re: nasza znajomość języków obcych IP: *.leszno.cvx.ppp.tpnet.pl 28.09.01, 00:08
          (c. d.)

          Max
          Data: 25-09-2001 22:12
          Wojtek, nie zalamuj sie tak szybko. Jesli naprawda chcesz nauczyc sie obcego
          jezyka to napewno ci sie to uda. Dwie, trzy godzinny dziennie to ogrom czasu.
          Badz tylko konsekwentny. Jezyk angielski jest bardzo prosty, gramatyka jezyka
          angielskiego to naprawde nic w porownaniu z jezykiem polskim albo lacina.
          The sky is the limit, try to go there.
          Max from Toronto

          Autor: Gość portalu: DM
          Data: 25-09-2001 22:37
          Why don’t we start discussing this topic in English? This would be the best
          answer to the redakcja’s question.

          Autor: Gość portalu: msz
          Data: 26-09-2001 07:25
          I think, we should.

          soso
          Data: 26-09-2001 08:57
          Tylko jeden watek - w Danii, gdzie kazda sprzataczka mowi po angielsku jest
          jeden znakomity zwyczaj, ktory po prostu wpycha angielski mlodym ludziom do
          glowy. Otoz w TV zadne filmy czy wiadowmoscie ze swiata w jezyku angielskim nie
          sa dubingowane czy puszczane z nalozonym tekstem spikera. Tlumaczenie leci pod
          spodem w postaci napisow. Tak wiec sluchmy w orginale Busha, filmiki w rodzaju
          Friends czy Ally. Nawet nie wiecie jak takie cos przy rownoleglej nauce w
          szkole podnosi poziom znajomosci jezyka. No ale moze w Polsce w TV wieksze
          chody maja lektorzy niz dobre pomysly?
          A propos - w Niemczech, gdzie kazdy Colombo jest niemilosiernie dubbingowany o
          wiele trudniej dogadac sie po angielsku niz w Skandynawii czy Holandii.

          Bardzo jestem przekonany do tego pomyslu.

          Adam
          Data: 26-09-2001 13:01
          Wszyscy, ktorzy tutaj sie wpowiedzieli, maja racje. Moge ze swej strony tylko to
          podsumowac
          zaczynajac od najwiekszych polskich slabosci.
          1. Nie ma w Polsce tradycji nauki jezykow obcych - przez wiele lat nie bylo
          potrzeby uczenia sie jezykow i nie mamy wyrobionego nawyku, zeby (jak np. na
          mycie zebow) poswiecac angielskiemu codziennie troche czasu. Uwazamy, ze
          wykupienie kursu zalatwi sprawe. Skutkuje to tym, ze ktos z formalnym
          wyksztalceniem (studia, FCE, CAE itd.) jest gleboko przekonany, ze mowi swietnie.
          No bo rzeczywiscie mowi znacznie lepiej od przecietnego Polaka... Na Zachodzie
          ludzie maja wyrobiony ten nawyk, wiec nikogo nie dziwi, ze sprzataczka czy
          kasjerka na poczcie w Szwecji mowi plynnie po angielsku, a TV puszcza filmy w
          oryginale.
          Dygresja: Jeden z moich znajomych pisal doktorat w Niemczech. Byl kiedys na
          kolacji ze swoimi
          niemieckimi szefami, ktorzy w pewnym momencie zaczeli dla zartu rozmowe po
          lacinie! I nie byla to
          lacina medyczna, czy koscielna - rozmawiali o pogodzie, o rodzinie, o nauce, o
          polityce... Moj kolega
          wylapywal tylko pojedyncze slowa i w glowie mu sie nie miescilo, ze komus moze
          sie chciec uczyc
          laciny! Dla niego plynny angielski byl celem, tamci juz ten cel osiagneli w
          szkole sredniej...
          2. Brak kadry nas nie usprawiedliwia. Owszem, obecnosc nauczycieli w szkolach
          jest wazne, aby
          ludzie nabrali tego nawyku samoksztalcenia jak najwczesniej (juz w podstawowce).
          Jak czlowiekowi
          nie zalezy, to przebimba kazda lekcje angielskiego, zarowno darmowa, jak i
          platna.
          3. Dla nauki kazdego jezyka konieczny i pozyteczny jest kontak z tzw. zywym
          jezykiem. Trzeba sluchac radia i ogladac TV w jezyku angielskim (nie ma z tym
          teraz klopotu) i jezdzic za granice, zeby posluchac i POROZMAWIAC z roznymi
          ludzmi (hydraulik, barman) i w roznych sytuacjach (w czasie deszczu, w tlumie, na
          peronie, w restauracji).
          4. Najlepiej jest mieszkac i uczyc sie za granica. Nie wszyscy jednak moga sobie
          na to pozwolic. Na szczescie nie jest warunek konieczny.

          Najwazniejszy jet pkt. 1: SAMOZAPARCIE i KONSEKWENCJA. Z nauki jezyka trzeba
          zrobic sobie hobby, to nie moze byc jednorazowe przeszkolenie BHP... ;-)
          Pozdrawiam,
          Adam

          soso
          Data: 27-09-2001 08:03
          Zgadzam sie z Adamem. Dla dodanie troche reality do sprawy:
          Uczylem sie angielskiego w szkole i na studiach - rezultat mierny choc zajelo
          to kilka ladnych lat i nie jestem z tych, co maja IQ na poziomie niektorych
          naszych politykow.
          Nastepnie uczylem sie w domu sam siedzac nad ksiazkami. Po mniej wiecej roku
          przyszly pierwsze sukcesy - zaczalem cos rozumiec z tego co sie dzieje dookola -
          slowo mowione i pisane.
          W miedzyczasie znalazlem sobie kilka pen-pal i korespondowalem po angielsku z
          mieszkancami roznych krajow. Bardzo fajnie rozwija jezykowo nawet jak ludzie
          robia bledy czy posluguja sie lokalnym angielskim. Teraz jest latwiej no bo
          internet!
          Nastepny etap to byla telewizja satelitarna, w tym programy informacyjne czy
          przyrodnicze po angielsku. To takze rozwija choc jednoczesnie nie zapominalem o
          podrecznikach.
          Obecnie nie mieszkam w Polsce i w pracy posluguje sie prawie wylacznie
          angielskim. Wciaz widze swoje braki ale tez i wiem, ze potrafie sie komunikowac
          swobodnie i przekazac 'co autor mial na mysli'.
          Wciaz ogladam telewizje po angielsku i czytam ksiazki bo nie mozna poprzestawac
          na dotychczasowym w nauce jezyka, ktora jest praca zmudna i nieskonczona do
          konca.

          Peter
          Data: 27-09-2001 08:08
          Moi kochani,
          Cale swoje zycie poswiecilem na nauke jezykow obcych. (Zwlaszcza angielskiego).
          Rozwiejmy kilka mitow.

          1. Szwedzi mowia dobrze po angielsku, bo skladnia, fonologia i fonetyka jezyka
          szwedzkiego jest bardzo zblizona do j. angielskiego. (Tylko Fryzyjski moze byc
          uznawany za jeszcze bardziej bliski j. angielskiemu). Poza tym Szwedzi sa tak
          samo beznadziejni w nauce innych jezykow obcych jak kazdy inny narod. Polakom
          tez jest latwiej uczyc sie j. rosyjskiego, niz powiedzmy dunskiego.

          2. Jezli ktos nie ma jakiegos konkretnego CELU w nauce j. obcego, niech da
          lepiej sobie spokoj i to raz na zawsze. Szkoda czasu i pieniedzy! Nie pomoze
          ekstra rozmowca, czy super kurs, ani nawet wyjazd do cioci do N. Jorku. Samo
          nie przyjdzie! Wystarczy posluchac Polonusow Z USA lub Australii zyjacych tam
          od wielu, wielu lat.

          I cos na koniec.
          Czy ktos mi moze wyjasnic co rozumie pod pojeciem, "ze opanowal j. angielski"?
          Ktory angielski? Na tej samej ulicy w Londynie mozecie uslyszec kilka wersji
          tego knabrnego jezyka. Austaralijczyk smieje sie z "dialektu" Irlandczyka, a
          Amerykanin z "dialektu Kiwi" (tj. mieszkanca N. Zelandii) itd. itd. A moze ten
          angielski, to RP (Received Pronunciation np. wersja szkolna), z ktorego
          wszyscy, ktorzy uzywaja angielskiego jako L1 (First Language) nabijaja sie do
          rozpuku. (To dlatego uczen z Polski ni w zab nie moze zrozumiec hydraulika
          np.z Brisbane czy Los Angeles).

          Autor: Gość portalu: wojtek
          Data: 27-09-2001 13:44
          Ależ to samo mozna spotkać w Polsce,wystarczy przejechać się na śląsk albo na
          mazury,kaszuby.Chociaż każdy od urodzenia mówi po polsku to czasami nie można
          zrozumieć swoich obywateli.
          Co do angielskiego to rzeczywiście są pewne regionalizacje ale nie popadajmy w
          paranoje.

          sharky
          Data: 27-09-2001 15:30
          Mieszkam w Anglii i musze przyznac, ze nie spotkalem tutaj jeszcze zadnego
          Polaka w moim wieku (27) ktory by dobrze mowil po angielsku. Polacy uchodza
          generalnie za bardzo opornych jesli chodzi o nauke jezykow. Wszyscy ze
          zdziwieniem patrza na mnie gdy mowie plynnie po angielsku i pytaja czy na pewno
          jestem z Polski.
          Wiele osob przyjezdza do Wielkiej Brytanii w celu nauki angielskiego ale z tego
          co widze nie na wiele sie to zdaje: po szkole najczesciej wracaja do polskiego
          getta i mowia caly czas po polsku. Mam kolezanke ktora byla w Londynie przez
          rok i poznala w tym czasie 1 (jednego) Anglika! Poza tym spotykala sie jedynie
          z Polakami i innymi cudzoziemcami mowiacymi jak i ona slaba angielszczyzna.
          Uwazam ze znajomosc angielskiego jest tragiczna wsrod Polakow i zajmie jeszcze
          wiele lat zanim spoleczenstwo bedzie w stanie sie porozumiewac w tym jezyku.
          Moj pomysl (jeden z wielu oczywiscie), ktory uparcie powtarzam przy kazdej
          okazji jest bardzo prosty: nalezy zaczac wyswietlac w TV filmy w oryginalnej
          wersji jezykowej. Bedac w Danii zauwazylem jakie d

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka