Dodaj do ulubionych

Na wesoło

15.10.06, 22:31
www.youtube.com/watch?v=f36i1dGFLRM&mode=related&search=
polski robotnik :)
Obserwuj wątek
    • sibeliuss Re: Na wesoło 15.10.06, 22:32
      O Dzizas :)
    • krasota Przygody dyrektora buraka - polecam. 16.10.06, 18:17
      Forum "Dilbertoza" - Forum "Gazety Wyborczej"
      autor: RIFUN


      Witam wszystkich, którzy zechcieli to przeczytać.
      Zanim zdecydowałem się na napisanie tego tekstu przeczytałem inne, które
      znajdują się na forum i dotyczą polskich Dilbertów. Zdałem sobie sprawę, że od
      wielu lat mam do czynienia z jego bardziej chamską i prymitywną formą. Nie
      oczekuję dyskusji, ale jedynie prezentuje historię firmy, w której pracuję i
      ludzi w niej zatrudnionych, podkreślam, że wszystko, co opisuję zdarzyło się
      naprawdę i w większości opisywanych zdarzeń występowałem w charakterze świadka
      lub słuchacza. Choć historie te wydają się nieprawdopodobne to niestety miały
      miejsce. Tekst ten traktuję trochę jako ujście dla mojej frustracji i
      bezsilności.

      Z wiadomych względów nie będę używał prawdziwych imion i nazw, zanim przejdę do
      historii z udziałem głównego bohatera, czyli Dyrektora Buraka podam opis
      (sytuacyjny) firmy abyście mogli spróbować zrozumieć pewne zachowania
      niektórych bohaterów.

      Firma powstała 10 lat temu jest polskim oddziałem niemieckiego
      przedsiębiorstwa, zatrudnia ok. 300 osób – w większości są to niewykształceni
      pracownicy fizyczni, blisko 90 % załogi to kobiety pochodzące z małych
      miejscowości i wiosek. Charakter produkcji wymaga od pracownika jedynie
      cierpliwości i po przeszkoleniu trwającym około tygodnia mamy gotowego
      pracownika, który może obsługiwać maszynę. W okolicy miejscowości, w której
      jest siedziba firmy panuje bezrobocie na poziomie 20-30 % i w dziale kadr
      przedsiębiorstwa co miesiąc składane jest około 30 podań o pracę.

      Początek kariery Dyrektora Buraka

      Dyrektor Burak pochodzi z małej pegeerowskiej miejscowości gdzieś w Polsce, w
      latach osiemdziesiątych doszedł do wniosku, że nasz kraj nie oferuje takim
      obiecującym młodym ludziom (wykształcenie średnie, podobno rozpoczął studia,
      ale ma problemy ze sprecyzowaniem nazwy uczelni i kierunku) jak on możliwości
      zrobienia kariery i postanowił wyemigrować do "NRF-u" (cytat). Trudno się z nim
      nie zgodzić, bo okres komuny to nie były raczej lata prosperity. Więc wyruszył
      wraz z całym majątkiem (żona i dziecko) do niemieckojęzycznego eldorado. Po
      dotarciu na miejsce przeszedł standardową procedurę - obóz uchodźców,
      zrzeczenie się obywatelstwa, wniosek o przyznanie obywatelstwa niemieckiego,
      wreszcie samo obywatelstwo. Lata te niestety osnute są mgłą tajemnicy, ponieważ
      sam bohater niechętnie wspomina, że jego Vaterland wymagał od swojego syna
      takich poświęceń (jak obóz przesiedleńców) i nie do końca dawał wiarę jego
      zapewnieniom o czysto niemieckich korzeniach. Wreszcie jednak nastąpił
      upragniony dzień i Dyrektor Burak otrzymał swój pierwszy i prawdziwie niemiecki
      Ausweis (czy jak oni nazywają Dowód Osobisty) z jego świeżo zdeformowanym
      (zniemczonym) imieniem i nazwiskiem. Obecnie Dyrektor Burak i jego rodzina ma
      ogromny problem, ponieważ okazało się że jego tłumaczenia na pytanie - dlaczego
      zmienił imię i nazwisko to kłamstwo. Zawsze twierdził, że Niemcy go do tego
      zmusili, teraz rząd federalny postanowił że wszystkie imiona i nazwiska
      krzyżaków mają być pisane w oryginale, przy okazji okazało się że wszyscy o
      zmienionych nazwiskach specjalnie sobie tego życzyli.

      cytowane za: Forum "Dilbertoza" - Forum "Gazety Wyborczej"
      autor: RIFUN
      • qrodek1 Re: Przygody dyrektora buraka - polecam. 16.10.06, 23:20
        znam to niezłe, ale warto przypomnieć - dawaj kolejne "odcinki"
      • krasota Re: Przygody dyrektora buraka 2 17.10.06, 12:34
        Część 2

        Pierwsza praca Dyrektora Buraka.
        Pierwszym etatem, jaki otrzymał (zdobył) nasz bohater na łonie kapitalizmu była
        posada kelnera. Co do miejsca pracy pojawiają się pewne wątpliwości w jednej
        opowieści jest to „najlepsza i bardzo ekskluzywna” francuska restauracja
        (najlepsza w mieście zamieszkania Dyr. Buraka) innym razem jest to klub nocny –
        równie „ekskluzywny i elegancki”. Gośćmi jednego i drugiego bywali możni świata
        biznesu Niemiec i nie tylko (w jednej z opowieści pojawił się nawet arabski
        szejk). Ekskluzywność, a przynajmniej profesjonalizm lokali należy poddać w
        wątpliwość, – ponieważ w owym okresie Dyr. Burak jeszcze nie posługiwał się
        swoim ojczystym językiem (niemieckim), ani żadnym innym europejskim (do
        dzisiaj). Jeżeli nawet pracował w owych miejscach (miejscu?) to raczej w
        charakterze pomywacza a nie kelnera. Niemniej jednak trzeba przyznać naszemu
        Dilbertowi, że po otrzymaniu upragnionego prawa do zasiłku socjalnego nie
        spoczął na laurach i nie zaczął korzystać z uciech kapitalizmu a zaczął szybko
        wspinać się po szczeblach drabiny społecznej. W tedy też po raz pierwszy
        zauważył u siebie nieprzeciętne zdolności do robienia złotych „interesów”.
        Zauważył że loże w lokalu nocnym (tym „ekskluzywnym”) są tak skonstruowane że
        pomiędzy oparciem i siedziskiem jest szpara w którą wpadają kluczyki, bilon i
        drobiazgi które siedzący tam goście noszą w kieszeniach. Zaproponował więc
        właścicielowi że będzie zostawał po godzinach i pomagał sprzątającym
        doprowadzić do porządku salę – właściciel oczywiście się zgodził i jeszcze
        wyraził zachwyt jaki to pracowity naród ci Polacy. Nie wiedział, że Dyr. Burak
        to żaden Polak tylko krzyżak z dziada pradziada. Nasz bohater nie
        przepracowywał się specjalnie ze sprzątaniem za to bardzo starannie przeglądał
        szpary w lożach. Po jakimś czasie nasz strateg wpadł na genialny pomysł jak
        zwielokrotnić zyski bez wkładu własnego. Pomysł był genialny w swojej prostocie
        po prostu wydawał klientom resztę w możliwie największej ilości bilonu
        tłumacząc, że w kasie niestety niema banknotów o niskich nominałach. Na uwagi
        (opowiadał tę historię publicznie) swoich podwładnych, że takie działania można
        nazwać (łagodnie) „uczciwymi inaczej” stwierdzał, że to żaden problem jak są
        frajerzy, którzy aż się proszą o to żeby na nich „zarobić” (cyt.).
        • krasota Re: Przygody dyrektora buraka 3 18.10.06, 22:04
          Część 3
          Druga praca Dyrektora Buraka

          Podtytułem powinno być przysłowie: Głupi ma szczęście. Otóż Dyr. Burak
          postanowił rozwijać dalej swoją karierę, w tym celu podjął pracę w koncernie
          działającym w sektorze przemysłu ciężkiego. Niestety nie było to jeszcze
          stanowisko wyższego szczebla kierowniczego, nie było to niestety również
          stanowisko średniego szczebla kierowniczego, a co gorsza w ogóle nie było to
          stanowisko kierownicze. Prawdę mówiąc był w tym koncernie zwykłym robotnikiem (w
          pierwszym okresie nawet niewykwalifikowanym, co oznaczało, że nie mógł
          obsługiwać żadnych maszyn - poza miotłą i impulsownikiem kinetycznym potocznie
          zwanym młotkiem). Pierwsze zdarzenie nawiązujące do w/w przysłowia miało miejsce
          już na samym początku, w ustach Dyrektora Buraka brzmi mniej więcej tak: "Wiesz
          jak ja tam zacząłem robić to jeszcze ciągle zapier.......łem w tym burdelu
          (ekskluzywny lokal z Części 1) i pracowało się całe noce, to jak rano szłem
          (celowo nie poprawiam) do fabryki to byłem strasznie zje...ny. Ale trzeba było
          tylko wytrzymać do 10 i wtedy była przerwa a po przerwie, tak żeby mnie nikt nie
          widział szedłem (będę zawsze poprawiał - płynniej się pisze) do magazynu
          opakowań, chowałem się pod kartony i spałem. I tak przez kilka miesięcy aż tu
          kur...a, kiedyś jakiś ch..j z kierownictwa łaził po firmie i zauważył że coś
          wystaje spod kartonów. Zawołał kierownika zmiany i zrobił alarm, że kogoś
          przygniotły kartony, niezły głupek, jak mnie spod tych kartonów wyciągnęli to
          nie wiedziałem, o co chodzi - kupa ludzi i wszyscy krzyczą i pytają się jak się
          czuję, to się zorientowałem, że oni wszyscy naprawdę myślą, że mnie przygniotło.
          A wiesz, co było dalej - ci debile dali mi wolne do końca tygodnia i jeszcze
          ekstra szmal, żebym nic nie mówił, bo te kartony nie były zabezpieczone.
          Najlepsze jest to, że nikt się nie zastanowił jak mogły mnie przygnieść puste
          tekturowe pudełka".
          Minęło kolejnych kilka miesięcy (lat?) i Dyr. Burak awansował - został
          robotnikiem wykwalifikowanym i zaczął obsługiwać maszynę do spółki, na jednej
          zmianie z innym obywatelem Niemiec rodem z Turcji. Maszyna była podobno bardzo
          długa i duża i coś tam toczyła, a sterował nią "komputer" (prawdopodobnie chodzi
          o jakieś przełączniki elektromechaniczne, jak to w tokarkach), który obsługiwał
          nasz Dilbert-Dyzma wraz z kolegom. Szybko nasz innowator zauważył, że do obsługi
          tej skomplikowanej maszynerii wystarczy jeden człowiek, z czym całkowicie
          zgadzał się Helmut z Istambułu, więc podzielili swoją zmianę na jeszcze krótsze
          dyżury i kiedy jeden pracował (obsługiwał komputer), drugi mógł odespać noc
          (Turek też był na dorobku i pracował w restauracji). Tak obu stachanowcom
          upływały dni, miesiące (lata?), aż tu któregoś dnia Dyr. Burak leżąc spokojnie
          pod maszyną (jakimś blokiem głównym) zauważył wyciek oleju. Wykombinował więc
          sobie, że jak to zgłosi do kierownictwa to na pewno trzeba będzie to naprawić,
          jak przyślą kogoś, kto to będzie naprawiał to maszyna będzie nieczynna, czyli on
          nie będzie miał co obsługiwać, a więc zupełnie legalnie będzie mógł robić to, co
          robi, czyli odpoczywać po przepracowanych nocach. Jak wymyślił tak też zrobił. I
          co się okazuje, przyszedł Dyrektor Techniczny popatrzył i kazał natychmiast
          zatrzymać sprzęt, wyciek był na tyle groźny, że groził poważnym uszkodzeniem
          całej tokarki wartej (podobno) miliony marek. Nasz, Dyr. Burak został pochwalony
          (mało istotne) i (co ważniejsze) nagrodzony - finansowo. Otrzymał premię w
          wysokości 5.000 DM, co stanowiło jego blisko dwumiesięczne wynagrodzenie.
          Dyr. Burak po dziś dzień z łezką w oku wspomina prace w owym koncernie i ciągle
          podkreśla, że to dopiero była FIRMA, nie przemawiają do niego argumenty, że w/w
          firma zbankrutowała na początku lat dziewięćdziesiątych. Podejrzewam również, że
          wtedy Dyr. Burak po raz pierwszy spotkał się z Dilbertowskim zarządzaniem i
          sporo sobie przyswoił.
    • cineo filmik 07.11.06, 19:43
      www.streemo.pl/Portal/VideoWatch.aspx?MediaId=1205 sport po arabsku

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka