Gość: PsowaPani
IP: *.uz.zgora.pl
20.05.04, 14:42
Mój pies bardzo lubi wodę. Jest strasznie duży, a jak biega po plaży, to
chlapie z sierści "po wsiem", wbiega na kocyki, tratuje i błoci ręczniki,
podbiega do dzieci, które często się boją, bierze w zęby różne leżące na
plaży przedmioty i zabawki, no i w ogóle, nie da się z nim iść na plażę,
gdzie są obcy ludzie. Ponieważ latem bardzo cierpi od gorąca i MUSI się
pomoczyć, bierzemy go tylko na dzikie plaże. Idziemy wzdłuż brzegu i wszędzie
ktoś już jest, więc idziemy jeszcze dalej, aż w końcu znajdujemy jakieś mało
atrakcyjne dla ludzi miejsce i tam się rozkładamy i puszczamy psa. Mija jakiś
czas i nadchodzi rodzinka. WIDZĄ, że tu jest biegający luzem wielki, mokry
pies, ale nie, nie idą dalej, tylko się też rozkładają, po czym zaczynają
robić pretensje: niech państwo pilnują psa, bo chlapie - biega - błoci -
zabiera - przewraca dziecko - liże po twarzy - brudzi kocyk - psuje babki z
piasku - no i w ogóle, taki wielki pies ma być w kagańcu i na smyczy. Nie po
to tłukliśmy się kilometrami w odludne miejsce, żeby psa na plaży trzymać w
kagańcu i uwiązanego do drzewa. No ale, co właściwie robić w takich wypadkach
(poza położeniem uszu po sobie, pozbieraniem manatków i wyruszeniem w dalszą
drogę w poszukiwaniu jakiegoś jeszcze nie zajętego skrawka dostępu do wody)?
Zaznaczam przy tym, że pies nie jest w najmniejszym stopniu agresywny, tylko
wręcz nachalnie przyjazny dla wszystkich...