Dodaj do ulubionych

Ciekawy artykuł!

21.03.05, 20:22
charlesdanten.org/content/view/62/66/
Tłumaczenie:
„DZIECI” JEDNORAZOWEGO UŻYTKU
Autor: Charles Danten
18.03.2005 r.
Średnio 70% ludzi pozbywa się zwierzęcia w dwa lata po jego otrzymaniu,
zjawisko to odbija się na średniej wieku zwierząt towarzyszących. I tak,
według licznych badań amerykańskich, 50% psów i 70% kotów ma poniżej trzech
lat (wiek, który odpowiada 26 latom u ludzi). Jedynie 5% populacji kotów i
psów udaje się dożyć 12 lat (czyli 65 lat, według kalendarza ludzkiego).
Cyfry te są dość zaskakujące pamiętając, że potencjalna długość życia psa,
bez względu na rasę, genetycznie jest określona na dwadzieścia pięć lat,
natomiast kota – na 25 do 30 lat. Innymi słowy, nawet jeśli twierdzimy, że
kochamy je tak, jak nasze dzieci, niewiele z nich posiada takie same
przywileje, jak te ostatnie. Są to dzieci, na których możemy wykonać więcej
praw, niż obowiązków. Jeśli zachorują lub staną się zbyt kłopotliwe, jeśli
utracą swe nieodparte i wzruszające cechy młodociane, jeśli zatrze się
wrażenie nowości, krótko mówiąc, jeśli z tego lub z innego powodu nie dają
już szczęścia swym Państwu, społeczeństwo wyrzuca swe dzieci oraz niszczy je
tak, jak obojętnie jakie dobro konsumpcyjne.
Roger Caras, przewodniczący Towarzystwa humanitarnego Stanów Zjednoczonych
mówi z tej okazji:
„Krwiożerczość stała się akceptowanym i tolerowanym sposobem na życie.
Dlaczego działamy w ten sposób? W Nowym Jorku ponad 100 000 zwierząt rocznie
jest oddawanych SPCA [www.spca.com/index_a.asp]. Nasza kultura jest
kulturą konsumowania i wyrzucania po użyciu. Wyrzucamy nasze kobiety i
wyrzucamy nasze dzieci. Nie kupujemy żyletek, tylko torebki plastykowych
golarek, których używamy jednokrotnie i po użyciu wyrzucamy. Kupujemy
szczotki do zębów wyrzucane po zużyciu, wszystko jest wyrzucane po użyciu,
także zwierzęta. Powinniśmy się dowiedzieć dlaczego staliśmy się cywilizacją
konsumpcyjną, która wyrzuca przyjęte do siebie zwierzęta tak, jakby to były
zwykłe, plastykowe torebki.”
Schroniska
Początkowo, misją schronisk była kontrola rozprzestrzeniania się wścieklizny
poprzez jej wykorzenienie. W krajach ubogich wciąż jest to ich główną misją
jednak na Zachodzie, począwszy od lat pięćdziesiątych główną rolą tych
zakładów jest kontrola nadpopulacji oraz ponowne umieszczenie w
społeczeństwie ludzkim niewielkiej mniejszości zwierząt porzuconych przez
swych właścicieli lub znalezionych na ulicach. W tej epoce, nadmierną
populację zwierząt towarzyszących słusznie łączono z brakiem kontroli urodzeń
i, by temu zaradzić, wprowadzano programy sterylizacji oraz edukacji aż do
momentu, gdy w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych zauważono że
główny problem nie był jedynie efektem nadwyżki produkcyjnej na poziomie
właścicieli zwierząt, lecz szczególnie nadprodukcji przez hodowców oraz
nadmiernej konsumpcji, będącej wynikiem bardzo agresywnej promocji.
Sterylizacja zwierząt, choć wciąż użyteczna i niezbędna, ma więc mylne
oddziaływanie na kontrolę nadpopulacji. Według amerykańskich doktorów
weterynarii: G. J. Patronek oraz A. N. Rowan interwencja ta, zabarwiona
humanizmem, stała się raczej środkiem paliatywnym, który podstępnie
przyczynia się do konsumpcji. Sterylizacja jest leczeniem gorączki, nie
choroby. Co ciekawe, fakt ten ignorują nie tylko towarzystwa humanitarne,
lecz także weterynarze, którzy badają te problemy z pomocą firm
farmaceutycznych oraz innych. Okaleczenie to jest częścią społecznego
mechanizmu, którego funkcją działania jest wspomaganie konsumpcji, przynosząc
ulgę oraz łagodząc poczucie winy, które mogłyby temu towarzyszyć. Wypełniając
swój obowiązek - sterylizując zwierzę, adoptując zwierzę ze schroniska,
konsument ma mylne wrażenie, że ma swój udział w zmniejszaniu cierpień
zwierząt. Następnie, ze spokojnym sumieniem może dać upust swym
przyjemnościom. Sterylizacja – to tak, jak chodzić w każdą niedzielę do
kościoła, by lepiej grzeszyć przez resztę tygodnia. Schroniska i towarzystwa
humanitarne - takie jak SPCA, działalność obrońców praw zwierząt, jak na
przykład Brigitte Bardot mają taką samą, nieświadomą funkcję społeczną:
uśmierzyć wyrzuty sumienia społeczeństwa, by pozwolić mu lepiej dać upust
jego pasji dla zwierząt. Dzięki ich działalności publika ma fałszywe
poczucie, że ktoś się tym zajmuje i że wszystko idzie jak najlepiej na tym
najlepszym ze światów. Daleko od oczu, daleko od serca, konsument nie ma już
nic, co zahamowałoby jego pasję. Otóż, żadna z tych grup nie zwraca się w
stronę prawdziwych wyzwań, pro forma jedynie ograniczając się do ulepszeń na
peryferiach. Tymczasem, sytuacja staje się tylko poważniejsza. Obrona
zwierząt i sterylizacja, karty praw oraz dobrych intencji, powołanie
weterynarza są w tym sensie formą sentymentalizmu, inaczej mówiąc - sposobem
na kontynuację kochania zwierząt nie płacąc ceny: nieposiadania go. Ponadto,
jak wyjaśnia Joe Swabe, holenderska socjolog, która interesuje się relacjami
człowiek - zwierzę towarzyszące, trzeba także powiedzieć, że okaleczenie to
służy również potrzebom Pana, którego źle nastraja nadmiernie wyrażona
seksualność. Zabieg ten ułatwia kontrolę nad dziećmi eliminując ich naturalne
zachowania, które przeszkadzają. Zapach moczu, agresywność niekastrowanych
zwierząt, ich wrodzona potrzeba eksploracji terytorium - nie pasują do życia
w społeczeństwie. Masturbacja zwierząt, które się nudzą oraz tych, które chcą
spółkować ze swym panem, krwawienie suki w okresie cieczki, ciągłe „śpiewy”
kotki w czasie rui przeszkadzają Panu, który, z błogosławieństwem oraz pomocą
weterynarza, wybiera przekształcenie swego dziecka w „formę” bardziej do
zaakceptowania.
Choroba eutanazji
Większość porzuconych zwierząt powierza się schroniskom, gdzie prędzej czy
też później zostaną one uśmiercone. Często są to dorastające psy w wieku
około półtora roku, popędliwe i kipiące energią, źle ułożone, nieposłuszne i
wymagające, które nie przypominają już dawnego „niemowlęcia”, kupionego na
skutek kaprysu w sklepie na rogu, u sąsiada lub adoptowanego przy okazji
wizyty w SPCA. Wszystkie te, które nie zostały adoptowane lub użyte do badań
naukowych, są niszczone. W społeczeństwach biednych, takich jak Rosja, Nepal,
Indie, Afryka i Meksyk, tępienie zwierząt włóczących się lub porzuconych
przez swych właścicieli odbywa się metodami podobnymi do tych, które były
stosowane na Zachodzie na początku wieku. Na przykład, w Nowym Jorku
wypłacano premię 50 centów za każde schwytane włóczące się zwierzę. Psy i
koty wrzucano żywe do ogromnych skrzyń, które potem topiono w wodach East
River. W miastach i na wsi organizowano prawdziwe polowania. Mobilizowano
szeryfa i jego ludzi, by ścigać i zabijać pariasów na czterech łapach.
Uśmiercanie kulą, zastrzykiem strychniny, przez utopienie, uduszenie w
zamkniętym worku itd. są metodami często stosowanymi przez narody
biedniejsze. Nawet na Zachodzie, nawet jeżeli te środki nie są zalecane,
śmierć często jest nakładana przez uduszenie tlenkiem węgla (gaz wydechowy
samochodu), zastrzykiem strychniny lub w komorze dekompresyjnej. Zwierzęta,
którym wstrzykuje się strychninę umierają w gwałtownych konwulsjach, dusząc
się, w okresie, który czasem może sięgać pięciu godzin. Zastrzyk pentotalu –
czyli barbituranu zabija bez kłopotów i bez bólu. Niestety, ponieważ zastrzyk
można zrobić tylko jednemu zwierzęciu na raz, nie zawsze jest możliwe
zastosowanie tej metody z powodu dużej liczby zwierząt do zabicia.
Słowo „eutanazja”, które sugeruje śmierć łagodną i które definiuje się jako
akt spowodowania śmierci nieuleczalnie chorego, by skrócić jego agonię lub
oszczędzić mu skrajnych cierpień,
Obserwuj wątek
    • albert.flasz Re: Ciąg dalszy 21.03.05, 20:23
      Słowo „eutanazja”, które sugeruje śmierć łagodną i które definiuje się jako akt
      spowodowania śmierci nieuleczalnie chorego, by skrócić jego agonię lub
      oszczędzić mu skrajnych cierpień, służy w przypadku zwierząt maskowaniu
      prawdziwej siły napędowej tego aktu. Rzeczywiście: słowo, które daje złudzenie
      wielkiego humanizmu, jest nieczystym eufemizmem dla scharakteryzowania końca
      fenomenalnej liczby dzieci zabieranych do schronisk, by tam brutalnie zakończyć
      ich dni. Nawet śmierć łagodna, przez zastrzyk pentotalu jest eufemizmem, który
      służy łagodzeniu aktu wielkiego barbarzyństwa i to słowo nie jest za mocne.
      Schroniska, przytułki oraz towarzystwa ochrony są rynkami używanych psów ,
      miejscami eksterminacji, rzeźniami, ostatecznym rozwiązaniem społeczeństwa,
      bardzo krwiożerczego przez swą hipokryzję oraz wyrafinowanie. Przytłoczone
      popytem, te obozy śmierci nie mogą już wykonywać swej podstawowej misji, oprócz
      rzadkich wyjątków i tylko w najbogatszych krajach. Ludzie, porzucają incognito
      swe dzieci w tych publicznych śmietniskach, błędnie myśląc że znajdą one tam
      schronienie, spokojną przystań w oczekiwaniu na adopcję. Odchodzą ze spokojnym
      sumieniem (oraz gotowi na recydywę) , uwolnieni od wszelkiej odpowiedzialności,
      przerzucając całą wagę emocji tego porzucenia na personel schroniska lub
      przytułku. Bardzo trudno jest precyzyjnie ocenić natężenie tej „choroby
      eutanazji”, ponieważ jest bardzo mało badań oraz jeszcze mniej wiarygodnych
      statystyk. W Ameryce północnej, od 11 do 20 milionów psów i kotów lub, według
      innych, od 10% do 25% całkowitej populacji psów oraz kotów, czyli od 11 do 27
      milionów zwierząt rocznie jest uśmiercanych. To właśnie w Quebeku znajduje się
      najwyższe w całej Ameryce północnej odsetki eksterminacji. Według liczb
      podanych przez p. Pierre Barnoti, dyrektora montrealskiego SPCA, od 350 000 do
      500 000 psów i kotów rocznie, co stanowi obrót 27 % rocznie. Do tych cyfr,
      należy dodać dane dotyczące innych, mniej bliskich gatunków, takich jak ptaki,
      króliki, gryzonie, gady, fretki, naczelne oraz wszystkie inne, które obecnie
      stanowią ponad połowę ogólnej liczby zwierząt towarzyszących. Statystyczna
      nicość, która ze swej natury jest dość znacząca otacza los tych zwierząt, w tym
      także los koni utrzymywanych dla przyjemności. Cyfry te nie obejmują zwierząt
      uśmiercanych w klinikach weterynaryjnych.
      Eliminacja martwych dzieci
      Logistyka związana z zagospodarowaniem wszystkich tych martwych zwierząt – w
      Ameryce północnej od 100 000 do 200 000 ton metrycznych, czyli 4 do 8 pełnych
      Titaniców, dość by pokryć całą wyspę Montreal – przybrała proporcje
      przechodzące wszelką miarę. W pewnej liczbie są spalane, inne są zakopywane w
      gnojownikach lub wreszcie, sprzedawane utylizatorom, którzy przetwarzają je na
      mączki mięsne, kostne, z krwi, odsprzedawane następnie producentom karm dla
      zwierząt. Niedawne studium, które podkreśla przeszkody nie do przebycia,
      związane z zagospodarowaniem tych zawadzających trupów sugeruje inne, zastępcze
      ostateczne rozwiązanie, kompostowanie:
      „Doświadczenie zdobyte na drobiu i świniach wykazuje, że kompostowanie
      [zwierząt towarzyszących] jest praktycznym i pewnym środkiem, który przyspiesza
      tempo rozkładu tusz oraz który dostarcza produktu, który może być utylizowany
      na ziemiach uprawnych. Jeżeli tusze nie są cięte na małe kawałki, czas rozkładu
      musi być dłuższy.”
      Przemysł zwierząt towarzyszących posiada swych własnych karawaniarzy, swoje
      cmentarze oraz służby krematoryjne jednak, z reguły te opcje, jako za drogie są
      dalekie od preferowanych przez publikę. Wielu weterynarzy oferuje swym klientom
      usługę palenia zwłok, praktyka ta podnosi dość ewidentne problemy etyczne. Może
      bowiem być źle widziane leczenie z jednej strony, po czym z drugiej -
      korzystanie z zagospodarowania ciała. Inna opcja polega na wypchaniu swego
      zwierzęcia; naturalizacja jest coraz bardziej popularna, szczególnie w Europie
      wśród tych, którzy życzą sobie zachować namacalną pamiątkę po swym dziecku.
      Wreszcie, niektórzy sugerują upłynnianie porzuconych psów i kotów na rynkach
      mięsnych w Korei i Chinach. Rynek ten oferuje interesujące możliwości finansowe
      a ta opcja jest studiowana z dużą powagą.
      • mjot1 To takie trudne... 22.03.05, 17:53
        Taka już widać nasza natura...?
        Potrafimy gapić się na żyrafę godzinami by w efekcie stwierdziwszy, że „takie
        zwierze nie istnieje” ze stoickim spokojem i z mozołem nadal „reperować” świat
        wg swego wyobrażenia.
        Tak. Najtrudniej jest dostrzec oczywistość.

        Najniższe ukłony!
        "Grochem o ścianę" bezsensownie ciskając M.J.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka