czesc Shachar!
pisze teraz / tzn nie wiem czy ona jeszcze ze mna pisze

/, ktora utyskuje strasznie na ataki natretnych i wszechobecnych reklam w nowym jorku. gdzie nie pojdzie, czy nie pojedzie, czego nie wlaczy, one sa wszedzie. migajacy directfresh, reklamy w taksowkach, metrze, autobusach w windzie w pracy przez 11 pieter. w tv, w komputerze, w vcr. na miejskich rowerach, na maratonie. film z serii bonda zamienily w jeden wielki spot sony ericsona. moja raczej /nie/delikatna sugestia, ze bond to raczej zwyczajna papka i naturalne srodowisko zycia reklam, chyba nie zdobyla mi jej sympatii. hmm
chcialam sie zatem dowiedziec, czy uwazasz, ze reklamy wykanczaja psychicznie nowojorczykow i ze powinno sie cos z tym zrobic, i jesli tak, to co i jak?
dzieki za opinie