a_iii_ty
22.01.22, 17:33
taki sen mialem. jestem w jakims miejscu w poblizu granicy z Kanada. Cos w rodzaju obozu, nie pamietam jednak jakiego charakteru oboz. do glowy wpada mi mysl, ze albo teraz sie zdecyduje na ucieczka, albo juz nigdy. zaczynam biec ku granicy, jest plot druciany, jakies 2 metry wysoki, trawersuje go. jestem w innym kraju, w Kanadzie. nikt tu granicy nie patroluje, zadnej strazy, albo mam bardzo male pojecie o tym. dla pewnosci zaczynam biec przed siebie. czuje sie wolnym, bezpiecznym, ze mnie nikt nie zastrzeli. po jakims kilometrze pojawiaja sie pierwsze zabudowania. wpadam do pierwszego budunku. nie pytanym o nic, oswiadczam jakiemus gosciowi, ze ucieklem z USA. zaprosil mnie do odrebnego pomieszczenia, jakies mlode kobiety, usmiechniete, pojawily sie jak spod ziemi. zadnych pytan poza tym czy jestem glodny. zaczeli krecic sie wokol mnie jakby to bylo ich codziennoscia.
dostalem jedzenie, jakies mapy i dokumenty. czulem, ze jestem pod opieka. po chwili dostarczyli mi ksiazeczke czekowa i powiedzieli mi, ze urzad emigracyjny decyduje teraz na jaka kwote bede mogl uzywac czekow.
Co mnie uderzylo najbardziej, ze zadnego wywiadu ze mna nie przeprowadzono, co byloby nie do pomyslenia w USA, gdzie pewnie przez pare godzin bylbym walkowany.
Jaki sens mial ten sen ? Byl napewno odbiciem strachu i niepewnosci jutra w USA.