hugo_w2
09.09.09, 18:52
Nie tylko podejrzliwość wzmaga opór przeciwko gigantycznemu
projektowi kompanii Google'a obliczonemu na digitalizację wszystkich
książek.
"Wszystkich" to może przesada, ale Google zamierza zeskanować
zawartość bibliotek amerykańskich i europejskich, by następnie
udostępnić je w internecie. Czyli za darmo albo prawie za darmo. Nie
ruszając się z domu, każdy będzie miał dostęp do najrzadszych
publikacji, do trudno dostępnych wydań przechowywanych gdzieś w
odległych zbiorach.
Nikt jakoś nie może uwierzyć, że to ogromne przedsięwzięcie
wymagające wielkich nakładów pieniędzy i pracy Google podejmie
wyłącznie dla dobra publicznego. Musi mieć w tym jakiś interes, a
przecież wiadomo, że współcześnie książki to marny biznes. Snuje się
więc rozmaite podejrzenia, łącznie z dopatrywaniem się w tym
projekcie złowieszczego planu zawładnięcia zachodnią cywilizacją
literacką, by następnie za dostęp do niej dyktować swoje warunki.
Generalne i sensowne zastrzeżenia są więc dwa: przedsiębiorstwo
prywatne, którego działalność obliczona jest na maksymalizację
zysku, nie powinno się zajmować działaniem, które z istoty winny
leżeć w kompetencji instytucji publicznych. Z góry uniknie się
wszelkich przyszłych (i możliwych) nadużyć dziedzictwa kulturowego z
uwagi na jakiś interes kompanii prywatnej.
Drugie zastrzeżenie dotyczy praw autorskich. Dostęp w internecie do
dzieł, które są objęte prawami autorskimi, pozbawi wydawnictwa (i
osoby prywatne) czerpania zysków. Praktyka "Google Books", jeśli
zostałaby zrealizowana, oznaczałaby ruinę domów wydawniczych,
istotnych w cywilizacji zachodniej ośrodków dla krążenia idei w
społeczeństwie.
Ten drugi problem został już nieco rozwiązany w taki sposób, iż
Google zgodził się na digitalizację książek dawniejszych,
przynajmniej ponadstuletnich. Ale to ustępstwo niewiele znaczy w
walce o kwestię praw autorskich i tutaj trzeba absolutnie stanąć po
stronie Google'a, który dąży do maksymalnego skrócenia tego okresu,
wydawnictwa zaś przeciągnęły już standardowy okres ochronny na ponad
sto lat. Internet jest tu znakomitym orężem, aby wymóc skrócenie
czasu ochrony tzw. własności intelektualnej ponownie (jak w
niedalekiej przeszłości) do okresu życia autora i może nieco dłużej.
Zazdrośnie strzeżone i rozciągane prawa autorskie utrudniają obieg
idei, hamują rozwój myśli, co zwłaszcza ma negatywny wpływ na
emancypację biedniejszych ludzi i krajów. Internet może pomóc w tym,
a także mieć istotny wpływ na demokratyzację zacofanych
społeczeństw, liberalizację rządów i ogólnie na poprawę jakości
życia już nie milionów, a miliardów ludzi. "Google Books" stwarza
szansę na "otwarcie" bibliotek dla wszystkich przy założeniu, że w
powstającym świecie jeszcze będą ludzie zainteresowani czytaniem i
penetracją zbiorów.
Quelle PDN-NY(CK)"