palnick
18.07.10, 02:43
Proszę zastanowić się, czy po opisanym niżej wypadku:
„Na wodach u zachodniego wybrzeża Korei Północnej zatonął
południowokoreański okręt. Załoga liczyła 104 marynarzy -
poinformowała agencja Yonhap. Korea Południowa podejrzewa atak
torpedowy Północy.
Na pokładzie jednostki o wyporności półtora tysiąca ton znajdowało
się ponad stu marynarzy. Odnaleziono połowę załogi.
Nie podano, co było przyczyną zatonięcia, jednak agencja Yonhap
podaje, że okręt mógł zatonąć w starciu z jednostką Korei Północnej.
Według agencji, z okrętu oddano strzały z pokładowych dział w
kierunku znajdującej się w pobliżu niezidentyfikowanej jednostki.
Dowództwo marynarki wojennej przyznało na razie, że przyczyną
zatonięcia była eksplozja na rufie okrętu, ale odmawia dalszych
informacji.
Władze nie potwierdzają tych doniesień. Rząd w Seulu zebrał się na
nadzwyczajnym posiedzeniu - poważnie bierze się pod uwagę możliwość,
że okręt został trafiony torpedą.”
Jest prawdopodobne, żeby rząd Korei Południowej pozostawił
śledztwo w tej sprawie rządowi KRLD i oczekiwał w pokorze na to, co
Północna Korea uprzejmie przekaże mu, jako wyniki śledztwa?