Gość: V.C.
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
24.03.04, 16:18
Gdy w 1989 roku publikował pan "Koniec historii", pracował pan w
Departamencie Stanu jako wicedyrektor wydziału planowania polityki
zagranicznej. Miał pan wpływ na nowy porządek świata ustalony przez Busha
seniora po upadku Układu Warszawskiego. Nie jest pan dziś sfrustrowany
polityką zagraniczną jego syna?
- Myślę, że jest fatalna. To demokratyczny leninizm. Błąd Busha polega na
tym, że nadmiernie polega na sile wojskowej jako narzędziu osiągania
demokracji. Jego administracja przeszacowała zagrożenie ze strony Iraku i
popełniła błędy w powojennej odbudowie. Podstawowe założenie, że Bliski
Wschód potrzebuje demokracji, a demokratyczny Irak byłby dobrym wzorcem, jest
słuszne. Bush nie był jednak przygotowany, by do tego doprowadzić. Co więcej,
zrobił to w sposób tak obraźliwy dla tradycyjnych sojuszników Ameryki, że
uczynił antyamerykanizm jednym z kluczowych zagadnień globalnej polityki -
ważniejszym od terroryzmu czy demokracji. Bush niepotrzebnie zmarnował spory
kapitał dobrej woli.
Czy tę interwencję dało się dobrze przeprowadzić, czy była od początku
skazana na niepowodzenie?
- Gdyby się tak nie śpieszyli, mogli zbudować o wiele większą koalicję,
wzmocnić reżim inspekcji ONZ. Myślę, że niepotrzebnie wyobcowali sojuszników.
We wrześniu 2002 roku Bush ogłosił amerykańską strategię preempcji, która
daje prawo interwencji w razie zagrożenia terroryzmem lub bronią masowego
rażenia. To było do przyjęcia. Myślę jednak, że doktrynę tę ogłoszono tylko
po to, by zastosować ją przeciw Irakowi. Administracja Busha nigdy nie
zamierzała uderzać na Iran czy Koreę Północną. To była ogólna strategia,
która miała usprawiedliwić tylko jeden konkretny przypadek. Błąd polegał na
tym, że Bush nigdy nie poświęcił czasu na przekonanie świata, że USA nie
planują serii interwencji. Myślę, że takimi posunięciami zirytował kraje,
które mogły być pomocne.
Zna pan dobrze Paula Wolfowitza, Condoleezzę Rice, pewnie także Richarda
PerleŐa. To oni planowali interwencję w Iraku. Nie ma pan wrażenia, że celem
ich polityki jest osiągnięcie pańskiej wizji świata z wszechrządami
demokracji liberalnej?
- W ubiegłym roku ktoś napisał, że moja teoria o podskórnych siłach
pchających ludzi ku demokracji ma się tak do polityki Busha jak marksizm do
leninizmu. Bush jest jak Lenin, bo chciał przyśpieszyć proces demokratyzacji.
Wszyscy pragniemy demokracji, ale on chce wprowadzać ją siłą.
Więc Bush źle zinterpretował pana teorie?
- Nie sądzę, żeby prezydent myślał o tych sprawach zbyt wiele na poziomie
teoretycznym. Jego doradcy z pewnością mieli zbyt optymistyczne wyobrażenie o
tym, jak łatwo będzie zdemokratyzować Irak. Więc jako teoretyk nie czuje się
pan odpowiedzialny za Irak?
- Nie, bo od samego początku byłem przeciwny tej wojnie i uważam, że to był
błąd. Są pewne kulturowe warunki niezbędne dla powodzenia demokracji.
Demokracji nie można stworzyć w dowolnym miejscu.
- Administracja Busha nadużyła siły (...)
Administracja Busha wprowadziła ludzi w błąd, mieszając do broni
biologicznej i chemicznej nuklearną oraz powołując się na związek między Al-
Kaidą i Irakiem. To było nieuczciwe.
Jakie będą tego następstwa?
- Podważenie wiarygodności USA. Kiedy następnym razem amerykański prezydent
powie, że gdzieś na świecie jest poważny problem z bronią masowego rażenia,
ludzie nie będą chcieli dać temu wiary. A co, jeśli następnym razem
zagrożenie będzie rzeczywiste?
Czyli nie będzie pan już głosował na Busha?
- Nie, tym razem na niego nie zagłosuję.
źródło : www.przekroj.com