watto
18.03.02, 19:23
"Jeszcze przed zatrudnieniem Ehrenreich musiała poddać się intymnej kontroli.
Podczas testu na obecność narkotyków "natrętna kobieta w niebieskim uniformie"
złapała ją za ręce i oblała je pienistą cieczą, a potem kazała jej natychmiast
umyć ręce i przyglądała się, żeby Ehrenreich nie mogła wrzucić do swojego
moczu, który oddała do analizy, żadnych środków rozpuszczających narkotyki. Po
zatrudnieniu stwierdziła, że pracownik musi nie tylko siusiać, ale i
wstrzymywać mocz na zawołanie - opisuje przypadek kobiet, którym przez sześć
godzin zabrania się wychodzić do ubikacji, więc muszą nosić pieluchy.
Pracownicy są pod stałą obserwacją. Kierownicy przechadzają się po korytarzach,
czatując na "plotkujących", przy czym "plotka" może oznaczać wszystko, od
rozmowy o planach na weekend po obgadywanie szefa. Część spośród tych
restrykcji jest nielegalna (nie wolno np. zakazywać pracownikom dzielenia się
informacją o swoich zarobkach), ale tylko niewielka część. Jak twierdzi jeden
ze zwierzchników Ehrenreich, jeżeli pracownik w godzinach pracy zajmuje się
czymkolwiek poza pracą - choćby rozmawianiem - to jest to "kradzież czasu".
Tak ścisły nadzór w połączeniu z lękiem przed zwolnieniem sprawia, że
pracownicy zmieniają się w zalęknionych ludzi, którzy kurczą się w obecności
zwierzchnika i wolą nie protestować przeciwko niesprawiedliwości.
Andrew Grove, niegdyś jeden z dyrektorów w Intelu, pisze: "Główna rola
menedżerów polega na stworzeniu środowiska, w którym ludzie całym sercem
poświęcą się idei zwyciężania na rynku. Zasadniczą rolę we wzbudzaniu tego typu
namiętności odgrywa strach. Strach przed konkurencją, strach przed bankructwem,
strach przed pomyłką, strach przed przegraną - wszystko to bardzo silnie
motywuje człowieka".
Fraser pokazuje, że źródłem korporacyjnego boomu w minionej dekadzie wcale nie
było poczucie działania we własnym interesie, ale coś bardziej ponurego. Jak to
napisał autor pewnego artykułu w "Wall Street Journal": "Miejsce pracy nigdy
nie jest wolne od strachu i tak być powinno. Strach bywa niezmiernie skutecznym
narzędziem w zarządzaniu".
Niektórzy szefowie korporacji starają się wzbudzać strach staroświeckimi
metodami. Np. Grove rządził Intelem tak jak Al Capone w Chicago. Kiedy asystent
spóźnia się na spotkanie, Grove czeka na niego z drewnianym kijem wielkości
kija baseballowego. Wali nim w stół konferencyjny i krzyczy: "Nie chcę już ani
razu spotykać się z ludźmi, którzy nie przychodzą i nie wychodzą zgodnie z
planem!". Inni wolą metody elektroniczne i za pomocą komputerów monitorują
każdy krok pracownika. Program Investigator stosowany w takich firmach jak
Exxon, Mobil czy Delta odnotowuje nie tylko dane dotyczące jakości pracy w
firmie (np. liczbę uderzeń w klawisze lub kliknięć myszą w ciągu dnia), ale też
wszelkie odruchy nieposłuszeństwa. Jeżeli pracownik napisze
jakieś "niebezpieczne" słowo, np. "szef" czy "związek", Investigator
automatycznie przesyła cały dokument przełożonemu. "W XV wieku mieli kule na
łańcuchach - mówi Fraserowi pewien dyrektor od public relations - a teraz
stosują elektronikę".
Zastraszaniu i szpiegowaniu towarzyszą pełne hipokryzji deklaracje
indywidualizmu; tymczasem pracownicy, przerażeni perspektywą zwolnienia,
zmuszani są do popisów udawanej wesołości i lojalności wobec firmy. Kiedy w
NYNEX zaczęły się cięcia, wszyscy pracownicy "z wyższej półki" musieli wziąć
udział w trzydniowym wyjeździe, gdzie kazano im skakać po sali. Jeden z
pracowników opowiada Fraserowi: "Przełożeni mówili nam: >No i widzicie, jacy
jesteście kreatywni, na ile sposobów potraficie skakać po sali?< A my to
robiliśmy... Wszyscy to robiliśmy".
Specjalista do spraw marketingu z pewnej rozgłośni radiowej opowiada, jak
konsultant do spraw personalnych rozdał jemu i kolegom pistolety na wodę, po
czym kazał im się nawzajem oblewać. "Dookoła pełno było innych takich jak ja,
wszyscy biegali i się oblewali" - opowiada. Pomyślał: "Może wylecę z pracy,
jeśli nie będę robił tego samego". Z kolei korporacyjna wierchuszka w Bank of
America po przeprowadzeniu serii zwolnień ogłosiła program dla ochotników,
polegający na "zaadoptowaniu" bankomatu. Zgłosiło się ponad 2800 pracowników;
każdy grzecznie czyścił "swój" bankomat i sprzątał wokół niego - po godzinach,
bez dodatkowej zapłaty, żeby tylko nie stracić pracy."
wyborcza.gazeta.pl/info/artykul.jsp?xx=742848&dzial=011101
Bardzo dobrze, że ktoś zaczyna o tym wreszcie pisać.
Tak jest ta oaza wolnosci . Kraj wolnego człowieka - USA.
Taki jest kapitalizm w wersji konserwatywno-liberalnej. Daje wolnosc do
odbierania wolnosci.
Pisałem już o mentalnosci przecietnego niewolnika, którego głównym marzeniem
nie jest wyzwolenie, ale stanie sie samemu posiadaczem niewolników.
Tacy oczywiscie będą bronić tej "wolnosci". Bardzo podobni są oni do
propagandzistów komunistycznych, którzy twierdzili, że CCCP to najbardziej wony
kraj.