benek231
26.03.19, 20:53
Wojciech Sadurski
26 marca 2019 | 16:23
Wyrok Trybunału Konstytucyjnego w sprawie neo-KRS jest pierwszym formalnym krokiem w kierunku wyjścia Polski z Unii Europejskiej.
Wojciech Sadurski, profesor wydziału prawa Uniwersytetu Sydnejskiego i Centrum Europejskiego UW, jest obecnie profesorem gościnnym na wydziale prawa Uniwersytetu Fordham w Nowym Jorku. Twitter: @WojSadurski.
Tzw. orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego w sprawie Krajowej Rady Sądownictwa to rozstrzygnięcie przy kawie i ciasteczkach – nie ma żadnej mocy prawnej, gdyż podjęte zostało przy udziale osoby nieuprawnionej do orzekania, na dodatek pełniącej funkcję sprawozdawcy (Justyn Piskorski). Nie uwłaczając w niczym kierowcom (w przeciwieństwie do dublerów to uczciwi ludzie), równie dobrze w składzie mógłby zasiadać kierowca mgr Przyłębskiej. I na tym można by zamknąć rozważania na temat tego tzw. wyroku.
Można, ale nie należy, gdyż ten osobliwy dokument zasługuje jednak na uwagę. Nie dlatego, by był doniosły lub mądry, ale dlatego, że wskazuje na kierunek, w jakim ta skorumpowana grupa rządząca, której częścią jest skolonizowany Trybunał, zamierza spychać ustrój Polski w okresie do wyborów jesiennych.
Pranie brudnej KRS
Najbardziej uderzającą cechą owej procedury jest fakt, że została ona zainicjowana przez samą neo-KRS. Udając egzystencjalne samozwątpienie (czy my naprawdę istniejemy?) i dla pozoru wnioskując o uznanie wielu artykułów ustawy o KRS za niezgodne z konstytucją (co doprowadziłoby do śmierci tej instytucji w jej obecnym kształcie), KRS miała niepłonną nadzieję na „oczyszczenie” samej siebie – słowa „oczyszczenie” używam w tym samym sensie, w jakim mówi się o czyszczeniu brudnych pieniędzy.
Przewodniczący KRS sędzia Leszek Mazur mówił to zresztą otwartym tekstem: chodziło o to, „żeby uzyskać wypowiedź TK, która będzie stanowić odpowiedź na zarzuty i wzmocni pozycję KRS-u”. Jest to typowa czynność pozorna – wykorzystująca środek prawny dla osiągnięcia niewypowiedzianego, ale rzeczywistego celu. Normalnie istotą wniosku do TK jest kwestionowanie, a nie potwierdzanie konstytucyjności ustawy – tu było na odwrót.
Czyszczenie zrodzonej z nieprawego łoża, bo niezgodnie z konstytucją neo-KRS dobrze wpisuje się w ogólne funkcje, jakie elita władzy zleca skolonizowanemu przez siebie Trybunałowi Konstytucyjnemu. Tak samo jak w przypadku „orzeczenia” (przyjętego z udziałem dublerów) o zgromadzeniach cyklicznych, tzw. TK odgrywa rolę aktywnego pomocnika władzy. Oczywiście ta władza mogłaby całej destrukcji systemu konstytucyjnego dokonać, nie oglądając się na TK, którym w istocie gardzi (przykładem tej pogardy było wycofanie z TK sławetnej nowelizacji ustawy o IPN, zanim TK jeszcze miał szansę ją rozważyć). Niemniej bez TK usłużnie unieważniającego lub zatwierdzającego ustawy zgodnie z politycznymi nakazami władzy koszty polityczne demontażu demokracji byłyby wyższe. A mówiąc prościej – TK ułatwia władzy szybkie i gładkie osiąganie jej celów politycznych.
Jest to, zauważmy, odwrócenie uzasadnienia istnienia TK o 180 stopni. W normalnych systemach demokratycznych sądy konstytucyjne nakładają na władzę większości ograniczenia wynikające z nakazów konstytucji, w tym praw mniejszości. W Polsce PiS Trybunał stał się gorliwym współpracownikiem parlamentarnej większości certyfikującym jej wszystkie działania
Sądownictwo upolitycznia się od głowy
Jako element systemu sądownictwa Krajowa Rada Sądownictwa powinna być niezależna od władz politycznych, ale będąc powoływana właśnie przez te władze, jest ich emanacją. To zaraża podległością, jak złośliwy wirus, cały system sądowniczy. Gdyby ktoś co do tego miał jakiekolwiek wątpliwości, to partyjnie nadgorliwe wystąpienia takich luminarzy neo-KRS jak sędziowie Mitera czy Dudzicz przekonują o tym ponad wszelką wątpliwość. Podobnie jak rozmaite groteskowe wyskoki w rodzaju protestu przeciw projektowi ustawy o związkach partnerskich (co nie należy do kompetencji KRS) lub biesiadowanie na temat „żołnierzy wyklętych” z udziałem artysty Jana Pietrzaka.
Sam wniosek neo-KRS do Trybunału w sprawie samej siebie był dokumentem prawniczo kuriozalnym. Uzasadniając jego złożenie faktem, że „w przestrzeni publicznej (…) pojawiają się głosy i działania dezawuujące status Rady” (jakby publicznie wyrażane opinie miały takie znaczenie prawne, że domagają się postępowania przed TK), KRS przedstawiła głównie argumenty na rzecz… swej niekonstytucyjności. Pod tym względem jest to pismo zupełnie przyzwoite, tyle że uzasadniające konkluzję odwrotną do oczekiwanej.
Intryga jest więc grubymi nićmi szyta. Gdy Trybunał Sprawiedliwości UE wyda już swoje orzeczenie prejudycjalne, nie zlikwiduje to z mocy prawa KRS, bo tego typu wyrok TSUE ma charakter interpretacji prawa unijnego. Ale rodzi on istotne skutki w państwie członkowskim: wszystkie sądy krajowe mają obowiązek respektować tę interpretację (a więc ignorować sprzeczne z nią orzeczenie TK), a co ważniejsze, władze państwowe mają obowiązek dostosować prawo do interpretacji wydanej przez TSUE. Czyli zmienić system wyborów do KRS i wprowadzić wybory sędziów przez sędziów.
Po co pisowskiej władzy ten wyrok?
To oczywiście podważy w samym sercu cały system podległości sądownictwa politykom. Można przewidywać, że PiS rzuci wtedy na stół „wyrok” TK i powie, że Konstytucja RP jest nadrzędna. Po to właśnie ten „wyrok”.
Tyle że nie będzie to prawda. Orzeczenia TSUE nie dotyczą Konstytucji RP, a wyroki Trybunału Konstytucyjnego – prawa unijnego. To jakby dwa tory biegnące równolegle. W pewnym momencie jednak się zbiegają: wtedy, gdy realizacja wyroku TK oznaczałaby zignorowanie orzeczenia TSUE. W takim wypadku orzeczenie TSUE będzie miało pierwszeństwo. Wynika to z nadrzędności prawa unijnego nad krajowym – ustalonej przez poprzednika TSUE, czyli Europejski Trybunał Sprawiedliwości jeszcze w 1964 r., i o której Polska wiedziała, wchodząc do UE.
Niezależność sądów to jak najbardziej sprawa prawa unijnego – o tym wyraźnie mówi orzecznictwo TSUE, opierając się na zasadzie, że sądy krajowe realizują również prawo europejskie, a zatem ich niezależność jest sprawą całej Unii. Jeśli więc w tym momencie władze wyciągną ze swej talii kart dżokera z napisem: „Wyrok TK”, to w ten sposób zakwestionują fundamentalną zasadę prawa europejskiego, której respektowanie jest kardynalnym warunkiem członkostwa w Unii.
I w tym sensie tzw. wyrok TK w sprawie neo-KRS jest w sensie najdosłowniejszym pierwszym formalnym krokiem w kierunku polexitu.
wyborcza.pl/7,75248,24587531,polexit-zaczal-sie-w-poniedzialek-25-marca.html#S.srodkowaNajwieksza-K.C-P.-B.3-L.1.glowka
Artykul W.Sadurskiego jest na czasie takze z powodu zaleglosci Falusiaka ktory, nawiasem mowiac, poprzedniego art. Sadurskiego, na ten sam temat, takze nie przeczytal. Badz, jesli nawet zapoznal sie z nim (wisi gdzies tu niedaleko) to i tak madrosci Sadurskiego przelecialy przez pustak Felusiaka niczym meteor. I nic z nich nie pozostalo.