wild
29.06.02, 11:36
sierp.tc.pl/mitzof.htm
Janusz Waluszko "MITOZOFIA SARMACKA" fragment...
-----------------------------------------------------------------------------
Biało - czerwona albo jawne rozdwojenie
Wszystko to znalazło swoją kontynuację i po rozbiorach, trwając niemal po nasze
czasy, tyle że teraz stawało się to coraz bardziej jawne. Czerwoni [demokraci,
potem socjaliści] wywodzący się najczęściej z drobnej szlachty, która z czasem
stała się główną bazą rekrutacyjną inteligencji, coraz częściej odwoływać
poczęli się do ludu, zrazu chłopów, ale potem -i to realniej- do robotników.
Biali, nienawidzący samej idei drobnoszlacheckiej rzeczypospolitej arystokraci
i, idąca w stronę burżuazji, bogatsza szlachta, potem mieszczaństwo, stawiali
na hasła polako-katolickie, kolaborując często, a przynajmniej paraliżując
walkę z zaborcami, przy czym -co gorsza- w obronie społecznego konserwatyzmu
hamowali dopływ plebejuszy do narodu (ten nie jest bowiem tym samym, co
plemienność, nie istnieje sam przez się. Naród musi być stworzony, a jego
uczestnicy muszą zgłosić doń akces, czynnie się weń zaangażować). Choć więc
biali dużo mówili o Polsce, to czerwoni działali w praktyce na jej rzecz,
żądając zrazu powszechnego uszlachcenia, potem zaś uwłaszczenia często ruskich
chłopów i równouprawnienia Żydów (co było warunkiem ich włączenia się do
narodu) i wymuszając to serią powstań na zaborcach (jest charakterystyczne, że
gdy sprawy te załatwiono powstania się skończyły, zaczęła bowiem powstawać na
miejscu dawnej, tradycyjnej Rzeczypospolitej nowa Polska). Nie w pełni się to
powiodło, istniały bowiem teraz dwie Polski w jednej, zmieniono bowiem formułę
narodu z wielo- na monoetniczną, odtrącając tym -zwłaszcza na kresach- znaczną
część potencjalnych jego uczestników (8).
Pamięć o dawnej Rzeczpospolitej żywa była jeszcze w epoce mesjanizmu, który
podniósł na poziom filozofii [Cieszkowski, Trentowski, Libelt etc.] i sztuki
wysokiej [m.in. Słowacki w dramatach i Mickiewicz w autoironiczno -
apologetycznej epopei Pan Tadeusz czy pismach agitacyjnych] idee odwiecznie
żywe wśród ludu szlacheckiego: niechęć do życia miejskiego i tyranii; wizja
demokratycznego kościoła narodowego, wolność, równość, braterstwo, połączone
teraz z poczuciem misji walki za naszą i waszą, drogi przez polskość do
ludzkości oraz próba syntezy Wschodu i Zachodu, a na Zachodzie - praktyczności
południa i wiary północy. Widać tu jednak i rosnące napięcie między duchem a
czynem, świadczące o gubieniu harmonii, co miało w następnej epoce doprowadzić
do rozdwojenia na jednostronne i przez to fałszywe alternatywy, skutkiem czego
pamięć ta nie zdołała się utrwalić i przetrwać epoki powstań. Wraz z klęską
Komuny Paryskiej przestała istnieć Wielka Emigracja, główna ostoja owej
pamięci. W kraju bowiem coraz silniejszy był lojalizm wobec zaborców ze strony
elit, a z drugiej strony duch rewolucji socjalnej podsycany przez
niepodległościową inteligencję. O ile biali (tak arystokratyczni monarchiści,
jak i mieszczańscy nacjonaliści) zawsze byli fanami rządu, o tyle czerwoni
(mniej szlacheccy demokraci, bardziej socjalizująca inteligencja) stali się
nimi dopiero po rozbiorach, przeciw obcym pragnąc stworzyć własny [choć nie
zaginął (9) nigdy w pełni duch Samorządnej Rzeczypospolitej, obecny w ideach
mesjanistów, Abramowskiego, niektórych ludowców, socjalistów i syndykalistów z
połowy naszego wieku, czy powojennych protestów robotniczych z Solidarnością z
1980/81 na czele]. Po pierwszej (~1543/1863) rodziła się Polska druga
(~1863/1989).
I znów to nie strona polako-katolicka, mimo teoretycznej przewagi, stała się
jej twórcą. Stało się tak, ponieważ Polska musiała -rezygnując z własnej,
oddolnej drogi budowania Rzeczypospolitej- nadrobić zaległości w tzw. postępie
w stosunku do Zachodu (stworzyć silny rząd, przemysł, oświatę itp.), a prawą
drogą zrobić się tego nie dało, przynajmniej w rozsądnym czasie. Potrzebna była
interwencja państwa w stopniu silniejszym, niż stać na to było endecję i jej
sojuszników. Do tego fanatyzm narodowo-religijny sprawiał, że dla części
obywateli II RP rząd tzw. Chjeny był nie do przyjęcia, zaś w wojnie domowej
(1926, 1945) okazała się stroną słabszą, pozbawioną przez skatoliczenie pałeru
(co widać choćby na przykładzie ewoluowania endecji). Bo trzeba stwierdzić, że
to katolicyzm od zawsze był ową kulą u nogi, która nie pozwalała nam rozwinąć
skrzydeł. Zrazu był jeszcze ceną za uznanie przez świat naszej odmienności i
dostęp do dorobku cywilizacji łacińskiej, lecz z czasem stało się to
nieaktualne, ba - od oświecenia wręcz działało na opak. Niestety, zbyt
nasiąknęliśmy owym Ciemnogrodem (z wzajemnością - nietrudno bowiem w nim
dostrzec chociażby wielu elementów zdegenerowanego mesjanizmu, czy sloganów
dawnej Solidarności), więc -by się od tego uwolnić, odzyskać jasność i pałer-
trzeba było wyjść poza polskie bagienko, a to groziło alienacją, a nawet
zdradą. Odkąd bowiem duch i litera jawnie poszły osobnymi drogami, trudno
odnaleźć dawną jedność, a walka pomiędzy białymi i czerwonymi do dziś wielu
ludziom zaciemnia istotę rzeczy.
...