Parówki wytwarzane ze wszystkiego!
/ RMF FM
Co jemy w popularnych i tanich wędlinach? Na prośbę "Gazety Poznańskiej"
specjaliści odpowiadają: szpik, chrząstki, dużo tłuszczu i chemii oraz...
śladowe ilości mięsa. Parówek, traktowanych powszechnie jako dietetyczna
żywność, eksperci nie daliby swoim dzieciom.
Cena mówi wszystko - stwierdza prof. Włodzimierz Dolata, dyrektor Instytutu
Technologii Mięsa AR w Poznaniu, który oficjalnie przyznaje: Parówka, w
której jest 35-40 proc. tłuszczu i dużo soli nie powinna być podawana małym
dzieciom. A takie kupujemy i karmimy nimi niemowlęta!
Studenci i ich akademiccy nauczyciele w uczelnianym laboratorium badają
wędliny przynoszone ze sklepów. Kosztowna i długa procedura pozwala rozłożyć
na czynniki pierwsze także to, co wypełnia naturalne jelito "parówki
delikatesowej". Zwykle znajduje się w niej "mięso mechaniczne odkostnione".
- Dzisiaj można parówkę nazwać jak się chce, bo nie regulują tego polskie
przepisy, które ograniczają się jedynie do określenia poziomu białka,
tłuszczu i soli, mówi poznański profesor. Reszta należy do maszyny, która
rozdrobni mięso na miazgę podobną do budyniu. Wysysa z kości wszystkie soki
łącznie ze szpikiem i oskrobuje kość z każdej odrobiny przypominającej
chrząstkę. Takiej obróbce poddaje się kości dużych zwierząt i drobiu.
- Kogo stać na tę technologię, może tanio robić parówki i parówkową zapewnia
jeden z rzeźników, który opowiada, iż uzyskanie odkostnionej masy to dopiero
połowa sukcesu: Do niej leje się wiadrami środki poprawiające smak, zapach,
konsystencję. O rzeźniku coraz częściej mówi się dzisiaj "chemik". Musi dużo
wiedzieć, jak z niczego zrobić coś.
- Mieliśmy najbardziej restrykcyjne przepisy dotyczące wędlin, opowiada prof.
Włodzimierz Dolata i podaje przykład fosforanów, których można było dodawać
1500 mg na 1 kg szynki. Obecnie dozwolonych jest 5 000 mg na kilogram!
Fosforany mają cudowne właściwości wiązania wody, poprawiają też
konsystencję. Słoje z majerankiem, czosnkiem i pieprzem zastępują butelki i
kanistry z aromatami, smakami i barwnikami. Parówek nie wędzi się, jak
drzewiej bywało, bo dym zastąpił płyn. - To wszystko jest wyrażone ceną, mówi
profesor i dodaje, że tylko fachowiec wyczuje, co tak naprawdę siedzi w
parówce i parówkowej.
------------------------------------------------------------------------------
To wszystko przez zbyt wysokie podatki i krwiożerczy ZUS ! Gdyby wprowadzić
upragniony podatek liniowy karmiliby nas za półdarmo zdrowiutką wiejską
szyneczką .
Gdyby zlikwidować całkiem podatek liniowy i wprowadzić podymne - szyneczkę
jeszcze by uwędzili ?