Gość: V.C.
IP: *.czestochowa.sdi.tpnet.pl
12.02.03, 12:38
Żądał 49 mln pensji, dostał 672 tys.
"Super Express": Syndyk Leszek Liszcz, przeprowadzający upadłość Daewoo
Motor Polska w Lublinie, nie krył wściekłości, kiedy poznał wczoraj wysokość
przyznanego mu wynagrodzenia.
Za swoją pracę Liszcz żądał... 49 milionów złotych, jednak Sąd Gospodarczy
zdecydował, że syndyk dostanie 672 tys. zł, a jego zastępcy otrzymają po
około 200 tysięcy złotych.
"To pensja jak dla dozorcy. Szukajcie sobie kogoś na moje miejsce" -
odnotowuje gazeta gniewny komentarz Liszcza.
Zgodnie z polskim prawem, mógł ubiegać się o 5 proc. wartości upadłej firmy.
Tak też zrobił. W przypadku Daewoo okazało się, że suma jest iście
astronomiczna.
Sąd jednak nie chciał przyznać tak dużych pieniędzy.
Liszcz poprosił o 2,5 miliona, a każdy z jego zastępców chciał 1,9 miliona
złotych. Sumy wynikały z prostego wyliczenia. Przez 10 lat, a na tyle jest
przewidywane postępowanie upadłościowe lubelskiego Daewoo, byli prezesi
fabryki zarobiliby właśnie tyle - wyjaśnie "Super Express".
Tymczasem 6 tysięcy byłych pracowników lubelskiego Daewoo dotąd nie dostało
zaległych pieniędzy, które w pocie czoła zarobili - zauważa "Super Express".
Syndyk zamiast pomyśleć w pierwszej kolejności o nas, chce dla siebie jak
najwięcej. Jak tak można? - pytał przed wczorajszą rozprawą Henryk
Pawłowski, jeden z byłych robotników Daewoo.
"Ludzie po odejściu z fabryki nie mają z czego żyć, a oni milionów żądali" -
komentowali inni z oburzeniem.