Gość: Kasia
IP: 80.230.79.*
19.03.03, 22:39
>>Operacja___Babilon__dzieki_Izrael_!_!_!_
Autor: wojo!!!!@NOSPAM.gazeta.pl
Data: 01-03-2003 09:50 + odpowiedz na list
Operacja Babilon
Tygodnik "Wprost", Nr 1057 (02 marca 2003)
Gdyby nie zdecydowana reakcja Izraela, Irak zafundowałby sobie bombę "A" na
francuskiej licencji
Można stwierdzić krótko, że hipokryzja Chiraca przewyższyła wieżę Eiffla.
Ale można też nowatorsko zinterpretować następującą złotą myśl wygłoszoną
przez prezydenta Francji na ostatnim szczycie UE w Brukseli: "Kiedy się jest
w rodzinie, to się ma więcej praw niż starający się o przyjęcie do niej".
Czyżby do tej "rodziny" - bliskiej sercu Francji - należał wuj Saddam?
Prawda historyczna nakazuje odpowiedzieć - tak!
Ostrzeżenie Begina
W 1975 r. iracki program nuklearny nabrał wielkiego przyspieszenia dzięki
przyjaźni, którą obdarzył Saddama francuski prezydent Valeđry Giscard
d'Estaing. Paryskim politykom nie przeszkadzało bratanie się z jednym z
najbardziej krwawych dyktatorów świata, szybko więc podpisano umowę
dotyczącą wybudowania w Iraku dwóch atomowych reaktorów za 5 mld USD.
Izraelski premier Menachem Begin usiłował przekonać Francję, by odstąpiła od
tej umowy, jednak możliwość zarobienia ogromnych pieniędzy była dla Paryża
ważniejsza od ryzyka pojawienia się atomowego grzyba nad Jerozolimą.
Dla Begina było oczywiste, że budowa reaktorów w Iraku to pierwszy krok do
zdobycia bomby "A" przez Saddama i dlatego premier Izraela skierował do
akcji Mossad. Jego agenci we Francji szybko znaleźli szkolących się tam
irackich inżynierów oraz odkryli, że jeden z nich - Eben Halim - przeżywa
małżeńskie kłopoty. Dzięki pośrednictwu Mossadu Irakijczyk "przypadkowo"
spotkał piękną, a co ważniejsze chętną dziewczynę. Dalej sprawy potoczyły
się szybko i Halim dostarczył Izraelczykom nie tylko plany budowanej w Iraku
elektrowni atomowej, ale również dokładną datę i miejsce wysyłki rdzeni
reaktorów z Francji do Bagdadu.
Reaktory miały być wyekspediowane z wojskowej bazy w miasteczku Seyne sur
Mer. Nie wyruszyły one jednak w podróż na Bliski Wschód, bowiem trzy dni
przed terminem wysyłki, 6 kwietnia 1979 r., wyleciały w bazie w powietrze.
Choć do zamachu przyznał się nikomu nie znany Francuski Ruch Ekologiczny, to
podejrzenia padły na Mossad. Giscard d'Estaing postanowił ukarać Izrael,
obiecując Irakowi, że mimo kłopotów wywiąże się z umowy. Francuscy
inżynierowie przystąpili do naprawy uszkodzonych w zamachu rdzeni, a
technicy z Francji kontynuowali prace nad budową reaktorów w irackim
Oziraku. W połowie 1980 r. Paryż przygotował nawet do wysyłki partię 12 kg
wzbogaconego uranu dla irackich reaktorów. Izrael nie mógł się bezczynnie
przyglądać rozwojowi wydarzeń.
Francuzi zdruzgotani
Na izraelskiej pustyni Negew zbudowano makietę wznoszonej w Iraku elektrowni
atomowej. To na niej piloci ćwiczyli celność bombardowań. "Wasze
niepowodzenie może oznaczać całkowite zniszczenie naszego kraju"- powiedział
lotnikom 7 czerwca 1981 r. dowodzący izraelskim lotnictwem Raful Eitan.
Kilka minut później eskadra myśliwców F-16 wystartowała z bazy Etzion,
biorąc kurs na Irak. Tak w finalną fazę weszła operacja "Babilon". F-16
leciały bardzo blisko siebie, a towarzyszył im zgłoszony jako cywilny
samolot czarterowy pasażerski boeing. Dzięki temu fortelowi radary
identyfikowały całą grupę jako jeden obiekt. Już nad terytorium Iraku
myśliwce zatankowały w powietrzu paliwo z boeinga, który następnie skierował
się w stronę Cypru. Tymczasem F-16, lecąc tuż nad ziemią, a tym samym
unikając wykrycia przez radary, zbliżyły się do Oziraku. Wtedy gwałtownie
zwiększyły pułap, ustawiły się pod słońce, by utrudnić reakcję obrony
przeciwlotniczej i zaatakowały, zrzucając bomby na budowaną elektrownię.
Reaktor legł w gruzach, grzebiąc sny Saddama o atomowej potędze. Akcję
izraelskich pilotów okrzyknięto najbardziej brawurową od czasu zakończenia
II wojny światowej. Dopiero po tej lekcji Francja postanowiła znacząco
zmniejszyć pomoc w budowie irackiej infrastruktury atomowej.
Mirosław Błach
Arabstwo nic tylko zabijac by chcialo !!!!!!!!
Pluton Śmierci
Khidhir Hamza, były szef irackiego programu atomowego, który w 1994 r.
uciekł do USA, ujawnił, że ani naloty podczas wojny o Kuwejt, ani działania
inspektorów rozbrojeniowych ONZ nie wstrzymały całkowicie programu
wzbogacania plutonu. Dodajmy, że po wyrzuceniu z tego kraju w 1998 r.
inspektorów ONZ Irak już bez przeszkód wydobył z podziemnych schowków tzw.
wirówki gazowe pozyskane z Niemiec i ponownie je uruchomił, wznawiając
produkcję wzbogaconego uranu z rudy przemyconej z Brazylii. Większość
wirówek została zniszczona podczas amerykańskich nalotów, ale to nie
oznacza, że Saddam pozbawiony został głównego składnika do produkcji głowic
atomowych. Jeżeli sam go nie wyprodukuje, to może go kupić! W raporcie
amerykańskiej Narodowej Rady Wywiadu wymienione są liczne przykłady
kradzieży wzbogaconego uranu w Rosji, i to w ilościach wystarczających do
budowy nie jednej, ale kilku bomb. Tylko w pierwszej połowie ubiegłego roku
europejskie wywiady przechwyciły na naszym kontynencie prawie 15 kg tej
substancji (wystarczy na dwie bomby). Pozostaje pytanie: ilu kilogramów
wzbogaconego uranu nie udało się przechwycić?
Nuklearne walizki
Irak po przegranej wojnie o Kuwejt nie musiał ani odbudowywać swych
zbombardowanych fabryk wzbogacania uranu, ani też kupować go na czarnym
rynku. Wystarczyło, że jego agenci wymienili wypchane dolarami nesesery na
rosyjskie atomowe walizki. W czasach zimnej wojny w ZSRR skonstruowano
przenośne walizkowe bomby atomowe o sile rażenia 10 kiloton (o połowę
mniejszej niż bomba, którą zrzucono na Hiroszimę). W chwili rozpadu ZSRR
większość walizek zaginęła! W 1997 r. ówczesny sekretarz rosyjskiej Rady
Bezpieczeństwa Aleksander Lebiedź oświadczył, że nie doliczono się
dziesiątek takich walizek (co najmniej czterdziestu). Bardziej dokładny był
doradca prezydenta Borysa Jelcyna Aleksiej Jabłokow, informując, że zaginęły
84 walizkowe bomby atomowe. To jeszcze nie wszystko. Wywiad USA donosił, że
w 1992 r. z rosyjskiej bazy w Komsomolsku nad Amurem ukradziono 28 głowic
jądrowych. Nieoficjalnie wiadomo, że kupili je obywatele państw arabskich.
Czy wśród nich byli też wysłannicy Saddama?