piq
08.06.07, 21:37
Stany Zjednoczone muszą mieć bezpośredni interes w obronie terytorium
polskiego. Już Kisielewski pisał zresztą, że jedyną gwarancją bezpieczeństwa
dla Polski jest istnienie amerykańskich instalacji wojskowych na naszym
terytorium. Praktyka ostatnich 20 lat wskazuje, że największą dzisiaj groźbą
są wojny lokalne. W perspektywie kilkudziesięciu lat największym zagrożeniem
dla naszego terytorium jest Rosja, która odtwarza swój potencjał gospodarczy i
ma coraz mocniejszą pozycję polityczną ze względu na swoje surowce
energetyczne. Zaczyna ją ponownie być stać na poważne zbrojenia. Wyraźnie też
przygotowuje sobie przedpole do odzyskania przy dobrej koniunkturze wpływów w
tzw. bliskiej zagranicy, czyli de facto w państwach dawnego układu
warszawskiego z wyłączeniem Niemiec. Przy dobrej dla Rosji koniunkturze
politycznej można się spodziewać wszystkiego najgorszego, włącznie z
rozwiązaniem siłowym. Wystarczy sobie wyobrazić powrót do izolacjonistycznej
polityki wojskowej USA przez którąś następną ekipę rządzącą przy jednoczesnym
faktycznym desinteresement krajów europejskich lokalną wojną zaszantażowanych
np. za pomocą odcięcia dostaw surowców energetycznych lub ogłupionych przez
jakichś "pokojowo nastawionych" przywódców, którzy będą sabotować traktat
NATOwski.
Propozycja tego kurdupla Putina z Azerbejdżanem ilustruje tę kwestię lepiej
niż cokolwiek i wskazuje, że mam rację. Gość nie chce za wszelką cenę dopuścić
do pojawienia się bezpośrednich amerykańskich interesów w Europie środkowej.
Kolejną kwestią jest skuteczność polityczna Polski: w ostatnich kilkunastu
latach nasza dyplomacja poświęciła mnóstwo energii na stworzenie nieformalnego
bloku państw wzdłuż zachodniej i południowej granicy Rosji zainteresowanych
zabezpieczeniem się przed ekspansją rosyjską. Widoczne jest przygotowanie do
rozbicia tego bloku w przyszłości, obecnie Rosjanie testują różne sposoby i
różne preteksty - przykłady to Gruzja i Estonia. Zacieśnienie współpracy
wojskowej z USA wzmacnia naszą pozycję w tej rozgrywce, podnosząc naszą
wiarygodność wobec tych krajów, autorytet w regionie i wzmacniając nas wobec
Rosji. Co tu dużo ukrywać, walczymy od czasu odzyskania niepodległości o
utworzenie własnej strefy wpływów w dawnych republikach postsowieckich i jest
to dla nas warunek zbudowania naszej siły politycznej w ogóle, a nie tylko na
wschód od nas. Trwa faktyczna wojna o "bliską zagranicę" i trzeba być debilem,
żeby tego nie widzieć.
Pierdzielenie o tym, ze tarcza sprowadzi na nas zagrożenie atakiem rakietowym
ze strony Rosjan jest idiotyzmem, bo Rosja nigdy nam nie podskoczy
bezpośrednio, ryzykując jednocześnie konflikt z USA. Bardziej ryzykujemy nie
mając u siebie niczego, w obronie czego Amerykanie byliby gotowi wystąpić
zbrojnie bez względu na polityczną koniunkturę międzynarodową. Jak już
wspomniałem, ostatnie lata wskazują, ze wszystko jedno, jak krwawa i brutalna
jest wojna lokalna, państwa, których interesy nie są bezpośrednio zagrożone
maja sytuację w takich regionach w düpie i ograniczają się do cichutkich i nic
nie wartych deklaracji.
Dlatego uważam, ze skoro nam Opatrzność zesłała możliwość zainstalowania u nas
czegokolwiek, na obronie czego zależeć będzie Stanom, to trzeba to brać, tylko
trzeba za to wytargować jak najlepszą cenę. Ale ogólnie: to jedyny sposób
zapewnienia sobie bezpieczeństwa przed coraz poważniejszym zagrożeniem
rosyjskim w perspektywie kilkudziesięciu lat.