koleshka
20.09.07, 15:56
Mówiło się kiedys o ludowcach, że wszystko zrobią byle zostac przy
korycie. Czas ucieka, ludowcy się z lekka zmienili i na razie im do
władzy niespieszno. Polityka nie znosi jednak próżni. O koryto za
wszelką cenę walczy teraz Prawo i Porządek.
Czytam sobie właśnie zajawki zapowiedzianego na jutro w Gazecie
wywiadu z Joachimem Burdzińskim, szychą w nadpartii. Czegóż się
dowiaduję? Że po wyborach nadpartia bedzie pewnie potrzebowała
koalicjanta. A do tej roli najlepiej nadawalo by się PO. Jak mówi
pan Joachim, w polityce trzeba umieć sobie wybaczać. Mówi też, że w
takim PoPiSwym rządzie Jan Maria Rokita mógłby zostać nawet
wicepremierem.
Czytam i własnym oczom, acz PiS do wielu dziwnych rzeczy mnie
przyzwyczaił, nie wierzę. Przeciez ostatnio w co drugim przemówieniu
premiera słyszymy o tym, że PO to część układu. Że partia ta chce
dorwać się do władzy wyłącznie po to, żeby bronić oligarchów i
łapówkarzy. Jakiś czas temu słyszeliśmy nawet, podczas pamietnego
przemówienia w stoczni gdańskiej, że PO stoi dziś tam, gdzie w
latach 80 stało ZOMO. Reasumując - według skierowanych do ludu
przemówień PO jest uosobieniem tego wszystkiego, co reporezentuje
zgnilizne moralną, którą wypalić ma bez litości IV RP.
A teraz dowiadujemy się że możliwe jest wspólne rządzenie z tym
wcieleniem zła? Wspólne rządzenie w koalicji, więc w kompromisie. A
kompromis to ustępstwa. To w jakich kwestiach PiS zamierza ustępować
PO? To dość ważna kwestia, jeśli według wielkiego brata PO jest
usobieniem wszystkiego, co psuje Polskę. Ale to oczywiście naiwne
pytania, które miały by sens, gdyby rzeczywiscie nadpartii chodziło
o jakieś budowanie, czy naprawianie państwa.
Tyle że tak naprawdę chodzi jej wyłącznie o koryto i wypełniające
je, tak atrakcyjne dla wieprzy, nadgniłe jabłka.
Deklaracja Brudzińskiego wprost to potwierdza, nie po raz pierwszy
zresztą. Tym razem jednak, w zestawieniu z wyjatkowo świeżymi
kopniakami wymierzanymi Platformie, prawdziwe intencje nadpartii
uzewnętrzniają się z pełną wyrazistością.
Warto przy okazji przypomnieć wcześniejsze dowody na to, że IV RP to
zwykła lipa. Że chodzi tutaj wyłacznie o władzę jako cel sam w
sobie. Na przykład wzmiankowany wyżej niedoszły premier z Krakowa i
stosunek jaki do niego żywi większy z małych braci. Nie tak dawno
temu określał go mianem zdrajcy i osoby bez czci, kryminalista,
zamieszanego w ohydną zbrodnię inwigilacji prawicy. Gdy tylko
małzonka niedoszłego premiera znalazła się pod skrzydłami mniejszego
z małych braci, większy od razu zdanie zmienił. Coś to o grubej
kresce zaczął opowiadać, o tym jaki to krakus uczciwy i dobry. A
teraz chce z niego wicepremiera nawet robić.
Podobnie zresztą było z opalonym Andrzejem. Niegdyś w słowach braci
i nadpartii opalony był sowieckim agentem a jego ugrupowanie w paski
tworem KGB. Potem, jak gdyby nigdy nic, opalony stał się
współkoalicjantem. W trójce murarskiej wznoszącej gmach IV RP
dzielnie podawał wielkiemu małemu budowniczemu cegły. Do czasu aż
został warchołem. Na niedługo. Miesiąc pewnie nawet nie minał, a już
warchoł, gdy okazało się że bez niego koryta utrzymac w racicach nie
można, został przywrócony do łask. Miłość a przynajmniej jej pozory
trwały czas jakiś. A teraz opalony Andrzej, jako już niepotrzebny,
znów odzyskał status wroga. Jest kryminalistą i gwałcicielem.
Po grzyba ja to piszę? Toż wydawało by się, ze każdy te wydarzenia
powinien pamiętać. Wszak nie działy się one w zamierzchłej
przeszłości, tylko na przestrzeni ostatnich tygodni i miesięcy,
najwyżej kilku lat. Ale patrząc na wyniki sondaży badań opinii
publicznej, ponad 30 procent obywateli tego kraju owych wydarzeń nie
pamięta. Albo im nie przeszkadzają.
Sam nie wiem co gorsze. To pierwsze świadczyło by o tym, że naród
jest jak bezwolne owcze stado, które można pędzić do golenia lub na
rzeź.
To drugie zaś że honor, idee czy elementarne stardarty rządzenia mie
maja już dla rządzonych żadnego znaczenia. Że społeczeństwo
akceptuje karierowiczów i koniunkturalistów i tak na prawdę w dupie
ma to, w jakim kraju żyje. Ale w takim wypadku budowanie IV RP jest
pozbawionym sensu uszczęsliwianiem narodu wbrew jego woli.