kakareich
13.02.08, 12:49
Pomysły do krzewienia wiary Kościół rzymskokatolicki bez skrupułów
czerpał z pogańskiego świata Greków i Rzymian. Przykładem są
średniowieczni mnisi, którzy masowo zrzynali pomysły z dzieł
starożytnych klasyków. Autorzy średniowiecznych "Żywotów świętych"
sami nie mieli łatwego żywota. Zapełnienie kronik tysiącami cudów od
nich też wymagało... cudu. Najczęściej jednak wybierali
najłatwiejsze rozwiązanie: bez skrupułów zrzynali z antycznych
pisarzy. W wiekach średnich ogromne było zapotrzebowanie na cuda i
irracjonalne zjawiska. Domagali się ich kolejni papieże i biskupi. W
zaciszu klasztornych cel produkowano więc katolickich świętych
całymi tabunami. Jednym z nich był Armeńczyk, św. Terydat,
który "(...) nie tylko od rozumu odszedł, ale w szaleństwie i osobę
ludzką stracił, iż stał się na wierzchu wieprzem". Ten właśnie opis
pochodzi z "Żywotów świętych". Transformację ludzi w wieprze
odnajdujemy w literaturze antycznej, np. w XIV księdze "Przemian".
Takiemu przeistoczeniu ulegli przyjaciele Odyseusza "(...) wstyd
mówić, co się stało - straciliśmy mowę i szorstka szczeć pokryła nam
ciało i głowę. Jużem niemy. Już kwicząc, czoło w ziemi kryję, a
wydłużone wargi - czuję - są już ryjem". Ale to jeszcze nic. W
żywocie św. Makarego, pustelnika, ksiądz Skarga opowiada o pewnej
kobiecie, którą czarnoksiężnik przemienił... w klacz! Zaczarował ją
tak, "iż się nie tylko mężowi własnemu, ale wszystkim klaczą być
zdała". Facet dbał o połowicę, trzymając ją w stajni i żywiąc sianem
do czasu, gdy pustelnik Makary uwolnił niewiastę od czarów. Pierwszy
na ten pomysł wpadł w "Przemianach" Owidiusz. Jowisz i Neptun,
bogowie starożytnych Rzymian, zamienili w kobyły dwie panienki:
Ocyroę i Mnestrę. W żywocie świętego opata Seweryna jeden z
fragmentów mówi o tym, że Seweryn wskrzesił księdza Sylwinusa. Ten
jednak nie chciał powstać z martwych i prosił, żeby zostawić go w
spokoju. Pierwowzór przypowieści stworzył Apulejusz
w "Metamorfozach". W jego wersji prorok egipski Zatchlas wskrzesił
pewnego młodzieńca. "(...) przeczże mnie przywołujecie do życia?
Ostawcie mnie tak, błagam, ostawcie i do mego ukoju wrócić
pozwólcie". Płaczące posągi świętych i "krwawiące" obrazy to jeden z
popularniejszych motywów wykorzystywanych przez Kościół do
propagowania ciemnoty. Szczególnie płaczące figury oddziaływały na
wyobraźnię plebsu (do dziś!). Skąd ten pomysł? W 169 r. p.n.e.
rzymski historyk Tytus Liwiusz "uczłowieczył" w ten sposób posąg
boga Apollina, który "płakał przez trzy dni i trzy noce". W innej
księdze dziejów starożytnego Rzymu "posągi Junony oblewały się
potem", a po śmierci Juliusza Cezara "spiż i słoniowa kość żałosne
roniły w świątyniach łzy".Duchowni autorzy średniowiecznych kronik
uwielbiali przypowieści o świętych unoszących się w powietrzu nad
walczącymi wojskami. Wspomniany już ksiądz Skarga przywołuje bitwę
księcia krakowskiego Bolesława Wstydliwego z Tatarami: "(...) nad
walczącymi unosili się dwaj święci Protazy i Gerwazy odziani w białe
szaty". A przecież o duecie pogańskich bogów wiszących na głowami
rzymskich legionistów pisał Waleriusz już w 497 r. p.n.e.: "(...)
bogowie Kastor i Polluks, wzniecając samym swoim pojawieniem się
popłoch wśród wrogów, którzy rzucili się do ucieczki". Kościół bez
skrupułów anektował dzieła klasyków i przerabiał je,
tworząc "własne" mity, w które do dziś każdy katolik wierzyć
powinien.MIROSŁAW CHŁODNICKI(...)