qwardian
11.04.08, 18:14
www.gazetawyborcza.pl/1,88975,5108300.html
Jak widać z wiekiem, po przebytych rozczarowaniach i porażkach dla
człowieka przychodzi czas podsumowania i oceny co jest naprawdę ważne
Nie dziwi mnie to zważywszy na pewne obserwacje po przeczytaniu...
ULOTKA SARMACKA NA LISTOPADOWE WIECZORY
W dobie nowoczesnej i łatwo dostępnej poligrafii
przysłowiowy Kowalski gubi się w nadmiarze wrażeń uciekając z
niemałym wysiłkiem przed inwazją reklamówek, folderów, ulotek,
bilecików, itp… Nawet najbardziej kolorowe, pomysłowo i starannie
opracowane dziełka reklamowo-marketingowe przez swą natarczywość i
wszechobecność przestają się podobać i lądują w najbliższym koszu
lub piecu… Nasza wyobraźnia, przyzwyczajona do nowoczesnej wizji
produktu reklamowego, będzie bardzo zadziwiona na widok archaicznej
ulotki sprzed kilkuset lat.
Według opinii doskonałego znawcy sztuki baroku, Mariusza
Karpowicza, rozpowszechniony w bernardyńskich klasztorach w XVIII w.
obraz o frapującym tytule „Taniec Śmierci” stanowi kapitalny
przykład barokowo-sarmackiej „ulotki o wydźwięku społeczno-
politycznym”. Z pokaźnej niegdyś kolekcji owych „ulotek” do dziś
przetrwało jedynie kilka: w Krakowie, Warszawie, Kalwarii
Zebrzydowskiej oraz Dukli. Z tą ostatnią związane są anegdotyczne
historie. Dukielski pustelnik miał ponoć zatrzymywać turystów i
pielgrzymów na terenie swej samotni dopóki nie wyuczyli się na
pamięć przynajmniej jednej strofy staropolskiego wiersza.
Obraz kalwaryjski należy do najstarszych i
najpiękniejszych w tej grupie. Nieznany mistrz namalował go na
grubym płótnie o znacznych wymiarach. Pierwotne, żywe kolory kryje
dziś warstwa pociemniałych werniksów i kurzu, a mrok korytarza
przykościelnego, w którym jest przechowywany nie sprzyja podziwianiu
unikalnego dzieła. Tylko nieliczni z przechodzących tłumnie
pielgrzymów zatrzymują się zaintrygowani niezwykłością malowidła.
W centrum płótna znajduje się ocembrowana studnia. Wokół
niej, w miarowym okręgu stoją kobiety w wytwornych sukniach,
splecione w uścisku dłoni z groteskowymi kościotrupami. Literacki
komentarz, wypisany swobodnie na banderoli, wyjaśnia opisaną scenę:
„Różnych stanów piękne grono
Gęsto śmiercią przepleciono
Żyjąc wszystko tańcujemy
Aże obok śmierć nie wiemy”.
Wokół tonda, równolegle do krawędzi obrazu występują
eliptyczne medaliony. Dostrzegamy w nich te same szkielety tańczące
z mężczyznami reprezentującymi wszystkie klasy społeczne. W
pierwszej parze kroczy więc papież, za nim cesarz, kardynałowie i
biskupi. Kostucha, uzbrojona w ostrą kosę, drwi sobie ze splendorów
i przywilejów zarówno duchownych, jak i świeckich. Zuchwale zrzuca w
proch ziemi tiary i korony oraz inne szacowne rekwizyty władzy i
prestiżu. Nie liczy się ona z namaszczoną powagą prałatów:
„Wszak kanony zakazują
Niechaj księża nie tańcują
A wyście święci kapłani
Gwałtem w ten taniec porwani.”
Na nic zdają się surowe skargi i protesty wszystkich niemile
zaskoczonych zaproszeniem w śmiertelne tany. Nieprzywykły do
ustępstw szlachetka – zapewne gorący miłośnik „liberum veto” –
daremnie protestuje:
„Jakże się twe suche kości
Targnęły na me wolności
Nie pozwalam w tany z tobą
Ty mnie przecie bierzesz z sobą”.
Także mieszczańskie propozycje przekupstwa zostają
zdecydowanie odrzucone. Współczucie dla doli uciemiężonego kmiecia
zdaje się zatrzymać na chwilę władczy pochód Śmierci. Jednak już w
następnym kadrze Kostucha tańczy żwawo z żołnierzem przywykłym do
jej towarzystwa. Podeptawszy żydowskie pieniądze, staje zuchwale
wobec dzikiego i budzącego powszechny przestrach Turka. Fraszką dla
niej okazuje się opiewana w ludowych baśniach siła rozbójnika-
górala: „Ty odważny góralu, Nagle umrzesz na palu…” – woła
szyderczo, nie pozostawiając złudzeń co do kruchości ziemskiej siły,
chwały, bogactwa i władzy.
Śmierć pląsa i konwersuje z przedstawicielami wszystkich
stanów społecznych w takt muzyki swojskiej i groteskowej,
odzwierciedlającej z bezlitosną precyzją ówczesne problemy
społecznie i polityczne oraz atmosferę Rzeczypospolitej magnacko-
szlacheckiej. Interesujące w tym kontekście są innowacje, które
poszczególni nieznani malarze wprowadzali do swoich obrazów, nadając
im przez to dodatkowy, lokalny czy regionalny rys. W obrazie
kalwaryjskim owo znamię lokalności jest czytelne poprzez
umieszczenie omówionego wyżej kadru z góralem.
To pociemniałe, kilkusetletnie płótno, gdy uważnie
je „odczytujemy”, staje się zaskakującą alegorią ludzkiego życia.
Językiem barw i kształtów opowiada o kruchej egzystencji,
zawieszonej w absolutnym, nieodwołalnym ruchu pośród śmierci, sądu,
nieba i piekła. Rzeczywistości zwane w katechizmie, „czterema
rzeczami ostatecznymi” ukazane są symbolicznie w czterech narożach
obrazu. W dolnym rogu: Adam i Ewa zrywają owoc zakazany z drzewa
życia, sprowadzając na cały ludzki rodzaj karę śmierci. Egzekucja
nieodwołalnego wyroku dokonuje się w ognistej czeluści piekielnej –
namalowanej w przeciwległym narożu. Wybawienie od tych tragicznych
przeznaczeń zwiastują sceny w narożnikach górnych: rajskie
drzewo „na którym śmierć wzięła początek” zostaje pozbawione zgubnej
mocy w śmierci Chrystusa – Nowego Adama, a uświęcony męczeństwem
krzyż staje się nowym „Drzewem Życia”. Sędzia wszechświata,
zasiadając na łuku tęczy, miłosiernym gestem zaprasza odkupionych do
wiecznego królestwa.
Bohaterowie „malarskiego teatrum” to ludzie baroku
zmagający się z egzystencjalnymi niepokojami oraz psychologicznymi i
kulturowymi nastrojami wyrosłymi z zamętu reformacji. Smak grozy,
emanujący z obrazu, to broń w duchowej walce o odciągnięcie
beztroskich umysłów ludzkich od rzeczy przemijających i zwrócenie
ich ku wartościom ostatecznym. Czaszka, klepsydra i moździerz,
wplecione w kompozycje figuralne, wyobrażają prawo przemijania i
wieszczą nieuchronną śmierć.
Zaskakująca kompozycja omawianego malowidła nie należy
do wyjątkowych zjawisk sztuki barokowej. Śmierć w postaci szkieletu
pojawia się na płytach epitafiów i grobowców „jużto siedząc na
trumnie zmarłego, jużteż wypełzając z pod śmiertelnego całunu”. Dla
podkreślenia grozy i pogłębienia refleksji do obrazów dodawano
wierszowane napisy „pełne ostrzegawczych sentencyj”.
Źródeł inspiracji omawianego obrazu należy poszukiwać w
średniowiecznej tradycji tańca kultowego, powiązanego z chętnie
odgrywanymi w świątyniach misteriami. Dotyczy to szczególnie
środowisk franciszkańskich. Propagowane przez Braci Mniejszych –
bernardynów bożonarodzeniowe jasełka, kołysanie Dzieciątka, czy
dialogi „Kolędy” z „Allelują” z czasem przerodziły się w misteria
ukazujące życie i śmierć Jezusa. Składową częścią dramatu stał się
oczywiście taniec, znany z niezwykłej siły oddziaływania na
wyobraźnię i emocje odbiorcy. Misteria, a szczególnie motyw tańca
śmierci, wykorzystywali franciszkańscy kaznodzieje jako
rodzaj „dosadnej przenośni homiletycznej”, wzywającej do nawrócenia
i pokuty.
Obecność „Tańca Śmierci” w sanktuarium kalwaryjskim może
pomóc pielgrzymom w zrozumieniu eschatologicznego i pokutnego
charakteru miejsca. Korowód taneczny, posuwający się ruchem kolistym
analogicznie do kierunku wędrówki słońca, jest metaforą życia –
pielgrzymki na zachód, to znaczy ku „siostrze śmierci” i czterem
rzeczom ostatecznym, o których nigdy nie wolno nam zapomnieć:
„Szczęśliwy kto z tego tańcu