Gość: Krzemien
IP: *.ipt.aol.com
18.09.03, 03:48
TYLKO SWINIE SIEDZA W KINIE
pod tym haslem warszawiacy bronili sie [rzed propaganda Goebelsa.
Dzis - przed ulepszona przez Spielberga.
___________________________
Recenzja "Saving Private Ryan" ("Ratowanie szeregowca Ryana")
rezyserii Stevena Spielberga
Zdawalo mi sie, ze Spielberg zrobil cos o II Wojnie Swiatowej, tj. o walce na
froncie zachodnim, cos o honorze i wspolczuciu amerykanskiego rzadu dla
amerykanskiego zolnierza, nareszcie cos bez "Holocaustu" i "komor gazowych".
Poszedlem wiec obejrzec "ratowanie szeregowca Ryana".
W kinie jednak zobaczyl;em, ze propaganda najbardziej dydaktycznego cudownego
dziecka holywudu jest tam bez zmian, tylko podsunieta chytrzej. Albo - jak
kto woli ? subtelnej, mniej widocznie dla wprawnego oka.
Francuski historyk, Robert Faurisson, powiedzial, ze kazda wojna jest
zbrodnia. W kinie Zydow istnieja jednak dobre wojny. II Wojna Swiatowa jest
taka dobra wojna. 54 lata minely od jej zakonczenia ? pol wieku ? ale
zydowskie mity Aliantow wciaz wsiakaja w w narod. Hip, hip, hurra! Powodzenie
kasowe "Sacing Private Ryan-a" to potwierdza. Spielberg zaciera rece, bo
zrobil z najwiekszej bratobojczej rzezi gojow w ieku bialego bratobojstwa nie
tylko "dobra wojne", ale jeszcze napelnil kase superstudia "Dream Works"
setkami milionow dolarow. (Ich nastepny projekt to film animowany o czarnym
Mojzeszu wychowanym przez czarnego Ramzesa. Ten "obciagnie" miliony u
Murzynow, a zarazem "podbechta" przeciwko bialym.)
Goje z rolniczej strefy Ameryki, z "bread basket belt", sa w 1998 roku
desperacko zmeczeni choroba duszy, ktora dotknela Ameryke. Oni chca widziec
bohaterow i cos, w co moga wierzyc, wierzyc znowu. Voila, Spielberg przybywa
na pomoc! Mozesz zapomniec o odcieniach szarosci moralnosci, albo o
egzystencjalnym samozwatpieniu, ktore musiales ogladac w filmach o walkach w
Korei i Wietnamie. To byly zle wojny. Zwalczalismy komunistow. Za te wojny
amerykanscy weterani wojenni winni czynic pokute obchodzeniem nie konczacej
sie zaloby, dopasowujac sie do puscizny zbiorowego rozstroju nerwowego lat
60-tych, za to ze w ogole brali udzial! W kinie zydowskim ich walory jak
patriotyzm, bohaterstwo i slepa wiara w generalow roznia sie o wlos od
"zbrodni wojennych". Natomiast przeciwko Niemcom patriotyzm, bohaterstwo,
slepa wiara w generalow sa sluszne i pelnoprawne ? uzasadnil je polwiekowy
tam-tam holywudu.
Spielberg wystawil przynety dla widowni ? na zwolnionym ruchu milosne karesy
kamer z pornografia brutalnosci, czym popisal sie juz poprzednio w "Amistad"
(hi-tech dramacie orgi przemocy bialych wobec czarnych na pokladzie okretu z
niewolnikami). Zagral glownie na sentymentach rocznikow poborowych
zapelniajacych ciemnice kinowe, naiwniakow tego samego typu co dali sie
zawiezc na Omaha Beach na pewne stracenie. Na przyklad, w makabrycznej scenie
zydowski zolnierz (kto kiedy widzial Zyda na froncie?) przegrywa na biala
bron i niemiecki zoldak pruje mu bebechy z prawie milosnym wspolczuciem ?
wymysl przypominajacy blagierstwo innego Zyda, Freuda, ale glod czytelnikow
szmatlawcow i tabloids zostaje nasycony.
Zaczyna sie od ladowania piechoty US na skrwawionych plazach Normandii, gdzie
te niemieckie sukins..., ci zbrodniarze wojenni mieli czelnosc strzelac do
inwadujacych Amerykanow. Nieomal psychoteraupetyczne sceny smierci i rzezi ?
chyba najbardziej podniecajace i fascynujace jakie kiedykolwiek
zainscenizowano ? z miejsca urzekaja sadystow videowych cyrkiem digitalnej
woltyzerki "wirtualnego boju".
Film ma nas przekonac, ze rzad Henry Morgenthaua i Roosevelta wyslal mlodziez
na smierc za sprawe Zydow w Europie, a jednoczesnie z milosci do Amerykanow
zadbal o amerykanskie rodziny. Yapp! Otoz kiedy czterej bracia pomaszerowali
na wojne, zeby zrobic swiat bezpiecznym dla zydobolszewii i zydobolszewikow,
trzech od razu zginelo. Trzeba wiec uratowac tego czwartego. Nie bardzo to
jasne dlaczego i dlaczego wlasnie tego ostatniego brata, gdyz na wojnie
innych takich ostatnich braci jest masa? No wiec to jest swiat fikcji
Spielberga. Cicho, nie psuc jemu zabawy w kino! No wiec sam general Marshall,
pomnikowo uheroizowany na surowy ekstrakt meskosci, interesuje sie tym
czwartym, pozostalym przy zyciu bratem, szeregowcem Ryanem. Moze dla
precedensu, moze dla wyjatku z reguly, moze dla reklamy, dla wlasnej
popularnosci? Niewazne, przeciez to fikcja, tu dba sie o propagande, a nie o
historie. "Marshall" Spielberga, zeby rozsymentalnic publike "madroscia
strategow", recutyje slowa Zyda Lincolna z pamieci. . . Kto zna bucowatosc
Marshalla, tego chwyta pusty smiech. Ale temu, kto zna bratobojcza wojne
Lincolna, temu nie jest do smiechu.
Szeregowiec Ryan, desantowy skoczek spadochronowy wyladowal zniesiony z kursu
w okupowanej przez "wroga" Francji. "Madry strateg" Marshall wyznacza
spejalna druzyne komandosow do uratowania go w srodku wojny, w rejonie
chaotycznych, piekelnych walk ulicznych, gdzie co chwila przerywana jest
lacznosc i walczacy sa zdani na siebie samych, odlaczeni od druzyny i gdzie
cala operacja nie ma sensu, gdyz straty ratownikow musza byc wieksze niz
liczba przypuszczalnie uratowanych, ktora w tym wypadku wynosi jeden (1)!
Druzyna ratownicza sklada sie umyslnie z wielokolorowych Amerykanow. (Takie
cliches spinaly w ciaglosc filmy B-klasy i komiksy Marvela.) Jest tam
glupkowaty Wloch, straszliwy jajoglowy, popychany Zyd, wielki Arianin z
Brooklynu i typ z Poludnia, sierzant York. Gromada ta jest tak sniado-smagla,
ze z poczatku ona przypomina oddzial portorykanskiej Gwardii Narodowej, co
odwraca nasza uwage i wytraca nas z akcji na ekranie. Zauwazamy, ze siedzimy
w kinie i trzeba chwili, zebysmy wrocili do poddania sie konwencji przezycia
kinowego.
"Zyd" powiewa swoim naszyjnikiem z "Gwiazda Dawida" w kierunku niemieckich
jencow i drazni ich, pokrzykujac: "Juden, Juden!" Ale, o dziwo, Spielberg nie
kazal "Niemcom" chrzakac i spluwac na zydowska swietosc. Scena ta jest
jedynym zydowskim odnosnikiem i, o dziwo, nie ma tez grozy "Holocaustu"
przenikajacej z tla, czekajacej ich dalej, w Polsce. Dlaczego Spielberg nie
uderzyl w strune "Holocaustu"? Bo wiedzial, ze publika zlozona z gojow nie
bedzie kibicowac poswiecienia Amerykanow za sprawe tych, co morduja
palestynskie dzieci rzucajace kamieniami. Co gorzej, "Holohoax" sprzedaje
sie coraz trudniej i meczy widownie. Wybral zatem wstrzykniecie swojej
nienawisci do Niemcow tam, gdzie publicznosc je najmniej moze zauwazyc.
Na przyklad, wszyscy ratownicy Ryana widza, ze koniecznie trzeba rozstrzelac
niemiekich jencow wojennych, a tylko kapitan nie godzi sie zamordowac jencow.
W konsekwencji jego "slabosci" nasz zolnierz ginie. Wlasnie "nasz", ten
zydowski. A ubitj germancow!!! Oni sa bezwzgledni to my tez bedziemy!!! Oko
za oko!!!
Papierowa jest postac sierzanta Yorka, protestanta "fundamentalisty" z
Poludnia, co zawziecie nienawidzi Niemcow. Dlaczego tak zawziecie? Nie
wiadomo. Kiedy jeniec niemiecki mowi do sierzanta Yorka po niemiecku, on
wybucha wsciekle: "Zamknij ta brudna swinska lacine!" Lacine? Swinska?
Niemiecki jest jezykiem szczytowych osiagniec w filozofii, literaturze,
teatrze, jezykoznawstwie itd. Czy ten rezyser o niemieckim nazwisku nie
zapedzil sie w pospolita ignorancje pismakow, uslugaczy syjonizmu? Nienawisc
nie tylko go oslepila, ale i oglupila.
Jezli ktos uwierzy bajanie Spielberga, to bedzie dziwil sie, jak to bylo
mozliwe, ze Niemcy podbili Europe, Polnocna Afryke i zapedzili Armie Czerwona
pod Moskwe, bo przeciez w filmie oni walcza z tepa glupota, jak statysci
filmowy w starym serialu telewizyjnym: "Combat" z lat 60-tych. Jak oni tylko
znajda sie w polu widzenia Amerykanow, to ino puk! i Niemiec lezy. Podczas
gdy amerykanscy zolnierze biegna przed linia karabinow i ckm-ow, a kule ich
sie nie imaja. To ci wojsko! "Niemcy" walcza