Gość: V.C.
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
10.11.03, 14:53
Niewinni
Marcin Fabjański
Wszyscy spędzili lata w więzieniu, zanim testy DNA oczyściły ich z zarzutów.
Ale dziś są wolni tylko fizycznie. Duchem wciąż tkwią za kratami
Tim Durham marzy o urządzeniu kontrolnym, które będzie mu zapewniać
alibi: "To całkiem prawdopodobne, że ktoś znowu oskarży mnie o przestępstwo,
którego nie popełniłem" - powiedział fotografce Taryn Simon, która przez
trzy lata robiła zdjęcia niewinnym ludziom zwolnionym z więzienia. Skazano
go za zgwałcenie jedenastolatki. Przesiedział trzy i pół roku.
Larry'ego Youngblooda skazano na dziesięć lat za zgwałcenie
dziesięcioletniego ministranta - czyn, którego dokonał ktoś inny.
Richard Danziger, który odsiedział 12 lat za cudze włamanie i morderstwo,
nie boi się wprawdzie, ale niewiele rozumie z tego, co widzi. Jeden ze
współwięźniów przegryzł mu czaszkę i uszkodził mózg.
W ostatniej chwili
Prawnik z urzędu, który zasypia w trakcie procesu. Prokurator, którego
kariera zależy od tego, ilu ludzi skutecznie skaże, bez względu na to, czy
są winni, czy nie. Policjant, który marzy o tym, żeby jak najszybciej
znaleźć winnego, czyli kogoś, kto się przyzna do winy. W USA, i nie tylko
tam, można przez takich ludzi trafić do więzienia, nawet do celi śmierci. I
to wcale nie tak rzadko.
Do tej pory testy DNA - porównywanie kodu genetycznego ze śladów
zostawionych przez przestępcę i kodu genetycznego skazanego - uwolniły w USA
około 130 niewinnie skazanych. Kilkunastu z nich wyszło z więzienia tuż
przed egzekucją.
Taryn Simon w roku 2000 na zamówienie "The New York Times" fotografowała
ludzi, których wyciągnęły z celi śmierci testy DNA. Zrobiła materiał dla
gazety, ale nie przerwała pracy, którą się przejęła. Tak powstała
książka "Niewinni". 50 portretów ludzi, których większość nigdy nie była
wcześniej karana. Wśród nich tylko jedna kobieta. Prawie wszyscy są czarni.
Taryn Simon odkryła, że wielu z nich trafiło do więzienia za sprawą zdjęć.
- To był wstrząs. Fotografią param się od lat, ale dopiero teraz odkryłam
jej destrukcyjną siłę.
Obiektyw
Pierwsze zdjęcie w książce Taryn Simon. Bar w San Diego. Frederick Daye
siedzi na butelką budweisera. Patrzy w obiektyw. W oczach smutek i złość.
Frederick pił tu piwo także 11 stycznia 1984 roku, kiedy w innym miejscu San
Diego dwóch mężczyzn zgwałciło i obrabowało młodą kobietę. Widziało go wtedy
w barze 13 osób. Ale nawet ich zeznania nie okazały się dobrym alibi. Dostał
dożywocie za gwałt, uprowadzenie i kradzież samochodu.
Fredericka Daye policjanci zatrzymali na autostradzie 11 dni po
przestępstwie. Jechał za szybko. Przetrzymywali go dwie godziny w środku
nocy na autostradzie. W końcu powiedzieli: zwolnimy cię, ale musisz się
zgodzić na zdjęcie.
Zdjęcie obejrzała ofiara napadu. Nie przypominało napastnika.
- Naszym zdaniem to ten facet, pasuje do pani opisu - powiedzieli jej
policjanci, choć nie powinni niczego sugerować. Ofiara spojrzała raz jeszcze
i uznała, że mają rację.
Frederick Daye dostał dożywocie. Po wyjściu uzyskał 480 tys. dolarów
odszkodowania od stanu Kalifornia. Całe szczęście, bo nikt nie chce dać mu
pracy.
W roku 1982 ktoś pobił i zgwałcił młodą kobietę w miasteczku Hanover w
stanie Wirginia. Ofiara gwałtu wskazała zdjęcie Marvina Andersona jako
napastnika, bo natychmiast rzucało się w oczy - była to jedyna kolorowa
fotografia, obok sześciu czarno-białych, którymi dysponowała policja.
Anderson poszedł więc do więzienia. 15 lat później test DNA pokazał, że jest
niewinny.
Jak zdjęcie Andersona trafiło do policyjnych akt, a potem przed oczy ofiary
gwałtu? Wszystko przez to, że gwałciciel pochwalił się przed ofiarą, że ma
białą dziewczynę. Miejscowy policjant znał tylko jednego czarnego, który żył
z białą kobietą - Marvina Andersona. Poszedł do jego pracodawcy i tam dostał
kolorowe zdjęcie Marvina.
Pięć lat po wyroku prawdziwy gwałciciel, John Otis Lincoln, dobrowolnie
przyznał się do zbrodni. Ale sędzia (ten sam, który skazał Andersona) uznał,
że jego zeznania są niewiarygodne. Prośby więźnia i jego adwokatów o
zbadanie próbki spermy i innych dowodów biologicznych kończyły się odmową.
Dowody zostały zniszczone - wyjaśniała policja. W roku 1997 Anderson wyszedł
warunkowo z więzienia. Cztery lata później próbki spermy gwałciciela
odnalazły się przypadkiem w policyjnym laboratorium. Test DNA wykluczył, że
Marvin Anderson jest gwałcicielem.
W styczniu 1988 roku w Virginia Beach bandyta przystawił pistolet do skroni
młodej kobiety, która wychodziła z samochodu. Kazał jej się rozebrać, potem
ją zgwałcił i obrabował. Rok później za tę zbrodnię skazano na 47 lat Troya
Webba.