Dodaj do ulubionych

Ilu Polakow/Polek zginelo za pomoc Zydom???

IP: *.dsl.snfc21.pacbell.net 15.11.03, 21:23
savingjews.info/
Obserwuj wątek
    • Gość: lesio Re: Ilu Polakow/Polek zginelo za pomoc Zydom??? IP: *.hlcrs201.al.comcast.net 16.11.03, 07:26
      Bardzo dziekuje za ta strone. Drukuje ja w kilku egz. i link wysylam wszystkim
      znajomym.
      • gini Re: Ilu Polakow/Polek zginelo za pomoc Zydom??? 16.11.03, 09:59
        Oksano ja sobie czasem podczytuje foeum zydowskie , i kiedys wpadlam tam na
        ciekawa dyskusje,na ten temat wlasnie dam Ci linka poczytaj sobie.
        forum.jewish.org.pl//read.php?f=1&i=36355&t=36355
        • gini Re: Ilu Polakow/Polek zginelo za pomoc Zydom??? 16.11.03, 10:05
          Uratowani Ireny Sendler
          Autor: aga
          Data: 10-11-03 20:05

          Właśnie w Wiadomościach Michał Głowiński powiedział, że został przez nią
          uratowany....
          Nie wiem, jak wy reagujecie, ale ja (kiedy dopiero odkrywam swoje korzenie)
          widząc kogos, kogo cenię, kto jest autorytetem (tu akurat naukowym) i ten ktoś
          mówi milionom przed telewizorami, że jest Żydem - ja sie wtedy wzruszam...
          Wiem, że człowiek jest stadny i zawsze będzie szukał grupy. To chyba o to
          chodzi. Ale wzruszylam się mimo wszystko - poczucie wspólnoty? jedności? A może
          triumf - oto patrzcie - wszystkie nobliwe panie polonistki kształcone są na
          żydowskich podręcznikach!!
          Czy Wy też tak reagujecie? czy to tylko ze mną coś nie tak...


          Odpowiedz na tę wiadomość


          Re: Uratowani Ireny Sendler
          Autor: _Starozakonna_ (62.233.180.---)
          Data: 10-11-03 20:10

          kto to jest michał głowiński?


          Odpowiedz na tę wiadomość


          Re: Uratowani Ireny Sendler
          Autor: kakofonia
          Data: 10-11-03 20:18

          Profesor PANu, dokładnie rzecz biorąc Instytutu Badań Literackich, historyk
          literatury i szalenie symaptyczny człowiek smile). Napisał parę książek między
          innymi o języku propagandy komunistycznej. Coś jak nasz Klemperer.

          A o tym, że jest Żydem mówił już jakiś cza temu. Kiedy parę lat temu
          opublikował tomik wspomnień z czasów wojny: "Czarne sezony". Potem wydał
          jeszcze dwie. Warto zajrzeć.


          Odpowiedz na tę wiadomość


          Re: Uratowani Ireny Sendler
          Autor: owca
          Data: 10-11-03 20:19

          tu jest link do krótkiego artykułu dot. wręczenia orderu Orła BIałego:

          www1.gazeta.pl/wyborcza/1093892,34513,1770000.html?v=0&f=28
          dobrze, że nie tylko Żydzi (w sensie tytułu Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata)
          dostrzegają, że takie Osoby są wybitne i nalezy im się wielki szacunek i
          odznaczenia jakie tylko.


          Odpowiedz na tę wiadomość


          Re: Uratowani Ireny Sendler
          Autor: aga
          Data: 10-11-03 20:21

          zajmuje się historią i teorią literatury, także krytyką
          Bardzo mądry gość - nie pamiętam czy pracuje na UW czy w PANie


          .A co maja Zydzi do powiedzenia o ratowaniu Polakow przez pania Sendler?
          A no to ciesza sie jedynie z tego,ze pan Glowinski jest Zydem, i ,ze Polacy
          ksztalca sie na zydowskich podrecznikach.
          Duzo na temat pana Glowinskiego, nic doslownie na temat Sendlerowej.

        • Gość: Sun wpadlas tam na dyskusje, a z tej wypadnij IP: *.t15.ds.pwr.wroc.pl 16.11.03, 10:54
          jak najszybciej.
          • gini Re: wpadlas tam na dyskusje, a z tej wypadnij 16.11.03, 10:56
            Gość portalu: Sun napisał(a):

            > jak najszybciej.

            A to dlaczego?Czy to rozkaz?Nie chce mi sie.
    • Gość: Józef Zawadzki W samej Warszawie w co 12 domu przechowywano Żydów IP: *.icm.edu.pl 16.11.03, 15:38
      A Sprawiedliwych wśród Narodów Świata czy nie Polaków jest najwięcej
    • Gość: pamawa Re: Ilu Polakow/Polek zginelo za pomoc Zydom??? IP: *.infonet.gze.pl 16.11.03, 22:23
      Temat wart glebszej refleksji. Szczegolnie w kontekscie listu Gini. Szkoda, ze
      nie mam teraz czasu a i przygotowac sie by wypadalo.
      Postaram sie wlaczyc w dyskusje troche pozniej.
      Pozdrawiam.
      • gini Re: Ilu Polakow/Polek zginelo za pomoc Zydom??? 17.11.03, 01:22
        Gość portalu: pamawa napisał(a):

        > Temat wart glebszej refleksji. Szczegolnie w kontekscie listu Gini. Szkoda,
        ze
        > nie mam teraz czasu a i przygotowac sie by wypadalo.
        > Postaram sie wlaczyc w dyskusje troche pozniej.
        > Pozdrawiam.
        No to ja poczekam.
        Pozdrawiam serdecznie
        Oksanetez pozdrawiam
        i te Ose co to nam uleciala do dungli brazylijskiej.
        • gini Re: Ilu Polakow/Polek zginelo za pomoc Zydom??? 17.11.03, 19:17
          No w gore, bo cos slabo idzie.Moze Grona gniewu sie zainteresuja watkiem.
    • neceser Ilu Polakow/Polek zginelo za pomoc Zydom??? 17.11.03, 19:23
      Z RAK POLAKOW? Duzo! Do dzisiaj nie moga mieszkac w Jedwabnem ci ktorzy
      pomagali Zydom.

      Gość portalu: Oksana napisał(a):

      > savingjews.info/
      • gini Re: Ilu Polakow/Polek zginelo za pomoc Zydom??? 17.11.03, 19:26
        neceser napisał:

        > Z RAK POLAKOW? Duzo! Do dzisiaj nie moga mieszkac w Jedwabnem ci ktorzy
        > pomagali Zydom.
        >
        > Gość portalu: Oksana napisał(a):
        >
        > > savingjews.info/


        Ach jak przyjemnie pisac o Jedwabnym i o zlych Polakach.
        Mozna sie przekonac latwo o czym chca zapomniec Zydzi.
        Nic z tego, bede podbijac.
        • neceser Re: Ilu Polakow/Polek zginelo za pomoc Zydom??? 17.11.03, 19:36
          my mamy wiecej forow. ecie pecie, materace arabecie.
          gini napisała:

          > neceser napisał:
          >
          > > Z RAK POLAKOW? Duzo! Do dzisiaj nie moga mieszkac w Jedwabnem ci ktorzy
          > > pomagali Zydom.
          > >
          > > Gość portalu: Oksana napisał(a):
          > >
          > > > savingjews.info/
          >
          >
          > Ach jak przyjemnie pisac o Jedwabnym i o zlych Polakach.
          > Mozna sie przekonac latwo o czym chca zapomniec Zydzi.
          > Nic z tego, bede podbijac.
          • gini Re: Ilu Polakow/Polek zginelo za pomoc Zydom??? 17.11.03, 20:06
            neceser napisał:

            > my mamy wiecej forow. ecie pecie, materace arabecie.
            > gini napisała:
            > *********
            .No i dobrze, ze macie wiecej foeow, ale tu na tym forum tak ladnie sie
            odslaniacie ze swoja nienawiscia .
            Odslaniajcie sie dalej.
            • Gość: Oksana Inna lista IP: *.dsl.snfc21.pacbell.net 19.11.03, 01:24
              www.holocaustforgotten.com/List5.htm
              • Gość: Oksana Polecam te ksiazke... IP: *.dsl.snfc21.pacbell.net 19.11.03, 01:45
                www.00-00-00-00.com/item/1_0631162151_1_1_0_index.html
                (niestety nie jest latwo dostepna).
              • Gość: Oksana Re: Inna lista IP: *.dsl.snfc21.pacbell.net 19.11.03, 18:01
                To jest czesc oryginalnej listy (z poczatku dyskusji).

                Warto przeczytac glowny artykul:

                www.holocaustforgotten.com
      • Gość: gloubiboulga Re: Ilu Polakow/Polek zginelo za pomoc Zydom??? IP: *.proxy.aol.com 19.11.03, 18:44
        Panowie i panie: to nie Polacy, to Francuzi!! (przepraszam za ironie).
    • Gość: Oksana Niewygodny temat??? IP: *.dsl.snfc21.pacbell.net 19.11.03, 17:56
      Przez wiekszosc zycia slyszalam o Polakach co to nie pomogli.
      Dlatego chcialabym wiecej o Polkach i Polakach co nie tylko pomogli ale oddali
      zycie. Jest tyle opowiesci o dzielnych Dunczykach czy nawet Niemcach
      (Schindler).

      Pytanie ilu Dunczykow czy Niemcow poswiecilo (albo ryzykowalo) zycie zeby
      ratowac Zydow? Czy jest jakikolwiek inny kraj na ziemi ktory przelal tyle krwi
      dla sprawy??? Czy nie powinnismy o tym mowic i pisac conajmniej tyle co o
      Jedwabnem?
      • Gość: gloubiboulga Re: Niewygodny temat??? IP: *.proxy.aol.com 19.11.03, 18:46
        Wystarczy dostac sie do "Yad Vashem".
        • Gość: Oksana Re: Niewygodny temat??? IP: *.dsl.snfc21.pacbell.net 19.11.03, 19:57
          Niestety dostabue sie do "Yad Vashem" nie chroni od zapomnienia.

          Powstaly legendy o krolu dunskim co podobno nosil gwiazde Dawida (nigdy jej nie
          nosil), czy Schindlerze ktory ratowal ludzi. Nikt nigdy nie zrobil filmu o tych
          setkach jesli nie tysiacach dzieci, kobiet i mezczyzn ktorzy zaplacili zyciem
          za pomoc. Taka kara nigdy nie grozila w Danii czy w Holandii, ktore w
          przeciwienstwie do Polski bardzo pozytywnie sa wspominane prze Zydow.
          Czyzby zycie oddane przez Polakow za Zydow nie bylo warte dobrego filmu????
          Dlaczego tak malo sie mowi o tym niewiarygodnym poswieceniu a tak wiele o tych
          nielicznych kanaliach przypominajacych ormowcow z czasow PRLu?

          Nastepny mit to ze "wiekszosc byla obojetna." Wiekszosc byla zajeta
          przetrwaniem. Wystarczy zobaczyc troche dokumentacji co znaczylo zdobycie
          jedzenia w tamtych czasach, unikniecie lapanki, rozstrzelania, wywozki "na
          roboty" etc. Wymaganie od tamtych ludzi zeby masowo poswiecali zycie swoje i
          swoich dzieci jest nieludzkie. Jednak nawet Ci co poswiecali, skazani sa teraz
          na wymazanie ze swiadomosci ogolu.




          Gość portalu: gloubiboulga napisaŠŻ(a):

          > Wystarczy dostac sie do "Yad Vashem".

          • Gość: pamawa Re: Niewygodny temat??? IP: *.infonet.gze.pl 19.11.03, 22:59
            Niestety masz racje. Rowniez, choc po latach, zostal wpisany na liste
            zasluzonych Henryk Sławik. Przy jego nazwisku na stronie, ktora podalas nie ma
            w odroznieniu od niektorych innych osob, nawet krotkiej informacji o tym co
            zrobil. Brakuje tez wyjasnienia, ze zginal z tego powodu, ze do konca pomagal i
            ratowal innych zamiast uciekac i ratowac siebie i swoja rodzine.
            Pozdrawiam serdecznie.
          • Gość: gloubiboulga Re: Niewygodny temat??? IP: *.proxy.aol.com 20.11.03, 19:20
            "Dostanie "sie do Yad Vashem potwierdza to, co wiemy (wiedzielismy) i co
            historia potwierdzila. Co ? Wystarczy lektura ("lecture"). Ci, co chca, moga.
            Ci, co nie chca, nie potrafia.

            Bien à Vous, Roxanne, "ty stary rowerze".
    • tees1 jest jeszcze i to 19.11.03, 18:21
      www.loretanki.pl/Sklep_Lor/opis.asp?kod=Godni%20synowie

      Ksiazka pt "Godni synowie naszej Ojczyzny",
      "Przejmuj¹ce i niezwykle ciekawe œwiadectwa o niez³omnej postawie Polaków
      ratuj¹cych – za cenê bezpieczeñstwa i ¿ycia swojego i swoich najbli¿szych –
      ¯ydów z piek³a II wojny œwiatowej. Warto je czytaæ, bo daj¹ œwiadectwo temu,
      co piêkne w duszach Polaków, wbrew k³amliwym twierdzeniom o wspó³udziale
      naszych rodaków w holocauœcie i innych zbrodniach. Tom I str. 200 tom II str.
      232"
    • Gość: pamawa Jeszcze... jeden... nieznany bohater IP: *.infonet.gze.pl 19.11.03, 20:07
      Henryk Sławik, polski patriota ze Slaska. Cichy i dlugo zapomniany bohater
      tamtych dni. Poswiecil wlasne zycie ratujac innych.
      ... I Henryk Zvi Zimmermann ze swoja zona, ktory dal wspaniale swiadectwo
      prawdzie. Szkoda, ze zamiast o takich ludziach i takich czynach tak czesto
      wolimy mowic i zajmowac sie tzw. marginesem.
      Kto przywroci i zachowa pamiec o dobrych ludziach roznych narodow, kiedy
      latwiej i wygodniej jest poslugiwac sie sterotypami. Niestety my, Polacy
      najczesciej nie potrafimy sie chwalic. Kiedy inni utrwalaja swoja przeszlosc,
      my zaczynamy na nia obojetniec lub jej sie wstydzic. Trudno wymagac by inne
      nacje robily to za nas, tym bardziej mozemy byc wdzieczni Panstwu Zimmermann za
      to co zrobili. Troche wstyd, gdy czyta sie te slowa Henryka Zvi Zimmermann'a
      ale trzeba je interpretowac wlasciwie - zamiast biernie czekac i sie oburzac,
      gdy zamiast pochwal swiat nam cos wygarnie lepiej sie zaczac umiejetnie
      promowac. To troche tak jak z tymi goracymi zrodlami, ktore mamy a o ktorych
      malo kto wie. No coz, dobrego marketingu tez musimy sie zaczac uczyc.
      Nie chce dobierac tylko fragmentow artykulu Elżbiety Isakiewicz z Gazety
      Polskiej dlatego pozwalam sobie, mimo ze jest obszerny, przytoczyc go w calosci.

      Świadectwo .
      Elżbieta Isakiewicz
      Gdyby nie uparty Żyd z Krakowa, dyplomata izraelski, Henryk Zvi Zimmermann,
      nikt by dziś nie wiedział, że Polak Henryk Sławik ocalił w czasie wojny tysiące
      Żydów. - Nie rozumiem Polaków - mówi Zimmermann - mieć taki atut i nie
      wykorzystać go dla obrony dobrego imienia Polski w czasach, kiedy opinie o
      polskim antysemityzmie rozpowszechniane są na świecie bez oporów. To dziwne.
      Henryk Zvi Zimmermann, rocznik 1913, urodzony w Skale nad Zbruczem, absolwent
      Uniwersytetu Jagiellońskiego, emerytowany izraelski dyplomata, ma wygląd
      polskiego arystokraty: ze swym słusznym wzrostem, wysokim czołem i zawadiackim
      spojrzeniem mógłby pozować do rodowych portretów w dawnych ziemiańskich dworach.
      Miriam Zimmermann, dostojna, drobniutka, o typie urody, która zmienia się, lecz
      nie przemija, żona Henryka, wspólniczka w poszukiwaniach, mówi, że jej pierwsze
      zdjęcie z Krynicy pochodzi z roku 1936, gdzie - maleńka - przyjeżdżała z
      rodzicami na letnisko.
      Henryk i Miri Zimmermannowie są w Polsce co roku co najmniej dwa miesiące. W
      planie ich podróży Krynica jest zawsze, bo piękna i nie doceniona. W czeskich
      Karlowych Warach na przykład bije tylko jedno gorące źródło, w Krynicy aż
      siedem, fenomen na skalę Europy - a kto o niej słyszał w szerokim świecie -
      denerwuje się Zimmermann.
      Sześćdziesiąt lat temu, niedaleko stąd, w miejscowości Rytro, a ściślej w
      lasach tych okolic, on - Henryk Zvi Zimmermann, uciekinier z Julagu 3 w
      Bieżanowie, więzień o numerze 36045, działacz żydowskiego ruchu oporu - znalazł
      schronienie w akowskiej partyzantce. Gdyby w niej został, prawdopodobnie nie
      spotkałby się nigdy z innym Henrykiem, Polakiem ze Śląska nazwiskiem Sławik.
      Ale lasy w owym czasie chroniły też innych uciekinierów. Od wiosny 1943 Niemcy
      likwidowali w Krakowie i okolicy getta i obozy pracy. Komu udało się przetrwać -
      dawał nogę. Wielu podążało ku granicy słowacko-węgierskiej. Jeszcze niedawno
      ten, kto dotarł na Węgry, wygrywał życie. To nie był kraj okupowany, z
      uchodźcami obchodził się przyzwoicie [w październiku 1939 na Węgry przybyło
      około 50-60 tysięcy uchodźców polskich, na wiosnę 1943 było ich około 10
      tysięcy - przyp. red.]. Teraz węgierska straż graniczna przepędzała ludzi na
      Słowację. Tu Niemcy rozstrzeliwali ich od razu albo zawracali do Polski, co też
      oznaczało śmierć, często po torturach - bo gestapo chciało wyciągnąć jak
      najwięcej informacji o siatce pomocy Żydom. Kurierzy nie pozostawiali złudzeń;
      nasilenie represji to wynik nacisku hitlerowców i wspierających ich węgierskich
      ugrupowań na władzę w Budapeszcie. Niemcy żądali ścisłego przestrzegania
      nakazu, że legalnie mogą przebywać na Węgrzech tylko Polacy wyznania
      katolickiego. Dlatego też rosła ilość tych, którzy jakimś cudem przedarli się
      tam, a teraz ukrywali, gdzie popadnie. W lasach - tych, którzy w ostatniej
      chwili zawrócili z granicy węgierskiej.
      Sześćdziesiąt lat temu w pachnące żywicą noce Henryk Zvi Zimmermann obmyślał na
      wszelkie sposoby, jak zaradzić sytuacji. I z każdym dniem dojrzewała w nim
      myśl: trzeba opuścić las, przedostać się na Węgry.
      Wiedział, że sprawami uchodźców z Polski zajmuje się w Budapeszcie Henryk
      Sławik, działacz PPS, dziennikarz, poseł Sejmu Śląskiego, którego na stanowisko
      prezesa Komitetu Obywatelskiego do spraw Uchodźców Polskich, pełniącego zarazem
      rolę Delegatury Rzeczpospolitej, mianował rząd polski na emigracji najpierw we
      Francji, potem w Londynie. O Sławiku słyszał, że porządny człowiek. Zimmermann
      wiedział też, że członkiem Rady Narodowej rządu w Londynie jest jego przyjaciel
      doktor Ignacy Schwarzbart. To były dwa atuty, które należało wykorzystać.
      Zaczął od listu do Schwarzbarta. Proszę - napisał - aby zarówno Pan, jak i inne
      znaczące osobistości spowodowały wydanie przez rząd oficjalnego polecenia
      Delegaturze polskiej w Budapeszcie: niech czyni wszystko, co w jej mocy, żeby
      ratować polskich obywateli bez względu na ich wyznanie i pochodzenie.
      Czynione przez rząd na szeroką skalę zabiegi dyplomatyczne już od 1942 roku, by
      sojusznicy przeprowadzili na terenie Niemiec bombardowania odwetowe za
      eksterminację polskich Żydów, nie powiodły się. Na wiosnę Schwarzbart przesłał
      list do działaczy żydowskiego ruchu oporu w Warszawie. Wyjaśniał w nim,
      dlaczego tak się stało: Wszystkie starania o bombardowania odwetowe napotkały
      niepokonany opór (...) i tak ze względów moralnych, jak i ze względu na obawę,
      iż represja specjalnie podkreślająca charakter odwetu za Żydów może wywołać
      kontrodwet, a nawet w rezultacie wzrost antysemityzmu, gdyby ten kontrodwet
      pociągnął za sobą ofiary.
      Ale w tym wypadku chodziło jedynie o wzmocnienie pozycji ludzi, którzy ratując
      Żydów za każdą cenę, popadali w konflikt z własnym otoczeniem. To była sprawa
      polska, wewnętrzna. Nie wymagała bomb.
      Kurier do Londynu z listem do Schwarzbarta był już w drodze, kiedy Henryk
      Zimmermann żegnał się z partyzantami. W ciemną, bezgwiezdną noc przewodnik -
      syn znajomego leśniczego - poprowadził go przez Poprad na Słowację. Tam już
      inny kurier miał się przedrzeć z nim sekretną drogą na Węgry.
      ***
      Henryk Sławik, rocznik 1894, urodzony pod Pszczyną w chłopskiej rodzinie z
      dziada pradziada, uczestnik powstań śląskich, samouk jak Mikołajczyk i Witos,
      nie miał wyglądu arystokraty. Z okrągłą twarzą, sporą nadwagą, życzliwymi,
      spokojnymi oczami przypominał raczej dobrotliwego plebana. Jeśli istnieje
      pierwsze wrażenie, to Zimmermann doświadczył jego tajemnicy. W ułamku sekundy
      wiedział: porozumieją się.
      Na Geza utca 3, gdzie mieściła się Delegatura, przyszedł niezapowiedziany,
      prosto po rozmowie z przedstawicielami Żydów polskich w Budapeszcie. Sytuacja
      jest dramatyczna - usłyszał tam potwierdzenie najgorszych pogłosek. Niemcy
      przykręcają śrubę, radykalizują się tutejsze ugrupowania nazistowskie. Wejście
      Rzeszy w sojusz z Węgrami przeciwko sowieckiej Rosji przyśpieszyło te procesy.
      Sławik przyjął go natychmiast.
      - Wiem, kim pan jest i z czym pan przybywa, doktorze Zimmermann - powiedział
      wyciągając rękę - otrzymałem instrukcje od rządu w Londynie. Są po mojej myśli.
      Zimmermann doskonale rozumiał, co to znaczy. Komitet Obywatelski był taki jak
      przedwojenny sejm. Zróżnicowany. W jego skład wchodzili przedstawiciele
      rozmaitych partii: endecy na przykład mówili wprost: masowe, ostentacyjne
      zaopatrywanie w "katolickie" papiery i tych Żydów, których nawet dziecko nie
      posądziłoby o cień aryjskości, może skończyć się katastrofą. Niemcy się
      wściekną, zażądają od Węgrów zamknięcia Komitetu, a wtedy tysiące Polaków
      zostaną na lodzie. Bez opieki medycznej, materialnej, duchowej. Skończy się
      możliwoś
      • Gość: pamawa Re: Jeszcze... jeden... nieznany bohater-cz2 IP: *.infonet.gze.pl 19.11.03, 20:10
        - Wiem, kim pan jest i z czym pan przybywa, doktorze Zimmermann - powiedział
        wyciągając rękę - otrzymałem instrukcje od rządu w Londynie. Są po mojej myśli.
        Zimmermann doskonale rozumiał, co to znaczy. Komitet Obywatelski był taki jak
        przedwojenny sejm. Zróżnicowany. W jego skład wchodzili przedstawiciele
        rozmaitych partii: endecy na przykład mówili wprost: masowe, ostentacyjne
        zaopatrywanie w "katolickie" papiery i tych Żydów, których nawet dziecko nie
        posądziłoby o cień aryjskości, może skończyć się katastrofą. Niemcy się
        wściekną, zażądają od Węgrów zamknięcia Komitetu, a wtedy tysiące Polaków
        zostaną na lodzie. Bez opieki medycznej, materialnej, duchowej. Skończy się
        możliwość przerzucania żołnierzy na Zachód, do wojska polskiego. Ucierpi
        działalność konspiracyjna. Ludzie, udręczeni czteroletnią już rozłąką z krajem
        i bliskimi, pozbawieni przedstawicielstwa, będą łatwiej popadać w rozpacz.
        - To nie byli antysemici, kierowali się patriotyzmem - mówił Henryk Zimmermann
        w dyskusjach ze współbraćmi. Nie zmienił zdania, mówi tak i dziś: - Nawet jeśli
        nie lubili Żydów, to sprzeciwiali się ich mordowaniu. Ale istniała granica
        ryzyka, której przekroczyć - zgodnie z własnym sumieniem - nie mogli.
        Sławik, wraz z instrukcją rządu w Londynie, dostał więc do ręki oręż, którego
        potrzebował od dawna. Do tej pory udawało mu się kanalizować nastroje.
        W "Wieściach Polskich", ukazującej się trzy razy w tygodniu gazecie dla
        uchodźców, tłumaczył: Dla nas każdy uchodźca żydowski (...) jest takim samym
        obywatelem jak każdy inny. Dzielimy się jednak na dobrych Polaków i złych
        Polaków. Dobrym Polakiem jest ten uchodźca, który w każdej sytuacji zachowuje
        się godnie, nie przynosząc ujmy dobremu imieniu Polaka, który nie utrudnia
        innym uchodźcom życia, który w swoim sąsiedzie widzi rodaka i bliźniego, po
        prostu ten, który trzyma się biblijnej zasady nie czyń bliźniemu, co tobie
        niemiłe. O złych Polakach nawet nie warto mówić.
        Ale "sprawa żydowska" zaogniała się. W mieście wzrastało napięcie. Coraz
        częściej ulice Budapesztu były świadkami skrytobójczych ataków bojówek Ferenca
        Szálasiego, przywódcy tutejszych faszystów.
        Jednak tego dnia, w zaciszu gabinetu szefa Delegatury polskiej odbyła się
        rozmowa, która zadecydowała
        o losach tysięcy polskich Żydów
        na Węgrzech.
        Sławik: - Instrukcje z Londynu polepszyły moją pozycję w dyskusjach wewnątrz
        Komitetu. W polemice z przeciwnikami politycznymi nie chciałem dotychczas
        używać przymusu, bo to by tylko pogorszyło sprawę. Ludzie są różni, ktoś mógłby
        mnie zadenuncjować. Wolałem przemawiać im do serca, jak człowiek do człowieka.
        I nie chciałbym tego przymusu używać nadal, nawet w korzystniejszej dla mnie
        sytuacji. Dlatego musimy wspólnie znaleźć jakiś inny sposób.
        Zimmermann: - Zgadzam się. Byle szybko. Moi koledzy, Żydzi polscy, skarżą się,
        że w Delegaturze robi się im trudności przy potwierdzaniu dokumentów, iż są
        obywatelami polskimi wyznania katolickiego. Ale nawet ci, którym udaje się
        zdobyć potwierdzenie, natrafiają na nowe przeszkody. W KEOK-u [policja
        węgierska - red.] często odmawia się im legalizacji papierów. W dodatku
        dokumenty rdzennych Polaków dostarcza się Węgrom jednego dnia, a Żydów -
        innego, sugerując tym samym, że ci pierwsi są w porządku, a ci drudzy -
        podejrzani. Pan wie, prezesie, czym to grozi. Wysiedleniem i utratą życia. Poza
        tym jeszcze ten comiesięczny nakaz stawiania się na policji, żeby przedłużyć
        legalizację! Bez tego ludzie nie dostaną kartek na żywność, a za każdym razem
        istnieje niebezpieczeństwo, że zostaną rozpoznani.
        Sławik: - Ja potwierdzam, że to Polacy. Daję na dokumentach swoją pieczątkę i
        podpis. Ale to, co się dzieje dalej, już ode mnie nie zależy. Zapewniam jednak,
        że zrobię wszystko, co w mojej mocy, żeby temu zaradzić.
        Zimmermann: - Jestem przekonany o dobrej woli pana prezesa. Problem w tym, że
        to rzecz niesłychanie pilna, bo takie procedury legalizacji powodują tragiczne
        skutki. Ludzi odstawia się na granicę słowacką. Potem Niemcy ich mordują.
        Sławik: - Doskonale rozumiem sytuację. Nie trzeba mi tłumaczyć tragedii
        niedobitków, którzy z obozów śmierci uciekli przez góry, chowali się w lasach,
        by potem wpaść w łapy nazistów. Dlatego obiecuję niezwłocznie przygotować plan,
        jak rozwiązać problemy, o których rozmawiamy. Prosiłbym o pańskie sugestie.
        Proponuję rozmowę w ciągu najbliższych dni, już o konkretach.
        Henryk Sławik dotrzymał słowa. Na następnym spotkaniu przedstawił swój plan. -
        Proszę przyjąć półoficjalne stanowisko łącznika między Delegaturą polską a
        Komitetem Uchodźców Żydowskich - zwrócił się do Zimmermanna. - W moim urzędzie
        dostanie pan natychmiast biurko, a ja przekażę panu moją własną pieczątkę.
        - Odtąd sam przyjmowałem wszystkich uciekinierów z Polski, którzy dotarli do
        Budapesztu. Stawiali się w Delegaturze z dokumentami i wypełniali formularze -
        mówi Zimmermann. - Potwierdzałem je pieczątką Sławika. Mogłem przedstawiać je
        do podpisu albo sygnować samemu. W praktyce Sławik polegał na mnie i w ogóle
        rezygnował z podpisywania.
        Wkrótce, za wstawiennictwem hrabiny Elżbiety Szapáry, jednej z najlepiej
        ustosunkowanych postaci ówczesnego Budapesztu i prezeski Towarzystwa Polsko-
        Węgierskiego, Henryk Zimmermann został przyjęty na audiencji w węgierskim
        Ministerstwie Spraw Wewnętrznych przez Józefa Antalla, dyrektora do spraw
        uchodźców. Przedstawił mu prośbę, by legalizacja uchodźców na policji
        węgierskiej odbywała się bez dotychczasowych restrykcji. Antall obiecał
        interwencję.
        - Kiedy opowiedziałem mojemu przełożonemu, czyli prezesowi Sławikowi, że sprawa
        będzie załatwiona, ucieszył się tak bardzo, że nie mogłem ukryć wzruszenia.
        Byłem szczęśliwy, że Opatrzność zetknęła mnie w tak strasznym czasie ze
        szlachetnym Polakiem i humanitarnym Węgrem. Miałem świadomość, jak bardzo
        Sławik się naraża. Gdyby wpadł w łapy Niemców, trudno byłoby ich przekonać, że
        nie wiedział, kim jest Henryk Zimmermann.
        ***
        W Budapeszcie z polskiego arystokraty Henryk Zimmermann przemienił się w
        arystokratę angielskiego. Stało się tak za sprawą pracownic Komitetu
        Obywatelskiego. One to z magazynu odzieżowego wyciągnęły mu zieloną kurteczkę i
        kapelusik, do których zapuścił stosowny, nader elegancki wąsik. - I tak
        zupełnie nie wyglądałem jak Żyd. A teraz tym bardziej. Byłem jak baron
        angielski pochodzenia węgierskiego.
        Przebranie, udawanie, fałszowanie - to była część tamtej gry.
        Po likwidacji gett na Węgry trafiało - najczęściej szlakiem kurierskim - coraz
        więcej sierot, przeważnie z Krakowa i okolic. Wśród nich i takie, które
        straciły rodziców w czasie ucieczki. Nie znały języka - nie mogły szukać
        schronienia u węgierskich rodzin. Niektóre wałęsały się po ulicach, chowały po
        piwnicach, żebrały. Zakamuflowany sierociniec - to był jedyny ratunek. Jego
        nazwa, Dom Dziecka Oficerów Polskich, też była zakamuflowana. Tylko kilkoro
        dzieci wychowało się w katolickich domach, ale Delegatura potwierdzała
        stuprocentową katolickość wszystkich.
        Kiedy w sennym, cichym miasteczku Vac, gdzie znali się nie tylko ludzie, ale i
        uliczne koty, dokładnie w połowie drogi między kościołem katolickim a żydowską
        bożnicą, zainstalował się sierociniec z setką dzieci, z których sporo miało
        podejrzany wygląd i mieszkańcy zaczęli kręcić nosem, że coś tu nie gra - dom
        dziecka odwiedził dla niepoznaki, za staraniem hrabiny Szapáry, nuncjusz
        apostolski Angello Rott. Sieroty oraz mieszkańców pobłogosławił.
        Miasteczko Vac, które nigdy dotąd nie dostąpiło takiego zaszczytu, pękało z
        dumy. Szepty na temat wyglądu dzieci przycichły.
        Fałszywy był też nauczyciel religii, magister Władysław Bratkowski, bo naprawdę
        nazywał się Itzhak Bretler. Owszem, prawdziwy był wynaleziony przez Sławika
        polski ksiądz Bucharczyk, który co niedziela, ostentacyjnie, żeby ludzie
        widzieli, prowadził dzieci do pobliskiego kościoła, ale Bretler potajemnie
        uczył je Stare
        • Gość: pamawa Re: Jeszcze... jeden... nieznany bohater-cz3 IP: *.infonet.gze.pl 19.11.03, 20:12
          Fałszywy był też nauczyciel religii, magister Władysław Bratkowski, bo naprawdę
          nazywał się Itzhak Bretler. Owszem, prawdziwy był wynaleziony przez Sławika
          polski ksiądz Bucharczyk, który co niedziela, ostentacyjnie, żeby ludzie
          widzieli, prowadził dzieci do pobliskiego kościoła, ale Bretler potajemnie
          uczył je Starego Testamentu, by nie zapomniały o swych korzeniach.
          Prawdziwe były wizyty w sierocińcu oficjeli Sławika i Antalla, ale ich
          demonstracyjność miała też zakamuflowany cel: działać uspokajająco na
          mieszkańców i obniżać czujność hitlerowców. W końcu tacy ważniacy wiedzą, co
          robią - pomyślał sobie niejeden.
          - Te wszystkie dzieci udało się uratować - mówi Zimmermann. - Zanim weszli
          Niemcy, dzięki staraniom Sławika, Antalla i hrabiny, zostały umieszczone w
          bezpiecznych miejscach.
          Kamuflaż - chytra gra o życie - spełnił zadanie.
          ***
          Kiedy Henryka Zimmermanna pytają, ilu Żydów uratował Henryk Sławik, wylicza:
          * Około 10 procent uchodźców Armii Polskiej miało pochodzenie żydowskie. W
          najgorętszym okresie mogło to być jakieś 10 tysięcy ludzi.
          * Setka dzieci z sierocińca Vac.
          * Kiedy Niemcy zarządzili wyodrębnienie z obozów dla uchodźców - jednego tylko
          dla Żydów, w miejscowości Vamoszmikola - Sławik stawał na głowie, żeby obóz
          zamknięto. Jak się nie udało - żeby zmienić komendanta, węgierskiego nazistę.
          Ale przede wszystkim prowadził akcję, która miała nie dopuścić, by do
          Vamoszmikola trafiali nowi oficerowie. Akcja polegała na zaopatrywaniu w
          aryjskie papiery - we współpracy z Komitetem Uchodźców Polskich Żydowskiego
          Pochodzenia - wszystkich nowo przybyłych z okupowanej Polski Żydów. Zmiana
          komendanta zaowocowała zaś tym, że jak weszli Niemcy, kazał wszystkim
          internowanym opuścić koszary. Wyprowadził ich w stronę granicy austriackiej.
          Tak się uratowali. To następne dwieście osób.
          * A jeszcze obóz w Mohaczu nad Dunajem, na samej granicy jugosłowiańskiej, do
          którego przyjechało trzydzieścioro młodych Żydów, głównie studentów. Na pomysł
          zorganizowania w tym miejscu kolonii polskiej Zimmermann wpadł dlatego, że
          mnóstwo młodych rwało się do walki w partyzantce. Stamtąd można było łatwiej
          przerzucać ludzi do lasu, a także przemycać uciekinierów. Sławik mianował
          komendantem kolonii Józefa Rosenberga, który po polsku nazywał się Kuba Żelazo.
          Cała trzydziestka ocalała.
          * A jeszcze Rumunia. W gorączkowych poszukiwaniach dróg ratowania Żydów hasło
          Rumunia pojawiło się już wtedy, kiedy Niemcy szaleli w Budapeszcie. Chodziło o
          to, żeby przerzucić tam jak najwięcej zarówno polskich, jak i węgierskich Żydów
          z papierami Polaków wyznania katolickiego pod pretekstem, że uciekają przed
          bolszewikami, którzy wypychają Niemców ze wschodnich terenów Polski. Akcję miał
          koordynować Zimmermann. Sławik wręczył mu tajny list do szefa Delegatury
          polskiej w Rumunii wyjaśniający cały plan, z prośbą o wsparcie. - Komu innemu
          by tego grypsu nie powierzył - jest przekonany Zimmermann. - Ufał mi
          całkowicie. Raz, że byłem polecony przez rząd londyński, dwa - że
          współpracowaliśmy przy tylu akcjach ratujących i Żydów, i Polaków. Pomagaliśmy
          sobie.
          W ten sposób ocalało kolejnych kilkuset Żydów.
          Na pytanie, ile istnień uratował
          Henryk Sławik, odpowiedź więc brzmi: tysiące. Może kilka, może
          kilkanaście, może kilkadziesiąt.
          Tysiące.
          ***
          Henryk Zvi Zimmermann niezbyt entuzjastycznie przyjmuje porównania Sławika do
          Raoula Wallenberga, szwedzkiego dyplomaty.
          Wallenberg przyjechał do Budapesztu dopiero w lipcu 1944 roku właśnie z tą
          jedną tylko misją: zorganizowania pomocy Żydom węgierskim [po wkroczeniu
          Niemców do Budapesztu 19 marca 1944 roku rozpoczęły się wywózki Żydów z terenu
          Węgier, masowe transporty do obozów koncentracyjnych - red.]. Uratował ich też
          tysiące. Miał na ten cel właściwie nieograniczone fundusze - głównie od
          Amerykanów, a także od Światowego Kongresu Żydów. Paszport neutralnej Szwecji
          ułatwiał mu działalność. Polegała głównie na przekupywaniu niemieckich
          funkcjonariuszy różnego szczebla i skupowaniu kamienic oraz posiadłości dla
          ambasady szwedzkiej, w których zatrudniano Żydów.
          - Wallenbergowi nie groziła śmierć za ich ratowanie - mówi Zimmermann - i nie
          dlatego zginął. Zamordowali go Sowieci, bo najprawdopodobniej nie dał się
          zwerbować do NKWD. Henryk Sławik zginął za to, że ratował Żydów. W każdym razie
          również za to.
          Wallenberg ma w Budapeszcie pomnik i stowarzyszenie swego imienia - Sławik nic.
          ***
          Kiedy Sławik przekazywał Zimmermannowi poufny dokument dla Delegatury polskiej
          w Rumunii, jego rodzina, a także on sam, byli już na liście osób najpilniej
          poszukiwanych przez gestapo. Wszystkim konspiratorom ziemia paliła się pod
          nogami.
          - Wyjeżdżałem z Węgier w ostatniej chwili. Gdy przyszedłem pożegnać się z nim,
          był jeszcze w biurze. Panie prezesie, powiedziałem, radzę przyłączyć się do
          nas. Pan nie może zostać w tym budynku. Ale odparł, że nie wyjedzie, to
          wykluczone, bo ma pod opieką kilka tysięcy uchodźców, których przecież nie
          zostawi. Wtedy widziałem go po raz ostatni.
          ***
          Henryk Zvi Zimmermann wylądował na lotnisku Okęcie w Warszawie po raz pierwszy
          po wojnie, gdy miał 75 lat, a za sobą aktywne życie jako prawnik i polityk,
          przed sobą zaś pewną ważną misję. Był rok 1987. System totalitarny już się
          sypał, można było w miarę normalnie przekraczać polską granicę.
          Henryk Zimmermann nigdy nie zrzekł się polskiego obywatelstwa, może dlatego
          Polska, którą zobaczył niemal po pół wieku, tak go poraziła. - Byłem przerażony
          rozmiarem destrukcji - mówi. - Biedą. Szarzyzną, kolejkami. To była inna Polska
          niż ta, jaką niosłem w sercu przez te wszystkie lata.
          Wrócił, bo między innymi chciał trafić na ślad Sławika. W ciągu tych wielu lat
          docierały do niego pogłoski, że Sławik nie przeżył, ale nic konkretnego. Teraz
          chciał poznać dalsze jego dzieje i spłacić mu dług wdzięczności w najbardziej
          honorowy i symboliczny sposób. Zamierzał sprawić, by Sławikowi przyznano w
          Izraelu tytuł Sprawiedliwego wśród Narodów Świata.
          Ale w Polsce nikt o Henryku Sławiku-bohaterze, nie słyszał. Próbował w
          Ministerstwie Spraw Zagranicznych, w końcu prezesowanie Komitetowi
          Obywatelskiemu to była funkcja
          państwowa - ale nic. Oświadczyli,
          że w dokumentach taki nie figuruje. Jak to możliwe, zastanawiał się, jak to się
          mogło stać, ale nie znajdował odpowiedzi.
          - Pojedziemy do Budapesztu - powiedział do Miri, wspólniczki od poszukiwań.
          Szli ulicami miasta, podziwiając jego urodę i dostojeństwo, a Zimmermann
          zastanawiał się, czy to możliwe, żeby i tu, w Budapeszcie, który odegrał taką
          rolę w życiu Sławika, też nikt nic o nim nie słyszał.
          W ambasadzie polskiej attaché prasowy wiedział tylko tyle, że Niemcy Sławika
          rozstrzelali. Radził iść do Towarzystwa Przyjaźni Węgiersko-Polskiej - może tam
          wiedzą więcej.
          To był przełom.
          W biurze Towarzystwa młoda kobieta o nazwisku Klara Hess powiedziała: - Jestem
          wnuczką Józefa Antalla. Znam Sławika z opowiadań dziadka. - Wiedziała, że
          Sławik zginął w Mauthausen. Torturowany na gestapo nie wsypał Antalla, którego
          też aresztowali. Tak uratował Antallowi życie. Żona i córka Sławika, zdaje się,
          wróciły do Polski, na Śląsk.
          Tylko jak odnaleźć dwie osoby w kilkudziesięciomilionowym państwie, w dodatku
          totalitarnym? - zachodził odtąd w głowę Zimmermann. Aż w końcu wpadł na pomysł:
          prasa! Nawet w totalitarnym państwie wychodziły gazety, a w nich ludzie
          zamieszczali ogłoszenia. Jego brzmiało tak: Henryk Zimmermann z Izraela
          poszukuje pana Sławika, byłego konsula polskiego w Budapeszcie w latach 1943-
          44, który dopomógł w ocaleniu wielu Polaków i Żydów. Ukazało się 6 listopada
          1988 roku w tygodniku "Przekrój".
          Niedługo potem Henryk Zimmermann trzymał list od Jadwigi, żony Sławika. Nie
          zwlekał. Wsiadł do samolotu i wylądował w Polsce.
          ***
          Jadwiga, wdowa po Henryku Sławiku, rocznik 1905, filigranowa, była tancerka,
          złapana kilka tygodni wcześniej od męża, przeszła Ravensb
          • Gość: pamawa Re: Jeszcze... jeden... nieznany bohater-cz4 IP: *.infonet.gze.pl 19.11.03, 20:19
            Jadwiga, wdowa po Henryku Sławiku, rocznik 1905, filigranowa, była tancerka,
            złapana kilka tygodni wcześniej od męża, przeszła Ravensbrück.
            Krystyna, córka Henryka Sławika, rocznik 1930, bardzo do niego podobna, po
            aresztowaniu rodziców tułała się po węgierskich wsiach, aż ją po wojnie
            odnalazł Antall, a potem matka.
            - To było niemal nierzeczywiste. W PRL był na ojca zapis, bo należał do PPS,
            tego nurtu niepodległościowego, antykomunistycznego - mówi Krystyna Sławik-
            Kutermak. - Nauczyłyśmy się go kochać w ciszy, w konspiracji, nielegalnie. A tu
            naraz pojawił się w naszym mieszkaniu w Katowicach Zimmermann, człowiek, który
            nie tylko z ojcem współpracował, nie tylko był świadkiem, jak ratował ludzi,
            ale jeszcze mówił o nim z największym szacunkiem i wzruszeniem. Nie półszeptem,
            nie aluzjami, tylko głośno i wprost. Zakazane przestało być zakazane.
            Henryk Zvi Zimmermann: - Natychmiast po powrocie do Izraela zabrałem się do
            dzieła. W aktach Yad Vashem odkryłem, że ktoś już składał podanie w sprawie
            Sławika, a także - księdza Bucharczyka i dyrektora sierocińca Vac. Tym kimś był
            Itzhak Bretler vel Bratkowski, ten od Starego Testamentu. Ale Sławik miał
            pecha. Ktoś przekręcił jego nazwisko i ze Sławika zrobił się Słowik. W dodatku
            brakowało imienia i adresu, więc dopiero, kiedy wszystko poprawiłem i
            uzupełniłem, uchwała mogła być podjęta. Chciałem, żeby Sławik i Antall [zmarł w
            1974 - red.] dostali medale tego samego dnia, ale okazało się to niemożliwe.
            Józef Antall junior, pierwszy premier Węgier po upadku komunizmu, medal dla
            ojca odebrał oddzielnie.
            Był ciepły listopad 1990 roku w Jerozolimie, kiedy Krystyna Sławik-Kutermak
            trzymała w rękach medal Sprawiedliwego dla Henryka Sławika. Posadziła drzewko.
            Płakała. Czuła ulgę. - Ojciec przecież nie miał pogrzebu, a oni tam, na obcej
            ziemi, urządzili mu pochówek z honorami. Powiedzieli: Taki pogrzeb będzie miał
            Henryk Sławik jak generał Anders. I miał. Z nabożeństwem, śpiewami kantorów,
            modłami. Przyszły tłumy, wśród nich ocaleni z sierocińca Vac. Nareszcie mogłam
            go opłakać.
            A Henryk Zimmermann przemówił w te słowa: Dziś, my wszyscy, którzy przeżyliśmy
            Holokaust w Polsce, którzy przyszliśmy na Węgry z obozów koncentracyjnych,
            lasów, bunkrów, z podziemia i dziś żyjemy w bogatym Izraelu, pamiętamy o
            Henryku Sławiku, odznaczając go pośmiertnie za ocalenie nas na Węgrzech jako
            polskich katolików, umożliwienie przetrwania tego piekła i zamieszkania we
            własnym kraju.
            Na fotografii ojca podarowanej Zimmermannowi Krystyna napisała: Wielkiemu
            Przyjacielowi mojego ukochanego Ojca, jedynemu, który pamięć o nim tak pięknie
            zatrzymał.
            ***
            Miri Zimmermann lubi wychodzić na taras piątego piętra hotelu Continental w
            Krynicy, skąd rozciąga się zapierający dech w piersiach widok na zalesione
            wzgórza i rozłożystą Górę Parkową. Zwłaszcza w taki dzień jak dzisiaj,
            słoneczny, z przejrzystym niebem, łagodnym powietrzem, czar tego miejsca uwodzi
            szczególnie.
            To właśnie stąd, z ich ukochanej Krynicy, w 1989 roku rozpoczęli poszukiwania
            przewodnika, który przeprawił Henryka Zimmermanna przez Poprad na Słowację w
            drodze na Węgry, gdzie działy się te rzeczy największe.
            Nie znali nawet jego imienia, bo w konspiracji nie używano imion, ale go
            znaleźli. Nazywał się Łomnicki. Jurek Łomnicki.
            Chodziło o to, żeby odszukać wszystkich, którzy uczestniczyli w tym łańcuchu
            życia, wszystkich, od anonimowego wtedy kuriera po oficjalnego delegata rządu
            Rzeczpospolitej. Nie udało się do końca. Zaginął ślad po hrabinie Szapáry,
            kamień w wodę - prawdopodobnie zabili ją na gestapo.
            Przez wiele długich lat Henryk Zimmermann mocował się z psychiczną niemocą.
            Nazywała się - ból. Przecież odszukał na tym bądź na tamtym świecie tych,
            którym on i jemu podobni zawdzięczali życie. Przecież dopilnował, aby ich
            drzewka rosły w Jerozolimie i żeby nazywano ich odtąd Sprawiedliwymi. A jednak
            czuł, że to nie wszystko. Jeszcze jedno pozostawało do spełnienia, coś, co w
            sposób namacalny naznaczyłoby ślad w historii.
            Henryk Zvi Zimmermann przez wiele lat usiłował spisać świadectwo o własnym
            losie i losach współbraci, ale nie mógł. Aż w końcu przestał się mocować.
            Napisał "Przeżyłem, pamiętam, świadczę". Kiedy w 1997 roku w Krakowie ukazała
            się jego książka, miał 84 lata.
            Gdyby Henryk Zimmermann nie zwyciężył bólu, Henryk Sławik, jeden z
            upamiętnionych w tej książce - prawdopodobnie nigdy nie doczekałby się swego
            życia po życiu, bo zaczęło się ono właśnie wtedy. Ale wciąż jest to życie
            półszeptem, cichutkie.
            - Nie rozumiem Polaków - zwykł ostatnio mawiać Zimmermann - mają takiego
            bohatera i nie wykorzystują go dla obrony dobrego imienia Polski, to jest
            dziwne. I to wczasach, kiedy opinie o polskim antysemityzmie rozpowszechniane
            są na świecie bez żadnych oporów. Cieszą się z tego Niemcy, cieszą Francuzi, a
            Polacy obrywają nadal.
            Uparty Żyd Zimmermann walczy nadal o należne miejsce w historii dla Polaka
            nazwiskiem Sławik. Chce, żeby powstał o nim film na miarę "Listy Schindlera".
            Szuka na ten cel sponsorów.
            W wolnej Polsce Henryk Sławik doczekał się małej uliczki swego imienia w pasażu
            poświęconym Węgrom w odległej dzielnicy Warszawy na Tarchominie, ale już na
            Śląsku, o polskość którego walczył i gdzie spędził całe życie - ciągle jest to
            niemożliwe.
            Elżbieta Isakiewicz
            Korzystałam z:
            Henryk Zvi Zimmermann "Przeżyłem, pamiętam, świadczę", Wydawnictwo Baran i
            Suszczyński, Kraków 1997;
            Eugeniusz Duraczyński "Rząd polski na uchodźstwie 1939-1945", Książka i Wiedza,
            Warszawa 1993;
            Andrzej Przewoźnik "Oddziały AK na Węgrzech", [w:]: "Armia Krajowa",
            Oficyna Wydawnicza Rytm,
            Warszawa 2001.
            Henryk Zvi Zimmermann, dyplomata izraelski, ur. 1913, ukończył prawo na
            Uniwersytecie Jagiellońskim. W czasie wojny należał do ruchu oporu. W latach
            1944-48 członek Rady Miejskiej Haify, a potem jej burmistrz. W 1959-73 poseł do
            Knesetu z ramienia partii Likud, jego wiceprzewodniczący. Członek m.in. komisji
            spraw zagranicznych i obrony. W latach 1978-83 ambasador Izraela w Nowej
            Zelandii. Działacz Instytutu YAD VASHEM w Jerozolimie, który dokumentuje
            historie ocalonych z Holocaustu i przyznaje tytuły Sprawiedliwych wśród Narodów
            Świata.
            Członek m.in. Międzynarodowego Stowarzyszenia Prawników. Odznaczony za udział w
            wojnie i antynazistowskim ruchu oporu na terenie Polski, Węgier i Rumunii.
            Autor m.in. głośnej w Izraelu książki "Między młotem parlamentu a kowadłem
            partii" i licznych artykułów w prasie polskiej, izraelskiej i nowozelandzkiej.
            Miłośnik Krynicy Górskiej.


            Z przyjemnością informujemy Czytelników, że autorka przygotowuje do druku
            książkę o Henryku Sławiku, która ukaże się nakładem Niezależnego Wydawnictwa
            Polskiego.

            www.gazetapolska.pl/?gp=,1,030820,pz,isak,,,pz_isaktakze
            polish-jewish-heritage.org/Pol/wrzesien_03_swiadectwo.htm
    • Gość: gloubiboulga Re: Ilu Polakow/Polek zginelo za pomoc Zydom??? IP: *.proxy.aol.com 20.11.03, 19:22
      Ile?
      Szmalcow?
      Nic nie mieszam. Kto odpowie?
    • Gość: Jan Nechama Tec IP: *.hispeed.ch 20.11.03, 23:39
      Polecam tę książkę (żydowskiej autorki) Nechamy Tec:
      "When Light Pierced the Darkness: Christian Rescue of Jews in Nazi-Occupied
      Poland"
      www.amazon.com/exec/obidos/tg/detail/-/0195036433/104-2291363-9304761?v=glance&st=*

      Jak to ktoś ładnie skomentował na tej stronie:
      "Debunks Polonophobic Stereotypes Regarding Jews"

      Dalszy link:
      www.facing.org/facing/fhao2.nsf/survivors/Nechama+Tec?opendocument
      • Gość: Oksana Antysemityzm i Polonofobia IP: *.dsl.snfc21.pacbell.net 21.11.03, 00:54
        To jak rodzenstwo. Ciagle wierze ze antysemityzm w Polsce
        to zjawisko marginalne. Nie wiem czy zamiescilabym polonofobie
        w tej samej kategorii np. w USA. Co prawda czasy sie zmieniaja
        i zyje tu wystarczajaco dlugo zeby je widziec.

        Dopoki Lanzmann albo Spielberg nie zrobia filmu honorujacego polskie ofiary
        ktore oddaly zycie za Zydow nie uwierze ze zniknela chorobliwa polonofobia.
        Moi przyjaciele zydowscy twierdza ze ci z fobiami to margines. Mozliwe,
        ale bardzo wplywowy margines ktory jest szczegolnie slyszalny wobec
        ogluszajacej ciszy wiekszosci. Nie wiem czy te nieliczne ksiazki ktore
        zauwazaja Polakow sa zwiastunami przelomu czy powodem do rozpaczy.
        • Gość: gloubiboulga Re: Antysemityzm i Polonofobia IP: *.proxy.aol.com 21.11.03, 19:32
          Skad Pani pisze o polnocy?
    • Gość: Wqrwiony2 A ty chocziesz razgariwać a Paljiakach? IP: *.waw.cdp.pl / *.waw.cdp.pl 21.11.03, 19:44
      • Gość: gloubiboulga Re: A ty chocziesz razgariwać a Paljiakach? IP: *.proxy.aol.com 21.11.03, 21:14
        Dlaczego Pan mnie sledzi z Warszawy? (Pourquoi vous me surveillez ,de Varsovie?)
        • Gość: Oksana Nie wiem o czym piszesz... IP: *.dsl.snfc21.pacbell.net 22.11.03, 00:28
          Czy ogladales Sztetel? Glowny bohater najpierw zbiera nagrobki zydowskie
          a potem zostaje zniszczony przez nastolatkow iszraelskich "za poczucie winy"
          (za ukryty antysemityzm oczywiscie). Teraz juz nie chce miec nic wspolnego
          z przechowywaniem pamiatek po Zydach. Czy o tym piszesz???



          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=13&w=9109926&a=9143141

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka