Gość: El Padre
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
04.04.04, 21:13
Za radą ?ale?, spacerując po parku, natrafiłem na pozostawiony na ławce szary brulion. Z kontekstu
domyśliłem się, że chodzi o nowy serial przygotowywany dla stacji nadawczej Siekierki. Zapowiada
się niezły hit.
Epizod łan.
Ten dzień nie zaczął się dobrze. Telefon milczał jak zaklęty. Mucha, która upstrzyła czoło Chrisa
należała do tych, które najbardziej nienawidził. Długo namierzał ją spod półprzymkniętych powiek.
?Czego ona ode mnie chce? Przecież myłem się tydzień temu w Ułan Bator?. Mucha nie zdążyła
odpowiedzieć, ponieważ Chris, ruchem szybkim jak reformy na Białorusi, przygwoździł ją laczkiem
do swojej twarzy. ?Od rana same kłopoty? ? przemknęło mu przez głowę po niemiecku.
?W sieci znowu robią sobie ze mnie jaja, pomyślał. Jeszcze chwila, a ta Czerwonowłosa ciota zabierze
mi publikę. Spada mi oglądalność. Muszę popracować nad imidżem. A przecież twarz mam, baniaki
ostro podpompowałem, karczycho jak się patrzy no i ten fajowski depesz na głowie. O co, kurna im
chodzi?? Nagle, nad jego wysokim czołem, zajarzyła się mała lampka. ?Wiem, czego mi brakuje!
Przecież każdy twardziel i strong man ma swój pierwiastek żeński- kombinował jak nakręcony.
Colombo miał żonę. Pewnie kaszalot był, bo w końcu jej w tivi nie pokazali. Janek Kos - swoją
Marusię do polerowania lufy na glanc. Nawet Sherlok Holmes miał swojego Watsona.? Enyłej, w tej
chwili, dupy mi potrzeba.?
Ten proces dedukcyjny mocno nadszarpnął jego siły. Wsunął różowe laczki z napisem ?Nur fur Ch.?
na zagrzybione stopy i słusznie przypuszczając, że jest pod stałą obserwacją kamer tefałenu
potruchtał do łazienki. Kiedy poczuł, że pulsujące ciśnienie w skroniach powoli przechodzi, spojrzał
w lustro. Patrzył na niego podstarzały, zmęczony lowelas o świńskich oczkach z rzedniejącym
depeszem na głowie. ?Czego się patrzysz palancie?, wycedził przez zęby i z całej siły walnął go w ryj.
Gościu trochę spękał. Chris wyjął ze spłuczki swój japoński mobajlfon. ?Skośnookie krasnale! Ale w
tym jednym są nieźli, pomyślał i nacisnął wyblakły klawisz. Na wyświetlaczu pojawiło się pulsujące
serce.
W tym samym czasie Rhenate B. właśnie kończyła poranny udój. Telefon schowany w gumofilcu
zawibrował znajomo. Rhenate otarła brudną ręką załzawione ze wzruszenia oczy, wcisnęła klawisz z
napisem ?rec? na małym podręcznym Kasprzaku i odebrała połączenie.
?Co robisz, gruba faszystowska suko?? zabrzmiał w słuchawce znajomy timbr. ?Doję barany, Chris?
Głos uwiązł jej w gardle. ? Przewodniczący znowu zatrzasnął się w solarium i muszę mu przygotować
maseczkę? ?Jadę do ciebie Rhenia? zagulgotał Chris? ?Ja? odparła Renia? ?Ty? Nie! Ja jadę!? letko
podkurwił się Chris. ?Ja, ja.? odpowiedziała Renata. ? Nie ja, tylko ja! Fersztejen sie?? ? Przecież
mówię do ciebie po niemiecku, Chris. Ja!. ? Ah, ja. Fersztejen. Ser gut. Widzę, że wzięłaś się za
języka. To super. Jestem za chwilę?
Ta konwersacja w kilku językach europejskich wzruszyła Chrisa. Wrócił do pokoju i znowu
pierdolnął się na wyrko. ?Hiperwentylacja? pomyślał. Sięgnął po stojącą obok łóżka skarpetkę,
przystawił ją sobie do twarzy i zaciągnął się głęboko. Przypomniały mu się dalekie podróże. Stepy
Akermanu, pustynia Gobi i amazońskie dżungle. Przemknęły jak błyskawica wspomnienia z wojska.
Przysięga, grochówka z kuchni polowej i marszobiegi. Znajomy zapach wielkiego świata przyniósł
ukojenie rozdygotanym nerwom. ?Chuj z tym! Czas działać.? Wstał, przeczesał zmierzwioną klatę,
wrzucił do plastykowej reklamówki działko małokalibrowe, sztucer, podręczny miotacz płomieni
oraz kolekcję swoich przeciwsłonecznych okularów i wyszedł z domu na spotkanie z
przeznaczeniem, które dziś na imię miało Rhenate.
Słońce zmierzało już ku zachodowi rzucając ostatnie promienie na falujące łopiany zarastające
nieuprawiane pola. Szosa wiła się jak bezładnie rzucona rolka papieru toaletowego. Chris patrzył na
Ojczyznę sunąc bezszelestnie swoją pancerną, dolnozaworową, wypasioną Nysą. ?Warto było walczyć
o dopłatę do hektara, skonstatował. Tera Durnia Europejska będzie nam płacić, a nikt palcem nie
będzie musiał kiwnąć. ? Tuman pyłu przesłonił leżących pod geesem pracowników rolnych
przepijających przyszłe dopłaty.
W oddali majaczyły już dziurawe dachy zabudowań Rhenate, otoczone dymiącymi hałdami świeżego
obornika. Chris zahamował z fasonem, wyskoczył z szoferki i jebnął drzwiami Nysy. ? Nie ma to
jednak jak zdrowa polska wieś? pomyślał. ?Jak by to brzmiało po niemiecku, zastanowił się chwilę.
Kurna, muszę powtórzyć słówka. W Pakistanie mogą być mi potrzebne.?
W tym momencie zza stodoły wybiegła tanecznym truchtem Rhenate, dostrzegła Chrisa i na jej
czerstwej rumianej twarzy wykwitł, jak fioletowy naleśnik, wielki rumieniec wstydu. ?Chris? wyrwało
jej się gardła. ?Ja? rzekł Chris. Stali przez chwilę patrząc sobie w oczy i nie mogąc wydusić słowa.
Wreszcie nabrzmiewającą jak wrzód ciszę przerwał Chris. ?Chuj z grzecznościami, przejdźmy do
meritum? Rhenate już zaczynała odpinać guziki fartucha, ale Chris kontynuował. ?Zostaniesz moją
asystentką.? ?Ja?? Krzaczaste brwi Rhenate uniosły się w zdziwieniu. ?Ja, ja. Naturlich. Jesteśmy do
siebie podobni. Mamy ten sam numer kołnierzyka, ten sam numer butów, nawet mój hełm będzie na
ciebie pasował. Jak widzisz wiele nas łączy. Tylko?? Tu Chris na moment zawiesił głos. ?Tylko, co
Chris?? Zaniepokoiła się Rhenate. ?Tylko te twoje oczy?? ?Tak wiem. Moje kurwiki?? Nie panuję nad
tym? spłoniła się jeszcze bardziej i spuściła wzrok, który przypadkiem padł na lekkie wybrzuszenie w
lewej kieszeni dżinsów Chrisa. ?Chris! Twoja kieszeń?.? ?To tylko immunitet, Rhenate, - uspokoił ją.
Ale kto wie, może za jakiś czas, dzięki tobie, odzyskam pełną sprawność. Po tym wypadku z
granatem, kiedy pijany lekarz przyszył mi go na odwrót, muszę dużo ćwiczyć w samotności.? Chris
wyjął z kieszeni mały pakunek i podał go Rhenate. ?Masz. Włóż to? Renate drżącymi rękoma
rozerwała paczuszkę i wyjęła z niej czarną skórzaną maskę z zamkiem błyskawicznym na ustach.
?Ale Chris! Ta maska nie ma otworów na oczy!? ?Zakładaj! Raus! Chris był już zniecierpliwiony. Te
twoje kurwiki powodują, że mam wzwód do środka. Nie rozumiesz tego? Od tej chwili ja będę twoimi
oczami i uszami. Fersztejen? Zaufaj mi.? I błyskawicznym ruchem zasunął jej suwak na ustach. Spod
skóry dobiegł go jęk wzruszenia i radosne kwilenie. ?A teraz pójdźmy na nasz pierwszy wspólny
spacer? rzucił w uniesieniu Chris i pociągnął Rhenate za sobą. Trzymając się za ręce pobiegli
poprzez kołyszące się łany rzepaku ozimego w kierunku słońca chowającego się już za zadymionym
horyzontem. To okoliczni chłopi rozpoczęli jak zwykle o tej porze roku wiosenne wypalanie traw.
Kiedy Chris i Rhenate zniknęli w kłębach gryzącego dymu, parująca przy stodole sterta obornika
poruszyła się nieznacznie. ?Ale mamy njusa! Wszystko nagrałem? odezwał się redaktor Marcin Wrona
do swojej asystentki. ?Tym razem Walter nie będzie mógł mi odmówić. Musi dać mi wylizać swój
tłusty tyłek.?
Koniec odcinka pierwszego.
Jakiekolwiek podobieństwo do prawdziwych osób i zdarzeń jest przypadkowe i całkowicie
niezamierzone.
PS. Tak mi się napisało, to tu wstawiłem, żeby tydzień tak jakoś lepiej się zaczął.