Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrac 2011 - 6 (vol.17)

    • barbasia1 "Tomasz Lis na żywo" 21.11- Danuta Wałęsowa 26.11.11, 16:24
      Zaimponowała mi pani Danuta Wałęsowa (dawniej zawsze zamkniętna, zdystansowana bardzo od mediów) odwagą by opowiedzieć szczerze o swoim życiu z Lechem, przede wszytskim by opowiedzieć bez ogródek o swoich odczuciach jakie jej towarzyszyly przez te wszytskie lata, o odczyciach tak przecież abiwalentych; Wałęsowa mówi nie tylko o miłości, przywiązaniu do męża, podziwie dla niego, ale i wielkim poczciu samotności, wielkim żalu z powodu niedocenienia jej wkładu w organizowanie w pojedynkę w tak trudnych czasach życia rodzinnego, domu, w wychowanie 6. dzieci, ale też i żalu wynikającego z niedocenienia jej udziału, skromnego bo skromnego, ale jednak, w ruchu solidarnościowym (np. wspomianała, że regularnie przekazywała prasie podziemnej informacje na temat internowanego Wałęsy).

      Dzielna kobieta, kto wie czy nie ona i inne kobiety, zmagające się samotnie z trudami siermiężnej rzeczywistością PRL-owskiej, szykanowane z powodu opozycyjnej działaności mężów, nie są największymi bohaterkami Solidarności.

      • grek.grek Re: "Tomasz Lis na żywo" 21.11- Danuta Wałęsowa 27.11.11, 13:13
        mnie zaimponował ostatnio Keith Richards... tyle koksu wciągnął, a żyje i pamięta tak wiele szczegółów ;]] [ "Life" - jego biografia, za którą już zdązył dostać jakąś literacką nagrodę, chociaż i tak mało kto wierzy, że sam to napisał; od niedawna rzecz do nabycia w Polandzie i na allegro, hehe]

        powiem Ci, Barbasiu, ze mnie te Wałęsy w ogóle nie imponują. może dlatego, ze za prawdziwych architektów przemian 89 uważam radzieckich i polskich [post]komuchów, a Wałęsa był tylko pionkiem na szachownicy, kukiełką.

        ale już to, co piszesz o samej jego żonie, podoba mi się, o tyle, że pokazuje to, co zawsze twierdziłem i twierdzić będę : najlepsze opowieści są out there :] nie na świeczniku, ale w zaciszu duszy. nie na scenie, a za kulisami, nie na boisku, a w szatni. te eksponowane storylines są mdłe i nędzne, ciekawe są opowieści z undergrodundu, heh.
        • barbasia1 Re: "Tomasz Lis na żywo" 21.11- Danuta Wałęsowa 27.11.11, 13:35
          Widziałam tę biografię niedawno w Empiku.

          > mnie zaimponował ostatnio Keith Richards... tyle koksu wciągnął, a żyje i pamię
          > ta tak wiele szczegółów ;]]

          hahaha :)
          To ja też podziwam.
          Przy czym, mówiąc już serio, podejrzewam, że spisując te wspomnienia, musiał wspomagać swoją mocno sfatygowaną używkami pamięć jakimiś notatkami, swoimi albo cudzymi.

          Nawet jeśli jest, tak jak piszesz, to Wałęsa i tak ma niekwestionowene miejsce w historii Polski.

          > ale już to, co piszesz o samej jego żonie, podoba mi się, o tyle, że pokazuje t
          > o, co zawsze twierdziłem i twierdzić będę : najlepsze opowieści są out there :]
          > nie na świeczniku, ale w zaciszu duszy. nie na scenie, a za kulisami, nie na b
          > oisku, a w szatni. te eksponowane storylines są mdłe i nędzne, ciekawe są opowi
          > eści z undergrodundu, heh.

          Święte słowa! Tak!

          :)

          • barbasia1 Re: "Tomasz Lis na żywo" 21.11- Danuta Wałęsowa 27.11.11, 14:12
            Pewnie Richards miał jakiegoś ghostwritera.

            Z książki Wałęsowej plynie też nauka dla panów, by doceniali swoje żony, swoje patrnerki, kobiety za zwykłą codzienność, by nie zapominali o nich, o ich potrzebach w tym niesutannym mniej lub bardziej mozolnym mocowaniu się z życiem, by jak najczęście dawali do zrozumienia swoim kobietom, że są dla niż ważne.
            • grek.grek Re: "Tomasz Lis na żywo" 21.11- Danuta Wałęsowa 27.11.11, 14:59
              o, to na pewno, pewnie nagrodzony został za to, ze sama opowieśc jest ciekawa. z tego, co mówi sam Keith, róznica między jego koksem, a koksem prostych ćpunów polegała na tym, że
              jego koks był czyściutki jak pupka niemowlaka, płacił i wymagał. i dlatego żyje i ma się dobrze. mało wybredni koksiarze kupują od byle kogo byle co i za byle ile. słowem, chcesz się bawić i nie ponosić zdrowotnych konsekwencji - musisz zainwetować :]

              wiesz, historia pewnie z morałem, niemniej : mnie oni zawsze, wałęsowie, wyglądali na taką parę mało wyjściową, niestety. dyzmowie z dzieciarnią. wałęsa mnie drażnił swoim "ja bym wszystko zrobił lepiej, ja bym to, ja bym śmo, ja ja ja ja...", a ona... matka polka bez polotu.

              znacznie ciekawiej cała historia brzmi, kiedy Ty ją opowiadasz, niż w realu była, heh.
              • barbasia1 Re: "Tomasz Lis na żywo" 21.11- Danuta Wałęsowa 27.11.11, 15:30
                słowem, chcesz się bawić i nie ponosić zdrowotnych konsekwencji - musisz
                > zainwetować :]

                Pewnie tak, ale podejrzewam, nawet najwyższej jakości towar, najczystszy nie będzie obojętny dla zdrowia, dla mózgu, dla pamięci.
                Taki Mick Jagger, kolega z branży Keitha on to podobno nic a nic nie pamięta ze swej przeszłości, tylko czarna dziura w głowie, mówił o tym zresztą w wywiadzie sam Keith!? Czy to nie staszne!?

                > znacznie ciekawiej cała historia brzmi, kiedy Ty ją opowiadasz, niż w realu był
                > a, heh.

                Ach, Greku!!! Chyba mnie przeceniasz! Ale tak czy owak przeogromnie oraz pięknie dziękuję za te słowa! :)))

                cdn.

                :)
                • grek.grek Re: "Tomasz Lis na żywo" 21.11- Danuta Wałęsowa 28.11.11, 14:05
                  nie przeceniam Cie bardziej niż Ty mnie :]

                  hehe, Jagger wydał niedawno własne wspomnienia, w odpowiedzi właśnie na "LIfe" KR, w którym to Keith napisał, ze Jagger miał w spodniach dużo wolnego miejsca z powodu braku czegoś, co by mogło przestrzeń zapełnić ;] no i z powodu kilkui innych rzeczy, m.in takiej, ze Keith go oskarżył, ze był egoistą dla którego liczyła się tylko własna pozycja w szołbizie.

                  hmm, z koksem tak to już jest, jeden pada przy takiej dawce, która dla drugiego stanowi dopiero rozbiegówkę, heh.
                  • barbasia1 Re: "Tomasz Lis na żywo" 21.11- Danuta Wałęsowa 28.11.11, 15:03
                    :)

                    hahahaha
                    O! Cios poniżej pasa. :) Szydercze wypomnienie dziury w mózgu przy tej obrazie męskiego honoru, to niewinne żarciki. ;)))

                    Fakt. Różnie ludzie reagują na narkotyki, wiec chyba lepiej akurat w tym przypadku nie sprawdzać na własnej skórze, do której grupy by się należało.

                    :)
                  • barbasia1 Re: "Tomasz Lis na żywo" 21.11- Danuta Wałęsowa 30.11.11, 18:48
                    grek.grek napisał:

                    > nie przeceniam Cie bardziej niż Ty mnie :]

                    Ja Ciebie nie przeceniam, ja Ciebie bardzo doceniam.
                    • barbasia1 Re: "Tomasz Lis na żywo" 21.11- Danuta Wałęsowa 30.11.11, 18:48
                      barbasia1 napisała:

                      > grek.grek napisał:
                      >
                      > > nie przeceniam Cie bardziej niż Ty mnie :]
                      >
                      > Ja Ciebie nie przeceniam, ja Ciebie bardzo doceniam.

                      :)
              • barbasia1 Re: "Tomasz Lis na żywo" 21.11- Danuta Wałęsowa 30.11.11, 19:10
                grek.grek napisał:

                > a ona... matka polka bez polotu.
                Wiesz to prosta kobieta była z prostej rodziny, ale myślę, że tą książką udowodniła, że jest i było inaczej, że jednak miała, ma fantazję, i to iście ułańską i odwagę!
                To jeszcze jeden fragment na dowód, za Januszem Rudnickim:

                "Co robi 14 grudnia roku pamiętnego? Jedzie po świniaka, w jedną stronę 250 km, do brata Wałęsy, ten wsadza go jej do bagażnika i Danuta wraca. Zatrzymywana po drodze przez patrole milicyjne krzyczy: mam dzieci nakarmić suchym chlebem?! Polska przewróccona do góry nogami , a w jej środku jeden pojedynczy, bo nie można było jeździć, prywatny samochód z żoną szefa "Solidarności" ze świniakiem w bagażniku".
                (J. Rudnicki "Urodzona w czepku (służącej)" GW, 26-27.11, 2011, s. 21)





                • barbasia1 Keith Richards 30.11.11, 19:32
                  Keith Richars pisał pamiętniki od wczesnej młodości, to dzięki nim powstała ta biografia, czytałam o tym przecież kiedyś w Polityce w tym artykule:
                  www.polityka.pl/kultura/aktualnoscikulturalne/1510666,1,richards-keith.read
                  A w pisaniu autobiografii pomagał mu dziennikarz James Fox.

                  A propos najlepszej jakości towaru, z nim wiąże się wątek polski w opowieści Richardsa!

                  "to [...] opowieść o prawdziwym polskim łączniku The Rolling Stonesów – ich osobistym dilerze, niejakim Freddiem Sesslerze. To postać, której Richards poświęca nie mniej miejsca niż niektórym muzykom. Jego historię porównuje z losami Romana Polańskiego – był cudem ocalonym polskim Żydem z dobrze sytuowanej krakowskiej rodziny, wymordowanej w czasie Holocaustu. Uciekł hitlerowcom, ale trafił do gułagu, skąd dostał się do Taszkientu, gdzie wstąpił do armii Andersa. Stamtąd przeniósł się do marynarki. Tu polski doktor na polskim statku poznał go z farmaceutyczną kokainą. „Od tej pory sprawy zaczęły się układać lepiej” – konstatuje Richards.

                  Sessler miał głowę do interesów – po wojnie trafił do Nowego Jorku, gdzie jednym z pierwszych jego spostrzeżeń było: „Ile tu świateł! Ktokolwiek dostarcza w tych biurach żarówki, musi zarabiać fortunę”. I dorobił się podobno w ciągu dwóch tygodni. „Dowcipny, inteligentny i doświadczony” – podsumowuje Richards, dodając, że Sessler zastępował mu przez lata ojca. Jeździł ze Stonesami (na własny koszt) z walizką chemicznie czystej kokainy, do której miał dostęp dzięki temu, że pracował przez lata w koncernie farmaceutycznym Merck. Jedyne, czego mu brakowało, to styl. „Ubierał się najzwyczajniej w świecie po polsku” – wspomina okrutnie gitarzysta".

                  Więcej pod adresem www.polityka.pl/kultura/aktualnoscikulturalne/1510666,1,richards-keith.read#ixzz1fDN0rRRS

                  • grek.grek Re: Keith Richards 01.12.11, 10:22
                    świetnie, że przypomniałaś ten artykuł, Barbasiu... dzięki temu kapnąłem się, ze mam go nawet w papierowej wersji... skleroza mną pomiata ;]

                    James Fox, innymi słowy - Keith z Johnnym Walkerem na kolanach dyktował, a James pisał, i nagrodę zgarnął Keith :]
                    • barbasia1 Re: Keith Richards 02.12.11, 17:40
                      Eeee, setki arykułów pojawiły się od czasu ukazania się tego tekstu na temat biografi Richardsa, można było zapomnieć!

                      Ha,ha! :)
                      Wiesz, przypuszczam, że pan dziennikarz James Fox dostał na otarcie łez za pomoc sporą walizeczkę zielonych prezydentów lub czarno-czerwonych Jej Królewskich Mości.
                      Poza tym jednak, myślę, i na niego tej trochę sławy w związku z popularnością książki na świecie przy okazji spadnie.


                      To częsta praktyka przy pisaniu autobiografii taka współpraca z dziennikarzem, zauważyłam. Autobiografię Danuty Wałęsy też spisał dziennikarz, Piotr Adamowicz z Gdańska.

                      :)
                      • barbasia1 Re: Keith Richardshttp /Danuta Wałęsowa 02.12.11, 17:48
                        Właśnie znalazłam artykuł na temat biografii Wałęsowej w Polityce:

                        www.polityka.pl/spoleczenstwo/artykuly/1521498,1,danuta-walesowa-trudne-zycie-z-lechem.read



                        Ryszarda Socha27 listopada 2011
                        123.Danuta Wałęsowa: trudne życie z Lechem
                        Rozrachunki matki Polki
                        Co sprawiło, że Danuta Wałęsowa, wzór żony tradycyjnej, zdecydowała się wyjść z cienia i publicznie przedstawić bilans swego życia?

                        Zielona Brama, 10 listopada 2011 r., biuro byłego prezydenta RP Lecha Wałęsy. Mecenas Ewelina Wolańska, dyrektorka biura, jest wyraźnie skonsternowana, gdy słyszy, że chodzi o to, by Wałęsa wniósł coś od siebie do dziennikarskiego portretu żony. Pan prezydent – uważa Wolańska – nie będzie rozmawiał ani o żonie, ani o jej książce. Chwilę jednak rozmawiamy: – Nie wierzyłem, że ta książka powstanie. Że żonie uda się coś takiego wyprodukować. Ponieważ ma tyle obowiązków. No i zawsze była trochę z boku polityki. Tę trudniejszą robotę robiła, żeby było jasne. Ale okazuje się, że wyprodukowano. Jeszcze nie czytałem, ani pół strony, więc sam jestem ciekaw, jak wypadnę w tej relacji żony. Nie wiem, bo często się nie zgadzaliśmy. Oczywiście, kulturalnie.

                        Uważa, że żona jest od niego bardziej radykalna. Nie w polityce, tak w ogóle – w życiu, co powoduje, że się nie zawsze zgadzają. To nie jest chwyt marketingowy, to autentyczny ambaras. Lech Wałęsa naprawdę nie zna treści książki „Marzenia i tajemnice”, która lada moment trafi na rynek.

                        Cofanie filmu
                        – Danuta Wałęsowa to osoba twardo stąpająca po ziemi, nierozpamiętująca, nierozpaczająca, tylko od razu przystępująca do działania. Z zadaniowym podejściem do życia – mówi Piotr Adamowicz, dziennikarz, który opracował książkę byłej prezydentowej. – Jej siłą jest naturalność. Nie dała się sformatować ani specjalistom od obróbki PR, ani mediom. Ją sformatowało życie. Mówi to, co chce powiedzieć. I jeśli chce. Czasami są to sądy bardzo ostre, bezkompromisowe.

                        Piotr Adamowicz w karnawale Solidarności był pracownikiem związku. Żonę Wałęsy poznał na początku stanu wojennego. Później wielokrotnie rozmawiał z nią jako dziennikarz. Do pracy nad książką przystąpili ponad dwa lata temu. Adamowicz znalazł stary film dokumentalny „Danka”, utrwalający różne zdarzenia z lat 80. Przyjechał z nim na ulicę Polanki i puścił w nadziei, że pobudzi panią Danutę do wspomnień. Po pierwszych kadrach pani domu zawołała kuzynkę, by też popatrzyła, jak to kiedyś było. Po kolejnych zauważył, że nerwowo przełyka ślinę, pojawiają się łzy, łapie się za głowę. Cała gama emocji. Na koniec milczenie, spojrzenie pełne pretensji i wybuch: po coś mi pan to puścił, to nie jestem ja, to była inna Danuta.

                        – Zaskoczyła mnie ta reakcja – relacjonuje Adamowicz. – Danuta Wałęsa uświadomiła sobie, że nie wie, czy ta inna, dzisiejsza Danuta poradziłaby sobie w sytuacjach, które wtedy miały miejsce. Na przykład w stanie wojennym złożenie kwiatów pod pomnikiem Poległych Stoczniowców. Pomnik obstawiony kordonem ZOMO. Głos z megafonu: stop, przejść mogą tylko trzy osoby. I ona idzie w otoczeniu dwóch kobiet. Potem rozmowa toczyła się trochę beznamiętnie. Ale po jakiejś godzinie usłyszałem: dziękuję, że mi pan to puścił. Zrozumiała, że praca nad książką będzie czymś innym, niż się spodziewała.

                        W książce napisze: „Kiedyś, jakby cofając klatki taśmy filmowej, uświadomiłam sobie, że sama muszę wszystko przewartościować. Zresztą przygotowując te wspomnienia, również dokonuję pewnych przewartościowań”. Stąd ta książka jest czymś innym, niż opinia publiczna mogła się spodziewać.

                        Z rzeczy spodziewanych znajdujemy tam opowieść o kosztach domowo-rodzinnych działalności opozycyjnej i publicznej, o wyniszczających stresach, są anegdoty i opinie o postaciach z pierwszych stron gazet. Nie gryzie się po polsku w język, by o zmarłych dobrze albo wcale (opowieść o księdzu Jankowskim, któremu zwróciła uwagę, że jest piątek, a on na obiad zamówił kaczkę, a duchowny na to: jesteś kaczką, stań się rybką). Wałęsowa pokazuje dość detalicznie wieś, skąd się wywodzi, życie na wynajmowanych kwaterach, w hotelu robotniczym.


                        Niespodziewane jest co innego: obrachunek z własnym małżeństwem i rolą, jaką odegrała w życiu męża. W książkach Lecha Wałęsy Danuty jest niewiele. W książce Danuty jest Lecha mnóstwo. Jej oczami. Są sprawy, za które jest mu wdzięczna. Ale też zastrzeżenia. Głównie, że ją pomijał, że decydował za nią. O tym, że ma odebrać Nobla, dowiedziała się nie od niego, ale od osób postronnych. Że potem nie było z jego strony wielkiego uznania. Że niechętnie patrzył na jej próby samodzielnej aktywności publicznej w okresie prezydentury. Że jeśli dawał kwiaty, to takie, które sam od kogoś dostał. Pisze, że najpierw była zakompleksiona. Uważała, że jest od niej mądrzejszy. Ale dojrzała i sądzi, że „wspólne życie powinno przebiegać bardziej na zasadzie równowagi”. Więc mamy kawał opowieści z życia kobiety, której męża 20 lat temu ktoś scharakteryzował w skrócie: „źle znosi, że Ziemia kręci się bez jego pomocy”.

                        Jaki piękny patriarchat
                        Oboje wywodzą się ze wsi, ze środowisk mocno tradycyjnych; on z Popowa (województwo kujawsko-pomorskie), ona z Kryp (mazowieckie). Właściwie z wybudowania, gdzie mieszkała rodzina Gołasiów z dziewięciorgiem potomstwa (Danuta druga z kolei), do samych Kryp szło się 3 km, do kościoła – 5 km, a do szkoły jeszcze dalej. Nie mieli elektryczności. Dom kryty słomą. W łóżkach spało się po dwoje. Dorastająca Danuta marzyła skromnie: wyrwać się do miasta, dobry mąż, dzieci, mieszkanie. Może jeszcze, żeby zostać pielęgniarką, może (to już śmielsze) – żeby tańczyć taniec towarzyski. Z pielęgniarstwa nic nie wyjdzie. A tańczyć będzie podczas przyjęć ogrodowych przy Polankach na oczach tłumu gości.

                        Wyrwała się w 1968 r. do Gdańska, do kiosku z kwiatami. I tu poznała młodego robotnika. Przyszedł rozmienić pieniądze. Potem przyniósł jej gumę do żucia. Jesienią 1969 r. zostali małżeństwem. Nie było zaręczynowego pierścionka. Na obrączki złożyli się oboje. Ślub brała w sukni po starszej siostrze. Bukiet ułożyła sama – z białych goździków, ze zwisającym asparagusem. Po latach indagowana przez dziennikarkę „Wieczoru Wybrzeża”, kto pierwszy powiedział „kocham”, odpowie: „Nie jesteśmy małżeństwem wylewnym, nie mówimy sobie nawzajem, że się kochamy, potwierdzamy to w czynach”.

                        Najpierw tułali się po wynajętych pokojach. Potem był hotel robotniczy. Wreszcie w 1972 r. niewielkie mieszkanko w dzielnicy Stogi. Będzie odwiedzać je wiele osób, gdy pod koniec lat 70. Wałęsa zaangażuje się w opozycję. Zobaczą małżeństwo z gromadką dzieci.

                        – Jak w starodawnym polskim domu, dzieci należały tam do kobiety, rolą mężczyzny było przynieść pieniądze – mówi Jerzy Borowczak, wtedy też robotniczy konspirator, dziś poseł PO. – Dobra szkoła. Ja też jestem z takiego domu. Ale dziś tak nie ma. Żona mi kręgosłup łamie już 27 lat. Moja mama jest zaszokowana, gdy ja pozmywam. Żałuje synka. Mówię, że mamy taki podział obowiązków. Pani Danusia nawet specjalnie się nie buntowała. Dzieci zabierała, żebyśmy mogli rozmawiać. Ubeków opieprzała. Czasem wtrącała się do naszej rozmowy: nic nie umiecie, to trzeba ostro. Albo odwrotnie – że nie ma się co pstroszyć.

                        Józef Drogoń, mieszkający na Stogach po sąsiedzku i konspirujący w grupie Wałęsy, tylko raz był świadkiem ostrej rozmowy między małżonkami. Danuta, w ciąży z szóstym dzieckiem, nie pozwoliła Lechowi wyjść na akcję: – Ja się wtedy wtrąciłem. Ona popatrzyła. I wiedziałem, że niepotrzebnie się odezwałem. Była między nimi taka gra słów – nie potrzebowali dużo mówić, żeby się zrozumieć.

                        Borowczak z ramienia Fundacji Centrum Solidarności namawiał Danutę, żeby spisała
                        • barbasia1 Re: Keith Richardshttp /Danuta Wałęsowa cd. 02.12.11, 17:51
                          cd.
                          Jak ściśnięta pięść
                          Danuta w którymś momencie podzieliła swe małżeństwo na etapy: pierwszy do Sierpnia 1980 r., drugi – gdy został przywódcą Solidarności, trzeci – gdy wybrano go na prezydenta. Dla niej najszczęśliwszy wciąż jest ten pierwszy, zwłaszcza Stogi. „Byliśmy jak ściśnięta pięść” – to jej ulubione, wielokrotnie powtarzane określenie na rodzinę w tamtej fazie. Po Porozumieniach Sierpniowych Lech stał się kochankiem Polityki i Historii. Z dnia na dzień otrzymali większe mieszkanie na Zaspie. Pojawili się ludzie do pomocy, tłumy interesantów. Stali się – jak to nazwie w jednym z wywiadów – małżeństwem społecznym. Ona przy dzieciach, jego najczęściej nie ma.

                          Raz w 1983 r. występuje w pierwszoplanowej roli – leci z najstarszym synem do Oslo, aby w imieniu Lecha odebrać pokojową Nagrodę Nobla. Wyobraża sobie, że reprezentuje polskie kobiety, że nie może im przynieść wstydu. Wypada bardzo dobrze. Siedem lat później noblista zostaje prezydentem. Ona z dziećmi mieszka w Gdańsku – w starym domu przy Polankach kupionym w końcówce komuny. W pierwszych tygodniach jego prezydentury dla magazynu kobiecego stwierdza: „Kobieta, która chce mieć męża, dzieci, powinna im służyć. A jeśli nie chce, jeśli nie czuje się z tym dobrze, to nie powinna wychodzić za mąż”. Towarzyszy mężowi, gdy wymaga tego protokół dyplomatyczny. Uroczyste okazje podkreśla kapeluszami. Wałęsa raz po raz popełnia jakieś faux pas. Jej – skoncentrowanej, uważnej – to się nie zdarza.

                          Magda, najstarsza córka, za najważniejszą cechę Danuty uważa siłę. Jej zdaniem przejawia się to nawet wtedy, gdy mama okazuje słabość. Jak ostatnio, gdy Jarosław Wałęsa uległ ciężkiemu wypadkowi. Do portretu mamy dodaje towarzyskość. Lubi ludzi, teatr, koncerty, spotkania. Lubi tańczyć i czytać psychologiczne książki. Lubi pracować w ogrodzie – pomidory, sałata – wszystko sama.

                          Po zakończeniu prezydentury przy Polankach wyrósł jej wymarzony dom. Denerwowała się, że tłum gości tratuje grządki, w tym odmianę powojnika „Lech Wałęsa”. Niejeden uczestnik tych imprez odnosił wrażenie, że Danuta ma na męża ogromny wpływ. Że zarządza nim niczym dziewiątym, niełatwym dzieckiem. Wydawało się, że jest dobrze.

                          Nuty zawodu przewijały się od pewnego czasu w nielicznych udzielanych przez nią wywiadach. Zaprzyjaźniony z domem Jerzy Trzciński też zauważył – Danuta zaczęła narzekać na męża, że się odsuwa; tylko wielkie sprawy i komputer. Mówiła: już nie jestem żoną, komputer jest. Trzciński zagadnął Wałęsę: co ty tak w tym komputerze? Lech zaczął mu pokazywać, co tam piszą. I potem już klikał, i klikał... – Gdy wpadłem do nich parę dni temu, Lecha nie było, tylko Danusia – relacjonuje Trzciński. – Opowiadała mi o książce. Była spięta, jak Lechu to przyjmie, a jednocześnie podekscytowana. Różne rzeczy ją przez te lata gnębiły, bolały, aż wreszcie dała upływ tej frustracji.

                          Książka dla mamy
                          – Mama poczuła się niedoceniona – uważa Magda Wałęsa (najbliżej mamy, widzi ją codziennie). „Marzenia i tajemnice”, choć pobieżnie, ale już czytała. Nie była zbyt pozytywnie nastawiona do książki. I nie sądziła, że ona powstanie. To znaczy, że mama zdecyduje się wyjść z cienia, uzewnętrznić.

                          Najstarsza z Wałęsówien, niegdyś dobrze zapowiadająca się baletnica, po kontuzji ukończyła studia teologiczne. Pracuje w swojej dawnej szkole jako katechetka oraz wychowawczyni w internacie. Do życia podchodzi refleksyjnie. Człowiek cały czas powinien się sobie przyglądać. Mama tego czasu nie miała, bo miała rodzinę – zadanie do wykonania. Praca nad książką była okazją, żeby się przyjrzeć sobie. Według córki, ojciec też zadaniowo traktował życie. Nie myślał, jak jest w domu. W tym zadaniowym podejściu są do siebie podobni. Tylko zadania mieli inne.

                          Marek Suchar, psycholog społeczny, zwraca uwagę, jak duża jest obecnie społeczna aprobata dla publicznej otwartości. Pamiętnik, skrywany w szufladach, opatrywany klauzulami, że wolno go upublicznić długo po śmierci, zastępują dziś blogi czytane przez szerokie rzesze. Lecz szczerość Danuty Wałęsowej nie bardzo mieści się w tej formule. To z jednej strony próba zaznaczenia siebie, z drugiej przemówienia do męża.

                          Lech Wałęsa lekko się zżyma. Nie może wziąć babci pod rękę i być tylko z nią. Czuje się odpowiedzialny za to, co teraz jest. Musi szukać uporządkowania. Czasem żona chce gdzieś pójść, a on musi wyjechać. No i żonie podobają się inne wspomnienia, a jemu inne. Ciekawe, co powie, gdy z „Marzeniami i tajemnicami” się zapozna.

                          – To strasznie intymna książka. Nie wiem, czy bardzo mnie interesuje, żeby się sprzedała. Bardziej, jakie znaczenie będzie miała dla mamy. Żeby mama pogodziła się ze sobą, z każdym momentem swojego życia – mówi Magda Wałęsa. – Zastanawiam się, czy ta książka będzie miała znaczenie dla kogokolwiek. Oprócz mamy.


                          Więcej pod adresem www.polityka.pl/spoleczenstwo/artykuly/1521498,2,danuta-walesowa-trudne-zycie-z-lechem.read#ixzz1fOeulKzf
                          • pepsic Re: Keith Richardshttp /Danuta Wałęsowa cd. 03.12.11, 19:03
                            Nigdy nie zastanawiałam się nad małżeństwem Wałęsów, przy takiej gromadce dzieci chyba naturalne, ze pożycie małżeńskie zeszło tam na drugi plan. Ale kiedy usłyszałam w tvn style rozmowę z jedną z ich córek, która opowiadała, że gdy mama wybiera się na swoje zajęcia gimnastyczne , ojciec niby żartując pyta, czy aby na pewno nie chodzi o innego pana. Od razu zapaliło mi się światełko i pomyślałam, że nasz noblista wyznaje zasadę: jemu wolno wszystko, małżonka kontrolowana jest na każdym kroku.
          • pepsic Re: "Tomasz Lis na żywo" 21.11- Danuta Wałęsowa 28.11.11, 19:42
            Nawet jeśli jest, tak jak piszesz, to Wałęsa i tak ma niekwestionowane miejsce w historii Polski.
            A pewnie i w świecie. Choć w tej chwili kompletnie mi nie po drodze, to nie można mu ująć, że jest legendą "Solidarności".
            Ps. Nawet miałam kiedyś autograf.
            • grek.grek Re: "Tomasz Lis na żywo" 21.11- Danuta Wałęsowa 29.11.11, 13:57
              ja miałem autograf Kazimierza Górskiego :] kiedy byłem mały, ojciec zabrał mnie na spotkanie z nim. jak przystało na osła, sprzedałem ten autograf za tzw. paczke dropsów. dzisiaj na allegro pewnie bym z tym poszalał... ojciec do dziś puka się w czoło z wymownym spojrzeniem w tle ;] sam żałuję... raz, ze względów handlowych, dwa - w końcu, pamiątka... Górski był najwybitniejszą postacią w historii polskiej piłki... i nie żyje już, a jak mówią, nic tak nie ożywia akcji jak nieboszczyk, w tym przypadku - akcji na portalu kupuj-sprzedaj.

              • pepsic Re: "Tomasz Lis na żywo" 21.11- Danuta Wałęsowa 29.11.11, 19:14
                Mój też pewnie byłby w cenie, pomimo żywota (a długiego życzę), jako że od noblisty:) Przepadł, nie wiem kiedy i gdzie. Ale chyba bardziej mi żal utraconego autorytetu.
                • barbasia1 Re: "Tomasz Lis na żywo" 21.11- Danuta Wałęsowa 29.11.11, 23:39
                  To szkoda, że zaginął.

                  A ja mam autograf Wałęsy, nie zgubiłam szczęściwie, nie przehandlowałam za słodycze. ;)
                  Autograf widnieje na książce Wałęsy "Droga nadziei".

                  W kolekcji mam jeszcze innego noblistę, Czesława Miłosza.
                  (i poluję na Szymborską)
              • barbasia1 Re: "Tomasz Lis na żywo" 21.11- Danuta Wałęsowa 29.11.11, 23:47
                grek.grek napisał:

                > ja miałem autograf Kazimierza Górskiego :] kiedy byłem mały, ojciec zabrał mnie
                > na spotkanie z nim. jak przystało na osła, sprzedałem ten autograf za tzw. pac
                > zke dropsów.

                :)))
                To ci historia!

                No tak, "by rozum był przy młodości. Nigdy takiej obfitości", jak pisał poeta.

                :)
                • grek.grek Re: "Tomasz Lis na żywo" 21.11- Danuta Wałęsowa 30.11.11, 11:22
                  ano, prawda :] a nawet mogłem sobie zrobić z człowiekiem fotografię. inni robili. ale ojciec trzy razy pytał : jeszcze coś ? a ja nic, z gębą otwartą szeroko kręciłem przecząco głową, pamiętam
                  jak dziś. heh.
                  • barbasia1 Re: "Tomasz Lis na żywo" 21.11- Danuta Wałęsowa 30.11.11, 18:45
                    O! Szkoda, ładna byłaby pamiątka! A tak zostały ci tylko obrazy w pamięci, wspomnienia - Górskiego, ojca, który zabrał Cię na spotkanie, Ciebie idącego po autogra.
                    To też coś, prawda?!


                    A i znalazalm dla Ciebie zdjęcie Kazimierza Górskiego, trochę na pocieszenie: ;)

                    www.sport.pl/sport/5,68565,3283682,Kazimierz_Gorski___pilkarz__trener__zdjecia.html?i=1

                    :)
                    • grek.grek Re: "Tomasz Lis na żywo" 21.11- Danuta Wałęsowa 01.12.11, 10:18
                      w pamięci też mogą być, zawsze mogę choćby je opisać [np. tutaj] :]

                      hehe, dzięki.
                      • barbasia1 Re: "Tomasz Lis na żywo" 21.11- Danuta Wałęsowa 03.12.11, 15:15
                        O właśnie! :)))
                        /Osobiście preferuję te opisane tu. /
                        :)
      • barbasia1 Re: "Tomasz Lis na żywo" 21.11- Danuta Wałęsowa 27.11.11, 13:19
        Ośmioro dzieci - doczytuję, w weekendwej prasie

        Wałęsa wypomina Lechowi, że podporzadkowując swoje życie misji publicznej lekceważył ja jej potrzeby, jej zdanie, i przede wszstkim rodzinę.

        Janusz Rudnicki ze swoistą dla siebie ironią i poczuciem humoru pisze o biografii Wałęsowej w najnowszym Magazynie świątecznym GW (w artykule pt. "Urodzona w czepku (służącej)"), fragment tylko zacytuje Wam:
        "Marzenia i tajemnice" to doniosły przecież fakt. To historia przez dziurkę w kalesonach Wałęsy" - :))) I dalej - "To droga do wolności Poolaków i Polski w lustrze jej koronnego świadka. To opowieść kobiety odstawionej przez męża i trochę przez dzieci na boczny tor, da zajezdni, w której tłumy zaniedbywanych i lekceważonych żon i matek (mężów i ojców również). Która ma jednak nadzieję, że Wałęsa wróci jako mąż i ojciec. I nie żałuje niczego. I niczego by nie zmieniła, jakby cofnąć można było czas, wyszłaby za Wałęsę raz jeszcze. Chociaż ..."

        A i jeszcze trzy smaczne sceny grotekskowe wyławia z książki i poleca szcególnej uwadze, dedykuje Januszowi Głowackiemu (nie bezinteresownie, w zamian Głowacki ma mu postawić piwo i żurek w Czytelniku), który właśnie pisze scenariusz do filmu Andrzeja Wajdy o Wałęłsie.

        Jedną, konktretnie drugą scenę Wam tu jeszcze za autorem opowiem:
        "[...] Zebranie działaczy "Solidarności" w domu Wałęsów , na zaspie. bogdan, wtedy jeszcze dziecko, pamięta jak siedzili wszyscy przy stole i rozmawiali przez rury. Żeby wykiwac podsłuch. Palstikowe, elastyczne, podobne do węży do odkurzacza. Sprzedawali je dla dzieci na Jarmarku Dominikańskiem. Długość póltora metra. Buczały przy kręceniu nimi. Dźwiek podobny do wuwuzeli. Opozycja solidarnościowa jak słonie przy wodopoju ... "

        Ja:
        Pamiętam te rury! W różnych jaskrawych kolorach były. Sprzedawane były na odpustach. Po jakimś czasie plastik jednak twardniał i się łamałay podczas kręcenia. A krótkimi już nie mozna było krecić, nie wydawały dźwieku. Może to lekka przesada z tym porównaniem do wywuzeli, bo np. nie były aż tak głośne (gośność dźiweku wzrastała wraz z intesywnością kręcenia), ale rzeczywiscie dźwięk wydawały osobliwy (uuuuUUUuuuUUUuuuuuuuu ;). Ciekawe czy te rury możne jeszcze dostać na odpustach albo w jakichś sklpeach zabawkowych ...

        :)

        • grek.grek Re: "Tomasz Lis na żywo" 21.11- Danuta Wałęsowa 27.11.11, 15:08
          komedię będą kręcić ? ;]

          "historia przez dziurkę w kalesonach" - heh, nie ma to jak fantazja ułańska recenzenta :]
          • barbasia1 Re: "Tomasz Lis na żywo" 21.11- Danuta Wałęsowa 27.11.11, 15:37
            > komedię będą kręcić ? ;]

            Po Głowackim można się spodziewać ironicznego spojrzenia na historię i Bohatera. :)

            > "historia przez dziurkę w kalesonach" - heh, nie ma to jak fantazja ułańska rec
            > enzenta :]

            Śliczne prawda! :)))
            Recenzent sam jest pisarzem, nie dziwne.
      • pepsic Re: "Tomasz Lis na żywo" 21.11- Danuta Wałęsowa 28.11.11, 19:27
        Również podziwiam panią Danutę za odwagę - i to bardzo. Ponadto nie ukrywam zaskoczenia (wiem, to naiwne), że zdjęcia z rodziną, dziećmi na kanapie były pozowane na potrzeby ówczesnych mediów. Wydaje mi się, że Wałęsowie nie wyglądali na żądnych rozgłosu, czy lansu i raczej chronili rodzinę, a przynajmniej nie wystawiali. W tej kwestii akurat nie zgadzam się z Grekiem.
        Zwróciłam uwagę jeszcze na coś innego,mianowicie słowa L. Wałęsy komentujące książkę: "nie mów nikomu, co się dzieje w domu". Jakie to wygodne!
        • pepsic Re: "Tomasz Lis na żywo" 21.11- Danuta Wałęsowa 28.11.11, 19:33
          Sprostowanie do powyższego:
          rozpędziłam się, o lansie Wałęsów to nie twoje słowa Grek, sorrki:)

        • barbasia1 Re: "Tomasz Lis na żywo" 21.11- Danuta Wałęsowa 29.11.11, 23:58
          pepsic napisała:
          > Zwróciłam uwagę jeszcze na coś innego,mianowicie słowa L. Wałęsy komentujące ks
          > książkę: "nie mów nikomu, co się dzieje w domu". Jakie to wygodne!

          Otóż to.
    • mariuszjom Re: Ojej, co tu wybrac 2011 - 6 (vol.17) 26.11.11, 17:18
      Kuchenne rewolucje i Ugotowani :)

      ---

      Optymalizacja ZUS
      namioty handlowe
      krakow.lento.pl/
      wroclaw.lento.pl/
      • kacpersen Re: Ojej, co tu wybrac 2011 - 6 (vol.17) 27.11.11, 23:30
        Równiez to oglądam :)

        ---

        Optymalizacja ZUS
        namioty handlowe
        krakow.lento.pl/
        wroclaw.lento.pl/
    • barbasia1 OT fajną osobę wczoraj spotkałam 26.11.11, 17:46
      Spotakałam wczoraj po południu na mieście moją (ponad siedemdziesięcioletnią) sąsiadkę /bliską, ale dalszą :)/, szalenie, prawdziwie sympatyczną starszą panią, szła ze swoją przyjaciólką, którą mi przedstawiła. Jak mi się pochwaliły, ich przyjaźń trwa już ... 60 lat!

      A sasiadka zaczepiła, mnie, bo chciała mi powiedzieć, że widziała mnie i mają mum w klinice okulistycznej pod koniec września (ja swoim sokolim wzrokiem niestety nie spotrzegłam jej w straszliwym tłumie ). Moja sąsiadka służyła wtedy towarzystwem , wsparciem i opieką owej przyjaciólce, nieco starszej od siebie a(cz też, jak na ten wiek, w doskonałej fizycznej kondycji) w trudach wizyty lekarskiej (dziś trzeba mieć niezłe zdrowe, żeby chodzić do lekarzy specjalistów). Piękny wyraz prawdziwej przyjaźni!
      Życzyć tylko sobie i wszystkim takiej przyjaźni. :)
      • grek.grek Re: OT fajną osobę wczoraj spotkałam 27.11.11, 15:03
        no i to dopiero jest wartość :] osiągnięcie prawdziwe. pogratulować.

        "Dexter" dzisiaj, finałowy odcinek. pełen ciekawości jestem, hehe. jutro napiszę jak się skończyło.

        zatem, Wam i sobie - udanego wieczornego seansu albo czegoś-innego cokolwiek to będzie :]
        • barbasia1 Dexter 27.11.11, 15:38
          OK. Emocjonującego seansu.
          • grek.grek Re: Dexter 28.11.11, 13:56
            dzięki :] było nieźle [poniżej więcej]
    • barbasia1 To dziś ostani odcinek 4. serii Dextera? 27.11.11, 15:00
      Przyjemnego oglądania!
      Czekam z ciekawością wielką na wieści...
      :)
    • kacpersen Re: Ojej, co tu wybrac 2011 - 6 (vol.17) 27.11.11, 23:32
      Jeżeli jesteś trochę bardziej zmotoryzowany to każdemu [polecam na tvn turbo - Gliny. Ukazuje pracę policji w różnych miastach Polski, najczęściej Warszawy. Całkiem spoko, takie patrzenie na prace policjantów z ich perspktywy

      ---

      Optymalizacja ZUS
      namioty handlowe
      krakow.lento.pl/
      wroclaw.lento.pl/
    • grek.grek Dexter, finał IV s. spojl 28.11.11, 10:41
      Dexter, a'propos finału.

      Stopklatka 11 odcinka - Trinity odnajduje Dextera w jego pracy, wie już, ze Dexter to policjant [ale nie wie, ze tak samo jak on - serial kiler]. Stoją twarzą w twarz na środku komisariatu. pierwsze wrażenie Dextera "co ja narobiłem...", pierwsza odruchowa reakcja "co z moją rodziną, muszę ją chronić..." - jak się rozwinął, chłopina, hehe.

      Trinity nie kryje triumfu, że znalazł Dextera. wie, ze ten go nie wyda, [tak chyba se musi imaginować,,ze po prostu nie ma dowodów, na razie policja "coś tam wie, ale nie wie, kogo szukać"]. na zimno sugeruje Dexterowi, zeby spadał z jego życia, Dexter rewanżuje mu sie tym samym. trinity z przygwożdzającym spojrzeniem odchodzi, wsiada w windę....

      Dexter za nim. Do auta. I śledzi auto Trinity'ego, który właśnie wyjechał z parkingu przed komendą. Po drodze Dex potrąca jakieś auto. chrzani to, byle nie stracić z oczu śledzonego...

      On w akcji, a tu żona dzwoni, ze chciałby z nim spędzić romantyczny weekend. Starsze dwoje dzieci mają jakiś wyjazd szkolny, czy jakiśtam, więc oni by mogli, razem z najmłodszym oseskiem, wybrać się poza miasto. Dexter ofk się zgadza, ale teraz ma na łbie ważniejsze problemy, więc zręcznie ucina rozmowę.

      Trinity zatrzymuje sie na podziemnym parkingu, wyłazi z auta i gdzieś lezie. Dexter zaczaja się na niego, ze strzykawką ze środkiem usypiającym w pogotowiu. uważnie obserwuje teren, czy przypadkiem nikt niepowołany się nie kręci, kto mógłby go dojrzeć... Jest czysto.

      Trinity wraca po chwili. Dexter atakuje, wstrzykuje mu co trzeba i pakuje bezwładnego typa na pakę jego [Trinity] samochodu. Okazało się, ze Trinity wychodził do banku, pobrał stamtąd całą kasę jaką miał na koncie. wyraźny sygnał, ze mistrzu szykuje się do ucieczki z miasta. Ale jest już cacy... Teraz tylko gościa przewieźć w bezpieczne miejsce, oporządzić wedle rytuału i po zabawie.

      Fajnie by było... Pod parkingiem dzieje się rumor. To kierowca tego potrąconego przez Dextera auta namierzył auto Dexa, które ten zostawił pod parkingiem. Zawołał krawężników, zgłosił że padł ofiarą przestępstwa, narobił rejwachu... Dexter zostawia obezwładnionego Trinity'ego w aucie, kasę i portfel Trinity'ego chowa na górnej półce obudowy lampionu parkingowego. Wyłazi do tych gliniarzy i do potrąconego. tamten sie rzuca, jak wesz na kołnierzu, wskazuje że to Dexter go uderzył autem, gliniarze pytają czemu Dexter się nie zatrzymał wtedy... Facet pokazuje, ze ma nagrane całe zdarzenie na komórce, Dexter łapie ten telefon i rozwala go o ziemię. Glniarze go kują natychmiastowo. I o to chodziło, wykalkulowane zachowanie - Dexter koniecznie chciał ich oddalić od auta, w którym pozostawił Trinity'ego.

      a tu policaje zaczynają grzebać, węszyć i zaczyna im się nie zgadzać ten Boudry, podsunięty im przez Dexa, jako "Trinity". nie zgadzają się np. miejsca, w których Trinity swoje potrójne morderstwa popełniał z róznymi faktami z życia Boudry'ego, które dokładnie, na podstawie zapisków, tras kursów [Boudry to kierowca cięzarówki dostawczej] ustalili. zaczynają podejrzewac, ze szukają nie tego gościa. aż wreszcie sierżant Batista, który przekopał się przez archiwa policyjne dot. wszelakich przestępstw, dostrzegł, ze potrójne mordy Trinity'ego w konkretnych miastach korelują z porwaniami dzieci, tamże - każdego 5 dni przez rozpoczęciem cyklu. a więc znów policja niby spóźniona w stosunku do Dextera, ale idzie właściwym tropem.

      Dextera raz dwa wypuszczają z aresztu, gdzie został umieszczony. zadzwonili po zone, zeby go odebrała. Ofk, Dexowi się pali, zeby natychmiast wrócić na parking gdzie zostawił Trinity'ego w jego aucie. Pod parkingiem zaś swoje auto ma do zabrania. żona go tam wysadza i odjeżdza. Dexter gazem do bryki Trinity'ego i oczywiście - faceta już tam nie ma, obudził się i zwiał... Na szczęscie nie znalazł zabranej mu kasy.

      Zwiał do domu. Trinity chce uciekać. wpada jak burza do chałupy, każe żonie i dziecioom wyskakiwać z kasy, z kosztowności, z zaskórniaków. Kasę z banku Dex mu zakosił, więc aby uciec musi obrobić własną rodzinę... Przy okazji kłóci się ze swoim synem, prawie go bije. ale - panika w garnizonie, więc Trinity ma wszystko w nosie, musi uciec. czy to nie ten sam mechanizm, jaki dexter ma w swoim kodeksie : po pierwsze, nie daj się złapać ?

      Ale pan Trinity nie chce uciec i bać się do końca życia... Szuka Dextera i chce go zgładzić. Włamuje się do mieszkania jego siostry, po chwili grzebania po chałupie odkrywa że "D. Morgan", to nie "Dexter Morgan", tylko "Debra Morgan" - znów pudło; jest wściekły.

      Dexter zaś jest w domu. nalega, zeby jego żona pojechała najpierw, na ten romantic weekend za miasto, do hotelu, z dzieckiem, a on dołączy. Boi się, ze Trinity może ich dopaść, zanim on dopadnie jego. lepiej żeby familia była daleko od tej rozgrywki. starsze dzieci pojechały na wycieczkę, żonę i najmłodszego syna - trza wyeskpediować podstępem. żona szcześliwa jak nigdy, Dexter trochę sie plącze, bo stale ofk ma wyrzuty na sumieniu, ze pakuje rodzinę w kabałę, bo "przez swoją drugą naturę" - ofk, otwarcie mówi o tym w wewnętrznych monologach, żonie tylko sugeruje. ale żona oto wygłasza speech jakiż to Dexter jest cacy, jaki ważny i wartościowy dla niej i dla dzieci itd. A potem całują się namiętnie. już teraz można było coś podejrzewać...

      Tymczasem policja bierze na przesłuchanie tego małego, co go uratował dexter, a którego porwał Trinity. małego pokazały potem media. teraz, zgodnie z linią podejrzeń, maglują dzieciaka, a ten paple jak na spowiedzi - jest rysopis właściwego Trinity'ego i mały zapamiętał logo tej firmy budowalanej, z którą współpracuje Trinity przy stawianiu domów. już wiedzą za kim gonić. w dodatku znajduje się jakieś ciało dziecka zatopionego w betonie, na terenie budowy. trochę nie zajarzyłem, jak to się stało, ale szzczegół, imo ten wątek odkrywania przez policję tożsamości Trinity'ego trochę popychany, ale o to chodzi, zeby trwał wyścig : kto go pierwszy dorwie, oni czy Dexter.

      Dexter odprawia zonę z małym taksą na lotnisko. ma dołączyć do nich wieczorem. ma dzień na dopadnięcie i zaszlachtowanie Trinity'ego. Najpierw pędzi do jego chawiry. Nie ma go tam, rodzina powiada tylko tyle, ze ich oczyścił z kasy i się ulotnił. Dexter jest zniesmaczony, jak Trinity potraktował familie, pękają ostatnie resztki sympatii dla wroga.

      I nagle. helikopter na domem, policja dobija się do drzwi, antyterror w kominiarach. Przyszli po Trinity'go. dexterowi udaje sie zamelinować w garażu, tam go znajdują detektywi, z siostrą na czele. Debra jest zdzwiona, ze brat już jest na miejscu, ale Dexter sprzedaje jej jakąs historyjkę, i ona mu wierzy.

      ale - gdzie teraz szukać zbiega ? Dextera wzrok przypadkiem pada na szybę samochodową rozbitą, stojącą pod ścianą. Bingo ! zaczyna grzebać w portfelu Trinuty'ego, co mu go ukradł na parkingu... i znajduje - kwit do odbioru auta po renowacji u mechanika, dokąd trafil po tym, jak jego własny syn mu go zdemolował [pisałem o tym w streszczeniu 7 czy 8 odcinka].

      Trinity faktycznie odbiera auto. Nowitukie, wyklepane, szybka buzi dac. Muzyczka latino, facio uśmiech na twarzy, jedzie sobie, a właściwie schrzania z miasta wesoło.

      Niezbyt daleko. dexter zastawia na niego pułapke. zostawia coś na szosie, trinity wpada na to kołem. Spod maski zaczyna dymić... Trinuty sie zatrzymuje. jest wieczór, lekko oniryczny, miejsce odludne... Wychodzi sprawdzić co się stało, a tam już czeka Dexter ze strzykawkę i za moment Trinity ląduje na stoliku, gotowy do wysyłki na tamten świat.

      Rytuał Dextera : gośc leży przylepiony ściśle do podłoża, głowa unieruchomiona, pomieszczenie od sufitu po podłogę wyfoliowane, pobranie z policzka krwi - której kropę potem Dexter sobie trzyma w specjalnej torebce, taki trofeum, a one wszystkie w specjalnym pudełeczku.

      Ale najpierw umoralniająca gadka. Trinity "nie pozbędziesz się tego, co masz w sobie. ja próbowałem, to na nic. ale - to boży plan, ja to akceptowałem i ty też musisz... :
      cdn.




      • grek.grek Dexter, finał IV s. spojl 28.11.11, 11:07
        Dexter mu wyrzuca, że potraktował swoją familię jak ostatnie g.wno. "jak ja mogłem sądzić, ze czegoś od ciebie mógłbym się nauczyć...". trinity, ze się modlił i chciał, ale potrzeba zabijania nie daje sie wyplenić, ani jemu sie nie udało, ani Dexterowi się nie uda. Dexter na to, "ja mam rodzinę jeszcze, ich dobro na uwadze". Trinity pobłażliwie "dzieciak jesteś...to boży plan, możesz to tylko zaakceptować".

        koniec gadki. Dexter puszcza trinity'emu muzyczkę i... kolejkę-zabawkę, na podłodze, takie wspomnienie dzieciństwa. Trionity wzruszony dziękuje mu za ten gest. A potem Dexter zakłada maskę spawacza i wysyła Trinuty;ego na tamten świat - jego własnym młotkiem, którym Trinity zabijał od 30 lat...

        Ciało do wora, wory do oceanu [Dexter ma własną motorówkę :)], noc śliczna, sceneria wypas... Dexter o zonie, Dexter o swojej schizie, Dxter jednak optymistyczny...

        Wraca do domu, szykuje klamoty, zeby pojechać do żony i dzieciaka na ten weekend. monologuje, muzyczka łagodna, rozmyśla o swojej naturze, o przyszłości, w sumie - jest optymistycznie nastawiony.

        I nagle... telefon. sygnał, ze ma nieodebraną wiadomość. od żony. informuje go, ze czegoś zapomniała z domu i wraca na moment, ale potem zaraz wyjeżdza z powrotem i że spotkają się w hotelu zgodnie z planem. wiadomość z godzin przedpołudniowych, kiedy Dexter szukał Trinity'ego... Teraz jest późny wieczór... Dexter oddzwania do niej. Sygnał rozlega się w... pokoju. Komórka żony lezy na stole. dreszczyk...

        Dexter dostrzega, ze światło pali się w lazience... idzie tam... na podłodze siedzi, w kałuży krwi jego syn, ten najmniejszy, bobas. A w wannie... jego żona, zamordowana. Zanim Dexter dopadł Trinity'ego - kiedy go szukał - Trinity znalazł jego namiary na stronie policji Miami w internecie [ta scena była wcześniej, ale wolałem to teraz napisać], zaczaił się, a żona i dziecko... mieli pecha, miało ich tam nie być, zdecydował zbieg okoliczności.

        Dexter z optymizmu popada w traume. bierze syna na ręce i wychodzi z łazienki obwiniając się o wszystko.

        zeby to był happy end, to bym nie powiedział :] ale zaskoczka spora. niemniej, jgo żony było tak dużo, tak namolnego pokazywania jak to rodzina Dexterowi się fajnie rozwija, ze znając przewrotność scenarzystów i nie wierząc, ze finał może być aż tak oczywisty, ze złapie, zabije i zwoduje Trinity'ego - coś gdzieś pachniało sensacją. No i stało się, istotnie. Finał z grubej ruły :]

        nie wcisnąłem wątków pobocznych, a jeden był istotny, odwołujący się do poprzednich sezonów.

        siostra Dextera - Debra interesująca się przeszłością swojego ojca [ich ojca], dociera do tego, skąd się wziął w zasadzie Dexter. a było to tak, ze matka Dextera padła ofiarą porachunków gangsterskich, w które była zamieszana. została zabita w kontenerze blaszanym. malutki Dexter, i jego brat, przez wiele godzin siedzieli tam, w rzece krwi, razem z trupem matki. [Dexter jest przekonany, ze jego żądza krwi, zabijania, wzięła się właśnie z tego faktu, z tej traumy] Odnalazł ich policjant, prowadzący sprawę , ojciec Debry, i zaadoptował Dextera [potem pełnił rolę jego opiekuna, mentora, uczył jak Dex ma ukierunkować swoje skłonności, jakim kodeksem etycznym się kierować i jak zacierać ślady i w ogóle - wszystkiego gfo nauczył świadom skłonności swojego przybranego syna]. drugi chłopiec trafil do innej rodziny. Ten drugi chłopiec, brat Dextera, w 1 sezonie odegrał ważną rolę - był Chłodniarzem, seryjnym mordercą, związał się z Debrą i rozgrywał partyjkę z Dexem, tak jak Trinity w tej 4 serii. doszło do dramatycznego finału, w którym brat skasował brata. Debra dopiero teraz dowiaduje sie, ze Chłodniarz był jej bratem przyrodnim, tak jak Dexter. jest to dla niej prawdziwa bomba, bardzo poruszająca i trudna sprawa.

        ofk, wyznaje Dexterowi, ze wszystko wie, że krok po kroku odkryła prawdę. Dxter na to, że być może jego obecnośc w jej życiu jest przyczyną traum, które się jej przytrafiają tak często, ze byłoby lepiej, jakby jej ojciec go nie zaadopotował... ale ona mu na to wyglasza speech, dokładnie jak dexterowa żona, jaki to z niego super brat i jak superważny dla niej jest i niezbędny.

        Kiedy Dexter znajduje w ostatniej scenie swego syna we krwi, z ciałem matki w jednym pomieszczeniu rzuca do siebie "urodzony w krwi, tak jak ja...". i wychodzi trzymając go na rękach, dokładnie tak jak jego przybrany ojciec wynosił jego z tamtego kontenera. ładna sklejka scenariuszowa.

        i... no to 4 seria zakończona. może dadzą 5 wkrótce ? albo jakiś inny serial ciekawy ?
        • barbasia1 Re: Dexter, finał IV s. spojl 28.11.11, 14:52
          Ależ dramatyczne zakończenie!
          Dziecku Trinity nic nie zrobił, tak?
          Ufff
          Dzięki!


          Ciekawe bardzo, czy pokażą na tym czeskim kanale zaraz 5. serię?
          • grek.grek Re: Dexter, finał IV s. spojl 28.11.11, 15:17
            sprawdziłem w programie, przed chwilą, od przyszłego tygodnia Czesi jadą z 5 serią :] to się nazywa szacun dla widza, hehe.

            dziecko nietknięte było. ale finał zbijający całkowicie z panatałyku, za sam finał dodatkowy punkt. w sumie, jednak, nie umiem tej serii ustawić wyżej niż drugiej. do drugiej mam jednak pewien sentyment, tak jak do pierwszej "Californication". ewentualnie remis mogę dać, w mojej jakiejś tam ułomnej osobistej skali ;]
            • grek.grek Re: Dexter, finał IV s. spojl 28.11.11, 15:21
              p.s : ówczesne komentarze, m.in aktorów dot. tego senscyjnego zakończenia [ z tego, co pisze autor materiału, w try miga organizowano telemost, w którym zespół realizacyjny tłumaczyl się przed widownią z tego, co zmalował :
              hatak.pl/news/7468/Czy_to_byl_sen_Ekipa_Dextera_o_finale/
              • barbasia1 Re: Dexter, finał IV s. spojl 28.11.11, 15:44
                Wymarzona dla twórców sytuacja!

                Ciekawe, co też wymyślili w końcu w 5. serii, by zaskoczyć widza.

                :)





            • barbasia1 Re: Dexter, finał IV s. spojl 28.11.11, 15:35
              Właśnie dramat pojawił się nie tam, gdzie się wszyscy spodziewali, że się rozegra. Bardzo sprytne posunięcie scenarzystów, zawodowcy pierwsza klasa...

              To wspaniale! :)
              I tak powinno być. A u nas w telewizji niestety nie szanuje się widza, dotyczy to zarowno telewizji publicznej jak i prywatnej. Trudno nawet zliczyć, ile dobrych seriali zakończnono nadaawać po emisji 1. lub 2. serii, że nie wspomne już o skandalicznej praktyce przerzucania seriali na godziny środkowonocne, heh.


              W takim razie pierwsza seria Dextera jak się sytuuje? Oglądałeś ją?
              A jeszcze masz 3. do nadrobienia.

              :)
              • grek.grek Re: Dexter, finał IV s. spojl 28.11.11, 16:14
                otóż to. wyobrażasz sobie taki finał ktoregoś z polskich seriali ? :] twórcy, którzy napisali by takie zakończenie, połowę swojej gaży musieliby wydać na zmianę twarzy, żeby ich nikt nie rozpoznał, a drugą połowę na ucieczkę z kraju.

                też się cieszę, chociaż jakby zaczęli od nowego roku, to też bym się nie obraził, mały antrakt byłby wcale zasadny. ale są szybcy i sumienni, więc... generalnie, tylko pochwalić.

                oj, ci nasi... słów brak...
                • barbasia1 Re: Dexter, finał IV s. spojl 30.11.11, 00:15
                  Nie wyobrażam sobie. Chociaż ... ;)

                  To absolutnie fantastyczne, że seria 5. jest tam pokazywana od razu.
                  Nasi powinni brać przykład z Czechów!

                  :)
                  • grek.grek Re: Dexter, finał IV s. spojl 30.11.11, 11:28
                    hehe, pytania : co tu konczyć, nieprawdaż ? polskie seriale raczej są mało akcyjne czy psychoakcyjne, zeby było nad czym się głowić. aczkolwiek, druga seria Gliny skończyła
                    się mocnym akcentem, komisarz Gajewski po rozwiązaniu sprawy zostaje podziurawiony
                    kulami i zostaje na deszczu... zabity, cięzko ranny ? aż się prosi o 3 serię, zapewne
                    wszyscy znaleźliby czas na nakręcenie tych 12-13 odcinków, scenariusz ponoć jest w
                    zaawansowanym stanie, albo i gotowy, Radziwiłłowicz na pewno chce zagrać, Pasikowski
                    reżyserować... tylko kasy nie ma, a TVP zachowuje się jak pies ogrodnika, sama nie
                    ma werwy, zeby rzecz doprowadzić do końca, ale praw do tytułu sie nie zrzeka, więc
                    nikt inny nie może się tematem zainteresować.

                    Czesi... hehe, no wiesz, pierwsza klasa :] czekam, kiedy pokaża IV serię Californication, może na wiosnę szykują ?
                    • barbasia1 Re: Dexter, finał IV s. spojl 30.11.11, 14:55
                      Też ubolewam, że tak z "Gliną" , z tym fantastycznym serilem w ten sposób postępują. To naprawde niezozumiałe.

                      Właśnie sobie przypomniałam, że "Doktor House" to wyjątek w TVP, jedny chyba serial, z którym TVP w miarę nadąża za resztą świata. W Ameryce pokazywana jest własnie 8. seria (ostatnia dla Hugh Lauriego, jak zapowiedział), my oglądamy 7. I zdaje się jest nadzieją na 8. serię ...

                      Oglądasz dziś? Bo czekam na wieści jutro.

                      PS
                      Zaczęłam się poważnie rozglądac za dekoderem cyfowym, jeden już wypatrzyłam (cena 219 zł)... Chciłabym mieć go na święta, TVP Kulturę najbardziej. Choć pamiętm w ubiegłym roku TVPKultura nie popisała się świątecznym programem.
                      • grek.grek Re: Dexter, finał IV s. spojl 30.11.11, 15:25
                        219 ? o, trochę drożej niż moje źródła informacji wskazywaly, ale generalnie - chyba nie Za-drogo, jak sądzisz ?... będę się rozglądał w następnym tygodniu... chciałbym, tak jak Ty, na święta, ale... na nowy rok - też nie będę narzekał.

                        "House" - oglądam, ofk, jutro jestem z zapowiedzią :]

                        wiesz, mnie się wydaje, ze Kultura jednak się rozwija, pamiętam wertowane jeszcze pół roku temu ramówki, a tak, z ciekawości, w których roiło się od powtórek, od filmów pokazywanych już dawno temu w ogólnodostępnych kanałach, w sumie - nie było tego powiewu exklusiv ;] teraz, wg mnie, bardziej się go czuje, więcej jest rzeczy, których nie sposób znaleźć gdzie indziej.

                        TVP już tak się nosem podpiera, ze zauwazyłem, iż wdraża zupelnie nowy sposób transferowania filmów między Jedynką, a Dwójką - co w dwójce wieczorem, to następnego dnia wieczorem w jedynce, albo na odwrót. musi być słabo z kasą... TVN też tnie po kościach, coraz gorzej z filmami, uciekają się już nawet do filmideł niemieckich klasy C, ew. zarządzają powtórki powtórek powtórek. raz na ruski rok coś dadzą nowego, a pamiętam, jak podejrzewaliśmy ich o to, ze wejdą z piątkowymi premierami hitowymi :] z okazji "batmana mrocznego rycerza". okazało się, że byl to wyjątek potwierdzający smutną regułę. widać obsługa emblematów stacji - szołów, reality szołów i seriali - pochłania gros funduszy. cierpi na tym, jak zwykle, oferta filmowa.



                        • barbasia1 Re: Dexter, finał IV s. spojl 30.11.11, 15:55
                          W Saturnie ten dekoder tyle kosztował, a to jak wiele osób mówi, jeden z najdroższych sklepów, na stronach internetowych podobny model kosztował ok. 170 zł (z wejściem atenowym okrągłym).
                          Tak, tak, nie jest to na szczęście nie jest to cena, na którą nie można byłoby sobie pozwolić.

                          Przy okazji na telewizory rzuciłam okiem, gdybyś chciał wiedzieć, telewizor Sony 32 cale (z wbudowanym już odbiornikiem cyfrowej) kosztuje tam ok. 1500 zł, 42 cale ok. 2800 zł...

                          Oczywiście, nie krytykuję TVP Kultury, ma program lepszy, nieprównywalnie ciekawszą ofertę filmową niż wszytskie kanały publiczne razem wzięte, niż TVN i Polsat.


                          > TVP już tak się nosem podpiera, ze zauwazyłem, iż wdraża zupelnie nowy sposób t
                          > ransferowania filmów między Jedynką, a Dwójką - co w dwójce wieczorem, to nastę
                          > pnego dnia wieczorem w jedynce, albo na odwrót. musi być słabo z kasą... TVN te
                          > ż tnie po kościach

                          A może być jeszcze trudniej, po cyfryzacji, widzowie się porozłażą po dziesiątkach kanałów ... Ale może wtedy zaczną wreszcie konurować i dobrą ofertą pogramową przyciągać!?
                          • grek.grek Re: Dexter, finał IV s. spojl 01.12.11, 09:59
                            aaa, no czyli to jednak najwyższy pułap, całe szczęście :] już sądziłem, ze ktoś mnie
                            wprowadził w tzw. mylny błąd, hehe.

                            ponoć opcja z telewizorem jest najlepsza...

                            wlaśnie, po cyfryzacji oglądalność programów na poziomie 5-10 mln zdaje się będzie
                            melodią zamierzchłej przeszłości. konkurencja walcem wyrówna.

                            np.Czesi już zapowiadają, ze w publicznej pokażą wszystkie mecze Euro 2012. na żywo.
                            A u nas ? u organizatorów..? nadal nic nie wiadomo, czy, kto, kiedy, jak... pewnie do
                            ostatniej chwili będzie się szala ważyła, a część meczów powędruje na TVP Sport, którego
                            nikt w tym kraju nie odbiera... niestety, Barbasiu, może i "tutaj jest Polska" ;], ale
                            Europy to tutaj długo jeszcze nie będzie.

                            • barbasia1 Re: Dexter, finał IV s. spojl 03.12.11, 15:47
                              grek.grek napisał:

                              > aaa, no czyli to jednak najwyższy pułap, całe szczęście :] już sądziłem, ze kto
                              > ś mnie wprowadził w tzw. mylny błąd, hehe.

                              Ceny są rózne od 150 zł, 170 zł w zwyż.
                              Ten sam model dekodera, który widziałam w Saturnie za 219 zł na allegro kosztuje 189zł (przesyłka gratis).

                              > ponoć opcja z telewizorem jest najlepsza...

                              Na pewno jest lepsza! Myślę, że warto rozważyć opcję kupienia na raty nowego telewizora , właszcza jak stary odbiornik jest już wysłużony. Wyobrażasz sobie, mecze Euro 2012 oglądasz na eleganckim wielkim ekranie 32 lub 37 lub 42 cale!? za pośrednictwem naszej telewizji albo ... czeskiej. ;)


                              W właśnie a propos Czechów, mamy ich w grupie! I wszyscy się cieszą z takiego losowania. :)
                              • grek.grek Re: Dexter, finał IV s. spojl 03.12.11, 16:30
                                no to wypada celować w średnią cenę, co by nie przepłacić, prawda ? :]

                                hehe, to by juz nie były mecze, to były MECZE ;]

                                wiesz jak to jest z tymi losowaniami sportowymi - zawsze Polska ma "wymarzoną sytuację", a na końcu pojawia się napis "bo piłka była nienapompowana, a sędzia przekupiony", hehe. Czesi ponoć cieszą się z wylosowania Polaków równie bardzo ;]

                                • barbasia1 Re: Dexter, finał IV s. spojl 03.12.11, 16:42
                                  Powiem ci Greku, najwaźniejsze tu jednak nie jest cena, ale to, żeby ten dekoder dobrze spełniał swoją funkcję. Właściwie to przed zakupem należało by polatać po forach specjalistycznych i poczytać o różnych typach dektoderów, jak się w praktyce sprawują, heh.

                                  Otóż to! :)))


                                  Hahahaha :)))

                                  W takim razie zapowiada się interesujący pojedynek! :)
                        • barbasia1 Re: Dexter, finał IV s. spojl 30.11.11, 15:56
                          > "House" - oglądam, ofk, jutro jestem z zapowiedzią :]
                          Świetnie! :)
        • barbasia1 Re: Dexter, finał IV s. spojl 28.11.11, 15:20
          Właśnie dramat pojawił się nie tam, gdzie się wszyscy spodziewali, że się rozegra. Bardzo sprytne posunięcie scenarzystów, zawodowcy pierwsza klasa...

          :)
    • grek.grek dokument o Billu Hicksie, 28.11.11, 13:49
      ale ale... na Dexterze nie poprzestałem :] korzystając z okazji wciąłem się na Kulturę i dane mi było zobaczyć interesujący dokument.

      bohaterem był niejaki Bill Hicks.

      kto to ? otóż Bill Hicks, a latach od końca lat 70 do połowy lat 90, czyli od nastolatka do momentu swojej przedwczesnej śmierci [rak trzustki] był znanym w całej Ameryce stand-uperem. czyli, facetem, który wtacza się na scenę i przez kwadrans nawija monolog, który
      ma być zabawny, usiany anegdotami, dowcipcami i całą resztą towarzystwa - generalnie :
      ma rozbawić publikę.

      Hicks zaczął w Houston, razem z kolegą, potem wyjechał do L.A, gdzie zdobywał szlify w większych klubach, następnie pojawiał się w telewizji, radio i w czasie 15 lat funkcjonowania w rozrywce przejechał całą Amerykę występując wszędzie - od nabitych po brzegi wielotysięcznych hal po małe klubiki, gdzie wchodziło max kilkanaście osób. kochał to co robił. na scenie był innowacyjny - nie był tylko komikiem; kiedy zaczynał głównie drwił sobie z rodziców, kolegów, systemu edukacji i społecznych obyczajów, a kończąc - na całego politykował [ z pozycji lewicowych ], krytykował media i urzędasów, walił w rząd za wszystko, ostro potępiał pacyfikację farmy Waco, Texas, gdzie fedsi zabili sekciarzy od Koresha - za to zresztą został odsunięty od występów w telewizji, a jego ostra krytyka w Letterman Show została wycięta, co go skłoniło do zerwania ze stand-upem w geście protestu przeciw rządom klik i politpoprawnych cwaniaków; przedstawiał się jako zdeklarowany, radykalny pacyfista.

      na scenę był punkowcem, w tym znaczeniu, ze nie miał żadnych oporów, zeby dowalić publice, wykpić jej mieszczańskie nawyki, kpić i prowokować, a wciąż rozbawiać. w jednym ze skeczów najpierw sugeruje publice, ze jest zwolennikiem zakazu palenia papierosów publicznie, drze łacha z palaczy, i kiedy publika żeby mu przyklasknąć też w ogromnej większości krzyczy, ze nie pali - on nagle wyjmuje papierosa, zapala go i zaczyna drwić z niepalących.

      poza sceną miał różne moment, przechodził przez alkoholizm [jeden z kumpli wspomina, ze w pewnym momencie "ludzie przychodzili nie po to, zeby posłuchać jego monologów, ale po to, zeby się przekonać, czy zaleje się na scenie w trupa, czy jednak nie, a to już jest ostateczna klęska], uzależnienie od halucyongennych grzybków i generalnie od używek, a w ostatnich latach szarpał się z rakiem, ktory go ostatecznie skosił.

      miał markę, wedle znawców "dobrym komikiem jesteś nie wtedy, kiedy na twoje występy ludzie walą drzwiami i oknami, dobrym komikiem jesteś wtedy, kiedy inni komicy przerywają swoje występy i przychodzą na ciebie popatrzeć i posłuchać" - i Hicks taki był. Zaczynał wzorując się na Woodym Allenie, ale szybk o wyrobił sobie swój własny, niepodrabialny styl. był bardzo sugestywnym aktorem na scenie, jego parodia własnego ojca, czy żołnierzy albo dyrektora szkoły - niby jakaś mała pózka, niby jakiś mały gest, niby drobne skrzywienie twarzy, za wysoko podciągnięta nogawka spodni, ręka w kieszeni, ale już można się szeroko uśmiechnąć.

      fajnie zrealizowana rzecz, skomponowana ze zdjęć, często wmontowywanych w rózne quasi animacje mające ilustrować narracje lecącą z offu, w której wypowiadają się ludzie, którzy Hicksa znali, występowali z nim, obok niego, jego koledzy z dzieciństwa,z którymi nigdy nie stracił kontaktu, także rodzice. do tego fragmenty występów.

      w jednym ze skeczów fajnie zdefiniował wolność - niby rzecz się rozchodziła o spalenie flagi Ameryki. Hicks przedstawiał to jako swój dialog z protestującym przeciw bezczeszczeniu symbolu narodowego. Hicks więc pali flage, a ten drugi : - mój ojciec walczył o tę flagę ! - zabawne, ja ją kupiłem w sklepie. - moj ojciec przelewał za nia krew w Korei - ciekawe, metka faktycznie informuje, ze "made in Korea" - nie, durniu, mój ojciec walczył o to, co symbolizuje ta flaga ! - własnie, ośle, bo ona symbolizuje wolnośc, a ta wolnośc daje mi prawo do spalenia tej flagi.

      dobre ? hehe :]

      pozytywna postać. dawał ludziom to, co najceniejsze : uśmiech.


      • grek.grek Re: dokument o Billu Hicksie, 28.11.11, 13:55
        foto :
        iamtheclaw.files.wordpress.com/2011/05/bill-hicks2.jpg
        i cytaty z wiki :
        pl.wikiquote.org/wiki/Bill_Hicks
        • barbasia1 Re: dokument o Billu Hicksie, 28.11.11, 16:10
          > i cytaty z wiki :

          "Prawdziwi mężczyźni nie tańczą. Siedzą, pocą się i klną."
          Ha, ha! :)))
      • barbasia1 Re: dokument o Billu Hicksie, 28.11.11, 16:07
        >krytykował media i urzędasów, walił w rząd za wszystko, ostro potę
        > piał pacyfikację farmy Waco, Texas, gdzie fedsi zabili sekciarzy od Koresha - z
        > a to zresztą został odsunięty od występów w telewizji, a jego ostra krytyka w L
        > etterman Show została wycięta, [...]

        Wypada zaśmiać się szyderczo i zapytać, cz aby napewno Ameryka to wolny kraj!?

        Bardzo interesująca postać! Big thnX za ten dokument, Greku. :) Wykorzystujesz w pełni swoje wizyty! I fantastycznie! :)

        A u nas stand up jakoś nie jest nazbyt popularny. Przekonywać do niego usiłował w ubiegłym roku Polsat, zakupionym formatem programu rozrywkowego, podobno popularnego na zachodzie „Stand up. Zabij mnie śmiechem”, w którym rywalizowali o miano najplepszego najśmiesznijeszego różni nieznani szerszej publiczności kandydaci na stanupera , ale z miernym skutkiem (obejrzałam ze dwa czy trzy odcinki, nikt mnie nie zabił , nawet nie powalił dowcipem), ludzie nie pokoachali stand upu, nie było drugiej osłony tego programu w nowym sezonie, nie narodziły się nowe gwiazdy tej formy sztuki kabaretowej. Nawet zwycięzca tej jednej jedynej edycji programu gdzieś przepadł...
        • barbasia1 Re: dokument o Billu Hicksie, 28.11.11, 16:12
          >Nawet zwycięzca tej jednej jedynej edycji programu gdzieś przepadł ...
          Zapadł się pod ziemię.

        • grek.grek Re: dokument o Billu Hicksie, 28.11.11, 16:25
          hehe, dobre pytanie... zdaje się - wolna... do pewnego pułapu :]

          staram się, Barbasiu, jednak Kultura to kultura, trzeba przyznać, tam owa
          misja jest pełniona należycie - mam wszelako nadzieję, ze do świąt będę już
          miał ten dekoder i wypłynę na szersze wody we własnej łódce :]
          i taką samą mam nadzieję, ze i Tobie niebawem uda się mieć ten sam zestaw :]

          u nas - wiesz, bywa... czasami ktoś nieźle za-monologuje, ale rzeczywiście -
          żeby byli typowi stand-uperzy, którzy skupiają sie właśnie na tej formie przekazu, to
          trudno uznać. a spójrz, jaka to pojemna forma - wszystko można powiedzieć, można
          realizować jednocześnie swoje literackie możliwości, aktorskie, satyryczne... nie masz
          ograniczeń w postaci zespołu, etc. jesteś sama na scenie i możesz gadać do woli.
          byle zabawnie było, ale to już kwestia talentu i umiejętności przekazywania treści,
          czyli... jak wszędzie w rozrywce.

          no i, prawda święta, dziwne, że u nas słabo z tym... nie ma typowych stand-uperów.
          pamiętam tylko, ze chyba w HBO polskim był program "Na stojaka", który miał
          właśnie tę formułę, w której Hicks się specjalizował. nie wiem, czy to jeszce działa ?
          w każdym razie, chyba czasami powtórki nawet z tego wrzucali, w TVN, czy gdzieś...
          mgliste, jak widzisz, są moje pokłady pamięci :]
          • barbasia1 Re: dokument o Billu Hicksie, 30.11.11, 15:34
            Masz rację! Oczywiście! Chyba pospieszyłam się z tym stwierdzeniem o niepopularności u nas stand-upu, słabo ruszyłam głowa, heh. Oczywiście mamy przecież speców od monologowania i rozbawiania publiczności. Jest Kryszak (on własnie występował, występuje we wspomnianym przez Ciebie programie "Na stojaka"), jest Poniedzielski (Maciek Stuhr w wywiadzie dla Gazety Telewizyjnej /GW /4-9 listopada 2011/ nazwał Poniedzielskiego, zapisałam sobie!, "twórcą jednoosobowego gatunku "łagodnego stand-upu alla polacca”:)), jest Daukszewicz, Drozda, Pazura, Piasecki, a i twórca Kabaretu pod Egidą, Jan Pietrzak też jest monologistą, i jeszcze wielu innych, którzy jeżdzą nawet przecież ze swoimi programami po kraju, po świeice i wcale dobrze się mają!?
            (ostanio nie widywałam ich w telewizji, więc to pewnie przez to zapomniałam o nich!? Wstyd).

            Przy czym przyznam, że nie wiem, nie orientuję się, jak twórczość wymienionych satyryków, monologistów ma się do prawdziwej amerykańskiej stand-up comedy.

            Maciek Stuhr mówił w tym wywiadzie , że stand-up comedy jest to inny styl kontaktu z publicznością, że to "ciągłe obijanie się o barierę prowokacji" !??
            A z kolei w definicji podanej na wiki (oczywiscie do końca wierzyć jej nie można) akutrat ten element nie jest w ogóle wymieniony?

            mam wszelako nadzieję, ze do świąt będę już
            > miał ten dekoder i wypłynę na szersze wody we własnej łódce :]
            > i taką samą mam nadzieję, ze i Tobie niebawem uda się mieć ten sam zestaw :]

            Też mam taką nadzieję! :)

            Ja pisałam wyżej już zaczęłam się rozglądać!

            > mgliste, jak widzisz, są moje pokłady pamięci :]

            Eee, nie jest źle! :))
            • grek.grek Re: dokument o Billu Hicksie, 01.12.11, 10:06
              w zasadzie, to napisałaś słusznie - bo tak naprawdę nie ma w Polsce osobnej gałęzi stand-upu.
              Nie ma satyryków, którzy byliby znani właśnie jako stand-uperzy, jest to raczej dorywcze
              zajęcie, epizody, w normalnym planie zajęć etatowych kabareciarzy [wymieniłaś ich z nazwiska], jakaś poboczność i okazjonalność. To jednak nie Ameryka, gdzie jest to w zasadzie część sztuki artystycznej.

              Bardzo trafna charakterystyka Stuhra. o to chodzi, tak się wydaje, w tej amerykańskiej, najlepszej, właściwej formule - żeby nabruździć, namieszać, nawtykać, ale jednocześnie
              być zabawnym i wnikliwym, nie uprawiać bluzgorzutu za wszelką cenę, raczej ma to wyjść
              niejako naturalnie, spontanicznie. pewnie dlatego nie każdy umie. wiesz, jest w Polsce
              parę tematów tabu, z których sprawny satyryk mógłby naprawdę sobie podworować.
              Ale nie ma tradycji stand-upowania, więc nie ma też ludzi się tym zajmującym na pełny etat.
              Może w przyszłości się branża rozwinie, a może poozstanie to domeną innych krajów, a
              u nas jednak kabaret się utrzyma jako styl dominujący. słyszałem gdzieś, ze ponoć trupy
              kabaretowe, to polska specjalność. I rosyjska. w innych krajach, pod innymi szerokościami
              geograficznymi, scena rozrywkowa należy do solistów. słyszałeś coś o tym ?

              hehe, no to... byle do świąt :]

              • barbasia1 Re: dokument o Billu Hicksie, 03.12.11, 15:32
                Przynam, że się nie orientuję dobrze, jak to jest ze sceną kabaretową w Europie i na w świecie. Ale się dowiem! :)

                Mam nadzieję, że do świąt (ostaecznie zaraz po nowym roku) zostaniesz już szczęśliwym posiadaczem dekodera. Bardzo Ci tego życzę, Greku! :)
                • grek.grek Re: dokument o Billu Hicksie, 03.12.11, 17:13
                  dzięki, będę się starał znaleźć coś właściwego :]

                  i zyczę Ci tego samego, bo naprawdę w samej tylko Kulturze jest na co popatrzeć.
                  • barbasia1 Re: dokument o Billu Hicksie, 04.12.11, 14:09
                    Dzięki!

                    A najbardziej Ci życzę dekodera w nowym dużym telewizorze!!! :)))
    • grek.grek "Patrzę na ciebie, Marysiu", wczoraj 29.11.11, 14:22
      "Patrzę na ciebie, marysiu" - oglądaliście już wcześniej ? a wczoraj ?

      nic, zaspojleruję, co i jak, może się przyda... ;]

      w sumie, nie wiem, co to miało być... psychodrama ? tytułowa Marysia i jej chłopak Michał żyją w luźnym związku. on jest lekarzem psychiatrą, ona chyba studiuje, czy coś tam, whatever... w każdym razie, jest im dobrze i miło, aż do momentu, kiedy ona go informuje, że jest w ciąży. facetowi się sufit na głowę sypie. Próbuje ją delikatnie naklonić do aborcji, ona że nie, on się coraz bardziej frustruje, staje się nerwowy. Marysia zaczyna go nakłaniać do małżeństwa, nadania ich związkowi jakichs prawnych ram, stabilizacji... właściwie, trudno rzec - po co ? skoro jest im dobrze, to na grzyba to zmieniać ? Michałowi to wyraźnie nie służy, chyba ją kocha, ale jej nastawienie zaczyna go frustrować. Próbuje róznych sposobów, by ją zniechęcić, np. mówi jej, ze nie jest pewien swoich uczuć wobec niej, a więc może powinni poczekać z tymi ślubami i resztą, odpocząc trochę od siebie, a potem zdecydować. Marysia reaguje torsjami.

      A do tego, w pracy trafia mu się ciekawy przypadek - znany aktor, który znienacka stracił wzrok. Lekarze podejrzewają, że to ze zmęczenia, stresu, nadmiaru obowiązków etc. Michał przesiadując z nim, rozmawiając i słuchając zauważa, że facetowi coś dolega, ale nie przemęczenie, raczej - nie chce mu się dalej żyć : zobowiązania wobec pazernych producentów, żona materialistka [aktor tak ją postrzega], całe otoczenie robi z niego woła robola, a on już stracił chyba wolę przeciwdziałania. i faktycznie, kiedy odzyskuje wzrok, podczas zoirganizowanego naprędce w szpitalu, jubla z tej okazji, gdzie starsza pielęgniarka czyta mu zachwycona wiersze, młodsze biorą autografy, a agent jest zadowolony i szczęśliwy, ze wreszcie krowa dojna wróci do zarabiania kasy - aktor wymyka się na balkon i wyskakuje strzelając samobója. Michał patrzy na to szeroko otwrtymi oczami, może widząc w aktorze siebie za parę lat ? Za chwilę wdaje się w romans z wdową po aktorze - informuje ją o śmierci męża, a potem nagle są gdzieś w lesie, na odludziu, tak jakby tam pojechali, żeby ona mogła odreagować ?, w każdym razie całują się i obejmują - może to tylko wizja Michała ? trudno to określić. w każdym razie po tej sekwencji żona aktora znika z filmu, a Michał powraca do domu.

      przychodzi dzień ślubu Michała i Marysi, zbiera się rodzina, znajomi, taka kameralna uroczystośc az tu nagle Michał dostaje nagłego i niepowstrzymanego napasu histerii. Najpierw informuje przyszłą żonę, ze właśnie rzucił prace w szpitalu, potem o tym samym powiada ojca, który wpada w szok, potem rzuca się, płacze, miota w jakichś paroksyzmach i konwulsjach po łazience i nikt nie jest w stanie go uspokoić. Marysia wyprasza w końcu gości, slub odwołany, Marysię policzkuje jej własna matka, jakby to była dziewczyny wina, ze jej facet się załamał...

      a potem Marysia siedzi w łazience, razem z Michałem, który zasnął zmęczony swoimi szaleństwami. Wresxzcie budzi się, bierze kamerę cyfrową do łapy i filmuje Marysię, i zadaje jej jakieś pytania o marzenia, o ulubione jedzenie i coś tam jeszcze, a ona po dłuższej chwili w tę kamerę zaczyna się uśmiechać nieśmiało... i koniec.

      w sumie, znów ciąza, znów dziecko, znów czyjeś zawalone życie. a tam im dobrze było... brzmi w tym filmie pytanie o odpowiedzialnośc Michała względem żony i dziecka, które będą mieli, ale, kruca, czy odpowiedzialność musi oznaczać zaraz ten cały kanon drobnomieszczański, ze ślubem na czele ? Michał wyraźnie nie umie się w tej sytuacji odnaleźć, wobec oczekiwania zmiany dotychczasowej formy życia, wobec spodziewanej ciązy, narodzin dziecka, potem wychowywania go... wszelkie plany leżą w gruzach wobec smętnych obowiązków, smętnych bo zgrzebnych wobec tego, co do tej pory się działo. stąd pewnie ta reakcja histeryczna w dniu ślubu, poruszająća, ale chyba przesadzona, przeszarżowana.

      reżyserował to Barczyk Łukasz, którego "Przemiany" kiedyś obgadywaliśmy, jak pamiętacie, i które też szły w kierunku grzebania w śmietniku uczuć. widac, takie ma zacięcie :]
      • pepsic Re: "Patrzę na ciebie, Marysiu", wczoraj 29.11.11, 19:07
        Czyli bez rewelacji? Problemy jakby trochę wydumane, nieżyciowe w tym własny koniuszek nosa bez brania odpowiedzialności. Zapytam retorycznie, co komu ślub przeszkadza, jeden świstek papieru, zwłaszcza, jak dziecko w drodze?

        Ps. Nie wiem, jak u was? U mnie od paru dnia jeden wielki dramat, jeśli chodzi o repertuar tiwi.
        • barbasia1 Re: "Patrzę na ciebie, Marysiu", wczoraj 30.11.11, 00:19
          > Ps. Nie wiem, jak u was? U mnie od paru dnia jeden wielki dramat, jeśli chodzi
          > o repertuar tiwi.

          Tak samo, a nawet gorzej.

          Choć oczywiście można by wykorzystać okazję, coś tam fajnego (np. zaległego) z sieci wyłowić!

        • grek.grek "Patrzę na ciebie, Marysiu" i nie tylko 30.11.11, 11:19
          może dodałbym jeszcze ciekawe zdjęcia, filmowanie w stylu "telewizyjnym" i chyba w sumie nieźle to zostało zagrane :]

          wiesz, może to kwestia nastawienia, bo jednak tzw. papier znamionuje coś nieodwołalnego, albo trudno-odwoływalnego. z samego formalnego punktu widzenia, gdyby przysłowiowi Marysia i Michał po paru latach zechcieli się rozejść, to mając tzw. papier czeka ich prawdziwa kołomyja. mając dziecko, podwójna kołomyja. ale, wiesz, wg mnie chodziło w tym filmie raczej o wspomniane nastawienie. facetowi się trochę posypała wizja życia, jaką posiadał - nagle ciąza [bo Marysia "zapomniała o pigułce"], nagle ślub, nagle z Marysi się robi formalistka... :] A on chciał inaczej : chciał się rozwijać w zawodzie, chciał żyć bez pewnych balastów. wg mnie, to jest normalne, w wieku dwudziestu-paru lat, nienormalne jest właśnie dążenie do zamknięcia życia w ścisłych ramach, obwarowania go papierami i umowami.

          a ja nie narzekam na repertuar, a co ;]

          jakikolwiek by on nie był... hehe.

          w sobotę obejrzałem coś, co się nazywało "Hostel 2". oglądałem pierwszą część, więc pomyślalem, ze drugą może spróbuję też, bo rzadko, albo i wcale nie mam do czynienia
          z tego typu kinem, gore/torture/etc, więc... voila.

          w pierwszej części trzej studenci z Ameryki wybierają się na wycieczkę po Europie i na Słowacji poznaję miłych ludzi, którzy okazują się być naganiaczami dla specyficznego klubu. Jego właściciele łapią dorodną młodzież, przewożą ją do uroczego zamku na odludziu, by w jego lochach traktować ją jak mięso do pokrojenia na sto dwadzieścia osiem kawałków, za pomocą wszelkich dostępnych na rynku urządzeń, od piły tarczowej po śrubokręt z gwiazdką :]. ale nie każdy może kroić. jest to bowiem kub ekskluzywny. należą do niego wyłącznie przedstawiciele tzw. wyzszych sfer, mający dość zer na koncie żeby za frajdę zapłacić. więc, fabuły chyba nie trzeba streszczać, hehe, powiem tylko, że jednemu młodzieńcowi się udaje uciec.

          i Hostel 2 zaczyna się w momencie, kiedy pierwszy się kończy. generalnie, jest to niemal bliźniak jedynki, tyle, ze tym razem pecha mają trzy dziewczyny, ktore podprowadzone przez podstawioną agentkę, wpadają w ten piep,rznik i muszą się zdrowo gimnastykować, zeby z tego
          wyjśc chociaż z jedną nogą na swoim miejscu. makabreska. udaje się jednej z nich, tylko dlatego, że jest z niej dziana pannica, dziedziczka fortuny.

          reżyser i reszta próbują działać ambitnie : pokazują, jak działa ten cały proceder - jest niezła scena, kiedy dziewczyny są już namierzone przez "head hunterów", już zaraz będą złapane, a
          szef całego biznesu wysyła na komórki klubowiczów zdjęcia tych panienek i zaczyna się coś w rodzaju licytacji - kto da więcej, żeby daną dziewoję potraktować sekatorem.

          jest też wątek dwóch biznesmenów, którzy chcą się odstresować w tym klubie. jeden jest entuzjastą, drugi dał się wciągnąc, ale generalnie jest apatyczny. koniec końców, ten entuzjasta
          dostaje absmaku i rezygnuje z zabawy, zostawia swoją ofiarę nadgryzioną, ale wciąż przy życiu, za co zostaje skrócony o głowę, bo klub jest jak mafia - nie można odejść bez dokończenia roboty. apatyczny ma wahania formy, niby chce swoją dziewczyną uwolnic, pomóc uciec, ale w którymś momencie otwiera mu się klapka z obrazem żony, która go na codzień tępi i upokarza, i nabiera nagle niepohamowanej ochoty, żeby jednak pannę zabić. kończy się to dla niego tragicznie, bo ta panna, to właśnie dziewczyna, której w scenariuszu przeznaczono prawo przetrwania i to ona jego skraca o... nie powiem co, bo na samo wspomnienie robi się zimno ;]

          w sumie, to jest kino, które bym polecał jakoś szczególnie ;]

          "Opętanie".
          to z kolei było wczoraj w Polsacie. młody pan, zajmujący się życiorysami poetów, pracując nad opisem przeszłości pewnej wierszopisarki i jej romansu z wierszopisarzem, spotyka panią, która jest korzystnie w tych sprawach umocowana, bo jest : a] potomkiną w którymśtam rzędzie pani zmarłej poetki, b] znawczynią poezji.

          współpracują więc razem,, odkrywają przeszłość zmarłej dawno temu poetki, czytając znajdowane listy i docierając do róznych szpargałów z przeszłości, śledzą kolejne losy romansu, jaki połączył kochanków sprzed 150 lat [to jest ilustrowane odpowiednimi fragmentami filmowymi, przez co akcja toczy się dwutorowo - wtedy oraz już w naszych czasach], i sami zaczynają także romansić.

          romans sprzed półtora wieku był romantyzmem naznaczony, dział się pośród nieprzyjaznych stosunków społecznych i generalnie, był dramatyczny - pani poetka miała bowiem kochankę. ta kochanka popełniła samobója z powodu utraty pani poetki na wyłączność [weszła do wody majestatycznie, i pewnie tak szła aż się utopiła]. poetka i poeta w końcu musieli się rozstać, ale nigdy się kochać nie przestali. doczekali sie córki. pani poetka musiała ją wszelako oddać do adopcji, i to rodzinie, u której mieszkała, córka nigdy się nie dowiedziała,ze to jej matka, traktowała ją jak nielubianą ciotkę, a pani poetka musiała to znosić, kochając dzieciaka. sądziła, ze pan poeta nigdy sie nie dowiedział o tym, że miał córkę, ale myliła się. pan poeta spotkał kiedyś tę dziewczynkę na łące, z krótkiej rozmowy zrozumiał, ze to jego dziecko, którego urodzenia się pani poetka wyparła [chyba dla dobra jej, własnego i jego też], istnieje i że to właśnie ta mała. udało mu się z nią porozmawiać, ledwie kryjąc wzruszenie, przekazał jje nawet list do "ciotki", ale mała zgubiła go po drodze biegnąc do domu, a w tym liście było zdaje się jakieś ważne wyznanie. w każdym razie, chciałbym zobaczyć to po raz drugi, bo
          parę szczegółów gdzieś mi umknęło, zwłaszcza dotyczących tego romansu sprzed wieków.

          romans współczesny znacznie mnie był ciekawy, i to nawet jesli uczestniczyła w nim Gwyneth Paltrow, aczkolwiek zdaje się zmierzał/dotarł,do pozytywnego rozwiązania. a największą bombą okazalo się to, ze pani współczesna jest nie tylko potomkinią tamtego rodu, z którego wywodziła się pani poetka, więcej - jest w prostej linii potomkininą tej pary dawnych tragicznych kochanków :]



          powiem tylko, że
          • pepsic Re: "Patrzę na ciebie, Marysiu" i nie tylko 30.11.11, 19:03
            Facet ma własny kąt, niezłą robotę, dziewczynę na zawołanie. Po co miałby wygodne życie komplikować?
            W filmie "99 franków", o którym wspominałam niedawno motyw niechcianej ciąży oczami faceta jest pokazany w satyrycznej formie, w sumie wątek też źle się kończy. Coś musi być na rzeczy, że panowie się nie cieszą.

            Ps. Obejrzane w teatrze TVP "Ich czworo" Zapolskiej trochę mizernie wypada przy twoich pozycjach, zwłaszcza rzeźnickim numerze 1. Okazuje się, że pomimo upływu wieku pewne tematy są nadal aktualne, ale generalnie sztuka jest passe. Pszoniak rewelacja. Seniuk, nie wiem jakim cudem nie było tego widać w "40-latku", ale piękna kobieta z niej była/jest, jakby tak jeszcze ciała miała troszkę mniej. Swoją drogą wielką odwagą musiała się pani Gabriela wykazywać w swoich czasach, toż temat aborcji w dzisiejszych serialach telewizyjnych jest prawie zakazany bądź przemyka chyłkiem, jako politycznie niepoprawny.



            • grek.grek Re: "Patrzę na ciebie, Marysiu" i nie tylko 01.12.11, 10:15
              właśnie - po co ? :] wiem, ze pytasz trochę sarkastycznie, ale - serio - dlaczego zmieniać
              coś, co działa ? drużynę wygrywającą tzw. ? i to zwykle kobiety naciskają, a faceci się
              bronią :] przepraszam, ale czy kobiety uważają, ze papierek z USC ew./i pokropek
              plebana spowodują, ze facetom przestaną się podobać [także] inne kobiety ? a może, ze facet od papierka i pokropka oblezie jakimś liszajem, który go uczyni dla innych kobiet całkowicie niestrawnym ? :]

              haha, o, wiesz, przy rzeźnickim szołtajmie, to mizerna prezencja jest wręcz zaszczytem ;]] ale, staram się zajrzeć pod kieckę każdego gatunku filmowego, ot pęd do wiedzy taki, haha.

              Zapolskiej nie widziałem... ciekawe, co z tymi teatrami live ? czy "Boska" była tylko jednorazowym kaprysem, czy będą też kolejne realizacje. jednak miało to swoją rangę.
              poza tym, ja czekam na klasykę literatury światowej, TVP ma parę rzeczy w
              archiwach. może ktoś kiedyś spadnie z fotela na głowę i zaświta mu jutrzenką pomysł, że
              może by je odrapać z rdzy i pokazać jeszcze raz...
              • pepsic Re: "Patrzę na ciebie, Marysiu" i nie tylko 03.12.11, 19:31
                Działa, ale w jedną stronę. Zazwyczaj kobieta woli związek usankcjonować, gdyż gwarantuje inną pozycję, prestiż i prawa. A poza tym nie lubi łamać języka przy słowie konkubent;)
                Argument o rozstaniu mnie nie przekonuje, podejrzewam, że i bez papierka nie łatwo się odchodzi i wcale nie mniej jest problemów do rozwiązania biurokratyczno - majątkowo - rodzicielskich.

                Ps. Podobno coś jeszcze na żywo szykują. Ale, ale nie ma co wybrzydzać, wyraźnie drgnęło w temacie, co widać w programie, wprawdzie przeważają powtórki, ale co tam, mam braki, to nadrabiam. W przyszłym tygodniu szykują się dwie prawie nowości - w poniedziałek w jedynce i we wtorek na kulturze. Postaram sie przypomnieć, zarekomendować na czasie.
                • grek.grek Re: "Patrzę na ciebie, Marysiu" i nie tylko 04.12.11, 13:57
                  odwieczny konflikt interesów :]

                  wiesz, bez papierka też nie brakuje problemów, ale podtrzymam opinię, ze jednak rozwód, ciąganie się po sądach, cała ta - otóż to - biurokratyczna mordęga, to jest kawał czasu wyjętego z życiorysu, a do tego - nawet z pozornie normalnych ludzi, przy takich okazjach potrafią wyleźźć najgorsze zwyczaje i instynkty.

                  orajt, czekam[y] z ciekawością.

                  ja też widzę parę ciekawych rzeczy, choćby tylko na następne dwa dni, napiszę o nich poniżej.
            • barbasia1 Re: "Patrzę na ciebie, Marysiu"/ "Ich czworo" 02.12.11, 18:32
              pepsic napisała:
              > Swoją drogą wielką odwagą musiała się pani Gabriela wykazywać w swoich cza
              > sach, toż temat aborcji w dzisiejszych serialach telewizyjnych jest prawie zaka
              > zany bądź przemyka chyłkiem, jako politycznie niepoprawny.

              Bardzo celna uwaga Pepsic! Masz rację, Zapolska była niezykle odważna w podejmowaniu kontrowersyjnych tematów (pisała o aborcji, o niechcianych ciążach, nieślubnych dzieciach, prostytucji i chorobach wenerycznych, kobieciarzach, paniach lekkich obyczajów, zdradzanych i zdradzających, itd.), za co odsądzano ją od czci i wiary, a o jej twórczości pisano nie przebierając w słowach, np. że "z upodobaniem rozgarnia cuchnące gnojowisko"!, "wyzuwszy się z niewieściego wstydu, wystawia wstrętne obrazy występków"!, "jej specjalnością grzebanie w śmietnikach"!

              :)
            • barbasia1 Re: "Patrzę na ciebie, Marysiu" i nie tylko 02.12.11, 18:36
              > Seniuk, nie wiem jakim cudem nie było tego widać w "40-latku",
              > ale piękna kobieta z niej była/jest, jakby tak jeszcze ciała miała troszkę mniej.

              Ja urodę Anny Seniuk w 40-latku dostrzegłam, jak serial zobaczyłam w kolorze! :)

              > W filmie "99 franków", o którym wspominałam niedawno motyw niechcianej ciąży oc
              > zami faceta jest pokazany w satyrycznej formie, w sumie wątek też źle się końc
              > zy. Coś musi być na rzeczy, że panowie się nie cieszą.

              A może inaczej przeżywają fakt zostania ojcem!??
              • pepsic Re: "Patrzę na ciebie, Marysiu" i nie tylko 03.12.11, 18:49
                Mi się wydaje, że "40-latek" był zawsze kolorowy, teraz już sama nie wiem.
                ??
                Mają problem z informację, że nim zostaną, bo po fakcie pewnie większość się cieszy.
                • barbasia1 Re: "Patrzę na ciebie, Marysiu" i nie tylko 06.12.11, 19:12
                  Pewnie masz rację, pewnie był kolorowy. To my późno kupiliśmy kolorowy telewizor.

                  > Mają problem z informację, że nim zostaną, bo po fakcie pewnie większość się cieszy.

                  Chyba tak. :)

                  • pepsic Re: "Patrzę na ciebie, Marysiu" i nie tylko 07.12.11, 09:40
                    Barbasiu, oj chyba Ty masz rację.
                    U mnie w domu rodzinnym też dość późno pojawił się kolorowy odbiornik, co odebrałam jako drobnomieszczaństwo ze strony rodziców (niesprawiedliwie), jako że wolałabym za te pieniądze dżinsy z Pewexu (może na dwie pary by starczyło) :)
                    Potem zostałam szczęśliwą posiadaczką radzieckiego czarno-białego tranzystora, na widok którego pewni osobnicy ze zgrozą pytali całkiem na poważnie, czy telewizor się popsuł? Kolorowego dorobiłam się stosunkowo późno.

                    • barbasia1 Re: "Patrzę na ciebie, Marysiu" i nie tylko 07.12.11, 16:02
                      > Potem zostałam szczęśliwą posiadaczką radzieckiego czarno-białego tranzystora,
                      > na widok którego pewni osobnicy ze zgrozą pytali całkiem na poważnie, czy telewizor się >popsuł? Kolorowego dorobiłam się stosunkowo późno.

                      Ha,ha :)
                      To były czasy...
          • barbasia1 Re: "Patrzę na ciebie, Marysiu" i nie tylko 30.11.11, 20:02
            O "Patrzę na ciebie, Marysiu" jutro (podoba mi się).

            "Hostel" 2
            Okropne.
            [...] apatyczny [...] nabiera nagle niepohamowa
            > nej ochoty, żeby jednak pannę zabić. kończy się to dla niego tragicznie, bo ta
            > panna, to właśnie dziewczyna, której w scenariuszu przeznaczono prawo przetrwan
            > ia i to ona jego skraca o... nie powiem co, bo na samo wspomnienie robi się zimno ;]

            He,he! ;))))


            Nie oglądałam późno się zaczynał! Zresztąnawet nie wiedziałam. nie zajrzałam do programu. Tytuł "Opętanie" wskazuje raczej na jakąś opwoieść z dreszczykiem, na horror, a tu, zaskoczenie, całkiem interesujacy romans z pozytywnym zakończeniem! I Ty to oglądałeś!?
            8-O I Ty to opowiedziałeś!? Dzięki! :))

            Miłość znalazała szcześliwy finał dopiero w kolejnym pokoleniu, jak w "Wichrowych wzgórzach" , jak w autentycznej historii księżnej Camilli i księcia Karola (ich dziadkowie byli kochankami).

            :)
            • grek.grek Re: "Patrzę na ciebie, Marysiu" i nie tylko 01.12.11, 10:30
              hehe, właśnie, widzisz, pytanie co było cięższe : Hostel 2 czy OPętanie ? ;]

              nie, żartuję, Hostel to był eksperyment, a Opętanie wybrałem sobie zupełnie świadomie,
              raczej wiedząc, o czym to jest film. przyznam, ze po części dlatego, ze dzieje się on w
              XIX wieku, który, zwlaszcza w drugiej części, schyłkowej, podoba mi się wizualnie [acz
              niekoniecznie społecznie]. powiem Ci więcej, jesli dadzą powtórkę, to też obejrzę, zwłaszcza
              że chyba tu i tam szczegół mi się omsknął, ten czy ów, i chciałbym uzupełnić braki :]

              tak, masz rację.
            • maniaczytania Opetanie 03.12.11, 19:43
              Barbasiu bardzo Ci polecam, jesli bedziesz miala okazje - to jest calkiem neizly film wbrew temu, co tu grek napisal ;)
              A w rolach tych dawnych kochankow Jennifer Ehle ( Elizabeth Bennet z najslynniejszej ekranizacji Dumy i uprzedzenia) i Jeremy Northam (ktory tez w Austenowych ekranizacjach wystepowal).
              • grek.grek Re: Opetanie 04.12.11, 13:40
                hehe ;]

              • barbasia1 Re: Opetanie 04.12.11, 14:45
                maniaczytania napisała:

                He,he :)
                Jak na Greka ambiwalentny stosunek do romasowych opowieści, to to brzmi nieźle, powiedziałabym nawet entuzjastycznie, he,he. ;)

                W takim razie - must see! ;)
          • barbasia1 Re: "Patrzę na ciebie, Marysiu" i nie tylko 01.12.11, 14:43
            grek.grek napisał:
            > wiesz, może to kwestia nastawienia, bo jednak tzw. papier znamionuje coś nieodw
            > ołalnego, albo trudno-odwoływalnego. z samego formalnego punktu widzenia, gdyby
            > przysłowiowi Marysia i Michał po paru latach zechcieli się rozejść, to mając t
            > zw. papier czeka ich prawdziwa kołomyja.

            Czyli to nic więcej tylko zwykłe wygodnictwo ta niechęć do papierka!? Heh.
            • grek.grek Re: "Patrzę na ciebie, Marysiu" i nie tylko 01.12.11, 15:21
              zależy, jak na to spojrzeć. Moim zdaniem, z punktu widzenia bohatera filmu, poza kwestiami formalnymi które to ja już sam dopisałem - "papierek" symbolizował utratę przez ich związek pewnej spontaniczności i otwartości [w znaczeniu pozytywnym i zakładającym wierność]. Gośc odczuł, ze następuje zmiana, której on nie chce, nie tak to sobie wyobrażał i został do niej, de facto, przymuszony - stąd jego reakcja. Ja bym określił jego położenie [odczuwalne przez niego samego], jako ryby wyciągniętej za uszy z wody.

    • grek.grek House, zajawka. 01.12.11, 13:23
      House się wyluzował, pop tym mocnym odcinku sprzed dwóch tygodni. Ten najnowszy też jest mniej poważny.

      House wyląduje w... szkole. będzie miał tam przedstawić piątoklasistom krotki wykład nt. swojej pracy w szpitalu. Po wszystkim czekać będzie, jak skarcony uczniak, przed gabinetem pani dyrektor, na rozmowę z nią, rozmowę dyscyplinującą w zamierzeniu... a razem z nim na to samo czekać będzie para dzieciaków, chłopiec i rezolutna dziewczynka, ta druga z pobitym okiem... Ofk, zaczną ze sobą rozmawiać i w trakcie tej dyskusji pojawią się odpowiedzi na wszelkie palące ciekawość pytania... co przeskrobał House ? dlaczego mała ma podbite oko ? co zaszło między małą, a jej towarzyszem ? dlaczego House próbował włamac się do laptopa Cudy i co z tego wynikło ? czy problemy dzieci i dorosłych bywają takie same i takimi samymi metodami można je rozwiązać ? czy House jest cwańszy od piątoklasistów, czy wręcz przeciwnie, a może są sobie równi ? czy wyobraźnia prelegenta House'a dot. szpitalnej codziennościjest taka uboga, czy widownia taka sprytna ? czy może wyobraźnia ta odpowiada cokolwiek realiom, tylko zmienia nieco okoliczności na bardziej... wyobrazicielskie ? no i wreszcie : dlaczego, do diaska, "doktor..."Hourani" ? ;]

      pamiętacie tę scenę z Pulp Fiction, kiedy Vince i Jules wchodzą do pokoju, w których siedzi/leży/stoi trzech szczylów, którzy wiszą kasę Wallace'owi ? hehe, scena kultuowa, tak jak 80 % scen w tym filmie. tutaj będzie wersja z House'em i Foremanem, idealnie ruch w ruch, słowo w słowo kopiująca Pulp.

      "Zdaje się, ze jest pan durniem..." - to do House'a ze strony pani prelegentki czekającej na swoją kolejkę, zwróćcie uwagę na minę House'a :]

      dziewczynka z podbitym okiem do House'a : Mów !
      House - mina, spojrzenie - bezcenne :]

      "pornosy nie mogą być złe, skoro w co drugim występują zakonnice" - heh, ciekawa opinia... :]]

      "Jesteście genetycznie zaprogramowane na robienie afery z każdej błahostki" - o płci pięknej płeć brzydka, w osobie... wiadomo czyjej, hehe.

      Generalnie, dużo ciętych ripost w tym odcinku.

      - Czy to [niedwuznaczne zaczepianie pielęgniarki] nie jest przypadkiem molestownie seksualne ?
      - Jeśli robi to przystojniak - nie.
      haha :]

      orajt, i tak już chyba za dużo zdradziłem... Dobrej zabawy :]

      • barbasia1 Re: House, zajawka. 01.12.11, 14:40
        > - Czy to [niedwuznaczne zaczepianie pielęgniarki] nie jest przypadkiem molestow
        > nie seksualne ?
        > - Jeśli robi to przystojniak - nie.

        He,he! Dobre! :

        Bardzo zachęcająca zajawka! :)

      • pepsic Re: House, zajawka. 03.12.11, 19:12
        A mnie, podobnie jak Hous'a zdziwiło, ze małolaty traktują Pulp Fiction jako staroć;)

        Ps. Znam dość dobrze Pulp Fiction, nawet mi się zdarzyło oglądać po niemiecku;) Co ciekawe, przy wyrywkowym fragmentarycznym oglądaniu zawsze trafia mi się ta najcięższa, ... kiedy gwałcą mafiosa Murzyna. Moja ulubiona (wiem, mało oryginalna jestem): z Umą Thurman - w całości od początku, poprzez taniec do wbijania zastrzyku w serce.
        Tej sceny, o której wspominasz natomiast jakoś nie kojarzę, tzn. pamiętam, ze ich tak wszystkich ci niegrzeczni chłopcy krwawo ubili.
        • maniaczytania Re: House, zajawka. 03.12.11, 19:36
          odcinek byl super, "zrzynki" z filmow - genialne!
          tego odcinka nie da sie komus opowiedziec - trzeba go obejrzec :)

          A scena z "Pulp fiction" zerznieta idealnie pieknie :)))
          No, ale dla uczniow to Pul fiction musi byc koszmarnym starociem - ma przeciez wiecej niz 10 lat :)
    • barbasia1 Nergal u Wojewódzkiego 29.11 01.12.11, 14:28
      Im więcej Nergal mówi o sobie, tym częściej ciśnie mi się go głowy myśl, że on i jego rodzina cierpią na rozdwojenie jaźni. Nergal walczący z cieżmiężącym ludzi kościołem, religią (w pierwszych wywiadach, jakie udzielił na fali popularności, której dorobił się na dupie Dody bardziej chojraczył, bardziej bojowo był nastawiony ) i Nergal , który nie miałaby nic przeciwko, gdyby jego przyszły syn w dorosłym wieku wybrał katolicym czy inna religię. Nergal symbolicznie palący Biblię na koncercie i Nergal trzymający do chrztu w KK bratanka, / to mnie najbardziej zaszokowało, że brat takiego ojca chrzestnego wybrał dla swego syna, że Nergal się zgodizł, a może to kpina z chrztu była tylko!??/ . Krzyż w salonie w mieszkaniu rodziców i ojciec Nergala uwijający się przed satanistycznymi koncertami syna, jako pomocnik od spraw organizacyjnych i innych.

      Passent chyba na swoim blogu pisał, ten cały pożal się Bo ze artystyczny performens Nergala kojarzy mu się bardzo negatywnie z hitlerowcami palącymi książki.

      :)
      • grek.grek Re: Nergal u Wojewódzkiego 29.11 01.12.11, 15:30
        wiesz, ja słabo się znam na tym światku celebryckim... Czytałem kiedyś jakiś obszerny artykuł nt. jak działa mechanizm tej całej katarynki i to jest po prostu ustawka od A do Z. Zajmuje się tym sztab speców, którzy wciskają publice gotowy produkt. teatr, tylko znacznie podlejszej jakości niż ten właściwy :]

        co do tego całego bibliopalenia i innych popisów - dla mnie : cyrk. Cyrk beznadziejny, nawet nie śmieszny. piaskownica. jak ktoś chce dyskutować o ateizmie, to niech czyta Dawkinsa i innych. to co ten celebryta zaś odstawia jest dobre na małe główki polskiej tłuszczy - mohery się oburzą, dzieciarnia ucieszy, celebryci skomentują, a do tego włączą się w rejawach biskupy w strojach czarnoksiężników z bajek, paru zdurniałych do cna polityków opłacanych naszymi pieniędzmi i masz gotową papkę dla półmózgów :]

        • barbasia1 Re: Nergal u Wojewódzkiego 29.11 02.12.11, 17:10
          Tak, masz sporo racji, że tak to właśnie należy odbierać. To koniec końców po prostu zwykły oportunizm i nic więcej.

          Ale powiem Ci Greku, /kiedyś zaczęliśmy o tym mówić/, że wierzyłam, że akurat związek Dody z Nergalem nie był ustawką w celach marketingowych, wierzyłam w szczerość uczuć Dody. Ale może jestem naiwna, może się mylę, może dałam się zmanipulować, omamić, w końcu i mnie chwyty celebryckich mamagerów są raczej obce.

          To prawda.

          :)
          • grek.grek Re: Nergal u Wojewódzkiego 29.11 03.12.11, 15:52
            wiesz, specjaliści z branży wątpliwości większych nie mają, ze 90 % tych romansów, związków itd., to zwykłe ustawki, seriale dla mediów, zeby podtrzymywać zainteresowanie brukowców. zresztą, nie tylko w Polsce, na Zachodzie to codziennośc. Ciągną to ile się da, a potem sprzedają rozwód. rozstanie, kiedy temat już nie chwyta.

            nie o naiwność chodzi, Ciebie bym o nią nie posądzał, ot coś się czyta, coś samo do oczu wpada i jest implus - wierzy się, ze to co tam wypisują to prawda, albo się nie wierzy. Jakieś stanowisko sie zajmuje. tak jak w polityce, też wierzysz, ze gość nie jest łajzą, albo że jest i to skończoną, a potem się okazuje czy się mylisz, czy masz rację. ta sama śpiewka :]

            wiesz, mnie się np. udało wyleczyć z wiary w to, ze kłótnie politykó w studio telewizyjnym są prawdziwe. z wielu źródeł wyszły informacje, ze to wszystko ściema - kamera w dół i ci politycy, co sobie przed chwilą do oczu skakali uśmiechają się do siebie, poklepują, idą na piwo, od dawna są na "ty" itd. tyle ze przeciętny widz tego nie wie i daje się wciągać w ten cały cyrk wierząc, ze to oni się naprawdę nie znoszą i sobie sikają do mleka nawzajem. a to TEATR. taki sam jak w brukowcach.

            wyleczyłem się :] patrzę na to, jak na operetkę, jedni grają lepiej, drudzy gorzej, jeden ma udaną ekspresję i celniej strzela, a drugi gorzej - ale nigdy nie biorę tego serio. a, jak widzisz, ludzie którym nie dane było doświadczyć poznania istoty rzeczy - potrafią się w życiu prywatnym naprawdę solidnie okładać, czerpiąc do tego zdrowie właśnie z takich telewizyjnych awantur...

            czy to naiwnośc czy idealizm... trudno rozsądzić.
    • grek.grek "Siódma pieczęć", ze spojlerem 02.12.11, 11:57
      postanowiłem się ponownie u-Kulturalnić, tym razem przy "Siódmej pieczęci". rzecz poonoć klasyczna, bergmanowska. a Bergmana podobno znać wypada;, a na razie nadgryzliśmy chyba
      tylko "Szepty i krzyki", więc... hehe.

      rzecz się rozgrywa w, chyba że coś przeoczyłem ?, bliżej nie nazwanym kraju. Średniowiecze. po dziesięciu latach wojny krzyżowej wraca do domu rycerz, wraz z wiernym giermkiem. zmierzają do zamku pana rycerza, a po drodze przecinają gościńce, miasta, równiny, doliny, lasy, gdzie obcują z ludnością.

      któregoś dnia rycerzowi ukazuje się śmierć we własnej postaci. Czarno odziany facet, z odsłoniętą tylko i wyłącznie bladą, odpychającą cokolwiek gębą. Umawiają się na partię szachów.
      będą ją rozgrywali przez całą drogę rycerza do zamku.

      Rycerz jest szlachetny, a z tej szlachetności rodzą się w nim pytania dotyczące istnienia Boga. Jest czy go nie ma ? a jesli jest, to czemu milczy ? rycerz chce otrzymać jakiś znak, jasny i oczywisty, że tam po drugiej stronie - ktoś czeka. Śmierć komunikuje mu, ze przyszła po niego, a w tej szachowej rozgrwyce jedyne co może zyskać, to trochę więcej czasu na poznanie Prawdy. Prawda jest jednak zakryta bardzo dokładnie. Rycerz pozostanie do konca ze swoimi wątpliwościami. nie pomoże mu Śmierć, ona mówi "ja nie wiem nic, ja nie mam żadnej wiedzy".

      Rycerz jest gotów pytać i szukać wszędzie. kiedy napotyka skazaną na śmierć, "za konszachty z ciemnymi mocami", młodą dziewczynę koniecznie chce wiedzieć, czy i jak można spotkać Diabła. chciałby go bowiem spytać o Boga. Ona nie udziela mu jednoznacznej odpowiedzi, mówi że można go dostrzec 'wszędzie dookoła, wystarczy wyciągnąć rękę", ale rycerz niczego nie widzi, niczego nie dostrzega. chce widomego znaku. nie umie przyjąć metafory, jako wyjaśnienia. chce materialnej wizji. Kiedy dziewczyna zaraz ma zostać pochłonięta przez płomienie stosu [ostatecznie umiera zanim to sie stanie, rycerz dał jej truciznę przedtem] patrzący na nią giermek dobitnie mu mówi "widzisz ? spójrz ! spójrz w jej oczy, dostrzegasz ? ona własnie zobaczyła to, co jest twoją Prawdą - że tam nic nie ma, ze tam jest tylko Pustka". naprawdę moment Kodaka, bardzo sugestywna scena.

      pogłębiają te jego dylematy obrazy jakie rzucają mu się na oczy każdego dnia podróży. nad krajem ciązy widmo nadciągającej zarazy, która "na zachodzie" już dziesiątkuje ludzkość. wizja nieuchronnej śmierci prowokuje jednych ludzi do fanatyzmu religijnego przejawiajacego się w całej jaskrawości w marszu pątników dźwigających krzyże, okładających się batami po plecach i
      modlących się histerycznie, prowadzonych przez "wodza" wykrzykującego hasła o beznadzieji i
      konieczności błagania o łaskę Boga.

      w ważnej scenie pątnicza procesja dociera do małej osady i zastaje jej mieszkańców bawiących się wesoło przy śpiewach i tańcch kabaretowej trupy aktorskiej, odgrywającej zabawne scenki rodzajowe. Nagle zanika nastrój odprężenia, rozweseleni ludzi z zabobonną trwogą patrzą na, co tu dużo ukrywac, groteskowy pochód pątników. kobiety zaczynają ronić łzy, mężczyźni stoją jak zamurowani. lęk i bojaźń na twarzach.

      cały czas chęć zabawy ściera się z ponurym memento mori ubranym w szaty katofanatyzmu.

      ciągnący do zamku rycerz i jego giermek przyciągają do siebie róznych ludzi, wkrótce nie podróżują już sami, a z całą gromadką najrożniejszych typów, jedni przyłączyli się, aby raźniej było przebrnąć przez gęsty las, który może być niebezpieczny, bo grasują po nim "rabusie i... duchy" :], inni - ot, tak po prostu, a jeszcze inni - zostali przyłączeni.

      jest małżeństwo kaberetowych aktorów, z bobasem - jemu giermek uratował życie, kiedy w karczmie chciał go zabić porywczy kowal zazdrosny o żonę, która go zdradziła z jakimś innym aktorem ; jest ów kowal i jego niewierna żona, którzy ciągle się ze soba kłócą, a potem zaraz godzą, bo ona, jak na kobietę przystało, wie jak swojego niezbyt lotnego męza przekonywac, że jej romanse są "nie z jej winy", a potem go udobruchać najstarszą metodą świata - żołądkową :]; jest też milcząca młoda dziewczyna, którą giermek zabiera z jej gospodarstwa, na ktorym została sama. intrygująca postać - piękna, o oczach i całej mowie ciała wyrażających ciągły niepokój.

      rózne postaci i rózne postawy wobec życia - giermek to cynik racjonalista i można by rzec : człowiek na wskroś nowoczesny; kowal z żoną - typowi plebejusze, hoża dziewka i tępawy
      osiłek; para aktorów z dzieckiem... ludzie poczciwi, on widzi rózne zjawy i widzi Śmierć grającą z rycerzem w szachy, mimo ze jego żona powiada "oj, te twoje wizje, przecież widać, ze gra sam...", widzi ale nie boi się, nie drży, to co ogląda zawsze stara się pozytywnie interpretować, dopatruje się w tym piękna, ona jest urodziwą optymistką, kochają swojego berbecia - i to oni zostaną ocaleni.

      kiedy rycerz rozgrywa ostatnią częśc partii szachowej ze Śmiercią ona mu komunikuje, ze to koniec, w następnch dwóch ruchach da mu mata. a więc zgon jest blisko. widzi tę scenę aktor, ale nie słyszy niczego, dochodzi jednak do wniosku, ze lepiej będzie odłączyć się od pozostałych, bo Śmierć to jakby nie patrzeć kiepski sygnalizator.

      do zamku rycerz dociera wraz z giermkiem, parą kowalów i milczącą. na miejscu czeka na nich żona rycerza. Czekała dziesięć lat na jego powrót. Siedzą całą kompanią przy stole i jedzą. Nagle słysza głuche kołatanie do drzwi. Giermek wychodzi sprawdzić - kto tam, ale wraca z odpowiedzią, ze niikogo nie ma. Ale Milcząca i rycerz już wiedzą, o co chodzi, a za chwilę dowiadują się wszyscy. Smierć stoi w cieniu, w rogu pokoju.

      I stają przed nią. giermek doradza, zeby w obliczu ostateczności ucieszyć się choćby tym ostatnim tchnieniem, kowale przyjmują pozy "z czapicą w garści' tłumacząc się niezbornie, ze "są dobrym małżeństwem, kłócą się czasami, ale... nie więcej niż inni", rycerz próbuje się modlic, żona rycerza sugeruje, zeby się wszyscy zamknęli, a Milcząca pada na kolana, patrzy intensywnie jak cholera, wreszcie jakby się uśmiecha i wreszcie się odzywa, mówiąc : "Dokonało się".

      a w ostatnim ujęciu : aktor podczas postoju widzi niezwykłą scenę : na wzgórzu dziwny pochód, sześc postaci - przodem Śmierć z kosą, za nią, uczepieni kolejno swoich ubrań
      rycerz, jego żona i cała reszta menażerii, "zmierzający ku ciemności".

      żona aktora jak zawsze pobłażliwie i z usmiechem komentuje jego opowieść "oj, ty i te twoje wizje". A potem pakują manele, biorą dziecko na ręce i ruszają w drogę.

      puenta ? moze taka, ze wśród gorączkowych poszukiwań [rycerz], świadomej z nich rezygnacji [giermek], prganienia śmierci [Milcząca], pokory [zona rycerza], ludycznej bezmyślności [małżeństwo kowalów] godne życia jest tylko to, co po prostu umie żyć zwyczajnie, po to aby życie dać i je pielęgnować, bez nadmiernych ambicji, bez nadmiernej głupoty, bez cynizmu, lecz w sam raz ? :]

      piękne aktorki, naprawdę. Bergman miał oko, to mu trzeba przyznać, co jedna to ładniejsza. Max Von Sydow, młody jeszcze, jako rycerz. no i bardzo charakterystyczna postać Śmierci, która weszła, zdaje się, do ikonografii kina światowego. Podobnie jak scena gry w szachy rycerza przeciw niej właśnie. Gra nie o życie, ale o czas potrzebny na przygotowanie się do odejścia z tego świata. a że życie to "ciążenie ku śmierci"... itd ;]

      zapadające w pamięc kino, nie bez akcentów humorystycznych - chodzi mi głównie o scenę, kiedy tępy kowal dopada wreszcie swoją żonę z jej amantem. oczywiście, chce go zaraz zabić, a potem zonę. ale oboje go robią w bambo - żona kokietuje, przeprasza, dowodzi niewinności własnej i że została podstępnie uwiedziona, a potem obiecuje, ze ugotuje mu ulubione jedzenie [słucha tego wszystkiego giermek, który ze stuprocentową celnością przewiduje co za chwile powie sprytna żoneczka]; amant zaś przyznaje się do winy i wymierza sobie "karę" - wbija sobie w serce nóz i teatralnie pada "trupem", jako że nóz jest specjalny, z chowającym się ostrzem. Kowal doznaje szoku, przez chwilę kontempluje jego śmierć i zostawia "ciało".




      • grek.grek "Siódma pieczęć", ze spojlerem 02.12.11, 12:01
        amant za moment wstaje, zadowolony, ze tak łatwo udało mu się wyrolować ciemniaka. włazi na drzewo, żeby tam sobie przygotować bezpieczny nocleg. ale oto pod drzewem pojawia się pan Śmierć i zaczyna je przepiłowywać. "przyszedł twój czas, kolego", informuje skonfundowanego gościa. facet jest załamany "nie da się nic zrobić ?", pyta, a Śmierć na to "niestety, bardzo mi przykro" - drzewo w końcu zostaje obalone, a facet ginie podczas upadku. koniec mało optymistyczny, ale scena komiczna, zwłaszcza to szybkie falowanie : uciekł przed młotem kowalskim, żeby wpaść pod kosę Śmierci. pechowiec, normalnie :]
        • grek.grek Re: "Siódma pieczęć", ze spojlerem 02.12.11, 15:54
          btw, a'propos tytułu - nawiązuje on do proroctwa biblijnego, Apokalipsy, gdzie otwarcie owej siódmej pieczęci i następująca po nim półgodzinna cisza, poprzedzać mają ostateczną zagładę świata. film byłby zatem, w tym ujęciu, próbą pokazania świata, który już wie, ze pieczęc została zerwana [wybuch zarazy, która zaraz ma się rozprzestrzenić], i przerabia te swoje pół godziny przed klęską i pożogą - każdy na swój sposób, o czym już traktuje sama akcja, którą powyżej starałem się mniej lub jeszcze mniej udolnie spisać.
          • barbasia1 Re: "Siódma pieczęć", ze spojlerem 02.12.11, 16:39
            Już jestem! :)

            Widzę, że mamy dziś dzięki Tobie rzecz ambitną, klasykę klasyk z wysokiej pólki! Świenie! Świetnie!

            A wczorajszy odcinek "House" miał bardzo efektowną szkatułkową konstrukcję!

            :)



          • barbasia1 Re: "Siódma pieczęć", ze spojlerem 02.12.11, 21:39
            "Siódma pieczęć" to nasz trzeci film Bergmana, Greku, przed "Szeptami i krzykami", opisywałeś nam film "Tam, gdzie rosną poziomki".

            Szukając kadru z "Siódmej pieczęci" natrafiłam na cały film z polskim lektorem na youtube:
            cz.1. / reszta na pasku/
            www.youtube.com/watch?v=IHWbn7mppWA
            cdn.
            :)
            • grek.grek Re: "Siódma pieczęć", ze spojlerem 03.12.11, 14:07
              no proszę :] w takim razie, bardzo polecam.

              czasami się natykam, tu i ówdzie przy okazji, z traktowaniem bergmanowskiego kina już
              nie tak serio i bez wielkich liter, niekiedy nawet z lekceważeniem pewnym, ze to "napuszone"
              i w sumie mało głębokie, na przepastną refleksję tylko wystylizowane itd... nie masz takiego
              wrażenia, ze się trochę ta klasyka dewaluuje w oczach... współczesnych ? że już nie działa,
              albo działa w jakimś zaszeregowaniu, a nie jest już wizytówką i żelaznym punktem tzw. ambitnego kina ? a może to "ambitne kino" zadające poważne pytania po prostu już w cenie nie jest ?

              • barbasia1 Re: "Siódma pieczęć", ze spojlerem 03.12.11, 14:24
                Oczywiście, mam nadzieje, że się na mnie duch Bergmana nie pogniewa, Twoje stereszczenie jest równie cenne dla mnie, jak oryginalna filmowa wersja! Dopiero się za nią mam zamiar zabrać , z Twoim tekstem będzie mi raźniej! :) ))
                Dzięki piękne, Greku, Za "Sódmą pieczęć". :)

                cdn.

                • grek.grek Re: "Siódma pieczęć", ze spojlerem 03.12.11, 15:41
                  cała przyjemnośc po mojej stronie :]

                  wiesz, ja czasami łapię się na tym, ze mimo, iż z jakichś powodów znam przebieg akcji [danego] filmu, to w trakcie projekcji zapominam o tym z niewyjaśnionych przyczyn i oglądam,śledzę, jakbym nie wiedział nigdy nic zupełnie :] miewasz podobne zachowania ? nawet jeśli [jakiś] film oglądam po raz któryś kolejny, to mi się włącza taka historia...
                  • barbasia1 Re: "Siódma pieczęć", ze spojlerem 03.12.11, 17:05
                    :)

                    A u mnie tak się dzieje zdaje się tylko w przypadku ponownej emisji filmów dawno niewidzianych. Bo właściwe najczęsciej jest tak, że film ponownie oglądam po dłuzszej przewie /kiedy szczegóły już z głowy wyparowały/.
                    Ale przyjrzę się jeszcze sobie! ;)

                  • pepsic Re: "Siódma pieczęć", ze spojlerem 03.12.11, 18:42
                    Ja tak mam, zaklinam rzeczywistość w przypadku ulubionych filmów oglądanych parokrotnie:)
              • barbasia1 Re: "Siódma pieczęć", ze spojlerem 03.12.11, 15:11
                Nie, myślę, że Bergman zawsze będzie żelaznym punktem ambitnego kina, niesłychanie ważnym twórcą, który wniósl wielki wkład w historię kina.

                Wiesz dobrze, że zawsze tak było, że ambitne, intelektualne kino zadające ważne pytania, często trudne w odbiorze, bo wymagające erudycji, nierzadko wiedzy z zakresu filozofii, literatury, sztuki itd. przyciągało stosunkowo małą grupę odbiorów w porównaniu z tym leżejszym, rozrywkowym kinem; w dzisiejszych czasach, kiedy myśli się już wyłącznie w kategoriach zysku, jaki ma przynieść, mało kto chce sobie zawracać głowę tego rodzaju filmami, a i widzowie zagonieni na codzień, wolą się rozrywać niż wysilać intelektualnie.

                Jakiś czas temu, może z rok temu w papierowej Wyborczej czytalam rozmowę z Jane Campion (o ile dobrze pamięam, w związku z premierą jej najnowszego (wtedy) filmu "Jaśniejsza od gwiazd"). I w tym wywiadzie powiedziała właśnie znamienne słowa, że to wielkie, ambitne kino zadające poważne pytania już się dawno skończyło (na ... - nie pamiętam już nazwisko reżysera tu wymieniła), nad czym zresztą sama bardzo ubolewa ...


                :)
                • grek.grek Re: "Siódma pieczęć", ze spojlerem 03.12.11, 16:24
                  masz rację. trochę to niedziejsze kino, pasuje raczej do epoki, kiedy ludziom bardziej zależało
                  na tym, zeby mieć czas na zabawę, refleksję i niespieszną rozmowę. nasuwa się pytanie, czy w związku z tym, to kino przestało mieć wpływ na "odbiorników", czy nie zostało odłożone definitywnie do historycznego lamusa, z ładną adnotacją, ale jednak - przestało inspirować ?

                  [ze słów, ktore cytujesz, wynika że coś jest na rzeczy, a przecież np. Bóg to pytanie i temat wiecznie żywy... może już wszystko powiedziano w kinie ? może właśnie bergmanowskie kino wyeksploatowało wątek, wbrew zarzutom, ktore czasami gdzieś można znaleźć, ze w sposób
                  niezbyt atrakcyjny; kto wie, może forma tych filmów do współczesnego widza jest nie do przyjęcia ? oprócz widowni niszowej, ofk]
                • pepsic Re: "Siódma pieczęć", ze spojlerem 03.12.11, 18:26
                  Mi się wydaje, że kino ambitne bardziej wiąże się z wrażliwością widza, intelekt być może też, ale w zdecydowanie mniejszym stopniu.
                  • barbasia1 Re: "Siódma pieczęć", ze spojlerem 06.12.11, 19:02
                    pepsic napisała:

                    > Mi się wydaje, że kino ambitne bardziej wiąże się z wrażliwością widza, intelek
                    > t być może też, ale w zdecydowanie mniejszym stopniu

                    Oczywiście, z wrażliwością też.
                    Zresztą to zależy też od twórcy, od reżysera, akurat twórczość Bergman wymaga od widza większego niż zwykle przygotowania intelektualnego, jego filmy wypełnione są aluzjami literackimi, odniesieniami do sztuki, religii, fillozofii, historii, pełne są kulturowych symboli i motywów. W "Siódmej pięczeci" to bardzo dobrze widać ...
                    • barbasia1 Re: "Siódma pieczęć", ze spojlerem 11.12.11, 13:47
                      Korekta:

                      pepsic napisała:

                      > Mi się wydaje, że kino ambitne bardziej wiąże się z wrażliwością widza, intelek
                      > t być może też, ale w zdecydowanie mniejszym stopniu

                      Oczywiście, z wrażliwością też. Ale przeważnie twórczość z tzw. wyższej półki czy do dotyczy filmu czy np. literatury (patrz: np. twórczość Miłosza) wymaga od odbiorcy pewnego przygotowania intelektulanego.

                      Akurat twórczość Bergman stawia przed widzem duże wymagania w tej kwestii, jego filmy wypełnione są po brzegi aluzjami literackimi, odniesieniami do sztuki, religii, fillozofii, historii, pełne są kulturowych symboli i motywów. W "Siódmej pięczeci" to bardzo dobrze widać ...

                      :)
                      • pepsic Re: "Siódma pieczęć", ze spojlerem 13.12.11, 08:55
                        Do intelektualistki mi daleko, oglądam filmy intuicyjnie, ale mnie coś porywa, albo nie:)
          • barbasia1 Re: "Siódma pieczęć"; "Bergman: rozmowy z duchami" 02.12.11, 21:54
            Tekst Tadeusza Szczepańskiego (napisany na smutną okoliczność śmierci Bergmana) o intrygująco brzmiącym tytule "Bergman: rozmowy z duchami", będący skrótowym podsumowaniem życia i twórczości reżysera "Siódmej pieczęci" wkleje nam tu, tekst pochodzi Polityki (nr 32 (2616) z dnia 2007-08-11; s. 80-81)

            "Bergman: rozmowy z duchami"
            "Myśl o odejściu Ingmara Bergmana wyświetla z pamięci prolog „Siódmej pieczęci”, czyli spotkanie Rycerza Blocka ze Śmiercią. To jedna z największych scen w historii kina, kiedy mocą genialnego gestu twórczej wyobraźni i intuicji ekran wypełnia się czernią płaszcza Śmierci, odsłaniając na krótką chwilę otchłań wieczności.

            Widmo śmierci, które starał się egzorcyzmować lub oswajać w swoich filmach, deptało mu po piętach od urodzenia. Przyszedł na świat w czas zarazy, 14 lipca 1918 r., kiedy w Europie śmiertelne żniwo zbierała epidemia grypy hiszpańskiej, na którą zapadła jego matka w połogu. Ze śmiercią był więc za pan brat od pierwszych chwil życia i pozostawał z nią w intymnej, choć podszytej grozą, zażyłości. Z jednej strony napawała go potwornym lękiem, który na różne sposoby próbował rozbroić, z drugiej zaś fascynowała go chorobliwie i nieodparcie.

            Kiedy w połowie lat 60., w wyniku trudnej operacji, zapadł w stan śmierci klinicznej, podsumował to traumatyczne doświadczenie pocieszającą refleksją: „Gdy umierasz, gaśniesz. Z bytu przechodzisz w niebyt”. Po odejściu ostatniej żony Ingrid von Rosen, z którą wreszcie osiągnął spełnienie i szczęście w miłości, zaczął tęsknić do śmierci, aby ponownie się z nią spotkać, w co święcie wierzył. Bo ten agnostyk pokładał niezłomną nadzieję w życiu pozagrobowym. W jego filmach jest wiele scen z „życia śmierci”: w „Fanny i Alexander” duch zmarłego ojca nawiedza dzieci, w „Szeptach i krzykach” zmarła Agnes wiedzie życie po życiu, zaś w „Twarzy” widmo aktora Johana Spegela straszy gości rezydencji konsula. Autobiografię „Laterna magica” zamyka rozmowa z duchem matki. Co więcej, jak na wielkiego Inscenizatora przystało, Bergman już od dłuższego czasu projektował miejsce wiecznego spoczynku: nie tylko wybrał trumnę, ale także zaplanował spoczynek na cmentarzu na „zwróconej w stronę wieczności” wyspie Fårö – obok sprowadzonych wcześniej ze Sztokholmu zwłok ukochanej Ingrid – tam, gdzie pada piękne światło przedwieczorne (według relacji Bibi Andersson na ubiegłorocznym festiwalu Era Nowe Horyzonty).

            Można było obawiać się, że udręczony starczym zniedołężnieniem popełni samobójstwo. Tej pokusie z trudem opierali się liczni bohaterowie jego filmów, a w ostatnich utworach telewizyjnych – w „Wiarołomnych”, do których pisał scenariusz, i w „Sarabandzie”, ostatnim filmie w jego reżyserii – jednak jej ulegali, nie widząc wyjścia z matni losu. Tymczasem on sam odszedł tak jak ojciec w „Fanny i Aleksandrze” – spokojnie i łagodnie, w otoczeniu licznej rodziny, która była przygotowana na tę chwilę po skomplikowanej operacji biodra, na jaką zdecydował się kilka tygodni temu.

            Ten nieomal pogodny obraz patriarchy, który wreszcie pojednany ze śmiercią umiera na łonie rodziny, zaprzecza nie tylko biograficznemu mitowi Bergmana, ale także jego odzwierciedleniu w wielu filmach. On sam niejednokrotnie pisał i mówił o przeklętym dziedzictwie – przejętym po niedostępnych i chłodnych rodzicach, którzy żyli w dramatycznie nieudanym związku – braku uczuciowego kontaktu z własnymi dziećmi i z kolejnymi żonami, a także o rozpaczliwej, nigdy niezaspokojonej tęsknocie do międzyludzkiej miłości. Sacrum miłości jako niedosiężny ideał naszego życia zastępowało mu ciągle traconą – ale bodaj nigdy do końca – wiarę w Boga. Skromna ceremonia pogrzebowa w gronie najbliższych odbyła się na Fårö, celebrowana przez miejscową panią pastor, z którą w ostatnich latach życia prowadził długie dyskusje teologiczne przez telefon.


            Trudno o większy kontrast niż ten, jaki rozdzierał jego życie i jego sztukę. Był bowiem człowiekiem głęboko, nieomal organicznie nieszczęśliwym, tragicznie napiętnowanym bólem istnienia, poczuciem bezlitosnego fatum, wewnętrznego chaosu, ulegania złym instynktom, które nazywał swoimi wampirycznymi demonami. A jednocześnie był artystą wspaniale spełnionym: jego imponującym dziełem – dramaturgicznym, filmowym, teatralnym, telewizyjnym czy radiowym – można by obdzielić kilka wybitnych karier reżyserskich światowego formatu. Kiedy miał dwadzieścia lat, zapisał w dzienniku: „Na samym dnie mojej szalonej duszy hołubię małą nieskromną myśl: być może kiedyś – pewnego dnia – coś promiennego i pięknego wygrzebie się z tego całego nieszczęścia. Jak mała, maleńka perła z wielkiej, czarnej i szkaradnej muszli. I jeśli kiedyś jakieś piękno być może pojawi się na świecie dzięki mnie, to spełnię moje zadanie na tej ziemi”.

            Swoje arcydzieła karmił krwią i żółcią własnych dramatów egzystencjalnych, uczuciowych, metafizycznych, które przeżywał bardzo intensywnie, traktując życie i jego wyzwania z niebywałą powagą. W „Wieczorze kuglarzy” ukazał inferno patologicznej zazdrości, która niszczyła jego związki z kobietami. W „Siódmej pieczęci” i w „Gościach Wieczerzy Pańskiej” opowiadał o swojej daremnej teodycei w cieniu śmierci. W „Tam, gdzie rosną poziomki” kierował zaszyfrowany apel do swoich rodziców, z którymi był skłócony: „...spójrzcie na mnie, zrozumcie mnie i – jeśli możecie – wybaczcie” – tak objaśniał intymny sens tego filmu w książce „Obrazy”. „Milczenie”, „Persona” i „Godzina wilka” składały się na jeden wielki seans filmowej autopsychoanalizy, w której starał się zażegnać skutki głębokiego kryzysu wiary.


            Sztuka była bowiem dla niego instrumentem psychoterapii, dzięki któremu udawało mu się ze zmiennym szczęściem powstrzymywać kolejne szturmy psychicznych demonów. Na ten sposób rozbrajania autodestrukcyjnych lęków, koszmarów, kompleksów, fobii i manii prześladowczych wpadł w dzieciństwie, kiedy to zamykany za karę w ciemnej garderobie i straszony obecnością tam krwiożerczych karzełków wyciągał ukrytą wcześniej latarkę z kolorowymi szkiełkami i wyświetlał sobie w ciemności barwne cienie, które skutecznie oddalały wyimaginowane zagrożenie. To archetyp kina Bergmana, jego „projektora duszy” – jak nazywał ten niepowtarzalny rodzaj psychicznej rentgenoskopii, jaką z niezrównaną maestrią warsztatową uprawiał w swoich najbardziej osobistych filmach, które były dla niego ekranowymi journals intimes, psychologicznymi dokumentami wewnętrznego doświadczenia.

            Bardzo świadomie i konsekwentnie rozgrywał epilog swojej sześćdziesięcioletniej obecności na światowej scenie artystycznej. Kiedy już pożegnał się z kinem wspaniałym freskiem „Fanny i Alexander”, wielką summą jego twórczości filmowej, poświęcił się teatrowi na scenie sztokholmskiego Dramaten. Znamienne były wówczas jego wybory repertuarowe: „Król Lear”, „Hamlet” i „Opowieść zimowa” Szekspira czy „Zmierzch długiego dnia” O’Neilla. Dwa ostatnie przedstawienia to czwarta inscenizacja „Sonaty widm” Strindberga i „Upiory” Ibsena, spektakle, które toczyły się na pograniczu życia i śmierci, wśród zjaw i widm.

            W notatkach do ostatniego filmu „Sarabanda”, który nosił roboczy tytuł „Rozmowa ze zmarłymi”, pisał: „Stoję na granicy... I odwracam się, słysząc i może też widząc rzeczywistość, która wydaje mi się coraz bardziej oczywista”. Dzisiaj jest już jej mieszkańcem. Nam pozostały jego filmy, dzięki którym zyskał nieśmiertelność.
            • barbasia1 Re: "Siódma pieczęć"; "Bergman: rozmowy z duchami 02.12.11, 21:56
              i link źródłowy do tego artykułu:
              archiwum.polityka.pl/art/bergman-rozmowy-z-duchami,360007.html
            • grek.grek Re: "Siódma pieczęć"; "Bergman: rozmowy z duchami 03.12.11, 14:09
              niezawodna jesteś, Barbasiu :] dzięki. gdzieś ten numer mieć muszę, ale szukanie papierowej wersji zajęło by mi mnóstwo czasu, o ile bym sobie w ogole przypomniał o tym, że taki artykuł był, hehe.
              • barbasia1 Re: "Siódma pieczęć"; "Bergman: rozmowy z duchami 03.12.11, 14:34
                Namierzyłam ten artykuł już przy okazji naszych wcześniejszych rozmów o Bergmanie :)

                Wiesz , ja mam podobne problemy z paperowymi Wysokimi Obcasami, które zbieram, tak jak Ty Politykę. Marzy mi się czasem specjalny tablet, czy jak to się tam nazywa, w którym te wszytskie papierowe numery, zajmujące coraz więcej miejsca w pokoju, byłyby pomieszczone, wraz ze spisem zawartości, by łatwo było odszukać dany artykuł i by mozn abyło przypomnieć sobie, co w ogóle było w numerach. WO Poliytyka są teraz oczywiscie na stronach interntowych, ale dostep do starszych numerów albo jest płatny albo w ogóle niemożliwy.

                :)
                • grek.grek Re: "Siódma pieczęć"; "Bergman: rozmowy z duchami 03.12.11, 16:51
                  dobre oko masz, zatem :]

                  właśnie, dobra by to byla rzecz. ale, z drugiej strony, papierowe roczniki ustawione rzędami przy ścianie mają tyle uroku... :]

                  ja też coś ciekawego trafiłem, dośc długi artykuł, ale naprawdę dobrze się czyta :
                  facet.onet.pl/oni/artykuly/3211913,artykul-drukuj.html
                  • barbasia1 Re: "Siódma pieczęć"; "Bergman: rozmowy z duchami 03.12.11, 18:29
                    właśnie, dobra by to byla rzecz. ale, z drugiej strony, papierowe roczniki usta
                    > wione rzędami przy ścianie mają tyle uroku... :]

                    To fakt. :)

                    A mnie miejsca zaczyna już brakować. /Moje egzemplarze WO popakowane są w brązowe pudelka z wieczkiem z IKEI /

                    O fajnie. Przeczytam! :) Przy okazji, bardzo dobry tytuł ma ten artykuł - "Ostryga jedzona w samotności jest okropna"! Zapowiada się bardzo interesująco. Głodna jestem! :)

                    • grek.grek Re: "Siódma pieczęć"; "Bergman: rozmowy z duchami 04.12.11, 13:53
                      u mnie piętrzą się pod ścianami... nago ;]

                      bardzo polecam raz jeszcze. rzecz o tzw rozkoszach podniebienia, zasadach dobrej zabawy przy jedzeniu i generalnie - jak czerpać z tej konieczności przyjemność, hehe.
                      • barbasia1 Re: "Siódma pieczęć"; "Bergman: rozmowy z duchami 04.12.11, 14:33
                        grek.grek napisał:

                        > u mnie piętrzą się pod ścianami... nago ;]
                        He,he! :)))

                        Ten fragment rozmowy mi się spodobał!

                        "[...] MACIEK: Bo ważne, żeby śmiecić! Nie bać się tego, że się syf po sobie zostawia.
                        Czyli to wasza dewiza: Nie bać się jedzenia! Nie bać się kobiet! Nie bać się mężczyzn!
                        MACIEK: Nie bać się. Nie bać się okruchów. Musi być naświnione.
                        Uwolnić się od kultury?
                        MACIEK: Myślę, że tak. Od mieszczańskiej kultury.
                        JANUSZ: Od etykiety. Która wiąże i stresuje.
                        MACIEK: Przy stole najważniejsze jest to, żeby było wygodnie i jeśli wymyślono jakieś elementy etykiety, to po to, by sprawniej dobierać się do potraw. [...["

                        :)


                        • grek.grek Re: "Siódma pieczęć"; "Bergman: rozmowy z duchami 04.12.11, 15:17
                          dobre, hehe, z cyklu : "poprzez bałagan do celu" :]
                          • barbasia1 Re: "Siódma pieczęć"; "Bergman: rozmowy z duchami 05.12.11, 00:22
                            :)

                            "Wielkie żarcie" to jedna z moich filmowych zaległości. Widziałeś, Greku? Widzieliście?

                            Widziałam za to inny film z motywem ucztowania , "Ucztę Babette" w przeciwieństwie do tego pierwszego w ogóle nieszokujący, za to szalenie apetyczny. Z klasą w podstawówce byliśmy w kinie na tym filmie. Mnie i wszytskim dzieciom w kinie (a były to zgrzebne czasy PRL-u, przypominam) oczy omal na wierzch nie powychodziły na widok uczty i wspaniałych, wymyślnych potraw, które Babette przygotowywała dla swoich przyjaciół, mieszkańców małej duńskiej wioski, w dodatku pięknie podanych na wspaniałej zastawie. Dziś tego rodzaju obrazki nie robią już tak wielkiego wrażenia. Dziś w telewizji gotuje się wymyslen postrawy wszedzie już od rana, już w telewizji śniadaniowej. Ale wtedy w tych biednych czasach, kiedy kartofle zagryzało się kaszanką, to było COŚ! :)

                            Dawno filmy nie były pokazywane w telewizji publicznej ...
                            • grek.grek Re: "Siódma pieczęć"; "Bergman: rozmowy z duchami 05.12.11, 13:56
                              tak. widzialem "Wielkie żarcie", wprawdzie dośc dawno, ale tak. Niewiele pamiętam, generalnie, aczkolwiek Marcello, który był zamarzł w aucie, którym jeździł po obejściu, zamiast sie przejeść naśmierć - został mi w głowie. generalnie, Marcello smutną miał twarz przez cały film, mogłaby ta twarz być ilustracją dla hasła "marazm" w słowniku. wiesz, ten szok dzisiaj wygląda na dość pocieszny, wizualnie nie ma tam jakiejś przesady - ot, jedzą, marudzą, golizna, golizna, marudzą, jedzą... Chyba większe wrażenie robił sposób w jaki ten film traktuje współczesność ówczesną, jak ostro dowala mialkości mieszczańskiej kultury i stylu życia, jak kwestionuje hedonizm posunięty do granic rozsądku. Obejrzałbym raz jeszcze, to taki film, że chyba powinno się oglądać, co 5 lat, w miarę rozwoju ogólnego własnego :]

                              "Uczty Babette" z kolei nie widziałem :]

                              yup, zmieniło się, aczkolwiek, widziałem parę razy, te kuchnie śniadaniowe, gdzie aktor albo muzyk, co przyszedł zareklamować swój film albo płytę, ubiera fartuszek i zaczyna gotować jakąs zupę... wstydliwa historia :]
                            • pepsic Re: "Siódma pieczęć"; "Bergman: rozmowy z duchami 05.12.11, 19:41
                              "Wielkiego żarcia" nie znam, mało zachęcający tytuł mi się wydaje;) Natomiast "Ucztę Babette" pozytywnie wspominam (w tym przepiórki bodajże), jako dowód, że z banalnej, dietetycznej kwestii można dokonać wielkiej sprawy. Tak do końca nie o jedzenie tam chodziło, prawda?
                              • grek.grek Re: "Siódma pieczęć"; "Bergman: rozmowy z duchami 06.12.11, 15:28
                                hehe, wiesz, tytuł jest prowokujący ;]

                                kilku przyjaciół zamyka sie w wypasionej willi, żeby strzelić tam samobója, ale w najbardziej stylowy sposób jaki wymyślono - z przejedzenia. Nie żarcia niekulturalnego i bez ładu i składu, ale powolnego, z klasą i wykwitnego, ale - mającego doprowadzić do stopniowego przeciążenia organizmu i zgonu. No i nie byle czym, bo samymi frykasami, z materiałów, które są zwożone na miejsce samochodami dostawczymi, a oni sami przyrządzają w środku z nich rarytasy mięsne, słodkie i wszelakie inne. do towarzystwa mają prostytutki i jedną babkę "z zewnątrz" [słabo pamiętam, byc może była to dziennikarka jakaś, albo literatka... w każdym razie dołączyła przypadkiem].

                                ja w tym filmie zobaczyłem ostrą krytykę hedonizmu i konsumpcjonizmu, społeczeństwa aspirujacego do konsumeryzmu ponad zdrową miarę, czym mniej lub bardziej świadomie
                                popełnia samobójstwo duchowe. polecam, jesli jeszcze nie miałaś okazji zobaczyć.
                                • barbasia1 Re: "Siódma pieczęć"; "Bergman: rozmowy z duchami 06.12.11, 17:02
                                  grek.grek napisał:

                                  > ja w tym filmie zobaczyłem ostrą krytykę hedonizmu i konsumpcjonizmu, społeczeń
                                  > stwa aspirujacego do konsumeryzmu ponad zdrową miarę, czym mniej lub bardziej ś
                                  > wiadomie
                                  > popełnia samobójstwo duchowe. polecam, jesli jeszcze nie miałaś okazji zobaczyć

                                  A wiesz, że coś takiego o powieści Markiza de Sade pt. "120 dni Sodomy czyli szkoła libertynizmu" (na podstawie, której Pasoloni nakręcił swój konstowersyjny bardzo film, "Salo, czyli 120 dni Sodomy" powiedział mój znakomity profesor od literatury, reinterpretując ją na nowo /Niedawno, parę miesięcy temu słuchałam wykładu w Radio Katowice/ .
                                  A tam, przypominam, ucztowano seksualnie, brutalnie z przemocą, morddujac na zakończenie, choć nie, też konsumowano, a właściwie zmuszano do konsumpcji ... odchodów.
                                  / Salo też znam tylko z opowieści/.

                                  :)
                              • barbasia1 Re: "Siódma pieczęć"; "Bergman: rozmowy z duchami 06.12.11, 18:48
                                pepsic napisała:

                                > "Wielkiego żarcia" nie znam, mało zachęcający tytuł mi się wydaje;)
                                He,he!
                                Mnie uważającą na figurę też lekko przeraża ten tytuł. ;))

                                >Natomiast "Ucztę Babette" pozytywnie wspominam (w tym przepiórki bodajże), jako dowód, > że z banalnej, dietetycznej kwestii można dokonać wielkiej sprawy. Tak do końca
                                > nie o jedzenie tam chodziło, prawda?

                                No tak, gotowanie też jest wielką sztuką! :)

                                Tak, tak mnie też przepiórki utknęły w głowie.

                                Właśnie, nie tylko o sztukę przygotowywania potraw i ucztowanie chodziło w filmie; "Uczta Babette"to wielka pochwała doznan zmysłowych, przyjemności, odnajdywanych np. w spożywaniu wspaniałych potraw, o radości, o odrobinie szaleństwa (Babette wydaje cała swoją wielką wygraną na loterii na przygotowanie tej uczty), bez których życie nie byłoby pełne...


                                :)
                                • pepsic Re: "Siódma pieczęć"; "Bergman: rozmowy z duchami 07.12.11, 09:50
                                  Właśnie, odrobiny szaleństwa i blichtru (w pozytywnym znaczeniu) w szarym, byle jakim życiu brakuje.

                                  Mnie uważającą na figurę też lekko przeraża ten tytuł.
                                  Od chwili zobaczenia swoich zdjęć z wakacji też muszę o tym pomyśleć:(
                                  • barbasia1 Re: "Siódma pieczęć"; "Bergman: rozmowy z duchami 09.12.11, 17:32
                                    pepsic napisała:

                                    > Właśnie, odrobiny szaleństwa i blichtru (w pozytywnym znaczeniu) w szarym, byle
                                    > jakim życiu brakuje.
                                    O tak, odrobiny szaleństwa i blichtru - dobre słowo (też chyba i piękna) - które znamionuje wprawiające gości, prostestnckich ascetów i cierpiętników ;), skromnych i pobożnych purytan w zachwyt, nakrycie stołu - porcelanowa zastawa, wykwintne szkło, które Babette zakupiła, albo wypożyczyła specjalnie na tę okazję (już nie pamiętam).


                                    > Mnie uważającą na figurę też lekko przeraża ten tytuł.
                                    > Od chwili zobaczenia swoich zdjęć z wakacji też muszę o tym pomyśleć:(

                                    He,he! Ale nie bądź dla siebie za surowa.


                                    • barbasia1 Re: "Siódma pieczęć"/ "Uczta Babette" 09.12.11, 17:38
                                      A film /przydałaby się powtórka/ powstał na podstawie opowiadania Karen Blixen.
              • barbasia1 Re: "Siódma pieczęć"; "Bergman: rozmowy z duchami 03.12.11, 16:02
                Uwaga, teraz będzie moje wyznanie: ;))

                Wracając jeszcze do tego artykułu o Bergmanie, powiem Ci, Greku, że podzielam wiarę Bergmana, czy właściwie może pragnienie Bergmana, by istniało życie po śmierci, by była możliwość spotkania się z paroma osobami, które się bardzo lubiło ...

                :)
                • grek.grek Re: "Siódma pieczęć"; "Bergman: rozmowy z duchami 03.12.11, 17:03
                  to zacna wiara, Barbasiu. wiesz, według mnie, wiara w cokolwiek "po tamtej stronie", to dar i zaleta. jesli tylko nie szkodzi pełnemu życiu tutaj... :] ale, kto z nas wie, co to znaczy "żyć w pełni", prawda ? :]

                  heh, wiesz co, obejrzałem wczoraj, kawałek, ale dośc spory za to, "Z Archiwum X", pełnometrażową wersję. tak mi się jakoś Duchovny z Hankiem Moodym zrósł, ze
                  prawie zapomniałem, jak lubiłem postać Muldera, a już zupełnie zapomniałem, ze
                  jesli Mulder, to i Scully. on - pan Nawiedzony, poszukujący ufo straceniec i pasjonat,
                  ona - głos nauki, racjonalizmu, ale bez cienia cynizmu, temperująca trochę jego
                  zapędy, a jednocześnie sama nie pozbawiona temperamentu. w tej wersji kinowej
                  prawie się pocałowali :] na szczeście, w ostatniej chwili Scully ugryzła pszczoła, heh.

                  dla mnie, to było świętokradztwo. fani Archiwum przez lata szturmowali scenarzystów, zeby
                  wreszcie Mulder i Scully się pocalowali, zostali parą, etc., a oni odmawiali. i słusznie :] przecież
                  to właśnie ten klimat niedomówienia, że coś jest na rzeczy, ale oboje się z tym ukrywają,
                  tworzył całą atmosferę serialu, ofk poza kolejnymi zjawiskami paranormalnymi, z którymi
                  musieli się mierzyć. serial by zginął marnie, gdyby scenarzyści się ugięli :]

                  wczoraj dopiero sobie przypomniałem, jak "Archiwum" było świetne. I jaka szkoda, ze go nie
                  powtarzają, a powtarzają "Janosika" i inne takie. I jaka to była filmowa para - Mulder i Scully. gdzie szukać takiej drugiej, jak to zostało dobrze wymyślone. patrzysz po czasie i pukasz się w głowę : rany, jakie to proste, zestawić przeciwieństwa i gotowe. równie dobrze można dzisiaj
                  powiedzieć, ze idea portali społecznościowych, to przecież tak prosta sprawa, prawda ? właśnie, wpaść na coś tak prostego, a jednocześnie jeszcze nieznanego - to jest kreatywność :]


                  • grek.grek Re: "Siódma pieczęć"; "Bergman: rozmowy z duchami 03.12.11, 17:06
                    to BY było świętokradztwo, muszę sprostować - chociaż już sama "łatania opony" między nimi mocno podejrzana była ;] tak jakby nie wystarczało to, co w powietrzu wisiało w większości odcinków serialu, w tym filmie też... na szczęscie, do niczego nie doszło. taka ze mnie ciotka-przyzwoitka, heh, pardons - wujek-przyzwoitek, raczej, hehe.
                  • barbasia1 Re: "Siódma pieczęć"; "Bergman: rozmowy z duchami 03.12.11, 18:18
                    Swoją drogą wielka musiała być miłość Bergmana do ostaniej żony Ingrid von Rosen , skoro ten nie wyobrażał sobie bez niej życia wiecznego po śmierci....

                    Prawda, Greku.

                    Tak to chyba jest, że dla każdego "życie w pełni" oznacza coś innego...

                    Przegapiałam wczoraj film ! Ale poszukam sobie w necie. "Z Archiwum X to też był jeden z moich ulubionych seriali, a Mulder i Scully jedną z ulubionych par serialowo-filmowych.
                    / Też jestem ciotką przyzwiotką! Dobrze,że się w filmie nie pocałowali! ;) / Jeszcze teraz jak przypomianasz ich historię, to działa ona na wyobrażnię i emocje! Ha!

                    Jednak nie powiedziałabym, że koncept zestawiania pary przeciwieństw, które w dodatku darzą się niewypowiedzianym nigdy uczuciem do końca jest nowy i oryginalny, pamiętając o innym wcześniejszym serialu amerykańskim, oczywiście zupełnie innym gatunkowo, bo to komedia kryminalna była, o świetnym "Na wariackich papierach", gdzie właśnie z podobna para bohaterów występowała.

                    Ale oczywiście masz rację, Scully i Mulder byli wyjątkowi, bo świetnie byli poprowadzeni przez scenarzystów i fajna chemia była między aktorami ...

                    ze idea portali społecznościowych, to przecież tak prosta sprawa, p
                    > rawda ? właśnie, wpaść na coś tak prostego, a jednocześnie jeszcze nieznanego -
                    > to jest kreatywność :]
                    To fakt! :)
                    • grek.grek Re: "Siódma pieczęć"; "Bergman: rozmowy z duchami 04.12.11, 13:47
                      trzeba mu to przyznać.

                      mnie się serial bardziej jednak podobał niż kinowa wersja. ta druga była już chyba tylko próbą zrobienia interesu na popularności serialu. kiepskie intencje i musiało wyjśc średnio [wg mnie]

                      to też racja. nie był to oryginalny pomysł sam w sobie. Ale wydaje mi się, że już sam szkic postaci, i kontekst wokół którego się temat kręcił, był już trafiony w punkt. sceptyczka i pasjonat na tropie Ufo - sounds good ;]

                  • pepsic Re: "Siódma pieczęć"; "Bergman: rozmowy z duchami 03.12.11, 18:38
                    Jakoś nigdy nie traktowałam na poważnie "Z archiwum X", ani nie wierzyłam w chemię pomiędzy bohaterami. Ale po prawdzie tylko kilka odcinków udało mi się obejrzeć uczciwie do końca.
                    • grek.grek Re: "Siódma pieczęć"; "Bergman: rozmowy z duchami 04.12.11, 13:50
                      hehe, ja też nie, ale kupiłem samą konwencję, bardzo dobre scenariusze, postaci bohaterów i tę chemię m/nimi, którą udawało mi się odnaleźć, w przeciwieństwie do Ciebie :]

                      i powiem Ci, ze im więcej czasu mija od ostatniego obejrzanego odcinka, tym bardziej Archiwum rośnie mi w oczach, to był naprawdę, wg mnie, wyjątkowy serial, wykreował bohaterów rozpoznawalnych na całym świecie, tak jak bracia Blues, czy choćby dwójka kilerów ze wspominanego Pulp Fiction. ta sama półka.
    • pepsic Muzyczne OT 03.12.11, 19:54
      W ramach rekompensaty za opóźnienia:
      www.tekstowo.pl/piosenka,dzem,partyzant.html
      Ps. Zalinkowany teledysk z 9 Kompanii moim zdaniem nieadekwatny do słów.
      :)
      • barbasia1 Re: Muzyczne OT 04.12.11, 14:36
        Bardzo mi się podoba ten kawałek Dżemu! Bardzo!

        Dzięki Pepsic , forumowy grzech opóżnienia jest Ci odpuszczony! ;))

        / 9 Kompania zalega u mnie w nieobejrzanych/
    • grek.grek "Byt" ze spojl. 04.12.11, 13:38
      oglądaliście ?
      ja się szykowałem na jakąs beznadzieję, kolejny marny wypychacz ramówki, bardziej rozśmieszający niż straszący. I roczarowałem się przyjemnie. Film był niezły. może dlatego, ze
      z tej lepszej epoki kina, z lat 80.

      jest to historia ponoć oparta na faktach ;]
      Jedną babkę zaczyna nocną porą nawiedzać jakaś dziwna energia. z całym dobrodziejstwem filmowych trików - tajemniczo zamykające się bez niczyjej pomocy drzwi, skrzypiące okna, rozlatujące sie lustra et.etc, klasyczny zestaw efektów specjalnych. i ta energia rzuca nią po ścianie, agresywnie napastuje seksualnie, zostawiając po sobie siniaki na jej ciele i zrujnowaną infrastrukturę pokoju albo łazienki, w zależności gdzie akurat się akcja odbywa.

      po pierwszym razie kobiecina próbuje to sobie jakoś tłumaczyć, że może została zgwałcona przez jakichś nieznanych sprawców, którzy wdarli się przez okno. miała zakrytą poduszką twarz, więc nie widziała kto atakował. kolejne przypadki już nie pozostawiają wątpliwości - gwałci ją jakaś niematerialna moc. dzielna pani próbuje róznych chwytów - ucieczki z domu, razem z dziećmi [prawie dorosły syn i dwie małe córki], spędzania nocy z obstawą [przyjaciółka, syn], krzyków i protestów - nic nie działa. Kiedy tajemnicza moc atakuje w obecności jej dzieci, ją samą gwałci po raz trzeci, a próbującego bronić matki syna razi prądem i powala na ziemię łamiąc nadgarstek - nasza Carla zgłasza się do psychiatry.

      miły pan lekarz przepytuje ją, bada, i dochodzi do wniosku, że jej problemy są natury emocjonalnej, tkwią korzeniami w dzieciństwie, kiedy - jak sama podejrzewa - Carla była molestowana seksualnie przez ojca, a matka przymykała na to oko; a także - w jej burzliwych związkach z mężczyznami - jako 16-latka opuściła dom, wdała się w relację ze starszym chłopakiem, z którym zaszła w ciążę, on się rozpił, rozćpał, a potem zabił się w wypadku motocyklowym; potem miała faceta w wieku własnego ojca, który ją zostawił, a zanim to uczynił machnęli dwoje dzieci; teraz jest w relacji zażyłej z równie starszym panem, który jednak często podrózuje ze względów zawodowych, co prowokuje u Carli podejrzenia, ze on ją zdradza.

      lekarz zaleca Carli terapię psychiatryczną, najlepiej w zamknięciu szpitalnym, na początek 2-tygodniowa. Carla się nie zgadza na taki wariant, mimo nalegać lekarza, który przy okazji ewidentnie się w niej zakochał, co sprawia, ze podwójnie się przejmuje jej losem. zwołuje nawet konsylium psychiatrów w szpitalu, w którym pracuje, gdzie lekarze wywiadują Carlę i próbują znaleźć jakąs dla niej pomoc. cały czas stoją na stanowisku racjonalnym - babka histeryzuje, panikuje, ma jakieś wspomnienia które jej zaburzają postrzeganie rzeczywistości, powodują urojenia i tak dalej. jak wyjaśnić siniaki, spustoszenie jakie zostawiają kolejne ataki ?
      tego nie wiedzą, ale kombinują, ze jak mają motyw główny, to reszta nie jest chyba już ważna, bo wiadomo niby, ze sama musiała tego dokonać, a w szale ponoć chorzy mają
      pałer że hej :]

      ataki się powtarzają. Ich świadkiem jest już nie tylko rodzina, ale i przyjaciółka z mężem, a także ten jej facet. gwałty, wylatujące okna, demolki pomieszczeń...

      zdesperowana Carla sięga po fachową literaturę dotyczącą duchów. W księgarni przypadkiem spotyka studentów parapsychologii z miejscowego uniwerku. zwierza im się ze swoim kłopotów. zaprasza ich do domu. goście są świadkami niewytłumaczalnych zjawisk, wyładowań energetycznych, i kolejnej demolki. jako pasjonaci gonią natychmiast po sprzęt - kamerę, aparat fotograficzny, żeby zarejestrować ewnetualny następny taki numer - mają szczęście, atak się powtarza, a oni pstrykają fotkę, na której mają coś w rodzaju pioruna o fantazyjnych kształtach. lecą z tym do swojej profesor na uczelni. Też pasjonatki. dochodzą do wniosku, ze jest okazja upiec dwie pieczenie na jednym ogniu - pomóc kobiecie w potrzebie, i wreszcie złapać ducha na gorącym uczynku.

      w domu Carli gromada studentów organizuje więc prawdziwe pole bitwy. wpada tam pan lekarz, jest wkurzony, ze banda łapiduchów zakłoca spokój kobiecie, która, wg niego, potrzebuje nie
      osłów z kamerami i mikrofonami, a fachowej poomocy psychologicznej. Opiep,rza wszystkich po kolei, próbuje Carlę odwieść od całej akcji, ale ta odmawia z nim współpracy - jest już u kresu wytrzymałości, jak mówi "woli nawet umrzeć, ale działać, niż słuchać czczej gadaniny i dalej tak żyć".

      Lekarz więc opuszcza lokal, a ekipa łowcow duchów jest świadkiem pojawienia się owej Energii prześladującej Carlę. tym razem obywa się bez gwałtu, za to jest od cholery fajerwerków, piorunów większych i mniejszych, latających kulek z prądem, elektryczności przerażającej. Zamurowani są, tym co widzą, wzywają ducha, zeby sie pokazał, Carla go prowokuje, ze słaby z niego zawodnik, kiedy ona ma takie wsparcie - który duch by takie wjazdy na ambicję zdzierżył... pojawi się - zielona chmurka rozmazana w powietrzu. Łapiduchuy są szcześliwi, pędzą na uniwer badać zdjęcia i filmy. Zostawiają Carlę samą. znaczy - z jej facetem, który właśnie wrócił z delegacji, nie wie, co to za ludzie opuyszczają gromadnie ich dom, podpytuje Carlę - co się dzieje ?, ona nie wie jak mu wytłumaczyć całą sytuację, a potem powraca duch i znów ją gwałci, a jej facetem wyciera podłogę i ścianę. Carla ląduje w szpitalu, a jej facet kombinuje jak by tu ją opuścić, bo " z każdą chorobą mógłbym się zmierzyć, z rakiem... ale z TYM CZYMŚ ?!".

      po tej jeździe uniwerkowa ekipa organizuje na terenie szkoły prawdziwą akcję łapania ducha. odtwarzają kropka w kropkę dom Carli, w ktorym ona ma być przynętą - duch ma się zjawić, a oni go wtedy potraktują zawartością butli z helem. Zrobią z niego zimne nózki, a potem będą sobie badać naukowo, a Carla wróci do normalnego życia.

      w dniu całej operacji pojawia sie tam lekarz. Chce Carlę od tego zamiaru odwieść, ale ona jest gotowa na wszystko. Postanawia więc przynajmniej świadkować całemu zajściu. Razem ze swoim guru, profesorem ze szpitala. nie trzeba dodawać, że obaj lekarze psychiatrzy są w konflikcie z panią profesor od parapsychologii, co dodaje smaczku całej historii - widać, jak racjonalizm w podejściu do nawet najbardziej nienormalnych zjawisk konfrontuje się z wiarą w moce nadprzyrodzone, czy raczej - "w to, ze życie toczy się w kilku wymiarach, które moga się przenikac, my - ludzie znamy tylko jeden z nich".

      cała akcja to oczywiście kompletna ruinacja przygotowanej scenografii. Duch przejmuje kontrolę nad zbiornikami z helem, próbuje zabić Carlę, łapiduchy spanikowane i bezsilne, profesorowi okulary spadły z wrażenia... przyciśnięta do ściany Carla w ostatnim momencie bierze się na spoopsób i zaczyna wykrzykiwać do ducha, ze się go nie boi, ze "możesz mnie nawet zabic, moze mnie gwałcić, ale mnie nigdy nie posiądziesz, moje ciało możesz mieć, ale nie mój umysł'. i sie wszystko uspokaja... na moment, bo za chwilę wściekły duch znów atakuje, na ratunek Carli rusza lekarz, wyciąga ją w bezpieczne miejsce. Całe "mieszkanie" zamienia się w zlodowaciałą narośl, a potem rozlatuje na części, a razem z nim, jak sądzi całe towarzystwo - duch.

      pstryk. Carla wraca do domu. niby cicho, niby spokojnie, biały dzień... a tu nagle zamykają się drzwi same i gruby głos o studziennej głębi powiada "witaj w domu"...

      a potem info, ze cała rzecz miała miejsce kiedys w Kalifornii, do dzisiaj stanowi sensację parapsychologiczną, Carla Moran mieszka w Teksasie i nadal ataki sie powtarzają, tyle ze
      słabsze i rzadziej :]

      jest klimat horroru, jest niepokój, nie ma wydumanego efekciarstwa, rzecz wygląda naprawdę... wiarygodnie ;] Barbara Hershey jest piękna i budzi współczucie, ale i jest dzielna bardzo. ciekawy wątek psychologia vs parapsychologia, lekarze od terapii kontra naukowcy od duchów. i jest ten taki powiew starości. film ma 30 lat. w 81 jeszcze sie starano horrory wyposażać w niepokój, zamiast beztroskiego obracania całej historii w oczywisty absurd.
      • grek.grek Barbasiu, z okazji imienin... 04.12.11, 14:21
        ... mnóstwa przyjemności i spełnień życiowych :]

        na okazję, może z klasycznego, a lirycznego zarazem repertuaru imienniczki ? :
        www.youtube.com/watch?v=LPkniV8j2lc
        • barbasia1 Re: Barbasiu, z okazji imienin... 04.12.11, 14:27
          Wzruszyłam się ...

          :))))))))))))

          No tak mój nick ma wiele wspólnego z imieniem ;)
          Ściskam imieninowo! :)
          • grek.grek Re: Barbasiu, z okazji imienin... 04.12.11, 15:18
            :] mecenas Prado classic :]

            odzajemniam, wszystkiego dobrego dla Ciebie.
            • barbasia1 Re: Barbasiu, z okazji imienin... 04.12.11, 15:51
              hahaha :)

              See you later!

              • maniaczytania Re: Barbasiu, z okazji imienin... 04.12.11, 16:47
                przylaczam sie do zyczen - wszystkiego naj!


                A ja wczoraj obejrzalam "W doborowym towarzystwie" - calkiem sympatyczny film :)
                • pepsic W doborowym towarzystwie 04.12.11, 17:45
                  Oglądałam fragmentarycznie. Nie wciągnęły mnie wyidealizowane obrazki z życia amerykańskiej rodzinki i korporacji, miejscami schematyczne, ani krowiasta córunia [tak, o Scarlett Johanson mowa;)]. Godny uwagi wydał się wątek - nowy, młody szef kontra stary wyga, stary szef. Także 51-e urodziny mi się spodobały i autentycznie rozbawiły. Osobiście jednak uważam, że Denis Quaid mógł się odważyć na krok dalej:)
                  • maniaczytania Re: W doborowym towarzystwie 04.12.11, 20:19
                    zgadzam sie z Toba Pepsic w kwestii ciekawosci watkow i uwazam, ze watek tego mlodego byl naprawde fajny (zwlaszcza, ze bez ckliwego i spodziewanego typowo hollywoodzkiego hepi-endu)
                  • barbasia1 Re: W doborowym towarzystwie 04.12.11, 23:47
                    >ani krowiasta córunia [tak, o Scarlett Johanson mowa;)].

                    He,he! :)
                • barbasia1 Re: Barbasiu, z okazji imienin... 04.12.11, 23:28
                  maniaczytania napisała:

                  > przylaczam sie do zyczen - wszystkiego naj!

                  Dziękuję pięknie, Maniu! Bardzo, bardzo mi miło! Wyjątkowa Barbórka dziś!! :)))
            • barbasia1 Re: Barbasiu, z okazji imienin... PS 05.12.11, 15:53
              grek.grek napisał:

              > :] mecenas Prado classic :]
              :)))

              A wzruszyłam się po swojemu ...

              :)
        • pepsic Re: Barbasiu, z okazji imienin... 04.12.11, 16:50
          Barbasiu, dołączam się do życzeń i uroczej dedykacji:)

          Sama bym się nie odważyła, a miałam ochotę już rok temu.
          :)
          • barbasia1 Re: Barbasiu, z okazji imienin... 04.12.11, 23:26
            pepsic napisała:

            > Barbasiu, dołączam się do życzeń i uroczej dedykacji:)
            Dziękuję pięknie, Pepsic! Przeogromnie mi miło! Wyjątkowa Barbórka dziś!! :)))

            > Sama bym się nie odważyła, a miałam ochotę już rok temu.
            O! I tę chęć doceniem bardzo! :)))
      • pepsic Re: "Byt" ze spojl. 04.12.11, 19:53
        Na faktach?? Nie może być!

        Niektóre baby mają szczęście, gdzie się nie obrócą zawsze znajdują absztyfikantów;)

        • barbasia1 Re: "Byt" ze spojl. / pozafilmowe refleksje/ 04.12.11, 23:19
          > Niektóre baby mają szczęście, gdzie się nie obrócą zawsze znajdują absztyfikan
          > tów;)

          hahaha :)
          Pepsic, z ust mi to wyjęłaś! To samo pomyślałam! I nie dość , że te baby mają abszyfikantów gotowych opiekować się nimi, to jeszcze duchy chcą je gwałcić, szczęściary! ;))

          Przypomina mi się tu jeden z programów Ewy Drzyzgi "Rozmowy w toku. Już to kiedyś opowiadałam na forum. Gośćmi były kobiety molestowane przez duchy oraz pani samozwańcza "egorcystka", która, jak twierdziły miała im pomóc i od duchów uwolnić.
          A potem Ekspress Reporterów o "egzorcystce " zrobili materiał. Naciągłała ludzi chorych. Wmawiała im , że chorobę duchu spowodowały i że ona może ich wyleczyć z tych chorób, przeganiając owe duchy , za odpowiednią kwotą oczywiście.
          I co się jeszcze okazało, że owe panie, które wystąpiły u Drzyzgim, nawiedzane przez duchy, były jej wspólniczkami...

          Ale powiem Wam, że z opowieści o starych domach, w których słychać czyjeś kroki na schodach, czy inne odgłosy już nie jestem skłonna się śmiać, choć ani ja nikt z bliskich krewnych czy znajomych nie doświadczył u siebie takich zjawisk.

          Podobno w domu Maryli Rodowicz w stuletniej willi, którą kupili i odremontowali nocami słychać jakieś kroki i jęki...




        • grek.grek Re: "Byt" ze spojl. 05.12.11, 13:42
          ponoć film adaptował prawdziwą historię ;] pytanie : jesli nawet, to czy na ile ta "true story" była true.

          haha, jak to mawiają : nie dośc, ze ma kochanka, to jeszcze ją zgwalcili.
    • pepsic Dziś C.R.A.Z.Y i Zift / w tygodniu - teatr x 2 04.12.11, 17:24
      Polecam w tvp kultura całkiem przyzwoite dramaty: kanadyjski "C.R.A.Z.Y." 21.:00 i bułgarski "Zift" 00:40.

      Publiczna ostatnio coś podejrzanie dopieszcza. Jutro na jedynce "Księżyc i Magnolie" 0 20:30 z obiecującą bardzo, bardzo męską obsadą, o kulisach powstawania scenariusza do "Przeminęło z wiatrem", natomiast we wtorek na kulturze o 21:00 "Sprzedawcy gumek". Zapowiada się nader ciekawie z racji tematu dot. nadmiernej ostrożności przed uczuciem (być może niepotrzebnych kalkulacjach).
      • barbasia1 Re: Dziś C.R.A.Z.Y i Zift / w tygodniu - teatr x 04.12.11, 23:44
        Na "Księżyc i Magnolie" szykuję się jutro.

        > "Sprzedawcy gumek". Zapowiada się nader ciekawie z racji tematu dot. nadm
        > iernej ostrożności przed uczuciem (być może niepotrzebnych kalkulacjach).

        Brzmi bardzo interesująco! Aż sprawdziałm czy ten film jest na ekino / niestety nie/.
        Pepsic napiszesz słówko, oczywiscie, jeśli obejrzysz?!

        /Jeszcze nie mam dekodera/
        • pepsic Re: Dziś C.R.A.Z.Y i Zift / w tygodniu - teatr x 05.12.11, 19:13
          Muszę doprecyzować, "Sprzedawcy gumek" [jutro na Kulturze] to teatr, nie film.
          :)
          • barbasia1 Re: Dziś C.R.A.Z.Y i Zift / w tygodniu - teatr x 05.12.11, 20:18
            A tak, tak, rzeczywiscie, jest nawet mała recenzja w dodatku Telewizyjnym /GW, właśnie ją czytam!

            :)
      • grek.grek Re: Dziś C.R.A.Z.Y i Zift / w tygodniu - teatr x 05.12.11, 13:43
        niestety, się nie załapałem na Kulturę wczoraj... Tobie udało sie obejrzeć, Pepsic ? jakie wrażenia ?
        • pepsic Re: Dziś C.R.A.Z.Y i Zift / w tygodniu - teatr x 05.12.11, 19:31
          O wrażeniach z "C.r.a.z.y." napisałam tu:
          forum.gazeta.pl/forum/w,14,112321184,114302704,_C_R_A_Z_Y_z_wczoraj_Ale_kino_.html
          Wczoraj je utrwaliłam nadal pozostając pod dużym wrażeniem.

          "Zift" - mroczny, dziwny i trochę psychodeliczny. Nie pamiętam akcji za bardzo, o mężczyźnie niesłusznie skazanym za zabójstwo żony i jej kochanka (??), który wychodzi po latach na mocy amnestii, tuż po wojnie. Okazuje się że jest zaplatany w milicyjno - mafijne porachunki, chodzi o zabójstwo i kradzież brylantu (?) sprzed lat. Z tym jest tym dobrym bohaterem. Wciągający, pomimo mało zachęcającego, wręcz odpychającego wprowadzenia.
          • barbasia1 Re: Dziś C.R.A.Z.Y i Zift / w tygodniu - teatr x 05.12.11, 20:22
            Liczę, że sie załapiemy na "C.r.a.z.y." już przy następnej powtórce. Zachęca do tego Twój komentarz.
            :)
          • grek.grek Re: Dziś C.R.A.Z.Y i Zift / w tygodniu - teatr x 06.12.11, 13:24
            ale ze mnie leń... zzamiast sięgnąc do archiwum... no nic.. dzięki za przypomnienie, brzmi nieźle :]

            "Zift" był na Kulturze, więc liczę na powtórkę, dobry kryminał nigdy nie jest zły.
    • barbasia1 Dla Was :) 04.12.11, 23:33
      DLA WAS ODE MNIE! (JESZCZE W BARBÓRKĘ)
      liryczna muzyka James Hornera z filmu "Wichry Namiętności" :

      www.youtube.com/watch?v=fxVaQUn7L4Y
      ("Wichry ..." były dziś w Jedynce, właśnie się skończyły ... )


    • kamillox87 Re: Ojej, co tu wybrac 2011 - 6 (vol.17) 05.12.11, 08:44
      Dla mnie najbardziej do gustu przypadły programy nsport i tvn turbo(m.in . Nie ma lipy i Gliny).
      najmniej polecam najnowsza edycję i każdą nastepna Tańca z Gwiazdami

      ---

      sklep calivita
      www.dobrakuchnia.com
      www.edupromo.pl
      austria narty
    • grek.grek "Motyl i skafander", z wczoraj via CT2 05.12.11, 10:48
      tytuł na tyle znany, ze dla obejrzenia go poświęciłem otwarcie V sezonu Dextera, tak się jakoś nałożyły godziny emisji w Ct 2 i Prima-C. no nic, pierwsze odcinki kolejnych serii chyba nie są
      zwykle porywające ? ;]

      historia jest oparta na faktach.

      Gość, Jean-Dominique, dostaje udaru. jedzie z synem na przejażdżkę samochodową i nagle... sztywnieje, czerwienieje, oczy w słup... i gotowy. Przytomnie udaje mu się zjechać na pobocze i nie spowodować wypadku [ta scena jest w końcówce filmu].

      okazuje się, że jest całkowicie sparaliżowany. no,prawie całkowicie, a prawie robi kolosalną róznicę, jak wiecie - prawie, znaczy w tym przypadku tyle, co : ma sprawne lewe oko. może nim mrugać. nic poza tym, totalny bezwład.

      i tym oto jednym, wytrzeszczonym okiem facet zaczyna się porozumiewać ze światem. najpierw w najprostszej formie : jedno mrugnięcie - tak, dwa mrugnięcia - nie. Później, dzieki swojej rehabilitantce - zaczyna "mówić okiem", a polega to na tym, ze ona dyktuje mu bardzom wolno alfabet [ale nie taki "A, B, C..., tylko ze specjalnym układem liter], a on mrugnięciem robi "stop" przy literze, którą wybiera - i tak litera po literze powstają słowa, potem zdania, a potem nawet cała ksiązka, jaką udaje się w ten sposób
      jemu, z wydatną pomocą redaktorki, "napisać".

      to by były ogólne ramy. a w szczególach...

      scena, kiedy facet się budzi ze śpiączki, w której przebywał jakiś czas po udarze... dźwiga powieki, otwiera mu się to oko, wolno, z problemami, bo razi go światło... widzi personel medyczny, widzi jakieś szpitalne otoczenie... MÓWI... mówi do lekarza, ale lekarz go nie słyszy... po chwili już wie, ze mówi we własnej głowie, tam - na zewnątrz - nic nie dociera. za to wszystko słyszy. dowiaduje się jaka jest jego sytuacja. a potem przychodzi moment, kiedy mu... zaszywają powiekę prawego oka, okazuje się być niewładne. przerażający moment, kiedy - widzimy to od środka - jego okno na świat zostaje zamknięte za pomocą igły i nici. Ale na szczęście drugie oko okazuje się zdrowe.

      połowa zdjęć kręcona jest właśnie z perspektywy tego jednego oka, faceta który tym jednym okiem musi wszystko ogarnąć. przez pewien czas jest to jedyna perspektywa w tym filmie. dopiero później stopniowo dołączane są pełne zdjęcia, aktualne i liczne retrospekcje.

      Filmowanie "z jednego oka", to pewnie było duże wyzwanie dla autora zdjęć, który musi wziąć pod uwagę np. to, ze patrzenie jednym tylko okiem zawęża pole widzenia w bardzo specyficzny sposób, zwłaszcza kiedy tym okiem próbuje się zezować w bok. praca wykonana wzorowo, a zrobił te zdjęcia Janusz Kamiński, Polska ;]

      jak wygląda świat człowieka zamkniętego w "skafandrze" własnego ciała ? J-D powiada w swym wewnętrznym monologu : "pamięć i wyobraźnia, to wszystko co mam, ale to tak wiele... dzięki nim mogę być wszędzie" - i rzeczywiście, podróżuje : jest na Martynice, jeździ na nartach w górach, widzi swoje zdjęcia z różnych okresów czasu, wyświetlają mu się wizje urodziwej przyrody, piękne kobiety które spotykał, jazda autem przez słoneczny, wiosenny Paryż...; ale i teraz nie próżnuje - zagląda w dekolt swoim rehabilitantkom, podziwia ich usta, urodę, na wózku jest wyprowadzany na świeże powietrze, a że szpital jest blisko plaży, to widoki ma urokliwe, chociaż to nie lato jeszcze/już... Dopadają go refleksje o świecie, o jego pięknie...ciągle wraca TAMTO życie. życie, w którym był szefem redakcji "Elle", modnym facetem z branży, wśród modelekj, aktorów, socjety, babiarzem, bywalcem dobrych lokali [scena z ucztą podniebienia, której oddaje się z kochanką] gościem który da się lubić. Teraz jest jednookiem kaleką, z wykrzywionymi groteskowo ustami.

      znajomi go odwiedzają, czytają mu Balzaka, czytają Hrabiego Monte Christo", odwiedza go także żona z trójką dzieci. przed wypadkiem byli w separacji, ale nie darli kotów, on odwiedzał dzieci, z którymi ona mieszkała pod Paryżem. on miał kochankę, młodą i urodziwą, wspomina wypad z nią do Lourdes, gdzie nie mógl się oddać seksualnym uciechom w pokoju hotelowym z powodu wszędobylskich figurek Matki Boskiej, generalnie - ten związek wymykał im się z rąk...

      tak, Jean ma pewne wyrzuty sumienia, że być może popełniał błędy, że zaniedbywał rodzinę, chociaż - z drugiej strony, robił co mógł, aby problemy małżeńskie nie odbiły się na ich rozwoju. I chyba mu sie udawało, dzieci go uwielbiały, i po wypadku też są z nim, nie traktują ojca jak warzywa. Ale "mogłem zrobić więcej", to jest zmora, w momencie, gdy więcej jest zrobić bardzo trudno, kiedy już czas na "więcej" trochę się rozszedł między palcami.

      Któregoś dnia ta kochanka dzwoni do niego, beczy przez telefon, tłumaczy sie,ze to dla niej szok i nie wie, czy chciałby go oglądać w takim stanie, czy może raczej wolałaby zapamiętać go zdrowym i sprawnym. ale wreszcie pyta "chciałbyś żebym przyszła ?"... pasem transmisyjnym w tej rozmowie jest żona Jeana-Domininique'a. metodą recytacja-stop. Jean odpoiwiada kochance "cały czas czekam na ciebie". żona tłumacząc to - ledwie powstrzymuje sie od płaczu. trudno powiedzieć czego oczekiwała ? może tego ze w takim stanie facet wreszcie porzuci tamtą ? Wychodziła z nim na plażę, razem z dzieciakami ["mój syn otarł mi ślinę z ust, mamy nadal kontakt", cieszy się Jean w głowiznie własnej], czytała mu, opiekowała się nim... a on zamiast odprawić kochankę "cały czas na nią czeka"... zawód niewątpliwy.

      We wspomnieniach Jean odtwarza rozmowę z ojcem. 92-letnim staruszkiem, którego doświadczenia w pewien sposób powiela - ojciec jego też się rozstał z matką, dla kochanki. Ojciec, ironia losu, znajduje się w podobnym co Jean położeniu - nie moze opuszczać mieszkania, jest sam, ledwie się porusza... PO wypadku dzwoni do syna, bardzo wzruszony "jesteśmy w tej samej sytuacji, synu, obaj jesteśmy uwięzieni..."

      to, ze może wymrugać okiem to i owo, jakoś ze światem się porozumiewać nie oznacza, że mu łatwiej znosić choćby to, że jest zupełnie normalny wewnątrz - że myśli, że czuje, że nic sie nie zmieniło w tym zakresie. Jak np. wymrugać przypadkowego pielęgniarzowi, zeby mu nie przestawiał poza zakres widzenia telewizora, w którym akurat leci mecz piłkarski ? Jak powiedzieć koledze, ze za szybko dyktuje "alfabet", ale nigdy nie miał z nim do czynienia, więc czyta i nie patrzy na Jeana, co powoduje kłopoty Jeana w mrugającym stopowaniu na właściwej literze - musi liczyć na domyślnośc kolegi... z sukcesem zresztą. Jeana takie sytuacje nie wnerwiają, raczej go bawią.

      Jak znosić, że ludzie dookoła niego mówią o nim w trzeciej osobie, a on to słyszy. Z jednej strony, koniecznośc, trudno w innej formie poinstruować gościa, jak ma się zachowywać w stosunku do paralityka niemowy, ale z drugiej strony - paralityk rozumny ma poczucie utraty podmiotowości.

      Obserwuje szpitalne życie dookoła siebie - takich jak on paralityków, chorych na łóżkach, przesuwający się wolno personel... jakże daleki świat od budynku "Elle", gdzie sesje zdjęciowe modelek, gdzie kocioł pracy nad nowym numerem... Próbuje sobie wyobrażać, że był tu kiedyś szpital w czasach napoleońskich, kręciły się wytworne kobiety w strojach z epoki... A co ma sobie wyobrazić, kiedy jest kąpany przez pielęgniarzy w jakimś baseniku ? Chce i nie może się ruszyć, jest workiem bezwładnym, zdanym na łaskę innych, na ich delikatnośc albo obcesowość, zależną od tego, ktora nogą wstali z łózka tego dnia...
      Zabawna jest scena, kiedy dwóch monterów przychodzi do jego pokoju szpitalnego, celem zainstalowania aparatu telefonicznego. Wchodzą, patrzą na niego... Jean ma na głowie idotyczną futrzaną czapkę-uszatkę, którą mu podarował kolega... faceci patrzą na niego i jeden mówi do drugiego "ty... to facet czy baba ?" :]

      "Jesteś moim motylem" słyszy którego dnia od swojej asystentki... Facet miał szczęście. dzięki kobietom nie zapadł się pod ziemię.

      i mesedż : szanuj życie, póki je masz, pókiś zdrowy, ale jeśli coś pójdzie nie tak i wylądujesz na dnie - szukaj w tym wartości, innych środków wyrazu.




      • grek.grek "Motyl i skafander", z wczoraj via CT2 05.12.11, 10:58
        wiecie, co mi nie pasowało ? wg mnie , taka formuła filmu dawałaby szansę na przedstawienia naprawdę porywającego bohatera. Rzucającego złośliwymi, ironicznymi tekstami, dworującego sobie, świntuszącego, ale i popadającego w rozmaite doły i doliny. Jean-Dominique taki nie jest. Jest... przeciętny, tak naprawdę. Ograniczeniem, tak podejrzewam, mogła być właśnie ta ksiązka, którą napisał, namrugał, na której podstawie powstał scenariusz. Z szacunku dla zmarłego [Jean zmarł 10 dni po publikacji] reżyser postawił na zdjęcia, na łagodną refleksję o zyciu, na mesedż, które trzeba docenić i przybić piątala, ale zdecydował, takie mam wrażenie, co by nie poprawiać bohatera, w związku z czym nie ma ten film pikanterii, nie ma temperamentu, nie ma "ciągu na bramkę. Jest dobry, pan Matthieu Amalric, jest udany w swojej roli, w roli ojca pojawia się Max von Sydow, są piękne i zdolne aktorki, z Emanuelle Seigner jako jego żoną... ale to nie rekompensuje, wg mnie, poczucia niedosytu - mogła być taka mała bombka wodorowa, a wyszła taka trochę... salwa honorowa.

        Niemniej, zachęcam, opowieść nie odda bardzo interesujacych zdjęć, jakimi ten film się wyróżnia, a do tego sami zdecydujecie, czy czegoś w nim jednak nie zabrakło. Ach, i naprawdę znakomita jest ścieżka dźwiękowa, bardzo rózna muzyka, dobrze dobrana, czasami nieźle kontrapunktująca wydarzenia, a czasami się do nich przyklejająca. Dla niej też warto
        spróbować obejrzeć.
        • pepsic Re: "Motyl i skafander", z wczoraj via CT2 05.12.11, 19:09
          Moim zdaniem ta przeciętność (mam wątpliwości, czy to sprawiedliwy osąd w stosunku do bohatera) spowodowała, że film stał się bliższy życiu realnemu. Ponadto podobał mi sie brak ckliwo-sentymentalnego tonu. Scena z monterami rzeczywiście zabawna i w jakimś sensie taktowna, granicy nie przekroczyli. Natomiast pewne wątpliwości mną szargały z racji bezwarunkowej miłości i oddania do niewiernego małżonka.

          Grek, kiedy oglądałam Motyla zaczęłam od sceny zszywania oka, dlaczego mu to zrobili?
          Zdaje się, że bohater z "W stronę morza" bardziej ci się spodobał?
          • grek.grek Re: "Motyl i skafander", z wczoraj via CT2 06.12.11, 13:35
            coś w tym jest. mnie się jakos tak wyświetliło, co by można zrobić, gdyby chcieć po prostu
            pojechać po bandzie, wykorzystując do max możliwości jakie stwarza położenie bohatera w filmie. ale , fakt, tego nie wziąłem pod uwagę, że Jean jako everyman pozwala na identyfikację z nim i jego losem. good point :]

            własnie, mnie to żonowe oddanie też jakoś zgrzytało, ale podobno tak było w realu, boć to autobiografia adaptowana filmowo... ona mu tam chyba złośliwie wypomina na początku, "a gdzież to twoja kochanica, hę ? jeszcze się nie zjawiła ?", ale później krząta się przy nim, odwiedza... wiesz, w sumie nie wiadomo, dlaczego się rozeszli, kto zawinił... z akcji można by
            wywnioskować, ze jednak on, także ta rozmowa z ojcem naprowadza na ten trop [ojciec opuścił zonę z powodu kochanki swojej], ale... do końca nie wiadomo [wiem, słabo próbuję go bronić ;)]. są też dzieci, trójka, najstarszy gdzieś około 13 lat ma chyba... może to przez wzgląd na ich dobro, ona się tak stara ? zawsze lepiej, żebvy miały z ojcem jakiś kontakt, a już szczególnie dlatego, że przed wypadkiem tak właśnie to wygladało, z tych retrospekcji wynikało, ze dobrze się dogadywali, a on naprawdę dzieciaki kochał i je lubił, a i ją traktował z godnością i sympatią.

            z tym zszywaniem powieki chodziło o jakąś kontuzję tego oka, uniemożliwiającą jego używanie. zaszczycie powieki miało być zabiegiem profilaktycznym, dla higieny i dobrej formy całego aparatu. potem się okazało, że szczęśliwie drugie oko jest sprawne i zdrowe. ale sama kolejność zabiegów była ciekawa, prawda ?, bo zanim sie okazało, ze drugie jest zdrowe, to bohater musiał przeżyć utratę możliwości władania tym pierwszym, na moment oślepł całkowicie.

            hmm, chyba masz rację, tamten gośc jakoś mnie bardziej poruszył, ale i ten nie był tak znów najgorszy ;]
        • barbasia1 Re: "Motyl i skafander", z wczoraj via CT2 05.12.11, 20:29
          Wobec takiej tragedii, nasz problemy wydają się błachostkami ...


          Ale, że zrezygnowałeś z nowego "Dextera" to jestem w lekkim szoku,
          za to mamy w naszej kolekcji "Motyla i skafander" ...


          :)
          • grek.grek Re: "Motyl i skafander", z wczoraj via CT2 06.12.11, 13:52
            fakt. ale... wiesz, ktoś powiedział "mój ból jest większy niż każdy inny, bo... bo jest MÓJ" :"]
            ale z drugiej strony, Schopenhauer głosił, ze w cierpieniu innych najłatwiej znaleźć zdrową miarę własnego i złagodzić je.

            hehe, wiesz, ja sam nie mogłem uwierzyć. pomyślałem sobie, ze otwarcie nie będzie zbyt dynamiczne, że Dexter będzie się zmagał z wyrzutami sumienia, bo przecież jakby zabił Trinity'ego od razu zamiast z nim pogrywać, to żona jego by przeżyła, że po kolei będą się o tym co sie stało dowiadywali, jego siostra, dzieci zmarłej żony i samego Dextera, rodzina - generalnie, te 45 minut będzie tym w dużym stopniu wypełnione; policja będzie zbierać ślady... w sumie, poszukam jakiegoś streszczenia, a jesli nie znajdę, to mam nadzieję, iż przy rozpoczęciu 2 odcinka będzie klasyczne "w poprzednim odcinku..." gdzie trochę zostanie wyświetlone, to co przegapiłem :] będę sie starał trochę pisać o tej 5 serii, mam nadzieję, ze będzie o czym ;]
            • barbasia1 Re: "Motyl i skafander", z wczoraj via CT2 06.12.11, 15:37
              grek.grek napisał:

              > fakt. ale... wiesz, ktoś powiedział "mój ból jest większy niż każdy inny, bo...
              > bo jest MÓJ" :"]

              To prawda.

              Szukałam przed momentem opisu 1. odcinka 5. serii Dextera, ale, widzę, nie jest łatwo znaleźć ...
              To liczę na sprawozdania z Dextera, od czasu do czasu.
              :)
              • grek.grek Re: "Motyl i skafander", z wczoraj via CT2 07.12.11, 11:17
                orajt, będę korespondował z frontu :] a z tym 1 odcinkiem, to problem niewielki w sumie; na pewno # 2 zacznie się od przypomnienia najważniejszych rzeczy z 1-szego.
                • barbasia1 Re: "Motyl i skafander"/ Dexter 1/5 s. 07.12.11, 14:24
                  >na pewno # 2 zacznie się od przypomnienia najważniejszych rzeczy z 1-
                  > szego.
                  Tak, tak, na pewno tak będzie! Swoja drogą to bardzo dobry pomysł z tymi streszczeniami.
                  Ale może jedna Ci się przyda, krótkie streszczonko:

                  "Po szokujących wydarzeniach finałowego odcinka poprzedniego sezonu, Dexter wciąż czuje się odpowiedzialny za śmierć Rity, a może nawet nieco winny...Dexter nie mogąc poradzić sobie z traumą po śmierci Rity, podejmuje drastyczną decyzję, która wpływa na wszystkich dookoła. Quinn jest zaniepokojony, ponieważ dostrzega iż, morderstwo Rity - przypisywane Trinity nie pasuje do jego profilu mordercy. Sprawa nabiera tempa gdy Quinn sugeruje LaGuercie przesłuchanie męża Rity – Dextera. W międzyczasie, Quinn proponuje Debrze wsparcie. Od tego momentu Debra patrzy na Quinna nieco łaskawiej"

                  / nie zaglądaj, bo na tej są krótkie streszczonka kolejnych odcinków/
                  www.13thstreet.pl/dexter-sezon-5
                  • barbasia1 Re: "Motyl i skafander"/ Dexter 1/5 s. 07.12.11, 14:25
                    > Tak, tak, na pewno tak będzie! Swoja drogą to bardzo dobry pomysł z tymi stresz
                    > czeniami.

                    z tymi przypomnieniami, co się działo w poprzednich odcinkach!
                  • grek.grek Re: "Motyl i skafander"/ Dexter 1/5 s. 07.12.11, 15:01
                    wielkie dzięki, Barbasiu :]

                    Quinn, to jest nowy kolega Dextera w policji. Jest podejrzany trochę [Dexter raz go przyłapał na kradzieży pieniędzy z miejsca przestępstwa, w którym policja zbierała ślady, a Quinn dostrzegł, ze Dexter go widzi, i później próbował sie przez cały sezon zbliżać do Dexa, ale ten go trzymał na dystans, bo Quinn cokolwiek niegłupi jest i przebywając zbyt blisko mógłby, a choćby i przypadkiem, domyślić się, czym Dexter zajmuje się "po godzinach" - i taka postawa Dextera paradoksalnie powoduje, ze Quinn obserwuje Dextera z jeszcze większą nieufnością, maskowaną manifestacyjnym czasami kolezeństwem - może w 5 sezonie to Quinn będzie głównym rywalem Dextera ?], więc nie dziwi mnie, ze próbuje grać przeciw Dexterowi.

                    LaGuerta to szefowa wydziału policji,w którym pracuje Dextera, nie pisałem nic o niej, bo w sumie występuje w tle, a jej główną rolą w IV sezonie był romans z kolegą z pracy, sierżantem Batistą, co powodowało szereg komplikacji z życiu zawodowym obojga, jako że związek uczuciowy między szefem, a podwładnym jest niezgodny z przepisami, bo może rzutować na prawidłowe wypełnianie przez nich obowiązków.

                    • barbasia1 Re: "Motyl i skafander"/ Dexter 1/5 s. 07.12.11, 15:35
                      Maj pleże! :)

                      Dzięki za te wyjaśnienia. Przyjemnego oglądania zatem.
    • grek.grek all-action poniedziałek 05.12.11, 15:44
      jest z czego wybierać...

      jak już zapowiadałałyście - teatr, zdaje się obiecujący. Po teatrze dokument o seksualnej wolontariuszce. potem "Żurek", film polski...

      Polsat - najpierw superprodukcja Scotta, w realiach średniowiecznych wojen krzyżowych, "Królestwo niebieskie"...

      w TVP 2 świetny "Traffic" 22:50, jest to, nie pierwsza już, powtórka, kto nie widział - polecam ponownie, i Mania też pewnie poleci... ponownie :]

      a ja wybywam na "Schronienie" Ozona, które dzisiaj dają w Ct 2 [22:10], ten Klub Filmowy w czeskiej publicznej się zaczyna niebezpiecznie rozkręcać, dotąd był tylko we wtorkowe wieczory, teraz dorzucają kolejne projekcje w poniedziałki, a jak się okazuje - także i w niedzielne wieczory. cza dekoder mieć, nie ma co, niedługo z subtelnego wcinania się przejde w fazę bezwzględnej okupacji ;]

      tak czy inaczej, udanych projekcji Wam życzę.

      W kinach ciekawa rzecz "Wyścig z czasem [In Time]". czytam zajawki i bardzo zajmująca wizja przyszłości jest tam zarysowana - walutą wymienną jest... czas. wszyscy ludzie zatrzymują się wizualnie i kondycyjnie na 25 roku życia, od tej chwili zapas czasu wynosi rok, z tym ża za każde byle co muszą płacić z tej rezerwy - np. za przejazd autobusem 2 godziny czasu, za wypicie kawt 4 minuty [z materiałów dostępnych w sieci korzystam ;)], a potem mogą ew. sobie życie przedłużyć - czas mogą kupić albo ukraść, ew. dostac w spadku albo w podarunku. Taka sytuacja powoduje drastyczne podziały społeczne, na wypasionych ważniaków, którzy mają czasu na tysiące lat i pariasów, którzy umierają w trymiga i znikąd ratunku. bardzo interesująca wizja. Jest to, zdaje się, film akcji, więc musi się zawiązać jakaś intryga, będzie strzelanina, pościgi i ktoś kogoś w tyłek kopnie, może nie będzie miejsca na rozwijanie tego
      konceptu, ale sam w sobie pomysł brzmi nieźle.

      • barbasia1 Re: all-action poniedziałek 05.12.11, 16:58
        >dokument o seksualnej wolontariuszce
        Zaintrygowało mnie wyrażenie "seksualna wolontariuszka"!? Pogrzebałam w necie i znalazłam taki opis:

        "Bohaterka filmu, Australijka, sprzedaje swoje ciało. Nie mówi jednak o sobie prostytutka, ale sex worker. Od lat spotyka się z kilkoma tymi samymi mężczyznami, których łączy oprócz spotkań z Rachel łączy jeszcze jedno: wszyscy są niepełnosprawni. Bohaterka filmu spotyka się tylko z takimi klientami. Jednocześnie działa w ruchu związkowym sex workers i robi doktorat. Traktuje swe zajęcie jako sposób zarabiania, ale także jako społeczną misję".

        Może rzucę okiem na ten dokument po Teatrze Telewizji?

        W takim razie mam nadzieję, że możemy liczyć na kilka słów na temat filmu "Schronienie"!? / przyjemnej projekcji!/

        >cza dekoder mieć, nie ma co,
        > niedługo z subtelnego wcinania się przejde w fazę bezwzględnej okupacji ;]
        Cza, cza! :)

        No proszę Czesi mogą pokazywać w publicznej ambitniejsze filmy, nawet dwa razy w tygodniu, a u nas się nie kalkuluje? Jak to możliwe?
        :)
        • grek.grek Re: all-action poniedziałek 06.12.11, 13:47
          udało Ci sie te dokument obejrzeć ?

          ciekaw też jestem Twoim, Waszych, opinii o teatrze wczorajszym; z opisu wyłaniała się
          rzecz interesująca... jak było w rzeczywistości ?

          "Schronienie" oczywiście jest, wedle życzenia :] bardzo dobry film, atmosferyczny i z zaskakującą puentą, z której powodu warto obejrzeć go drugi raz, znając już postępowanie bohaterki i jej ostateczne decyzje.

          hehe, cza cza cza, juuuhu ;]

          ano widzisz... oni mogą, nie marnują pieniędzy na seriale, wojsofpolant i nie nadają licznych i zbędnych programów informacyjnych w 1 i 2, bo mają od tego CT24. U nas jest TVP Info, a w 1 i 2 i w sumie dobre 3 godziny kradną te wszystkie dzienniki, pogody, polityczne nasiadówki, w których i tak wiadomo, który co powie, i że nie powie nic konkretnego i wartościowego, oczywiście wszystko przetykane pękatymi bloczkami reklamowymi, zwiastunami. strata czasu, ale na wojsofpolanty, gaże "gwiazd', prezesów, nowe monumentalne siedziby i głupawe seriale trzeba zarobić :] typowe zagrania polskiego biedaka - płacze, ze nic nie ma, nie dojada, ale bryka na parkingu stoi ;] zastaw się, a postaw się.

          ponoć te cwaniaki wpadły na ideę, zeby abomanent na media publiczne pobierać także od posiadania komputera... ręce opadają. a wycofać wojsko z Afganistanu, to nie łaska ? a KRUS zreformować ? a senat zlikwidować ? a agencji państwowych setki trochę przerzedzić ? a kler trochę zmusić do zaciśnięcia paska ? byłoby z 5-6 miliardów rocznie, z których można by
          media utrzymywać bez daniny publicznej i nawet bez reklam. tylko - kto się zamachnie na kolesiów własnych ? nie ma odważnych...

          • maniaczytania Re: all-action poniedziałek 06.12.11, 19:08
            tak, tak, polecilabym "Traffic" zawsze i wszedzie, byle nie za pozno, bo dlugi straszliwie ;)

            a z tego, co wiem, to teatru zapowiadanego nie bylo, przypomniano jakis starszy z Hanuszkiewiczem. Jak dla mnie dobrze, bo bylam wczoraj (kolejny juz raz w tym sezonie) na lyzwach :)
            • barbasia1 Re: all-action poniedziałek 06.12.11, 19:19
              maniaczytania napisała:

              >Jak dla mnie dobrze, bo bylam wczoraj (kolejny juz raz w ty
              > m sezonie) na lyzwach :)
              O! Ale fajnie, Maniu! Pochwalę się, że też umiałam jeździć na łyżwach! Ha!

              Tak, tak, wczoraj był Apollo z Bellac (1961), archiwalny spektakl w reżyserii Hanuszkewicza, na jego pożegnanie ...

              www.filmpolski.pl/fp/index.php/551739
            • grek.grek Re: all-action poniedziałek 07.12.11, 11:30
              hehe, ale za to, taki hmmm... szybki, w znaczeniu - na tyle ciekawy, ze czas goni prędko. No... może za 1-2 razem ;]

              łyżwy ? coś w tym stylu ? :]
              i.dailymail.co.uk/i/pix/2010/01/30/article-1247228-08132678000005DC-399_468x331.jpg(468x331)
              • barbasia1 Re: all-action poniedziałek 07.12.11, 14:18
                > łyżwy ? coś w tym stylu ? :]
                > rel="nofollow">i.dailymail.co.uk/i/pix/2010/01/30/article-1247228-08132678000005DC-399_468x331.jpg(468x331)

                Greku, to się nie otwiera.
                :)
                • grek.grek Re: all-action poniedziałek 07.12.11, 15:03
                  wiem, niestety strona jest nieczynna. wrzuciłem inną ilustrację łyżwiarskich... wybryków :]
                  • barbasia1 Re: all-action poniedziałek 07.12.11, 15:21
                    He,he :)
                    Tak czułam, że i tu o wybryki chodzi.
            • grek.grek Re: all-action poniedziałek 07.12.11, 11:32
              tamto to betka, o to mi chodziło raczej ;] :

              www.funnypictures.net.au/images/skating-and-crashing-on-ice1.jpg
              • barbasia1 Re: all-action poniedziałek 07.12.11, 14:16
                hahahahaha :))))

                Aha, jeśli chodzi o mnie to nie zdażyło mi się zaliczyć tak spektakularnego upadku.
                :)
                • barbasia1 Re: all-action poniedziałek 07.12.11, 15:29
                  ... nie zdaRZyło ...

                  Na pierwszym w pierwszym semestrze pierwszego roku studiów w ramach zajęć z WF-u chodziłyśmy z koleżankami na łyżwy.
                  Na szczęście nie musiałyśmy się uczyć robienia piruetów, czy podójnych axli, albo potrójnych rittbergerów, tylko sobie jedziłyśmy w kółeczko palpając przy tym radośnie.
                  Chętnych na łyżwiarski WF chłopaków nie było!?? ;))

                  • grek.grek Re: all-action poniedziałek 08.12.11, 13:19
                    hehe, sport to zdrowie,w takiej formie :]

                    a'propos tego obrazka powyżej... myslisz, ze to mogłoby być zdjęcie ilustrujące
                    łyżwiarskie szaleństwa Manii ? ;]]
                    • barbasia1 Re: all-action poniedziałek 08.12.11, 14:44
                      grek.grek napisał:

                      > hehe, sport to zdrowie,w takiej formie :]
                      Fajnie było, heh.
                      A dziś już tego lodowiska nie ma, w tym miejscu jest aula ...

                      > a'propos tego obrazka powyżej... myslisz, ze to mogłoby być zdjęcie ilustrujące
                      > łyżwiarskie szaleństwa Manii ? ;]]

                      chichi :}}

                      Nieno, myślę, że Maniusia to wywija zgrabne pirueciki na środku lodowiska i żadnej jazdy po bandzie nie uprawia! :))

                      • grek.grek Re: all-action poniedziałek 09.12.11, 13:52
                        dobre wspomnienia zostają :]

                        hehe, wiesz, zawsze mogło się jej coś sensacyjnego wydarzyć, poza tym... twarzy na tym zdjęciu nie widać... ;]]
                        • barbasia1 Re: all-action poniedziałek 09.12.11, 14:48
                          grek.grek napisał:

                          > hehe, wiesz, zawsze mogło się jej coś sensacyjnego wydarzyć, poza tym... twarzy
                          > na tym zdjęciu nie widać... ;]]

                          chichichichichi :))))

                          No nie wiem ... :)))))))))
                          • maniaczytania Re: all-action poniedziałek 09.12.11, 21:21
                            Oj Wy! ;)))

                            Barbasiu - dziekuje pieknie za obrone mojego honoru ;)))

                            Na lyzwach w dziecinstwie prawie nie jezdzilam, bylam moze kilka razy,
                            ale od trzech sezonow chodzimy razem z dzieckiem (pierwszy raz jak byl mial 4,5 roku),
                            no i z kazdym rokiem jest coraz lepiej :) A jaka to frajda wielka!

                            P.S. pirueta robie jeden rodzaj, i tylko w jedna strone ;)
                            • grek.grek Re: all-action poniedziałek 10.12.11, 15:21
                              :]

                              ja miałem takie podwójne, ale obciachowe były, i miałem takie dziecięce narty, hehe. na łyżwach nie mogłem ustać, nawet wtedy kiedy się trzymałem rękoma słupa, ściany czy czegokolwiek innego, a łyżwy od razu złamałem z żażartości albo z entuzjazmu, do dzisiaj nie umiem rozstrzygnąć ;]

                              dobrej zabawy, Maniu i... uważaj na te bandy wokół lodowiska ;]
                              • maniaczytania Re: all-action poniedziałek 10.12.11, 15:53
                                ja w ubieglym sezonie jezdzilam najpierw na swoich figurowkach, ale raz "zaliczylam glebe", bo pekla mi ploza na pol.
                                Potem kupilam hokejowki i ... na nich to sie dopiero jezdzi! super :)
                                • barbasia1 Re: all-action poniedziałek 10.12.11, 16:22
                                  To miałaś, Maniu, bardzo niebezpieczny wypadek.
                                  Super! Hokejówki są o tyle fajne, że nie mają z przodu ząbków, o które czasem podczas jazdy można zahaczyć w ferowrze walki na lodzie. :)
                                  • grek.grek Re: all-action poniedziałek 11.12.11, 12:35
                                    zdjęcie do tego wydarzenia ogladaliśmy powyżej... ;]]
                                    • barbasia1 Re: all-action poniedziałek 12.12.11, 15:35
                                      grek.grek napisał:

                                      > zdjęcie do tego wydarzenia ogladaliśmy powyżej... ;]]

                                      Teraz to Ci Maniusia przylutuje! ;))
                                      • grek.grek Re: all-action poniedziałek 12.12.11, 15:57
                                        coś tak czułem, ze to raczej banda lodowiska wyszła z tej kolizji bardziej kontuzjowana ;]]
                              • barbasia1 Re: all-action poniedziałek 10.12.11, 16:17
                                Też, pamiętam, miałam dzieciece narty i jeszcze takie bardzo krótkie nartki.

                                >a łyżwy od razu złamałem z żażartości albo z
                                > entuzjazmu, do dzisiaj nie umiem rozstrzygnąć ;]

                                Jak można złamać łżywy!??? 8-O
                            • barbasia1 Re: all-action poniedziałek 10.12.11, 16:13
                              Maj pleże, Maniu! Polecam się na przyszłość! :)))

                              Ale pięknie, że z dziecięciem chodzicie na łyżwy.

                              Wielu wspaniałych wypraw na lodowisko życzę Wam zatem!

                              > P.S. pirueta robie jeden rodzaj, i tylko w jedna strone ;)
                              He,he
                              Toś lepsza ode mnie!
          • barbasia1 Re: all-action poniedziałek 06.12.11, 19:25
            Zamiast zapowadanej premiery był archiwalny spektakl "Apollo z Bellac" w reżyserii Hanuszkiewicza z jego udziałem oraz z Kaliną Jędrusik i ze słynnym Jackiem Woszczerowiczem ...
            www.filmpolski.pl/fp/index.php/551739
            Postaram się jutro napisać dwa slowa o tym spektalku i dokumencie!
            Dokument był świetny!

            Heh!
            Święte słowa!
            :)
            • grek.grek Re: all-action poniedziałek 07.12.11, 11:33
              dobry pomysł, Barbasiu :]

    • grek.grek "Schronienie", ze spojlerem ofk, 06.12.11, 11:39
      no to może o "Schronieniu", zapowiadanym i wydębionym, hehe, słów parę na okoliczność.

      znów jest tu ciekawa i nieoczekiwana puenta, tak jak w równie Ozonowym "Basenie", więc
      polecę z tekstem do pewnego momentu, a puentę ową wpiszę osobno, i jeśli zechcecie to
      ją doczytacie, a jesli nie - i zdecydujecie się poczekać na obejrzenie samodzielne - to... to nie :]

      jest sobie para młodych, zadowolonych z siebie ludzi - on ma na imię Louise, ona Mousse. I któregoś dnia przeginają z zabawą - przedawkowują heroinę. Nie są ćpunami jakimiś, nie w tym rzecz, po prostu przesadzili raz jeden. Później się okazuje, ze do tej heroiny diler dorzucił valium, być może stąd tak gwałtowna reakcja organizmu nastąpiła. On umiera, ona ląduje w szpitalu i ledwie ją odratowują. Dowiaduje się, przy okazji, że jest w ciąży.

      Po pogrzebie Louise'a matka chłopaka informuje Mousse, ze najlepiej by było, jakby tę ciążę usunęła, bo rodzina Louise'a specjalnie nie zamierza się angażować w płacenie na dzieciaka, jesli się urodzi, a do tego - po prostu nie chcą go.

      Mousse przyjmuje to do wiadomości i... wyjeżdza z Paryża na prowincję. Instaluje się w urokliwej starej willi z ogrodem w nie mniej wdzięcznym nadmorskim miasteczku, z całą paletą atrakcji - plażą, przyrodą, knajpkami pod drzewami, i w ogóle wszystkim, co sprzyja noszeniu ciąży i resetowaniu się po trudnych doświadczeniach. Właścicielem willi, który w niej się nigdy nie zjawia, jest jakiś starszy pan, dawny znajomy jej ojca, więc warunki umowy są łagodne, Mousse mieszka tam, jak u siebie.

      mieszka sama, do momentu kiedy odwiedza ją Paul, brat zmarłego Louise'a. Bardzo kulturalny, miły chłopina. Akurat jest w drodze do Hiszpanii, postanowił po drodze wpaść.

      Nie, nie będzie nowego romansu :] Paul jest gejem. A Mousse, mimo że o tym wiedziała od dawna, wcale to nie ułatwia sprawy. tak to wygląda w tym momencie, bo nie wiemy jakie są jej prawdziwe intencje.

      w każdym razie - Paul, po pierwsze, bardzo jej przypomina Louise'a. A kiedy zaczyna nocą grać na fortepianie pewien nostalgiczny kawałek, ICH kawałek, to Mousse zupełnie odlatuje.

      Jedzą razem, chodzą razem na plażę [gdzie paradującą w bikini, z odsłoniętym brzuchem ciązowym, Mousse napastuje jakaś namolna babka, która koniecznie chce ja pouczyć, ze swoje dziecko, jak sie już pojawi - powinna kochać bezwarunkowo; kiedy kobieta chce się do jej brzucha dobrać łapami Mousse niemal fizycznie musi ją odganiać i każe jej spadać], kąpią się, wylegują na słońcu, ona go stale obserwuje, stale mu się przygląda, wodzi oczami po jego skórze, śledzi jego ruchy, jakby przy nim odżywała, zaczyna z tej willi wychodzić częsciej, ożywia się. Ogląda zdjęcia Paula i LOuise'a z ich dzieciństwa, dopada ją tęsknota czy wspomnienia ? w każdym razie - na coś takiego wygląda.

      Z rozmów wynika, ze Paul nigdy nie był specjalnie z bratem zżyty, może dlatego, że - jak mu wyjawiła matka, kiedy miał 9 lat - jest dzieckiem adoptowanym. Matka Louise'a chciała mieć dwoje dzieci, a że po pierwszej ciąży druga ewentualna groziłaby jej zdrowotnymi komplikcjami - postanowiła przygarnąć obce dziecko. Paul nigdy nie poznał, i nigdy nie chciał poznać, swoich biologicznych rodziców, nie uznał tego za potrzebne w jakikolwiek sposób. Louise od malca wyczuwał, ze nie łączą ich więzy krwi, w jakiś sposób tworzył linię podziału, granicę między nimi i zawsze traktował Paula z pewnym dystansem.

      Pewnego dnia do willi wpada chłopak rozwożący -nie pamiętam co, ale to nieważne. Serge mu na imię. Przelotem widzi się z Paulem i to wystarczy. Serge tez jest gejem, i panowie zaczynają się randkować. Mousse czasami się do nich przyłącza, np. podczas wypadku do dyskoteki, gdzie jednak zostawiają ją samą i idą się całować w ustronne miejsce, a ona buja się jak śnięty mikołaj do transowej muzyczki, przyłacza się do niej jakiś nieznajomy chłopak, ale kiedy tylko próbuje dotknąć jej brzucha natychmiast zostaje odepchnięty. Instynkt ? :]

      Mousse zażywa metandon, chyba tak się ten lek nazywa, Paul ją o to pyta, czy to dobre dla ciązy - ona mu odpowiada... no własnie, i mi się pokićkało. czy to jest faktycznie dla cięzarnych kobiet wskazana rzecz ?

      jakiegoś tam drinka dziewczyna wypija... jesli "metandon" nie jest dla ciązy problemem, to można by rzec, ze z Mousse jet ciężarna wzorowa.

      Mousse częsciej przebywa sama i przy okazji poznaje faceta, który jak sam powiada "szuka szczęścia". Jadą do jego mieszkania, z widokiem na morze. On sie szykuje na jakiś seks, ona chyba też, ale ostatecznie nic z tego nie wychodzi - Mousse chce tylko, albo aż ?, żeby on ją objął. Siada więc on za nią, obejmuje ją, ona się rozpływa w tych objęciach, a on zastanawia się "zaraz, czy mnie to kręci ?" ;] brak jej nie seksu, ale czułości męskiej, może po częsci myśli ona dzieckiem, że jemu to potrzebne ? a może ciąża tak na nią wpływa ? może to ciągle tęsknota za Louisem ? ale czy Louis byłby dobrym ojcem ? Mousse zadaje sobie nawet pytanie : a może on umarł, zeby nie zostać ojcem ?

      Którejś nocy Paul wraca na lekkim rauszu. Mousse pomaga mu się położyć do spania, od słowa do słowa - i seks im się przydarza. Moze więc z Paula nie taki radykalny gej, jakby się zdawało... ;] Tak czy owak, następnego dnia Paul wyjeżdza. Ona mówi, ze będzie jej go brakowało, on pyta "mam zostać ?" ona, "nie, muszę się nauczyć być samą". wszelako, Paul obiecuje odwiedzić Mousse w Paryżu, gdzie dziewczyna za jakiś czas ma wrócić, jako ze właściciel domu szykuje się do jego
      sprzedania, a sam wyjeżdza na Florydę.

      Mousse zostaje zatem sama, trochę sobie popłakuje, może za Paulem, może za Louisem, a może na okoliczność przyszłego... Orajt - i tutaj stop. Na dole puenta, którą czytacie na własną odpowiedzialnośc :]

      .......

      Mija jakiś czas. Mousse właśnie urodziła w paryskim szpitalu. Córeczkę. Paul przyjeżdza z kwiatami. Ostrzyżony, new look itd. Mousse bardzo uważnie obserwuje jak Paul z zachwytem patrzy na niemowlę. Rozmawiają chwilę, że on jest z tym Sergem ciągle, że ona się dobrze czuje po porodzie, itd. a potem Mousse mówi, ze musi wyjśc na papierosa.

      I jak w tym dowcipie - poszła na papierosa i nie wróciła. W szpitalnej koszulce i w płaszczu Mousse po prostu ucieka. Zostawia Paula z dzieckiem w szpitalnym pokoju. Wsiada do pociągu. Patrzy w kamerę i z offu leci jej monolog - skierowany jakby do Paula, wyjaśniający jej motywację : zostań z nią [z jej córką], masz w sobie dość miłości, żeby się nią zająć i zrobić to właściwiie, pokochasz ją. Ja nie potrafię teraz tego zrobić. nie umiem, to dla mnie za wcześnie, nie umiałabym być dobrą matka w tym momencie mojego życia. Potrzebuję czasu..."

      i jeszcze rzut kamery w szpitalny pokój - Paul wygląd powrotu Mousse, patrzy przez firankę, a potem bierze dziecko na ręce, kołysze je, jakby robił to i tylko to przez całe życie... Widać, ze jest w tym chemia i jest w tym uczucie.

      i koniec.

      czy Mousse wykazała się odpowiedzialnością ? donosiła ciążę, zachowywała się jak nallezy [o ile "metandon" to nie problem :)], chroniła nawet brzuch przed "brzydkim dotykiem"... urodziła zdrowe dziecko i... zostawiła je komuś, kto, według niej, lepiej wykona misję wychowawczo-opiekuńczą.

      z tego, co monologuje na końcu wynika, ze rzecz w dojrzałości, a raczej jej poczuciu, w krytycznej autorefleksji.

      w każdym razie, bardzo ciekawe zakończenie, które można w dwie strony obracać - z jednej strony pochwalać, z drugiej jednak zganić, a może nawet da się pochwalić i zganić jednocześnie :]

      może wrzucę jeszcze ten fortepianowy kawałek,co go Paul odgrywa, bardzo francuski i taki sentimento classic ;] :
      www.youtube.com/watch?v=nTBsrvNKg4w








      • barbasia1 Re: "Schronienie", ze spojlerem ofk, 06.12.11, 16:35
        Puenta (jak się rozczytałam, a dobrze się czytało, do doleciałam do puenty nie zważając na rozstawione znaki ostrzegawcze) rzeczywiscie zasakuje, na pewno nie powiela schematów, ale jednak robi wrażenie bardzo wiarygodnej psychologicznie. A sam temat matek, które nie akceptują swoich nowonarodzonych dzieci, porzucają je po urodzeniu ciągle chyba jest tematem tabu!?
        Podoba mi się "Schronienie". Pozostawia z mieszanymi uczuciami...

        Wałśnie tak, główna bohaterka zasługuje na pochwałę i na nagane jednoczesnie, na pochwałę za to, że w tak trudnej sytuacji życiowej nie potraktowała rodzącego się w niej życia jak zgniłego zęba, którego należy usunąć, z drugiej strony zasługuje na potężną naganę za niepoważne, za niedojrzałe podejście do życia, do związku, za lekceważnie własnego zdrowia, za nieodpowiedzialność, przede wszytskim za egoizm, za narażenie zdrowia, życia swojego dziecka, małego człowieka.
        Ten lek, metadon, to silny lek przeciwbólowy podobny do morfiny, ale dłuzej niż mofrina utrzymujący się w organizmie. "Stosowany jest m.in, w leczeniu uzależnień od opioidów, w terapii zespołu odstawiennego i w przedłużonej terapii podtrzymującej osób uzależnionych". Nie powinien być zażywany przez kobiety w ciąży po 20 miesiącu!
        www.bezpiecznie.org.pl/index-226.html

        Szokująca to rzecz, kiedy kobieta, matka odrzuca swoje nowonarodzone maleńkie dziecko, ale oddanie dziecka do adopcji, komuś, kto go bardzo pragnie, kto będzie go kochał, jest jednak chyba lepsze niż wychowywanie go przez cale życie z niechęcią, tylko z poczucia obowiązku, nie wspominając już o dokonywaniu aborcji.
        • pepsic Re: "Schronienie", ze spojlerem ofk, 07.12.11, 10:18
          szokująca to rzecz, kiedy kobieta, matka odrzuca swoje nowonarodzone maleńkie dziecko,
          Smutna sprawa, ale nie potrafię potępić.
          Myślę, że jak dziecko pojawia się na świecie, to miłość sama przychodzi, prędzej, czy później. Natura dobrze to wykalkulowała.

          Ps. Podoba mi się ten film:)
          • grek.grek Re: "Schronienie", ze spojlerem ofk, 07.12.11, 11:50
            warto obejrzeć :]
            może, na razie, chociaż trailer ?
            www.youtube.com/watch?v=1ID9ndXdW7c
            • grek.grek Re: "Schronienie", ze spojlerem ofk, 07.12.11, 11:55
              krucafax, z tego trailera się dopiero dowiedziałem, ze ten "starszy jegomość", od którego bohaterka wynajmowała willę, to jej dawny kochanek... Już się chyba pogodziłem z tym, ze nie będzie takiego filmu, z którego chociaż jedna rzecz by mi nie wyparowała, tudziez umknęła podczas oglądania, może dlatego, ze ten "kochanek dawny" się ani na moment nie pokazał :] [aczkolwiek, to chyba drobiazg był... tym razem, hehe].
              • barbasia1 Re: "Schronienie", ze spojlerem ofk, 07.12.11, 14:33
                Drobiazg! Drobiazg! :)

                Chociaż, tak teraz myślę, ta drobna informacja sporo mówi o bohaterce, że to chyba bardzo samotna osoba ...

                :)


                • grek.grek Re: "Schronienie", ze spojlerem ofk, 07.12.11, 15:06
                  całe szczęście :]

                  możliwe, aczkolwiek... jest młoda ciągle, może jej starszy jegomość zaimponował czymś ? może to był dobry romans ? daję głowę, ze powiedziała, iż "to były znajomy mojego ojca", a ze dodatkowo jej eks-kochanek, to by można to poskładać w opowieśc, ze młoda dzierlatka się była zauroczyła kolegą taty. I chyba nie była to jakaś trauma, skoro po latach korzysta z jego uprzejmności i pomieszkuje w wypasionym domu za "Bóg zapłać" :]
                  • barbasia1 Re: "Schronienie", ze spojlerem ofk, 07.12.11, 15:31
                    > [...] korzysta z jego uprzejmności i pomieszkuje w
                    > wypasionym domu za "Bóg zapłać" :]

                    W sumie to niezła okazja...
                  • barbasia1 Re: "Schronienie", ze spojlerem ofk, 08.12.11, 14:59
                    O zakończeniu jeszcze myślę - gej ojcem ...

                    Czy ten film nie jest jakimś stopniu głosem poparcia dla adopcji dzieci przez pary homoseksualne!?

                    :)

                    • grek.grek Re: "Schronienie", ze spojlerem ofk, 08.12.11, 15:33
                      bardzo możliwe, ze właśnie tak jest. W końcu, Paul pozostaje w związku z tym swoim kolega, Sergem, więc dziecko poszłoby w ręce nie samotnego geja, a dwóch gejów.
                      • barbasia1 Re: "Schronienie", ze spojlerem ofk, 08.12.11, 16:25
                        Właśnie.
                        :)
        • grek.grek Re: "Schronienie", ze spojlerem ofk, 07.12.11, 11:46
          o to chodzi, wygląda to zakończenie na wcale nie przekombinowane. W dodatku, wyjaśnia rozmaite zachowania bohaterki w poprzednich fazach filmu. gdyby to była realna historia, to by było ciekawe, wg mnie, w którym momencie ona podjęła taką decyzję : wtedy, kiedy zaczęła obserwować brata swojego zmarłego chłopaka dostrzegła podobieństwa i wyszło jej, ze zostawiając go Paulowi - jakby zostawiała go Louise'owi, czy dopiero na finiszu, kiedy po wyjeździe chłopaka coś tam sobie popłakuje, jakby własnie decydowała, co ostatecznie zrobić z dzieckiem.

          i ta scena na plaży, kiedy zaczepia się ją nieznajoma kobieta i poucza, ze dziecko należy kochać bezwarunkowo, że trzeba z nim rozmawiać, póki jest w brzuchu itd., co w końcu
          bohaterką wyprowadza z równowagi i każe jej spie,przać - czy już wtedy miała gotowy
          plan i po prostu jej zdenerwowanie było reakcją defensywną na nieświadomą próbę osłabienia
          jej pewności co do własnych zamiarów, czy ot, tak po prostu się zirytowała ?

          czyli, ten metadon, to taka trudna alternatywa dla heroiny i innych cudeniek ? też dwuznaczna sytuacja...

          zdecydowanie. Moim zdaniem, zdecydowała opowieśc Paula, o tym że jest adpotowany, ze nie miał w dzieciństwie szansy doświadczyć uczucia ze strony przyszywanej rodziny. Na jednych to działa negatywnie, sami później stają się oziębli; na drugich wpływa o 180 stopni odmiennie - aż żar z nich bucha. I Paul był z tych drugich.

          btw, pania aktorka, która grała ciężarną - sama była w ciązy, podczas kręcenia zdjęć, jej brzuch był naturalny :] I brak brzucha w końcówce filmu - również, dokręcono ten fragment po tym jak urodziła. to się nazywa synchronizacja... :]

          • barbasia1 Re: "Schronienie", ze spojlerem ofk, 07.12.11, 15:16
            Mnie się wydaje /może się mylę, w końcu nie widziałam filmu/, że ona tego dziecka nie akceptuje od początku, mimo, że chce, decyduje się go urodzić. I dlatego reaguje irytacją na słowa kobiety na plaży na długo przed jego narodzinami ...

            > czyli, ten metadon, to taka trudna alternatywa dla heroiny i innych cudeniek ?
            > też dwuznaczna sytuacja...

            Na to wygląda ...


            A właśnie historia adoptowanego brata, Paula!!! Przypadek Paula jest jak gdyby antycycpacją losu tego nienarodzonego dziecka, gdyby było ono wychowywane przez matkę, która go nie chce, nie akceptuje ...
            Mam wrażenie, że historią Paula reżyser daje znać, że staje po stronie bohaterki i jej dramatycznej, kontrowersyjnej decyzji.

            No proszę, nic nie udawane, rzadki to przypadek. :)


            :)
            • grek.grek Re: "Schronienie", ze spojlerem ofk, 08.12.11, 15:14
              mam podobne odczucie... tak jakby nie chciała słuchać niczego, co mogłoby ją ewentualnie
              odwieść od podjętej już decyzji, albo decyzji której podjęcia było blisko.

              bardzo ciekawe spostrzeżenie. celne.

              hehe, ciekaw, czy Ozon dobrał tę aktorekę własnie z powodu jej ciązy ?
              w dodatku, pan aktor, co grał Paula, to tzw. naturszczyk, czy jak mawiają
              inni : talent samorzutny ;]
              • barbasia1 Re: "Schronienie", ze spojlerem ofk, 08.12.11, 15:51
                > hehe, ciekaw, czy Ozon dobrał tę aktorekę własnie z powodu jej ciązy ?

                Masz nosa! Właśnie tak było. Zanalazalm i przeczytałam sobie wczoraj rozmowę z reżyserem na temat tego filmu, w ktorym wyjasnia jak doszło do zatrudniania cieżarnej Isabelle Carre...

                Zainspirowany informacją o ciąży swojej przyjacióki aktorki Oznon postanowił zrobić film o macierzyństwie, zadwonił potem do niej dwa dni później z popozycją by u niego,zagrała, ta jednak odmówiła. Ozon chciał już zrezygowac z filmu ale od swojej współpracowniczki dowiedział się, o tym , że trzy aktorki właśnie spodziewaja sied ziecka, w tym Isabelle Carre, której ostatecznie zaproponował rolę ...

                www.stopklatka.pl/film/film.asp?fi=42550&sekcja=3
                cdn.

                > mam podobne odczucie... tak jakby nie chciała słuchać niczego, co mogłoby ją ewentualnie odwieść od podjętej już decyzji, albo decyzji której podjęcia było blisko.

                • grek.grek Re: "Schronienie", ze spojlerem ofk, 09.12.11, 13:49
                  świetna historia, dzięki za link :]
    • maniaczytania a dzis Kevin ;))) 06.12.11, 19:09

      • barbasia1 Re: a dzis Kevin ;))) 06.12.11, 19:15
        O Matko! ;)))
      • grek.grek Re: a dzis Kevin ;))) 07.12.11, 11:56
        o Szlag ! ;]

        • grek.grek Re: a dzis Kevin ;))) 07.12.11, 14:02
          Czesi nie zwalniają tempa, w czwartek w swojej Dwójce lecą z "Capote".
          wreszcie Seymour-Hoffman w głównej roli i niebłaha historia. Dotyczy tego, w jaki
          sposób Capote napisał "Z zimną krwią", jak wiadomo mistrzowskiej pozycji z
          zakresu "zbeletryzowanego dokumentu". A sposób był to taki, ze by się pewnie
          doktor House nie powstydził. ponoć mocny film, 5 nominacji
          oskarowych z wygraną w kat "najlepszy aktor" Hoffmana za rolę pisarza [Capote był specyficznym gościem, miał swój styl poruszania się, mówienia, zachowywania się,
          plus miał swój własny wewnętrzny świat, który rzutował na jego zewnętrzny
          wizerunek - Hoffman, skoro został przygnieciony Oskardem, to znaczy że musiał
          to ogarnąć, wedle krytyków, ciekaw jestem tej prezentacji; do tego, to mi zostało
          z recenzji dawno temu przeczytanych, rzecz jest dwuznaczna w kilku obszarach,
          szczególnie dot. kontaktów międzyludzkich Capote'a z innymi bohaterami całej
          opowieści, więc Hoffman miał szansę max się rozwinąć ] , dla niego tez Glob,
          nominacja dla filmu na Berlinale, genralnie nagród sto tysięcy i jedna, za wszystko
          niemal, plus my man Clifon Collins Jr w jednej z glównych ról. Czekałem i się doczekałem ;]
          CT 2, 23:30, mam już zarezerwowaną miejscówkę, a potem spróbuję sprzedać
          Wam ten film, hehe [ a może ktoś widział ? ].

          Wertując ramówkę TVP i CT jestem o wiele bardziej ciekaw tego, co Czesi dają, bo
          zaskakują co i rusz czymś interesujący,, a nawet oczekiwanym [mówię za siebie, ofk :)].
          a TVP ? jesli Kultura akurat czymś nie miotnie, to nie ma w zasadzie na co czekać,
          chyba że na jakąs wypasioną powtórkę :]

          Czechom bym abonament zapłacił choćby jutro :]

          • barbasia1 "Capote" 07.12.11, 16:00
            grek.grek napisał:

            > Czesi nie zwalniają tempa, w czwartek w swojej Dwójce lecą z "Capote".
            > wreszcie Seymour-Hoffman w głównej roli
            WOW!
            Kupuję od Ciebie opwoieść bez targowania się. :)

            > Czechom bym abonament zapłacił choćby jutro :]
            Nie dziwię się.
            A Czesi w ogóle płacą abonament na swoją telewizję?

            A wczoraj niespodziewanie ponownie leciał w Jedynce film "Siedmioro wspaniałych" z Heleną Bohnam Carter w roli matki wychowujacej samotnie 7 dzieci w tym chłopców z różnymi dysfunkcjami psychicznymi. Przegapiłam, za późno się zorientowałam, a chciałam obejrzeć raz jeszcze , bo ostatnio nie widziałam całości . Cóż czekam na kolejną powtórkę wtedy kilka słów o tym filmie napiszę ...

            A u nas w czwartek o 21.40 prmiera, "Senność" na podstawie prozy Kuczoka w reż. M. Piekorz ; w przeciewieństwie do debiutu, drugi film M. Piekorz przyjęty został przez krytyków (a i zdaje się przez widzów) bez większego entuzjazmu ...

            :)
            • grek.grek Re: "Capote" /"House" 08.12.11, 13:17
              hehe, świetnie, zatem - w piątek albo sobotę napiszę parę słów.

              a widzisz, nie mam pojęcia, czy u nich abonamentują się, czy nie; sprawdzę.
              Dla czystej ciekawości zaspokojenia :]

              O, no niestety, wczoraj przegapiłem czekając na "HOuse'a", dzisiaj też polskie
              kino ustąpić u mnie musi hiciorowi zza Oceanarium... liczę na Twoje [i Wasze]
              opinie, recenzje i co tam sie uda napisać.

              a'propos House'a... kruca... nie chcę zniechęcać, na szczęście mi sie to
              nie ma prawa udać, ale wg mnie był to chyba najmniej wciągający odcinek
              w tej serii, od kiedy zacząłem śledzić ten serial.

              jakoś za dużo czasu chyba zajmuje sprawa pacjenta, który ma napady szału, drętwiejącej
              nogi, paranoi, omamy, krwawienie... jak się skończy jego przypadek - ? heh, no właśnie...
              i co z tego wyniknie, bo cała historia zwiąże się z dylematem House'a, wcale nie
              bylejakim, na który znajdzie doktor odpowiedź w ostatniej scenie.

              wcześniej będzie kombinował, jakby tu sie wyłgać od towarzyszenia swojej dziewczynie
              w jublu wypasionym.

              mieszkający razem koledzy z pracy, Foreman i ten drugi, którego żona właśnie się zaczyna spotykać ze swoim cybernetycznym kochankiem, co sprawia, ze rozwód jest przesądzony, będą się... docierać, :] bez skojarzeń proszę - jako współlokatorzy :]

              Ruda się zetrze z młodym doktorem podrywaczem, znaczy i sama sobie przy okazji coś uświadomi, co jej będzie dotyczyło, i - w jej odczuciu- nie będzie to miła konstatacja.

              okazuje się, ze jednoczący sie najczęsciej przeciw House'owi lekarze mają też zdolność mówienia sobie prawdy w oczy :]

              Będzie występ meksykańskiej orkiestry. Będą konsultacje medyczne w... klozecie [scena odcinka, hehe].

              Tekstów za sto punktów - jakoś nie było, a może się mylę, może coś znajdziecie, mam nadzieję. generalnie, o ile momenty były, to jednak całość trochę mniej dynamiczna i temperamentna niż kilka ostatnich odcinków. ale, to tylko moja opinia, wierzę że Wam
              się lepiej wyświetli. Btw, słabszy House, to, na oko, ciągle lepsza rzecz niż 90 % innych :]

              • barbasia1 Re: "Capote" /"House" 08.12.11, 15:15
                Świetnie! Czekam!

                O to, to. Nawet słabszy odcinek "Housa" jest o niebo lepszy niż wiekszośc pokazywana w naszej telewizji, tej ogólnodostępnej. Ale ten nie wygląda źle, sądząc po tym, co tu napisałeś ... "Konsultacje medyczne w... klozecie", he,he. :))
    • barbasia1 Dziś "Senność" TVP2 21:40 08.12.11, 16:47
      w reż. M. Piekorz, z Małgorzatą Kożuchowską i Michałem Żebrowskim w roli głównej.
      To głównie krytycy narzekali na ten film, opinie widzów np. na filmwebie są łaskawsze.
      • rosemadder Re: Dziś "Senność" TVP2 21:40 09.12.11, 12:59
        dobry film, może nie świetny ale warty polecenia
        takie filmy lubię, o których nie zapominam wraz z napisami końcowymi
        obsada genialna a i temat wyobcowania i wyjałowienia życia wewnątrznego ukazany bardzo zgrabnie i ciekawie


        • grek.grek Re: Dziś "Senność" TVP2 21:40 09.12.11, 16:18
          brawo :] chyba do lamusa powoli odchodzi naczelna teza , powielana do nieprzytomności
          wszędzie i gdzie indziej też, jakoby "polskie kino było tradycyjnie denne i marne" i "polskie kino - nie, dziękuję", który urosły już do rangi mantry i stereotypu, hehe.

        • pepsic Re: Dziś "Senność" TVP2 21:40 10.12.11, 19:21
          Owszem, bez fajerwerków, ale dało się obejrzeć (z tym że na jeden raz). Co do obsady, uczucia mam mieszane. Doskonale nie było, no i przyuważyłam parę scen niedopracowanych.

          Ps. Świetnie ubrana Kożuchowska, eh.
          • barbasia1 Re: Dziś "Senność" TVP2 21:40 11.12.11, 15:34
            Tak, bez fajerwerków i bez emocjonalnych poruszeń, których wypadałaoby oczekiwać od dramatu obyczajowego opwiadającego o życiowo-uczuciowych perypetiach młodych ludzi, właściwie przez niemal cały film; jedynie może opwoieść o młodym początkującym lekarzu homoseksuliście, który zakochuje się w młodym złodziejaszku wzbudza odrobinę emocji, ale już samo zakończenie tej historii budzi spore wątpliwości ... /

            Magdalena Piekorz świetnie poradziła sobie z formą mozaikową w stylu Altmana , sprawnie żonglowała trzema niezależnie rozwijającymi się historiami trzech par bohaterów, których losy w pewnym momencie zaczynają się krzyżować, zawodziła jednak imo najważniejsza rzecz, co poniekąd potwierdziła wyzej Pepsic, scenariusz autorstwa Wojciecha Kuczoka ...


            (w skrócie / może później rozwinę/ historia pierwsza: opowieść o młodym lekarzu, ortopedzie(?) /Maćkowiak - świetny/ który po studiach postanawia nie wracać na wieś do rodziców, (którzy postawili mu tam wielką chałupę i oczekują, że syn szybko założy rodzinę), tylko zaczać karierę w pobliskim mieście, tam poznaje przypadkiem chłopaka z ulicy, drobnego złodziejaszka /Obuchowicz/ i ... zakochuje się! w nim ze wzajemnością, oczywiście nie jest to łatwa miłosć; historia druga to opowieść o pięknych i bogatych małżonkach - pięknej aktorce /Kożuchowska/, która popadła z niewidomych, na początku, powodów w narkolepsję i przystojenego managera czy bankowca /Żebrowski/, który okazał się wiarołomnym mężem i podłym zdrajcą; historia trzecia opowiada o pisarzu (Krzysztof Zawadzki - znany z "Kochanków z Marony"; szalenie przystojne porte-parole autora scenariusza :), który tkwi w nieudanym nieszczęśliwym małżeństwie (zawartym tylko w tym celu by się dobrze ustawić w życiu, jak później wyznał lekarzowi) z kobietą wiecznie zrzędzącą, wiecznie chorą i nieszcześliwą, w dodatku malo apetycznej (Joanna Pierzak- fenomanalna tu), córką polityka o bardzo prawicowych poglądach...) z wielką chałupą.

            cdn.
            • pepsic Re: Dziś "Senność" TVP2 21:40 13.12.11, 08:47
              A mi się podobało zakończenie historii miłości homo, ujęła mnie scenka rodzinna jako wyraz akceptacji związku. Sam pomysł - niezły, gorzej z realizacją i nie chodzi o aktorów. Jeden z bohaterów (średni Obuchowicz) z jednej strony czai się ze swoją odmiennością, z drugiej paraduje nago po mieszkaniu wiedząc, że ktoś dzwoni do drzwi. Mogli to jakoś inaczej rozegrać, bardziej subtelnie.

              Natomiast denerwował mnie pisarz, rozlazły, bez ikry (pomijam chorobę). No jak się nie dziwić małżonce? Faktycznie przeginała groteskowo np. odmawiając seksu kuriozalnym uzasadnieniem A wiesz Barbasiu, nie rozpoznałam Joanny Pierzak! Rzeczywiście w blond włosach ładniej wygląda, niż tu w ciemnych, ale zaraz mało apetyczna? Eh, rodzina się musiała jeszcze bardziej zawieść, kiedy zięć po śmierci nie wykorzystał przygotowanego zawczasu nagrobka;) Nie wiem, czy to był zamierzony akcent humorystyczny, ale tak odebrałam.

              Jak oszołom, to zaraz o prawicowych poglądach? Na moje oko, pan poseł był reprezentantem odłamu samoobrony, tej najgorszej prymitywnej wersji.

              Co do wyższych sfer - miło się spoglądało, Kożuchowska krzywdę sobie zrobiła rozmieniając się na drobne rolą przelukrowanej Hanki Mostowiak, niezła aktorka z niej, niebrzydka (ku swojemu zaskoczeniu polubiłam ją w Rodzince pl., okazjonalnie oglądam).
    • grek.grek "Capote" [ze spojlerem] 09.12.11, 10:37
      byłem, odpaliłem, zobaczyłem. Dziobię.

      Zajawka jest taka - w małym mieście w Kansas popełnione zostaje morderstwo na 4 osobowej rodzinie. Informacja trafia do gazety, którą czyta literat, bywalec [ ktoś powiedział : lanser ? ;) o yes, uwielbia sypać anegdotami, dykteryjkami i innymi opowiastkami, które towarzystwo słucha z zapartym stolcem] nowojorskiej socjety, Truman Capote. Gościowi świta, ze może to być ciekawy temat do opisania. Parę słów z wydawcą i już leci na miejsce, razem ze swoją przyjaciółką, pisarką powieści dla dzieci, Harper Lee.

      Miasteczko nazywa się Holcomb, przypomina Trumanowi młodośc, która spędził na Południu, młodośc niezbyt szczęśliwą, wyobocowanie, m.in z powodu swego homoseksualizmu.

      Kolejno Truman i jego przyjaciółka przeprowadzają wstępne rozmowy z dziewczyną, która znalazła ciała zabitych, z sąsiadem nieszczęsnej familiji, oglądają dom w którym się cała tragedia rozegrała, Truman nie waha się nawet zajrzeć
      do zamkniętej trumny z ciałem jednej z ofiar - jej głowę zabandażowano, zapewne dla zamaskowania obrażeń jakie spowodowały śmierć, strzał z karabinu prosto w głowę nie pozostawia wiele dla wyobraźni. Dociekliwy jest, a jednocześnie... przejęty bardzo całą sytuacją.

      Udaje sie im nawiązać kontakt z szeryfa miejscowej policji, jego żona jest miłośniczką Capote'a i jego "Śniadania u Tiffany'ego"; ofk, Truman zdobywa ich swoją elokwencją i towarzyską ogładą; głowa zamordowanej rodziny był jego znajomym, policjant przeżył tę śmierć, więc Capote sprzedaje opowiastkę, o tym jak pomagał przetrawić swojemu przyjacielowi podobną sytuację, czym strzela se plusa u gliniarza. I to na tyle, ze dostaje do wglądu nawet zdjęcia zabitych.

      Niebawem policja łapie zabójców. Przywożą ich do Holcomb, gdzie ma sie odbyć rozprawa, która wszelko wygląda na formalność. Truman obserwuje ich przyjazd, razem z tłumem gapiów, dziennikarzy i fotografów. Jest ich dwóch - Rick, typ macho i cwaniaka, i Perry - wyglądający na normalnego, nieco zagubionego chłopaka. Capote patrzy uważnie, ocenia i zdaje się w tym momencie kreśli plan dalszego działania.

      To taka zajawka. Dalej dziki spojler, jesli chcecie - voila :]

      ...

      Capote decyduje, ze zbliży się właśnie do Perry'ego - aby poznać prawdę z pierwszej ręki, aby zdobyć zeznania, aby napisać ksiązkę, która otworzy nowe rozdział w literaturze : powieść faktograficzną. Dzięki pomocy szeryfa ma możliwość rozmowy z Perrym - wydaje sie on całkiem zwyczajnym, niegłupim gościem, chłopięcym, w przeciwieństwie do męskiego Ricka. Truman chyba wyczuwa już wtedy, ze łatwiej mu będzie coś wydębić od Perry'ego, liczyć na jego szczerość. Najpierw to kilka słów, uwazna obserwacja, spełnienie prośby chłopaka o aspirynę... takie drobiazgi ułatwiające zbliżenie się. Perry wie z kim ma do czynienia, sekretarka szeryfa, kolejna fanka Trumana, dała mu książkę Capote'a do przeczytania.

      Truman nakłania obu zabójców do fotografii, chce je mieć do swojej ksiązki. Oni wiedzą, wszyscy zainteresowani wiedzą, po co Capote przyjechał, raczej nikt nie odmawia mu współpracy. MOtywacją Perry'ego jest nadzieja, ze Capote przedstawi go jako człowieka, który
      zbłądził, ale na moment, zrobił głupstwo, ale nie jest ostatnią łajzą. Capote mu to obiecuje.

      Rozprawa jest szybka, ława przysięgłych osądza obu podejrzanych jako winnych i skazuje na śmierć.

      Truman natychmiast spieszy do celi i upewnia Perry'ego, ze załatwi im adwokata, który będzie ich bronił przed sądem odwoławczym. Staje sie kims w rodzaju ich męża opatrznościowego. Jednocześnie aż przebiera nogami na wyobrażenie swojej ksiązki, telefonuje o tym do wydawcy, aż prowokuje go do uwagi "jeszcze nie napisał ani słowa, a już wie, że to będzie ksiązka dekady..."

      W więzieniu Perry choruje, nie może jeść. Capote łapówką dla naczelnika pierdla załatwia sobie nieograniczony dostęp do chłopaka. Kupuje jedzenie w markecie, karmi go nim, podaje wodę, krząta sie przy nim jak pielęgniareczka. Wdzięczny Perry zaczyna z nim rozmawiać o sobie - jest pół-Indianiem, opowiada o swojej matce z plemienia Czirokezów, o tym, ze piła na umór i zaniedbywała jego i rodzeństwo, że tułał się po sierocińcach... Truman słucha tego z powagą, bo uświadamia sobie, ze przeżył dokładanie to samo - jego matka ciągała go za sobą, jak worek kartofli, balowała a on siedział zamknięty w hotelowym pokoju, całkiem opuszczony... W rozmowie z przyjacielem Truman powie "nasze losy, jego i moje, są jednakowe, jesteśmy jak bracia, którzy z tego samego domu wyszli dwoma róznymi drzwiami". Perry jest równie poruszony, jesczze bardziej pogłębia się jego zaufanie do Trumana.

      "gdy pomyślę, jak dobra może byc moja ksiązka, zapiera mi dech" mówi Capote do swojej przyjaciółki, nie stracił węchu, nie stracił tropu, może tylko jego motywacje trochę się zaczynają mieszać, między pragnieniem twórczym, identyfikacją z Perrym i... może nawet czymś w rodzaju zakochania się w chłopaku. Przyjaciółki cała sytuacja w żaden sposób nie kręci, uwaza ze Truman idzie za daleko w swej zażyłości z Perrym i że go wykorzystuje, okłamuje, a jednym celem tej poufałości jest zdobycie informacji do ksiązki.

      Nie podoba się także cała historia szeryfowi. Prawnik wynajęty przez Capote'a grzebie przy sprawie, przedłuża ją, mąci, i szeryf wprost powiada Trumanowi "jego wyrok zostanie zmieniony, to osobiście cię zamorduję".

      Trumanowi, który ciągle siedzi w Holcomb, sypie się związek partnerski z nowojorskim przyjacielem; wydawca go ponagla... same problemy.

      Truman ukrywa przed Perrym swoje postępy w pisaniu, pokój ma zawalony papierami, styka na maszynie nonstop, ale chłopakowi sprzedaje historyjkę, ze "jeszcze ani słowa nie napisał". Prowadzi z nim ciągle gierkę, namawia do dalszych zwierzeń, przede wszystkiem - o samym akcie, o tym jak zabijał, to ma być clue całej opowieści, decydujący moment, bez tego powieść nie może powstać. Truman ma już trzy rozdziały, ale bez nakłonienia Perry'ego do pełnej szczerości - są one bezwartościową makulaturą. A chłopak sie waha, waha się, ponieważ dla niego było to cięzkie przeżycie, nie jest mu łatwo o tym mówić, nosi w sobie traumę.

      Na Costa Brava, w wypasionej willi otoczonej roślinami liściastymi, Capote odbudowuje swój związek, odpoczywa, z Perrym kontaktuje się listownie, ciagle pisze...

      Mija rok.

      Truman wciąz nie ma opisu aktu morderstwa. Powieśc nie ma jądra i nie ma puenty. A nadchodzi moment ostateczny, sąd apelacyjny odrzuca odwołanie, "teraz musisz to od niego wydostać", stwierdza wydawca Capote'a. Sam Perry pisze do Capote'a listy, pyta gdzie się jego dobroczyńca podziewa, kiedy jemu szubienicę szykują...

      Capote wraca do Kansas. Odwiedza Perry'ego. Z celi obok zabierają faceta do celi śmierci. Perry z grobową miną rzuca "po nim - kolej na mnie...". Truman go przeprasza za nieobecność i nadal okłamuje, ze nic nie napisał jeszcze, ze ksiązka się ślimaczy.

      Kłamstwo bardzo bezczelne, bo kilka dni później, w Nowym Jorku Truman czyta publicznie fragmenty pierwszych rozdziałów powieści. Powieści, której zakończenia ciągle nie posiada... Dostaje brawa. I kiedy on czyta w sali swój tekst - Perry przez okienko swojej celi widzi jak prowadzą na szafot tego faceta, którego niedawno zabierali. Wie, ze jego czas jest już zmierzony. Truman bryluje na raucie, śmieje się wśród towarzystwa, a Perry żegna się z życiem w brudnej celi... Do Trumana podchodzi jeden z uczestników odczytania i powiada "ależ przerażający był portret morderców jaki pan odmalował...", co Truman odbiera jako komplement. Kolejne kłamstwo - obiecywał przecież Perry'emu, ze będzie go w tej powieści bronił, i kłamstwo samo w sobie - nic w Perrym nie zwiastowało takiego typa...

      Capote orze jak może, zeby załatwić sobie jeszcze trochę czasu na zdobycie zeznań Perry'ego, wyskakuje z odwołaniem do Sądu Najwyższego, a Perry wierzy, ze znów jest nadzieja na ratunek.

      Capote odwiedza Perry'ego i tym razem traktuje go bardzo obcesowo - domaga się opisu zbrodni albo koniec z nimi.







      • grek.grek "Capote" [ze spojlerem] 09.12.11, 11:16
        Zostawia Perry'ego z decyzją do podjęcia, a sam odwiedza jego siostrę - rozmawiają, ona przestrzega Trumana, żeby nie ufał jej bratu, bo "zadźga cię za byle co", sama nie chce mieć z nim już nic wspólnego, a na pytanie Trumana - czy mogę dostać jakieś zdjęcia wasze ? - odpowiada : niech pan weźmie wszystkie, mój brat dla mnie nie istnieje.

        W celi Perry dopytuje Capote'a jaki tytuł nadał swojej powieści. Capote nazwał ją "Z zimną krwią", tak została w NY zaansowana. Perry'emu zaś mówi, że jeszcze się nad tym nie zastanawiał, nie wie... Na to Perry wyciąga kawałek gazety i czyta informację o tym publicznym odczytaniu w Nowym Jorku, i że powieśc ma już tytuł, wyżej wymieniony... Czuje się oszukany - "Z zimną krwią" ?? przecież Capote obiecał, ze powieśc będzie życzliwa i rzetelna, pomoże Perry'ego przedstawić jako człowieka, a nie tylko wykalkulowanego zbrodniarza... Truman tłumaczy mu, ze to wydawcy podjęli taką decyzje, jego nie pytając o zgodę i że tytuł jest roboczy, później można go będzie zmienić. Perry mu wierzy...

        Capote wyciąga zdjęcie z dzieciństwa Perry'ego, z siostrą, mówi mu, ze siostra za nim tęskni... Perry sie wzrusza. Pada reduta - decyduje się opowiedzieć Trumanowi o morderstwie.

        Chodziło im o kasę, w domu miało być 10 tys i żywej duszy, a pomysł wyszedł od Ricka... w środku zastali jednak lokatorów, zgłupieli, i to Perry strzelił. Strzelił zabijając człowieka, i go oszołomiło to, co zrobił [jest tu retrospekcja], szybko sie jednak pozbierał i z furią zastrzelił wszystkich pozostałych - żeby nie było świadków. A więc to Perry zabił, czy z zimną krwią ? czy raczej ze strachu, w chaosie, zamieszaniu jakie powstało w jego głowie.

        Truman słucha tego całym sobą, nieruchomy, wpatrzony w toczącego łzy Perry'ego. Ma co chciał. Punkt kulminacyjny.

        Ale wciąż nie ma puenty. Puentą jest bowiem... kara za zbrodnię, a więc śmierć Perry'ego i Ricka. Truman odwołuje temat prawnika, pada sprawa przed Sądem Najwyższym, zostawia Perry'ego i Ricka. Już nie ma interesu w ich chronieniu, a ma interes w ich śmierci. Data egzekucji zostaje wyznaczona na za 2 tygodnie.

        Truman jest w rozsypce. Nie chce odbierać żądnych telefonów, ani od Perry'ego ani od Harper, leży martwym bykiem w łózku, przeżuwa całą historię...

        Perry nie mogąc się do niego dodzwonić przesyła telegram do Harper - ona zaś czyta go przez telefon Trumanowi, w telegramie Perry dziękuje im obojgu za serce mu okazane, za pomoc, zegna się z nimi. Nawet nie zauwązył, ze został wycyckany, że był okłamywany i zwodzony... co Trumana jeszce bardziej frustruje. Dlaczego - bo przy tym naiwnym chłopaku, który zrobił błąd, on sam wyszedł na zwykłego gnoja. Morderca przy nim jest czysty jak łza, Perry dał się ponieść, z z "zimną krwią" działał nie kto inny tylko Truman. Tytuł poowieści, przewrotnie, nie opisuje zatem okoliczności zbrodni, a okoliczności zbierania przez Capote'a informacji do niej.

        Ostatnie widzenie. Jąkający się, czerwony na twarzy Truman spotyka się z Perrym i Rickiem... Nie wie, co powiedieć, duka coś przepraszająco, że zrobił co mógł, ze sie nie udało... Rick wie, ze Capote kłamał, więc kwituje go ironicznymi spojrzeniami, Perry do konca jest przyjacielski, tak jakby więź, która - pomimo wszystko - się między nimi wytworzyła w nim przetrwała do końca, pomimo wszystko.

        Perry pyta, czy Truman będzie na egzekucji, Truman "chciałbyś ?", na to Perry "dobrze mieć w takim momencie przyjaciela przy sobie...". To Perry jest spokojny, a Truman się trzęsie. kto tu jest winny ?

        zatem, przychodzi moment puenty. Na szubienicy. Kara mustafa. Kameralna "uroczystość". Hala, jakby gimnastyczna zaadaptowana do potrzeb, policjanci, służba więzienna. Truman w cieniu obserwuje całą scenę.

        Pytany o ostatnie słowo Perry chce wiedzieć, czy na sali jest rodzina zabitych... "powiedzcie im, ze ... zapomniałem...", jest zamyślony, trochę roztargiony. Sznurek na szyję, worek na głowę, przyspieszny do galopu, nieznośnie głosny oddech, klapa usuwana spod nóg... gotowe.

        Dynamizm z jakim Perry zawisa na stryczku uderza w Trumana pierunem, aż wstrząsa nim fizycznie. Koniec. ma swoje zakończenie.

        W samolocie do Nowego Jorku przegląda notatki Perry'ego, które mu chłopak podarował, rysunki [Perry miał talent], w tym własny portret sporządzony przez chłopaka...

        Kto tu winien był ? Dlaczego morderca był spokojny przed śmiercią, a literat taki rozstrzęsiony ?
        Capote wykorzystał chłopaka dla swoich potrzeb, nie ma wątpliwości, ale... czy go kochał, poza tym ? czy naprawde czuł, ze Perry to alternatywn wersja jego samego ? czy podobieństwa i zbieżnośc przeżyć w dzieciństwie Perry'ego z własnymi były tylko chwytem, którym zdobywał zaufanie mordercy ? a jesli nie, jeśli wszystko było prawdziwe i szczere, to czy ofiarą nie został Capote, którego zapał tworzenia ostatecznie wykloeił, bo zepchnął w cień wszelkie inne motywacje ? niewątpliwie w jego głowie rozegrała się niezła drama.

        "Z zimną krwią" było rzeczą rzeczywiście w ówczesnej literaturze całkiem nową, zdefiniowało Capote'a, ale po wszystkim facet już nic nie napisał, podupadł, wpadł w alkoholizm, który go ostatecznie przekręcił. wyrzuty sumienia ?

        • grek.grek Re: "Capote" [ze spojlerem] 09.12.11, 11:53
          dwie korekty :

          Skąd Perry miał wycinek z gazety, skoro siedział w celi ? Nie wiadomo, Capote też był zdumiony, pewnie ktoś chłopakowi życzliwie to podsunął, Perry nie wyjawił źrodła informacji ;]

          Kiedy Perry pyta tuż przed egzekucją, "czy na sali jest rodzina ofiar ?", odpowiadają mu, ze nie ma nikogo, może dlatego "zapomniał, co chciał powiedzieć"...

          i generalnie, Oskar dla tych, którzy przeczytają to, co napisałem, z tym powtrzaniem w jednym zdaniu tych samych słów... brrr. Ale to nie było "z zimną krwią", zrobione, hehe ;]

          P.S Hoffman w pełni na Oskara zasłużył. Oszczędny, ascetyczny w odgrywaniu emocji, a jednocześnie naśladujący Capote'a w skali co najmniej 1.1 do 1.0, tylko głosu nie udało
          mi się podsłuchać, bo film był dubingowany; szkoda, głos Capote'a to był jego wyróznik, sądząc po podkładzie Hoffman "cienko śpiewał z leciutkim przegięciem", a więc można chyba założyć, ze i na tym polu spisał się perfekt. to jego film od A do Z, ale Clifton Collins Jr, jako Perry, też nie zostawał w tyle, bardzo naturalnie wypadł, a że relacja między protagonistami
          właśnie na zetknięciu się wyrachowania szarpiącego się z subtelnością i naturalnej szczerości i naiwności się opierała, to można by rzec, że kasę chłopaki wzięli za dobrze wykonaną robotę.

          generalnie, film jest mało wystawny, skromny bardzo, może ze trzy sceny z większą ilością osób; skupia się na grze psychologicznej, na wewnętrznych rozterkach Capote'a, na jego relacjach z otoczeniem; nawet retrospekcje morderstwa w Holcomb są pokazane bez szajby i epatowania latającymi śledzionami. Nie ma nic, co by zaburzało narrację, jej rytm i stronę wizualną. Scena powieszenia nie dorównuje drastycznością opartą na przewlekłości całej akcji "Krótkiemu filmowi o zabijaniu", bo i też nie o to chodziło, jest raczej "strzał", który rzuca Capote'em. Mocny moment, ale nie za-mocny. Tak jak cała reszta. W sam raz. Bardzo dobre kamerowanie, wg mnie. Momenty najbardziej znaczące - bez muzyki, na chłodno, nic nie rozprasza uwagi, ktoś powie, ze nic także jej nie podbija, ale... no tak to już jest, ze
          na dwoje babka wrózy :]
          • barbasia1 Re: "Capote" [ze spojlerem] 09.12.11, 14:50
            No pięknie!!! Zabieram się do czytania! :)
            • grek.grek Re: "Capote" [ze spojlerem] 09.12.11, 16:12
              mam nadzieję, ze z Relanium pod ręką ;] ta... "wersja robocza", jak wszystkie inne, potrzebowałaby ze trzech przeglądów z nanoszeniem poprawek, żeby wyglądała dobrze, ale...
              umówiliśmy się na spontaniczne pisanie ;]
              • barbasia1 Re: "Capote" [ze spojlerem] 09.12.11, 16:48
                Jak będziemy kiedyś w przyszłości zakładać blog filmowy, to poprawimy, choć ja naprawdę nie widzę, niczego, co wymagałoby tu korekty, a czytałam uważnie.
                /Zresztą później jeszcze raz przeczytam./

                > umówiliśmy się na spontaniczne pisanie ;]
                Tak, tak.

                U Ciebie to spotnaniczne pisanie, zawsze takie zgrabne wychodzi, zazdroszczę bardzo.


                :)
                • grek.grek Re: "Capote" [ze spojlerem] 10.12.11, 12:41
                  miłe jest to, co piszesz, Barbasiu, ale jednak trochę będzie/byłoby do poprawiania :]
                  • barbasia1 Re: "Capote" [ze spojlerem] 10.12.11, 15:26
                    Jak przyjdzie czas i chęć, to poprawisz, co tylko będziesz chciał!
                    :)
          • barbasia1 Re: "Capote" [ze spojlerem] 09.12.11, 16:39
            Pasjonujący niejednoznaczny portert psychologiczny pisarza wyłania się w tego filmu.
            Geniusz, wielki talent pisarski, pasja pisarska idzie w parze z małością, chytością, przebiegłością, fałszem, cynizmem, ale też przecież i jeszcze z wrażliwością, jak się okazuje na koniec.
            Wrażenie zrobiła na mnie informacja, że po tej książce Capote już więcej nigdy nic nie napisał, że popadł w alkoholizm...

            Znakomicie to wszytsko opisałeś, Greku, naprawdę!

            A tu jeszcze trailer wkleję:
            www.youtube.com/watch?v=RALriMzRVv4
            :)
            • grek.grek Re: "Capote" [ze spojlerem] 10.12.11, 12:57
              u lala, ale polecieli szybko z tym trailerem :]

              zdecydowanie, chyba nie spodziewał się sam, jak może się rozwinąć akcja, kiedy
              jechał do Holcomb. Miała być prosta piłka, okazało się, że wyszła prawdziwa
              psychodrama. zapłacił cenę za swoje ambicje. Zmarł w 84, "ZZK" wyszła w 66, więc
              właściwie ostatnie 20 lat zeszło mu na popijawie. Wiesz, chciałbym zobaczyć film
              opowiadający właśnie o tych ostatnich 20 latach jego życia, to mogłaby być
              najciekawsza opowieść :]

              Chyba już po "Z zimną krwią" Capote powiedział/napisał gdzieś, i jest to cytowane w
              epilogi w filmie "Więcej nieszczęść przyniosły modlityw wysłuchane niż niewysłuchane".
              według mnie, świetne, gorzkie podsumowanie jego własnych losów.

              Dzięki za dobre słowo, Barbasiu, tak... świątecznie, przed-świątecznie :]

              a 'propos, słyszałem trochę kawałków z plyty Michaela Bubble, specjalnie szykowanej na święta - sure shot to jest, jak mówią górale; wg mnie jazda obowiązkowa na święta i Nowy Rok. Nie wiem, nie dosłyszałem, kiedy wychodzi w Polsce, ale podejrzewam, ze w necie już powinna być. Żywe, energiczne, ale utrzymujące się cały czas w konwencji "christmasowej" kawałki, łatwo wchodzą w ucho, nastrój budują bezbłędnie; mała próbka :
              www.youtube.com/watch?v=5aw2yuYAKoE
              • barbasia1 Re: "Capote" [ze spojlerem] 10.12.11, 15:16
                ha,ha :)
                Znalazlam wlaśnie znacznie lepszy trailer (a miałam wczoraj do niego zajrzeć):

                www.youtube.com/watch?v=Q4BvvJ69pIQ&feature=related
                Tu wreszcie słychać ten specyficzny sposób mówienia Trumana Capote, o którym wspominałeś. Philip Seymour Hoffman jest fenomenalny...
                /Ten film znalazlam na ekino. /

                >Wiesz, chciałbym zobaczyć film opowiadający właśnie o tych ostatnich 20 latach jego życia, to >mogłaby być > najciekawsza opowieść :]

                Coś mam dla Ciebie! Znalazłam właśnie w sieci. Nie jest to jednak sfabularyzowaną opoiweść na temat ostanich lat życia Trumana, ale rzecz chyba równie ciekawa, a może nawet ciekawsza - znakomitą, zdaniem świetnego recenzenta i krytyka literackiego Tadeusza Nyczka, biografia Trumana Capote napisana przez dziennikarza Geralda Clarke'a. Co ciekawe , czy wręcz fascynujące imo, to to, że pisarskie losy biografa i jego bohatera są zaskakująco podobne. Clarke podobnie jak jego bohater Tuman Capote też musiał długo czekać zanim napisał puentę i dokończył swoją książkę ... zresztą przeczytaj, Greku, przeczytajcie recenzję Tadeusza Nyczka:

                Tadeusz Nyczek, Przekrój
                Znakomita biografia Trumana Capote’a ku nauce i przestrodze

                "Do dziś nie wiadomo, jaka jest jego największa książka. Powszechnie uchodzi- za nią słynne „Z zimną krwią”, powieść reportaż o bestialskim wymordowaniu przez dwóch młodych ludzi czteroosobowej rodziny farmerskiej. Dla widzów pięknego filmu z Audrey Hepburn pewnie będzie to „Śniadanie u Tiffany’ego”. Krytycy najwyżej stawiają nowatorski gatunkowo zbiór tekstów pod tytułem „Muzyka dla kameleonów”. A rzeczywiście największe dzieło Capote’a nigdy nie powstało. Miały nim być monumentalne, proustowskie „Spełnione życzenia” pisane latami, a zostało z nich 180 stron opublikowane jako „niedokończona powieść”.

                A życie Trumana C.? To dopiero była powieść. Miał wzrost 10-latka, takiż chłopięcy, wysoki głos, ponadto był gejem, snobem, fantastą, duszą towarzystwa, a pod koniec życia lekomanem i alkoholikiem. Zmarł w roku 1984, miesiąc przed sześćdziesiątką, prawdopodobnie ze świadomego przedawkowania pigułek na uspokojenie. Obracał się w najwyższych sferach Ameryki, długo przez nie uwielbiany, dopokąd nie sportretował ich w złośliwie przewrotnej prozie. Został natychmiast strącony z piedestału i wyklęty. Choć, jak sam twierdził, początkiem jego końca była przygoda z powieścią „Z zimną krwią”.
                Książkę tę pisał cztery lata, od 1959 do 1963. Tyle że nie mógł jej skończyć, bo jego bohaterowie, dwójka morderców, wciąż żyli w więzieniu, choć skazano ich na karę śmierci. Czekał dwa lata, żeby ich powieszono, a on mógł dopisać puentę. Nigdy nie zapomniał tego traumatycznego i upokarzającego przeżycia.

                Jego biograf Gerald Clarke zaczął pisać swoją książkę o Trumanie w połowie lat 70. Capote był jeszcze w pełni formy i duch najbardziej rozrywkowego kompana Wszystkich Wielkich w Ameryce nadal jasno w nim buzował. Clarke miał nadzieję na skończenie książki w dwa–trzy lata, ale Truman zaczął upadać. Powoli zamieniał się w innego Trumana i biograf chciał zobaczyć, jak wszystko dalej się potoczy. To „wszystko” trwało jeszcze dziewięć lat. Biograf nie mógł skończyć książki, bo Truman wciąż żył. A kiedy wreszcie umarł, dopisywanie puenty zabrało Clarkowi dalsze trzy lata.
                Ta dziwna symetria pisarskich losów biografa i jego bohatera zaowocowała bodaj najwspanialszą biografią literacką, jaką zdarzyło mi się czytać. Mocne słowa, ale ich nie wycofuję. Ma ponad 700 stron i jest warta każdej spędzonej z nią minuty.

                "Truman Capote. Biografia”,Przełożył: Jarosław Mikos, PIW, Warszawa 2008, s. 768.

                polki.pl/kultura_ksiazki_artykul,10011659.html
                Trzeba to zdobyć! :)

                "Więcej nieszczęść przyniosły modlityw wysłuchane niż niewysłuchane". według mnie, świetne, gorzkie podsumowanie jego własnych losów.
                To prawda.

                Śliczny świąteczny utwór! Dzięk,i nawet nie wiedziałam o nowej płycie Michaela bubble :)
                Lubię Michaela Bubble. Mówią o nim w świecie muzycznym "kanadyjski Frank Sinatra"! Pięknie śpiewa.
                • barbasia1 Re: "Capote" [ze spojlerem] 10.12.11, 15:28
                  www.listal.com/viewimage/633725
                  • barbasia1 Re: "Capote" [ze spojlerem] 10.12.11, 16:23
                    Jest Trumanów wiecej:

                    www.listal.com/truman-capote/pictures
                • grek.grek Re: "Capote" [ze spojlerem] 11.12.11, 12:41
                  zdecydowanie, Hoffmanowy Oskar absolutnie zasłużony.

                  Bardzo interesujący ten materiał, Barbasiu. [gdzie ty znajdujesz te smaczki ? :)]

                  słuchałem gdzieś w radyjo prezentacji tej płyty i cała jest utrzymana w takiej
                  żywej konwencji, z dzwoneczkami i całą resztą świątecznych chwytów muzycznych,
                  a jednocześnie bardzo nowoczesna i przebojowa jest. Az sam byłem zaskoczony, może
                  dlatego, że to było coś innego od tych wszystkich "White Christmas" Wham, hitów
                  Mariah Carey i innych przedpotopów i nieśmiertelników, którymi polskie stacje atakują w tym okresie
                  ludzkość.
                  • barbasia1 Re: "Capote" [ze spojlerem] 11.12.11, 13:32
                    Jak sam wiesz, wszytsko jest w fantastycznej sieci, czasem uda się coś szybko i łatwo znaleźć na poczekaniu, bo leży to "na wierzchu", jak ta recenzja biografii Capote, ale czasem trzeba się nieźle naszukać, żeby dogrzebać się do ukrytej głęboko informacji.
                    Wiesz, mam zwyczaj, że znaleźione przypadkeim, czy przy okazji szukania innych rzeczy ciekawe teksty zachowuję, kopiuję albo podpinam pod różne zakładki , mam je pod ręką i w stosownym czasie mogę ję wyjąć i powołać się na nie. :)

                    Świetna aranżacja lekko jazzująca. Piękny głos Michaela Buble. Bardzo mi się podoba! :)


    • marcelosi [...] 09.12.11, 18:17
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
      • grek.grek :) 10.12.11, 12:58
        jakiś pomidor był poleciał, chyba; i to zdaje się dośc cięzki, ciekawe - we mnie, czy w Trumana ;]
        • barbasia1 Re: :) 10.12.11, 13:35
          Odpowiadasz na:
          grek.grek napisał:

          > jakiś pomidor był poleciał, chyba; i to zdaje się dośc cięzki, ciekawe - we mni
          > e, czy w Trumana ;]

          O!!!!! I myśmy tego nie zobaczyli, jak szkoda.
          A może to był post z jakąś nieprzyzwoitą reklamą !?
          Wolalabym jednak, zeby to był wariant pierwszy. Bo miło wiedzieć, że inni nas jeszcze czytają i że posty Twoje , moej innych wzbudzają emocje, prawda Greku!? :)

          A ja tylko na moment wpadłam, żeby wiesić kartkę: "Zaraz wracam".
          Muszę lecieć na pocztę, bo mi zaraz zamkną ... :)


          /Greku, a propos postu wyżej, to nie świąteczna konwencjonalna życzliwość, ino szczera, najprawdziwsza prawda. Amen :) /
          • grek.grek Re: :) 10.12.11, 15:18
            hehe.

            może i ktoś czyta, przyznam, ze nie zastanawiałem się nad tym... Bawmy się tym wszystkim i już, a co, heh:]

            uff, w pierwszej chwili przeczytałem, że "MNIE zamkną"... hehe.

            dzięki, to miłe :]
            • barbasia1 Re: :) 10.12.11, 15:24
              > uff, w pierwszej chwili przeczytałem, że "MNIE zamkną"... hehe.

              Hahahaha :))))
              Nienie, nikt mnie nie więzi! :)
              • grek.grek Re: :) 10.12.11, 16:33
                haha, UFF :]

                świetne jest to, co wkleiłaś a'propos Capote'a; wychodzi na to, ze jego biograf powtórzył jego wlasne zachowania z przeszłości - cóż za przewrotność, chichot historii; dobre wzorce miał, heh.

                patrzę w dzisiejszą ramówkę, hmmm... jakoś bez sensacji, a już puszzcanie przez TVP "E=mc kwadrat", to jakiś ponury żart :] Czesi dzisiaj dają w Klubie Filmowym "Buntownika z wyboru", czyli [jak dla mnie] powtórkę, więc... zostaję dziś w bazie, hehe. "Wyrzuć mamę z pociągu", heeh, to Dwójka proponuje - film, a nie wyrzucanie rodziców przez okno, heh - niezła historia, dwóch dobrych komików, amerykański styl narracji i filmacji. Daje radę.

                aha, nie wiem,czy znasz audycję Towary Kolonialne ? w Rocy Fm. Via radio może cięzko jest złapać, ale przez internet powinno się udać. Polecam, jesli akurat znajdziesz/znajdziecie się w sprzyjających okolicznościach do posłuchania żywej, bujającej, czarnej, ale i nie tylko, muzyczki, z zawodową prowadzącą :] Nie wiem, jak to się obsługuje, ale może ze strony stacji i samego programu da się złapać sygnał; cała zabawa rusza o 18:00 [do 20:00] :
                roxy.tuba.pl/roxy/1,108690,10228051,Towary_Kolonialne.html
                • barbasia1 Radiowo ... R. Roxy / "Ze śmiercią jej do twarzy" 10.12.11, 18:10
                  Fajnie widzieć o takiej audycji! :) Może uda mi się póżniej załapać na "Towary Kolonialne" A jeśli nie dziś, to w jakąś kolejną sobotę, na pewno rzucę uchem...

                  >a już puszzcanie przez
                  > TVP "E=mc kwadrat", to jakiś ponury żart :]
                  :)
                  Słyszłam wczoraj w telewizji zapowiedż tej "najlepszej od lat komedii". Co z tego, że najlepsza skoro wszyscy znają ją niemal na pamięć.

                  A TVN daje "Ze śmiercią jej do twarzy" z roku 1992 - zabawna, choć też już oczywiscie mocno opatrzona czarna komedia w reż. R. Zemekisa, goteskowa satyra na odwieczną kobiecą obsesję piękna i młodości.

                  A wspominam o nim dlatego, że Zemekis, jako jeden z pierwszych reżyserów w historii kina (jeszcze przez Spielbergiem i jego "Parkiem Jurajskim" (1993) , zastosował w tym filmie komputerowe efekty specjalne, bez których dziś obejść się nie może żaden szanujący się film z gatunku kina rozrwykowo-przygodowego; efekty specjalne były tu na tyle udane, że film otrzymał za nie Oscara, a wiele efektownych scen z tego filmu przeszło już do historii- np. Maryll Streep z głową odwróconą o 180 stopni, czy Goldie Hawn biegająca z wielką dziurą na wylot w tułowiu (po postrzale) ... :)))


                  • barbasia1 Re: Radiowo ... R. Roxy / "Ze śmiercią jej do twa 10.12.11, 18:19
                    PS
                    ... efekty specjalne, bez których dziś obejść się nie może żaden szanujący się film z gatunku kina rozrwykowo-przygodowego, nie wspominając już o filmach z gatunku s-f czy fantazy.
                  • grek.grek Re: Radiowo ... R. Roxy / "Ze śmiercią jej do twa 11.12.11, 12:33
                    hehe, wiesz, TVP nawet Modę na sukces pewnie zapowiada jako "najlepszy serial w historii" ;]

                    wczoraj, w ogole, chyba sama powtórki na każdej możliwej stacji.

                    Ciekawe spostrzeżenie. rzeczywiście, w dobie dzisiejszych popisów z pomocą najnowszej
                    technologii poszli w zapomnienie pionierzy, którzy robili pierwsze filmy z efektami wizualnymi,
                    osiągając je za pomocą szprychy od rowera i sprężynki od długopisu :]
                    • barbasia1 Re: Radiowo ... R. Roxy / "Ze śmiercią jej do twa 11.12.11, 13:09
                      Zebyś wiedział! ;) "Moda na sukces" jest NAJpopularniejszą amerykańską operą mydlaną na świecie, oglądaną przez około 26,2 miliony widzów w 140 krajach i jest NAJdłużej emitowanym serialem w Polsce, jak podaje wiki. Więc oczywistą oczywistością jest, że taki serial musi być naj w TVP.

                      Telewizje mają teraz przerwę zimową...

                      >pionierzy, którzy robili pierwsze filmy z efek
                      > tami wizualnymi, osiągając je za pomocą szprychy od rowera i sprężynki od długopisu :]

                      hehe, a to już prehistoria w telewizji, epoka kamienia łupanego , epoka "szprychy od rowera i sprężynki od długopisu" w dziejach efektów wizualnych! :))
                      • grek.grek Re: Radiowo ... R. Roxy / "Ze śmiercią jej do twa 12.12.11, 14:21
                        o kruca, dane nakazują spokornieć... ;] ale, wiesz, mnie się wydaje, ze oni tę "Modę" puszczają z tej samej przyczyny, co skoki na nartach - bo podpisali lekkomyślnie długoterminowe kontrakty, z których nie mogą się w żaden sposób wyswobodzić. Potomkowie ułanów, w końcu, hehe.

                        właśnie, przerwa zimowa, dużo miejsca na... powtórki powtórek, nie spodziewam się żadnej kaskady dobrych premier filmowych. Może na święta coś dadzą ekstra-luks, jak sądzisz ?

                        • barbasia1 Re: Radiowo ... R. Roxy / "Ze śmiercią jej do twa 12.12.11, 15:33
                          He, he, bardzo prawdopodobe.
                          Z drugiej strony "Moda ..." (co to przebija w konceptach fantastycznych wszytskie filmy sf) chyba ma ciągle grono oddanych widzów !?

                          Prędzej u sąsiadów Czechów w telewizji pojawi się coś ekstra niż u nas! ;)
                          Aleee może TVP Kultura coś dobrego pokaże, może. Po telwizji publicznej, po TVN , Polsacie nie spodziewam się jakichś rewelacji filmowych na święta...
                          • grek.grek Re: Radiowo ... R. Roxy / "Ze śmiercią jej do twa 12.12.11, 15:55
                            chyba tak, hehe, przerażające trochę ;]]

                            właśnie tak, trzymam łapę na pulsie Ct, jak tylko coś ciekawego będzie, to dam znać, i będę się ubiegał o obejrzenie własnooczne.

                            widać, ze Czesi mają parcie na pokazywanie ciekawych rzeczy, w miesiąc dali więcej dobrych filmów niż TVP w pół roku :]

                            hmm, no to mamy taki sam brak zaufania dla gustu stacji komercyjnych, aczkolwiek... ja mam jednak bardzo cichą nadzieję, ze może POlsat czymś zaskoczy. TVN ma chyba finansowe dziury, jest w trakcie zmiany właściciela, więc poza żelaznymi punktami programu - szołami i reality szołami - specjalnie się nie angażuje.

                            Kultura - yes. mam nadzieję, ze na początku przyszłego tygodnia będę już się wyposażał się w dekoder, miało być na święta - no i tak też chyba wceluję. A jak u Ciebie polowanie ? :]
                            • barbasia1 Re: Radiowo ... R. Roxy / "Ze śmiercią jej do twa 12.12.11, 22:49
                              He,he :)

                              Bardzo dobrze. Tak trzymać (aj)!

                              > widać, ze Czesi mają parcie na pokazywanie ciekawych rzeczy, w miesiąc dali wię
                              > cej dobrych filmów niż TVP w pół roku :]
                              Wiesz co, to straszne!

                              Racja, Polsat może coś interesującego pokazać, tylko, że niestety oni tam w Polsacie mają okropny zwyczaj upychania tych dobrych filmów po nocy. No nic, wkrótce okaże się, co też tam w święta telewizje zaserwują.

                              A! Już wiem, że Polsat pokaże w ktoryś dzień świąt "Kewina w NY"! :)

                              Bardzo się cieszę, że tak się sprawy z dekoderem u Ciebie mają. Żeby Ci tylko dobrze odbierał!!!
                              A u mnie zrodził się nowy śmiały plan, żeby komp domowy /z dużym plaskim monitorem/ odbierał telewizję cyfrową!??? Jestem lekko zaniepokojona. Zobaczymy, co z tego wyjdzie.
                              W każdym razie też wkrótce powinnam mieć dostęp do TVPKultury.
                              • grek.grek Re: Radiowo ... R. Roxy / "Ze śmiercią jej do twa 13.12.11, 13:29
                                w święta można posiedzieć dłużej... :]

                                O szlag !, znów Kevin...

                                plan masz bardzo ciekawy, pozostaje mi tylko trzymać kciuki, żeby odpalił, ale byś miała
                                wypas, hehe.

                                • barbasia1 Re: Radiowo ... R. Roxy / "Ze śmiercią jej do twa 13.12.11, 15:00
                                  Dzięki! :)

                                  To ja zapraszam dziś do tanga:
                                  www.youtube.com/watch?v=O6Zcvw5eOg0
                                  :)
        • barbasia1 Re: :) 10.12.11, 14:20
          Ale chamskich psychopatów, ktorzy przychodzą tylko po to, by narzygać, nie lubię.
    • barbasia1 Dziś w nocy ... 11.12.11, 14:12
      w Polsacie powtórka, chyba nie przesadzę, jak powiem, naszego ulubionego film "Samotne serca", o północy się zaczyna. TVP2 zapowiada o 0:20 klasykę z 1979 roku "Zmory" w reż. W. Marczewskiego ( adaptacja powieści Emila Zegadłowicza).
      www.filmpolski.pl/fp/index.php/12709
      • grek.grek Re: Dziś w nocy ... 11.12.11, 15:23
        o, pamiętam że poświęciliśmy temu filmowi bardzo dużo uwagi ["Samotnym sercom"].

        spróbuję dzisiaj "Dextera" przyłapać, w drugiej odsłonie, hehe, coś tam się powinno
        już zacząć dziać, aczkolwiek - w 1, 2 i 4 serii z kopyta akcja ruszała mniej więcej w
        połowie. Na razie będzie facet się wydobywał pewnie z traumy, ojcem dzieciom będzie, a może
        jakaś nowa mama na horyzoncie zaświta ? no i - kto będzie tym razem jego przeciwnikiem ?
        w 2 serii był nim cwany, nieustępliwy i dociekliwy kolega z pracy, sierżant Dokes, więc mam
        wątpliwości, czy w 5 serii scenarzyści skopiują to rozwiązanie i postawią na innego
        policjanta z wydziału, rzeczonego już Quinna. To będzie, tak czuję, ktoś z zewnątrz, może
        jakaś kobieta tym razem ?.. [chociaż Lili z 2 serii zadna nie przeskoczy, hehe]

        aha, oglądałaś [oglądaliście] może "Lokatorkę" ? nie udało mi się w całości, ale z tego, co mi się z kolei udało - wyszło, ze to całkiem przyzwoity film był/jest :] jutro spróbuję nadziobać parę słów, i od razu powiem, że liczę na jakąs powtórkę, żeby móc w całości obejrzeć, a nie w 'większej połowie", hehe.
        • barbasia1 Re: Dziś w nocy ... 11.12.11, 15:42
          Nie, nie widzialam "Lokatorki", czekam więc z ciekawością na Twój komantarz o filmie.

          W takim razie przyjemnego oglądania Dexa!

          :)
          • grek.grek "LOkatorka"/"Dexter" V/2 12.12.11, 11:37
            W "Lokatorce" rzecz polega na tym, że do starego, zdezelowanego domu w Nowym Orleanie wraca dziewczyna. Powodem jest informacja o śmierci jej matki, właścicielki domu. dlaczego dziewczyna "wraca", gdzie była dotąd ? niestety, to było chyba na początku, czyli tam, gdzie
            nie było mnie :]

            Chałupę zamieszkują... dwaj faceci - eks-profesor uniwersytecki, niegdyś bardzo popularny wśród swoich studentów, i jego [eks-] wychowanek. Obaj nie wylewają za kołnierz, obaj nie dbają o wystrój wnętrza, żyją z dnia na dzien wypełniając sobie czas imprezami z sąsiadami, graniem na gitarce, śpiewaniem, czytaniem książek, które leżą wszędzie i można by rzec, ze się walają, jak również na wyrywki cytowaniem poetów amerykańskich. Dwaj panowie w, odpowiednio : bardzo srednim i lekko średnim, srednim wieku na życiowym aucie, ewentulnie solidnym wirażu. A siedzą tam, bo byli dobrymi znajomymi, przyjaciółmi, a i nawet coś więcej - zmarłej matki dziewczyny.

            Dziewczyna jest rezolutna, ale i subtelna, od początku między nią, a eks-profesorem dochodzi do słownych konforontacji, w których nie oszczędzają sobie razów. z młodszym jegomościem lepiej się dogaduje, może nawet się w nim podkochuje, ale on ma już narzeczoną, czy - sympatię, taką bardziej równolatkę.

            Z czasem wychodzi na jaw, że problem apatii obu panów polega na tym, że muszą tarmosić na plecach bagaż przeszłości, w której eks-profesor nie może odżłować śmierci swojej ukochanej, czyli matki dziewczyny, a i młodszy pan też miał w tej sprawie własne trzy grosze, bo z nią romansował, nawet się o nią pobili kiedyś; potem ona zmarła, a oni zostali razem, jak to przyjaciele... w ramach zadośćuczynienia, czy poradzenia sobie z przeszłością niechlubną, młodszy pan pisze ksiązkę, w której próbuje rozliczyć tamte czasy. Profesor bardzo go w tym nadzoruje, zeby pisał, pisał i od razu dawał do czytania. A młodszy pan, niegdyś cholerycznie zdolny student, coraz ciężej znosi tę presję, i coraz mniej wierzy w skutecznośc całej tej metody, na tyle że któregoś dnia tnie cześć powieści na kawałki i ozdabia nią drzewko choinkowe, świąteczne, część ląduje w kominku, a część udaje się profesorowi przeczytać.

            obaj panowie może i popijają i borykają się ze swoimi problemami, ale chcą pomóc dziewczynie wyjść na ludzi - w tym przypadku : dostać się do dobrej szkoły, uniwersytetu, aby zdobyła dyplom i miała świetlaną przyszłość :]

            Oczywiście, nie moze być tak dobrze, zeby w którymś momencie nie nastąpiła komplikacja, z powodu ukrywania czegoś przez jedną stronę przed drugą stroną, ale nie taka znowu, zeby nie można jej było rozwiązać, przy okazji detonując solidną bombkę poznawczą dla widza i zainteresowanych w filmie, no i na końcu musi być happy end, w formie ostatnio [a może i nie tylko] bardzo modnej :]

            Nie zdradzę, bo a nuż powtórzą ? ale, jak jest lekkostarszy pan, młoda panna, ten pan miał z jej matką długotrwały związek, no to... łatwo się domyśleć, co tam w trawie piszczy, hehe.

            film ma klimat, bez dwóch zdań. Po części odpowiada za niego nowoorleańskie otoczenie, w jakim się odbywa, architektura domostwa, zieleń otoczenia, po prostu wdzięk i urok aż miło popatrrzeć, a scena, w której dziewczyna i obaj panowie siedzą sobie na werandzie, podczas gdy pada deszcz - po prostu... inhalator dobrych skojarzeń.

            aktorzy. rzecz rozgrywa się przede wszystkim na linii Travolta - Scarlett J. Travolta jest sarkastycznym, uroczym pijaczkiem, sypiącym cytatami jak z rękawa, czasami złośliwym,
            czasami pogubionym, tym bardziej wiarygodnym i ujmującym, gdy staje się poważny; Scarlett... ją kocha obiektyw, kamera, a tutaj dodatkowo jest dziewczyną z zębem, przy
            którym nie traci swojej kobiecości, mieszającej się tym razem z dziewczęcością. Pepsic
            jest dla niej okrutna, zbyt okrutna - wg mnie :], dziewczyna naprawdę ma ten aktorski
            styl, który ją upodabnia do dawnych gwiazd kina. Analogowa dziewczyna/aktorka w cyfrowym świecie.

            Młodszego pana, tego co pisze ksiązkę, gra Gabriel Macht, którego widziałem na ekranie po raz pierwszy, i chyba miał i szczęście i pecha znajdując się obok ww. dwójki, bo to jednak
            dobrze pokazać się obok takiej dwójki ;), ale i pechowo, bo oni zupełnie kradną film, mimo że bohater pana Machta jest bardzo ważnym, ja wiem... buforem, łącznikiem, spoiwem pomiędzy pozostałą dwójką z "ich trojga", postacią kluczową.

            Travolta gra najlepszą rolę od kiedy go widziałem w "Pulp fiction", Scarlett jest zabójcza... dla nich i dla Nowego, a jakże wdzięcznie - starego, OrleanA dookoła nich, dla tej zapadłej, a jakże
            klimatycznej chałupy, w której siedzą - naprawdę warto obejrzeć. Historia jest namolnie pokrzepiająca, trochę schematem zarzuca, bardzo american style, ale to nie razi, bo ww. atuty skutecznie trzymają przy ekranie :]

            w jutubie jest on pod tytułem "A love song for Bobby Long", w wersji anglojęzycznej - tytuł to nazwa tej powieści, którą ostatecznie pan lekkośredni napisze i wypuści w obieg, co sie okaże w ostatniej scenie.

            może trailer, póki co :
            www.youtube.com/watch?v=2E1blov7nPs
            2 odc Dexa już coś rozkręca.
            pan Dex ofk musi zmagać się z ojcostwem, dzieci od niego odchodzą do dziadków, bo go winią za śmierć matki [nie moga wiedzieć, jak było, ot po prostu "jakbys się w naszym życiu nie pojawił, to mama by żyła", motorem całej niechęci jest córka Rity, syn, młodszy, by chciał z Dexterem zostać, ale wybiera bycie z siostrą; najmłodszy syn, ten już przez Dextera sprowadzony na świat - zostaje z nim, wszak to bobas jeszcze, heh].

            Dexter Trinity'ego zabił i zatopił ciało w głębokiej wodzie, ale... policja nic o tym przeca nie wie, więc ciągle szuka Trójkowego. Docierają do zeznań jego rodziny, i pojawia się nazwisko "Kyle'a Butlera", czyli... Dextera, który zbliżył się do Trinity'ego pod takim właśnie przybranym nazwiskiem. sporządzają rysopis, nie jest on zbyt czytelny, ale... Quinn, który węszy w całej sprawie - chyba juz zaczyna mieć bardzo mgliste póki co, ale jednak podejrzenie, ze może chodzić o Dextera, który mu się cokolwiek nie podoba. przy okazji Quinn i siostra Dextera mieli jakiś burzliwy seks w 1 odcinku - dla niej, jak się okazuje, była to przygoda dla rozładowania napięcia, dla niego - jakis sygnał wyższych uczuć, czemu ona dzielnie zaprzecza. Czy on mu się podoba, czy naprawdę się w niej zakochał, czy tylko chce bliżej Dextera się usadowić ?

            póki co, Dextera z dziećmi zostawił dom, w którym mieszkali z Ritą i się przeprowadzili do siostry Dextera [do czasu, bo dzieci Rity odchodzą na końcu odcinka, do dziadków, jak już wspomniałem]. Wynamując samochód dostawczy celem przewiezienia rzeczy z miejsca A do miejsca B Dexter odkrywa, ze samochód ów ma w środku ślady krwi. Instynkt bierze górę nad
            rozsądkiem [że może teraz pora skupić się na dzieciach, a nie na odstawianiu "batmana"] - Dexter przegląda rejestr poprzednich użytkowników auta i tym sposobem wpada na ślad mordercy kobiet, który zabija je, pakuje w beczki, te beczki topi w bajorze, a zostawia sobie
            pasma włosów swoich ofiar, przewiązane wstążeczkami, czyli, jak każdy seryjny morderca w tym serialu [ w tym sam Dex] - kolekcjonuje trofea.

            Dexter prokuruje spotkanie z nim, niby zawodowe [facet zajmuje się higieną urbanistyczną, np. usuwa zwłoki zwierząt, które padły ofiarami kolizji drogowych i właśnie do takiego przypadku Dexter dzwoni do jego firmy], chce mu się przyjrzeć z bliska; włamuje się do jego mieszkania, zeby je sobie obejrzec, natrafia na te trofea... aż tu nagle facet wraca do chaty, i Dexterowi ledwie udaje się wymknąc niezauważonym.

            zatem, cos tam się kręci, heh, stay tuned :]

            • barbasia1 Re: "LOkatorka"/"Dexter" V/2 12.12.11, 15:17
              Noooo, z Twego opisu ładna rzecz się wyłania. Podoba mi się.

              Ożeż! Trawolta siwuteńki w tym filmie!? / na zdjęciach z pozostała dwójką bohaterów/

              www.filmweb.pl/film/Lokatorka-2004-112434#picture-2
              www.filmweb.pl/film/Lokatorka-2004-112434#picture-4
              Dom rzeczywiście z nowoorleańskim sznytem, z klimatem
              www.filmweb.pl/film/Lokatorka-2004-112434#picture-13

              "Dexter" - pogoń za kolejnym złoczyncą / brrr!/ się rozpoczyna ...
              :)

              • grek.grek Re: "LOkatorka"/"Dexter" V/2 12.12.11, 15:34
                hehe, i nie dośc, ze "szronem obsypany", to taki... przerzedzony nieco ;] ale możliwe,że to stylizacja taka, bo Travolta gra faceta, ktory dostał od życia po tyłku, jest na zakręcie, a w dodatku choruje na nerki [ o ile od tego włosy siwieją, hehe]... robi to zresztą naprawdę
                dobrze, nie byłem miłośnikeim jego aktorstwa, cenię go za "Pulp fiction" i za "Gorączkę sobotniej nocy", ale dopiero w tym niepozornym komediodramacie polubiłem jego styl, może to dlatego, ze bohater da się lubić ? moze w ogóle dyskusja o "lubieniu" aktorów, to nieporozumienie, bo lubimy postaci, które grają, albo tych postaci nie lubimy ? jak uważasz, Barbasiu ?

                a tak, coś się zaczyna, i wygląda na to, ze będzie klasycznie - Dexter będzie ścigał, ale i sam ściganym będzie, bo policja idąc tropem "Kyle'a Butlera" MUSi w końcu do niego dotrzeć. Jesli Quinn dysponuje rysopisem owego "Kyle'a" sporządzonym na podstawie zeznań rodziny Trinity'ego, i jeśli podejrzewa, ze Dexter jest w całą historię zamieszany, to w następnym odcinku poleci do tejże rodziny ze zdjęciem Dexa i pytaniem "czy to jest Kyle Butler ?" :] no i dostanie odpowiedź twierdzącą. albo poinformuje policję, ze Dexter i trinity się znali, albo nie poinformuje ani policji ani Dextera, ze coś na niego ma i będzie prowadził z Dexem swoistą gierkę, będzie go śledził, grzebał w jego życiu, i tajemnica Dextera, czyli to, ze jest serial killerem, zacznie być poważnie zagrożona.

                wiesz, to byłoby powtórzenie schematu z 2 serii, wybitnego thrillera w odcinkach, gdzie Dexter miał za rywala gliniarza ze swojego wydziału, który odkrył, czym się Dxter po godzinach zajmuje, i wskutek naprawdę zabójczych twistów i spinów Dexterowi udało się wyjśc z całej opresji cało.

                Dlatego, jeśli Quinn ma naprawdę Dexowi zaszkodzić, a jednocześnie widz ma nie przeżyć deja vu, to scenarzyści muszą mieć coś naprawdę świetnego w zanadrzu, na co zresztą, hehe, liczę.

                • barbasia1 Re: "LOkatorka"/"Dexter" V/2 12.12.11, 23:05
                  Ale chyba tak do końca nie da się oderwać aktora, człowieka (z jego fizycznoscią, mniej lub bardziej przekonującym sposobem grania) od postaci, które odgrywa i postaci filmowej od danego aktora, czlowieka ...

                  Zapowiada się ciekawie ta 5. seria Dextera ...

                  :)
                  • grek.grek Re: "LOkatorka"/"Dexter" V/2 13.12.11, 13:41
                    no właśnie, na ile to jest możliwe ?.. kiedyś tzw. gwiazdy kina były całkowicie utożsamiane z postaciami, stąd się wzięły ich tzw.legendy - Dietrich była femme fatale, Valentino był amantem, Dean buntownikiem, Monrore słodką idiotką itd. Byli charakterami, które TYLKO grali, nawet jesli się z nimi utożsamiali. Nie było tak rozbudowanych mediów, dzięki czemu widownia nie mogła
                    dotrzeć do informacji, ze "Dietrich kupiła papier toaletowy, rolek 15", "Valentino dostał zapalenia pęcherza", "Dean zjadł rybę z frytkami i popił piwem", "Monroe zepsuła się maszynka do depilacji" - te informacje sprowadzają aktora do pajaca, pełnią funkcję demitologizującą, sprowadzają go na ziemię, jest wyrobnikiem, a nie kimś owianym tajemnicą.

                    yes, może być ciekawie, liczę na to :]

                    a'propos tych "pomidorów latających" powyżej, to w innym temacie na forum też jest post tego pana/pani/nicka i też usunięty, więc może to jakiś najemnik ;]
                    btw, w paru innych miejscach na "gazecianych" forach odezwało/odzywało [bo z róznych okresów czasu były to teksty] się parę osób, które ponoć czytają, co my tutaj wyrabiamy, zwykle pozytywnie, ale mimo wszystko, tak czy owak - cza na głowie durszlak nosić, bo to nigdy nie wiadomo nic, heh. wiesz, ja też podczytuję rózne wątki, fora bez dopisywania się, zatem - miejmy nadzieję, ze po prostu kto czyta, ten też czasami się ma okazję się uśmiechnąć :]
                    • barbasia1 13 grudnia roku pamiętnego 13.12.11, 15:30
                      miałam wtedy kilka lat, i pamiętam, że zamiast teleranka zobaczyłam zaśnieżony obraz, zreszta chyba przez cały dzień nic nie pokazywano w telewizji, tego dnia;
                      po południu, koło siedemnastej, kiedy zapadł już zmrok rodzice pozowolili mi wyjść na dwór i postać chwilę przed klatką, nigdzie dalej nie mogłam się ruszyć, nawet za winkiel bloczku, bo, O Matko! stan wojenny, człogi na ulicy. Pamiętam, że bardzo chciałam iść "na miasto" i te czołgi zobaczyć (sądziłam, że i w naszym miejście czołgi wyjechały na ulice), jednak posłuszeństwo zwyciężyło.
                      Od zawsze byłam ciekawa świata i ludzi. ;)


                      Bill Frisell - Solos
                      www.youtube.com/watch?v=IO3xLtP2dHA&feature=related
                      • grek.grek Re: 13 grudnia roku pamiętnego 13.12.11, 15:59
                        no to przynajmniej coś pamiętasz... ja nawet tego Teleranka słynnego, co go nie było - nie mam w pamięci.

                        wczoraj wyświetlili najnowsze badania i wychodzi z nich, że 49 do 31 % naród przyznaje słuszność rządzącym wówczas.

                        tak serio - powiedzmy, że general z kolegami nic nie robią, zaczynają z Solidarnością rozbierać system... czy Sowieci biernie, z rękami w kieszeniach patrzyliby, jak im największa cegła z muru wypada ? wg mnie, to nonsens. General wiedzieć na sto procent nie mógł NIC, musiał
                        antycypować, a po wydarzeniach w CSRS i na Węgrzech, znając metody radzieckich towarzyszy - nie mógł postąpić inaczej, jeśli polska racja stanu była priorytetem. to co dzisiaj mówią starzy dowódcy radzieccy, a mówią różne rzeczy - - nie ma znaczenia, wg mnie. Ważne, co by zrobili Sowieci wtedy. a wtedy nikt nie mógl niczego przewidzieć.

                        ci, co tak ochoczo krzyczą, ze "nie weszliby" powinni sobie zagadkę zaordynować - sytuacja, wg mnie, przypominała spacer w ciemnościach po ścieżce, na której już dwie osoby poniosły śmierć wpadając do głębokiej dziury z kwasem solnym. Jasne, można po latach mówić,ze trzeba było pójśc, bo te dziury, to wymysł był, ale gdyby stali u progu tej ciemności z perspektywą kompletnie niejasną - nie zrobiliby ani kroku.

                        powiem Ci, ze ja już nie słucham tych rozmów, dyskusji o SW, wg mnie wszystko zostało powiedziane, i jeśli po dekadzie naprawdę nachalnej propagandy, że to była "zbrodnia", że "nie weszliby" i że "chodziło o degradację narodu" ów naród powiada, ze to brednie - wystarczy :]

                        • barbasia1 Re: 13 grudnia roku pamiętnego 13.12.11, 16:50
                          Byłeś już wtedy na świecie? :)

                          W pełni podzielam Twą opinię.
                          I tylko jakieś nowe oczywiście wiarygodne dokumenty mogłyby wpłynąć na zmianę oceny SW i generała.

                          :)
                          • pepsic Re: 13 grudnia roku pamiętnego - cytaty 13.12.11, 20:57
                            Ja wręcz przeciwnie, nie zgadzam sie z Waszymi poglądami dot. generała i pozwolę sobie zacytować za blogerem szczurbiurowy:
                            "Zatwardziały ideolog, komunistyczny aparatczyk, wojskowy trep, który doprowadził Polskę do ruiny gospodarczej i duchowej, który zniszczył swoimi działaniami wielki kapitał społeczny jaki niosła Solidarność - teraz ten człowiek na progu śmierci ma czelność mówić narodowi, który tak skrzywdził, że to właśnie on, ten rosyjski paputczik miał rację. I z tym przekonaniem chce uciec w śmierć, uciec przed sprawiedliwością, jaką naród powinien mu wymierzyć. Za Grudzień 1970, za Wujka, za miliony wypchniętych na emigrację."

                            Dodam, ze w sprawie stanu wojennego pojawiły sie nowe dokumenty, powtórzę za niezalezna.pl:
                            "ZSRR straszył użyciem siły, ale w grudniu 1981 roku nie było żadnych ruchów wskazujących na możliwą interwencję wojsk radzieckich w Polsce - wynika z dokumentów NATO z tamtego okresu, które zostaną upublicznione dziś w Brukseli."

                            Ps. Grek się zgrabnie wywinął. Ja nie będę taka;), postaram sie coś skrobnąć na ogólnonarodowej fali w temacie, co, gdzie i kiedy - dokładnie 30 lat temu.
                            • barbasia1 Re: 13 grudnia roku pamiętnego - cytaty 14.12.11, 00:12
                              Liczyłam na Twój głos w kontrze. I nie zawiodłam się! :)

                              Ja nie będę taka;), postaram sie coś skrobnąć na
                              > ogólnonarodowej fali w temacie, co, gdzie i kiedy - dokładnie 30 lat temu.

                              Nie wybaczyłabym Ci jakbyś t a k i e j historii nie opisała!!! :)

                            • grek.grek Re: 13 grudnia roku pamiętnego - cytaty 14.12.11, 13:41
                              hmm, obie strony mają swoje dokumenty :]

                              jest kopia wniosku ówczesnego radzieckiego polibiura powołująca pod broń kilkadziesiąt tys. rezerwistów... wojskowe dokumenty czeskie i enerdowskie... raporty wywiady USA, które
                              zostały odtajnioine w ostatnich latach... wypowiedzi ówczesnych szefów państw europejskich [Mitterand, Thatcher, Helmut Schmidt] wskazujące, ze interwencję radziecką, w wypadku problemów polskich władz z zaprowadzeniem porządku, traktowali absolutnie poważnie, jako wariant prawdopodobny wysoce...są wypowiedzi generała Haiga, sekretarza stanu USA i niedawnego dowódcy własnie NATO, o dokładnie takiej samej treści, co ww. polityków...

                              Wiesz, to są wypowiedzi ludzi, którzy mieli dostęp do wyników prac wywiadowczych, ludzi z zewnątrz, racjonalnie rozpatrujących sytuację. Jaruzelski, i jego ekipa, żadnej wiedzi nie posiadali, bazowali na własnej znajomości rzeczy, przewidywaniu scenariuszy jakie mogły się ziścić, w wypadku, gdyby zostawili Solidarnośc i pozwolli na eskalację napięć.

                              Czemu Amerykanie nic nie zrobili poza nałożeniem sankcji gospodarczych ? przecież od kuklińskiego wiedzieli juz, co trzeba, dlaczego nie zadziałali wcześniej, nie weszli w paradę
                              polskiej władzy ? mogli to zrobić. czego się obawiali ? Czyżby wizji powtórki z Pragi i Budapesztu, które ich upokorzyły, bo wykazały kompletną bezsilność w obliczu Sowietów ?

                              • pepsic Re: 13 grudnia roku pamiętnego - cytaty 14.12.11, 19:33
                                Zachowała się też nota, w której generał prosi Moskwę o pomoc.
                                Przerzucanie się papierkami nie zmieni faktu, że podniósł rękę na własny naród. I może dopisywać miejskie legendy i się gloryfikować tudzież zamieszczać kuriozalne pseudo przeprosiny - nic go nie usprawiedliwi i nie umniejszy winy. A ten sowiecki order Lenina (dwukrotny), to niby za co?
                                Co do interwencji obcych wojsk, nigdy nic dobrego z niej nie wychodzi, choć niestety czasem jest konieczna, ale pośpiech nie jest wskazany. I to może być istota sprawy.
                                Ps. Rokrocznie zadziwia mnie to, że połowa społeczeństwa bezrefleksyjnie uwierzyła tym dyrdymałom.
                                • pepsic Re: 13 grudnia roku pamiętnego - cytaty 14.12.11, 19:54
                                  * wierzy
                                • grek.grek Re: 13 grudnia roku pamiętnego - cytaty 15.12.11, 14:14
                                  Odręczna, jeśli pamiętam dobrze ? wiesz, trudno orzec na ile to jakiś dygnitarz zinterpretowal jako prośbę o pomoc, a na ile była to prośba w rzeczy samej.

                                  Ja to pomijam, wiesz, sytuacja była jaka była, Związek Sowiecki był jaki był, Węgry i Czechosłowacja swoje przerobiły, Zachód wojny by ZSRR nie wypowiedział, tak jak i
                                  nie wypowiadal jej z okazji innych ww. interwencji... Nie wierzę, że Rosjanie by stali i
                                  przyglądali się, jak 40 milionowy barak socjalistyczny robi sobie co chce. Rosjanie byli
                                  za dużym kotem, zeby myszka mogła go za ogon bezkarnie ciągnąć :]

                                  jasne, wyjście było dramatyczne i fatalne, ale... innego nie było. To było jak ucięcie
                                  nogi żeby ratować życie, wg mnie. Nie chcę wiedzieć, gdzie byłaby Polska gdyby wtedy
                                  wladza umyła ręce i zezwoliła na chaos. A tak... 8 lat później był okrągły stół...

                                  Imo, racją stanu było wówczas czekanie na zmiany w samym ZSRR, na to że reżim słabnie i
                                  za chwilę się zmienią zasady gry. Wszyscy czekali. NRD, Czesi, Rumunia, Węgry, wszyscy czekali na upadek komunizmu w samym ZSRR.

                                  Rosjanie mieli tutaj ćwierć miliona żołnierzy. Wystarczył jedne rozkaz z Kremla i w 12 godzin byłoby po herbacie, a dzisiejsi bohaterowie ze styropianu nie byliby internowani po róznych sanatoriach i domach wypoczynkowych, tylko siedzieliby o chlebie i wodzie w radzieckich kazamatach, grając w pici polo ze szczurami. Tak by było :] łatwo jest dziś mówić, ze "by nie weszli", kiedy jest po sprawie i nie weszli, bo nie dostali pretekstu.
                          • grek.grek Re: 13 grudnia roku pamiętnego 14.12.11, 13:30
                            hehe, yes, ale taki mało świadomy jeszcze byłem tego, co się dzieje dookoła ;]

                            no właśnie, tylko czy takie dokumenty istnieją ? jak mówią ci, co sie znają trochę na
                            ówczesnych realiach - na Kremlu decyzje podejmowało kilka osób, bez pozostawiania
                            po sobie śladów w papierach :]

                            • barbasia1 Re: 13 grudnia roku pamiętnego 14.12.11, 16:14
                              Ach tak... :)))


                              ...
                      • grek.grek Re: 13 grudnia roku pamiętnego 13.12.11, 16:00
                        P.S : dzisiaj takie nastrojowe kawałki grasz :] fajne są.
                        • barbasia1 Re: 13 grudnia roku pamiętnego 13.12.11, 16:28
                          Cieszy mnie bardzo, że Ci się podobają. Bill Frisell jest cudny! Poznałam go niedawo w "Czterech strunach świata", audycji muzycznej w radiowej Dwójce, zresztą Vince'a Mendozę także, wcześniej ...

                          :)))
                      • pepsic Re: 13 grudnia roku pamiętnego 13.12.11, 23:39
                        Ja utknęłam w samym sercu wydarzeń, na wybrzeżu, dokładnie na dworcu w Gdańsku, gdzie czekałam bezskutecznie na pociąg do dalszego celu podróży i gdzie w nocy o 12 z minutami wpadły na perony zatrwożone działaczki z Solidarności informując, że hotel, w którym odbywał się zjazd Solidarności został otoczony przez kordony milicji, że Wałęsa aresztowany, a łączność odcięta. Ok. 4,5 nad ranem od kierowcy PKS (jedynego wtedy środka lokomocji) dowiedziałam się, że wprowadzono stan wojenny, co wywołało moje wielkie zdziwienie, dlaczego nie wyjątkowy. Pamiętam, że się tego uczepiłam. Jaka wojna? Rodacy rodakom nie mogą tego zrobić! A potem czekała mnie dłuuuga podróż do domu ponad 500 km, bez przepustki, w nocy, po ośnieżonych ulicach wyludnionych miast, ale co tam miałam czas, ferie nam zgotowano i obserwowanie, jak funkcjonariusze obwieszczeniami plakatują miasta. Generalnie 13 grudnia 1981 roku spędziłam w jednostce marynarki wojennej, nawet mam stosowne foto.
                        • barbasia1 Re: 13 grudnia roku pamiętnego 14.12.11, 00:03
                          pepsic napisała:

                          > Ja utknęłam w samym sercu wydarzeń, na wybrzeżu, dokładnie na dworcu w Gdańsku,

                          Ależ niesamowita historia, przygoda Pepsic,
                          aż mi ciary przeleciały po plecach!

                          Czyż ten wątek nie jest niezykły!

                          :)
                    • barbasia1 Re: "LOkatorka"/"Dexter" V/2 13.12.11, 16:12
                      ad. 1 / później odpowiem/

                      A wiesz, że też wrzuciłam tego nicka do przeglądrki, ale nic mi nie pokazała, oszustka!? Pewnie jakiś troll stworzony do rozróby!?

                      Naparwdę znalazłeś w sieci komentarze na temat naszego wątku!!!??? Osobiście jeszcze niegdy nie natrafiłam na takie komentarze, ale prawdę mówiąc rzadko wychodzę poza FT /czasem czytam FKobieta, FMężczyzna, i lubię jedno forum prywatne /.
                      A wiesz, że zastawiałam się czasem, czy ktoś opócz nas czyta to co tu piszemy, w końcu to forum publiczne, trochę ludzi musi tu wchodzić ...
                      To miło słyszeć, że komentarze są /były raczej pozytywne! :)

                      zatem - miejmy nadzieję, ze po prostu kt
                      > o czyta, ten też czasami się ma okazję się uśmiechnąć :]

                      O tak!
                      I pozdrawiamy zatem serdecznie wszytkich czytających pozytywnie ustosunkowanych! :)

                      >ale mimo wszystko, tak czy owak - "cza na gło wie durszlak nosić, bo to nigdy nie wiadomo nic, heh"
                      Ha,ha! :)
                      • grek.grek Re: "LOkatorka"/"Dexter" V/2 14.12.11, 13:46
                        może go coś zbulwersowało na tyle, że az się specjalnie zalogował ;]

                        yep, teraz ich nie odnajdę, ale - yes, były takowe, i to z nicków, co ich nigdy
                        w życiu nie widzialem wcześniej, hehe.

                        heh, bawmy się tym wszystkim :] [ofk, nie zapominam o perspektywach modyfikacji albo
                        dwutorowości, o których wspominałaś]

                        • barbasia1 Re: "LOkatorka"/"Dexter" V/2 14.12.11, 15:40
                          To bardzo prawdopodobne, Sherloku.
                          aleee
                          Nie wywołuj wilka z lasu, gdy wilk właśnie nie ma czasu! :)

                          Nienie, nie trzeba szukać, to byłoby na pewno skomplikowane, czasochłonne, wystarczy, że Ty widziałeś, czytałeś i nam o tym mówisz!

                          Dwutorowość, z dodatkowym nie(po)spieszym torem (blogiem), byłaby moim zdaniem, bardzo dobra. :)

                          >bawmy się tym wszystkim :]
                          Tak, tak!
                          I czerpmy radość z rozmowy! :)
                          • grek.grek Re: "LOkatorka"/"Dexter" V/2 15.12.11, 14:02
                            dzięki za zaufanie :]

                            pewnie tak, tylko jak to pozbierać wszystko, co tutaj było, a było tego, ze... ho ho, i jeszcze trochę, jak to usystematyzować, jak to ew. poprawić, żeby nie było skrajnie chaotyczne, czy tylko przekleić same recenzje, czy je pouzupełniać o pogaduszki, co się przy okazji urodziły, cale one czy tylko wybrane sekwencje ?, czy to jakoś inaczej zrobić ? ... wg mnie, trzeba by to jakoś rzeczowo zaplanować... poza tym, moje pojęcie w kwestiach technicznych jest dośc blade, musialbym przejśc jakieś szkolenie, zeby max aktywnie współuczestniczyć... :]

                            o to chodzi :]
                            • barbasia1 Re: "LOkatorka"/"Dexter" V/2 17.12.11, 15:02
                              :)))

                              Bardzo rzeczowo, widzę, zabierasz się do sprawy. Super! :)))

                              Myślę, że najlepiej będzie wpisywać czy przenosić (poprawione lub nie) teksty w dowolnej kolejności, według uznania, a porządek wprowadzi nam alfabetyczny spis treści z tytułami filmów (klikając w tytuł automatycznie przenosisz się do streszczenia) i ewentualnie, fakultatywnie też indeks rzeczowy, hasłowy (gatunki filmów, nazwiska aktorow, reżyserów itp.)

                              Myśle, że na blogu znaleźć się mogą, ale wcale nie muszą (np. zaraz za tekstem głównym, albo w miejscu przeznaczonym na komentarze), niektóre nasze komentarze i uwagi (tez poprawione lub nie) , które bezspośrednio dotyczą tego filmu, aktorów itd.

                              Jeśli chodzi o kwestie techniczne to w sieci można znaleźć wszelakie informacje na ten temat (nawet zauważyłam, że na jakichś stronach czy blogach , nie pamiętam już, wyświetlała mi się ikonka zachecająca do założenia blogu), po drugie, co tu daleko i głęboko szukać w sieci, jest z nami Maniaczytania, nasza fantastyczna blogerka, przypominam, zachęcam w imieniu tejże do czytania, komentowania jej blogu(ów): mojeprzemiany.blox.pl/html
                              , jestem przekonana, że ona chętnie przeszkoli Cię w kwestii zakładania blogu i poruszania się po nim ( ja też przy okazji dam się przeszkolić :).


                              Aleee może pomyślimy o tym jeszcze poważniej już w nowym roku, co? ( jak będę miała głowę wolną)

                              :)
                              • grek.grek Re: "LOkatorka"/"Dexter" V/2 17.12.11, 16:02
                                poważnie brzmi :]

                                techniczne rzeczy, to raz; dwa konwencja; wiesz, Barbasiu, blogów/stron z recenzjami filmowymi są setki, jak nie tysiące, fajnie by było mieć takiego "haka", żeby ich : a] nie kopiować, b] móc w tym "haku" wykorzystać to, co już zostało napisane i dokonywać tych przeklejek/przenosin pod kątem tej konwencji.

                                moim zdaniem, konwencja jest kluczem. Co sądzisz ?
                                • barbasia1 Re: "LOkatorka"/"Dexter" V/2 17.12.11, 16:54
                                  Właśnie, poważnie to zaczyna brzmieć, aż się teraz przejęłam (ja z tych przejmujących się jestem :) i jednocześnie przestraszyłam, czy damy radę czy starczy nam /MI pary na drugi tak efektowny tor!?!?!?

                                  To prawda w necie są nieliczone ilości blogów filmowych i stron z recenzjami, komentarzami na temat filmów, twórców filmowych, ale chyba nie ma ani jednej strony, która zawierałaby tak szczegłówe opisy, streszczenia filmów z cytatami, w dodatku podlane właściwym dla filmu klimatem /plus jeszcze do tego komentarze/ (bo chyba nie ma, aż tak tak dokladnie nie przetrząsnęłam netu i blogów filmowych). To jest ,myślałam sobie wcześnie, przede wszytskim ta nowość , z którą byśmy weszli ...

                                  > moim zdaniem, konwencja jest kluczem. Co sądzisz ?

                                  W pełni z Tobą zgadzam.

                                  Masz rację, trzeba by rozważyć poważnie przeniesienie rozmów ...

                                  Nieno, właściwie to bardzo dobry pomysł...

                                  :)
                                  • grek.grek Re: "LOkatorka"/"Dexter" V/2 18.12.11, 11:45
                                    hehe :]

                                    Warto się nad tym dobrze zastanowić. Just another film-blog, to nie jest chyba
                                    to, o co by chodzić miało..? Wg mnie, musi być "hak", coś oryginalnego, w czym jednocześnie dałoby się zawrzeć to, co już zostało napisane, albo w całości albo wybrane fragmenty, bo
                                    rozumiem, ze tzw. plankton konwersacyjny zostanie odsiany :] Jakiś "hak"...
                                    • barbasia1 Re: "LOkatorka"/"Dexter" V/2 18.12.11, 13:27
                                      :)
                                      > rozumiem, ze tzw. plankton konwersacyjny zostanie odsiany :]
                                      Cześć na pewno trzeba będzie odciąć, sorry ...

                                      [...] Wg mnie, musi być "hak", coś oryginalnego, w czym
                                      > jednocześnie dałoby się zawrzeć to, co już zostało napisane, [...]

                                      Masz rację, Greku. Wiesz, im dłużej o tym myślę tym bardziej mi się to podoba, tym bardziej jestem przekonana to tego pomysłu ...
                                      (Kiedy wyskoczyłam z tym pomysłem blogu filmowego, to myślałam wyłącznie o Tobie jako autorze.)

                                      Tomasz Raczek w przedmowie do I tomu "Leksykonu filmowego na XXI wiek" , w którym autorzy wspomniany już Raczek i Kałużyński oryginalną formułę mówienia o filmie w postaci dwugłosu, dialogu zastosowali, apelował: "Dyskutujcie (sic!), kłóćcie się kochani o filmy, przeżywajcie je jeszcze raz w trakcie rozmowy. Niech żyją w was dłużej niż w kinie!"
                                      I wcześniej "W imieniu Pana Zygmunta i swoim bardzo do tego namawiam: parwdziwemu kinomanowi nic bowiem nie psrawia wiekszej radości, niż zacięty spór, pozwalajacy nazwać po imieniu wszytskie powody swojej satysfakcji lub artystycznego rozczarowania."

                                      To mogłoby być nasze motto!?

                                      :)
                                      • grek.grek Re: "LOkatorka"/"Dexter" V/2 18.12.11, 14:46
                                        no właśnie, może to ten "hak" by był :] Coś w tym guście, coś co by RÓZNIŁO tą rzecz od innych setek blogów, stron z recenzjami i wszelakich innych, coś oryginalnego. W każdym razie, jest to jakiś pomysł i wstęp do poszukiwań. krok po kroku i coś nam się urodzi :]
                                        • barbasia1 Re: "LOkatorka"/"Dexter" V/2 18.12.11, 15:00
                                          >Coś w tym guście, coś co by RÓZNIŁO tą rzecz od innych setek blogów, stron z recenzjami i >wszelakich innych, coś oryginalnego.
                                          Bardzo mądrze mówisz.

                                          Co cztery głowy to nie jedna.

                                          :)
                                          • grek.grek Re: "LOkatorka"/"Dexter" V/2 18.12.11, 15:10
                                            właśnie :] czasami najlepsze pomysły przychodzą nieproszone. Na pewno coś się uda wykoncypować.
                                            • barbasia1 Re: "LOkatorka"/"Dexter" V/2 18.12.11, 15:24
                                              Ale wstępną koncepcję już mamy?


                                              forum.gazeta.pl/forum/w,14,130276386,131658680,Re_Biegajac_z_nozyczkami_slow_pare.html
    • grek.grek kinowowo/zapowiedziowo dziś/jutro 14.12.11, 15:24
      w Polandzie za niebawem, oficjalnej premiery też jeszcze nie było, a w Ameryce i Brytfanii już pierwsze oceny z przedpremierowych pokazówek "Dziewczyny z tatuażem", american wersji
      "Millenium", za które Fincher się złapał :
      kultura.gazeta.pl/kultura/1,114438,10810280,_Pociagajaca_gowniara__To_Lisbeth_swieci_najjasniej_html
      House nocą, w TVN jakiś thrilller o epidemii #... któryś z kolei ;], tyle ze tym razem z Kidman i panem Bondem najnowszej generacji; Kultura zachęca czymś, co się nazywa "To właśnie Anglia', rzecz ma być o chłopcu, który zadaje się ze skinami i mu się to całkiem podoba, a że to "dramat", to pewnie w pewnym momencie przestaje być różowo; i uwaga : Dwójka się szapnęła - dają "Życie na podsłuchu", wbrew wymowie tytulu - rzecz dość głośną, i młodą wiekiem stosunkowo - w nocy o 1:30, a jutro riplej o 21:40. No proszę, niedawnośmy się znęcali nad nimi, ze uprawiają kunktatorstwo w tym dwójkowym "filmowym eksluzywnym klubie", a tutaj... voila, hehe, ktoś się uambitnił.
      • barbasia1 Re: kinowowo/zapowiedziowo dziś/jutro 14.12.11, 15:55
        O! Dzięki. Linkę raz jeszcze jeszcze wklejam, bo Twoje nie działa:

        kultura.gazeta.pl/kultura/1,114438,10810280,_Pociagajaca_gowniara___To_Lisbeth_swieci_najjasniej.html
        Chyba się wybiorę w przyszłym roku na "Dziewczynę ... / 4 zaległe recenzje kinowe z tego roku mam, ale jestem beznadziejna ... ://

        Właśnie cud jakiś, że nie ograniczyli się w Dwójce wyłącznie do nocnej emisji i że pokażą
        "Życie na podsłuchu" także jutro po "Housie" ; planuję obejrzeć.
        :)
        • grek.grek Re: kinowowo/zapowiedziowo dziś/jutro 15.12.11, 14:17
          o, widzisz, dzięki za korektę, Barbasiu :]

          słusznie, to może być bardzo dobry film, a... recenzje narobisz, kiedy czas pozwoli. Nie uciekną :]

          hehe, powiem Ci więcej, TVP nie wyłącza już nadawania w nocy, jak w ramówce - tak na ekranie. Cud normalnie. Cud. było cuT, a jest cuD, heh.

          Koniecznie musisz. Na dole trochę więcej napisalem, a tutaj tylko powtórzę, ze obie pozycje są świetne - i aktutalny odc. House'a i Życie.

          • barbasia1 Re: kinowowo/zapowiedziowo dziś/jutro 17.12.11, 15:10
            grek.grek napisał:

            > słusznie, to może być bardzo dobry film, a... recenzje narobisz, kiedy czas poz
            > woli. Nie uciekną :]
            Heh!!! Dzięki Ci Greku! Dobry i wyrozumiały z Ciebie człowiek! :)))

            > hehe, powiem Ci więcej, TVP nie wyłącza już nadawania w nocy, jak w ramówce - t
            > ak na ekranie. Cud normalnie. Cud. było cuT, a jest cuD, heh.

            O ! Dobra wiadomość! :)
            No wiesz, wraz z nadejściem cyfryzacji zacznie się prawdziwa walka o widza, nawet o tego nocnego Marka. ;))

            :)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka