Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrac 2013 - 7 (vol 33)

    • grek.grek "Futbol jest bogiem", dokument via Ct2 22.07.13, 13:35
      bardzo interesujący dokument, dziś rano obejrzałem w Ct2.

      "Futbol jest bogiem".

      tytuł oddaje istotę rzeczy :] bohaterami jest trójka zapalonych pilkarskich kibiców z Buenos Aires.
      wszyscy są fanami Boca Juniors. są od siebie bardzo różni, ale łączy ich właśnie ta pasja, która przybiera zupełnie ekstremalne formy.

      Paula ma jakieś 80 lat, ma ksywę "la Tia" [Ciocia] i jest specjalną fanką Boca. zna ją wielu innych kibiców, znają ją piłkarze, znają ją władze klubu i nawet na zamknięte treningi Paula moze sobie wejść. dziarska starsza pani chałupę ma obwieszoną flagami klubowymi i zdjęciami piłkarzy, jej idolem jest napastnik Martin Palermo, idolem do tego stopnia, że na jego urodziny Paula kupuje mu... bokserki :] zanim mu je wręczy idzie do fryzjera, manicurzystki, maluje się, a potem czeka na niego kiedy będzie wyjeżdzał autem z treningu i wręcza mu prezent. Koleżanki od kosmetyczki uważają, ze to niestosowne dawać mężczyźnie boserki w prezencie, ale Paula zupełnie nie rozumie ich punktu widzenia, dla niej Palermo to piłkarz, syn, idol, a nie gwiazda, której ona miałaby czelnośc czynić propozycje.

      u Pauli futbolowa szajba idzie w parze z pobożnością, jak tu u większości Latynosów. kibicuje więc zawsze calując dewocjonalia i modląc się żarliwie, jak sama mówi "przede wszystkim o to, żeby piłkarzom nie zdarzyła się kontuzja", ale jak przychodzi co do czego, to i o to, żeby "wygrali mecz" :] Kiedy Palermo strzela bramkę - tłum dostaje szału, a La Tia mdleje, traci równowage, wpada między ludzi, wynoszą ją, cucą - służby medyczne działają natychmiastowo, a Paula kiedy tylko odzyskuje formę każe im dać jej spokój i pyta "jak mecz ? jaki wynik ? czy gol Palermo został uznany ?!".

      ma świetny pomysł na swoje losy pośmiertne, chce aby jej skremowane prochy wysypać na boisku Boca Juniors, za bramką. Idzie do kościoła i rozmawia z księdzem, pytając go jak Kościoł zapatruje się na takie praktyki i czy to aby nie bluźnierstwo jakieś ? Ksiądz przyjmuje ją ze zrozumieniem, skupiając się przede wszystkim na tym, że Pauli na pewno zostało jeszcze wiele lat życia i nie powinna mówić o śmierci już teraz.

      Generalnie, całe życie starszej pani kręci się wokół klubu, piłkarzy, wyników, tabeli itd. Kibicuje wszedzie - jak mecz wyjazdowy : to w barze, razem z innymi wariatami w niebiesko-żółtych barawach Boca, ofk w pierwszym rzędzie, razem z najmłodszą fanką, kilkuletnią dziewczynką; jak mecz u siebie, to oczywiście na stadionie, wśród tłumu kibiców.

      Hernan ma 40-tkę, jest wykształcony, ma szkoły itd., ale i on zaczadzony został futbolem, kibicuje Boca i... chodzi z tym do psychoanalityka, próbując dociec "dlaczego ?". z jednej strony, ojciec go od dzieciństwa tym kibicowaniem zarażał, bo sam był fanatykiem Juniors. z drugiej, ma 40 lat i przydałoby się mysleć już samodzielnie. "Jestem niewolnikiem", stwierdza w końcu Hernan, ale zaraz dodaje "i chcę nim byc, bo to wspaniała rzecz". doktor niewiele może, słucha go, rozmawia, Hernan leży na kozetce i opowiada o swojej pasji, a doktor sympatycznie stara się po prostu go w niej jakoś racjonalizować, broń Boże nie stara się mu jej wyperswadować :] Kiedy Hernan mówi np. że dla niego największym grzechem jest, że ktoś ma czelnośc strzelać bramkę Boca, że to jest objaw "braku człowieczeństwa", "zdrady ideałów", doktor mówi "no dobrze, ale wyobraź sobie, ze jest tylko Boca. i nie ma innych drużyn. jak wtedy wyglądałaby piłka nożna ? przecież musi być ktoś, kto gra, stara się i strzela przeciwko Boca, bo wtedy istnienie Boca Juniors ma sens". takich środków trzeba używać, żeby Hernan doznał oświecenia :]

      kiedy nie leży na kozetce, i nie pracuje - przyznam, że opuściłem pierwsze 5 minut, i nie dotarłem do tego, gdzie pracuje Hernan, ale to drugorzędna rzecz. w każdym razie, kiedy ma czas wolny : całkowocie wypełnia mu do Boca, robi statystyki dla wszystkich graczy, robi tez wyczerpujące analizy ich przeciwników, a nawet sędziów.

      mecze ogląda na stadionie. kibicuje w sposób zupełnie szalony, az do płaczu ze szczęścia i mordu w oczach, kiedy sędzia podejmuje, jego zdaniem, decyzję krzywdzącą Boca, a jak wiadomo każda decyzja sędziego przeciwko Boca jest krzywdząca ;] Kiedy pada gol wydziera się jak wariat, aż do płaczu, próbuje krzyknąc "vamos, Boca !", ale głos więźnie mu w gardle. kamera obserwuje go w tłumie, a on wyraźnie zupełnie o niej zapomina, w jego szaleństwie nie ma kreacji, nie ma reżyserii, nic nie jest wystudiowane.

      Wreszcie udaje mu się spełnić marzenie, zapewne także dzięki byciu częścią tego filmu. zostaje wpuszczony na boisko Boca Juniors. akurat stoi puste, jest tylko on - sam na wielkim boisku. wzruszony spaceruje po nim, od bramki do bramki, przyklęka, nie wierzy swemu szczęściu.

      Trzeci jest Pablo. ma 20-parę lat, gdzieś tam chyba pracuje, albo i nie. Niewazne. jego kibicowska korba kręci się wokół postaci Diego Maradony, kiedyś piłkarza Boca, a później, do dzisiaj, możliwe że najlepszego piłkarza w historii futbolu, takiego gościa co nie tylko gral wyśmienicie, ale robił to w sposób zupełnie niezwykły, nierzadko przesuwając granicę postrzegania piłki nożnej z prostej rozrywki na poziom sztuki i artyzmu.

      Pablo jest fanem szczegolnym, otóż - jest jednym z założycieli... KOścioła Diego Maradony :] Tak, Kościoła :] Bogiem jest Maradona, Biblią jego wypowiedzi, a Wigilią - dzień urodzin, sa specjalne modliwy, specjalne szaty, a przedmiotem kultu jest futbolówka. W Kościele tym młodożeńcy zawierają związki, "pobłogosławione przez boga futbolu, Diego", odbywają się liturgie i wszystko jak w normalnej instytucji religijnej. Tyle, ze tutaj nie chodzi o kasę, a o prawdziwe uwielbienie dla Idola. Kamera śledzi takie spotkania, obfotografowywane przez jakieś lokalne media.

      Pablo ma tatuaż z Maradoną na piersi, i sam jest podobnej postury oraz urody jak jego bożek. Co ciekawe, że tak wtrącę, takze w Neapolu, gdzie Maradona przez parę sezonów gral - jest coś w rodzaju jego Kościoła. jego wizerunki zaś zdobią mnóstwo neapolitańskich ścian i są nierzadko prawdziwie finezyjnymi dziełami.

      Pablo gra w piłke, ofk, z kolegami, albo samotnie odbijając ją od wielkiej ściany. gra z uwagi na swojego Idola, można by rzec, że gdyby nie postać Maradony, to nawet by piłki nie kopnął. myśląc o założeniu rodziny, myśli tylko o tym, że swojego syna wychowa w kulcie Maradony, pokaże mu videofilmy z nagraniami popisów mistrza i w ogóle dzieciak będzie miał przegwizdane, bo tata tylko o jednym będzie mu trajlował ;]

      spełnia się w końcu marzenie Pablo. Maradona, już 49-letni, przyjeżdza na mecz do Buenos, na stadionie Boca. już nie jako piłkarz, ale jako trener reprezentacji Argentyny. Pablo patrzy na niego z trybun, jak Diego spaceruje w dresie trenerskim po boisku, podczas rozgrzewki jego zespołu - jest zahipnotyzowany, tlum cichnie, Pablo chłonie z odleglości 50 metrów postać swojego boga. widzi go na żywo... chciałby mieć autograf, zdjęcie z Maradoną, ale to tylko nieśmiałe marzenia... Teraz spełnia się to możliwe, choć i tak niewiarygodne - widzi go, patrzy na niego, jest "na wyciągnięcie ręki", choćby nawet była to ręka Inspektora Gadżeta ;]

      i wiecie co... przyszło mi do głowy, że nie chciałbym doświadczyć reakcji tych przesympatycznych ludzi na moją uwage, ze Boca Juniors to slaba drużyna, że Martin Palermo to przeciętny piłkarz, albo że Diego Maradona wcale nie był żadnym "bogiem" ;]

      oglądało się znakomicie, także dlatego, ze kamera wchodzi w inną kulturę, inne miejsca, że wnika w bohaterów, nawet jeśli są tak jednowymiarowi jak ci tutaj.
      • pani_lovett Re: "Futbol jest bogiem", dokument via Ct2 25.07.13, 23:46
        Wpadł mi ręce niedawno marcowy numer Angory, na końcu był satyryczny rysunek Tomasza Wilczkiewicza, który przedstawiał papieża Franciszka przemawiającego do zgromadzonych i wspominającego czasy młodości: "Po maturze chodziliśmy z Maradonną haratać w gałę." :))

        Ciekawy dokument, Greku.


        Dobrej nocy, heh :)


        • pani_lovett Re: "Futbol jest bogiem", dokument via Ct2 25.07.13, 23:47
          "Po maturze chodziliśmy z Maradonną haratać w gałę." - mówił. :))
        • grek.grek Re: "Futbol jest bogiem", dokument via Ct2 26.07.13, 14:08
          dzieńdoberek, Barbasiu :]

          zupełnie do wyobrażenia sobie okoliczność :]

          facet wygląda na normalnego i nie odgrywa taniej komedii z tymi gestami skromności
          własnej, przynajmniej w moim mniemaniu. a w Twoim ?

          Imię nie przypadkiem wziął, tylko czy kościół wg Franciszka z Asyżu jeszcze jest
          możliwy ?

          trochę mi go szkoda, bo tymi swoimi gestami zyskuje u wiernych, a jednocześnie
          jest świetnym parawanem za którym kryje się pazernośc zwykłego kleru, proste i
          prymitywne parcie na kasę. wątpię, aby to udało mu się zmienić. oni muszą walnąć
          w dno, żeby się obudzić.

          z jednej strony, dobrze - ludzie będą porównywać jego zachowanie i postawę z
          tym, co prezentują ich proboszcze i biskupstwo, bedzie większa presja, żeby zaczęli
          mówić do rzeczy i przestali służyć mamonie, ale z drugiej - Franciszek będzie
          łagodził wizerunek [słuszny] chciwego Kościoła pasibrzuchów i krwiopijców bez ideałów
          a jego gesty zapewne przejdą bez echa wśród majętnego kleru, zaś wierni tak
          naprawdę... niewiele mogą. co może prosty wierny przeciw rozpasaniu biskupa i
          jego limuzynom, pałacom i luksusom ? nic. ma płacić i sie zamknąć, nagrodę to
          mu Bóg da na tamtym świecie, ofk o ile na tym świecie będzie pobożny, czyli
          będzie płacił aby jego biskup mógl się lenić wśród arrasów i kawiorów, i kółko sie
          zamyka :]

          Franciszek powinien założyć własny Kościół :]
          • pani_lovett Re: "Futbol jest bogiem", dokument via Ct2 27.07.13, 16:06
            Temat rzeka ... :)

            cdn.
    • grek.grek powtórki; o "Jurajskim Parku 2" krótkie słowo 22.07.13, 14:45
      koniec świata, jak mawiał Popiołek : dają powtórki, a ja to chcę oglądać ;] a Wy ? hehe :]

      wczoraj z najwyższą ciekawością obejrzałem "Hurt Locker", jutro Was sterroryzuję postem na temat tego filmu.

      dzisiaj Historia daje "WCK" [21:25] - i ja to chcę zobaczyć.

      a jutro TVN7 "Kulę" [20:00] - i też chcę to zobaczyć :]

      a wczoraj skusiłem się, czekając na "HL" i obejrzałem "Jurrasic Park 2". dinozaury jak żywe, akcja nonstop, cały czas ludzie uciekają, a one ich gonią - albo odwrotnie [na początku]. dobrze, że scena, kiedy 12-letnia córka głównego bohatera wykonuje cały zestaw ćwiczeń gimnastycznych na poręczach strzela z buta raptora, aż ten wylatuje przez szkło - byla tuż przed rozpoczęciem "HL", bo najpewniej po tej scenie już bym miał trudności z dalszym oglądaniem tego dzieła, hehe. jasne jasne, już sama idea jest nieźle zakręcona, więc co szkodzi poszaleć w trakcie, ale mimo wszystko ten chwyt był aż zanadto cyrkowy, dosłownie i w przenośni. no i wcześniej scena, kiedy tyranozaury spychają w przepaść cięzarówkę z kilkorgiem bohaterów, a ci nie dośc, ze nie giną, bo 5 czy 6 razy prawie się ratują, ale za moment znów wiszą na linie lub plastelinie nad gardzielą śmierci [ale mi się powiedziało, heh] krzycząc głośno. ofk, wiadomo od początku że nie zginą, więc wałkowanie kolejnych "momentów najwyższej grozy" było kompletnie bezcelowe i przestrzelone. Spielberg daje idealną rozrywkę, co tu dużo mówić, sensu w tym żadnego, ale oglądało się nieźle.
    • grek.grek "The Hurt Locker", wrażenia z 2 obejrzenia 23.07.13, 13:37
      tak jak ostrzegałem Was - będę pisał :]

      nie wiem, w jaki sposób oglądałem za pierwszym razem Hurt Locker, ale po drugim seansie, wiem już na pewno jedno : źle oglądałem. zawaliłem sprawę, ot co.

      wojna w Iraku w kameralnej formie. Ulice filmowego Bagdadu zwykle opustoszałe, zalane słońcem, budynki przypominające raczej zamki z piaski - na balkonach tych domów, w ich oknach, na tarasach, często w ukryciu : tubylcy. jeśli jesteście amerykańskim żołnierzem, to musicie wiedzieć, ze każdy z nich może mieć w kieszeni ustrojstwo detonujące bombę, która leży gdzieś na waszej drodze [waszego transportera albo hummera], ale wy jeszcze o tym nie wiecie, i nie dowiecie się zanim na nią nie nastąpicie albo nie najedziecie. niewinnie wyglądajacy sprzedawca ze straganu, uśmiechający się do was szeroko, pozdrawiający ruchem ręki, za moment może was wysłać do krainy wiecznych łowów. wystarczy, że wdepniecie tam, gdzie nie powinniście. a może nawet nie w konkretne miejsce, ale na konkretny teren, który zagrożony jest eksplozją jakiejś dużej ukrytej bomby ręcznej roboty albo z magazynów dawnych saddamowych siepaczy. trzymacie karabin, macie na głowie hełm, w ogóle dysponujecie sprzętem za miliony dolków, ale to iluzja bezpieczeństwa - tak naprawdę, stąpacie po polu minowym.

      żaden z żołnierzy nie lubi tej służby. cholera wie, jedni pewnie przyjechali, bo zostali wysłani, inni - dla pieniędzy, ale wszyscy oni przyjechali bez przyjemności.

      poza jednym - sierżantem Jamesem. on tutaj jest, bo lubi to, co robi. Lubi rozbrajać bomby. Ma ich już na koncie ponad 800. Jest specem.

      Kiedy ginie dotychczasowy dowódca grupy saperów - zastępuje go własnie James. I wkurza do białości swoich kolegów. Idzie rozbrajać kolejną bombkę i nie odpuszcza. zagrożenie jest coraz większe, tu i tam kręcą sie podejrzani Irakijczycy, jeśli są to terroryści, to za chwilę bomba walnie zdetonowana przez któregoś z nich, i cały oddział osłaniający teren, na którym James robi swoje, zginie. albo tak oberwie, że hej. To są kapitalne momenty, kiedy James pracuje nad bombą, a jego koledzy dostają z nerwów hopla, obserwuję budynki, zaułki i każdy stojący tam, patrzący w ich stronę facet zdaje się być knującym coś zamachowcem. zdjęcia są chaotyczne momentami, kamera zmienia położenie, kapitalnie oddaje to punkt widzenia żołnierza, który stara się wśród gapiów dojrzeć i zidentyfikować zagrożenie, zanim będzie za późno, O ILE ono w ogóle istnieje.

      James nic sobie nie robi z próśb, rozkazów i żądań, żeby przestał, odpuścił, bo pora się ewakuować. w którymś momencie nawet zrzuca zirytowany z uszu słuchawki, przez które miał utrzymywać kontakt z dowódcą grupy, Sanbornem. kiedy inny z żołnierzy podbiega i mówi, że jest rozkaz, żeby sie zwijać, zagłębiony myślami w tajniki mechanizmu działania ładunku wybuchowego, który właśnie rozbraja, a który jest umieszczony w bagażniku starego samochodu i połączony kablami ze stacyjką przy kierownicy oraz pompą paliwową - James wystawia tylko środkowy palec przez okno. Udaje mu się - jedna, druga, trzecia bomba, a jemu udaje się w porę zneutralizować mechanizm. kiedy rozbraja jedną z bomb na ulicy [świetnie ta bomba jest umieszczona, kilka naraz pod grubą warstwą piachu, w formie pajęczej sieci - James wyciąga całą tę konstrukcję spod piasku, kamera filmuje to z góry, bardzo efektowne] - schodami z jednego z okolicznych budynków zbiega szybko Irakijczyk. Czy ma przy sobie zdalnie sterowany detonator ? możliwe. Ale Jamesowi udaje się zrobić swoje, zanim potencjalny zamachowiec zbiegnie na dół - byc może nie mógł spowodować wybuchu z większej odległości. spóźnia się, zatem, po drodze coś wyrzuca. czy to był detonator ? Czy to w ogole był zamachowiec ? kiedy wychodzi na ulicę i przebiega pod ścianą, spoglądając na Jamesa - sierżant patrzy na niego i triumfalnie pokazuje mu odłączony zapalnik, "spóźniłeś się, kolego". Ale czy to był zamachowiec ? nic nie wiadomo. kto, skąd, jak... Wszyscy moga być terrorystami.

      dla Jamesa saperska robota jest wszystkim. Kiedy wkłada specjalny kombinezon ochronny, przed akcją, to jest jak misterium, jakby był księdzem zakładającym szaty do mszy. cały ten rytuał jest dla niego najpiękniejszą melodią. pod lóżkiem trzyma swoje trofea - zapalniki rozbrojonych bomb, każdy z nich zna i wie jaki typ bomby unieszkodliwił oraz w jakich okolicznościach. po rozbrojeniu bomby siada sobie w jeepie i zapala papierosa, można więc powiedzieć, idąc tropem oczywistych skojarzeń - że w pewnym sensie są to dla niego doznania niemal seksualne ;]nawet kiedy kładzie się na pryczę - lubi założyc na głowę kask ochronny, w którym te bomby rozbraja.

      Reszta nie jest wyrozumiała. mają go za wariata. dają po pysku, za narażanie całego oddziału na śmierć [on rozbraja bombę, oni go osłaniaja, i po prostu nie mogą go zostawić samego - zatem, ilekroć wbrew rozkazowi James dązy do unieszkodliwienia ładunku, tylekroć zginąć mogą wszyscy], a jednocześnie patrzą na niego z jakimś tam podziwem.

      Sierżant James lubi Bagdad. Kiedy wprowadza się do baraku zamieszkiwanego przez swój nowy oddział - usuwa z niego zasłonę. "lubię słońce", mówi. Lubi ulice, lubi Irak, lubi to miejsce. dla niego wojna nie jest smutną koniecznością albo środkiem zarobkowym. On lubi tu być. Zaprzyjaźnia się z miejscowymi, zwłaszcza z małym rezolutnym chłopcem, który sprzedaje płyty DVD z filmami, ksywa "Beckham", bo "jest równie dobry w piłkę", jak ten angielski gracz. James z sympatią odnosi się do handlowego sprytu małego, który zawsze chce wytargować jak najlepszą cenę, a przede wszystkim - zawsze Jamesowi coś wcisnąć. Kopią razem piłkę, i generalnie sierżant przedstawia się tutaj jako fajny gość. Co więcej, pewnego razu znajdują ciało zmasakrowanego dziecka, w brzuchu którego terroryści umieścili bombę. James ma wrażenie, ze to ciało "Beckhama". Decyduje sie na akcję jak jakiś komandos, w której ma nadzieję znaleźć jego zabójców. Wymyka się do miasta, terroryzując pistoletem starego współsprzedawcę tych płyt DVD chce dotrzeć do morderców, ale zamiast tego zostaje skierowany do domu jakiegoś irackiego profesora. Zupełnie go to konsternuje, tak jak i gospodarza, który wszelako zaprasza go żeby usiadł. James nie wie, co począć, aż w finale wypędza go z domu... żona profesora, ot po prostu - ścierką i wałkiem, po kobiecemu :] James nie jest mścicielem, ani komandosem, ale na pewno jest dobrym człowiekiem.

      Ostatecznie, okazuje sie, ze "Beckham" żyje, ciało z bombą w środku, było ciałem innego chłopca. I znów chce sprzedać Jamesowi jakiś film, albo zagrac w piłke, ale sierżant nie chce z nim rozmawiać - jakby już go wirtualnie stracił, przeżył osobistą żałobę, pogodził się z jego śmiercią. a może poznał, czym jest strata i woli nie kontynuować znajomości, z myślą, ze kiedyś naprawdę chłopcu może się stać krzywda i on znów musiałby przez to przechodzić ?

      Nie jest też złym kolegą, jest sympatyczny, jest koleżeński - podczas jeden z akcji, na pustyni, kiedy strzelają się na odległośc z grupką terrorystów, odbiera sobie od ust wodę i pozwala się napić Sanbornowi, który nie może sam się skorzystać, bo musi trzymać oko cały czas przy lunecie celowniku karabinowym. jedyna jego wada to to, ze nie umie odpuścić, jakby było mu obojętne, czy tutaj zginie czy przeżyje do następnego dnia. Oni odliczają dni do końca swojej zmiany w Iraku, James im bliżej końca - tym jest smutniejszy, w przedostatnim dniu dzwoni do domu, do żony, ale nie umie przez telefon wypowiedzieć ani słowa.

      Któregoś dnia, najmłodszy z oddziału, Eldridge, zostaje porwany przez terrorystów, Sanborn i James ruszają w pościg ciemnymi nocnymi zaułkami Bagdadu - udaje się im zastrzelić porywaczy, ale przy okazji Eldridge zostaje ranny, i to chyba James go postrzelił. Chłopak wraca do domu, James i Sanborn żegnają go, zabieranego przez helikopter, z Sanbornem Eldridge żegna się sympatycznie, Jamesowi wyrzuca w twarz "mam strzaskaną rękę, jestem inwalidą, ty łajzo, bo musiałeś się popisać !".

      W ostatnim dni
      • grek.grek "The Hurt Locker", wrażenia z 2 obejrzenia 23.07.13, 14:12
        W ostatnim dniu James ma kolejną akcję. tym razem na słonecznej ulicy Bagdadu jest Irakijczyk, który twierdzi, ze ma pod koszulą bombę. Nie sam ja sobie tam umieścił, ale zrobili to terroryści. Istotnie - ma pod koszulą kamizelką z ładunkami wybuchowymi. Po krótkich problemach z dogadaniem się i dzieki pomocy tłumacza - James przystępuje do rozbrajania. zapalnik jest czasowym, ma 2 minuty na wykonanie zadania, a problem nie lada : ładunki są spojone za pomocą kłódek z jakiegos strasznie twardego cholerstwa. Musi je przecinać. Zanim Sanborn przybiegnie z nożycami, zostaje półtorej minuty, pierwsza kłódka puszcza po cięzkiej walce, ale jest ich zbyt wiele, aby James dał radę - musi uciekać, ale nawet te kilkadziesiąt metrów, które wykonuje nie chroni go w pełni przez skutkami. Nastęuje wybuch, podmuch ekspolozji i kamienie uderzają w sierżanta, ratuje go ochronny kombinezon.

        kiedy wracają do bazy, Sanborn zwierza mu sie, ze chciałby mieć syna, coś kogoś dla czego kogo będzie warto żyć, i jak sie umrze, to ten ktoś się przejmie. facet jest wojną po prostu zmęczony i znerwicowany, chociaż nie jest histerykiem, ani płaczkiem, tak po męsku zestresowany.

        a James ? James wraca do domu. Ma ładną narzeczoną [kiedy podczas rozmowy w baraku koledzy pytają go o dom, mówi "mieszka ze mną jedna kobieta, nie jest moją żoną, i mówi że do siebie pasujemy, a ja ciągle nie wiem dlaczego ona ze mną mieszka, dlaczego MI TO ROBI i nie chce odejść" - oni myślą, że on mówi zartobliwie, a jeśli... nie mówi w ten sposób ?], ma małego syna, ma domek na przedmieściach.

        Powiecie : ma do czego wracać. Otóz - nie ma. Robienie zakupów w markecie, oczyszczanie rynny z liści [pada deszcz, jest pochmurno, jakże w kontrakście do słońca Bagdadu, które tak lubi sierżant], kołysanie syna, krojenie warzyw do obiadu... sierżant James kapcanieje. Przejmujący jest moment, kiedy kamera pokazuje tylko jego twarz, zamyśloną, a w tle włączony jest śnieżacy telewizor, jakby to było gdzieś w srodku nocy, po zakończonym nadawaniu programu, co sugeruje bezsenność Jamesa. On po prostu nie umie żyć bez tego, co kocha.

        Rozmawia z małym synem, 2-latkiem co to się cieszy z zabawki. Mówi do niego, a raczej monologuje "widzisz, cieszysz się z zabawki, kochasz mamusię, tatusia, wszystko cię cieszy. ale kiedyś dorośniesz, odkryjesz, ze to tylko pajacyk wypchany trocinami. kiedy zaś będziesz w moim wieku, zostanie ci jedna... może dwie rzeczy, które jeszcze będą cię cieszyć. Mnie została tylko TA jedna" - cóż za wyznanie.

        I w ostatniej scenie, James wraca do Bagdadu. Na kolejną zmianę. 365 dni. I znów idzie, kamera pokazuje to z góry, w kombinezonie, pustą ulicą, do kolejnej bombki.

        niecodzienny film, bo wojna jest tutaj zupełnie inaczej pokazana. raz, jako psychologiczny koszmar, dwa - jako coś, co można polubić, co można nawet pokochać, znaleźć w tym spełnienie. jest strzelanina, ale też inna, wyglądajaca jak gra w szachy, albo w chowanego. jest pościg, ale nietypowy. przede wszystkim - jest koszmar niepewności, ocierającej się o paranoję.

        doskonała praca kamery, oddająca nerwowość żołnierza rzuconego z ten piep.rznik.

        No i postać sierżanta Jamesa, w którym zawiera się ten kontrapunkt. Inni chcą uciec, przetrwać, za wszelką cenę - on chce wracać, nie dba o jutro, chce robić to co kocha i mieć z tego przyjemność. smierć ? śmiercią jest dla niego życie w cywilu.

        Kathryn Bigelow naprawdę dała popis. Film jest świetny. Jeremy Renner nominowany do Oscara jest niezwykle wiarygodny w tym, co robi. zdjęcia Barry'ego Ackroyda - klasa sama w sobie. całośc spójna. scenariusz Mark Boal - też dobra rzecz, świetnie rozpisane poszczególne akcje i epizody, kapitalnie nakreślona kolejne drobiazgi [np. podczas jednej z akcji rozbrajania bomby przez Jamesa osłanianego przez kolegów : pojawiają się co chwila nowi "towarzysze" - najpierw Irakijczyk kręci ich z balkonu kamerą ? terrorysta ? może go zastrzelić, zanim zdetonuje ładunek ? poczekajmy... za chwilę dwóch innych na dachu domu vis a vis... głowy żołnierzy latają jak piłki... zaraz, moment, czy oni nie dają sobie przypadkiem znaków ?! patrz, tamten podniósł rękę, widziałeś ?! itd - a nagle kamera potrafi zajrzeć do środka tych domów i filmować jakby zza pleców anonimowych gapiów obserwujących akcję żołnierzy... świetnie nakręcone, zmontowane, ale także napisane] postać sierżanta, precyzyjnie rozegrane sceny. Trochę ten wątek sierżanta szukającego rzekomych zabójców "Beckhama" był dziwny, jakby nie pasujący do całości, oderwany gdzieś znaczeniowo, jakby służący na siłe dorysowaniu szlachetności Jamesowi, ale co to za film bez choćby jednego potknięcia :]
        • pepsic Re: "The Hurt Locker", wrażenia z 2 obejrzenia 24.07.13, 09:08
          Milo było sobie przypomnieć. Film trzyma poziom, i zdaje się, bardziej zyskuje za drugim podejściem, a w każdym bądź razie lepiej zapada w pamięć.
          THX:)
          Ps. Byłbyś dobrym nauczycielem od polskiego:))
          • grek.grek Re: "The Hurt Locker", wrażenia z 2 obejrzenia 24.07.13, 13:07
            możliwe :]
            u mnie - na pewno, bo za pierwszym razem sie nie przyłożyłem.

            drobiazg :]

            ad PS - serio ?!
    • grek.grek "Azyl" & "Kula"... lecz nie ma Kargula :] 23.07.13, 16:23
      rym mi wyszedł jak u Brzóski Brzóskiewicza ;]

      POlsat - "Azyl"
      TVN7 - "Kula"
      oba od 20:00
      godny wybór, yup - powtórki, latem tradycja [absurdalna, wg mnie], ale mają sceny, momenty, dialogi, sytuacje, gesty aktorów, jakieś fragmenty które chce się oglądać ponownie, i to może niekoniecznie z taśmy, ale "na żywo" - why not ?

      Kultura, "Katyń", od 21:05.

      TVN, od 20:50 "W sieci zła" - spróbujcie, jeśli nie widzieliście, a macie ochotę na jakiś film dzisiaj, a powyższe Was nie kręcą. interesująca narracja, elementy nadprzyrodzone mieszające się z realizmem, ale nie spychające filmy w odmęty taniego horroru, a raczej ciekawego psychothrillera z pierwiastkami horroru.

      TVP można podsumować jednym słowem : tra-ge-dy-ja :]
      ostateczny upadek, już nawet "Żandarma z St Tropez" odświeżają... wszystkie odcinki
      serii, i to zdaje się nawet 2 razy na dobę, hehe. anihilacja powolna.



      • pani_lovett Re: "Azyl" & "Kula"... lecz nie ma Kargula :] 24.07.13, 12:36
        grek.grek napisał:

        > rym mi wyszedł jak u Brzóski Brzóskiewicza ;]

        Hahaha! :)))

        "W trzech linijkach można zawrzeć wszechświat z okolicami. I Brzóska to potrafi." (M.Świetlicki)

        Fajnie opowiedziałeś o HL.
        Będę wieczorem ...

        :)

        :)
        • grek.grek Re: "Azyl" & "Kula"... lecz nie ma Kargula :] 24.07.13, 13:09
          halo, Barbasiu :]

          hehe, coś w tym jest, pamiętam Brzóskę-Brzóskiewicza z Lalamido.
          nie wiem, czy to ten sam, o którym mowa w cytacie ? :]

          dzięki :]

          do miłego :]

          • pani_lovett Re: "Azyl" & "Kula"... lecz nie ma Kargula :] 26.07.13, 00:00
            Nie oglądałam Lalamido, ale wiem, że to ten sam Brzóska-Brzóskiewicz.

            Świetlicki napisał te słowa we wstępie do zbioru haiku Brzóskiewicza zatytułowanego "Haiku, część 1".




            :)
            • grek.grek Re: "Azyl" & "Kula"... lecz nie ma Kargula :] 26.07.13, 14:09
              o kuhrde, a ja myślałem, że on sobie legalnie jaja robi :]

              no proszę, nie jesteśmy sami we wszechświecie ;]
              • pani_lovett Re: "Azyl" & "Kula"... lecz nie ma Kargula :] 26.07.13, 15:08
                Może i wcześniej robił, ale teraz wyrósł na poetę. ;))
                • grek.grek Re: "Azyl" & "Kula"... lecz nie ma Kargula :] 26.07.13, 15:31
                  poezja eksperymentalna ? ;]
                  • pani_lovett Re: "Azyl" & "Kula"... lecz nie ma Kargula :] 26.07.13, 22:27
                    Nie, ani w formie, ani w treści nie jest eksperymentalna.

                    Raczej pół żartem, pół serio, ale to nie jest kategoria literaturoznawcza. ;)
                    • grek.grek Re: "Azyl" & "Kula"... lecz nie ma Kargula :] 27.07.13, 14:07
                      hehe, mogłaby być ;]
                      • pani_lovett Re: "Azyl" & "Kula"... lecz nie ma Kargula :] 27.07.13, 16:05
                        Jak dorwę jakieś opracowania, to napiszę tu, co się mówi o poezyji Brzóskiewicza.

                        (podejrzewam, że coś w stylu - poezja banalności?)

                        :)
                        • grek.grek Re: "Azyl" & "Kula"... lecz nie ma Kargula :] 27.07.13, 16:41
                          dzięki, może uda nam się ją tutaj, od czasu do czasu, przywoływać ?
                          [oczywiście nieudolnie, wszak król jest tylko jeden ;)]
                          • pani_lovett Re: "Azyl" & "Kula"... lecz nie ma Kargula :] 27.07.13, 17:52
                            Będziemy próbować. ;)

                            > [oczywiście nieudolnie, wszak król jest tylko jeden ;)]
                            Otóż! :)))


                            To jeszcze kilka utworów poety, które wczoraj znalazłam w sieci , byśmy wiedzieli, o czym mowa:

                            Co by
                            Nie mówić
                            Zawsze
                            Jakoś jest


                            MARYNA

                            Maryna
                            Jak się już z chaty wyrwała
                            To razem
                            Z futryną

                            HORYZONTY
                            Nie ma
                            Horyzontów
                            Bez
                            Perspektyw


                            WINCENTY KADŁUBEK

                            Wincenty zgrywał w chacie
                            Takiego Kadłubka
                            Że nawet śmieci nie musiał
                            Z domu wyrzucać


                            BAJKOWE ŻYCIE

                            Marysia prowadziła
                            Tak bajkowe życie
                            Że w końcu sama
                            Z 7 krasnoludkami została



                            CIELACZEK

                            Brudne nogi cielaczka wygięły się wpół
                            Kobiecina doi go dziś trzeci raz
                            Nie ciągnij tak mocno
                            To boli cielaczka
                            • grek.grek Re: "Azyl" & "Kula"... lecz nie ma Kargula :] 28.07.13, 13:50
                              no toż to prawdziwa poezja ulotna :]
                              jak ja tego BB... słuchałem ? chyba brzuchem, a nie uchem.
                              • pani_lovett Re: "Azyl" & "Kula"... lecz nie ma Kargula :] 31.07.13, 16:14
                                Hehe! :)
    • grek.grek Kobra "Wspólniczka", Kultura 21:00 25.07.13, 15:27
      tym razem - zdradziecki mąż, z kochanką, zasadzają się na żonę męża, szykują alibi, a celem jest jej majątek, no ale pewnie wszystko się po drodze poplącze :]

      w głównej roli Roman Wilhelmi, co już samo w sobie jest niusem, hehe.
      [nie moge się powstrzymać od myśli, ze to dla nich dobrze, dla Wilhelmiego czy Cybulskiego, ze nie doczekali obecnych czasów i, być moze żeby przeżyć po prostu, nie muszą sprzedwać się w marnej jakości produkcjach, jak choćby Frycz. z drugiej strony, wielu aktorów z klasą ciągle żyje - nie sprzedają się i żyją sobie skromnie i z godnością]
      • grek.grek Re: Kobra "Wspólniczka", Kultura 21:00 26.07.13, 13:55
        oglądaliście ? :]

        mnie się przytrafilo.

        trochę nie załapałem momentu w końcówce, kiedy oko w oko stają przyjaciółka pisarza i jego wspólniczka. przyjaciółka bierze wspólniczkę za zamordowaną żonę pisarza, a wspolniczce tylko w to graj - dlaczego ? czyżby nigdy wcześniej przyjaciółka nie widziała żony pisarza na oczy ?

        Wilhelmi znakomity, znakomity. te momenty bezsilnej irytacji, zdenerwowania, stresu odgrywa i wypowiada kwestie w taki sposób, że nie ma szans, aby ktoś to zdołał powtórzyć na tym poziomie, z taką naturalnością. mistrzowsko łączy komizm z cynizmem i [zasłużonym] dramatem przestępcy, który niby miał dobry plan, ale nie przewidział, że na kobiecych uczuciach niejeden już się przejechał i bezradnie oraz rumorem upadł potykając się o dwie pary zgrabnych damskich nóg :]

        w zasadzie, to wydaje się, ze już jego teatralna reakcja na wieśc o śmierci żony, którą przynosi komisarz policji, rzuciła na niego cień niezawodnego podejrzenia. w sumie, komisarz nic nie ustalił, tak naprawdę; imo to ciekawe, bo zwykle policjant w kryminałach dedukuje, kombinuje, coś tam ustala, jest przenikliwy, zawsze coś mu tam wychodzi z tych notatek. ten tutaj miał tylko podejrzenie, które posiadł na początku, czekał mało kreatywnie nad wodą i liczył, że ryba sama się ujawni, a w ostatnim akcie postanowił powiedzieć "sprawdzam". w zasadzie, jak u Coenów - przestępcy sa na tyle głupi, że sami się łapią w ręce policjanta albo wykańczają nawzajem, z powodów kompletnie głupich, błahych albo z okazji jakiegoś sprokurowanego własnoręcznie "przypadku".

        świetna rzecz, wg mnie. dźwięk faktycznie przytłumiony w tych spektaklach, ale... życzyć sobie wypada tylko takich problemów przy takich cymesach, hehe :]


        • pepsic Re: Kobra "Wspólniczka", Kultura 21:00 26.07.13, 14:17
          Hej Grek,
          Oglądałam jednym okiem na tyle, aby sie zorientować, że wspólniczka była żoną, tę niby zamordowaną, której śmierć sfingowano poprzez podstawianie przypadkowej dziewczyny z lasku bulońskiego. Chodziło o spieniężenie spadku po wuju, co było możliwe tylko po śmierci żony. Ale nie mam pojęcia, czy panie się znały.
          Jak dla mnie sztuka zbyt krzykliwa.
          • pani_lovett Re: Kobra "Wspólniczka", Kultura 21:00 26.07.13, 15:20
            Tak, tak właśnie było. Wspólniczką okazała się żona.

            Panie musiały się znać skoro, dająca alibi rozpoznała ją natychmiast, jak ją tylko zobaczyła.

            Mnie też się bardzo podobała sztuka, czarny humor. :)
            • siostra_bronte Re: Kobra "Wspólniczka", Kultura 21:00 26.07.13, 18:43
              Mnie też się podobało. Może faktycznie czasem za dużo było krzyku, no ale bohaterowie w końcu przeżywali duże emocje :)

              Zgadzam się, Greku, że inspektor policji w sumie niewiele zrobił. Brakowało tu jakiegoś dokładniejszego śledztwa.

              Zaskakujący był zwrot w akcji, kiedy okazało się, że tytułowa wspólniczka to żona, a nie kochanka bohatera.

              Tak, Wilhelmi był znakomity. Scena, kiedy tańczy i podśpiewuje sambę-świetna :)
              • grek.grek Re: Kobra "Wspólniczka", Kultura 21:00 27.07.13, 14:05
                inspektore snuł się po ekranie i zadawał konwencjonalne pytania :]
                w zasadzie, najbardziej mnie zaskoczył, kiedy pojawił się w finale, gdy
                pisarz akuratnie taszczył kufer ze zwlokami.

                ale wiesz, z drugiej strony... stara chińska mądrość nakazuje "siedzieć spokojnie
                przy brzegu rzeki i czekać aż wodą przypłynie ciało wroga" ;], więc postępował
                nader roztropnie, hehe. dowodów nie miał, podejrzenia mieć MUSIAŁ [po tym
                efektownym piruecie z opadem na kolana i spazmach rozpaczy, jakie pisarz
                zafundował w reakcji na info o smierci żony - przeciętny stójkowy by się
                kapnął, że coś tu nie gra, hehe], nie mógł zrobić chyba nic więcej.

                ja to się na tym twiście prawie przewróciłem, hehe.

                a yes, yes, klasyka :] Travolta w "Pulp Fiction" się chowa ;]
                • siostra_bronte Re: Kobra "Wspólniczka", Kultura 21:00 27.07.13, 14:37
                  Hehe, tak, Travolta wysiada :) W ogóle z dużą przyjemnością ogląda się aktorów z tamtych lat. To była jednak inna klasa.

                  Warto wspomnieć, że spektakl reżyserował Janusz Majewski.

                  Co ciekawe, szukałam info w sieci na temat "Wspólniczki" i w streszczeniach powtarza się błąd, że bohater zabija żonę :)
                  • pani_lovett Re: Kobra "Wspólniczka", Kultura 21:00 27.07.13, 14:40
                    > Co ciekawe, szukałam info w sieci na temat "Wspólniczki" i w streszczeniach pow
                    > tarza się błąd, że bohater zabija żonę :)

                    Nieuważnie oglądali albo w ogóle.
                  • grek.grek Re: Kobra "Wspólniczka", Kultura 21:00 27.07.13, 15:20
                    właśnie, wiesz co sobie myślę ?
                    że sympatia dla nich wynika po części z tego, że aktorstwo nie odrywało ich od realiów. żadnych pałaców zamiast domów, żadnych mercedesów za reklamy, raczej meblościanka, mieszkanie w bloku albo luźne życie cyganerii :] wielu starszej daty aktorów wspomina, ze nic nie mieli, aktorzenie nie było drogą do kokosów. ci ludzie kochali swoją robotę, uwielbiali grać, robili to z frajdy i dla sztuki, a nie dla pieniędzy. mnie się to nakłada na oglądanie ich na ekranie. po prostu, widzę innych ludzi. dzisiaj żaden z lepszych technicznie aktorów nie ukrywa, ze w serialach się produkuje, bo ma kredyt do spłacenia, albo alimenty ;] ich życie nie jest luźne, a spięte jak gacie w kroku - żadnych zabaw, uroczego pijaństwa czy poczciwych skandalików, nic, grafik ściśnięty na kolejne dni. to jest dorobkiewiczowstwo. a tamci, kiedyś byli weselsi, bardziej szurnięci, romantyczni, nie byli materialistami, nie mieli hysia na punkcie szmalu.

                    Cybulski ginie skacząc do pociągu... który dzisiaj aktorzyna nawet najmarniejszy jeździ pociągiem ? :]

                    wiesz, patrzy sie na tych aktorów i mówi : ja mu wierzę, bo on gra całym sobą, on w tę postać wkłada siebie, bo gdyby nie umiał tego zrobić, to by nie wziął tej roli. chodziło o sztukę, a nie o pieniądze. dla mnie, to jest jakiś rodzaj połączenia energetycznego, które tym aktorom nadaje wiarygodność, a tym rolom klasę.

                    uff, to się nagadałem :]]
                    Ty też dostrzegasz takie sprzężenie ?

                    a właśnie, widzisz, bląd, ale... nie błąd :]
                    taki jest punkt wyjścia w tej historii.
                    wszyscy myślimy, ze zabił zonę, dopiero później jest ten twist, o którym pisałeś.
                    jakby w streszczeniach napisali ostateczną wersję, to twista by nie zaskakiwał i
                    historia straciła by wiele.

                    np. w "Siedem" Finchera nie pojawia sie w napisach początkowych, w obsadzie, nazwisko
                    Kevina Spacey'a, który gra Johna Doe, mordercę. JOhn Doe przez 3/4 filmu pozostaje
                    enigmą, nie wiadomo jak wygląda. gdyby w obsadzie na wstępie było nazwisko Spacey'a, to wiedząc, że MUSi się pojawić, skoro go zapowiedziano - wiedzielibyśmy już w połowie filmu, że
                    John Doe będzie miał jego twarz. Nie wiedząc - jesteśmy totalnie zaskoczeni, kiedy John Doe vel Spacey zjawia się na komisariacie policji umazany krwią i przyznaje się do winy :]

                    wg mnie, to są te same motywy.
                    • pani_lovett Re: Kobra "Wspólniczka", Kultura 21:00 27.07.13, 15:51
                      Racja.
                      Przy czym np. na stronie film polski akurat opis nie zdradza owego twistu, jedną panią nazywa się po prostu "Wspólniczką, drugą "Przyjaciółką mordercy".

                      www.filmpolski.pl/fp/index.php/522154
                      • grek.grek Re: Kobra "Wspólniczka", Kultura 21:00 27.07.13, 16:40
                        roztropnie :]
                        • pani_lovett Re: Kobra "Wspólniczka", Kultura 21:00 27.07.13, 17:52
                          Prawda!? :)
                    • siostra_bronte Re: Kobra "Wspólniczka", Kultura 21:00 28.07.13, 14:41
                      Podpisuję się :)
                      Ważne jest też to, że w tamtych czasach głównym miejscem pracy dla aktora był teatr, wymagający solidnego warsztatu. Potem doszła telewizja, ale i tam powstawały wartościowe rzeczy. Teatr telewizji, seriale. Dzisiaj można tylko pomarzyć o takim poziomie telewizyjnej produkcji.
                      • grek.grek Re: Kobra "Wspólniczka", Kultura 21:00 28.07.13, 15:50
                        o to chodzi.
                        kiedyś telewizja produkowała krótkie serie, teraz jedzie na wielosezonowych albo wieloodcinkowych formatach. zeby to był jeszcze poziom tych zachodnich seriali... to tutaj, niestety, bliżej ma do Brazylii i Meksyku :]
          • grek.grek Re: Kobra "Wspólniczka", Kultura 21:00 26.07.13, 15:33
            czyli jednak to była żona.
            dzięki, Pepsic, za upewnienie :]

            ten kluczowy fakt, że dopiero śmierć żony daje prawo do kasy, gdzieś tam mi się nie
            zaakcentował.
        • pani_lovett Re: Kobra "Wspólniczka", Kultura 21:00 26.07.13, 15:43
          w zasadzie,
          > jak u Coenów - przestępcy sa na tyle głupi, że sami się łapią w ręce policjant
          > a albo wykańczają nawzajem, z powodów kompletnie głupich, błahych albo z okazji
          > jakiegoś sprokurowanego własnoręcznie "przypadku".

          Świetna uwaga! Właśnie tak, nieprzewidziane komplikacje - wybuch namiętności dawnej kochanki i zazdrość żony (świetne Niemirska i Wiśniewska, siostry) - powodują, że misternie przygotowany przez pisarza, autora kryminałów (!) plan zaczyna się sypać i pogrążać jego autora.

          Wilhelmi znakomity, tak. :)

          Dźwięk tym razem o wiele lepszy niż w poprzednich spektaklach.
          • pani_lovett O sezonie 8 "Dextera" 26.07.13, 16:43
            W dziejszej GW piszą, że 8 sezon "Dextera", który rozpoczął się 30 czerwca ma być, jak zapowiadają producenci, ostatnim!?

            W sezonie 8, piszą, pojawia się nowa postać, dr Evelyn Vogel, grana przez ulubioną aktorkę Siostry.Bronte / my też ją cenimy/, Charlotte Rampling. Dr Vogel to specjalistka od neuropsychiatrii. Została ona wezwana do pomocy w sprawie mordercy przeprowadzającego na ofiarach tajemnicze operacje mózgu. Okazuje się, że pani doktor zna Dextera od lat. Była przy tym , jak jego adopcyjny ojciec po raz pierwszy zauważył, że chłopiec różni się od rówieśników nietypowymi skłonnościami.

            Jak donosi Gazeta, krytycy powitali postać Vogel z entuzjazmem!

            /Za: GW, 26 lipca 2013, s.24/



            :)
            • grek.grek Re: O sezonie 8 "Dextera" 27.07.13, 13:58
              dzięki, Barbasiu, za info.

              sama Charlotte Rampling w "Dexterze", proszę bardzo, telewizja ma moc :]
              właściwie w ostatnich sezonach pojawiali się gościnnie aktorzy z dużego
              ekranu [Jimmy Smits, Johnny Lee Miller, Julia Stiles; nie wiem, jak w 7 sezonie to
              wyglądało], ale Rampling to już Mount Everest aktorskiej drabinki, prawdziwa
              rekomendacja dla tego serialu, potwierdzenie jego pozycji i statusu. I to jeszcze
              w roli psycholożki. Na pewno okazji do grania jej nie zabraknie.

              własnie - tak sobie myślałem już w trakcie 6 sezonu, że coraz trudniej będzie
              to dalej ciągnąć. potencjał był, ofk : ewolucja psychologiczno-mentalna Dextera,
              jego stosunki z siostrą, wychowywanie syna, ale przecież serial musi mieć też
              intrygę kryminalną, musi być nowy przeciwnik Dextera, zagrożenie zdemaskowaniem
              jego ukrytej tożsamości, kolejne eliminacje "wrogów publicznych" itd., a jak to
              dalej kręcić, skoro w tej materii właściwie to co najlepsze już było ? jakie jeszcze
              twisty i niespodzianki można sprzedać ? jakie zagrożenia, o których wiadomo, że
              nie doprowadzą do niespodziewanego finału ? zawsze było tak, że ze wszystkiego
              Dexter wyciągał naukę, doświadczenie życiowe, wpływało to na jego osobiste
              zapatrywania i zmieniało coś w nim, dlatego akcyjne zdarzenia nie były nigdy
              same dla siebie, niemniej zostało na tym polu bardzo małe pole manewru, wg mnie.

              dlatego, to chyba dobra decyzja, o ile faktycznie się dokona :]

              inna rzecz, że Prima Cool, na której oglądałem Dextera - wyłączyła mi się i nawet jakby
              zaczęli pokazywać - raczej 7 sezon, póki co - znów ten serial, to póki co nie mam odbioru.

              pozostaje sieć ? :]

              no i, wiesz, liczę że jesienią na CT wróci Californication, nowy sezon. może też 3 sezon Borgiów ?

              a'propos, nie wiem czy czytałaś - mnie gdzieś mignęło - że 3 sezon Borgiów będzie definitywnie ostatnim ?

              • pani_lovett Re: O sezonie 8 "Dextera" 27.07.13, 14:39
                Jako morderca Dexter zaczął popełniać błędy, jako "zwykły człowiek" - niszczyć wszystkich, który się do niego zbliżą - piszą w GW. Siłą rzeczy musi nastąpić jakiś przełom.

                Szkoda, że Prima Cool się wyłączyła. Zakodowali ją?

                Chyba pozostaje sieć, tak, skoro, TVN ani inny kanał nie chce pokazać dalszych odcinków Dextera.

                O nie wiedziałam o planach zakończenie Borgiów. Pewnie koszty produkcji doskwierają.

                :)
                • grek.grek Re: O sezonie 8 "Dextera" 27.07.13, 15:07
                  mocne :] nie oglądałem 7 sezonu jeszcze, więc możliwe, że tam się sporo wydarzyło, co
                  uzasadnia takie postawienie sprawy. do zakończenia 6 sezonu Dexter dbał o syna, siostrę,
                  raczej nie strzelał większych gaf, jesli miał kłopoty jako morderca, to z powodu przebiegłości
                  przeciwników lub nieoczekiwanych splotów okoliczności. sezon 6, jak pamiętasz, kończy sie w momencie, kiedy siostra Dextera nakrywa go podczas kolejnej egzekucji jaką ten wykonuje na
                  przestępcy. zapewne zatem, głównym motywem 7 sezonu jest relacja między Dexterem a Debrą, po tym jak odkrywa ona prawdę o jego drugiej twarzy. dlatego jestem go ciekaw :]

                  mnie też, nawet nie wiem teraz, czy nadają Dextera czy nie, jakoś ciągle zapominam
                  spojrzeć do ramówki stacji, w sieci. jakoś motywacja mnie opuściła, skoro i tak jej nie odbieram :] ale, może trzeba jeszcze raz wgrać programy ? 23 lipca skończyła się ta cała zabawa z cyfryzacją, więc być może stacja znikła z powodu przekalibrowań jakie następowały w ostatnich tygodniach przed zakończeniem procedury ? spróbuję to zrobić, moze pojawi się.

                  yes. polskie główne stacje nie mają takich ambicji :] Polsat wprawdzie zabrał się za popularny "Breaking Bad", ale bardzo późno i chyba już zrezygnował, nawet nie wiem, czy cały sezon wyświetlili. szkoda. myślę, że polskie stacje wychodzą z założenia, że jak jest w sieci, to nie ma co dublowac jej, bo nikt nie obejrzy. a to błąd, wg mnie, mnóstwo ludzi nie ogląda seriali w internecie, a wielu z tych, którzy je tam oglądają - pewnie z chęcią zobaczyłoby je na większym ekranie niż monitor :] tylko pora musiałby być dogodna, północ to marna opcja.

                  yes, zapewne masz rację, serial rzeczywiście był wypasiony, kosztowny, nawet na pierwszy rzut oka.
                  • pani_lovett Re: O sezonie 8 "Dextera" 27.07.13, 15:43
                    Widziałam "Dextera" w wakacyjnej ramówce TVN, pokazują go w czwartek o 23:50, ale powtarzają sezon ... 3.
                    Oczywiście, pamiętam sezon 6., zakończenie również.

                    Może tak być. Po wyłączeniu sygnału analogowego u nas zniknęły niektóre kanały, ku naszemu przerażeniu, ale po ponownym wyszukaniu odnalazły się natychmiast. Jeśli Prima Cool się nie zakodowała, to powinieneś ją odzyskać.


                    Właśnie, jakoś opornie przyjmują się u nas seriale, cudem jest od niedawna Mad Men i Downton Abbey.

                    U Ciebie też żar się leje przez okno? ;)
                    • grek.grek Re: O sezonie 8 "Dextera" 27.07.13, 16:38
                      o, widziałem 3 sezon w Prima, ale nie wiem, czy dokładnie opisywałem na forum ?
                      sprawdzę, bo jeśli nie to, co klapa :] pamiętam, że chciałem zrobić dwie części,
                      relacja z pierwszych 6 odcinków, a potem z drugiej "6"-tki. tylko nie wiem, czy
                      ostatecznie mi się to powiodło w tej formie, albo w jakiejkolwiek innej :] tutaj
                      właśnie wystąpił Jimmy Smits w roli Miguela, prokuratora, który w zupełnie niecodziennych
                      okolicznościach zostaje przyjacielem Dextera, a przy okazji odkrywa w części jego zabójczy
                      sekret.

                      zaraz zrobię to wyszukiwanie, mam nadzieję że pomoże.

                      nie oglądam Downtown, no jakoś tak się złożyło że nie wkręciłem się, ale czytam Twoje i Wasze opowieści. spotkałem się już z opiniami, że TVP zupełnie nie umie tego serialu wylansować, pokazuje w fatalnych porach i bez atencji. Masz takie wrażenie ? [nie byłaby to nowość, a nawet byłaby to rutyna polskich stacji tiwi, jak mają coś dobrego, to umieją to tylko schrzanić, za to świetnie im idzie roznoszenie zarazków produkcji marnych i kiczowatych, naśladujących polską pospolitą codzienność w wersji politpoprawnej, to jedyne co umieją]

                      haha, jeszcze jak, nie otwieram okien z tego powodu :]
                      dlatego udaje mi się w środku jakoś panować nad sytuacją, przy pomocy wiatraka, i to jakiego... zastanawiam się, czy na taki egzemplarz nie szarżował aby sam Don Kichot :]

                      • pani_lovett Re: O sezonie 8 "Dextera" 27.07.13, 19:09
                        Wydaje mi się, że nie opowiadałeś 3.sezonu Dextera dokładniej,
                        albo ja mam już sklerozę!??

                        Reklama serialu Dowton Abby w telewizji publicznej rzeczywiście mogła by być lepsza, intensywniejsza, ale już pora emisji - godzina 22.00, uważam, jest w sam raz, nie za wcześnie, ale i nie za późno.


                        U nas pootwierane okna na przestrzał, z jednej i drugiej strony , jest przewiew, z którym

                        wpada zapach skoszonej (z rana) i już lekko podsuszonej trawy, słowiem letnie wiejskie klimaty , mimo że miasto ... :)

                        Bronte, Pepsic, jak się macie w tych upałach?

                        Hehehe! Pewnie sporych rozmiarów sprzęcior musi to być, co!? Fantastyczny, taki to chłodzi. to dobrze! :))
                        • grek.grek Re: O sezonie 8 "Dextera" 28.07.13, 13:47
                          zawaliłem sprawę. może nadrobię przy jakiejś okazji. następnej, może TVN powtórzy jeszcze ?

                          czyli, DA w miarę może być :]
                          mogliby więcej seriali kupować, zamiast w nieskończonośc kręcić te polskie telenowele.
                          tyle, że zapewne musieliby się pożegnać z jakas częścią widowni, czyli... wracamy do
                          punktu wyjścia - TVP to nie telewizja z misją, która ma rozsądne pieniądze z budżetu,
                          ma więc gdzieś przaśne gusta widowni, a zamiast tego daje własne propozycje i nie
                          przejmuje się oglądalnością. zamiast tego mamy festiwal reklam, słabych programów i
                          marnych seriali, a rząd czeka : skoro ma przegrać, to i tak TVP
                          dostaną następcy, a jak wygra, to może nic nie zmieniać, więcej - uznając, że TVP
                          spełniła swoją rolę jako szczekaczka propagandowa i eldorado dla krewnych i znajomych
                          królika - będzie petryfikować obecny stan rzeczy. słowem, TVP będzie żałosną namiastką
                          publicznej telewizji dopóty, dopóki kręcą się przy niej politycy :]

                          o proszę, to masz klimaty, hehe :]

                          Bronte i Pepsic nic nie piszą, pewnie walczą z żywiołem ;]

                          och, wiatrak ów ma 3 prędkości, przy najwyższej fruwają co lżejsze przedmioty ;]
                          bestia prawdziwa, haha.
                          • siostra_bronte Re: O sezonie 8 "Dextera" 28.07.13, 14:44
                            Hehe, walczyłam z żywiołem, ale technicznym. Właśnie udało mi się rozpracować piekielne urządzenie, czyli odtwarzacz dvd. Efekty wkrótce :)
                            Osobiście uwielbiam lato i jak dla mnie upały mogłyby trwać przez cały rok :)
                            • grek.grek Re: O sezonie 8 "Dextera" 28.07.13, 15:56
                              brawo, czekam [a jestem pewien, że i czekaMY] na owe efekty :]

                              hehe, ja lubię polski klimat, czyli wszystkiego po trochę, zmienność, różnorodnośc, wszystkie pogodowe świry i anomalie ;] trochę upału, trochę śniegu, trochę ładnej i trochę brzydkiej jesieni, trochę deszczu, trochę śniegu, trochę liści pod nogami, trochę mrozu i trochę wiosny zimą, a zimy wiosną.
                            • grek.grek Re: O sezonie 8 "Dextera" 28.07.13, 15:57
                              udalo Ci sie obejrzeć Alfredo dzisiejszego ?
                              • siostra_bronte Re: O sezonie 8 "Dextera" 28.07.13, 16:59
                                Wstyd się przyznać, ale nie :)
                                • grek.grek Re: O sezonie 8 "Dextera" 29.07.13, 13:48
                                  no to ja, z nieco mniejszym zawstydzeniem, powiem, że też nie :]
                                  • siostra_bronte Re: O sezonie 8 "Dextera" 29.07.13, 18:33
                                    Uff, ulżyło mi :)
                                    • pani_lovett Re: O sezonie 8 "Dextera" 29.07.13, 23:18
                                      Oczom własnym nie wierzę. ;) Czyżbyście Wy, prawdziwi kinomanie, dali się pokonać licowemu upałowi i wakacyjnemu rozleniwieniu? ;)
                        • pepsic Re: O sezonie 8 "Dextera" 28.07.13, 22:48
                          Ja niespecjalnie, choć zawsze lubiłam upalne lato. Na pół gwizdka jestem głównie z powodu przedłużającego sie etapu wymiany laptopa i przedłużającej sie naprawy usterki domowej. Rzecz jasno wszystkich Was podczytuję regularnie.
                          :)
                          • grek.grek Re: O sezonie 8 "Dextera" 29.07.13, 13:47
                            lipiec miesiącem technicznych zawirowań ;]
          • grek.grek Re: Kobra "Wspólniczka", Kultura 21:00 27.07.13, 13:44
            w pewnym momencie normalnie żal mi się go zrobiło :]]
            tak się cieszył, takie plany miał [swoją drogą, jakże banalnie opisywał
            swoje bogactwo spodziewane "kupić pałac, polecieć do Rio, obwiesić
            się biżuterią" - jakie to płytkie], tak tańcował ze szczęścia, a tu nagle
            dwie babki nie chcą współpracować, hehe. zamotał się zupełnie, jak...
            jak... jak kot we włóczkę ;], w te relacje z nimi, do tego chorobliwa
            podejrzliwość żony, nieposkromiona namiętność dawnej przyjaciółki i
            klops gotowy.

            • pani_lovett Re: Kobra "Wspólniczka", Kultura 21:00 27.07.13, 15:21

              > w pewnym momencie normalnie żal mi się go zrobiło :]]
              Haha! :)


              forum.gazeta.pl/forum/w,14,145477950,146021093,Kobra_Pomylka_prosze_sie_wylaczyc_.html
    • siostra_bronte "Złodziej w hotelu" 27.07.13, 15:27
      Koniec świata, Hitchcock w tv! Jutro o 11.50 w tvn7.

      Co prawda ten film jest uważany za jeden z najsłabszych w filmografii reżysera. Nie widziałam go, więc nie potrafię tego skomentować.

      Historia w skrócie. Słynny złodziej biżuterii John Robie (Cary Grant) przeszedł już na zawodową "emeryturę" i mieszka na Lazurowym Wybrzeżu. Ale ktoś naśladuje jego styl i włamuje się do hoteli w okolicy. Aby oczyścić się z podejrzeń bohater rozpoczyna własne śledztwo. Spotyka piękną milionerkę, Frances (Grace Kelly), którą chce wykorzystać jako przynętę dla złodzieja...

      Filmowi zarzucano słaby scenariusz i brak napięcia. W ogóle to mało typowy film dla Hichcocka. Nie brzmi to zachęcająco, ale może kogoś skuszą piękne plenery i zachwycająca Grace Kelly :)

      Tutaj krótki fragment, ciekawy montaż :)
      www.youtube.com/watch?v=Le-X36HfBGI
      • pani_lovett Re: "Złodziej w hotelu" 27.07.13, 15:54
        Nawet słaby Hitchcock będzie doskonały, w sezonie ogórkowym.

        Ja w plener jutro wybywam. Liczę więc na Wasze , Grekowe opowieści, wrażenia, komentarze.

        :)

        • grek.grek Re: "Złodziej w hotelu" 27.07.13, 16:49
          uwaga, Barbasia nadjeżdza ! :]

          Baw się dobrze i niech plenery Ci dopisują :]
          • pani_lovett Re: "Złodziej w hotelu" 27.07.13, 18:34
            Hahahaha! :)))))

            Dzięki piękne!

            Przyjemnej niedzieli życzę Tobie Greku, Drogim Paniom. Do zobaczenia w poniedziałek! ;)
            • grek.grek Re: "Złodziej w hotelu" 29.07.13, 14:02
              była przyjemna, dzięki Barbasiu :]

              a jak tam u Ciebie ?
              jaki bilans rozjechanych "żab" ? ;]
              • pani_lovett OT 29.07.13, 23:23
                :)

                Przyjemnie. Upalnie.
                Bilans - jeden wystraszony lis. ;))
                • grek.grek Re: OT 30.07.13, 15:37
                  sehr gut :]

                  haha, lisy szybko wracają do formy psychicznej [podobno] ;]
                  byłaś tym razem wyjątkowo litościwa :]
                  • pani_lovett Re: OT 30.07.13, 22:49
                    :))))

                    Zapomniałam dodać o leżeniu na kocu na trawie i opalaniu się ...

                    Jak tam burze u Was? Mam nadzieję, że nie sprawiły żadnych szkód?

                    Ufff! To dobrze! :)))

                    Więc spałam dziś na Mad Men, spałam na zapowiadanym przez Ciebie meczu Lechia - Barcelona ( 2:2- ładny wynik) w związku z tym idę już spać.

                    Jutro się stawię wyspana i pełna energii. ;)
                    Dobrej nocy!

                    • grek.grek Re: OT 31.07.13, 15:08
                      ma się rozumieć :]

                      burze solidne, podtopienia i inne cuda... osobiście nie doświadczyłem, przeszło
                      bokiem.

                      hehe, ja oglądałem mecz, zawiodłem się, bo nie było bitwy o ogień, czyli
                      o koszulkę pana Messiego.

                      very good.
                      Miłego dnia, Barbasiu :]
                      • pani_lovett Re: OT 31.07.13, 15:20
                        :)))

                        To dobrze.

                        No właśnie, czytałam, że koszulkę Messiego sprytnie załatwił sobie jeszcze w trakcie meczu Brazylijczyk grający w barwach Lechii.

                        Dobrego dnia, Greku! :)

                        • grek.grek Re: OT 31.07.13, 16:37
                          a to chytrus, hehe, zagadał do niego po ichniemu i koszulinę złapał :]
                          mam nadzieję, że wrócił do domu w jednym kawałku, hehe.
                          • pani_lovett Re: OT 31.07.13, 17:05
                            Hehe! :)
      • grek.grek Re: "Złodziej w hotelu" 27.07.13, 16:44
        "słaby Hitchcock", to jednak ciągle Hitchcock :]

        brzmi nieźle w opisie wstępnym.
        poza tym, heh, te filmy to przecież także inna moda, inna muzyka, inne samochody, inne wnętrza, zupełnie inne czasy, jakby bardziej eleganckie, stylowe, niespieszne. wszystko to
        z przyjemnością ogląda się na ekranie, nawet gdzieś obok samej intrygi.

    • grek.grek Parku Jurajski 3 :] 29.07.13, 14:01
      owiewany wiaterkiem z wiatraka - obejrzałem "Park Jurajski 3".
      powiem Wam, że... nic nowego ;]

      cała fabuła sprowadzona ponownie do serii ucieczek ludzi przed dinozaurami
      różnymi i róznistymi i to w tych samych okolicznościach przyrody, co poprzednio.

      nowością jest aktorski skład zespołu uciekającego, reżyser całego
      przedsięwziecia [Spielberg uznał chyba, że co za dużo, to niezdrowo], a także
      dwa nowe dinozaury [tym razem głównym zakapiorem nie jest Tyranozaurus, ale
      Spinozaur, jeszcze większa bestyja; pojawiają się także, chociaż nie dam głowy
      czy w oryginale już ich nie było, Pterozaury], dokazujące oczywiście ponad miarę.
      cuda się dzieją niewida, ludziska wychodzą cało z sytuacji niesamowitych, dinozaury
      poza schrupaniem jednego z intruzów - muszą się więc obejść smakiem. w finale
      ratuje całą grupę oddział marines wezwany na pomoc, wraz z amfibiami, helikopterami
      startującymi z zaparkowanego niedaleko lotniskowca :]
      słowem, kino w pełnej krasie, ktoż zaprzeczy że wymyślono je po to własnie, aby
      takie niedorzeczności i fantazje wybujałe, niemożliwe do realizacji z rzeczywistości, pokazywać :]

      na pewno całkiem dobra zabawa, jaszczury są plastyczne, dżungla wyspiarska zielona i
      niebezpieczna, pościgi zaś efektowne, z tym że z dośc przewidywalnym zakończeniem, heh.

      elementem komicznym było oglądanie ganiających dziko, z desperacją w oczach i wrzaskiem na ustach, aktorów - na ekranie ścigają ich dinozaury, ale w momencie kręcenia tych scen po prostu uciekali oni przed powietrzem ;] trochę to zabawne wyobrażenie z filmowej kuchni. aktor musi się chyba czuć dośc niezręcznie, jasne jest profesjonalistą i wiadomo - inaczej się tego nie da nakręcić, niemniej... pewnie największym dokonaniem aktorskim w tym filmie było to, że wszyscy świetnie odgrywali przerażenie, a żaden nie biegał parskając śmiechem :]
      • pepsic Re: Parku Jurajski 3 :] 29.07.13, 19:48
        musiałeś być bardzo zdesperowany;)
        • grek.grek Re: Parku Jurajski 3 :] 30.07.13, 13:37
          haha :]
          coś w tym jest, zauważyłem, że jeśli w ciągiu 24 a najpóźniej 48 godzin nie obejrzę minimum jednego filmu, to zaczynają mi się trząść ręce ;]
          • pani_lovett Re: Parku Jurajski 3 :] 30.07.13, 22:52
            Ożeż! ;)))
    • grek.grek "Epidemia" & "Na fali" dziś 29.07.13, 15:52
      jakby się tak dobrze spiąć, to całkiem przyjemny wieczor filmowy można sobie
      dziś zafundować.

      o 20:00 "Epidemia" [TVN7].
      kończy się ca 22:30.
      22:35 "Na fali" w Polsacie.

      "Epidemię" zawsze chciałem zobaczyć, ale jakoś nigdy nie dane mi bylo obejrzeć.
      dwa razy probowałem i dwukrotnie jakoś coś gdzieś mi przeszkodziło.
      może dziś ?

      "Na fali" ma psychologiczny aspekt, który być może nie został odpowiednio
      pogłębiony i zniuansowany, ale jest obecny. psychologia jest to być może wtórna, ale
      jednak jest.

      kalifornijski olicjant prowadzi śledztwo w sprawie napadów na banki, dokonywanych przez
      grupę rabusiów w maskach z twarzami byłych amerykańskich prezydentów. tropy wskazuja, że ten zespół może wiele czasu spędzać na plaży. węsząc i grzebiąc w sprawie, wraz z partnerem, policjant wkręca się w jedną z grup surferów. jej przywodca, Bodhi, to rodzaj hedonistycznego guru, pozytywnie nastawionego do życia i świata. policjant zaprzyjaźnia się z nim, spędza milo czas z całym towarzystwem, a do tego romansuje z jedną z dziewczyn również należących do tego środowiska. jednocześnie prowadzi śledztwo w sprawie powtarzających się napadów.

      w pewnym momencie stanie przed dylematem moralnym, którego się domyślacie na pewno, wnioskując z tego opisu :]

      Kalifornia, napady na bank, plaża, surfig, kryminałki, no i zagęszczająca się akcja oraz ów psychologiczny aspekt całej historii. plus postać Bodhiego. Patrick Swayze go gra i jest świetny, chociaż rola na Oscara nie starcza ;] ale do zapamiętania. Keanu Reeves gra policjanta, jak zawsze jest jakiś taki mało plastyczny, mało wyrazisty. doskonała jest ostatnia scena, kiedy policjant staje przed podjęciem decyzji, w której kumulują się wszystkie jego motywacje.

      dobry film, stanowczo; no i taki letni ;]

      co wybieracie ? Wasze propozycje ?
      • siostra_bronte Re: "Epidemia" & "Na fali" dziś 29.07.13, 18:12
        "Epidemię" widziałam. Całkiem niezły, tylko Hoffmann kompletnie nie pasował mi do roli, a Russo była drewniana jak zwykle.

        Jakoś nigdy nie miałam okazji zobaczyć "Na fali" i teraz też mi się nie uda, bo leci za poźno. No i przyznam się, że ta dwójka aktorów raczej mnie nie zachęca. A propos, ten film odgrywa ważną rolę w "Ostrych psach" ("Hot fuzz") :))
        • grek.grek Re: "Epidemia" & "Na fali" dziś 30.07.13, 13:40
          ja patrzyłem wczoraj, trochę zabrakło mi w tej historii prawdziwego rozpędu, momentów
          do zapamiętania, a i, rzeczywiście, zestaw wybornych aktorów chyba podszedł do całości
          dośc z tzw. luźną gumą :] w zasadzie, najlepiej wypadł chyba Donald Sutherland.

          trudno :] ale polecam ten film Twojej uwadze.
          mnie się podoba filozofia życia tego gangu "napadamy na bank, nikogo nie zabijajac, a za zrabowane pieniądze uprawiamy sporty ekstremalne, podróżujemy, surfujemy, bawimy się" :]

          o, jaka to rola ?
          • siostra_bronte Re: "Epidemia" & "Na fali" dziś 02.08.13, 18:32
            Jeden z bohaterów, fajtłapowaty Danny jest fanem amerykańskiego kina akcji. Marzy o tym, żeby przeżywać takie emocje w swojej pracy :) Pewnego razu urządza maraton filmowy z sierżantem Angelem, oglądają m.in. "Na fali". A na końcu Danny "powtarza" scenę z tego filmu, kiedy goni uciekającego...złoczyńcę (nie zdradzę kto to, bo może kiedyś tvn7 pokaże film ponownie) i strzela w powietrze.

            Tutaj scenka, kiedy Danny zwięźle opowiada sierż. Angelowi o "Na fali" :)
            www.youtube.com/watch?v=0-lcqIuVaR8
          • pani_lovett Re: "Epidemia" & "Na fali" dziś 03.08.13, 16:28
            > mnie się podoba filozofia życia tego gangu "napadamy na bank, nikogo nie zabija
            > jac, a za zrabowane pieniądze uprawiamy sporty ekstremalne, podróżujemy, surfuj
            > emy, bawimy się" :]

            Ta filozofia gangu, wybacz, zdaje mi się mocno infantylna i od rzeczywistości oderwana. Dlatego (choć było trudno ;) nie dałam się uwieść, jak Ty Greku i Keaniu Reeves, głównemu bohaterowi, którego gra (bardzo dobrze, tak ) Patrick Swayze .

            :)
            • pani_lovett Re: "Epidemia" & "Na fali" dziś 03.08.13, 16:29
              Ta filozofia gangu, wybacz, zawsze zdawała mi się mocno infantylna i od rzeczywistości oderwana.
      • pepsic Re: "Epidemia" & "Na fali" dziś 29.07.13, 19:51
        Ależ Grek, pisaliśmy o "Fali" jakiś czas temu. My z Barbasią jakoś bez entuzjazmu.
        • pani_lovett Re: "Epidemia" & "Na fali" dziś 29.07.13, 23:20
          No właśnie. :)

          • grek.grek Re: "Epidemia" & "Na fali" dziś 30.07.13, 13:42
            ;]
            • pani_lovett Re: "Epidemia" & "Na fali" dziś 30.07.13, 22:38
              Czasem musimy się z Tobą pokłócić! ;)))
              • grek.grek Re: "Epidemia" & "Na fali" dziś 31.07.13, 15:05
                tak delikatnie :]
                • pani_lovett Re: "Epidemia" & "Na fali" dziś 31.07.13, 15:14
                  Nie inaczej! :))
        • grek.grek Re: "Epidemia" & "Na fali" dziś 30.07.13, 13:42
          wiem :]
          ale ilekroć widzę ten film w ramówce - tyle razy czuję się zobowiązany by go polecić.
          taki misyjonarz się we mnie budzi ;]
          • pani_lovett Re: "Epidemia" & "Na fali" dziś 30.07.13, 22:37
            I bardzo dobrze! :))
            Możesz się skuszę na powtórkę, jak następny raz zapowiesz.



            :)



            • grek.grek Re: "Epidemia" & "Na fali" dziś 31.07.13, 15:04
              możesz być pewna, Barbasiu, że zapowiadał będę :]]
              • pani_lovett Re: "Epidemia" & "Na fali" dziś 31.07.13, 16:13
                Świetnie! :)
    • grek.grek jakie filmy na dziś ? kto ujdzie z... koszulką ?;] 30.07.13, 16:51
      no to dzisiaj Barcelona w Gdańsku. mieli byc, nie byli, teraz są i zaraz grają. mecz jak mecz, pewnie Barcelona będzie piłkę kopać, piłkarze Lechii będą za nią biegać, ale wydarzenie wiekopomne ;] najlepsze sceny moga się rozegrać po meczu, bo piłkarze Lechii zapowiadają walkę o koszulkę głównego wirtuoza Barcelony, Messiego. co to będzie, co to będzie ;] może być tak, że jeden dostanie, a reszta zacznie mu ją zabierac, albo ten co dostanie od razu rzuci się do desprackiej ucieczki w stronę wyjścia, a pozostali będą go ścigać. obstawiałbym że koszulkę ostatecznie zachowa ten, który biega najszybciej :]

      a co w filmie ?

      "UProwadzona Alice Creed", 22:55 w Kulturze [po Mad Menie, ofk, hehe].
      brzmi ciekawie : dwóch koleżków spod celu, po wyjściu porywa tytułową Alice, by od jej bogatego ojca zażądać okupu. zagwozdka jest w tym, że jeden z porywaczy zna Alice i jest z nią w zmowie przeciwko swojemu wspólnikowi.

      "Sekta", 20:00, TVN7
      oglądałem kiedyś. rzecz się dzieje w środowisku akademickim - student 1 roku, w poszukiwaniu przynależności i to najlepiej prestiżowej, wstępuje do jednego z uczelnianych tzw.bractw, ktore ma swój specyficzny kodeks. jest oczywiście zachwycony, bo jego członkowie, to synkowie samych wypasionych i wpływowych tatusiów. otwiera się przed nim szereg znajomości i możliwości.

      równolegle jego przyjaciel, taki co nie szuka przynależności :] i udziela się w studenckiej gazecie, prowadzi śledztwo na temat tegoż bractwa, o którym różne słuchy chodzą. i pewnego dnia temu koledze przydarza się "nieszczęśliwy wypadek", a co najlepsze do sprawstwa przyznaje się, przed naszym bohaterem, jego nowy kolega z bractwa, z którym zdązył się już zakumplować. był to pechowy wypadek ? a może zabójstwo ? co ma zrobić bohater, który już się zdązył ożenić z blichtrem bractwa, jeśli okaże się, ze jego przyjaciel odkrył całkiem nieprzyjemną o nim prawdę, a jego śmierć nie była zbiegiem okoliczności, ale cynicznym morderstwem ?

      wielkie kino to nie jest, ale jest zrobione całkiem nieźle, nie boli oglądactwo, a cała historia trochę może nadekspresyjna, ale jeśli ktoś ma ochotę na telewizję wieczorową porą, a dodatkowo nie chce oglądać bratobójczej walki o koszulkę Messiego, to może spróbować :]

      Polsat, "NOtatki o skandalu", 23:55.
      szkoda,ze tak późno, bo to bardzo dobry, świetnie obsadzony film.
      czemu tak późno ???
      tam nie ma skandalu żadnego, ot romans nauczycielki z uczniem, a i to nie jest najważniejsze i nie ma żadnych ćwierćpornograficznych kadrów.
      pozostaje spojler, co go w archiwum mamy, niestety mojego autorstwa :]

      wcześniej sensacyjne "44 minuty", fabularna wersja rekordowej w historii Los Angeles strzelaniny ulicznej. między policjantami, a przestępcami, ofk. cały czas strzelają, tyle pamiętam po obejrzeniu tego 2 czy 3 lata temu :]

      "Bez pamięci", 21:55.
      chyba to kiedyś oglądałem. mowa o chłopaku, co ma kasę bo jest z bogatej rodziny, udaną dziewczyne, gra świetnie w hokeja - dziecko szczęścia, i nagle, w wypadku traci częściowo pamięć, zupełnie się jego życie zawala. po pewnym czasie próbuje coś ze soba zrobić, zatrudnia się jako sprzątacz w banku, terapeutyzuje się itd. pewnego dnia spotyka znajomego z przeszłości, który pomaga mu wyjśc na prostą, poznaje dziewczynę, tyle że zdaje się ten miły kolega chce go wykorzystać do jakiegoś niecnego przedsięwzięcia i jego pomoc nie jest con amore. chyba to widziałem. gra Joseph Gordon Levitt, więc musiałem to widzieć ;]

      nie dam grosza, że się nie mylę, ale na papierze z filmowych propozycji Jedynki i Dwójki można sobie zrobić czapkę i samolot.



      • pani_lovett Re: jakie filmy na dziś ? kto ujdzie z... koszulk 31.07.13, 15:23
        "UProwadzona Alice Creed", ta pozycja wydała mi się najciekawsza, ale wczoraj nie miałam sił na oglądanie.
        Tym większe dzięki za relację. Zabieram się do czytania. :)

    • maniaczytania Ajmbek ;) 30.07.13, 17:47
      helol, helol, mam nadzieje, ze teskniliscie choc w polowie tak, jak ja ;)))
      • pani_lovett Re: Ajmbek ;) Witaj!!!! :))) 30.07.13, 22:25
        Efektowny come back - z opowieścią filmową do kolekcji ! :)))

        Fajnie Cię znów widzieć, czytać, Maniuuuu!!!

        :)
      • grek.grek Re: Ajmbek ;) 31.07.13, 15:03
        heloł, Matko Założycielko :]

        hehe, yes - w tej większej połowie ;]]
    • maniaczytania "Ostatnia akcja" 30.07.13, 18:59
      jakos Grek go nie zapowiedzial ;) (czytalam wszystko, w koncu musialam czuwac ;) ), a to byla calkiem przyjemna propozycja na wczorajszy wieczor.

      Polski to film, ostatnia rola Jana Machulskiego, kilku starszych aktorow z lamusa wyciagnietych ku mojemu wielkiemu zadowoleniu. Fabula prosta nieskomplikowana - "Malolat" (J. Machulski) przyjezdza do stolicy na obchody rocznicy Powstania Warszawskiego. Jego wnuk zostaje pobity przez 'gangsterow' i trafia do szpitala, policja srednio sie garnie do rozwiazania sprawy, choc dobrze znaja 'bokserow'- obstawe 'Mecenasa' (Piotr Fronczewski), ojciec chlopaka pomocny nie jest, raczej 'galareta'. Dziadek postanawia wiec odnalezc kompanow ze swojego oddzialu i dac gangsterom nauczke - ostatnia akcje wlasnie. A akcja jest calkiem fajnie pomyslana, intryga sie zakreca 'owalnie' jajem Faberge nawet ;), a calosc przypomina troche "Vabank", "Vinci" czy nawet filmy z Dannym Oceanem ;)

      Przyjemny film bardzo! Swietna muzyka w tle, przepiekne zdjecia Warszawy (ktora jest osobnym bohaterem filmu), wspaniali aktorzy - m.in. J. Machulski, L. Ordon, B. Kraftowna, A. Janowska (jako pulkownik Dowgird - kto wie, z czego to?), W. Siemion, M. Kociniak, P. Fronczewski, dodatkowo w tle kilka perelek drugiego planu, jak dwojka z obstawy - M. Wierzbicki i P. Nowak, a zwlaszcza ich przemowa w restauracji :) i A. Pawlicki tez fajny.

      Fajnie, ze ktos mial pomysl na scenariusz 'wykorzystujacy' starszych aktorow, wciaz w formie z tym prawdziwym warsztatem.

      I caly czas ogladajac mialam takie wrazenie ulotne bardzo, ze ogladam film nakrecony jakby w latach 70 czy 80, taki przyjemny klimat calosci byl. I chyba, poza moze jednym razem, nie bylo wulgaryzmow!
      • pani_lovett Re: "Ostatnia akcja" 30.07.13, 22:32
        Oglądałam kiedyś jednym okiem /wiec się nie przyznawałam/. Byłam lekko rozczarowana, głównie scenaiuszem, ale może debiutantowi należy wybaczyć niedociągnięcia.

        Wielki plus za zaangażowanie do filmu starszego pokolenia naszych cudnych aktorów, tak.

        :)
      • grek.grek Re: "Ostatnia akcja" 31.07.13, 16:48
        no proszę, jako szefowa stanęłaś na wysokości zadania :]

        "Dowgird" ? ja wiem !, ja wiem ! z "KLossa" !! ;]

        a mnie wzieło i codziennie rano bladym świtem bezlitosnym oglądam przypomieniowo
        "Karierę Nikodema Dyzmy".
        co za Wilhelmi, co za aktorzy, co za staranność realizacji, co za kostiumy, co
        za trafiona scenografia, co za kunszt, co za słownictwo, co za znakomitość, co
        za muzyka rewelacyjna, co za wnętrza.

        bez szans, nie ma szans, absolutnie nie ma szans, bo dzisiaj kręcić klasyke
        literatury w taki sposób jak kręcono wtedy. tak uwodzicielsko i jednocześnie
        na wspaniałym, otóż własnie, warsztacie.

        stawiam polskie seriale z tamtych lat przeciw każdemu serialowi z zachodu :]
        "komuna", proszę ja ciebie. wątpię, żeby płacili jakoś superwystrzałowo.
        aktorzy i ekipa po prostu chcieli robić filmy, kochali to, dzisiaj raz że nie ma
        fachowców, to jeszcze nad wszystkim góruje pieniądz. a klasa... nie porównuję
        nawet. minęła epoka romantyzmu. i to z hukiem. ale to szczęście,że była
        takowa w polskim kinie czy serialu, że jej efekty można oglądać choćby i do
        upadłego.

        • pani_lovett Re: "Ostatnia akcja" 31.07.13, 17:03
          Prawda.

          Mój podziw budzili zawsze kostiumolodzy, zwłaszcza pracujący przy filmach kostiumowych. Filmy te powstawały w czasach, kiedy niełatwo było zdobyć ładne materiały, nie wspominając o różnych detalach pasmanteryjnych typu koronki, tasiemki, guziczki, a jednak powstawały piękne kostiumy.
          :)
        • pepsic "Kariera Nikodema Dyzmy" 31.07.13, 21:39
          Nie zaskoczyłeś mnie. Znam wiernych fanów "Dyzmy", którym zawsze mało. A ja niezmiennie się zżymam, jak ludzie otumanieni wizją łatwej mamony i władzy dali sie tak łatwo zmanipulować chamowi i prostakowi, poza oczywiście hrabią Georgem Poniemirskim, doskonałym tu Wojciechem Pokorą. Możliwe, że przebił pierwowzór książkowy. Najlepsze sceny w serialu to te z jego udziałem, w tym wyśmienita scena finałowa.
          • grek.grek Re: "Kariera Nikodema Dyzmy" 01.08.13, 15:54
            tyle że pan hrabia nie miał "papierów" w odpowiednim kolorze, żeby ktoś go wziął
            na serio :] słowem, stara prawda : mianowani, a niekiedy i faktyczni, wariaci myślą głębiej, trzeźwiej i lepiej niż tzw. normalni.

        • siostra_bronte Re: "Ostatnia akcja" 01.08.13, 17:20
          Podpisuję się :) Świetny serial!
      • pepsic Re: "Ostatnia akcja" 31.07.13, 21:42
        Cześć Maniu:)
        Phi, łatwe, "Czarne chmury" i Leonard Pietraszak, a Grek znowu nas wkręca, tra la, la;) Natomiast głowię się nad Dannym Oceanem (?!).
        • maniaczytania Re: "Ostatnia akcja" 31.07.13, 21:47
          Brawo Pepsic!
          W nagrode zdjecie, a na nim ... Danny Ocean :)
          • pepsic Re: "Ostatnia akcja" 31.07.13, 22:04
            Tak, Ocean's eleven" mi przyszedł głowy, ale Danny? A propos "Ocean's". Nigdy nie dałam mu rady. Nie wiem, co ze mną nie tak, że na filmach tego gatunku przestaję myśleć;)
            • pani_lovett Re: "Ostatnia akcja" 01.08.13, 15:30
              pepsic napisała:

              > Tak, Ocean's eleven" mi przyszedł głowy, ale Danny? A propos "Ocean's". Nigdy
              > nie dałam mu rady.

              Mam tak samo. ;))
              • siostra_bronte Re: "Ostatnia akcja" 01.08.13, 17:21
                Ja też :) Nie udało mi się obejrzeć żadnego "Oceana".
                • maniaczytania Re: "Ostatnia akcja" 01.08.13, 17:30
                  a ja uwielbiam takie filmy! Tylko przy nihc trzeba byc zazwyczaj mega czujnym, bo inaczej po chwili juz nie wiadomo, o co chodzi, tam praktycznie kazda scena ma znaczenie.
                  • pani_lovett Re: "Ostatnia akcja" 01.08.13, 23:23
                    Tylko przy nihc trzeba byc zazwyczaj mega czujnym,
                    > bo inaczej po chwili juz nie wiadomo, o co chodzi, tam praktycznie kazda scena
                    > ma znaczenie.

                    No właśnie! I tu jest pie... kot pogrzebany. ;)
        • grek.grek Re: "Ostatnia akcja" 01.08.13, 15:14
          he he ;]]
    • grek.grek "Uprowadzona Alice CReed" [1] 31.07.13, 13:23
      no to na koniec lipcowego volume :]

      świetny thriller, ileż twistów. jesli chcecie się przekonać, jak to działa, sami - nie czytajcie poniższego :]

      orajt, zaczyna się dynamicznie skomponowaną długą sceną bez słów : dwóch facetów, starszy i młodszy, włażą do mieszkania, kłódki, zamki przy drzwiach itd., jak bunkier jakiś. Potem przygotowują pokój, ściany oklejają specjalną wykładziną, przymocowują ją spinaczami, mają broń, ubrani są w robocze kombinezony. Potem wychodzą. Następnie wprost z ulicy porywają dziewczynę. Mają na głowach ofk kominiarki powycinane w modne wzorki ;] Przywożą ją do mieszkania, kładą na stojący tam łóżku, przypinają kajdankami ręce do rogów łózka, nogi splątują rzemieniami - też do rogów, ale tych dolnych. Potem rozbierają ją do naga, nawet nie zdejmując z niej ubrania, a rozcinając je nożyczkami. Na usta zakładają knebel, na glowę jakiś worek. Robią je zdjęcia, wraz z aktualną gazetą. Wychodzą. Sami się rozbierają do rosołu. Będą ją gwałcić ? Pierwsza sugestia :] Nie będą. Ubierają się inne ciuchy. Potem ubierają ją, w dres. I zostawiają w pokoju.

      A teraz po kolei. Porywaczami są : Vic - starszy i Danny - młody. Porwaną : tytułowa Alice Creed, córka bogatego biznesmena. Vic i Danny wyszli niedawno z więzienia, gdzie Vic opracowywał od dawna plan dojścia do dużych pieniędzy - żadną tam pracą czy kokosowym biznesem, ale własnie porwaniem "odpowiedniej dziewczyny, jedynaczki, córeczki bogatego tatusia", który z pewnością za swoje oczko w głowie zapłaci każdą cenę. Vic jest mózgiem całego przedsięwzięcia : skoncentrowany, ma wszystko obcykane, w małym palcu, pełna profeska, o wszystkim pomyślał. Danny raczej jest jego pomocnikiem, młodszy, mniej doświadczony, mniej bystry, raczej zdenerwowany.

      Mieszkanie jest na wysokim piętrze w jakiejś tam kamienicy. Drzwi wejściowe zabezpieczone na sto kłódek i zamków, drzwi od pokoju z porwaną Alice - też. I jest laptop, z którego Vic wysyła do ojca Alice propozycję nie do odrzucenia - fotografie porwanej. A potem wychodzi gdzieś w plener i telefonicznie kontaktuje się z ojcem, żądając 2 milionów funtów w zamian za żywą i zdrową Alice. Tej sceny nie widać, bo przez 4/5 filmu akcja toczy się w dwóch pokojach i łazience mieszkania. Vic jest sprytny, kiedy wraca mówi Danny'emu, że na linii było jakieś piknięcie, bał się że to policja więc od razu przerwał, ale propozycję złożył. a telefon wyrzucił.

      Vic i Danny inaczej jak w kominiarkach nie wchodzą do pokoju Alice. Kiedy wchodzą to po to, żeby skontrolować jej stan zdrowia, dać jeść albo napoić. Vic poucza ją, jak ma się zachowywać, czyli ze ma być grzeczna, to sie jej nic nie stanie, jakby ewentualnie chciała do toalety, to niech da znak dłonią. Kiedy już Alice taki znak daje - nie ma szans, ze puszczą ją do toalety. Po prostu, nie rozkuwając jej - bezceremonialne ściagają jej spodnie do kolan i przystawiają "kaczkę" w wiadome miejsce. Alice płacze, jest spanikowana, przerażona, nie wie co się dzieje, czuje się totalnie upokorzona.

      Vic cały czas strofuje Danny'ego, np. każe mu jeść, a kiedy Danny mówi, że nie ma ochoty, siłą próbuje go nakarmić. Ma jeśc, bo brak jedzenia źle wpływa na koncentrację itd. :] Cały czas rozmawiają o sprawie, raczej bez stylistycznych popisów, suche krótkie komunikaty, cała reszta tkwi w ich mowie ciała. Danny jest zdenerowowany, Vic kontroluje całkowicie sytuację.

      Wreszcie Vic znów wychodzi. Oczywiście, aby z jakiegoś publicznego aparatu skontaktowac się z ojcem Alice w sprawie okupu. Danny zostaje sam. Ogląda w laptopie te zdjęcia co je zrobili nagiej Alice, a że dziewczyna apetyczna, to Danny'emu zaczynają różne rózowe myśli chodzić po głowie, a nawet biegać. Wchodzi do pokoju. Alice ma na głowie worek, więc go nie widzi, a on nie dotykając jej wodzi dłonią nad jej odsłoniętym pępkiem. Powstrzymuje się, wychodzi.

      Kiedy wchodzi drugi raz - Alice rozpaczliwie daje w półmroku znaki ręką, że musi do toalety. Danny zapala światło. Tym razem Alice sygnalizuje, że chce coś poważniejszego niż przedtem. Danny przynosi wiaderko z łazienki. Ma na głowie kominiarkę i ostrzegawczo celuje w Alice z pistoletu. Musi ją rozwiązać i rozkuć, aby mogła się załatwić odpowiednio. Cały czas ją obserwuje czujnie. Ona już siedząc na tym wiadrze prosi go, zeby się odwrócił, bo nie będzie w stanie zrobić tego, co trzeba. Danny odwraca się. A wtedy rozpłakana, rozmazana na oczach Alice znienacka okazuje sie sprytną gapą, łapie za wiadro i pac go w łeb. Danny pada, pistolet wylatuje mu z ręki i teraz to Alice trzyma go na muszce.

      Danny krzyczy do niej, żeby nie strzelała, próbuje do niej podejść, ale ona bez namysłu strzela, kula mija głowę Danny'ego i wbija się w ścianę. Danny panikuje, krzyczy "to ja, Danny !", ściąga kominiarkę. Okazuje sie, że Alice i Danny się znają. Alice jest całkowicie zaskoczona : co to ma być za farsa ? Danny wyjaśnia jej : to on naprowadził planującego swój "napad życia" Vica na jej trop. Idealnie pasowała do planu Vica. A w międzyczasie Danny wykroił swój własny, tajemny plan : porwą razem Alice, Vic wydębi te 2 miliony funciaków, a potem Danny go kiwnie i uciekną razem z Alice i będą sobie żyli za pieniądze jej ojca, w jakimś ciepłym kraju. Alice jest zaszokowana, nic nie wiedziała. Danny wyznaje, ze ją kocha, może jakiś romans kiedyś mieli ? No nic, w każdym razie Danny mówi, że "zawsze mówiłaś, ze nie znosisz swojego ojca, że na nic ci nie pozwala", a zatem - on za nich dwoje wymyślił wyjście z sytuacji.

      Vic zaczyna pukać do drzwi. Danny prosi Alice, żeby odłożyła broń, zgodziła się na realizację tego planu. Ona dłuższą chwilę się zastanawia. Vic zaczyna się do drzwi dobijać. Alice się zgadza. Danny pędem ją przywiązuje i przykuwa z powrotem, zakłada knebel i worek na głowę. Czyści wiadro, pistolet kładzie w miejscu, gdzie miał leżeć, wpuszcza Vica. Ten od razu wsiada na niego "co tak długo ?!" i "czy wszystko w porządku ?". Kontroluje od razu całe mieszkanie, Danny mówi mu, że się spóźnił trochę, bo pomagał Alice zrobić to i owo. Vic chce wszystko wiedzieć, jest podejrzliwy maksymalnie.

      I nagle Vic mówi coś o ICH planach, że naprawdę nie mogą zaniedbać zadnego drobiazgu, od tego zalezy powodzenie. I że jak już dostaną te 2 miliony to wyjadą do lepszego świata i... "będą się kochać przez 2 tygodnie nie wychodząc z łózka". i zaczynają się całować :] yup, sensacyjnie się okazuje, że Vic i Danny są w gejowskim namiętnym związku ":] Dlaczego zatem, Danny proponuje Alice wspólne życie ? Może jest biseksualny, a może udaje przed Vicem geja.

      Vic idzie nakarmić Alice. Vic siedzi na brzegu łózka i podaje jej jedzenie łyżką, a Danny stoi z tyłu. nagle Danny truchleje. na ciemnoczerwonej wykładzinie, obok łózka, może metr od lewej nogi Vica - leży ciemnozłota ŁUSKA po naboju, jaki Alice wystrzeliła z pistoletu w jego stronę, podczas nieobecności Vica. Alice też ją widzi i też truchleje. Danny próbuje przejśc za plecami Vica i jakoś ją zabrać, ale Vic każe mu stać w miejscu i obserwować Alice. Suspens konkretny, sami rozumiecie :] Łuska leży, Danny i Alice w cichej panice, a jedzenie w misce się kończy... wtedy nagle Vicowi łyżka i miska po jedzeniu wypadają z ręki, jakby się wyślizgnęły z niej - Danny wykorzystuje okazje : rzuca się na podłogę i razem z łyżką zbiera też łuskę. Vic od razu startuje do niego "oddaj mi TO". Danny milczy pytająco. Vic : "oddaj mi... ŁYZKĘ". Uff, nie zauważył nic :] Danny oddaje mu łyżkę, a łuskę chowa dyskretnie do kieszenie kombinezonu.

      Później idzie do toalety, próbuje spłukac w muszli tę łuskę, ale ni grzyba nic chce ona spłynąc. Trzykrotnie powtarzający się szum wody w klozecie alarmuje Vica. Dobija się on do toalety, sądząc, ze Danny ma jakieś problemy. Każe otwierać. Danny w panice próbuje łuskę wepchnąc do odpływu w wannie. Potem do tego samego w umywalce. Nic nie działa, łuska nie chce się prześlizgnąć przez kratki. Wreszcie zdesperowany ją połyka. Wpuszcza Vica i gęsto się tłumaczy z tych licznych spłukiwań wody.

      • grek.grek "Uprowadzona Alice CReed" [2] 31.07.13, 14:14
        Niebawem Vic wychodzi po raz trzeci, sprawa posuwa się naprzód w obiecującym tempie. Niedługo będzie po wszystkim. Zwłaszcza, że w międzyczasie panowie, dla wywarcia większej presi na rodziciela - nagrali videotaśmę z Alice, która z nożem przystawionym do krtani [przez Danny'ego] z płaczem błaga starego o to, żeby zapłacił.

        Danny zostaje sam z Alice. Pędzi do pokoju. Zdejmuje jej knebel, na jej prośbe rozwiązuje nogi, a po krótkim wahaniu także rozkuwa ręce. Rozmawiają, Danny wyznaje znów że ją kocha, opowiada o postępach w sprawie okupu, jakieś plany wspólnej przyszlości się pojawiają, aż wreszcie zaczynają się całować i zmierzają w wiadomym, i właściwym, kierunku... I nagle Alice przejmuje kontrolę i... przykuwa Danny'ego za prawą dłoń do łózka. Ten jest w szoku. Alice łapie za pozostawiony przez niego pistolet i celuje w niego. Danny jest w panice i jest goły na dodatek, goły i przypięty za łapę do łóżka :] Co z ich planami ? "ja cię naprawdę kocham, co robisz ?" mamrocze Danny, a Alice mówi mu "to nie jest milość, Danny, jak się kogoś kocha, to się go nie porywa dla okupu, nie upokarza, nie przystawia noża do gardła i nie traktuje jak przedmiot". Treściwie :]

        Danny zostaje w pokoju. Alice biega po mieszkaniu. Znajduje komórkę Danny'ego, próbuje dzwonić z niej, wybiera numer na policję, zgłasza że jest porwana, nie wie gdzie jest i jak stąd uciec. Prosi, żeby namierzyli miejsce jej pobytu. Odopowiedz, której nie słychać, ale Alice ją sugeruje, jej nie zadowala - za długo, Vic zdąży wrócić.

        Alice idzie więc do pokoju i każe Danny'emu oddać klucze do drzwi. Danny mówi jej gdzie są, w jego ubraniu leżącym od prawej strony łózka. Alice skrada się tam, Danny przybiera zrezygnowaną pozę. I kiedy Alice przeszukuje kieszenie jego kombinezonu Danny rzuca się do ataku. Maksymalnie się wyciągając sięga Alice nogą. Kopie ją mocno, wypada jej pistolet i klucze, a Danny wściekle ją tą nogą [jak jakiś karateka] powala i przydusza naciskając z całej siły na gardło. Alice robi się czerwona i mdleje przy ścianie. Przypięty za prawą rękę Danny ma po prawej stronie całkiem niezłe pole działania, więc nieprzytomnej dziewczynie łatwo odbiera kluczyk do kajdanek. Z furią znów ją przywiązuje, przypina do łózka, aż tu nagle... czy ona żyje w ogóle ? :} Cały zestresowany przykłada ucho do jej ust... oddycha. Ulga.

        Wraca Vic, kontroluje sytuację, bacznie obserwuje Danny'ego, czy w jego twarzy nie czai się coś, co kazałoby podejrzewac, że chłopak coś ukrywa. Nieco później, dla świętego spokoju, Vic idzie do pokoju. Dziewczyna jest jak była. Ale coś mało aktywna. Vic podejrzewa najgorsze, pyta Danny'ego "co z nią się dzieje ?", Danny na to, ze "skąd mam wiedzieć ?!". Po jej palcu od nogi chodzi mucha, a ona nic... i w ogole - leży jak kłoda, Vic ostrożnie klepie ją w stopę - nic... obaj z Dannym wstrzymują oddech... Ale Alice nagle odżywa. Spała.

        Danny z nerwów wymiotuje w łazience, między innymi... tę łuskę, co ją połknął :]] Budzi to jego histeryczne rozbawienie.

        Sprawa zbliża się do finału. Okup jest zaklepany, miejsce ustalone. Danny wychodzi przygotować samochód, furgonetkę, którym Vic pojedzie po pieniądze. Danny w tym czasie ma za zadanie siedzieć z Alice w tym miejscu, do którego ją odwiozą, a w którym ma ona zostać, by ją ojciec zabrał.

        TEraz Vic zostaje sam na sam z Alice. Poucza ją, jak ma się zachowywać. Znienacka odkrywa w jej kieszeni... telefon komórkowy. SKĄD go masz, pyta wściekły. Ona że nie wie, nie ma pojęcia, bliska jest płaczu. Vic w lot orientuje się, ze Danny musiał w tym maczać palce. Widzi ze ostatni wybierany numer, to policyjny. Zdrada Danny'ego wydaje się aż nadto oczywista, skoro Alice była przywiązana, jego nie było, to KTO inny ją w komórke zaopatrzył ? Vic wstaje i z żalu opiera głowę o ścianę... i widzi w tej ścianie tkwiący nabój, ktory wystrzeliła Alice doi Danny'ego. Wsiada więc na Alice i każe jej się spowiadać. "CO tu się stało ?! kto strzelał ?", pyta wnerwiony. Alice mu wszystko opowiada, a przede wszystkim to, że Danny jej złożył propozycję i chce kiwnąc Vica. Vic jest załamany, miłośc jego życia chce go wystawić, a Alice najpierw jest w szoku, kiedy Vic sam do siebie monologuje o "zawiedzionej miłości", a potem dodatkowo go podjudza "zabij go, zabierz kasę i uciekaj sam".

        Zbiera się szybko, i kiedy Danny wraca nie daje po sobie poznac, ze wie o jego wyczynach. Sprawnie oczyszcza dom, wszystko pakuje do toreb, a jakiś drobiazg spuszcza w toalecie... owinąwszy go najpierw papierem :] Danny z łuską nie pomyślał o takim rozwiązaniu. Vic chodzi z bronią, świdruje Danny'ego wzrokiem i pyta "chcesz mi coś powiedzieć ?". Danny czuje się nieswojo, ale nadrabia miną. Vic każe mu jechać ze sobą po odbiór kasy. Danny jest bardzo zdziwiony zmianą planów, ale nie przychodzi mu do głowy, że został zdekonspirowany.

        Jadą najpierw do starego budynku na odludziu. Jest tam wiele hal magazynowych, opuszczonych od wielu lat. W najdalszej i najciemniejszej przykuwają Alice, w pozycji siedzącej, za ręce do jakichś krat, a dodatkowo do tych krat Vic ma specjalną zamknięcie, ktore dopina w taki sposób, że Alice nawet gdyby uwolniła ręce [jak ? :)] to nie ruszy sie z miejsca, bo ma szyję unieruchomioną - może swobodnie oddychać, ale ta obręcz nie pozwoli jej uwolnić głowy.

        Vic zabierra Danny'ego po odbiór kasy. W lesie. Skradają się. Potem Vic każe iśc Danny'emu po kasę. Na drzewie wisi jakaś chustka, jakby umówiony znak. Danny idzie. Vic czeka w ukryciu. Pod drzewem jest wykopany doł, ale w tym dole nic nie leży. Danny mówi "oszukali nas". Na co Vic - nikt nas nie oszukał, miejsce odbioru kasy jest gdzie indziej. "to co my tu robimy ?", pyta Danny. I wtedy Vic wyjawia mu, że wie o jego zdradzie. Pyta : co powiedziałeś dziewczynie o mnie ? Kiedy dowiaduje się, ze Danny wykablował jego imię i że poznali się w więzieniu - Vic powiada "zabiłeś ją. zabiłeś ją i siebie".

        A dół, to... grób Danny'ego. Vic celuje do niego z pistoletu. Danny w panice pada na kolana, błaga, próbuje Vica zmiękczyć opowieściami o tym "jak im było dobrze razem i że zawsze się o niego [Vic] troszczył". Vic słabo to znosi. Danny wykorzystuje moment, uderza Vica i rzuca się do ucieczki. Vic za nim. Wreszcie Vic strzela. Danny obrywa. Pada. Vic idzie za nim. Kiedy przychodzi na miejsce... nie ma Danny'ego. Ranny uciekł, wyczołgał się gdzieś. Vic chodzi po lesie szukając go. Danny, ranny na wysokości łopatki, chowa się za drzewem.

        Vic sam odbiera kasę. Pakuje do furgonetki. Potem jedzie nią za miasto. Przepakowuje kasę do swojej torby. Przesiada się do innego auta. Furgonetke podpala razem z kombinezonem i wszystkimi innymi akcesoriami używanymi podczas akcji.

        Wraca do tego magazynu na odludziu. Musi zlikwidować Alice. Skoro zna te ww 2 fakty, łatwo będzie można dojśc, kim jest "Vic z więzienia, w którym garował z Dannym, znajomym Alice".

        Alice myśli że zostanie uwolniona, a tutaj Vic szykuje strzykawkę i chce jej zrobić zastrzyk. Alice krzyczy, jest przerażona, Vic z kamienną twarzą powiada "nie będzie bolało". I wtedy pojawia się Danny, ranny ale za to z odłożonym na moment przez Vica pistoletem w garści. Celuje w Vica. Ten odkłada strzykawkę. Danny ma mord w oczach, przygasłych co niego, z powodu fatalnej formy ogólnej. TEraz Vic próbuje go jakoś zmiękczyć, opowiadając "jak im będzie dobrze tam, gdzie uciekną z kasą". Prawie mu się udaje... Kiedy już niemal dociera do Danny'ego - idąc wolniutko w jego kierunku i opowiadając te słodkie kawałki... Danny strzela. Dwa razy. Vic pada na ścianę.

        Danny patrzy przymglonym wzrokiem na Alice. I... wychodzi. Zostawia ją. Co za sytuacja. Skrępowana, w opuszczobnym magazynie na jakimś odludziu. i z trupem do towarzystwa... Alice błaga Danny'ego żeby wrócił i ja uwolnił, ale dla zdrajców nie ma przebaczenia :] Alice zostaje tam gdzie była. Danny ledwie powłócząc nogami wychodzi. Wsiada do auta, które zostawił Vic przed wejściem. Widzi pieniądze w torbie. Uśmiecha się. Odjeżdza.

        Koniec ? Nope :]
        • grek.grek "Uprowadzona Alice CReed" [3] 31.07.13, 14:23
          Alice zostaje w tym magazynie. Płacze. Co za perspektywa umierania w taki sposób... Ale okazuje sie, ze Vic nie całkiem umarł. Zyje ledwie ledwie. Ostatnim wysiłkiem woli... wyciąga z kieszeni kluczyki do kajdanek. Próbuje rzucić w jej stronę... udaje mu sie, ale są i tak dośc daleko od Alice. Ta podejmuje próbę - maksymalnie się wyciąga, aby końcami palców u nóg jakoś je złapać. Maksymalny wysiłek. ale by było, jakby nie dośc że nie udało się jej ich złapac, to jeszcze odsunęła by je niechący na dalszą odległośc, już zupełnie poza jej zasięgiem, nie ? :]

          ale dosięga ich. Łapie palcami stopy i po chwili uwalnia się z kajdan. Wychodzi z magazynu. Dookoła pustka. Idzie jakąś drogą wyboista, w tym dresie, bez butów... Natyka się na leżacy na drodze pokrwawiony banknot. A zaraz później na... samochód Danny'ego. Chłopak się wykrwawił, zjechał z drogi i uderzył w słupek... Alice otwiera drzwi auta, zwłoki Danny'ego same wypadają lekko na zewnątrz, Alice wsiada do środka. Płacze. Coś jednak przeżyła :] Po chwili widzi torbę z pieniędzmi. Nad czymś sie zastanawia. Rusza autem, jedzie przed siebie.

          Wróciła do domu do tatusia ? czy wzięła te 2 melony funtów i pojechała rozpocząc nowe życie jako Alice Uznana Za Zaginioną ? :]

          to już pozostaje bez odpowiedzi :]

          znakomity thriller, zaskakujący, świeży, `100 minut świetnego brytyjskiego kina.

          trailer :
          www.youtube.com/watch?v=Lp4FBjXRUKk
          • pani_lovett Re: "Uprowadzona Alice CReed" [3] 31.07.13, 16:10
            Świetny thriller!
            :)
            • grek.grek Re: "Uprowadzona Alice CReed" [3] 31.07.13, 16:35
              zaiste, zaiste :]

              to nie jedyny film jaki mam do opowiedzenia, ale ten drugi może jutro, uznałem że
              i tak dośc tortur Tobie i Wam zafundowałem, jak na jeden raz :]

              • pani_lovett Re: "Uprowadzona Alice CReed" [3] 31.07.13, 16:51
                Świetnie. Zatem czekam z ciekawością na jutrzejszą opowieść. :)

                A ja się zbieram do napisania kilku słów o Mad Menach , odcinku 12 i 13 (13 odcinek to ostatni odcinek sezonu).

                :)
                • grek.grek Re: "Uprowadzona Alice CReed" [3] 01.08.13, 15:15
                  dzięki :]

                  o, czekam[y] z [nie]cierpliwością :]
                  • pani_lovett OT 01.08.13, 15:24
                    Telefony miałam wczoraj, tak się zmęczyłam gadaniem, że nie miałam siły na pisanie. ;)
                    • grek.grek Re: OT 01.08.13, 16:30
                      hehe :]

                      żaden problem, koniec świata już był, więc mamy mnóstwo czasu ;]
                      • pani_lovett Re: OT 02.08.13, 15:23
                        > żaden problem, koniec świata już był, więc mamy mnóstwo czasu ;]

                        Dobrze mieć dużo czasu przed sobą, prawda!? :))
                        • grek.grek Re: OT 03.08.13, 12:57
                          hehe :]

                          a może mamy zawsze tylko następne 5 minut ? :]
                          • pani_lovett Re: OT 03.08.13, 15:13
                            Greku, nie strasz, tak nie lubię się spieszyć! ;)
                          • grek.grek Re: OT 03.08.13, 16:31
                            Barbasiu, jak dopełzniemy do tej "80"-tki, to powiemy tylko "to była taka krótka chwilka" :]

                            [jak mawiał klasyk "dobrze jest umrzeć młodo, tylko trzeba to ciągnąc do 80-tki"]
                            • pani_lovett Re: OT 03.08.13, 17:41
                              Ja już teraz tak myślę, tak niedawno zaczęliśmy rozmawiać o filmach, a tu okazuje się, minęło już kilka lat. Jezusmaria!

                              Daj Boże, abyśmy wszyscy jak tu jesteśmy dożyli w zdrowiu i jasnym umyśle 80-ek.

                              :)))
                              • pani_lovett Re: OT 04.08.13, 14:28
                                Daj Boże, abyśmy wszyscy jak tu jesteśmy dożyli w zdrowiu i z jasnym umysłem zacnego wieku; więcej niż 80 lat. A co!

                                :)
                              • grek.grek Re: OT 04.08.13, 16:37
                                czas szybko płynie, gdy się go przyjemnie spędza :]

                                yes, dlatego im więcej piszemy i się głowimy - tym większa na to szansa :]

                                ["Ojej" miejscem chroniącym przed Alzhaimerem ? ;))]
                                • pani_lovett Re: OT 04.08.13, 17:13

                                  > ["Ojej" miejscem chroniącym przed Alzhaimerem ? ;))]

                                  Też! :)))
          • pepsic Re: "Uprowadzona Alice CReed" [3] 31.07.13, 21:56
            Kiedyś miałam przyjemność, tyle że moja opinia jest zdecydowanie mniej entuzjastyczna, jako że akcja rozgrywa sie odwrotnie proporcjonalnie do filmów Hitchcocka. Najpierw napięcie rośnie, a potem..., a potem było już tylko gorzej. Podobnie miałam z filmem sprzed lat, którego jeszcze tutaj nie oglądaliśmy pt. " Czekając na wyrok" z Halle Berry i najbardziej odpychającą w dziejach kina sceną seksu. Nie wiadomo, co autor miał na myśli, czy dramat, czy thriller. O ile panowie spisali się na medal, tytułowa Alice za nic nie pasowała do roli córki milionera, choć nie wątpię, że widzom płci męskiej mogła się spodobać. Mi się wydaje, że ona nie była całkiem naga, a w bieliźnie.
            • grek.grek Re: "Uprowadzona Alice CReed" [3] 01.08.13, 15:12
              nie moge się z Toba tutaj zgodzić :]

              na początku jest "trzęsienie ziemi", czyli gwałtowne porwanie i cała seria kidnaperskich zabiegów, w ekspresyjnie zmontowanej sekwencji, a potem są kolejne twisty, kolejne rosnące między bohaterami nieporozumienia i utajnienia, kolejne tricki i wolty, aż do skumulowania się tegoż w końcówce. wydaje mi się, że ten film w idealny sposób spełnia hitchcocowskie credo :]

              no i co za puenta - żywcem, i z kasą, uchodzi z tego całego kotła... porwana dziewczyna, obaj porywacze ponoszą klęskę i umierają.

              why "nie pasowała do roli córki milionera" ? :]
              mnie sie wydaje, że aktorka [Gemma Arterton] dobrana jest bardzo dobrze, jej postać zmienia się w momencie, w którym dowiaduje sie, że jej kolega jest jednym z porywaczy, zaczyna trochę pogrywać i szykuje plan ucieczki, stąd może nie jest dość rozmemłana i kapryśna, jak by to można, po omacku szukam :], oczekiwać po córeczce bogatego tatusia. tyle że jest to już inna jakościowo sytuacja, a ona jest po pierwszym szoku i ma jakiś punkt zaczepienia, żeby już przestać się mazać tylko. I własnie to mazanie się przez pierwsze 45-minut ją uwiarygodnia, wg mnie, jako aktorkę i postać także. Ona się zachowuje po prostu jak porwana dziewczyna, wydaje mi się, że nie ma tutaj znaczenia pochodzenie społeczne.

              a jednak... była nago :]
    • grek.grek "Mleczna droga", czyli A.Kondratiuk po raz 1 01.08.13, 13:38
      Andrzej Kondratiuk, to taki gość, który za pomocą szczotki na kiju i szprychy od rowera potrafił robić mądre filmy z budżetem równym cenie paczki dropsów. Wszystkim był w tych filmach : reżyserem, scenarzystą, sceonografem, autorem zdjęć, nie znał się chyba tylko na montażu :] A do tego zawsze miał aktorkę do głównych ról, czyli własną żone, Igę Cembrzyńską. piszę w czasie przeszłym, nie dlatego że pan Andrzej nas opuścił byl, owszem żyje - mam nadzieję, że w zdrowiu i dostatku - ale dlatego, że odnoszę się do jego filmów autorskich.

      "Mleczna droga" dzieje się w jakimś lesie, uroczo jest umiejscowiona w dwóch chatach leśnych oraz ich obejściach, jest staw z tatarakiem, a na moment jest także mała wioska, niczym z "Rancza", chociaż akurat domy nie są pokazane :]

      Jest oto sobie starszy facet, jak sam sie przyzna - ma 70 lat. Któregoś razu, z przedwojennym charmem próbuje się kulturalnie przystawiać do kąpiących się w stawie roznegliżowanych panienek. Podpływa łodzią i próbuje zagadać. Najpierw wzbudza w nich pensjonarską panikę, ale kiedy wynurza się zza krzaczorów i one widzą, że z niego dziadzio - opuszcza je wstyd, juz sie nie zasłaniają desperacko i śmieją się głośno "za staryś, dziadku, za staryś :)".

      to doświadczenie wiedzie starszego pana do miejscowej znachorki, tak jak on mieszkającej w lesnej głuszy. Najpierw pomaga jej zreperować kładkę przed domem [molo, hehe], a potem - przy nalewce serwowanej przez gospodynie, siedząc sobie na ławeczce w wieczorowej scenerii, zwierza się jej ze swojego problemu.

      "Chciałbym, żebyś mnie... odmłodziła", powiada. Wyznanie to jest częscią znakomitej sceny dialogowej, w której dziadek i znachorka dyskutują o życiu, śmierci, czasie, sensie starości. żałuję, że ma jej nigdzie w sieci, naprawdę świetnie napisane i zagrane, filozoficzne i przystępne :] słowem, dziadek nie umie się pogodzić z tym, że jest dziadkiem. nie chce odmlodzenia duszy, tę ma aż za młodą. ZA młodą jak na stare ciało. "Czemu chcesz żyć ?", pyta ona, a on "Bo kocham życie". czy można celniej, prościej, mądrzej ? Banalnie ? a skądże. ona kwituje jego wyznanie - "bab ci się zachciewa, co ?" :] I to prawda. Bo po co innego miałoby byc, u licha, młode ciało staremu człowiekowi ? co innego, jak nie jeszcze trochę seksu, mogłoby być motorem namiętności życia starszego człowieka ? ale nie seksu jakiegośtam, ale z mlodą dziewczyną :] dziadek, generalnie, chce od znachorki, mającej przy okazji, w okolicy, opinię czarownicy ;] - żeby tak go odmłodziła, co by na chociaz jedną, pożegnalną erekcję starczyło :] "mam 70 lat" mówi on, ona "według Bibilii, tyle właśnie powinno trwać życie człowieka", on "odejmij mi 10 lat, chociaż 10 lat".

      No i co ma znachorka począć z takim przypadkiem. Przeprowadza się z manelami do niego i zabiera się za odmładzanie. Metody są straszne : robi mu w domu istny kipisz - wyrzuca stare rzeczy, przebiera, każe sprzątać, sama sprząta... potem jakimis pokrzywami okłada go po plecach rzucając najgorsze kalumnie na głowę "tej k-urwy Starości" :]... każe mu iśc wyrwać dwa spróchniałe zęby [po powrocie dziadek wpada w zadumę... "to smutne doświadczenie, kiedy pochyla się nad tobą młoda dziewczyna i grzebie ci w gębie... ty widzisz jej piękne niebieskie oczy nad soba, a ona w twojej gębie widzi... ruinację" :)"]... potem każe mu przejśc na ścisłą dietę, a raczej głównie poi go hektolitrami wody, bo "ona jest najzdrowsza" [ona "od tej pory przestajesz palić i popijać nalewki", on "a co to, w ciązy jestem ?"].

      słowem - spokojny ustabilizowany tryb życia starszego pana ulega całkowitemu rozpadowi. kobieta rządzi :] Wieczorami rozmawiają, ale coraz krócej, bo on jest rozczarowany metodologią odmładzania [on "jestem głodny i ide spać", ona "zostań, interesująca rozmowa ze mną pozwoli ci zapomnieć o burczeniu w brzuchu", on "ech tam..." wstaje i wychodzi, ona robi minę pod tytułem "jak nie to - to nie i droga wolna, nic mi do tego"]

      zabiegi znachorki doprowadzają w pewnym momencie do sporego cofnięcia się w rozwoju starszego jegomościa ;] Ciało jakie było takie jest, ale pan leżąc w łózku zaczyna mówic jak dziecko, nie - tonem dziecka, ale jakby był dzieckiem, a znachorka jego matką. Tak się odmładza, że aż trzeba mu mamkę przyprowadzić, zeby go nakarmiła mlekiem. Następnego dnia starszy pan czuje się znakomicie, a czeka na niego świeży rosół, który ma być początkiem powrotu do normalnego jedzenia. Kuracja zakończona. Ciało wizualnie młodsze nie jest, ale za to wigor starszemu panu wrócił, więc raczej kondycja ciała się poprawiła, nie jego wygląd, bo toć i przecież czarnej magii tutaj nie było w planach ;]

      Na odchodnem znachorka mówi mu "pamiętaj, każdy ma to, co sam potrafi sobie wziąć". te słowa i nowo odzyskana erekcja przydadzą się starszemu panu już za moment.

      oto bowiem, dziarski pan wybiera się "na laski" ;] Na te same, co się z niego śmiały. Przypływa na miejsce, "ja wam teraz dam", odgraża się sam do siebie :], ale z podrywu nici, bo w miejscu gdzie się kąpały uprzednio - nie ma ich. Starszy pan czeka i czeka... i nic. Kiedy ponownie zagląda - widzi dziewczynę, ale inną niż tamte trzy. Też nago. Rozmawiają chwilę. Ona mówi mu, że jest Śmiercią. Przyszła do niego i po niego. On, w klasycznej konwersacji przedwojennego dżentelmena z inteligentną panienką, twierdzi, że ona go wkręca. "Śmierć jest chuda i ma kosę, a ty jesteś przy kości i kosy nie widzę", na co ona się śmieje i mówi, że "nie do każdego przychodzę w takiej postaci, zostałeś wyróżniony" oraz "moja kosa jest zbyt świetlista dla twoich oczu". Ciekawe, ze Śmierć gra młoda Katarzyna Figura, ale głos podkłada Ewa Błaszczyk. Świetne połączenie, świetny efekt.

      Starszy pan zamierza podejśc do dziewczyny, ale kiedy tylko na moment traci ją z oczu - ona znika.

      pojawia się ponownie w jego domu. Wieczorem. Siedzi na krześle obok jego łózka. Powiada mu, że przyszła po niego, że już czas, ze "musi iśc z nią", na co starszy pan, bynajmniej nie przerażony, ale wprost radośnie rezolutny, odpowiada "nie, nie mogę nigdzie z tobą iśc, ja jestem MŁODY", ona się śmieje głośno "młody ? popatrz jak wyglądasz", na co on, nie dając się zbić z triopu i czując tę młodośc w sobie głęboko "chodź do mnie, udowodnię ci".

      no i ona idzie :] no i on jej udowadnia. no i udowadnia tak, że rano Śmierć oświadcza mu "nigdy nikomu nie uległam, ty byłeś pierwszy, i było mi z toba wspaniale, tak wspaniale, że... w nagrodę dam ci święty spokój, spokój ode mnie", na co starszy pan "chciałbym, zebyś ze mną została, na zawsze", ona 'chcesz mnie ? chcesz ze mną ?", co starszy pan gorliwie potwierdza. Piszę to mało lotnie, ale naprawde atmosfera tych rozmów jest poetycka, raczej teatralna, nie są to dialogi mające coś wspólnego z dialogami uprawianymi w klasycznym zwykłym kinie.

      efekt wygląda tak, że starszy pan i Śmierć w postaci Katarzyny Figury w białej sukience i z kwiatkami na głowie wychodzą na pląsający spacer polną drogą w słońcu.

      Tak to odmłodzony starszy pan uwiódł samą Śmierć ? a może w ostatnim akcie życia tanecznie i erotycznie, czyli radośnie i bezboleśnie, przeszedł do krainy wiecznych łowów :]

      Zupełnie kapitalna rzecz. Dialogi poczciwego Ludwika Benoita z inteligentną i złośliwą Igą Cembrzyńską kapitalne, także dialogi Śmierci z dziadkiem. mnóstwo humoru w słowie i sytuacji, ciepła poetycka atmosfera, mądrość i sens, scenografia naturalistyczna :]. Kino to jeszcze, czy coś więcej, a może coś innego ?

      w jutubie wiele nie ma, ale :

      www.youtube.com/watch?v=YXmFLmsF46U
      www.youtube.com/watch?v=Zbxlv-GrOyw
      • siostra_bronte Re: "Mleczna droga", czyli A.Kondratiuk po raz 1 01.08.13, 17:28
        O, widziałam ten film, kiedy wchodził na ekrany, na jakimś festiwalu czy przeglądzie. No i wynudziłam się. Styl Kondratiuka jest specyficzny, dla mnie niebezpiecznie ociera się o amatorszczyznę :) Ale może w tv ten film robi lepsze wrażenie. Gdzie go widziałeś, Greku?
        • pani_lovett Re: "Mleczna droga", czyli A.Kondratiuk po raz 1 01.08.13, 23:36
          W opowieści Greka film mi się podoba. :)
        • grek.grek Re: "Mleczna droga", czyli A.Kondratiuk po raz 1 02.08.13, 14:18
          widziałem w Kulturze, przedwczoraj.

          ujął mnie, dialogi proste a głębokie, sens, prostota - zgadzam się, ale celowa :]

      • pani_lovett Re: "Mleczna droga", czyli A.Kondratiuk po raz 1 01.08.13, 23:36
        Przyznam, że nie znam dobrze filmów Kondratiuka.

        Zamiast komentarza wkleję link do krótkiego artykułu na temat jego twórczości

        www.przeglad-tygodnik.pl/pl/artykul/na-przekor-swiatu


        :)
        • grek.grek Re: "Mleczna droga", czyli A.Kondratiuk po raz 1 02.08.13, 14:19
          ja też nie :]

          dzięki za artykuł.
          • pani_lovett Re: "Mleczna droga", czyli A.Kondratiuk po raz 1 02.08.13, 15:44
            Bardzo proszę. :)))



            Coś mądrego chciałabym napisać a'propos, ale w tym upale nic mi nie przychodzi do głowy. :/
    • grek.grek Kobra i "Usmiech MOny Lizy" [na dziś] 01.08.13, 16:47
      jak czwartek, to Kobra; szkoda, że Kocham Kino na wakacjach, lecą tam same ente powtórki
      [dzisiaj znów "Rysa"] - swoją drogą, ciekawe czy to powtarzanie filmów kosztuje mniej niż np. wakacyjne emisje dobrych, ale starych i zapomnianych nieco, filmów ? czy filmy z lat 50-, 60-, albo 70-tych są takie drogie ? a tyle by było do przypominania i to z klasyki światowego, i polskiego, kina. A oni wolą wałować to samo na okrągło, cóż za przerażający brak wyobraźni. Ale co się dziwić, tam już teraz tylko dwie rzeczy są ważne : kasa i posady dla politycznych nominatów. Jeszcze tylko Kultura trochę dycha.
      i jeszcze teraz abonament wliczać chcą w rachunek za energię elektryczną :] wzięli się na sposób, jak naród nie chce sponsorować nieudaczników i nierobów, to się naród zmusi :]

      dobra, dośc tych smutów.

      "Fatalna kobieta", 21:05.
      morderstwo, ciało kobiety znalezione w mieszkaniu pewnego mężczyzny, który z miejsca staje się podejrzanym, ale jako że uważa siebie za niewinnego, to sam próbuje wyjaśnić zagadkę tej śmierci. ale jest i nieodzowny inspektore.

      "Uśmiech Mony Lizy" Polsat, 0:10
      z opisu wygląda to na feministyczną wersję "Stowarzyszenia umarłych poetów", z Julią Roberts w roli "Kapitana" ;] ciekawe, ze Polsat te ambitniejsze filmy, na które sobie pozwala, też puszcza późnymi porami.
      • siostra_bronte Re: Kobra i "Usmiech MOny Lizy" [na dziś] 01.08.13, 17:29
        Ech, szkoda słów na naszą telewizję...
        Oczywiście, oglądam Kobrę :)
        • grek.grek Re: Kobra i "Usmiech MOny Lizy" [na dziś] 02.08.13, 14:16
          kogo podejrzewałaś o sprawstwo mordercze ? :]
          • siostra_bronte Re: Kobra i "Usmiech MOny Lizy" [na dziś] 02.08.13, 18:12
            Zdecydowanie zbyt długo stawiałam na Piotra. Ale to chyba dlatego, że Chamiec grywał głównie szwarccharaktery :)
      • pani_lovett Re: Kobra i "Usmiech MOny Lizy" [na dziś] 01.08.13, 23:21
        Kobra zaliczona, choć z przeszkodami w postaci awarii prądu, na szczęście krótkiej.
        Dziś był dzień prawdziwie awaryjny , wcześniej była awaria internetu.

        > "Uśmiech Mony Lizy" Polsat
        > z opisu wygląda to na feministyczną wersję "Stowarzyszenia umarłych poetów",
        Zamawiam, jeśli można!?
        • grek.grek Re: Kobra i "Usmiech MOny Lizy" [na dziś] 02.08.13, 13:25
          zawsze można, Barbasiu :]
          problem w tym, że tym razem niestety nie oglądałem.
          zatem, aby do powtórki :]

          jak Ci się Kobra podobała ?
          stawiałem na to, że żona Piotrowa jest morderczynią.
          fakt faktem, że żona się nią okazała, i owszem, ale czyjaś inna ;]

          • pani_lovett Re: Kobra - "Fatalna kobieta" 02.08.13, 15:20
            Bardzo mi się podobała wczorajsza Kobra, jak u Hitchcocka, wszystko zaczęło się od trzęsienia ziemi - trupa powieszonej młodej dziewczyny w domu zacnego reżysera teatralnego, później napięcie już tylko rosło, aż do zaskakującego finału (też podejrzewałam żonę Piotra, ;)) wprawdzie miała alibi, nie było jej w mieście, ale zawsze mogła kogoś wynająć, prawda?). Reżyser, uznany za głównego podejrzanego, broniąc się przed aresztowaniem jest zmuszony sam jak najszybciej wyjaśnić sprawę i krok po kroku, nielam z policja na karku, dochodzi do rozwiązania...

            Nurtuje mnie tylko kwestia, jak ta drobna kobietka Barbara Kraftówna - czyli Lottie, poradziła sobie z powieszeniem dziewczyny ; tego pan detektyw nie wyjaśnił.



            Zauważyliście efektowną scenografię oddająca klimat miejsca akcji, amerykańskiego miasta - amerykańskie samochody na ulicy (znawcy motoryzacji na pewno wiedzieliby, co to za marki) , amerykańska flaga przy komisariacie policji, puszki coca-coli, elegancko urządzone na styl zachodni, amerykański wnętrza, efektowne kostiumy.

            Kobry cieszyły się w tamtych czasach tak wielka popularnością także dlatego, że pokazywały (!) i świat Zachodu, którego wszyscy byli tak bardzo ciekawi i spragnieni.

            :)
            • siostra_bronte Re: Kobra - "Fatalna kobieta" 02.08.13, 18:17
              O właśnie, nie pomyślałam o tym, jak Lottie mogła sobie z tym poradzić.

              Tak, Kobry wręcz ostentacyjnie pokazywały zachodni anturaż. Np. szyldy są zawsze w j.angielskim, co wygląda trochę dziwnie :) Wczoraj zwróciłam uwagę właśnie na samochody.
              • pani_lovett Re: Kobra - "Fatalna kobieta" 03.08.13, 15:21
                Jak tam się sprawuje DVD ? Są wszystkie kabelki? Działa? Obejrzałaś już coś, Bronte?
                • siostra_bronte Re: Kobra - "Fatalna kobieta" 03.08.13, 16:18
                  Hehe. Działa. Oczywiście musiałam dokupić kabelek, niejaki hdmi. W międzyczasie upolowałam kilka fajnych filmów (oczywiście klasyka). Postaram się szybko coś zobaczyć i opisać :)
                  • pani_lovett Re: Kobra - "Fatalna kobieta" 03.08.13, 17:38
                    Tak czułam. Basie to zawsze świetnie sobie radzą z techniką, prawda?! :))

                    Bronte, w pierwszej chwili chciałam pisać - zaczekaj z opowieściami na mój powrót z wakacjowania (zaczynam od najbliższego poniedziałku), ale potem pomyślałam, że to byłoby egoistyczne z mojej strony, przecież Grek, Mania, Pepsic, Angazetka i inni będą z wielką przyjemnością Cię czytać.
                    Ja przeczytam po powrocie z nie mniejszą przyjemnością.
                    :)

                    • siostra_bronte Re: Kobra - "Fatalna kobieta" 04.08.13, 13:50
                      Dzięki, Barbasiu, za miłe słowa :)
                      Udanego wypoczynku!!
                      • pani_lovett Re: Kobra - "Fatalna kobieta" 04.08.13, 14:11
                        Dzięki, Bronte! :)
            • grek.grek Re: Kobra - "Fatalna kobieta" 03.08.13, 12:54
              bardzo celna uwaga, Barbasiu.
              jakim cudem filigranowa, i dodatkowo manieryczna, kobiecina mogła dokonać
              czegoś, co nastręczyłoby sporo trudności silnemu mężczyźnie ?
              może zadziałał ten sam mechanizm, co w przypadku kobiet, które w
              przypływie desperacji, aby np. uratować dziecko są w stanie bez pomocy
              lewarka unieśc samochód ;]

              a wystarczyłoby, gdyby twórcy tej historii powiesili ofiarę na klamce, a nie pod
              sufitem ;]

              yes, Ameryka była pełną gębą. dodałbym jeszcze te stroje aktorów oraz
              fryzury - w pierwszej chwili nie poznałem Mikulskiego, wyglądał jak Benny Hill
              w jednej ze swoich cudacznych peruk, hehe. a aktor Chamiec Krzysztof
              przypadkiem nie miał na głowie peruki ? tak jakoś mi to wyglądało ?
              • pani_lovett Re: Kobra - "Fatalna kobieta" 03.08.13, 15:27
                Tak, tak sobie to tłumaczę. Z i dla miłości kobiety zdolne są do wszystkiego.
                Tez pewnie nieprzypadkowo rolę jej męża gra obiekt westchnień niemal wszystkich pań w tamtych czasach , Stanisław Mikulski. Mikulski - Benny Hill! No wiesz!

                To samo myślałam!!!!

                Bardzo możliwe, że Krzysztof Chamiec miał tu perukę. To bardzo dobry pomysł, swoją drogą.
                • grek.grek Re: Kobra - "Fatalna kobieta" 03.08.13, 16:34
                  grozą powiało ;]]

                  hehe ;] tą szopą na głowie strasznie go potraktowali.

                  wiesz, uszy miał szczelnie zasłonięte włosami, wlosy owe
                  jakieś takie malo plastyczne i do tego na górze jakby nie wyrastały jednak
                  z głowy ;]]
                  • pani_lovett Re: Kobra - "Fatalna kobieta" 04.08.13, 14:26
                    Hehe!
                    Nie inaczej!

                    Otóż pewna moja znajoma z Argentyny, z miłości przyjechała do Polski, nauczyła się języka polskiego, zrobiła doktorat ...

                    :)))

        • grek.grek Re: Kobra i "Usmiech MOny Lizy" [na dziś] 02.08.13, 14:16
          Na kogo stawiałaś, jako zabójcę, we wczorajszej KObrze ? :]
          • pani_lovett Re: Kobra i "Usmiech MOny Lizy" [na dziś] 02.08.13, 15:21
            Długo na Piotra, potem na ... jego miłą żonę. ;))
      • angazetka Re: Kobra i "Usmiech MOny Lizy" [na dziś] 02.08.13, 09:45
        > "Uśmiech Mony Lizy" Polsat, 0:10
        > z opisu wygląda to na feministyczną wersję "Stowarzyszenia umarłych poetów", z
        > Julią Roberts w roli "Kapitana" ;]

        Koło "Stowarzyszenia" to nawet nie stało, niestety. Bardzo słaby film - nudny przeraźliwie, wtórny, bez chemii aktorskiej.
        Tak was podczytuję tylko z braku tv, ale tu już nie wytrzymałam i głos musiałam zabrać :)
        • pani_lovett Re: Kobra i "Usmiech MOny Lizy" [na dziś] 02.08.13, 14:10
          Zatem, nie żal, że nie obejrzeliśmy filmu i nie przeczytamy opowieści Grekowej.

          Fajnie Cię widzieć/ czytać, Angazetka! :))
          • siostra_bronte Re: Kobra i "Usmiech MOny Lizy" [na dziś] 04.08.13, 13:51
            Angazetko, wpadaj częściej :)
        • grek.grek Re: Kobra i "Usmiech MOny Lizy" [na dziś] 03.08.13, 12:47
          trochę mi szkoda, że nie obejrzałem.
          może miałbym jakieś inne zdanie, albocoś i byłoby pole do polemiki ? ;]
          może powtórkę dadzą kiedyś.
        • maniaczytania Re: Kobra i "Usmiech MOny Lizy" [na dziś] 03.08.13, 14:31
          ja kiedys ogladalam i mi sie podobal. Ale ja lubie bardzo Julie Roberts, a i historia mi sie podobala. Niby wtorna, niby podobna moze do "Stowarzyszenia...", choc to zupelnie inna historia, pokazujaca czasy, gdy kobietom przypisana byla jedynie sluszna funkcja za wszelka cene ...
          • pani_lovett Re: Kobra i "Usmiech MOny Lizy" [na dziś] 03.08.13, 17:42
            Wobec takiego dictum liczymy na powtórkę. :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka