zyciemniekocha2000
26.10.26, 13:19
Dziewczyny, ciekawa jestem, co myślicie o takiej sytuacji, bo ja już sama nie wiem, czy powinnam się wtrącać, czy zostawić sprawy własnemu biegowi. Mam 33-letniego syna, który w wieku 6 lat wyemigrował ze mną do Włoch. Z jego ojcem rozstałam się, kiedy syn miał 2 lata. Były mąż nigdy specjalnie się nim nie interesował, nie płacił alimentów, więc kiedy mieszkaliśmy jeszcze w Polsce, otrzymywałam pieniądze z funduszu alimentacyjnego. Kontakty z synem były raczej sporadyczne. Po naszym wyjeździe do Włoch syn co roku spędzał wakacje u moich rodziców w Polsce. Ponieważ dziadkowie i jego ojciec mieszkali na tym samym osiedlu, miał okazję się z nim widywać. Zawsze jednak mieszkał u dziadków, a z ojcem po prostu się spotykał. Syn uznaje go za swojego tatę, mimo że z moim drugim mężem ma bardzo dobre relacje i wlasciwie to ten drugi go wychowywal . I teraz sytuacja wygląda tak. Mój były mąż nigdy specjalnie nie radził sobie w życiu, szczególnie pod względem finansowym. Do tego od zawsze miał skłonności do zaglądania do kieliszka, które z biegiem lat raczej się nasiliły. Według syna od około trzech lat zmaga się też z depresją. W zeszłym tygodniu zmarł jego ojczym, czyli drugi mąż jego matki. Nie zadbano wcześniej o sprawy spadkowe i testament. Z tego, co rozumiem, mojemu byłemu mężowi pozostał udział w mieszkaniu odziedziczony po matce, prawdopodobnie połowa. Problem w tym, że nie będzie go nawet stać na utrzymanie tego mieszkania. Sam czynsz wynosi około 1000 zł miesięcznie, a przez ostatnie lata opłacał go jego ojczym. No i mój syn wpadł na pomysł, że sprowadzi ojca do Włoch, znajdzie mu pracę i pomoże stanąć na nogi. Początkowo ojciec miałby zamieszkać u niego albo syn wynająłby mu coś na pierwsze tygodnie czy miesiące. Mieszkanie w Pl mialby sprzedac i na poczatek mial by jakoes pieniadze za ktore moglby sie utrzymac Docelowo miałby się usamodzielnić. Tylko że ja widzę to wszystko w czarnych barwach. Mój były mąż nigdy nie pracował regularnie, nie ma żadnego konkretnego zawodu ani szczególnych umiejętności. Pracował dorywczo na budowach. Do tego dochodzi alkohol, depresja i praktycznie zerowa znajomość włoskiego i wiek 57 lat . Trudno mi uwierzyć, że człowiek, który przez całe życie nie potrafił sobie poradzić w Polsce, nagle poradzi sobie we Włoszech. Syn mówi, że nie może go tak zostawić, bo miałby wyrzuty sumienia. Pyta mnie, czy mam jakiś lepszy pomysł, bo jeśli nic nie zrobią, za rok mieszkanie będzie zadłużone, i nie wiadomo czy rodzina , ktora odziedziczy polowe moeszkania zgodzialby sie zeby tam mieszkal . Rozumiem syna, ale jednocześnie boję się, że bierze na siebie odpowiedzialność za człowieka, który przez całe życie nie brał odpowiedzialności za niego. Najbardziej martwi mnie jednak jego własna rodzina. Syn ma żonę i półtoraroczne dziecko. Boję się, że sprowadzenie ojca, który ma tyle problemów, może odbić się na jego małżeństwie. Przy małym dziecku naprawdę nie potrzeba jeszcze dodatkowych problemów i kolejnej osoby, którą trzeba się opiekować. I teraz pytanie do Was: co byście zrobiły na moim miejscu? Próbowałybyście odwieść syna od tego pomysłu czy raczej nie wtrącały się, bo to dorosły człowiek i jego życie? A może widzicie jakieś inne rozwiązanie, którego ja nie dostrzegam? Bo szczerze mówiąc, nie mam pojęcia, jak można pomóc jego ojcu, nie narażając przy tym rodziny mojego syna. Po roku dwoch moj byly maz bedzie wracal do pl z podkulonym ogonem bez pieniedzy o bez mieszkania albo zawisnie na reszte zycia na swoim synu tak jak wisial dotychczas najpierw na matce ( ktora zmarla ) potem na ojczymie .