Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrac 2014 - 1 (vol.39)

01.01.14, 10:40
Dzien dobry! Witam w Nowym 2014 Roku! Zycze wszystkim w Ojejkach piszacym, a takze tym, ktorzy czytaja i zagladaja wszystkiego dobrego, spelnienia marzen, samych radosnych chwil i zyczliwych ludzi wokol :)

Przygotowuje powoli podsumowanie roku na bloga, zrobilam juz sobie notatki, nie tylko ksiazkowo, ale i filmowo. Ten rok byl naprawde niezly - 19 (!!!) razy bylam w kinie, co prawda 8 to filmy animowane ;) , ale co tam - dawno juz takiego wyniku nie mialam, az mi sie przypomnialy stare dobre czasy ;) Pod koniec roku obejrzalam w kinie "Kraine lodu" (swietny klasyczny Disney), "Ratujmy Mikolaja" i "Porachunki" z Robertem de Niro i Michelle Pfeiffer (hmm, reklamowany jako najsmieszniejsza komedia gangsterska od czasu "Depresji gangstera" - dla mnie to w ogole nie byla komedia).
Pod koniec roku obejrzalam tez wreszcie "Argo" i jestem pod ogromnym wrazeniem tego filmu - jest absolutnie doskonaly pod kazdym wzgledem - Oscar zasluzony! - fabula, napiecie, dopracowanie w kazdym szczegole (scenografia, rekwizyty, charakteryzacja, dobor aktorow do poszczegolnych rol, odtworzenie tamtych realiow) - ech, no po prostu musicie to zobaczyc, jesli jeszcze nie widzieliscie :)
Obserwuj wątek
    • maniaczytania KK - styczen 01.01.14, 10:49
      no to, aby tradycji stalo sie zadosc, zaczynamy od programu KK na styczen.


      02.01. - "Prorok" - hm, czy mi sie zdaje, czy on juz byl wiecej niz raz?
      09.01. - "Essential Killing" - tez bylo ...
      16.01. - "Persepolis" - pewnie tez bylo, ale mi sie jeszcze nie udalo zobaczyc, komiks czytalam, jestem bardzo ciekawa, zwlaszcza w kontekscie "Argo" :)
      23.01. - "Delta" - film wegierski z 2008r. - to moze byc najciekawsza propozycja styczniowa
      30.01. - na razie brak informacji
      • siostra_bronte Re: KK - styczen 01.01.14, 12:10
        Dzięki, Maniu. I znowu bez rewelacji.
        • pani_lovett Re: KK - styczen 01.01.14, 15:05
          23.01. - "Delta" - film wegierski z 2008r. - to moze byc najciekawsza propozycja styczniowa
          Tak , bo to jedyna nowość w zestawie.
      • pani_lovett Re: KK - styczen 01.01.14, 15:06
        >16.01. - "Persepolis" - pewnie tez bylo, ale mi sie jeszcze nie udalo zobaczyc,

        Było nie raz, polecam gorąco.
        • pepsic "Persepolis" 04.01.14, 18:43
          Potwierdzam i bardzo proszę się nie zniechęcać z powodu animacji.
    • gryfny Re: Ojej, co tu wybrac 2014 - 1 (vol.39) 01.01.14, 14:38
      Witam w Nowym 2014 Roku!
      s.v3.tvp.pl/images/e/2/e/uid_e2e946171fca5a74448148aa220087a41325079975068_width_700_play_0_pos_3_gs_0.jpg
      • pani_lovett Noworocznie cd. 01.01.14, 15:17
        Koncertowe powitanie! :)

        A propops, piękny był tegoroczny koncert z Wiednia , jak zawsze.

        W tym roku Orkiestrę Filharmoników Wiedeńskich poprowadził Daniel Barenboim, który po koncercie dziękował każdemu muzykowi z osobna, co jak zauważył, Bogusław Kaczyński, było ewenementem.
        Kostiumy dla tancerzy wiedeńskiego baletu zaprojektowała sama Vivienne Westwood, co odnotowuję, z kronikarskiego obowiązku.



        Wszystkiego najlepszego dla Ciebie, Gryfny i Twoich Bliskich!

    • pani_lovett Noworocznie Mani , Wszystkim 01.01.14, 15:05
      Maniu, dziękuję za piękne życzenia!
      Tobie , Nam Wszystkim tu raz jeszcze życzę wspaniałego Nowego Roku! Pomyślności, sukcesów, miłych niespodzianek.
      I życzliwych, kochających ludzi wokół! Koniecznie!!!


      Maniu, 19 filmów w kinie - Chapeau bas! Życzę Ci by nowy rok nie był gorszy pod tym względem kinowym. To ja nawet nie będę chwalić się 3 premierami kinowymi.

      Świetne te zwycięskie opowieści o miłości na Twoim blogu / polecam do czytania/.
      Wzruszyła mnie szczególnie ta bratersko-siostra miłość i poświęcenie brata.
      • grek.grek Re: Noworocznie Mani , Wszystkim 02.01.14, 16:01
        ja sie juz pogubiłem, nie pamiętam czy życzyłem w poprzednim volume czy też nie ;]

        na wszelki wypadek, Tobie i Wszystkim - tak udanego roku, żebyście wspominali go
        z łezką w oku nawet za 25 lat :]
        • pani_lovett Re: Noworocznie Mani , Wszystkim 02.01.14, 21:09
          He,he,he!

          Mówiłeś, Greku! :)
          3 dzień już sobie życzymy ;)
          Ale dobrych życzeń nigdy za wiele.
          Dziękuję Ci serdecznie! Niech taki właśnie będzie ten ROK! Niech się ten rok wyjątkowo odznaczy. Niech się dużo dobrego dzieje. Wspaniałych odmian losu!

          Wszystkiego najnajlepszego, Greku!!!


          /Ale po co zaraz wybiegać aż 25 lat na przód! 8/ )
          • pani_lovett Re: Noworocznie Mani , Wszystkim 04.01.14, 18:30
            >/Ale po co zaraz wybiegać aż 25 lat na przód! 8/ )

            Mam nadzieję, że nie gniewasz się, Greku, za ten komentarzyk; to był żart, nieudany.

            Upływ czasu zaczyna mnie trwożyć. ;)

            www.youtube.com/watch?v=t1TcDHrkQYg
            Wszystkiego dobrego!



            :)

    • grek.grek "ZÓłty szalik" [via TVP HIstoria] 01.01.14, 15:16
      Szampon był ruski, a kino polskie ;]

      Wszystkie 3 filmy w TVP Historia.

      2 dni temu "ZÓłty szalik" - koncert aktorski Janusza Gajosa, który maksymalnie wiarygodnie i momentami wstrząsająco [zwłaszcza długa samotna scena w mieszkaniu, tuż po powrocie z imprezy opłatkowej w firmie] zagrał alkoholika, który nie może dać sobie na wstrzymanie nawet 24 grudnia. Niby dzień tak samo dobry, jak każdy inny by przestać, więc może nie powinien być jakimś szczególnym w tym względzie, ale jednak w polskiej tradycji jest to wyjątkowy moment w roku. A Gajos daje w pallnik, aż się ruła grzeje. Nie jest to postać jakiegoś menela, przeciwnie - dyrektor firmy, z sukcesami i poważaniem. Zadbany, płaszcz, krawat, fryz - alles fertig. Jak zamawia u kelnera w restauracji, to z wdziękiem, jak kupuje kolczyki dla eks-żony, to z wdziękiem jeszcze większym. I wszędzie pije. A to z piersiówki gulnie, a to zajdzie do restauracji i strzeli dwie setki. Nie odmawia sobie nawet przy synu i jego narzeczonej, z którymi się spotyka w kawiarni - syn jest wściekły, a synowa zażenowana. Przy eks-żonie też gazuje. Przy aktualnej partnerce, czy raczej - kandydatce na partnerkę [Janda] - najpierw solidnie wypija, a potem ślubuje że to koniec. Nie na długo, na przyjęciu opłatkowym w firmie trzyma się jak może, ale już wychodząc wychyla dwa kielichy. Potem w domu wpada w panikę, że nie ma pokarmu. Zamawia więc 3 butle żołądkowej gorzkiej i w samym płaszczu wychodzi po nie przed blok. Drżącymi łapami odkorkowuje i doi już w windzie. Potem przechodzi gehennę, bełkocze i biadoli w zaciszu domowym, aż wreszcie traci przytomność. Znajduje go Janda, z która wcześniej umówił się, że go zawiezie do matki, za miasto. Janda i druga kobiecina targają więc Gajosa ledwie żywego do mamuśki [Szaflarska], gdzie spędza on wieczór wigilijny, rozmawiają, dają sobie prezenty. Matka wie o co chodzi, nie panikuje i nie płacze, przyjmuje syna ze zrozumieniem i otwartością, ale jednak wolałaby żeby chłop się ogarnął. Daje mu tytułowy żółty szalik. Symboliczny. Taki sam dostał Gajos od syna, ale zgubił. Od matki też już miewał i zawsze gdzieś musiał posiać. Zołty szalik, to takie memento - wezwanie do trzeźwości. I kiedy następnego dnia Gajos odjeżdza - zapomina o szaliku. Na moment. BO za chwilę kierowca wraca auto, Gajos wysiada i pędem biegnie do matki, żeby prezent zabrać ze sobą. Znów zgubi ? A może tym razem mu się powiedzie ?

      Doskonały, godzinny film.
      Świetny od A do Z, z takimi scenami-perełkami, jak ta, kiedy w restauracji Gajos pray barze zamawia dwie pięćdziesiątki i dostrzega kątem oka siedzącego przy stolku jegomościa. Rozpoznaje gościa na kacu. Nieznacznym ruchem zaprasza go do wychylenia jednego w kieliszków. "Lepiej ?", pyta. Poznał swój swego; brat co nieraz był w potrzebie, brata w potrzebie będącego. I ten skacowany gośc zaczyna swoją sytuację opisywać cytatami z "Hamleta". Klasyka :]

      Plus scena u Jandy - Gajos musi walnąc setke, bo go skręca. Janda cała zatroskana, przynosi flaszkę, Gajos wychyla and... ulga wielka jak słoń indyjski. I jak on zaczyna jej dziękować i ją wysławiać :] Tam jest wszystko : Biblia, Ewangelia, katechizm, podania ludowe :}], normalnie poezja taka że aż nie wiadomo, czy to komedia czy dramat. Kapitalna scena. I jak on opowiada o sobie, o swoim nałogu, o potrzebie, o chęci i o niemocy, napisał mu to Jerzy Pilch, ale Gajos fantastycznie to zinterpretował. Jesli ktoś chciałby dowiedzieć się na czym polega arcymistrzowstwo aktorskie Janusza Gajosa, to ten film jest najlepszą okazją.

      www.youtube.com/watch?v=zq2NXCbHVqY
      • pani_lovett Re: "ZÓłty szalik" [via TVP HIstoria] 01.01.14, 15:44
        grek.grek napisał:

        > Szampon był ruski, a kino polskie ;]
        Dobre! :))


        "Jeszcze płynę, ale kra nade mną zamarza" mówi fantastyczną, wszystko mówiącą o sytuacji alkoholika, frazą Pilcha, gość na kacu w barze, brat w potrzebie, którego Gajos częstuje setką.
        Świetna scena.


        W tle dramat kobiet. Przerażenie Aktualnej Kobiety (Janda), która dopiero wchodzi w świat uzależnionego mężczyzny. Ulga i spokój Byłej Żony, która nie musi już zadręczać się piciem byłego męża.




        • siostra_bronte Re: "ZÓłty szalik" [via TVP HIstoria] 01.01.14, 16:02
          Dzięki, Greku :)
          Jakoś nie miałam okazji zobaczyć tego filmu, chociaż był w tv parę razy. Zwykle filmy o piciu rzadko się udają.
          • grek.grek Re: "ZÓłty szalik" [via TVP HIstoria] 01.01.14, 16:58
            dzięki.
            Ten film się zdecydowanie udał, "Zostawić Las Vegas" też jest niezły, a w styczniu "Pod mocnym aniołem" wchodzi do kin i pewnie Smarzowski dorzuci do pieca, a Więckiewicz spróbuje doskoczyć do poprzeczki zawieszonej wysoko przez Gajosa :]
            • pani_lovett Re: "ZÓłty szalik" [via TVP HIstoria] 02.01.14, 20:59
              grek.grek napisał:

              [...] a w styczniu "Pod mocnym aniołem" wchodzi do kin i pewnie Smarzowski dorzuci do >pieca, a Więckiewicz spróbuje doskoczyć do poprzeczki zawieszonej wysoko przez Gajosa :]

              A właśnie! "Pod mocnym Aniołem" wchodzi wkrótce do kin. W ostatniej sobotnio-niedzielnej Wyborczej starego roku (28-29.12.13) w związku ze zbliżającą się premierą filmu jest wywiad z Robertem Więckiewiczem i rozmowa z Jerzym Pilchem, autorem adaptowanej powieści / dopiero wczoraj wieczorem dorwałam te artykuły/.

              Pilch już widział film i jest zachwycony. :) Co więcej, jego zdaniem film Smarzowskiego bije te [deliryczne-ja] opowieści, w tym "Pod wulkanem", i "Zostawić Las Vegas". Czerń , fizjologia, krew - mówi dalej Pilch- i infernalna, konsekwentnie prawdziwie deliryczna wizja u Smarzowskiego zdystansowały, jakkolwiek by było, dzieła wybitne".

              Znając już trochę Smarzowskiego czułam, że będzie to mocne kino.

              Nasze miejskie Multikino pod koniec roku niestety zawiodło, nie pokazało kilku głośnych polskich premier ("Ida", "Papusza", "Płynące wieżowce") mam nadzieję, że pokaże choć ten film.

              :)
              • grek.grek Re: "ZÓłty szalik" [via TVP HIstoria] 04.01.14, 17:03
                ho ho, z tych zachwytów wynika, że zaraz po seansie konieczny będzie Alkaprim :]

                ja też mam nadzieję, że oni puszczą, Ty obejrzysz i nam opowiesz, chociaż... lękam się, jak Ty
                przetrwasz seans, który zanosi się iście...upIjająco ;]]



                • pani_lovett Re: "ZÓłty szalik" [via TVP HIstoria] 04.01.14, 17:45
                  Ha,ha,ha! :))) Tak właśnie może być.

                  Myśl, że muszę Tobie, Wam, powiedzieć choć dwa słówka o filmie , ten film będzie mnie trzymać w pionie. ;)


                  Ale wiesz, zaczynam się bać, mam słabą głowę, a "Drogówka" oddziała na mnie mocno...
                  • grek.grek Re: "ZÓłty szalik" [via TVP HIstoria] 05.01.14, 16:10
                    sama widzisz ;]]
                    jakbyś, nie daj Boże !!!, znikła po seansie, to będziemy Cię ofiarnie i desperacko szukać w klubach AA ;]]
                    • pani_lovett Re: "ZÓłty szalik" [via TVP HIstoria] 06.01.14, 14:15
                      O! Ha,ha,ha,ha! :)))

                      Jestem wzruszona tą deklaracją! :)
        • grek.grek Re: "ZÓłty szalik" [via TVP HIstoria] 01.01.14, 16:54
          haha ;]

          tak mówi, a do tego cytuje wersety ze znanego monologu Hamleta.

          yes, nie wiadomo, która robi większe wrażenie, ta pierwsza - cała w niepokoju i niepewności, czy ta druga - otwarcie olewatorska i nawet dokuczliwa [świetna Joanna Sienkiewicz]. MOżna założyc, ze ta druga kiedyś była taka jak ta pierwsza, a ta pierwsza kiedyś będzie taka jak ta druga.
          • pani_lovett Re: "ZÓłty szalik" [via TVP HIstoria] 02.01.14, 20:37
            > yes, nie wiadomo, która robi większe wrażenie, ta pierwsza - cała w niepokoju i
            > niepewności, czy ta druga - otwarcie olewatorska i nawet dokuczliwa [świetna J
            > oanna Sienkiewicz]. MOżna założyc, ze ta druga kiedyś była taka jak ta pierwsza
            > , a ta pierwsza kiedyś będzie taka jak ta druga.

            :) Tak!
    • grek.grek "SZach i mat !" [POlski'67] 01.01.14, 15:52
      A wczoraj, a właściwie dzisiaj nad/ranem 2 krótkie formy z cyklu "Opowieści niezwykłe".
      Wspaniałe, dopracowane polskie nowelki z 67 i 68 roku.

      W obu punkt wyjścia jest ten sam : w mieszkaniu pewnego literata pojawiają się duchy, które opowiadają mu swoją historię. Literat przyjmuje je z pełnym zrozumieniem i galaneteria, a i one są nie mniej eleganckie.

      jesli macie ochotę obejrzeć :
      www.youtube.com/watch?v=gqCI_SGAuDw
      A w wersji do czytania [Relanium wskazane ze względu na autora] :

      W "Szach i mat !" pisarz gości niejakiego Bartolomeo, doskonałego szachistę włoskiego z okolic XIX wieku. Bartolomeo był szachistą tylez niedoścignionym w grze, udowadnia to ogrywając literata do gołej skóry, co nieodpowiedzialnym. JUż miał żenić sie z pewną panną z dobrego domu, kiedy zauważył, że partia szachów, którą właśnie rozgrywał przyszły teść - wbrew opinii obserwatorów wcale nie jest przesądzona na korzyśc teścia. Zastępuje więc przy szachownicy dotychczasowego rywala teścia i... wygrywa. I to w pięknym stylu. PO tej akcji traci wszelkie względy w tym domu :] A wystarczyłoby, że by się nie wtrącał :] Szachy wpędzają go więc w kłopoty oraz w nędzę - śpi na ławce w parku, popija z piersiówki, ale zawsze jest pełen gracji. I gotowości do gry.

      Przyjmuje propozycję swojego kolegi, który namawia go do zagrania z pewnym angielskim "sirem", który ogrywa jak chce swoich przeciwników w jednej z knajp. Bartlomeo przyjmuje wyzwanie i oczywiście zwycięża, ku uciesze towarzystwa.

      Sir nie jest na niego obrażony. Przeciwnie, komplementuje kunszt Bartolomea i składa mu nieoczekiwaną ofertę pracy. Bartolomeo miałby popłynąc z nim do Anglii, zamieszkać w pałacu i zając się tym, co umie najlepiej, czyli graniem w szachy. Reszta będzie na głowie jego bogatego protektora. Jest tylko jedna zasada : Bartolomeo ma grać wyłącznie przeciw rywalom, których wskaże sam sir. Propozycja jest na tyle kusząca, że Bartolomeo ulega.

      Sir bardzo dba o przestrzeganie warunków umowy. Nie pozwala Bartolomeo nawet na niewinną partyjkę z marynarzami na statku.

      Na miejscu, w zamku vel pałacu sira - Bartolomeo dostaje pełne wygody, wikt i opierdunek. Z zachwytem widzi na ścianie maski wielkich mistrzów szachowych, rozpoznaje ich nazwiska. Sir powiada, że byli oni jego gośćmi i pozwolili pobrać materiał do odlewów gipsowych ich facjat. O to samo sir prosi Bartlomea, na co ten przystaje, z radością i poczuciem wyróznienia. Z ciekawością zauważa także nasz mistrz, że we własnym pokoju ma coś w rodzaju wielkiej szachownicy, na której ruchy można wykonywac za pomocą naciskania odpowiednich klawiszy fortepianu, z którym jest ona zespolona.

      A potem... Bartlomeo zostaje zamknięty na cztery spusty w tymże pokoju, a zamek/pałac okazuje się pułapką, w której tkwi on jak mucha w smole.

      Sir jest bowiem wynalazcą, mechanikiem wizjonerem. Otóż organizuje on w swoim pałacu pokazy szachowe. Atrakcją jest... kukła, a ściślej : robot mający twarz Bartolomeo [odlew gipsowy taki miał właśnie cel], a takze jego imię. Robot rusza się jak robot, ale ubrany jest jak człowiek i jest nie do ogrania w szachy. Ludziska zachodzą w głowę : jakim cudem robot może wygrywac w szachy z rasowymi graczami ? Tajemnica polega na tym, że zamiast robota gra Bartolomeo. Widzi ruchy wykonywane przez przeciwników robota, dzięki temu że szachownica przy której toczą oni pojedynki ma połączenie z tą szachownicą w pokoju. Działa to w dwie strony - ruchy wykonywane przez Bartolomeo na szachownicy w pokoju aktywizują robota, który powtarza je na właściwej szachownicy. W ten sposób sir tworzy wrażenie, że robot myśli samodzielnie. Oczywiście, robot Bartolomeo jest sensacją. Smietanka towarzysko-elitarna przyjeżdza go oglądać, a wystawiani przez nich gracze dostają od niego sromotny łomot, zaś sir uchodzi za geniusza.

      Problem ma tylko prawdziwy Bartlomeo. Z oczywistych powodów nie może on nikomu się pokazywać. Dlatego też sir zabraniał mu jakichkolwiek gier w drodze do Anglii. Nikt nie może wiedzieć, że istnieje człowiek o twarzy Bartolomeo-robota. Słowem : mistrz jest uwięziony. I sir wcale się z tym nie kryje. Bardzo elegancko, kulturalnie i z wyczuciem objasnia Bartolomeo jego położenie.

      Mistrz próbuje oczywiście ucieczki. Za pierwszym razem zostaje ujęty przez lokaja sira. Za drugim - udaje mu się zbiec. Oczywiście robot od tego momentu przestaje wykonywać ruchy na szachownicy, co wprawia salę w zdumienie, a sira w panikę. LOkaj wysłany potajemnie do pokoju, co by sprawdzić, jak się sprawy mają - nie zastaje tam Bartolomea. A sam mistrz zamiast wiac, co sił w nogach, wiedziony ciekawością zagląda na salę. Jednocześnie dopada go lokaj, Bartolomeo szamoce się i wpada przez kotarę prosto na swoje zrobotyzowane alter ego. Sir zamyka oczy. Totalna klęska.

      I tak oto wyglądały los szachowego pasjonata :]

      Bartolomea zagrał Andrzej Łapicki, literatem był Kazimierz Rudzki, Anglikiem zaś Jan Kreczmar.
      • pani_lovett Re: "SZach i mat !" [POlski'67] 01.01.14, 16:01
        Dzięki. Fajna historia. :)
        • siostra_bronte Re: "SZach i mat !" [POlski'67] 01.01.14, 16:09
          Dzięki, Greku :)
          Rzadko tu opisujemy starsze, polskie filmy. Widziałam tę nowelkę bardzo dawno, a parę lat temu w Kulturze. Te krótkie filmy telewizyjne oparte na literaturze były naprawdę znakomite!
          • grek.grek Re: "SZach i mat !" [POlski'67] 01.01.14, 16:42
            Dzięki, Barbasiu i Siostro.

            yup, zgadzam się w pełnej rozciągłości.
            świetne filmy, doskonale napisane i zagrane, z morałem, a przede wszystkim z takim
            charmem ekranowym, klasą, które we współczesnym filmie ponoć się już anachroniczne ;]
    • grek.grek "Mistrz tańca" [AD. 68] 01.01.14, 16:18
      2 film nosił tytuł "Mistrz tańca"

      www.youtube.com/watch?v=Dtq5e2SUnr4
      Ducha opowiadacza gra tutaj Bronisław Pawlik.
      A jego historia rozgrywa się w XX-wiecznej Warszawie.

      Pewnego dnia, a w zasadzie - wieczora, poznaje on niecodziennego... przybysza. Bladego, z podmalowanym okiem i twarzą niczym oblicze Janne Ahonena, w długim płaszczu i kapeluszu. Pawlik porusza się w wieczornym półmroku tak nieostrożnie, że omal nie zostaje przygnieciony przez stos cięzkich beczek, które osobiście do tego sprowokował. Życie ratuje mu właśnie facet o twarzy Ahonena [ponownie Andrzej Łapicki]. Szepcze "memento mori".

      A potem samym spojrzeniem, gestem zaprasza Pawlika do wspólnej wędrówki. I chodzą tam od Annasza do Kajfasza, a gdziekolwiek się nie zjawi blady facet : ktoś pada trupem. Kobieta w sklepie przymierza ciuchy - nagle widzi nieznajomego, ten ją hipnotyzuje wzrokiem, ona wpada w niemą panikę... i fik ! Pada trupem. W knajpie młody brodaty student wykrzykuje zuchwale, że zawojuje świat swoim piórem [chyba tym do pisania ;)] - reszta wtóruje mu radośnie przy dzbanie wina... pojawia się nieznajomy i student fik ! Trup. Młoda żona knuje z młodym kochankiem, przy łózku starego umierającego męża - pojawia się Blady... mąż odzyskuje siły, młoda żona z niedowierzaniem patrzy "jak to się stało", potem rzuca okiem na nieznajomego i.. fik. Trup. Na jakimś balu, młoda dziewczyna kokietuje starego pierdziela, a młody kochanek zwierza się przyjacielowi, że ta dziewczyna to była jego ukochana - porzuciła go w zamian za zaszczyty i pieniądze u boku spróchniałego dziadka. Wchodzi nieznajomy, patrzy jak Kaszpirowski na dziewczynę, ona na niego, nagle... fik - dziewczyna pada trupem. A po podłodze rozsypują sie perły z jej urwanego naszyjnika, który przed chwilą obdarował ją starzec.

      Pawlik domyśla się chyba kim jest Blady. Pan Śmierć. Próbuje dać sobie z nim spokój, mówi że się spieszy, ale kiedy patrzy na zegarek widzi, że... nie ma na nim wskazówek. Sama tarcza. I znienacka pęka z trzaskiem poręcz przy schodach, o którą sie oparł. Zegarek leci na sam dół, roztrzaskuje się. Pan Blady w ostatnej chwili przytrzymuje, z pełnym opanowaniem, poręcz chylącą się ku upadkowi i przywraca ją do pionu, razem z przerażonym Pawlikiem, ktoremu całe życie przeleciało przed oczami. "Jeszcze nie pora na pana", oznajmia.

      Śmierć nie wywołuje w ludziach refleksji, przy ciałąch zmarłych dochodzi do kłótni i swarów, ludzie nie są w stanie byc cicho i zdobyć się na zadumę. Z drwiąco-pobłazliwym uśmiechem nieznajomy obserwuje te sceny i wymownie patrzy na Pawlika "Już rozumiesz, drogi panie ?".

      Mówi ciekawą rzecz - przychodzi ze śmiercią do tych, którzy wcale o niej nie myślą, którzy sądzą że to ich nie dotyczy. "To ich zapraszam do zatańczenia ze mną, bo ja jestem tancerzem !", powiada i dumnie rozrzuca poły płaszcza. I tak zostawia zdumionego, przestraszonego śmiertelnie Pawlika, który literatowi zwierza się, że jeszcze wiele lat zył w zdrowiu i spokoju, zanim przyszedł koniec. Znika tak samo nagle jak się pojawił, z powrotem na moment - po zapomniany melonik.

      • siostra_bronte Re: "Mistrz tańca" [AD. 68] 01.01.14, 16:28
        Dzięki :)
        O, tej historii nie pamiętam. Brzmi ciekawie.
        Muszę skomentować porównanie do Janne Ahonena. Co konkretnie masz na myśli? Tak się składa, że zawsze byłam pod dużym wrażeniem talentu i uroku osobistego Janne :)
        • grek.grek Re: "Mistrz tańca" [AD. 68] 01.01.14, 16:50
          drobiazg :]

          hehe, chodziło mi o jego 'kamienne oblicze", "twarz nie zdradzająca żadnych uczuć", którą to wielokrotnie opisywali polscy komentatorzy sportowi :]
          • siostra_bronte Re: "Mistrz tańca" [AD. 68] 01.01.14, 16:54
            Tak myślałam :)
    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac 2014 - 1 (vol.39) 01.01.14, 16:56
      Maniu, pasji w samorealizacji Ci życzę, i trzymaj stery tej naszej łajby, żebyśmy dopłynęli, dokądkolwiek płyniemy ;]

      • pani_lovett Re: Ojej, co tu wybrac 2014 - 1 (vol.39) 02.01.14, 21:14
        (skojarzył mi się)
        ARTHUR RIMBAUD

        Statek pijany

        Prądem Rzek obojętnych niesion w ujścia stronę,
        Czułem, że już nie wiedzie mnie dłoń holowników;
        Dla strzał swych za cel wzięły ich Skóry Czerwone
        I nagich do pstrych słupów przybiły wśród krzyków.

        Nie dbałem o załogi po wszystkie me czasy,
        Ja, dźwigacz zbóż flamandzkich, angielskiej bawełny.
        Gdy się z holownikami skończyły hałasy,
        Gdzie chciałem, ponosiły mię rzek spienione wełny.

        Pośród wściekłych kołysań przypływów, odpływów,
        Ja, przeszłej zimy głuchszy nad mózgi dziecinne,
        Biegłem! Tryumfalniejszych nie zaznały dziwów
        Półwyspy wzięte lądom przez bezdroża płynne.

        Zbudzenie me na morzu święcił wir powietrzny.
        Dziesięć nocy jak korek tańczyłem na fali,
        W której ludzie kołowrót widzą ofiar wieczny,
        Nie tęskniąc do mdłych latarń znikłych gdzieś w oddali.

        Słodsza niż ustom dzieci miazga jabłek kwaśnych,
        Wód zieleń w mą sosnową wdarła się łupinę,
        Uniosła ster, kotwicę, stosy lin zapaśnych
        I zmyła kały wstrętne i win plamy sine.

        I odtąd kąpałem się w wielkiej pieśni morza,
        Przesyconej gwiazdami, śpiewnej jak muzyka,
        Pożegnałem toń modrą, gdzie pośród bezdroża
        Zadumany topielec niekiedy przemyka.

        Gdzie barwiąc nagle szafir - pijanymi wiry
        Albo rytmem powolnym, pod słońc płomienie -
        Mocniejsze nad alkohol, olbrzymsze nad liry,
        Fermentują miłości żółciowe czerwienie.

        Znam nieba pękające w gromy i wichrzyce,
        Nawroty wściekłe wałów, prądy, znam wieczory,
        Znam jutrzenki srebrzyste jak gołębice,
        Widziałem to, co człowiek widzieć zawsze skory.

        Widziałem słońce nisko w plamach gróz mistycznych,
        Jak słało długie, zimne fioletów martwice,
        Podobne do aktorów w dramach praantycznych,
        Na fale w dal toczące swych drgań tajemnice.

        Marzyłem noc zieloną śród śniegów olśnienia,
        Całunki na mórz oczy kładnące się wolno,
        Żółtomodre fosforów śpiewnych przebudzenia
        I niesłychaną skoków pogoń dookolną.

        Miesiące całe z falą, równą histerycznym
        Oborom, szturmowałem ku raf skalnych ścianom,
        Nie śniąc że stopy Maryj na sierpie księżycznym
        Mogą łeb dychawicznym zetrzeć oceanom.

        Potrącałem, czy wiecie? Florydy bajeczne
        Z chaosem ócz panterzych i kwiatów urody
        Ludzkiej i tęcz, wiodących jak cugle powietrzne
        Pod mórz widnokręgami lazurowe trzody.

        Widziałem wrące bagnisk olbrzymich fermenty,
        Sieci, gdzie wśród trzcin gniją całe Lewiatany,
        Zapadania wód z nagła śród ciszy zaklętej,
        Katarakty oddalań ku bezdni nieznanej.

        Lodowce, słońca srebrne, opal fal, nieb żary,
        Przeokropne mielizny w zatok ciemnych toni,
        Gdzie żarte przez robactwo olbrzymie wężary
        Pieszczą drzewa skręcone jadem czarnych woni.

        Chciałbym dzieciom pokazać te dorady, gwiazdy
        Fal modrych, ryby złote, ryby śpiewające...
        Piany kwietne świeciły mi z golfów odjazdy,
        Niewysłowionych wichrów skrzydliły mnie gońce.

        Czasem gdy mnie znudziły bieguny, zwrotnik,
        Morze, słodko mię łkaniem kołysząc omdlałym,
        Wznosiło ku mnie ssawki flory mroków dzikiej,
        I - jak kobieta w modłach - wraz nieruchomiałem;

        Jak wysepka gościłem ptaków roje gwarne,
        Swarliwe i niechlujne, o źrenicy płowej,
        I żeglowałem dalej, gdy me więzy marne
        Zerwał na sen zstępując w głąb, topielec nowy.

        Otóż ja, łódź ginąca w golfach pod ziół brodą,
        Miotana przez orkany w eteru przestwory,
        Ja, którego kadłuba pijanego wodą,
        Nie wyłowią żaglowce Hanz ni Monitory,

        Wolny, rzeźwy, dymiący, odzian w mgły dziewicze,
        Ja, com zachodów mury dziurawił płomienne,
        W których dla dobrych piewców przednie są słodycze:
        Mchy słoneczne i strzępy lazurów bezcenne;

        Ja, co biegałem w płomykach elektrycznych cały,
        Szczątek płochy, śród morskich rumaków eskorty,
        Gdy skwarne lipce maczug ciosami strącały
        Ultramaryny niebios we wrzące retorty;

        Ja, co drżałem, o sto mil czując bekowiska
        Behemotów i wściekłe Maelstromów ukropy,
        Pielgrzym wieczny błękitów cichych rozlewiska,
        Ja tęsknię do wybrzeży odwiecznych Europy.

        Archipelagi gwiezdne widziałem! Wysp roje,
        Gdzie żeglarzom otwarte niebo szalejące.
        - W tychże to nocach bez dna ukrywasz sny swoje,
        Milionie złotych ptaków, przyszłej Mocy słońce?

        Lecz zbyt wiele płakałem! Jutrznie są bolesne,
        Srogie - wszystkie księżyce, gorzkie - wszystkie zorze.
        Cierpka miłość mi dała zdrętwienie przedwczesne.
        O, niechaj dno me pęknie! Niech pójdę pod morze !

        Jeżeli jakiej wody tam w Europie pragnę,
        To błotnistej kałuży, gdzie w zmrokowej chwili
        Dziecina pełna smutku, kucnąwszy nad bagnem,
        Puszcza statki wątlejsze od pierwszych motyli.

        Skąpanemu, o fale, w waszej omdlałości,
        Nie ubiec już dźwigaczy bawełnianych plonów,
        Nie mknąc w pysze sztandarów i ogni świętości!
        Nie pruć wód pod oczami strasznymi pontonów.
        tłumaczenie Zenon Miriam-Przesmycki
        • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac 2014 - 1 (vol.39) 04.01.14, 17:04
          dzięki Ci :]
          jeden z moich ulubionych, wychowałem sie na tej poezji :]]
          • pani_lovett Re: Ojej, co tu wybrac 2014 - 1 (vol.39) 04.01.14, 17:24
            Tak czułam. Serio.
            Cała przyjemność po mojej stronie. :))
    • siostra_bronte "Czerwone pantofelki" (1) 01.01.14, 21:44
      W związku z fatalnym repertuarem w tv zaczęłam oglądać filmy na dvd, na co wcześniej nie miałam czasu :)

      Film duetu Powell i Pressburger z 1948 r. Chyba najbardziej znany w ich karierze. Ale mam wrażenie, że może zainteresować tylko maniaków kina, więc napiszę o nim w miarę krótko, omijając mniej ważne fragmenty.

      Bohaterką jest tancerka Vicky Page (Moira Shearer), która chce się dostać do słynnego baletu Borysa Lermontowa (kapitalny Anton Walbrook). Jej ciotka, bogata arystokratka zaprasza go na przyjęcie i chce, aby Vicky zatańczyła dla niego. Lermontow odmawia. Potem rozmawia z Vicky, nie wiedząc, że to ona. Mówi jej, że udało mu się uniknąć horroru w postaci tańca jakiegoś beztalencia. Vicky przyznaje się, że chodzi o nią :) Lermontow przeprasza, ale jest zaintrygowany. Pyta Vicky dlaczego chce tańczyć. Ta odpowiada pytaniem: „dlaczego chce Pan żyć?”. Lermontow waha się: „nie wiem…muszę”. Vicky mówi, że jej odpowiedź jest taka sama.

      Vicky dostaje się do grupy kandydatek do baletu i po kilku dniach prób zostaje przyjęta. Po jakimś czasie Lermontow zauważa w niej duży potencjał i chce z niej zrobić wielką tancerkę. Ale ostrzega Vicky, że wymaga ciężkiej pracy i całkowitego poświęcenia. Mówi jej, że życie mija, miłość przemija, a ich sztuka będzie trwać. Lermontow to najciekawsza postać filmu. Jest elegancki, ironiczny, czasem bezwzględny, ale kocha sztukę ponad wszystko.

      Lermontow proponuje Vicky główną rolę w balecie „Czerwone pantofelki”, opartej na baśni Andersena. Bohaterka zakłada magiczne pantofelki, dzięki którym może pięknie tańczyć. Ale kiedy jest już zmęczona nie może przestać, aż w końcu zdejmuje je i wtedy umiera. Vicky jest szczęśliwa i zabiera się do pracy.

      Balet odnosi wielki sukces w całej Europie. Ale Vicky w czasie pracy zakochała się w kompozytorze, Julianie (Marius Goring). Kiedy Lermontow dowiaduje się o tym jest wściekły. Stawia Vicky ultimatum: albo balet, albo miłość. Vicky decyduje się wyjechać z Julianem, wcześniej wyrzuconym za karę z zespołu. Lermontow żegna się z nią lodowato.

      Po jakimś czasie Vicky i Julian biorą ślub. Kiedy Lermontow dowiaduje się o tym rozbija lustro, świetna scena. Wciąż nie może się pogodzić z odejściem Vicky. Ta nie jest chyba zbyt szczęśliwa w małżeństwie. Nocą zagląda do szuflady, w której trzyma baletki. Z pewnością tęskni za tańcem.

      W wakacje Vicky wyjeżdża na południe Francji do rodziny. Lermontow dowiaduje się o tym i jedzie ją zobaczyć. Pyta ją, dlaczego przyjechała sama. Vicky odpowiada, że mąż pracuje nad nową operą. Lermontow trafia w czuły punkt: „ nie może zrezygnować z pracy, ale Ciebie zmusił do tego”. Vicky próbuje się bronić, ale przyznaje, że tęskni za tańcem. Lermontow proponuje jej powrót i udział w „Czerwonych pantofelkach”. Vicky zgadza się.

      Po jakimś czasie tuż przed przestawieniem, chyba w Monte Carlo, w garderobie Vicky pojawia się jej mąż. Zrezygnował z premiery swojej opery, żeby przyjechać do niej. Jest wściekły, żąda od Vicky, żeby z nim wyszła i to natychmiast. Vicky jest przerażona, próbuje się tłumaczyć, a w garderobie pojawia się Lermontow. I zaczyna się walka o „duszę” Vicky. Julian namawia ją, żeby do niego wróciła, a Lermontow krzyczy: „Chcesz takiego życia? Bandy płaczących dzieciaków? Dobrze, jedź!”. Vicky jest przerażona. Julian przekonuje, że przecież może tańczyć gdzie indziej. Na to Lermontow odpowiada, że jego balet jest najlepszy na świecie i Vicky jako artystka nie zadowoli się niczym innym…
      • siostra_bronte "Czerwone pantofelki" (2) 02.01.14, 01:00
        Lermontow mówi Vicky: "życie nie ma znaczenia". Vicky płacze, zapewnia Juliana, że go kocha. "Ale TO kochasz bardziej" stwierdza ze smutkiem Julian i wychodzi. Lermontow pociesza Vicky, że teraz może osiągnąć wszystko co chce...

        Zapłakana Vicky wychodzi z garderoby, przedstawienie zaraz się rozpocznie. Ale niespodziewanie wybiega na balkon teatru. Z dołu, z peronu stacji kolejowej widzi ją Julian. A Vicky rzuca się z góry wprost pod nadjeżdżający pociąg. Nie potrafi żyć ani bez baletu, ani bez miłości.

        Na scenę teatru wchodzi Lermontow. Oświadcza zdumionej publiczności, że Vicky nie może wystąpić tego wieczoru, ani żadnego innego. Ledwo utrzymuje spokój. Zapowiada, że balet zostanie wykonany (nie zarejestrowałam czy z dublerką, czy bez roli Vicky), bo tak pewnie chciałaby Vicky.

        Ostatnia scena. Umierająca Vicky prosi Juliana, żeby zdjął jej czerwone pantofelki. Koniec.

        Ten film to kolorowa, baśniowa fantazja. To nie jest typowy melodramat czy film muzyczny, ale oryginalna mieszanka tematów i stylów. Motyw miłosny jest chyba najmniej ciekawy i trochę nadgryziony zębem czasu. Uczucie Vicky i Juliana pokazane jest bardzo konwencjonalnie. Również aktorstwo zwłaszcza na drugim planie, jest trochę nierówne i z perspektywy czasu zbyt teatralne, no, ale film ma swoje lata.

        Ciekawy jest za temat, czy dla sztuki warto poświęcić "normalne" życie. I odwrotnie. Dla Lermontowa sztuka jest ważniejsza niż życie. I chociaż wydaje się "czarnym charakterem", próbującym odciągnąć Vicky od miłości, to mimo wszystko rozumiem Lermontowa, a wręcz czuję pewną fascynację jego osobą :)

        To co robi największe wrażenie to strona wizualna. Orgia dla oczu w Technicolorze. Nawet teraz, z całą nowoczesną techniką i komputerami filmowcy nie są w stanie osiągnąć takiego bogactwa kolorów. Jeden z najpiękniej sfilmowanych filmów jaki widziałam. Film dostał Oscary za muzykę i scenografię.

        Jest tu kilka sekwencji tanecznych, wspaniale sfilmowanych. Na szczęście nie trwają zbyt długo, więc widzowie którzy nie są fanami tańca, tacy jak ja, zbytnio nie ucierpią. Nie jestem znawczynią tematu, ale zdaje się, że ten film miał duży wpływ na filmowe musicale.

        Tutaj świetna scena, kiedy Lermontow obserwuje Vicky na scenie małego teatru:

        www.youtube.com/watch?v=ocubuUxJx24&list=FLQ2Oq7WfOSxDLBwqKY8CF1A&index=4

        I krótki zwiastun:

        www.youtube.com/watch?v=T6Hoaol-ykM







        • grek.grek Re: "Czerwone pantofelki" (2) 02.01.14, 13:40
          dzięki, Siostro.
          świetny opis, jak zawsze :]

          temat rzeczywiście atrakcyjny : bezwzględny wybór między sztuką, a miłością, który staje się
          matnią.

          jeśli piszesz, że motyw miłosny nie jest zarysowany w sposób dostatecznie wyrazisty, to
          mogłoby znaczyć, że film jest nierówny ?
          jeśli bowiem istota rzeczy dotyczy powyższego wyboru-bez-możliwości-wyboru, to
          zarówno sztuka, jak i miłość powinny zostać pokazane równie uwodzicielsko, co by
          przekonać widza, że bohaterka ma powody by nie móc żyć bez obu jednocześnie.

          ale tak by się można zastanowić, na ile Vicky kocha męża ? bo sztukę kocha na pewno, tutaj
          nie ma żadnych wątpliwości. wg mnie, o ile możemy dywagować o uczuciach fikcyjnych postac - ona nie tyle kocha męża, ile ma poczucie winy, że musiałaby go opuścić dla realizacji własnych marzeń. poczucie winy, litość, to nie miłość. to nawet gorsze niż nienawiść.

          powiedziałbym więc, że to mąz jest cholernym egoistą :]
          tak po prawdzie, to on ją wpycha pod pociąg.
          gdyby stanął ramię w ramię z Lermontowem i ją wsparł, powiedział, że zgadza się
          jej marzenia - niczego nikt by nie stracił
          kariera baletnicy trwa krótko, Vicky mogłaby zostać jego wymarzoną kurą domową na pełny etat
          już za jakieś 7-8 lat, albo i prędzej.

          Lermontow jest dobrym duchem, mąz - tym mniej dobrym, chce mieć ją dla siebie, jest zazdrosny o jej pasję życiową, samemu realizując się w najlepsze. dzisiaj już chyba trudno
          by było nakręcić film z takim zakończeniem :]

          rzeczywście, natężenie barw rewelacyjne :] aż szkoda, że na codzień trudno takie
          filmy zobaczyć w TV.



          • siostra_bronte Re: "Czerwone pantofelki" (2) 02.01.14, 14:20
            Dzięki, Greku :)

            Tak właśnie jest. Świat sztuki jest tutaj znacznie bardziej atrakcyjny, łącznie z Lermontowem :) Wątek miłosny jest pokazany dosyć powierzchownie, jakby zabrakło na niego czasu, chociaż film trwa ponad dwie godziny. I aktor grający Juliana wypada dosyć blado.

            Wiedziałam, że nie polubisz męża Vicky :) On co prawda mówi Vicky w scenie konfrontacji, że mogłaby tańczyć gdzie zechce. Ale Vicky chce pracować w najlepszym balecie na świecie. Lermontow miał być chyba szwarccharakterem, ale ma w sobie taką pasję, takie oddanie sztuce, że zaskakująco budzi sympatię.

            Tak, przepiękne zdjęcia. Technicolor był bardzo drogą techniką, ale efekty są powalające.
            • grek.grek Re: "Czerwone pantofelki" (2) 02.01.14, 16:06
              no właśnie, to może wprawiać w pewną konfuzję [nie widziałem filmu oczywiście, bazują na Twoim opisie] - gdzie tutaj równowartośc światów, między którymi Vicky nie umie wybrać ? :]

              hehe, nie miał szans ;]
              albo twórcom nie udało sie profilowanie charakterów, albo... mieli właśnie takie zamiary,
              jakie odczytujesz/odczytujemy :] ?

              już sam zwiastun robi wrażenie.
              • pani_lovett Re: "Czerwone pantofelki" (2) 02.01.14, 20:42
                "Sztuka jest zazdrosna i bezwzględna do tego stopnia, że za każdą zdradę zemści się. Bez względu na to czy zdradzisz ją z żoną, kochanką czy przyjaciółką”, powiedziała kiedyś Ada Sari Bogusławowi Kaczyńskiemu.

                :)
                • grek.grek Re: "Czerwone pantofelki" (2) 03.01.14, 16:06
                  to mogłoby być memento na zakończenie filmu [chyba ?].
                  • pani_lovett Re: "Czerwone pantofelki" (2) 03.01.14, 16:25
                    www.boguslaw-kaczynski.pl/239,Wywiady/MOJE-WYST-ePY
                    Tu cały wywiad z Bogusławem Kaczyńskim, który mówi tam m.in., że wszyscy wielcy, których spotkał uczyli go, że wszelkie związki przeszkadzają w uprawianiu sztuki, że sztuce trzeba podporządkować całe swoje życie. Sam zresztą tych nauk posłuchał.

                    Bohaterka "Czerwonych pantofelków" staje więc przed wyborem jak z tragedii antycznej. Nie ma tu dobrego wyboru.

                    :)
                    • grek.grek Re: "Czerwone pantofelki" (2) 04.01.14, 17:07
                      dzięki za lnik, Barbasiu.

                      właśnie, to jest tragedia tej całej historii, że ona nie ma wyboru tak naprawdę.
                      jakby mąż wsparł ją w jej marzeniach, to wszystko by sie ułożyło, a tutaj z jednej
                      strony jest jej pasja, a z drugiej jego egoizm i jej poczucie winy, bo w jakiś sposób
                      nie umiem dostrzec w tym miłości.
                      • pani_lovett Re: "Czerwone pantofelki" (2) 04.01.14, 17:38
                        Masz rację. Zgadzam się z Tobą poniekąd. Ale z drugiej strony życie z prawdziwym artystą wymaga naprawdę wielkiego poświecenia się, oddania, rezygnacji z siebie, ze swoich pasji (wiem coś o tym moją sąsiadką jest wdowa po artyście malarzu, która całe swoje życie mu ofiarowała) nie każdy jest do tego zdolny. A Julian przecież sam jest artystą, jest kompozytorem i to wybitnym. Przypuszczam, że ciężko, byłoby mu zrezygnować ze swojej pasji, która była jego życiem.

                        :)
                        • grek.grek Re: "Czerwone pantofelki" (2) 05.01.14, 16:11
                          Mistrz i Małgorzata ? :]
                          a gdzie wersja : Mistrzyni i Małgorzat ? :]
                          • pani_lovett Re: "Czerwone pantofelki" (2) 06.01.14, 14:13
                            He,he! :)))

                            Znalazło by się i kilka przykładów mężów swoich sławnych żon.
              • pani_lovett Re: "Czerwone pantofelki" (2) 03.01.14, 16:18
                PS
                grek.grek napisał:

                > no właśnie, to może wprawiać w pewną konfuzję [nie widziałem filmu oczywiście,
                > bazują na Twoim opisie] - gdzie tutaj równowartośc światów, między którymi Vick
                > y nie umie wybrać ? :]

                Z jednej strony sztuka, niesamowite emocje i przeżycia, sława i uwielbienie ludzi, ale jednocześnie ciężka praca, samotność, z drugiej strony kochający człowiek, miłość, także ta cielesna, spokój, poczucie bezpieczeństwa, rodzina, dom, dzieci, to wszystko czego większość normalnych kobiet potrzebuje.
                • siostra_bronte Re: "Czerwone pantofelki" (2) 03.01.14, 16:28
                  Prawda.
                  • pani_lovett "Czerwone pantofelki"/Czerwone trzewiki" (filmweb) 03.01.14, 16:37
                    Borys i Julian, mogą chyba w symbolizować te dwa modele życia, pomiędzy którymi miota się Vicky, zgodzisz się Bronte?
                    • siostra_bronte Re: "Czerwone pantofelki"/Czerwone trzewiki" (fil 03.01.14, 16:43
                      Tak jest.
            • pani_lovett Re: "Czerwone pantofelki" (2) 02.01.14, 20:29
              Śliczna opowieść , Bronte. Będę szukać tego filmu.
              :)
              • siostra_bronte Re: "Czerwone pantofelki" (2) 02.01.14, 20:31
                Dzięki :)
        • grek.grek Re: "Czerwone pantofelki" (2) 02.01.14, 14:03
          PS : wiesz, myślałem o tym, co by tu dodać do tego, co napisałem o "Nocnym kowboju"
          komentując Twoją znakomitą opowieść. I wiesz co ? doszedłem do wniosku, że niewiele
          jestem w stanie dodać a'propos wymowy filmu i jego scenariusza. Opisałaś ten film doskonale - nie można naprawdę nic dopisać. Główne wątki w zasadzie omówiliśmy i także po obejrzeniu wychodzi mi na to, że musiałbym dublować to, co już Ty zauważyłaś, a także własne próby spostrzeżeń :

          do tego mojego posta niewiele mógłbym dodać :
          forum.gazeta.pl/forum/w,14,142900311,143440258,Re_Nocny_kowboj_1_.html
          napisałem parę slów a'propos formy, bazując na podanych przez ciebie linkach.
          teraz dodać mogę tylko to, że oglądając w pełnym czasowo zakresie : ten film uderza
          tzw.prawdą zycia. Ameryka, Nowy Jork, jest po prostu brzydki. Obskurny, obdarty,
          przepełniony i przeżarty. Doskonała zasługa autora zdjęć i reżysera, którzy wybrali
          świetne lokalizacje [te brudne mieszkanka czynszowe, restauracje które nie widziały
          Sanepidu od lat, brudne zaułki, zwłaszcza wieczorne, juz nie wspominając o łazienkach,
          o ile normalne legalne klopy, kible i szalety można tym zaszczytnym mianem okreslić].

          i dzięki temu mocnemu przedstawieniu - mityczna wymarzona Floryda, ze słońcem,
          plaża, palmami, staje się tak zrozumiała, tak bliska. tak łatwo zrozumieć Ratso'a i
          Joe'ego. tak łatwo się z nimi zżyć i utożsamić. bo przecież przeciwstawienie
          brudny Nowy Jork vs piękna kolorowa Floryda, to aż i tylko nośna metafora poszukiwania
          jakiejś lepszej strony świata, intensywnego koloru nadziei. Piekna kompozycja i
          doskonała realizacja.

          pod tym względem "Nocny kowboj" pasuje do twardego miejskiego realizmu
          w kinie tamtego czasu, razem z "Serpico" czy "Taksówkarzem", a także oryginalnym
          "Rocky'm", który tylko w swojej mniej istotnej warstwie był filmem sportowym,
          a potem częściowo został "zagadany" przez kolejne kontynuacje, mające juz
          coraz mniej wspólnego z pierwotnym sensem i skupiały się już całkowicie
          na bohaterze, a nie na jego trudnym surowym otoczeniu.




        • grek.grek "Gilda" by POlsat. 02.01.14, 14:07
          POlsat puszcza dziś "Gildę" :]
          23:45.
          późno, ale czy nazbyt późno ? :]

          brawo dla nich, że w powodzi zupełnej komercji, a nawet wulgarnej komercji
          udaje im się, co jakiś czas zaskoczyć takim zupełnie niepasujacym do
          praktykowanej zasady filmem ["BUlwar Zachodzącego Słońca",
          "Słodkie życie" i parę innych tytułów w ostatnich latach].

          szkoda tylko, że zawsze w godzinach dośc dyskusyjnych.
          • siostra_bronte Re: "Gilda" by POlsat. 02.01.14, 14:26
            Też wypatrzyłam :) Ale w moim programie jest o 00.05.
            Brawo dla Polsatu, ale godzina skandaliczna. Kto to obejrzy?? W dodatku zanosi się na jakieś stałe pasmo, bo za tydzień pokażą "Nagle, ostatniego lata" Mankiewicza!

            Widziałam "Gildę" bardzo dawno. Melodramat w stylu noir, choć trzeba przyznać, że nie tak niewinny jak inne filmy z tego okresu, jak choćby "Casablanca" (zresztą zbliżona tematycznie). Chętnie obejrzałabym ponownie, ale nie wiem, czy dam radę.
            • grek.grek Re: "Gilda" by POlsat. 02.01.14, 16:11
              I ja miałem okazję obejrzeć, i również w czasach, których już okiem sokolim nie zmierzę ;]
              szykowałem się dziś na francuska "Zbrodnię z miłości", z Kristin Scott Thomas [w CTV1, 22:50], ale teraz zaczynam się skłaniać ku odświeżeniu klasyki.

              miło by było, jakby Polsatowi weszły w krew starsze filmy, chociaż doświadczenie uczy, że
              są to sensacyjne incydenty, które nie tworzą zasady :]

              • pani_lovett Re: "Gilda" by POlsat / "Zbrodnia z miłości" 02.01.14, 23:30
                Opowiesz, co widziałeś?

                :)
                • grek.grek "Gilda" by POlsat [1] 03.01.14, 13:06
                  Wybrałem "Gildę" ofk :]

                  można zobaczyć w jutubie :
                  www.youtube.com/watch?v=vs5TVQo3suQ
                  A jakby spróbować napisać, o co tam chodzi...
                  Akcja dzieje się w Buenos Aires, a ściślej : w kasynie prowadzonym przez niejakiego Mundsona. Narratorem jest Johnny Farrell, który pewnego wieczora zostaje przyłapany przez ochroniarzy kasynowych na oszukiwaniu podczas gry w kości. Powinien dostać kopa i dożywotni zakaz wstępu do lokalu, a może nawet zostać odzianym w betonowe kalosze, ale szczęsliwym trafem udaje mu się zaimponować [hardością i twardą pięścią wymierzoną w nos jednego z goryli] Mundsonowi i w ten przedziwny sposób zostać jego współpracownikiem.

                  PO pewnym czasie, JOhnny jest już kim w rodzaju prawej ręki Mundsona. To on czuwa nad tym, by kasyno działało sprawnie.

                  Życie Johnny'ego odmienia pojawienie się u boku Mundsona nowej dziewczyny, tytułowej Gildy. Nie żeby dostał kręćka z powodu jej niezaprzeczalnej urody. Raczej nos Johnny'ego doznaje potęznych wibracji, bo wietrzy duże kłopoty. Farrell zna Gildę. Lepiej : kiedyś byli w związku. Jeszcze lepiej : ten związek musiał zakończyć się w sposób wyjątkowo cięzko strawny dla Farrella. Został zdradzony przez Gildę. Ewentualnie tak go dręczyła, że uwierzył w jej zdradę [wniosek wynikajacy z rozwoju akcji] Oczywiście, ani jemu ani jej nie zalezy na tym, by MUndsone się o tym dowiedział. O ile więc boss jest wpatrzony w nowe znalezisko, o tyle Johnny traktuje Gildę z tak lodowatą niechęcią, że rok w chłodni byłby dla niej wakacjami pod palmami. Gilda rewanżuje się Johnny'emu zjadliwą ironią i oczywiście olśniewającym uśmiechem, przez co denerwuje go jeszcze bardziej. Podczas wspólnej kolacji w klubie, Mundsone zastanawia się "Jaka kobieta zraniła Johnny'ego tak bardzo, że zaczął nienawidzić wszystkie ?". I proponuje "Wypijmy za to, by przydarzyło się jej jakieś nieszczęscie". Johnny podejmuje toast, patrząc ukradkiem na Gilde, ona na chwilę tumanieje, ale zaraz odzyskuje wigor i wypija ze swojego kielicha aż do dna. Tej nocy jednak płacze w swoim pokoju; jest bardzo przesądna.

                  Najlepiej rozmawia się jej z małym starszym barmanem, który lubi ją pasjami, puentuje rózne sytuacje jakim mądrym banałem albo zabawnym prychnięciem. Barman nie lubi za to Johnny'ego, nazywa go "wieśniakiem" i kiedy Johnny probuje go wyrzucić, barman w ogole się go nie boi - "Ja tu zostanę i będę tutaj, kiedy pan ostatecznie upadnie".

                  Mundsone nie wie zatem, że Gilda i Johnny mieli kiedyś okoliczność. A że do Johnny'ego ma bezgraniczne zaufanie - prosi go, żeby cały czas miał Gildę na oku i dbał o jej bezpieczeństwo. Ofk, chodzi jednak przede wszystkim o to, żeby go nie zdradzała.

                  Kiedy tylko Gilda dowiaduje się o tym, że JOhnny ma ją nadzorować, zaczyna zachowywać się tak, by faceta nonstop bolała głowa z jej powodu. Uwodzi kolejnych mężczyzn, a że ulegają jej wszyscy - Johnny nieźle musi się uwijać, żeby Mundsone nie zorientował się jaką sobie panienkę sprowadził. Ona uwodzi, facet ulega, Johnny interweniuje - taki schemat. Najgorsze są te momenty, kiedy Mundsone poleca Johnny'emu przyprowadzić Gildę, a jej akurat nie ma w klubie/kasynie ani w mieszkaniu [które jest na piętrze, nad salą klubową], bo grając mu na nosie pojechała gdzieś ze zwerbowanym amantem. Czasami wystarcza perswazja, czasami amant jest na tyle bezczelny, że nie robi na nim wrażenia, ze dziewczyna jest zajęta - i wtedy Johnny musi użyć przymusu bezpośredniego, czyli po ludzku dać facetowi w dziób :] Amant kruszeje i odchodzi z nosem zwieszonym na kwintę. Bywa też tak, że Gilda wymyśla usprawiawiedliwienia swojej nieobecności, które Johnny musi naprędce potwierdzać [np. wspólne pływanie]. Przeciąganie liny, ona chce dowieść że ma nad nim kontrolę, a on czegoś zupełnie przeciwnego. Kolejne krótkie spięcia i konfrontacje potęguję nienawiść między nimi. W którymś momencie Gilda mówi, że "Tak ciebie nienawidzę, że jestem gotowa zniszczyć samą siebie, jesli dzięki temu pociągnę cię za sobą na dno". Jednocześnie, Mundsone mówi do Johnny'ego "TAKA nienawiść jest druzgocąca, ale i... bardzo podniecająca" - nie wiadomo, czy ich o coś podejrzewa, chyba raczej nie, ale tak czy siak ma sporo racji. Nienawiśc między Gildą, a Johnnym jest tak naprawdę grą miłosną.

                  W kasynie zjawiają się podejrzani ludzie. PO sali kręci się facet z wąsikiem, który nie pije i nie gra. Johnny pyta go, czego można szukać w takim miejscu, poza alkoholem i hazardem ? Gośc odpowiada filozoficznie, że chłonie atmosferę, bardzo mu ona odpowiada.

                  Potem ma miejsce dziwne zajście z małym typkiem z bródką, który najpierw odwiedza biuro Mundsone'a i robi mu awanturę, a potem zaczyna strzelać w kasynie i omal nie zabija bossa. Wybucha panika, małego ścigają ochroniarze, ten wpada do łazienki i tam popełnia samobójstwo. Zaciekawionym gościom Johnny tłumaczy, że "Niektórzy nie umieją znieść porażki przy stole do ruletki". Ale prawda jest inna, Mundsone'a zaczynają nachodzić wspólnicy w jego szemarnych interesach.

                  Mundsone stoi bowiem na czele przestępczego kartelu, który kontroluje m.in wydobycie i dystrybucję wolframu. PO strzelaninie w klubie, świadom że jego życie jest zagrożone, Mundsone zdradza Johnny'emu wszystkie sekrety swoich biznesów, a także szyfr do sejfu, w którym trzyma dokumenty, "za pomocą których można rządzić światem", jak powiada. Johnny czuje, że będą problemy. I istotnie, problemy pączkują. Po samobójcy z wąsikiem, który był wystawionym rufą do wiatru spólnikiem MUndsone'a, zjawia się dwóch następnych. Są to Niemcy. I jak to Niemcy - przychodzą niespodziewanie i z bronią w ręku. Terroryzują Johnny'ego i każą mu powiadomić Mundsone'a o swoim przybyciu. I nie chodzi tu o polubowne załatwienie sprawy. Jednocześnie, ten facet co to nie gra i nie pije - przedstawia się Johnny'emu jako tajny agent policji, nazwiskiem Obregon. Jego misja polega na zdemaskowaniu zarówno Mundsone'a jak i Niemców i posadzeniu do paku wszystkich, z racji ich nielegalnych biznesów. MUndsone jest szybszy, zabija obu Niemców, ale wie że kwestią czasu jest, kiedy Obregon i jego ludzie dowiedzą się o tym i przyjdą go aresztować.

                  Kiedy w klubie trwa huczna zabawa z powodu ostatków karanawałowych, sypie się konfetti i kłębią się ludziska - Gilda znów gdzieś znika. Mundsone wysyła Johnny'ego, żeby ją sprowadził. Johnny powiada, ze to potrwa, na co MUndsone, że "Cierpliwość, to moja największa zaleta". Johnny wie, gdzie jest Gilda, sama go bezczelnie poinformowała, że wychodzi, a nawet z kim, dokąd i kiedy będzie mógł ją odebrać [od kiedy Johnny'emu wyrwało się, że jest ona jak "pranie, które trzeba ciągle odbierać" - Gilda mówi o sobie właśnie per "pranie do odebrania"]. Johnny na nią czeka pod lokalem, a potem jadą z powrotem do klubu. Po powrocie Johnny przyprowadza ją na góre, do Mundsone'a, ale tego nie ma w środku. Wybucha znów awantura pomiędzy Gildą, a Johnnym, zakończona... namiętnym łataniem opony :] I w jego trakcie słyszą nagle trzask drzwi. To MUndsone wrócił. Zaraz jednak wychodzi.

                  Johnny biegnie za nim. Jest świadkiem jak MUndsone wskakuje do samochodu i odjeżdza spod klubu. Johnny jedzie za nim, a za Johnnym pędzi policja. Okazuje sie, ze Mundsone po prostu daje dyla. Policja własnie miała go aresztować. Oczywiście, ścigają się jak szaleni, chyba nawet prują 50 na godzinę. MUndsone jedzie w miejsce, gdzie czeka na niego awionetka. Wsiada do niej i odlatuje. Policja i Johnny bezsilnie obserwują samolot. Obregon wątpi, czy Mundsone doleci gdziekolwiek, bo taki pierdołek nie ma za wiele benzyny, a najbliższa cywilizacja za daleko, żeby paliwa starczyło. Johnny przypomina sobie, jak kiedyś Mundsone mówił "Albo gram o cała pulę albo odpuszczam", i poprawia Obregona "On nie zamierza nigdzie dolatywać". I faktycznie, po chwili - na morzu czy oceanie, czy do czegokolwiek Argentyna ma dostęp - widać eksplozję. Wszyscy są pewni, że to awionetka Mundsone'a.


                  • grek.grek "Gilda" by POlsat [2] 03.01.14, 14:05
                    Oczywiście, jest to plan chytrego Mundsone'a. Tak naprawde wyskoczył on z wody wcześniej, zanim samolot padł. Widac, jak w kapoku jest wyciągany z wody na czekającą już na niego łódź.
                    Patrzy na pozostawiony brzeg i mówi " TEraz troche odczekam, a potem wrócę po to, co należy do mnie".

                    MUndsone zostaje uznany za martwego. Johnny otwiera jego sejf, przegląda papierzyska i olśniewa go : kurdebalans, to naprawdę są informacje i akty własności i nadzoru, za pomocą których można sprawować władzę nad powaznym biznesem i zyć jak pączek w maśle. Zaprasza na spotkanie wspólników z kartelu. Oznajmia im, że po śmierci Mundsone'a - on przejmuje szefostwo w ich biznesie. Uspokaja ich, że nic się nie zmieni i mogą spać spokojnie. Ot, facjata szefa będzie trochę inna.

                    Za chwilę JOhnny żeni się z Gildą, która nie rozpacza za Mundsone'em, wiadomo od początku że była z nim tylko dla pieniędzy i statusu. Za Johnny'ego wychodzi z miłości. A jaki on ma powód ?

                    Jako szef i mąz, Johnny postępuje wobec Gildy dokładnie tak samo, jak robił to Mundsone. Każe ją śledzić swojemu zaufanemu człowiekowi. I schemat się powtarza, zawiedziona jego brakiem zaufania i próbą zdominowania jej, Gilda ucieka co i rusz od Johnny'ego, a jego ochroniarz za nią biega i wyciąga z lokali, gdzie lubi ona wypić, potańczyć, a nawet zaśpiewać na scenie. "Buenos Aires stało się moim więzieniem", powiada zrozpaczona, zrezygnowana Gilda. Wydaje sie, że Johnny popadł w chęć jej posiadania, po prostu, odbiło mu z racji nowego położenia i bycia wielkim bossem. Barman, który ofk nadal pracuje w kasynie, powiada Johnny'emu "MOże i z pana szycha, ale przy okazji burak nie z tej ziemi". Wreszcie Gilda składa wniosek o rozwód.

                    Ucieka albo wyjeżdza. Przyznam, że nie dosłyszałem, jak było. Tak czy owak, odchodzi od JOhnny'ego. Jedzie do Urugwaju. Zostaje tam tancerką i wokalistką, cieszącą się ogromna poppularnością wśród gości, zwłaszcza rodzaju męskiego. Poznaje poczciwego prawnika. PLanują ślub, ale najpierw trzeba by przeprowadzić jakoś sprawę rozwodową, a to nie takie proste, jak powiada Gilda. Prawnik ożywia się i twierdzi, że jest w stanie załatwić to w jeden dzień. Wraz z Gildą decydują się pojechac do Buenos Aires.

                    Zatrzymują się w kasynie Johnny'ego. Gilda próbuje z nim rozmawiać w cztery oczy, a właściwie rozpaczliwym płaczem skłonić go by "pozwolił jej odejść !". Ale Johnny jest niewzruszony. Ona go kocha, ale jednocześnie ta nienawiść, która towarzyszy jego miłości do niej jest zabójcza. Johny ignoruje jej spazmy i wyznania. Zostawia ją i wychodzi. Niedługo potem odwiedza go Obregon, powiada że prowadzi śledztwo w sprawie biznesów MUndsone'a, a przy okazji zwierza mu się, że nigdy w życiu nie widział takiej zadziwiającej relacji jak między Johnnym, a Gildą "Wasza miłośc splątana z tak potęzną nienawiścią, jest czymś niezwykłym".

                    Aby zamanifestować swoją wolnośc, aby zadrwić z Johnny'ego i aby zatriumfować jako niezależna kobieta, Gilda daje występ na scenie, ktory porywa całą widownię. Śpiewa piosenkę, w której ironicznie i zmysłowo namawia kochanka do tego, by "za wszystko obwinił ją" [to ten występ z legendarną sceną ściągania rękawiczki w taki sposób, że mężczyznom trzeba było podawać tlen]. Pojawia się Johnny i jest wściekły, że ciągle prawowita żona robi mu obciach przy wszystkich. Bierze ją za rękę, cały wściekły i robi scysję zaledwie parę kroków obok przed chwila wiwatującego tłumu gości. Gilda wykrzykuje "Co jest ? Boisz się, ze dowiedzą się tego, co ty i MUndsone powinniście zawsze wiedzieć ?, że wzięliście sobie zwykłą..." - chce powiedzieć "dziwkę", ale nie zdąża - Johnny uderza ją w twarz.

                    Kiedy Johnny siedzi na pokojach i topi żale w kieliszku, odwiedza go OBregon, ciągle przyglądający się biznesom Mundsone'a. Johnny nie chce o tym rozmawiać, jest chyba gotów na poniesienie ewentualnych konsekwencji przejęcia interesu, aczkolwiek sam nie zdązył jeszcze zrobić niczego niezgodnego z prawem, nie jest podejrzany o cokolwiek. Nawet zdradza Obregonowi szyfr do sejfu z dokumentami. W pewnym momencie Obregon mówi "Zapewne jedyne, co ma pan teraz przed oczami, to jej spojrzenie, po tym jak pan ją spoliczkował". I mówi Johnny'emu, że Gilda nigdy nie zdradziła ani jego ani Mundsone'a. Zapewne policja prowadząc śledztwo w sprawie szemranych kontaktów MUndsone'a, śledziła także osoby z otoczenia, stąd Obregon ma informacje.

                    Z powodu śledztwa kasyno zostaje zamknięte. Krzesła stoją poskładane, pusto jest, a Gilda siedzi przy barze i rozmawia z barmanem. Johnny osiągnąwszy masę krytyczną w swojej złości, po rozmowie i informacjach od Obregona, schodzi na dół, aby przeprosić Gildę. Wie że ona zaraz wyjeżdza, i znienacka prosi ją "Zabierz mnie ze sobą". Ona mu wybacza, barman gratuluje mu "pierwszy raz zachował się pan z klasą", Johnyy i Gilda już padają sobie w objęcia, kiedy Johnny zauważa charakterystyczny ruch rolet w oknie pokoju, w ktorym biuro miał Mundsone.

                    Yes. MUndsone powrócił. Schodzi schodkami w dół, w czarnym płaszczu, jak mściciel. OBwinia Johnny'ego o to, że zabrał mu jego własność, nie tylko kasyno i interesy, ale i Gildę. Zapowiada, że zabije ich oboje. Wyciąga swoją laskę, która po złamaniu zamienia się w dzidę. Idzie wolno w ich kierunku, ale wtedy do akcji włącza się barman i strzela Mundsone'owi w plecy. Dodatkowo oferma przebija sie swoim własnym oszczepem.

                    Johnny chce uciekać z Gildą, ale pojawia się zaalarmowany wystrzałem Obregon. Stwierdza śmierć Mundsone'a. JOhnny chce wziąć winę na siebie, mówi ze to on strzelił. Wyszlachetniał w trymiga. Ale Obregon nie ma zamiaru żadnego postępowania wytaczać. Powiada, że formalnie MUndsone zginął w wypadku lotniczym i nie ma potrzeby zmieniać tej wersji. Ma już wszystkie papiery, dokumenty... sprawa jest więc zakończona. Johnny o nic nie jest formalnie oskarżony, zatem...

                    ... w ostatnim akcie JOhnny i Gilda oppuszczają kasyno "aby zacząć od nowa, w innym miejscu".

                    Siostrze nie dorównam, nie to serce do tej epoki w dziejach kina :} - no i ten mój styl pijanego mistrza... -, ale mam nadzieję, że dało się przebrnąć.

                    Muzyka wspaniała, Rita Hayworth już legendarna, no i ten wdzięk, styl i charm ekranowy, którego nie sposób słowami uchwycić. Mistrzostwo :]




                    • siostra_bronte Re: "Gilda" by POlsat [2] 03.01.14, 14:27
                      Dzięki, Greku. Znakomity opis, naprawdę nie zrobiłabym tego lepiej :)

                      Obejrzałam tylko początek, film jednak kończył się za późno jak dla mnie.

                      Ciekawy jest ten trójkąt: Mundsone, Johnny i Gilda, wcale nie taki oczywisty :) No i Rita Hayworth, sama klasyka.

                      Co do zakończenia, to chyba trochę happy end na siłę. Chociaż przyszłość tej pary nie zapowiada się optymistycznie.

                      Jeszcze raz dzięki :)
                      • siostra_bronte Re: "Gilda" by POlsat [2] 03.01.14, 14:35
                        Świetna jest pierwsza scena z Gildą. Najpierw widzimy burzę włosów, potem dopiero jej twarz. To się nazywa "wejście"!
                        • grek.grek Re: "Gilda" by POlsat [2] 03.01.14, 16:17
                          doskonale wychwyciłaś, Siostro.

                          pamiętasz, w "Skazanych na Shawshank" jest scena, kiedy w więziennym kinie
                          wyświetlana jest "GIlda" i własnie podczas tej sceny cała sala podrywa się z miejsc,
                          a Red kręci głową z uśmiechem i mówi "ona jest niesamowita", czy coś takiego :]
                          • pani_lovett Re: "Gilda" by POlsat [2] 03.01.14, 17:28
                            A potem plakat z piękną Ritą Hayworth z "Gildy" przeszmuglowany do więzienia zawisł w celi Andy'ego Dufresne'a.

                            moviesandphilosophynow.blogspot.com/2013/12/the-shawshank-dedemption-and-hope-for.html
                            • siostra_bronte Re: "Gilda" by POlsat [2] 03.01.14, 17:41
                              Dzięki :)
                              • pani_lovett Re: "Gilda" by POlsat [2] 04.01.14, 17:47
                                :)
                      • grek.grek Re: "Gilda" by POlsat [2] 03.01.14, 16:15
                        no i co ja mam powiedzieć... :]
                        dzięki !

                        fakt, skończył się przed trzecią.
                        3 albo 4 duże przerwy reklamowe były.

                        yes, ciekawa relacja, ile wariantów motywacji do pozostawiania w
                        związku; interesowało mnie, czy Mundsone wyczuwał jakąs chemię między
                        Gildą, a Johnnym, na co wskazywałoby jego stwierdzenie, że "nienawiść w
                        takim natężeniu jest niezwykle podniecająca", z drugiej strony - jakoś tego
                        wątku nie drążył.

                        miłosno-nienawistna akcja między Gildą i Johnnym, to już w ogóle psychologia
                        pokręcona, a jednocześnie all natural ;]

                        ja myślę, że jednak finał dobrze wróży.
                        oni oboje doszli już do ściany w tej wojnie i jesli się nie pozabijali, to znaczy że
                        będą żyli :]
                        • siostra_bronte Re: "Gilda" by POlsat [2] 03.01.14, 16:20
                          Nie ma za co :)

                          No właśnie, bez bloków reklamowych dałoby się jeszcze obejrzeć.

                          Zgadza się. Powiem więcej, między wierszami to ja czuję chemię także między Mundsonem i Johnnym :)

                          Hehe, może i masz rację :)
                          • grek.grek Re: "Gilda" by POlsat [2] 04.01.14, 17:09
                            o, wątek gejowski zakamuflowany ? :]
                            ciekawa uwaga.
                            przyznam, że chyba za bardzo skupiłem się na głównej relacji damsko-męskiej,
                            ale kto wie, może jakieś prowokacyjne nuty rzeczywiście były poukrywane tu i ówdzie.
                    • pepsic Re: "Gilda" by POlsat [2] 04.01.14, 19:36
                      Zanim zabiorę się do czytania podzielę się ciekawostką, a mianowicie impreza sylwestrowa, w której uczestniczyłam została zainaugurowana słynną sceną z "Gildy" z Ritą Hayworth i rękawiczką w roli głównej.
                      • pani_lovett Re: "Gilda" by POlsat [2] 04.01.14, 19:57
                        pepsic napisała:

                        > Zanim zabiorę się do czytania podzielę się ciekawostką, a mianowicie impreza sy
                        > lwestrowa, w której uczestniczyłam została zainaugurowana słynną sceną z "Gildy
                        > " z Ritą Hayworth i rękawiczką w roli głównej.

                        Oooooo! Gdzie/ kto tak pięknie i oryginalnie rozpoczął imprezę? Zazdroszczę okrutnie udziału takiej imprezy sylwestrowej! (czy to było teraz, w tym roku, który właśnie minął?)
                        • pepsic Re: "Gilda" by POlsat [2] 04.01.14, 20:21
                          W klubie muzycznym w wielkim mieście, choć nie tym największym i najważniejszym, gdzie mieszkają nasze miłe koleżanki. Of course, mowa o przełomie roku 2013/2014 :))
                          • pani_lovett Re: "Gilda" by POlsat [2] 06.01.14, 16:10
                            O! Fantastycznie! :) A w tym klubie muzycznym mieliście jeszcze jakieś inne atrakcje w postaci np. koncertu, występów czy była to sama zabawa sylwestrowa? A gdzieś Ty wypatrzyła taki fajny pomysł sylwestrowy?
                            • pepsic Re: "Gilda" by POlsat [2] 06.01.14, 17:26
                              Tamtejsi bywalcy nas ściągnęli. Atrakcją była pani baronowa, kobieta 80+ w czarnych szyfonach, pod którymi prześwitywała obcisła mini spódniczka i czerwony stanik! Na parkiecie brylowała do samego rana. Poza tym proza życia, znaczy sylwestra., muzyka do 12 nudnawa, same Suzanny etc, udobruchano mnie dopiero po północy 2 kawałkami Led Zeppelin.
                      • siostra_bronte Re: "Gilda" by POlsat [2] 04.01.14, 20:56
                        Super :)
        • pepsic Re: "Czerwone pantofelki" (2) 04.01.14, 18:36
          A nie jest czasem tak, że wina leży pośrodku, a współmałżonkowie nie chcą pójść na kompromis i każdy chce postawić na swoim ? Julian stawia ultimatum. Vicky upiera się na super balet.

          Śliczny tytuł, dzieki Siostro:))
          • siostra_bronte Re: "Czerwone pantofelki" (2) 04.01.14, 18:39
            Dziękuję :)
          • pani_lovett Re: "Czerwone pantofelki" (2) 04.01.14, 18:46
            pepsic napisała:

            Grek poniekąd o tym mówił. Tylko że sztuka to zazdrosna kochanka, nie znosi konkurencji. A oni wszyscy artyści.
            • pepsic Re: "Czerwone pantofelki" (2) 04.01.14, 18:58
              Julian nie kazał jej rzucać kariery, tylko zmianę teatru na mniej renomowany, aby mieć żonę przy sobie. Chyba po to ludzie sie pobierają i składają przysięgę przed ołtarzem, żeby razem żyć.

              Moim zdaniem wszystko zależy od charakteru, od chęci dogadania się bądź postawienia na swoim niezależnie od zawodu.
              • grek.grek Re: "Czerwone pantofelki" (2) 05.01.14, 16:17
                hehe, jego powody ważniejsze by miałby być od jej powodów ? :]

                a dlaczego to on miałby sie nie poświęcić dla niej ?

                "jedność", bycie-razem, można realizować w rózny sposób.
                o ile Vicky podąża za marzeniem i pasją, o tyle pobudki męża są wysoce
                przyziemne i egoistyczne.

                czy miłość ma polegać na ucinaniu czyjegoś marzenia, czy na schlebianiu
                czyjejś potrzebie posiadania ? :]
                • pepsic Re: "Czerwone pantofelki" (2) 05.01.14, 19:00
                  Chyba tak sie dogadali podejmując decyzję o ślubie i wspólnym wyjeździe. Jadą tam, gdzie Julian ma pracę, jednocześnie Vicky rezygnuje z wielkiej kariery na rzecz mniejszej za to u jego boku. To ona zmieniła reguły gry w jej trakcie. Jasne, ze jej wolno, jednak zauważ, żadne z nich nie poszło na kompromis, nawet nikt nie próbował, czyli wina leży pośrodku.

                  Co jest egoistycznego w tym, że ktoś chce mieć bliską osobę przy sobie, tak zwyczajnie fizycznie, i chce na nią móc spoglądać i chwalić się otoczeniu?

                  Oczywiście można, tylko że rozłąka nie sprzyja żadnemu związkowi na dłuższą metę, co widać na przykładnie wyjazdów młodych do Wlk. Brytanii.
                  • grek.grek Re: "Czerwone pantofelki" (2) 06.01.14, 14:33
                    ja, po prostu, stawiam wyżej jej marzenia od jego prozaicznej pretensji :]

                    wiesz, trwałośc związku leży w głowach ludzi.
                    tęsknota może go spajać, a nawet ożywiać, w sposób równie dobry jak
                    stała współobecność, której niebezpieczeństwem jest rutynizacja związku,
                    wpędzenie w koleiny codziennej szarości i mdłego przyzwyczajenia, w którym
                    zaczyna to przypominać już relację siostrzano-braterską, ze smutną dziurą po
                    dawnej namiętności.
                    • pani_lovett Re: "Czerwone pantofelki" (2) 06.01.14, 15:59
                      grek.grek napisał:

                      > tęsknota może go spajać, a nawet ożywiać, w sposób równie dobry jak
                      > stała współobecność,

                      Ale to niesłychanie trudne ...
                      • pepsic Re: "Czerwone pantofelki" (2) 06.01.14, 17:35
                        Ale to niesłychanie trudne ...
                        i bolesne.
                    • pepsic Re: "Czerwone pantofelki" (2) 06.01.14, 17:35
                      To, o czym piszesz, raczej, jeśli w ogóle odnosi się do związku przechodzonego i monotonnego, a nawet bym zaryzykowała ledwo ciepłego, a nie do początku wspólnej drogi życia, kiedymłodzi małżonkowie tak naprawdę jeszcze się sobą nie nacieszyli.



              • pani_lovett Re: "Czerwone pantofelki" (2) 06.01.14, 14:08
                Pepsic napisała:

                > Julian nie kazał jej rzucać kariery, tylko zmianę teatru na mniej renomowany
                > , aby mieć żonę przy sobie.

                Tylko, że wybór tej drogi w praktyce oznaczałby dla tancerki koniec wielkiej kariery, możliwości rozwoju, osiągnięcia wyżyn artyzmu i zmarnowanie wielkiego talentu. Czyż nie powiedziano w Piśmie św., że jest grzechem marnowanie talentu danego od Boga?

                Grek napisał:

                >o ile Vicky podąża za marzeniem i pasją, o tyle pobudki męża są wysoce
                >przyziemne i egoistyczne.

                To nie tak. Mąż, sam artysta i kompozytor, wie, że sztuka, zwłaszcza tego rodzaju jak balet, wymaga całkowitego oddania. Trzeba poświęcić cały czas na ćwiczenie, próby, przygotowania, potem w końcu występy, wielomiesięczne tournee po świecie i tak przez wiele lat. Gdzie tu miejsce na życie rodzinne, codzienne przyziemne sprawy, kłopoty, trud zajmowania się dzieci? To małżeństwo w praktyce by nie istniało.

                Mąż zostawia więc Vicky, by sama, nie naciskana podjęła decyzję, jaką podpowiada jej serce.

                Vicky, kochając taniec, kochając męża, pragnąc rodziny, stoi przed wyborem jak w tragedii antycznej.


                • grek.grek Re: "Czerwone pantofelki" (2) 06.01.14, 14:40
                  ja myślę, że jest tego miejsca aż nadto :]

                  codzienne bycie razem z jednej strony : buduje relację, ale z drugiej... prowadzi do
                  zmęczenia, do odarcia drugiej osoby z tajemnicy, która jest atrakcyjna. nie ma
                  tęsknoty budującej uczucie. nie ma namiętności spotkania po okresie niewidzenia się.

                  nawet największy frykas jedzony codziennie powszednieje i pospolityzuje się.

                  mąz jest krótkowzroczny.
                  nie analizuje sytuacji i nie przykłada do tego miarki Vicky.
                  dowodzi to, że jej nie zna, nie docenia jej wrażliwości.

                  jak to jest, że my, czytając - widzimy tragedię i dramat w jakim miota się
                  bohaterka, a [ofk, mówimy o fikcyjnych postaciach, ale jednak] mąż tego nie
                  dostrzega i nie przewiduje do czego może to doprowadzić ?
                  • pani_lovett Re: "Czerwone pantofelki" (2) 06.01.14, 15:57
                    grek.grek napisał:

                    > ja myślę, że jest tego miejsca aż nadto :]

                    A ja jestem zdania, że w tym szczególnym przypadku nie ma miejsca na jedno i drugie, zwłaszcza w czasach, w których żyła Vicky , kiedy artyści zupełnie inaczej pojmowali wielką sztukę (jako powołanie itd.).

                    Wchodzimy w świat filmu jak w prawdziwy, traktujemy osoby bohaterów jakby były prawdziwymi osobami...

                    Gdyby mąż narzucił się, został z Vicky i Borysem, zadręczyłby dziewczynę pretensjami o to, że za mało z nim przebywa, że zaniedbuje jego i jego potrzeby, że odebrała mu pasje. Albo to raczej ona by się dręczyła wyrzutami sumienia, że zaniedbuje męża i jego potrzeby, że odebrała mu pasje, a to mogło by zniszczyć wrażliwą psychikę artystki.

                    Gdyby z kolei Julian zmusił ją do wyjazdu ze sobą i do przyjęcia pracy w prowincjonalnym teatrze, Vicky z wielkim prawdopodobieństwem obwiniałaby potem męża o zmarnowanie swojego daru, wielkiego talentu, o poczucie niespełnienia.

                    Mąż doskonale zdaje sobie z tego wsztskiego sprawę , dlatego odchodzi i zostawia Vicky, by sama podjęła decyzję, co jest dla niej najważniejsze. A może po prostu jest przekonanay, że Vicky już zdecydowała, że wybrała sztukę, karierę.


                    > codzienne bycie razem z jednej strony : buduje relację, ale z drugiej... prowa
                    > dzi do zmęczenia, do odarcia drugiej osoby z tajemnicy, która jest atrakcyjna. nie ma
                    > tęsknoty budującej uczucie. nie ma namiętności spotkania po okresie niewidzenia się.

                    Zgadzam się poniekąd. :)
                    • pani_lovett Re: "Czerwone pantofelki" (2) 06.01.14, 16:33
                      A może po pr
                      > ostu jest przekonanay, że Vicky już zdecydowała, że wybrała sztukę, karierę.


                      W takim razie nie doceniałby wrażliwości Vicky, tak, poniekąd masz rację.
                      Aczkolwiek myślę, że Julian musi pozostawić ostateczną decyzję w rękach Vicky. A tu nie ma dobrego wyboru.
    • pani_lovett Mad Man V sezon startuje w TVPKultura dziś o 21:10 02.01.14, 19:42
      Nowiutki, nie śmigany V sezon "Mad Man" startuje dzisiaj w TVPKultura!
      To ci niespodzianka! :)
      • pani_lovett Re: Mad Man V sezon startuje w TVPKultura dziś o 03.01.14, 00:15
        Ten Don to jednak skurczybyk.

        Nowa żona, świetna dziewczyna inteligentna, mądra, wykształcona i co najważniejsze śliczna i dobra Megan, postanowiła w tajemnicy przed Donem urządzić przyjęcie-niespodziankę z okazji jego 40 urodzin. Zaprosiła więc znajomych głównie z agencji, zorganizowała kapelę, która przygrywała podczas przyjęcia, wodzireja - czarnoskórego geja! I inne tam potrzebne rzeczy. Niespodziankę popsuł w ostatniej chwili Roger z żoną, którzy spóźnili się na imprezę.
        Don widząc ich stojących przed drzwiami, domyślił się, co się święci.

        W trakcie imprezy dogryzł mu jeden z młodszych kolegów, rzucając aluzją do wieku. Don cały czas był lekko skwaszony, choć nie dał tego po sobie poznać. No może raz , kiedy powiedział wszystkim dobranoc, co ludzie uznali za żart. Bo w momencie , kiedy się on mówił gościom "dobranoc", Megan oznajmiła, że nadeszła pora na prezent dla Dona! I posadziła solenizanta na krześle na samym środku wielkiego salonu. Wszyscy z zaciekawieniem spoglądali, co się będzie działo. A Megan, w krótkiej czarnej sukieneczce wzięła do ręki mikrofon i zaczęła śpiewać po francusku (zazizzaziza ...) , dodając bardzo udaną, zalotną choreografię.

        Roger wpatrzony w śpiewającą Megan szepnął do swojej ślicznej żony: "Dlaczego ty tak nie śpiewasz?" Śliczna żona zaraz mu odpaliła: "A dlaczego ty nie wyglądasz jak Don?"

        Po imprezie Don zmęczony padł na łóżko. Po chwili do sypialni przyszła do niego uśmiechnięta Megan , usiadła koło niego na łóżku. Don otworzył oczy i surowym głosem oznajmił jej, że "nie powinna marnować pieniędzy na takie przyjęcia". Megan na to z uśmiechem odpowiedziała, że przecież ma swoje pieniądze, więc może wydawać, na co chce. Don ciągnął dalej, lodowatym tonem zarzucił Megan, że urodziny prawdziwe miał pół roku wcześniej, i że on nie lubi być w sytuacji, kiedy stawia się go w centrum, że go upokorzyła. Na koniec oznajmił, ze idzie spać, a ona może sobie robić, co chce.
        Te słowa zabolały mocno Megan, uśmiech zniknął jej z ust. Wyszła z sypialni i udała się na wielki taras , tam stanęła w zamyśleniu ...

        A jeszcze dwa dni, dzień wcześniej szczebiotali jak dwa gołąbki ...
        • pani_lovett Re: Mad Man V sezon startuje w TVPKultura odc. 1 04.01.14, 17:09
          Przygotowany przez Peggy oryginalny pomysł na reklamę telewizyjną fasolki z puszki w jakimś czerwonym sosie nie spodobał się klientowi. Peggy wymyśliła "balet fasolek". Otóż fasolki pokazane w dużym zbliżeniu, co było nowością w tych czasach, miały wypadać (zapewne w zwolnionym tempie) z puszki wprost do talerza. Widok ten (wraz z odpowiednim dżinglem) miały, działać na zmysły smakowe konsumentów, pobudzać apetyt na tę właśnie fasolkę.
          Klient , szef filmy, stwierdził, że taka reklama negatywnie skojarzyła by się widowni z ... wojną (w Wietnamie), krwią, itd. Peggy próbowała jeszcze przekonywać do swojego pomysłu, bezskutecznie.
          • pepsic Re: Mad Man V sezon startuje w TVPKultura odc. 1 04.01.14, 19:02
            Jak tylko skończą sie zawirowania świąteczno-noworoczno-trzejkrolowe to zabieram sie do MM, bo zdaje sie nadal trzymają poziom.
            • pani_lovett Re: Mad Man V sezon startuje w TVPKultura odc. 1 04.01.14, 20:05
              Zdecydowanie nowy sezon MM trzyma poziom, wciąga. Bardzo zachęcam. :)

              Ruda urodziła dziecko Rogera. Mąż jeszcze nic nie wie, bo jest w Wietnamie. Ruda chce koniecznie wrócić do pracy, jej matka, która jej pomaga przy dziecku, nie jest zachwycona tym pomysłem ...
              • pepsic Re: Mad Man V sezon startuje w TVPKultura odc. 1 04.01.14, 20:23
                Ale sie porobiło! A przynajmniej wiedział, że małżonka przy nadziei?
                • pani_lovett Re: Mad Man V sezon startuje w TVPKultura odc. 1 06.01.14, 14:10
                  Otóż! :)
                  Tak, mąż wiedział, że Joann spodziewa się dziecka, ale nie wie, że to nie jest jego dziecko.
    • siostra_bronte "Sherlock" s.3 02.01.14, 21:02
      Widziałam w internecie pierwszy odcinek. Co prawda nie zrozumiałam połowy dialogów, ale to co zobaczyłam mi wystarczyło. Niestety, duuże rozczarowanie. Aż się boję co będzie dalej. Angazetko, widziałaś?
      • grek.grek Re: "Sherlock" s.3 03.01.14, 16:08
        może za pierwszym razem wyszło słabiej, a za drugim okaże się, że jednak
        nie jest tak źle ? :] nie ma co ukrywac, że ostrzę sobie zęby na Twoje kolejne
        odciniki "Sherlocka" :] I pewnie nie tylko ja, jest nas spora zgraja, hehe.
        • siostra_bronte Re: "Sherlock" s.3 03.01.14, 16:16
          Ech, Greku, jestem naprawdę rozczarowana...
          • grek.grek Re: "Sherlock" s.3 03.01.14, 16:20
            www.youtube.com/watch?v=ROyFFYNhFnQ
            "...of Sherlock" :]
            • siostra_bronte Re: "Sherlock" s.3 03.01.14, 16:21
              O Boże, nie znoszę tej piosenki :)
          • pani_lovett Re: "Sherlock" s.3 03.01.14, 17:09
            siostra_bronte napisał(a):

            > Ech, Greku, jestem naprawdę rozczarowana...

            O!?
            • siostra_bronte Re: "Sherlock" s.3 03.01.14, 17:39
              Barbasiu, spodziewałam się zupełnie czegoś innego. Ten odcinek jest przeładowany, akcja pędzi na łeb na szyję, sceny zmieniają się jak w kalejdoskopie, aż trudno nadążyć. W efekcie brak jest napięcia, fabuła się rozłazi się w różnych kierunkach. Niepotrzebnie ogrywa się temat jak Sherlock upozorował swoją śmierć. Widzimy kilka kolejnych wersji, na początku jest to zabawne, potem denerwuje: "wiemy, ale nie powiemy". W ogóle za dużo tu gry z oczekiwaniami fanów. Do tego brak głębszych emocji, co kontekście dramatycznego zakończenia drugiej serii jest po prostu psychologicznie niewiarygodne. Twórcy serialu to co się stało przed dwoma laty obracają w żarty (różnych lotów), jakby nic się nie stało. Nie oczekiwałam dramatu psychologicznego, ale naprawdę to nie działa. Jakbym oglądała jakiś inny serial. Wielka szkoda. Uff, ulżyło mi...
              • pani_lovett Re: "Sherlock" s.3 04.01.14, 15:13
                Teraz rozumiem, i się nie dziwię, dzięki. :)
      • pepsic Siostro, piszą o Twoim Sherlocku! 10.01.14, 19:46
        W dzisiejszym dodatku telewizyjnym do GW zamieszczony jest tekst poświęcony nowej serii "Sherlocka", tudzież rozmowa (nota bene nic nie wnosząca) z odtwórcą słynnego detektywa. Zarówno pani recenzentka niejaka Kamila Mróz oraz Benedict Cumberbatch zachwycają się niepomiernie nowym dokonaniem filmowym, w tym rozwiązaniem zagadki śmierci Holmesa. Nie wiem dlaczego, że jakoś Tobie bardziej wierzę:)
        • siostra_bronte Re: Siostro, piszą o Twoim Sherlocku! 10.01.14, 19:57
          Dzięki. No niestety, ja jestem bardzo rozczarowana, zresztą opinie krytyków też są mieszane. Miło mi, że wierzysz w moją wersję :)
          • pani_lovett Re: Siostro, piszą o Twoim Sherlocku! 10.01.14, 23:43
            W Daily Mailu też krytycznie : "Irritating, soppy and, worst of all, boring... " (Jim Shelley)

            www.dailymail.co.uk/tvshowbiz/article-2534247/Irritating-soppy-worst-boring-Sherlock-turned-cross-Carry-On-Doctor-Watson-Doctor-Who-grown-ups-Jim-Shelley.html


            • siostra_bronte Re: Siostro, piszą o Twoim Sherlocku! 11.01.14, 00:05
              Dzięki, Barbasiu. Niestety, podpisuję się :(
    • maniaczytania hmm, 03.01.14, 13:08
      chyba jestesmy bardzo popularni ;) podobno poznaje sie to po tym, ze pojawia sie 'fan' ;)))
      • grek.grek Re: hmm, 03.01.14, 14:06
        cały rocznik nam odświeżył, ale go musiało przypilić ;]]
        • siostra_bronte Re: hmm, 03.01.14, 14:07
          Hehe.
        • pani_lovett Re: hmm, 03.01.14, 16:30
          Ha,ha,ha! :))

          Za dużo wolnego czasu!
      • pepsic Re: hmm, 04.01.14, 19:21
        Czego spodziewać sie po kimś z taką sygnaturka;(
    • grek.grek "Goniec [Kuryer]" [rosyjski'86] via Kultura 04.01.14, 13:38
      Odczytałem ten film, jako próbe sportretowania pokolenia rosyjskich nastolatków,
      kończących szkoły średnie i próbujących okreslić swoje cele w dorosłym życiu.
      Portet mało budujący, pokazujący ludzi zagubionych i mało kreatywnych.

      Bohaterem jest Iwan, chłopak w tym własnie momencie zawieszenia życiowego :
      skończył liceum [czy jakąs inną średnią szkołę] i staje przed pytaniem : a teraz CO ?

      W jego życiu zachodzi wazna zmiana : rozwodzą się rodzice. Ojciec, z młodą laską,
      wyjeżdza do Afryki, a Iwan zostaje z matką [nauczycielką] w dotyczasowym mieszkaniu.
      Trzeba przyznać, że cała akcja odbywa się z klasą, żadnych wojen, żadnego tłuczenia
      zastawy stołowej na głowach. Ojciec spieszy nawet z chusteczką do nosa dla matki, której
      się zrobiło zbyt gorąco na sercu z okazji rozejścia. Potem przedstawia Iwanowi swoją
      nową kobietę, oboje są mili, Iwan też. Ot, cywilizowani ludzie.

      Iwan nie jest głupkiem, jest wręcz błyskotliwie inteligentny, ale jednocześnie nie
      roi sobie planów życiowych, które by dorastały do jego możliwości. Całymi dniami włóczy się
      z kolegami po ogromnym wyrobisku [klimatyczne !] za miastem, a posadę dla siebie
      widzi w warzywniaku osiedlowym. Dlaczego tam ? Bo blisko domu. A poza tym, " i tak go wezmą do woja", więc po co się zbytecznie rozwijać z jakimiś wielkimi zamierzeniami. Czy łatwo polubić Iwana ? Z jednej strony tak, bo się nie napina i zyje niczym Jamajczyk z wiecznie dymiącym cybuchem w twarzy, a z drugiej - jest jakiś taki rozlazły, wszystkomuwisi, i tak naprawdę nie ma w nim energii, a i spontaniczności jest niewiele.

      Matka - początkowo, wieczorami przeżywająca rozstanie z ojcem Iwana; Iwan próbuje ją stawiac do pionu grożąc podpaleniem domu [kończy się na nieudolnym podpalenu paru gazet], ale i zdarza im się w końcu śpiewać razem, przy akompaniamancie gitary Iwana - załatwia mu
      posadę gońca w redakcji jakiejś gazety. Iwan wypełnia CV przy jakimś starszym faceciku. KUrde, co on tam wypisuje, to głowa mała. Tworzy jakąs własną powieść science fiction, poczynając od tego, ze "Urodził się w w 1446 roku...", poprzez szereg imion i nazwisk łamiących język i destruujących grdykę, aż po załamkę tego, który to musi czytać. Kolejny rys charakterologiczny pokolenia : jajcarstwo i oczywista ściema a'la Wiktor Pielewin, tyle że u niego czemuś to służy, a u nich służy samemu sobie.

      Musi to być gazeta o niewielkim nakładzie, bo jej redakcję stanowi dwoje ludzi : szef z wąsami i sekretarka bez wąsów. Luzacy. A siedziba tejże gazety, to jeden duzy pokój zawalony ksiązkami, ułozonymi byle jak pod oknami i na starej szafie oraz wystrojony plakatami. Iwan głównie siedzi w wyliniałym fotelu i przerzuca jakieś czasopisma albo ksiazki. Sekretarka ględzi, szef też ględzi, rozmawiają sobie o d,pie Maryni, a od czasu do czasu jest jakaś robota dla Iwana. Gazeta ta zajmuje się drukowaniem artykułów zaprzyjaźnionych autorów, m.in profesora Kuzniecowa, do którego pewnego popołudnia zostaje wysłany Iwan. Po jakiś materiał do publikacji.

      U profesora Iwan poznaje Katję, jego córkę. Zaczyna tam bywać. Najpierw z przyczyn zawodowych. Już przy pierwszej okazji lekko irytuje profesora swoją bezczelnościa. Przy drugiej - przegina.

      Zona profesora zaprasza go do stołu. Akurat mają obiad. No i przy tym stole profesor zaczyna go wypytywac, co Iwan zamierza robić w życiu. Ot, profesor dopadł młodziaka, więc protrekcjonalnie go próbuje wykorzystać do popisania się wykładem o 'współczesnym pokoleniu nieudaczników". Iwan daje się wpuścić, powiada, w swoim czilautowym stylu, że tak naprawdę chciałby "mieć fajne auto, willę, pieniądze i malo pracować". Profesor łapie piłkę podaną na piękny smecz i dawaj perorować o "pokoleniu nieudaczników". Strofuje, przy żonie córce i matce, Iwana wyładając mu, że powinien mieć marzenia, iśc na studia, zdobywać zaszczyty. Iwan słucha tego w spokoju, a potem odpowiada mu mniej więcej tak : "Już wiem, co zrobię... Oczaruję pańską córkę, ożenię się z nia, a potem : studia ? teśc załatwi, przecież nie chce pan źle dla swojej córki, prawda ? Potem załatwi pan swojemu zięciowi jakąś pracę na uniwersytecie ? Wykorzysta pan swoje układy i układziki, żeby ustawić mnie w naszym wspólnym z pańską córką życiu". Profesor dostaje szajby i wyrzuca Iwana za drzwi [scena zabawna]. Za Iwanem wychodzi Katja, cała roześmiana, i powiada że zaimponował jej sposobem w jaki utarł nosa przemądrzałemu ojczulkowi. Lepiej - akcja Iwana spodobała się innym członkom familiji. Katja przez telefon mówi mu "Uznali, że jesteś prawdziwym oryginałem".

      Niebawem Iwan umawia się z Katją. Ona przychodzi, on czeka. Ona : co robimy ? On : nie wiem... pocałujmy się. Ona : po co się ze mną umawiałes ? On : żeby się całować. [przecież to jest kapitalne w swojej prostocie, że też ja nigdy na taki tekst nie wpadłem, hahaha ;)]. Ona próbuje odejśc, ale Iwan ja zatrzymuje. Włóczą się po okolicy, aż wreszcie trafiają do kawairni, gdzie siedzą znajomi Iwana. Ot, siedzą, palą, sączą, ktoś opowie kiepski kawał... siedzą... Potem Katja i Iwan przenoszą się do mieszkania, gdzie czas spędzają jej znajomi. I tak samo nic się nie dzieje, bo wszyscy oglądają jakiś film karate i palą papierosy, jakby oglądali conajmniej Nową Falę. Iwan próbuje się przed nimi popisywać swoim sznytem ulicznym, którego nie posiada - wypija dwa flakony perfum i resztę wieczora spędza w łazience. Matka pyta o to, czy spotyka się z dziewczyną jakąś. Iwan odpowiada, że owszem, jest bogata, "z rodu Rothshildów". Kolejna bajka, i matka to wie, ale jest to po prostu komiczne.

      Iwan, jako "zajmujący oryginał", jest zapraszany do Kuzniecowów, na kolacje przy których odbywają się dyskusje śmietanki towarzyskiej miasta na temat "jakie to młode pokolenie jest głupie". Jeden facet rwie resztki włosów z głowy, bo "jego syn pije mleko zagęszczone, zamiast normalnego, i to przez dziurę w puszce !". To tylko pretekst do rozmowy o niezdolności porozumienia młodych ze starymi, w której ostatni głos będzie nalezał do Katji, manifestującej swoją niechęc zarówno do jednych jak i do drugich, a najbardziej do samego dyskutowania, ktore nie prowadzi do żadnych wniosków i jest wyłącznie biciem towarzyskiej piany.

      Któregoś razu, Katja zaprasza go do domu, pod nieobecnośc rodziców. Grają jakieś wariackie improwizacje na dwie ręce na pianinie, kiedy jednak rodzice się pojawiają. Przyglądają się im w milczeniu. Profesor prosi Iwana na cztery oczy do swojego gabinetu. Wykłada mu, że Katja i on to nie jest najlepsze połączenie, że ona ma ambicje, studia, no a Iwan... wiecie... na to Iwan niespodziewanie mówi mu, że "już za późno na pańskie uwagi, bo będziemy mieli dziecko" :]] Oczywiście jest to żart, bo nawet się palcem nawzajem nie dotknęli. Ciąg dalszy zgrywy Iwana. Co najśmieszniejsze, profesor to kupuje. "JUż ? Kiedy ? Aha, no tak...". Iwan wychodzi od Kuzniecowów niemal ze wsparciem duchowym profesora :]

      Katja mówi Iwanowi, że rodzice kupili jego bajkę i już myslą o tym, jak im zorganizować życie. Ale i więcej : "skoro myślą, że mam mieć dziecko, to musimy to dziecko zrobić", powiada Iwanowi, który wyciąga ją z wykładów na uczelni. Tylko jak, skoro oboje przyznają przed sobą szczerze, że nie bardzo wiedzą, co i jak w tej dziedzinie sztuki. I w ogole - gdzie ? :] Na łonie natury - nie bardzo, bo ciągle ktoś przeszkadza, mimo że Katja prowokacyjnie proponuje "zróbmy to tutaj [przy budynku szkoły] i teraz". Mieszkanie kolegi Iwana ? Nie, bo "przyjechała rodzina, stary, jak ja cięzko znoszę tych prowincjuszy" ;]. No to moze... piwnica pod blokiem ? Idą tam. Stoją i patrzą na siebie, jakby tu zacząć... Pojawia się jakiś starszy krzykacz i wymyślając Katji od "wycieruchów !" wypłasza ich stamtąd. Katja zapłakana ma dośc i krzyczy do Iwana, żeby dał jej spokój.

      Rozstają się, zatem, a potem sprawa się wyjaśnia - nie mająca ochoty dłużej sekundować Iwanowi w tej zabawie, Katja wyznaje rodzicom, że Iwan zrobił im kawał i nie ma żadnej ciązy, a i wspólne życie nie wchodzi w rachubę.

      • grek.grek Re: "Goniec [Kuryer]" [rosyjski'86] via Kultura 04.01.14, 14:00
        W finałowej scenie, Iwan wędruje wieczorową porą po placu obok blokowiska.
        Tutaj młodzi hip hopowcy kręcą brekdensy, tam grają w piłkę, gdzie indziej słuchają
        muzyki, a gdzie indziej stoją i palą papierosy...

        Spotyka swojego przyjaciela. Pyta go "Czegoś byś chciał w życiu ?", na co tamten "Kurtkę. Chciałbym nową kurtkę, bo chłody idą". Iwan ściąga więc własną
        kurtkę z grzbietu i daje mu ją w prezencie "Załóż ją sobie. I zacznij myślec o czymś...
        bardziej wzniosłym". Naprawdę tak uważa ? Czy to tylko kolejny żart dowcipnisia ?
        A potem widzi niewiele starszego od siebie chłopaka w mundurze wojskowym. Prawą
        stronę twarzy ma w bliznach [nie jakichś strasznych, ale widocznych]. Może jakiś weteran
        z Afganistanu albo z Kaukazu ? Wymieniają długie spojrzenie.

        I taka to historia :]

        Rocznik 86.
        MOże więc nie tylko diagnozuje sytuację młodziezy rosyjskiej w tamtym momencie, ale
        antycypuje to, co nastąpi w jej świadomości za parę lat. A może jeszcze inaczej, pokazuje
        społeczeństwo rosyjskie w momencie zmiany ustrojowej, wyuczona latami komunizmu
        bezradność i brak aspiracji maskujące się młodzieńczą kpiną i łagodnym cynizmem. Gdzieś
        indziej powstają fortuny zdobyte na złodziejskiej prywatyzacji narodowego majątku i wywłaszczeniach, a tutaj młodziez powiada : ja nie mamz tą rzeczywistością nic wspólnego.

        Zapomniałem uzupełnić : w tej kolacyjnej dyspucie u Kuzniecowów, na pytanie faceta panikującego, ze "jego syn pije mleko prosto z puszki, robiąc w niej dziury palcem" -i wreszcie zadaje pytanie "czego chcecie, wy młodzi ?", Katja odpowiada "Wie pan, czego ja chcę ? Chc ę być piękna i podobac się wszystkim mężczyznom, i chcę mieć czerwone drogie auto, a na siedzeniu obok torebkę i pieska". I wstaje od stołu. Oni są zmęczeni tym nagabywaniem, nie wiedzą czego "MAJĄ chcieć", więc podają na tzw. odwal się takie "marzenia", które zirytują pytających, sprowokują ich, zaszokują niskim poziomem i powtarzalnością. To bunt, ale bunt z którego nic nie wynika. "dajcie mi spokój, bo sam nie wie, co dalej" - to jest imię tego buntu.

        trailera nie widzę, więc kilka scen, żebyście mogli się zorientować w estetyce :
        www.youtube.com/watch?v=Lj-vhNSo6MI
        www.youtube.com/watch?v=tOEns66PG-k
        www.youtube.com/watch?v=PbSKoXujvc
        • siostra_bronte Re: "Goniec [Kuryer]" [rosyjski'86] via Kultura 04.01.14, 15:12
          Dzięki, Greku :)

          Już czuję klimat tego filmu dzięki Twojemu opisowi :) Iwan jest chyba trochę wkurzający?

          Kino radzieckie nawet w Kulturze to rzadkość. Co to się stało? Linki niestety nie działają.
          • grek.grek Re: "Goniec [Kuryer]" [rosyjski'86] via Kultura 04.01.14, 16:47
            dzięki :]

            Iwan bywa wkurzający, ale i jest zabawny, może za 15 lat zostanie Wiktorem Pielewinem własnie, ma ciekawą zdolnośc improwizacyjnego fantazjowania, wkręcania ludzi i lekki stosunek do świata.

            o, spróbuję jeszcze raz.
          • grek.grek Re: "Goniec [Kuryer]" [rosyjski'86] via Kultura 04.01.14, 16:50
            tu jest pełna wersja, moze jeszcze jej nie usunięto :} :
            www.youtube.com/watch?v=QSc3uk8Q5w4
          • pepsic Re: "Goniec [Kuryer]" [rosyjski'86] via Kultura 04.01.14, 18:48
            Iwan jest chyba trochę wkurzający?
            Jest, ale fajnie wygląda i fajnie gra:)
            Ps. Kiedyś w tvp kultura przez jakiś okres w każde piątki leciały rosyjskie filmy, ale to było dawno i nieprawda:(
        • pani_lovett Re: "Goniec [Kuryer]" / "Amerykański gangster" 04.01.14, 16:40
          Rozterki u progu dojrzałości, dylematy jaką obrać drogę życiową to uniwersalny temat .

          Katja odpowia
          > da "Wie pan, czego ja chcę ? Chc ę być piękna i podobac się wszystkim mężczyzno
          > m, i chcę mieć czerwone drogie auto, a na siedzeniu obok torebkę i pieska".

          To marzenie, tu pewnie z ironia wypowiedziane, w dzisiejszych czasach stało się bardzo powszechne. ;)

          A ja zatęskniłam za dobrym filmem kryminalnym i oglądałam trochę "Amerykańskiego gangstera" w reż. Ridleya Scotta. To autentyczna historia narkotykowego króla Harlemu z lat 70. Franka Lukasa (w tej roli świetny Denzel Washington), niebezpieczny typ, na którego tropie jest policjant Riche Roberts (Russel Crowe), na wskroś uczciwy i nie biorący łapówek (oddał nawet milion dolców w nieznaczonych banknotach, które ), aczkolwiek mający słabość do kobiet ("dziwek, striptizerek i innych, w tym gronie jest też pani prawnik, którą zatrudnił do prowadzenia sprawy), co wypomina mu wściekła żona podczas rozprawy o odebranie Richemu praw do opieki nad synem.
          Obejrzałabym całość , gdyby nie późna pora.
          • pani_lovett Re: "Goniec [Kuryer]" / "Amerykański gangster" 04.01.14, 16:42
            Zatęskniłam za czasami, kiedy zasypywałeś nas opowieściami kryminalnymi . ;)
          • grek.grek Re: "Goniec [Kuryer]" / "Amerykański gangster" 04.01.14, 16:54
            yes :]
            wydaje mi sie, że ciekawy jest moment, w którym nie tyle Iwan, co Rosja
            jest na granicy dwóch światów : kończy się komunizm, zaczyna się przejście do...
            no własnie - do czego ? Jak nazwać, to w co przepoczwarzył się Związek Radziecki ?
            za tym dowcipem i lekkim cynizmem Iwana i innych młodziaków, kryje się jednak
            niepokój i niepewność : co z nami sie stanie ?

            o, szkoda że nie dokończyłaś tego filmu, brzmi ciekawie :]
            • pani_lovett Re: "Goniec [Kuryer]" / "Amerykański gangster" 04.01.14, 17:19
              Tak. Może to nawet jest najważniejsze w tej opowieści. :)

              Dotrwałam do godziny 0:30 , kiedy pojawił się kolejny blok reklamowy, poszłam spać (film miał się skończyć o 1:30). Oglądało się świetnie. Co znaczy dobry reżyser. Dużo się działo, ale był oddech w tej opowieści .
              • maniaczytania "Amerykański gangster" 04.01.14, 21:07
                to genialny film! Ogladalam go kiedys w kinie, a wczoraj po raz drugi. I znowu bardzo mi sie podobal. Obydwaj aktorzy w rolach glownych wspaniali, ale i duzo 'perelek' na drugim planie.

                Greku - koniecznie musisz go zobaczyc, bardzo jestem ciekawa Twoich wrazen.
                • grek.grek Re: "Amerykański gangster" 05.01.14, 16:06
                  hoho :]
                  będę więc wypatrywał powtórki, co by zadośćuczynić Twojej ciekawości.
                  a i własnej też, hehe.
                • pepsic Re: "Amerykański gangster" 06.01.14, 17:40
                  Również czuje się zachęcona.
      • pani_lovett Re: "Goniec [Kuryer]" [rosyjski'86] via Kultura OT 04.01.14, 16:44
        grek.grek napisał:
        >On : żeby się całować. [przecież to jest kapitalne w swojej prostocie, że też ja nigdy na taki >tekst nie wpadłem, hahaha ;)]

        Wykorzystasz tekst przy najbliższej okazji.
        • grek.grek Re: "Goniec [Kuryer]" [rosyjski'86] via Kultura O 06.01.14, 14:43
          prorokujesz mi drugą młodość ? ;]]
          • pani_lovett Re: "Goniec [Kuryer]" [rosyjski'86] via Kultura O 07.01.14, 23:00
            grek.grek napisał:

            > prorokujesz mi drugą młodość ? ;]]

            W ubiegłym roku, ew. jeszcze rok wcześniej po długich dochodzeniach ustaliliśmy , że jesteś wciąż młodym człowiekiem. Czy coś się zmieniło od tego czasu albo zaszło nieoczekiwanego?
            :)
            • grek.grek Re: "Goniec [Kuryer]" [rosyjski'86] via Kultura O 08.01.14, 15:06
              haha, dzięki ! :]

              czy ja wiem... chyba nie zaszło nic nieoczekiwanego.
              nadal młodnieję ;]]
              • pani_lovett Re: "Goniec [Kuryer]" [rosyjski'86] via Kultura O 08.01.14, 16:29
                Ha,ha,ha!

                O! Nasz polski Benjamin Button! :)

                • grek.grek Re: "Goniec [Kuryer]" [rosyjski'86] via Kultura O 12.01.14, 15:53
                  żeby nie powiedzieć Ibisz Krzysztof ;]
            • pepsic Re: "Goniec [Kuryer]" [rosyjski'86] via Kultura O 08.01.14, 20:09
              Bardzo przepraszam, ja nie prowadzę żadnych dochodzeń;)
              • pani_lovett Re: "Goniec [Kuryer]" [rosyjski'86] via Kultura O 09.01.14, 17:30
                He,he, he!

                No tak, to tylko ja bawię się czasem w porucznika Columbo. ;))

                (wróciwszy)
                Przepraszam, zapomniałam zapytać, jak Pani ma imię? ;)
                • pepsic Re: "Goniec [Kuryer]" [rosyjski'86] via Kultura O 09.01.14, 21:20
                  :))
    • grek.grek "Ludzkie dzieci" i inne premiery weekendowe 04.01.14, 14:32
      może najpierw o tych premierach :]
      dzisiaj 22:20 w TVP1 [i jutro/w poniedziałek o 1:00] polski "Chrzest", bardzo dobrze przyjęty w Gdyni. z opisu : moralitet w oprawie polskiego przaśnego gangsteryzmu.

      a w niedzielę w Kulturze "Wymyk" [20:20] z Więckiewiczem, również zbierający świetne
      recenzje - historyja faceta, który stchórzył i nie pomógł bratu, który interweniował przeciw chuliganom i został przez nich wyrzucony z pędzącego pociągu, a teraz targaja nim wyrzuty sumienia.

      "Ludzkie dzieci [Children of Men]" dziabnąłem nocą i wydaje mi się, że coś tu zawiodło, ale na razie nie wiem CO :] Reżyserem jest Alfonso Cuaron [pan od "GRawitacji"], scenariusz pisało siedem osób :}, na ekranie śmigają Clive Owen, JUlianne Moore [przez pewien czas, ale za to z poświęceniem], na krotki, ale ciekawy epizod z postacia starszego jegomościa-ekscentryka [jak najbardziej pozytywna zbitka słów] dał się namówić nawet Michael Caine [ciekawe, czy od razu go poznacie, hehe]. Akcja osadzona jest w Wielkiej Brytanii przyszłości, gdzie krajem wstrząsają podziały społeczne i rewolty, władza chce zrobić porządzek z imigrantami, a oni się buntują, co sprawia ze cały kraj tańczy na beczce prochu, a lont juz się kopci i za chwilę odpali. Na dodatek, coś się porobiło i przestały się rodzić dzieci. Światem wstrząsa informacja, ze zmarł najmłodszy człowiek, 18-latek, który dzięki swojej metrykalnej wyjątkowości dorobił się statusu celebryty.

      Faron [Owen] jest rozwiedziony, pracuje dla administracji państwowej. Pewnego dnia kontaktuje się z nim [w sposób wysoce oryginalny :)] jego była żona [Julianne], od paru lat terrorystka walcząca przeciw rządowi. Prosi go o pomoc w zdobyciu wizy wyjazdowej z Anglii dla pewnej kobiety. Jest to kobieta szczegolnego znaczenia, o czym później się Faron przekona i osobiście zadba o nią, co nie będzie łatwe, bo czyha na nią [z okazji jej niezwyczajności] organizacja, która widzi w jej wyjątkowości szansę na porwanie ludzi do walki przeciw władzy.

      Akcja niby jest. Przesłanie jest. Aktorzy są. Doskonale odmalowana Wielka Brytfania czasów apokalipsy, przez którą peregrynują dzielni bohaterowie. Są momenty ciekawe, a i nawet patetyczne : np. scena, kiedy pani Wyjątkowa schodzi schodami, a walczący rebelianci i wojska rządowe w zdumieniu odkładają broń, a zaraz potem, gdy znika, naparzają się dalej. Jest facet imieniem Syd, menda pierwszej klasy, sprzedajna hiena - , mówiący o sobie w trzeciej osobie :] Jest świetna postać Caine'a. Jest świetna scena, kiedy Faron odkrywa tajemnicę eskortowanej kobiety. Jest cała ta przemiana jaka w nim zachodzi, od sceptyka i cynika, który robi swoje i generalnie wisi mu reszta, az do gościa zaangażowanego w ratowanie świata. Jest to dobrze nakręcone.

      A jednak jakoś mi czegoś brakowało.Moze jakiejś szczypty błyskotliwości ?

      MOże mi powiecie kiedy obejrzycie sami ? :] [TVP1, 20:20 dzisiaj]
      ewentualnie, przekonacie mnie, że wszystko jest należy :]
      • siostra_bronte Re: "Ludzkie dzieci" i inne premiery weekendowe 04.01.14, 15:17
        Jakoś nie chce mi się oglądać tego filmu :)
      • pani_lovett i "Ciekawy przypadek Benjamina Buttona" w TVN! 04.01.14, 15:29
        który nakłada się pechowo na oba filmy w TVP1 "Ludzkie dzieci" i "Chrzest".
        Film Davida Finchera z 2008 roku z Bradem Pittem i Kate Blanchett. Opowieść o przemijaniu i o tym jak trudno się z nim pogodzić, pisze Bartosz Węglarczyk w Gazecie Telewizyjnej.


        :)

        • siostra_bronte Re: i "Ciekawy przypadek Benjamina Buttona" w TVN 04.01.14, 15:37
          Też wypatrzyłam, ale to kolubryna trwająca aż do 23.30. Nie mam cierpliwości do tak długich filmów. No i w tv4 o 20.00 jeszcze "JFK", do którego podchodziłam parę razy, ale zawsze kończył się grubo po północy, więc nie udało mi się go obejrzeć w całości.
          • pani_lovett Re: i "Ciekawy przypadek Benjamina Buttona" w TVN 04.01.14, 15:59
            Niestety. Nie dość , że film długi, to jeszcze będzie mnóstwo reklam.

            Od dawna chciałam zobaczyć ten film,
            właściwie to mam go w domu, ale miałam okazji go obejrzeć! Nie chciało mi się samej oglądać...
            ;)
        • grek.grek ... i jeszcze dużo więcej :]] 04.01.14, 16:32
          "Jerry Maguire" w Polsacie, "JFK" w TV4, "Życie na podsłuchu" w Kulturze :]
          dwa pierwsze od 20:00, ostatni od 20:20
          • pani_lovett Re: ... i jeszcze dużo więcej :]] 04.01.14, 18:45
            A tak. Mam tu pod ręką Gazetę Telewizyjną...

            "Jerry Maguire" - "godzi w mit szczęśliwego , osiągającego wyłącznie sukcesy amerykańskiego yuppie" pisze JSZ w GT

            Lubię ten film z Tomem Cruisem i Renee Zellweger.

            "Życie na podsłuchu" - świetna rzecz.

            "JFK" - jak Bronte, musiałabym kiedyś porządnie obejrzeć.


            Greku, jutro mnie nie będzie na Forum.
            Przyjemnej niedzieli zatem życzę Tobie, Wszystkim.
            I do zobaczenia w świąteczny poniedziałek.
            • grek.grek Re: ... i jeszcze dużo więcej :]] 05.01.14, 16:23
              baw się dobrze, Barbasiu :]

              cała bateriya [bateria - orkiestra składająca się z donośnych bębnów na których bębnią
              bębniarze w rozbębnionym pochodzie szkół samby podczas karnawału w Rio; hehe] dobrych filmów wczoraj. Postawiłem na "Chrzest", ale i "JFK" kiedyś bym chciał... o własnie, jak Ty - "porządnie obejrzeć" :]
              • pani_lovett Re: ... i jeszcze dużo więcej :]] 06.01.14, 14:20
                Bez Twojego/ Waszego gadania? ;)

                Dziękuję Greku, było miło wczoraj.

                >Postawiłem na "Chrzest"
                Ja też . I chciałam właśnie kilka słowo tym filmie napisać.
                "Ludzkie dzieci" też obejrzałam, choć nie przepadam za maratonami filmowymi.
                • grek.grek Re: ... i jeszcze dużo więcej :]] 06.01.14, 14:59
                  świetnie :]

                  orajt, "Chrzest" - do obgadania :]

                  • pani_lovett Re: ... i jeszcze dużo więcej :]] 06.01.14, 15:03
                    Zdecydowanie wolę jak Ty zaczynasz... :}
                    Ale pozwolisz, że tym razem ja zacznę o "Chrzcie"?
                    Ho,ho! Samą siebie teraz zadziwiłam. ;)


                    Ale zdenerwowałam na ten film...
                    • grek.grek Re: ... i jeszcze dużo więcej :]] 06.01.14, 17:14
                      hehe :]

                      jasne, z przyjemnością "pozwalam ;)" :]

                      [niezła zapowiedź]
                    • pepsic "Chrzest" - zatem czekamy na wrażenia 06.01.14, 18:48
                      No właśnie, jakaś dziwna cisza zapadła po "Chrzeście". Na mój gust w filmie zabrakło atrakcyjnej estetyki i hollywoodzkiej kolorystyki, aby załagodzić nadmierny naturalizm i surowość oraz ... drugiego Więckiewicza.

                      Ps. Gdzie dwóch sie bije, tam trzeci korzysta;) Wybaczycie falstart?
                      • grek.grek Re: "Chrzest" - zatem czekamy na wrażenia 07.01.14, 15:24
                        haha, "wybaczamy" ;]]

                        mnie się wydaje, że aktorzy byli dobrzy, zwłaszcza Woronowicz jako gangster z trzeciej ligi.
                        ciekawe, że rezyser nie oparł się wtrąceniu sceny, w której bezwzględny oprawca zasiada do wytwornej kolacyjki z rodzinką i jest tatusiem na pełny etat.
                        jakoś mi zgrzyta ciągłe podkreślanie tego dualizmu, w którym bandyta jest jednocześnie rodzinnym facetem. mozna by znaleźć jakiś inny koncept na "uciekawienie" jego postaci.

                        estetyka istotnie dośc surowa, a i charaktery bohaterów jakos się nie rozwinęły.
                        ci bohaterowie wirowali wokół dramatu jednego z nich, zabrakło pogłębienia ich osobowości. nie wiem : jakos obojętni byli, trudno było zająć stanowisko wobec nich.

                        ciekawe, że jeden oddaje drugiemu swoją żonę i dziecko, nie pytając nawet żony o zgodę. Tak jakby jego firma, dom, zona i dziecko to był jakiś pakiet kontrolny, który bierze się hurtem, w którym wszystkie elementy mają równe znaczenie. wyszła z tego jakaś pochwała tępego patriarchalizmu pod płaszczykiem historii "nawróconego bandyty, który dba o swoich bliskich". tylko czekałem aż główny bohater spiknie żonę i kolegę w łózku, niczym rasowy wiejski parzyciel.

                        swoją drogą, gdyby uknuł taką intrygę i jakoś sprytnie ją realizował, to by z tego powstał film ciekawszy. np. mógłby pokazowo zdradzić żonę, żeby go znienawidziła i sama rzuciła się w objęcia kolegi. w ten sposób, bohater umierałby ze splamioną opinią, ale tylko on wiedziałby o tym, że zrobił to dla dobra żony, a zatem przeżywałby wewnętrzny dramat. a tak, przez tydzień rozczula się nad sobą i mimo że aktor Zieliński ma prawidłowo ściśnięte pośladki, a gangster i jego banda są odmalowani bardzo wyraziście i sugerująco w kontekście spodziewanego finału, to jednak gdzieś tam w środku brakuje trochę psychologicznej i behawioralnej atrakcyjności tej całej opowieści.

                        [Barbasiu, przepraszam że i zabrałem Ci wstęp, jakoś tak wyszło; czekam/czekamy na Twoja recenzję, no i na to co Cie tak wkurzyło w tym filmie :)]




                        • siostra_bronte Re: "Chrzest" - zatem czekamy na wrażenia 07.01.14, 15:32
                          To ja się wtrącę :) Gdybym obejrzała ten film, to na pewno wkurzyłby mnie wątek żony potraktowanej jako mebel.
                        • pepsic Re: "Chrzest" - zatem czekamy na wrażenia 07.01.14, 18:58
                          Widać pan reżyser Wrona ma jakowąś obsesję, co do przedmiotowego traktowania kobiet, co było już widać w filmie "Moja krew".
                      • pani_lovett Re: "Chrzest" - zatem czekamy na wrażenia 07.01.14, 22:55
                        pepsic napisała:
                        >No właśnie, jakaś dziwna cisza zapadła po "Chrzeście".

                        "Chrzeście", czy raczej "Chrzcie"?
                        Hyhyhy :)))
                        Pomyłka czy żart?
                        Nie gniewaj się, Pepsic, że się chichram. Mnie się też tak raz pomyślało, ale natychmiast się skorygowałam.

                        > Ps. Gdzie dwóch sie bije, tam trzeci korzysta;) Wybaczycie falstart?

                        He,he,he! Pewnie, że wybaczymy! :)

                        Wylewają się tu z Was komentarze jak rzadko. ;)
                        • grek.grek Re: "Chrzest" - zatem czekamy na wrażenia 08.01.14, 14:42
                          swoją drogą, ciekawe co by było jakbyśmy jechali w jednym wątku od
                          1 volume "Ojeja" :]]
                          ciekawe, czy istnieje jakaś bariera ilości komentarzy w jednym wątku, hehe ?
                        • pepsic Re: "Chrzest" - zatem czekamy na wrażenia 08.01.14, 20:15
                          Ewidentny mój błąd, nawet nie zauważyłam!
                          Swoja drogą Grek to prawdziwy dżentelmen, nawet nie pisnął:)
                          • grek.grek Re: "Chrzest" - zatem czekamy na wrażenia 09.01.14, 14:59
                            piszczenie słabo mi wychodzi ;]]
        • pepsic Re: i "Ciekawy przypadek Benjamina Buttona" w TVN 06.01.14, 18:38
          Czytałam kiedyś w "Kobiecie i Życiu" (takim anachronicznym babskim czytadle sprzed wieku) opowiadanie, w którym świeżo urodzony staruszek sukcesywnie zamienia się w coraz bardziej dziarskiego niemowlaka aż do zupełnego zniknięcia. Zawsze zastanawiałam sę, czy autorzy filmu to samo opowiadanie czytali;) A propos, oglądał ktoś "Ciekawy przypadek B.Buttona"? Mi 5 minut wystarczyło, aby się zniechęcić do tej prawdziwie amerykańskiej produkcji. Poza tym nie przepadam za nadmiernymi charakteryzacjami, gdzie nie wiem, jak się starać czuć sztuczność.
          • grek.grek Re: i "Ciekawy przypadek Benjamina Buttona" w TVN 09.01.14, 15:01
            ja się dopiero zbieram na odwagę, żeby obejrzeć ;]
          • pani_lovett Re: i "Ciekawy przypadek Benjamina Buttona" w TVN 09.01.14, 17:24
            pepsic napisała:

            > Czytałam kiedyś w "Kobiecie i Życiu" (takim anachronicznym babskim czytadle spr
            > zed wieku) opowiadanie, w którym świeżo urodzony staruszek sukcesywnie zamienia
            > się w coraz bardziej dziarskiego niemowlaka aż do zupełnego zniknięcia. Zawsze
            > zastanawiałam sę, czy autorzy filmu to samo opowiadanie czytali;)

            Podejrzewam, że to samo czytaliście. "Ciekawy przypadek ..." to adaptacja krótkiego opowiadania Francisa Scotta Fitzgeralda (autora "Wielkiego Gatsby'ego") opublikowanego w 1922 roku pod tym samym tytułem.
            • siostra_bronte Re: i "Ciekawy przypadek Benjamina Buttona" w TVN 09.01.14, 17:44
              Prasa tzw. kobieca, drukująca opowiadanie Fitzgeralda! Gdzie te czasy...
              • pani_lovett Re: i "Ciekawy przypadek Benjamina Buttona" w TVN 09.01.14, 17:59
                Prawda! :)
      • pepsic Re: "Ludzkie dzieci" i inne premiery weekendowe 04.01.14, 18:10
        Bardzo polecam "Wymyk" z tematem na czasie. Zwróćcie uwagę na scenę w kościele genialnie i solowo zagraną przez Więckiewicza.

        Dzisiaj nastawiam się na "Chrzest".
        • pani_lovett Re: "Ludzkie dzieci" i inne premiery weekendowe 04.01.14, 18:35
          pepsic napisała:

          > Bardzo polecam "Wymyk" z tematem na czasie. Zwróćcie uwagę na scenę w kościele
          > genialnie i solowo zagraną przez Więckiewicza.

          Świetnie.

          > Dzisiaj nastawiam się na "Chrzest".

          To ja też tak zrobię.

          "Benjamina Buttona" obejrzę później.
          • siostra_bronte Re: "Ludzkie dzieci" i inne premiery weekendowe 04.01.14, 18:37
            Nareszcie jakiś znak życia :)
            • siostra_bronte Re: "Ludzkie dzieci" i inne premiery weekendowe 04.01.14, 18:40
              Miałam na myśli znak życia od Pepsic :)
              • pepsic Re: "Ludzkie dzieci" i inne premiery weekendowe 04.01.14, 18:50
                Domyśliłam się:))
              • pani_lovett Re: "Ludzkie dzieci" i inne premiery weekendowe 04.01.14, 18:51
                Tak, zrozumiałam.

                Właśnie! Wreszcie Pepsic się odezwała.

                Tym razem nie ja jestem winna ;) . Pepsic zapowiadała w jednym z wcześniejszych postów, że ma ważne zobowiązania i będzie miała bardzo zajęty styczeń.

                Tym bardziej doceniamy , żeś jednak wpadał na chwilę, Pepsic.
                • pepsic Re: "Ludzkie dzieci" i inne premiery weekendowe 04.01.14, 19:28
                  Barbaro, nigdy nie byłaś winna. Czasami trzeba się zdystansować, a czasami życie przymusza.
                  • pani_lovett Re: "Ludzkie dzieci" i inne premiery weekendowe 04.01.14, 19:55
                    Dziękuję, że tak myślisz!


                    :)
        • grek.grek Re: "Ludzkie dzieci" i inne premiery weekendowe 05.01.14, 16:25
          yes, dzisiaj puszczają.
          tym razem "Krew..." z ripleja będę chwytać [1:55].

          ciekaw jestem, jak Wy wybierzecie, hehe ?
          chyba że zarzuciliście oglądanie tego serialu i macie wolną rękę;
          ewentualnie, nie jesteście nastawieni roszczeniowo ;]]
          • pani_lovett "Wymyk" / "Krew z krwi" odc. 6 06.01.14, 16:19


            Oczywiście, że nie zrezygnowałam z oglądania serialu "Krew z krwi" , choć wczoraj wybrałam "Wymyk" / chyba już jutro się dopiszę/.
            Ale dziś wieczorem będę nadrabiać zaległości i oglądać 6. odcinek Kzk.

            :)
            • grek.grek Re: "Wymyk" / "Krew z krwi" odc. 6 06.01.14, 17:12
              ja oglądałem "Krew" nocą :]

              przygotuj się na dużo akcji, nerwowego aż go histerii Stefana - który popełnia błąd za błędem i próbuje je jakoś odkręcić, zabawno-dziwaczną sytuację między córką Carmen, a jej porywaczem [scena w aptece]; Carmen przezyje trudne momenty [akcja z kontenerem, akcja z tirem], policaj z CBŚ dozna apopleksji [nie dziwię mu się], a finałowa scena będzie zgoła zaskakująca, co moze zwiastować problemy dla Carmen i to bardzo poważne.
              udanej projekcji, Pani L. :]
              • pepsic Re: "Wymyk" / "Krew z krwi" odc. 6 06.01.14, 18:31
                Swoją drogą śmieszne, że w dzisiejszym świecie bez tabu faceci tak mocno przeżywają zakup podpasek i ... prezerwatyw, kobiety z kolei... testów ciążowych;) Bobrowski tą sceną zrehabilitował się w moich oczach.. W ogóle cała końcówka, na którą sie przełączyłam po "Wymyku" była udana.

                Jedna uwaga socjologiczna. Na pewno pamiętacie serial "Ekstradycja" i Kondrata jako komisarza Halskiego. Pada w nim tylko jedno brzydkie słowo (na "k"), bo było embargo, bo godzina 20.00. Zauważcie, ile bluzgów pada w KzK? Jest różnica, prawda?
                • grek.grek Re: "Wymyk" / "Krew z krwi" odc. 6 07.01.14, 15:06
                  był kiedyś taki dowcip z pikantną puentą.

                  facet przychodzi do apteki : jest dużo ludzi, staje w kolejce, kiedy ekspedientka pyta, on cichutko "prosi o prezerwatywy", babka nie słyszy, więc głośno prosi żeby pwotórzył, on jeszcze bardziej zawstydzony nieco głośniej powtarza "proszę prezerwatywy", na co ona głośno się upewnia "prezerwatytywy, tak ?", facet juz płonie ze wstydu, babka krzyczy na całą aptekę "Zuza, przynieśc paczkę prezerwatyw dla pana"; zapada cisza, wreszcie facet nie wytrzymuje i wrzeszczy na całą aptekę "tak !!! ludzie ! ide się pier..lić !!!" :]

                  celna uwaga.
                  jest postęp w tej materii.
                  no i zagłuszarki są eliminowane.
                  pamiętam, że w Pitbullu, gdzie też nie brakowało grubych wyrazów - sprytnie je 'zamalowywano" : np. ktoś mowił "k...", a w tym momencie drugi szurał krzesłem albo chrząkał albo następowało jakies stuknięcie, w ten sposób osiągano efekt bez używania znaczącego "piiii!".
                  takie chytrusy :]
                  ale to telewizyjny anachronizm dzisiaj, nawet w Ameryce, gdzie na ulicy nikt nie przeklina, lecą popularne seriale, w których wulgaryzmy robią za ozdobniki, przymiotniki i przysłówki z zaimkami.
                  dobrze że TVP nie udaje już... Greka i nie przeszkadza w oglądaniu i słuchaniu filmu, a język serialowy przypomina życie, a nie salę uniwerystecką :}


                  • pepsic Re: "Wymyk" / "Krew z krwi" odc. 6 07.01.14, 19:00
                    He, he, desperat:)
      • pani_lovett Re: "Ludzkie dzieci" i inne premiery weekendowe 05.01.14, 00:55
        > A jednak jakoś mi czegoś brakowało.Moze jakiejś szczypty błyskotliwości ?
        >
        > MOże mi powiecie kiedy obejrzycie sami ? :] [TVP1, 20:20 dzisiaj]
        > ewentualnie, przekonacie mnie, że wszystko jest należy :]

        Nudne to było niestety ...
    • grek.grek "Ja gorę !" ["Opowieści niezwykłe"] PL'67 05.01.14, 12:20
      Kolejna z uroczych nowel niesamowitych.

      www.youtube.com/watch?v=oDJTlSiqQs4
      Tym razem literata w jego mieszkaniu odwiedza duch XVII-wiecznego polskiego zubożałego szlachcica, niejakiego Pogorzelskiego. Literat uprzejmie częstuje go winem, proponuje miejsce w wygodnym fotelu, a potem gośc opowiada mu historię swojego udręczenia i tragicznej śmierci.

      Pewnego dnia wezwal go na swoje pokoje zaprzyjaźniony biskup i zlecił misję - wyremontowanie starego zamku, gdzieś na prowincji, celem uczynienia z niego letniej rezydencji dla kościelnego wielmoży.

      Pogorzelski udaje się na miejsce. Zamek od lat stoi pusty i pozamykany, ale miejscowi wieśniacy twierdzą, że nocami dzieją się tam rzeczy, o jakich się fizjologom nie śniło. Jęki i wrzaski aż we wsi całej słychać. Pogorzelski, po szlachecku zawadiacki, wymyśla im od "ciemniaków", każe otworzyć podwoje zamczyska i natychmiast zacząć prace przygotowawcze.

      Już pierwszego wieczora Pogorzelski ma kontakt trzeciego stopnia z duchem. Słyszy wyraźny głos "Panie POgorzelski, ja gorę !". Oczywiście, truchleje, ale zaraz zbiera się w sobie i pyta wiejskiego chłopca, który mu posługuje - czy to on coś mówił, wychodząc z pokoju. Chłopiec na to, że moze i coś mówił, ale nie pamięta już dokładnie co. Pogorzelski tłumaczy więc sobie całą tajemnicę - niefrasobliwym, gadatliwym chłopakiem i specyficzną akustyką zamkowych korytarzy.

      To jednak dopiero początek katuszy poczciwego szlachetki. Od tej pory, za cokolwiek się złapie słyszy głos Wladysława Hańczy, który [przekomicznym] kulturalnym oznajmująco-karcącym głosem informuje go "Panie POgorzelski, ja gorę !".

      Pogorzelski chce się napić wina, a tutaj rozlega się napomnienie "Panie Pogorzelski, pan sobie winka nalewasz, a ja gorę !". Gość jest zdumiony.

      Pogorzelski próbuje uwieść dziewczynę na sianie, obiecuje jej korale z miasta przywieźć - i świetnie mu idzie, kiedy nagle słyszy "Panie Pogorzelski, pan tu dziewczyne chcesz... ekhmm, pan tu jej obiecujesz korale, a ja gorę !". Facet zaczyna się denerwować.

      Pogorzelskiego boli więc głowa. Prosi chłopca-lokaja o lek. Na to duch "Pan tu sobie leki ordynujesz, panie Pogorzelski, a ja gorę !" :]] No to już krew może człowieka zalać. Ale za to przynajmniej ma świadka, że prześladuje go mara nieczysta.

      Zrozpaczony jedzie do biskupa i skarży się, że jest molestowany. Cokolwiek nie uczyni, modlitwa poranna, śniadanie, dłubanie w nosie czy wciąganie laczków na nogi - słyszy ciągle jeden tekst "Pan tu sobie... a ja gorę !". Biskup słucha tego coraz bardziej zniecierpliwiony, próbuje delikatnie zbyć Pogorzelskiego, napominać że może duch probuje go przywoływac do pionu grzechy, ale ten jest uparty,powiada że przy duchu "grzeszyć nie sposób, bo obrzydza", w dodatku powołuje się na świadków. "Jakbym to tylko ja sam, to uznałbym siebie za wariata i po sprawie, ale słyszeli to także inni". Co gorsza, duch łazi za nim wszędzie. Nie trzyma się tylko zamku.

      Biskup dochodzi do wniosku, że duch pokutujący domaga się mszy za swoją duszę. Przyjeżdza zatem do zamku i odprawia nabożeństwo. Ornaty, szaty, procesja, chóralne pieśni, gromadzi się cała wioska, obowiązkowo z czapami w garściach ;]

      I nagle duch się odzywa "Panie Pogorzelski, pan tu sobie biskupa wzywasz, żeby msze odprawiał, a ja gorę !" :]]. "Wy tu sobie Boga chwalicie, a ja gorę" :]]Załamka. Wieśniacy w zabobonnym lęku, a biskup pyta ducha "kto ty jesteś ?". Głos odpowiada "BYłem właścielem tego zamku".

      Biskup strzela się dłonią w czoło, "no tak, to ten stary dureń Zatorski". Duch przeklętego za życia szlachcica. Teraz odsiaduje zapewne karę w piekle, klimatyzację mu wyłączyli i nachodzi normalnych ludzi. Pogorzelski prosi o jakąś interwencję, bo perspektywa życia z wiecznie nawijającym ten sam tekst duchem u boku, wydaje się mało atrakcyjna.

      Biskup wykręca się, że na profesjonalne załatwienie sprawy trzeba by uruchomienia biurokracji zahaczającej o Rzym, no ale wobec próśb szlachcica w potrzebie... rokazuje duchowi zostawić Pogorzelskiego w spokoju. A duch "Pan pani Pogorzelski i pana biskup chcecie mnie wykopsać z interesu, a ja gorę ! ja gorę !" :]]

      Teraz akcja przenosi się z powrotem do mieszkania literata, gdzie Pogorzelski wyznaje, iż po 2 latach nieustannego zamęczania przez "ja gorę !" - kojfnął. Ale duch nie odpuścił. Po śmierci tez za nim sie pęta i powtarza mu to co zawsze : "Pan panie Pogorzelski w grobie sobie wygodnie leżysz, a ja gorę !".

      Literat pyta Pogorzelskiego o powód przeklęcia Zatorskiego za życia. Ten odpowiada "Zabił narzeczonego córki... czy córkę żywcem zamurował w ścianie zamku ?... jakiś taki banał" :]]

      Biedny Pogorzelski wyznaje, że złozył nawet śluby czystości, by ducha oddalić,i od kiedy duch zaczął go prześladować, aż do śmierci - winka nie sączył, trawki nie popalał, na dziewczyny nawet nie patrzył... i co - i nic. Wszystko na nic. Zmarnowałem życie, powiada Pogorzelski, a co gorsza : jakbym używał, to może po śmierci sam bym trafił do piekła i dałbym mi wreszcie święty spokój. Skoro duch w piekle "gore", to jakby i Pogorzelski tam był, to jakby duch do niego gadał ? "Pan gorzesz, a ja tu gorę" ? Bezsens :]]

      Dzwoni telefon. Odbiera literat, w słuchawce głos Zatorskiego :] "Dobry wieczór, czy moge prosić pana Pogorzelskiego do telefonu ?". Literat oddaje słuchawkę szlachcicowi, a duch "Panie Pogorzelski, pan tu gitarę zawracasz panu literatowi, a ja gorę !". Pogorzelski dostaje korby. Wybiega z mieszkania literata, krzycząc "A niech cię, duchu nieczysty, obys się w piekle smażył do końca świata !". Na co literat "Moze niech pan mu życzy, żeby do Nieba poszedł, wtedy da panu spokój". Ale szlachcic już nie słyszy. Literat rzuca wymowne spojrzenie w kamerę.

      Klasa i mistrzostwo :]
      Jerzy Turek gra POgorzelskiego, z przepisowym wąsem i czupryną szlachetki oraz w takimże kontuszu, głosu duchowi użycza Władysław Hańcza, biskupem jest Jerzy Wasowski, a literatem jak zawsze Kazimierz Rudzki. Reżyseria i scenariusz : Janusz Majewski.

      Przezabawne, skromne, polskie :]





      • siostra_bronte Re: "Ja gorę !" ["Opowieści niezwykłe"] PL'67 05.01.14, 13:56
        Haha! Dzięki, Greku :)

        Widziałam wieki temu. Świetnie, że Kultura powtarza te perełki.
        • grek.grek Re: "Ja gorę !" ["Opowieści niezwykłe"] PL'67 05.01.14, 16:26
          dzięki, Siostro :]

          yes, oby więcej i częściej, za PRLa ohydnego kręcili te nowele [nie tylko
          horroropodobne] całymi hordami.

          • pepsic Re: "Ja gorę !" ["Opowieści niezwykłe"] PL'67 05.01.14, 19:03
            Greku, tandeta i plastik to raczej znak czasów niekoniecznie związany z ustrojem i rozlany po całym świecie, co widać w telewizjach również obcych. Wdiac jest na to popyt.
            • grek.grek Re: "Ja gorę !" ["Opowieści niezwykłe"] PL'67 06.01.14, 14:46
              a ja bym jednak ostrożnie zaryzykował, że za PRL jakoś mniej tego obciachu
              bylo. dzienniki telewizyjne wyczerpywały normę i na filmy i seriale już nie starczało ;]
              • pepsic Re: "Ja gorę !" ["Opowieści niezwykłe"] PL'67 06.01.14, 17:46
                Bardziej chodziło mi o to, że powierzchowna tandeta to znak czasów niekoniecznie związany jakimkolwiek ustrojem, a raczej oczekiwaniami mało wymagającego i mało ambitnego widza.
                • siostra_bronte Re: "Ja gorę !" ["Opowieści niezwykłe"] PL'67 06.01.14, 17:54
                  Technika idzie do przodu, za to ludzie stają się coraz bardziej infantylni, żeby nie powiedzieć: głupsi. Strach pomyśleć co będzie dalej.
    • grek.grek Dexter sez 8 /odc 8 [1] 05.01.14, 13:55
      Podejrzewam, z prawdopobieństwem graniczącym z pewnością, że nie możecie się doczekać na kolejny odcinek ;] Od czego macie mnie ;]

      Zatem, Dexter Morgan, zawodowo grzeczny laborant policyjny, a prywatnie bezwzględny seryjny morderca, znajduje się między młotem, a kowadłem - jest zauroczony Hanną McKay, trucicielką nie gorszą od Lukrecji Borgii, a zarazem w uszach mu dźwięczy wezwanie siostry przyrodniej, Debry Morgan, do zabicia Hanny, która tak sprytnie załatwia swoje ofiary, że nie sposób uzyskać jakichkolwiek dowodów jej winy. Debra jeszcze przed chwilą potępiała i lamentowała nad hobby swojego brata. TEraz jednak, po śmierci coraz bliższego jej sercu pisarza-reportażysty kryminalnego Price'a, ktory zbierał dowody przeciw pani Mc Kay i zapłacił za to głową - nie ma ona wątpliwości : Hannah McKay jest winna minimum 4 zgonów. Musi umrzeć.

      Dexter zdaje sobie sprawozdanie z tego, że kierując się swoim kodeksem killera : powinien zabić Hannę. TYle że odnajduje w niej bratnią duszę, może nawet, po raz pierwszy w życiu : miłośc.

      Spędza u niej noc, a rankiem opowiada mu ona o tym, jak marzyła - jeszcze jako 15-letnia dziewczyna, towarzyszka seryjnego mordercy Randalla - i ciągle chyba marzy o wyjeździe do "Argentyny". Może kiedyś : tak, ale dzisiaj już chyba nie chodzi o państwo. to



      • grek.grek Dexter sez 8 /odc 8 [2] 05.01.14, 14:43
        Argentyna , to raczej synonim czegoś własnego, miejsca, domu, czegoś w najgłębszy sposób osobistego, azylu.

        Dexter nie chce zabić Hanny, ale też nie uśmiecha mu sie otwarta wojna z siostrą. Podczas spotkanie z Debrą, stara sie więc przemówić jej do rozsądku. Odwołuje się do faktu, że jest ona policjantką, i to etyczną, u której wszelkie oszustwo, przekroczenie przepisów wywołuje falę wyrzutów sumienia. Skoro zwykłe kłamstwa i zacieranie śladów, jakich dopuszczała się chroniąc Dextera - brały ją do galopu i wyczerpywały psychicznie, to jak ona sobie poradzi z, de facto, zleceniem zabójstwa ? Debra jest w fazie zdeterminowania, więc jeszcze raz wymienia dowody, jakie Price zgromadził przeciwko Hannie Mc Kay. Znamy je doskonale z poprzednich odcinków. Wiemy, że Hannah otruła Price'a, a Dexter wymazał z jego komputera wszystkie pliki dotyczące zbrodni Hanny.

        Dexter już otwarcie mówi więc, że nie zabije Hanny. Nie zabije, żeby chronić Debrę przed sumieniem, które ją wykończy. Przed popełnieniem życiowego błędu. Chytrus jak cholera :]

        Debra odwiedza Hannę i zachowując się wysoce nieprzyjemnie i bezceremonialnie, komunikuje jej, że wie o niej wszystko [Hannah "Zdziwiłabyś się tym, czego nie wiesz"] i że jej czas jest policzony. OPowiada jej o nagraniu, w którym Hannah [szantażowana przez Price'a] spowiada się ze łzami z morderstwa jakie popełniła 8 lat wcześniej. Hannah tłumaczy Debrze, że owszem, tak było, ale miała wtedy 15 lat i była głupią gęsią. Debra nie może wykorzystać tego nagrania w sądzie, bo Hannah ma prokuratorski immunitet na wszystko, co się stało przed 8 laty, kiedy towarzyszyła serial killerowi Randallowi - powodem jest to, że zgodziła sie wskazać ciała zamordowanych własnie wtedy dwojga ludzi, co przypisywane było Randallowi himself, a tutaj się nagle okazało, że jednak Hannah również maczała w tym palce.

        W tym samym czasie więzienie opuszcza rosyjski [dobra, ukraiński] mafioso, Isaac Sirko, który poluje na Dextera, po tym jak ten zabił jednego z jego bliskich współpracowników. Jest jasne, że nawet mimo policyjnej eskorty, która sledzi go 24 godziny na dobę i to oficjalnie - Isaac będzie się starał dopaść Dextera, przez co ten musi mieć oczy dookoła głowy. Menadżer klubu, będącego przykrywką dla mafijnej działalności Rosjan, próbuje przekonać Isaaca, że ważniejsze są interesy od zabijania jakiegoś leszcza, ale Sirko nie słucha go wcale - to kwestia honorowa.

        Isaac działa szybko. Sprytnie oszukuje śledzących go policjantów [do samochodu, z pełną obstawą, wsiada facet z daleka podobny do niego, więc policja jedzie za nim] i ma wolną rękę. Dopada Dextera, kiedy ten kupuje ciastka w sklepie. Szczęśliwie, w ostatniej chwili Dexter pochyla się po upuszczone coś - i unika kulki. Widzi Isaaca mierzącego z pistoletu przez okno w samochodzie. Kicając jak królik Dexter umyka przed kolejnymi strzałami. Isaac odjeżdza. Z zaplecza wracza sprzedawca, widzi co się stało i pomstuje na porachunki gangów. Kiedy pojawia się policja, ofk z wydziału w ktorym pracuje Dexter, ten z miną niewniątka [jak zawsze] tłumaczy, że pewnie był to jakiś przypadek, "gangi, wiecie sami...".

        Dexter widział, że Isaac strzelał, Debra chce więc aresztować gangusa, ale Dexter powiada "Chcesz żeby zaczął publicznie wyjasniać ZA CO chce mnie zabić ?". Taki areszt nie wchodzi w grę.

        Na domiar złego, Dexter dostaje telefon z Orlando, z którego dowiaduje się, że z powodów obiektywnych [choroba rodziców jego zmarłej żony Rity] zwali mu się na głowę familyja, czyli pasierbica, pasierb i jego własny syn, którzy mieszkali u dziadków. Jest to szczególnie niebezpieczne, bo bezwzględny Isaac może wykorzystać dzieci Dextera jako wabik na niego samego. Jedyna możliwość, aby uniknąc poważnych kłopotów, to ubić gangstera zanim dzieci się pojawią.

        Na wszelki wypadek Dexter uzgadnia z sioostrą, że dzieci zatrzymają się u niej. Przy okazji, niczym tatusiek z reklamy, zwraca Debrze uwagę, że jej dom nie jest dla dzieci środowiskiem przyjaznym, bo : a] trzyma ona w nim broń, b] ma kanały porno w telewizji, c] smieciowe jedzenie w lodówce. Debra zobowiązuje się zatem do usunięcia tych przeszkód.

        Dexter ma dobry pomysł na usunięcie Isaaca : włamuje się do jego mieszkania, żeby się tam zaczaić i ustrzelić kiedy wróci. Ze zdziwieniem Dex zastaje na miejscu... kolumbijskiego skrytobójcę, który równiez czeka na Isaaca, żeby go zabic, tyle że z powodów mafijnych porachunków. Dexter próbuje udawać, ze jest monterem, który ma tutaj zleconą pracę, ale Kolumbijczyk jest na to za cwany. Dochodzi do szarpaniny. Dexter zabija gościa.

        Kiedy Isaac wraca do mieszkania, wraz ze swoich gorylem, zastaje ciało w kałuży krwi. Dzwonią po policję. Ofk, Isaac ma alibi : sama policja śledzi go cały czas, więc wie, ze nie było go wtedy w mieszkaniu. Policyjne śledzie potwierdzają to w całej rozciągłości.

        Najlepsze jest to, że Isaac siedzi wygodnie na kanapie, policja uwija się przy miejscu zbrodni i zwłokach, a ślady bada... Dexter. Isaac wie doskonale, dobra - domyśla się z 99 % pewnością - że to Dexter zabił kolumbijskiego killera. I kiedy Dexter robi oględziny zwłok Isaac dogaduje "No Dexterze, powiedz nam, co o tym sądzisz ?", a kiedy Dexter - "na podstawie śladów krwi i położenia zwłok" hehe - rekonstruuje "możliwy" przenieg wydarzeń, Isaac podsumowuje sarkastycznie "Opowiedziałeś to, jakbyś tu był" :] Świetna scena.

        Przyjeżdza dzieciarnia. Dexter zabiera ich do knajpy, którą własnie zakupił sierżant Batista, ma ona być dla niego motywacją by odejść z policji, po 20 latach służby i "zacząć żyć". Pasierbica, Astor, jest już prawie dorosła panną i kiedy, podczas kłótni jej z bratem, Dexter dowiaduje sie, że dziewoja popala trawkę - bierze ją [razem z Debrą] na umoralniającą pogadankę o szkodliwości nałogu. Dexter tłumaczy jej "Jesli czujesz stres, rozładować możesz go na wiele innych sposobów, zioła są jednym z gorszych". Debra patrzy na niego przez ciemne okulary. Zabawne, Dexter rozładowujący stres zabijaniem, uczy że "zioła nie są dobrym sposobem na poprawienie nastroju" ;]]

        Wieczorem Debra przyznaje Dexterowi, że miał rację - nie mogłaby żyć ze świadomością, że zleciła morderstwo. Dziękuje mu za to, ze uświadomił jej sytuację i, co więcej : że chciał zabić Hannę McKay, ale nie zrobił tego dla dobra ukochanej siostrzyczki :] Kobiecina nie wie jeszcze, że Dexter i Hannah są blisko i że akurat jej dobro miało najmniejsze znaczenie dla Dextera.

        Rankiem Dexter odwiedza Hannę, żeby poinformować ją, że przez parę dni będzie nieuchwytny. Zwierza się jej, że mafioso chce go zabić, co ona przyjmuje z lekkim niedowierzaniem, ale skoro taka jest wersja, to daje Dexterowi kluczyki od swojego samochodu, żeby mógł zmylić tego mafiosa groźnego. Przy okazji, ona zostawia mu całkiem wolną rekę : zadzwonisz po seksie - fajnie, nie zadzwonisz - nie obrażę się, mówisz mi o czymś - ja ci wierzę, choćby dziwnie brzmiało. Pełne zaufanie, pełna otwartość, zero przymusu. Dexter jest nią zauroczony. Żona wymagała żeby byl dobrym ojcem, partnertem i się uspołeczniał, Lila była fanką która włamała się do jego życia, a Lumen oczekiwała pomocy i wsparcia. Hannah jest morderczynią, więc mogą rozmawiać bez ogródek, a do tego jest ona zupełnie nieinwazyjna i bezinteresowna.

        Kiedy na plaży Dexter rozmawia z Astor, która zwierza mu się, że jest samotna i w jakiś sposób nie ma swojego miejsca na świecie, dzwoni Hannah. Zostawiła coś w aucie, ktore dała Dexterowi, chciałby żeby na moment dał jej kluczyki i pozwolił to coś wziąć. Spotykają się na plaży. W pewnym momencie, z daleka słychać jak do Dextera machają dzieciaki, w towarzystwie opiekunki. Hannah patrzy na nich i mówi "No tak, mogłam się domyślić...". Dexter szybko tłumaczy jej, że dziewczyna z dziećmi, to tylko niania, a dzieci... no cóz - to jego dzieci. Przeprasza Hannę, że dotąd nie wyjawił jej, iż ma rodzinę. Nawet nie wie dlaczego, może ze strachu ?














        • pani_lovett Re: Dexter sez 8 /odc 8 [2] 12.01.14, 16:13
          >Dexter już otwarcie mówi więc, że nie zabije Hanny. Nie zabije, żeby chronić Debrę przed s>umieniem, które ją wykończy. Przed popełnieniem życiowego błędu. Chytrus jak cholera :]

          He,he! :)
      • grek.grek Dexter sez 8 /odc 8 [3] 05.01.14, 15:12
        Hannah powiada, że to jego kapitał - nikt nie wie, o jego podwójnym życiu. Ona zaś, już na zawsze zostanie "Hanną McKay, dziewczyną mordercy". Poza tym, miała narzeczonego, miała męża, była w ciąży - może po tym wszystkim dotarło do niej, że rodzina to nie jest jej pomysł na życie i coś, co byłoby dla niej właściwego, może się do tego po prostu "nie nadaje".

        Wieczorem, Dexter ma kolejną rozmowę z Debrą. Zauważa ona kluczyki tajemnicze, Dexter wyjaśnia że to ktoś życzliwy dał mu samochód, żeby Isaac nie mógł go łatwo zauważyć. Debra widzi, że breloczek jest z jakimiś kwiatami, domyśla się, ze ofiarnicą jest Hannah [w końcu zajmuje się ona ogrodnictwem, kwiatami itd, jak wiadomo]. Dexter nie może już dłużej ukrywać, ze jest w zażyłych relacjach z Hanną. Debra dostaje nerwicy - nie może mu wybaczyć, że zadaje się z morderczynią, którą ona sama najchętniej położyłaby trupem na miejscu. "Jesteś w niej zakochany ?", pyta z mieszanką ironii i rozpaczy. I dociera do Debry, że Dexter wcale nie dlatego nie chce zabić Hanny, żeby ocalić siostrzane sumienie - nie chce jej zabić, bo się w niej kocha. Siostrzyczka zaczyna płakać i żąda, żeby Dexter przestał widywać się z Hanną, bo to ją osobiście rani - na co on oczywiście reaguje spokojną odmową. To wpędza Debrę w kolejne paroksyzmy histerii.

        Wreszcie Debra wyznaje mu to, co było jednym z wątków 5 sezonu : że swego czasu była w swoim przyrodnim bracie... zakochana. W nim jako mężczyźnie. Dexter jest zdumiony. Czyżby to był powód tego, ze Debra mu pomagała tak wytrwale, że ciągle przy nim jest mimo iż wie o nim rzeczy przerażające ? Nie siostrzana miłośc, a miłośc zupelnie damsko-męska nią powoduje ? Jest to dla Dextera wyznanie szokujące.

        Aby nieco swój stres złagodzić - Dexter rusza na nocne polowanie na Isaaca. Śledzi go, kiedy Isaac wchodzi do jakiejś knajpy. Idzie za nim. Ma nadzieję obezwładnić go w środku i wyjść z nim, niby z "podpitym kolegą". POlicja wprawdzie śledzi Isaaca i będzie trzeba ją też oszukać, ale Dexter jest na gotów.

        Z wielkim zdziwieniem Dexter odkrywa, że bar do którego wszedł Isaac, to knajpa gejowska. Przyjemna muzyczka, zacisznie, panowie w parach rozmawiają o motoryzacji ;] Isaac siedzi sam. Dexter przysiada się do niego. I rozmawiają jak dwóch kumpli, nie gorzej niż De Niro z Pacinem w "Gorączce" :]. Nie ma tego wieczora warunków do zabijania, a porozmawiać zawsze można.

        Dexter próbuje przekonać melancholinie usposobionego Isaaca, że powinien odpuścić, wyjechać, że moze nie ma sensu nawzajem się tropić. Przynosi gałązkę oliwna. Ale Isaac odmawia. Ten którego zabil Dexter, Wiktor, był jego... kochankiem. Yup, Isaac jest gejem i poszukuje zemsty jak człowiek, któremu odebrano miłośc jego życia. POwazna sprawa.

        Pyta Dextera, co zrobil z człowiekiem ktory zabił jego żonę. Dexter, czując do czego Isaac zmierza, odpowiada, że Wiktor zabił człowieka, a jego żona była kompletnie niewinna. Ale Isaac wszystko mierzy skalą uczuć. MIłośc jest irracjonalna, pcha do szaleństwa, może być przyczyną ocalenia albo zagłady, jest siłą której nie sposób kontrolować i która sama wybiera kierunek, w którym popchnie człowieka. Serca nie da sie oszukać i sprzeciwić mu rozumem.

        Isaac takze marzy o innym życiu. O swojej "Argentynie", do której mógłby wyjechać i skromnie się urządzić, aby zaznać wreszcie spokoju i oddechu. I Dextera dopada refleksja, ze Argentyną jest miejsce, w którym człowiek moze być akceptowany bez żadnych pytań i wątpliwości, gdzie może być sobą. Pewnie dlatego ten wieczór spędza z Hanną, która zdaje się być własnie takim "miejscem". NO i... miejsce nie ma znaczenia, wszędzie "ciagnie się za sobą swoją historię". Nieprawdaż ?

        [W wątku pobocznym, ale który zmierza do sensacyjnego rozwoju : kapitan LaGuerta sprawdza wszelkie tropy w dawnej sprawie Rzeźnika z Zatoki, dążąc nie tylko do pośmiertnego oczysczenia z zarzutów swojego przyjaciela, Doakesa, oficjalnie uznanego za mordercę, ale i do zdemaskowania, wg niej, ciągle będącego na wolności killera. Killerem tym jest ofk Dexter. I oto LaGuerta dostaje niezwykle wazną wskazówkę - odkrywa, że na przystani, z której, jak wtedy ustalono w śledztwie (4 sezon), Rzeźnik wyruszał w ocean by topić worki ze zwłokami ofiar - Dexter Morgan miał swoją łódź. Zerwał umowę najmu 8 miesięcy przed terminem, i działo się w momencie, gdy odnaleziono owe worki ze zwłokami i rozpoczęło się śledztwo. Pani kapitan będzie następnym wielkim problemem na małej głowie Dextera, podejrzewam że ten wątek rozzkręca się oszczędnie, bo dopiero na finałowy 8 sezon scenarzyści zaplanowali jego dynamiczny rozwój i kulminację, ale - tylko przypuszczam, nic nie wiem].

        [W innym wątku, sierżant Quinn, ktory szantażowany przez mafie, wykradł dowody z magazynu policyjnego, dzięki czemu zostal oczyszczony z zarzutów i wypuszczony na wolnośc Isaac Sirko - jest nadal szantazowany, tym razem nagraniem rozmowy w której potwierdza swoją winę; nieźle popplątany wątek, a do tego jego ukochana, tancerka w klubie należącym do mafii, ciągle tam pracuje, bo jest związana kontraktem, a zatem wciąż gangsterzy mają ją pod ręką, gdyby Quinn miał jakieś problemy z realizacją kolejnych 'zleceń". Niewesoła sytuacja, fajnie poprowadzony wątek uwikłania].

        • grek.grek Re: Dexter sez 8 /odc 8 [3] 05.01.14, 15:15
          www.youtube.com/watch?v=27_ln24HWwA
        • pani_lovett Re: Dexter sez 8 /odc 8 [3] 12.01.14, 16:35
          >I Dextera dopada refleksja, ze Argentyną jest miejsce, w którym człowiek moze być >akceptowany bez żadnych pytań i wątpliwości, gdzie może być sobą. Pewnie dlatego ten >wieczór spędza z Hanną, która zdaje się być własnie takim "miejscem".

          Świetne to!

          >NO i... miej
          > sce nie ma znaczenia, wszędzie "ciagnie się za sobą swoją historię". Nieprawdaż?

          Prawdaż.
      • pani_lovett Re: Dexter sez 8 /odc 8 [1] 06.01.14, 15:07
        grek.grek napisał:

        > Podejrzewam, z prawdopobieństwem graniczącym z pewnością, że nie możecie się do
        > czekać na kolejny odcinek ;] Od czego macie mnie ;]

        Przecież wiesz, że ja czytam Dextera! (i jeszcze pewnie ten Twój nerwowy fan "69", jeśli to nie czcze przechwałki?! ;)
        Fakt, nie kocham go tak bardzo jak Hanka, ale z ciekawością śledzę jego historię. Przepraszam, że nie nadążam z komentarzami.
        • grek.grek Re: Dexter sez 8 /odc 8 [1] 06.01.14, 17:07
          WIEM :]
          dzięki.
          czasami prowokuję, żeby uzyskać Twoje potwierdzenie :]

          wczoraj obejrzałem 9 odcinek i są tam już pewne przegięcia, mogące świadczyć że
          ten serial rzeczywiście zaczął zjadac własny ogon.
          napiszę o tym przy okazji opisu tegoż odcinka.
          • pani_lovett Re: Dexter sez 8 /odc 8 [1] 12.01.14, 16:39
            grek.grek napisał:

            > WIEM :]
            > dzięki.
            > czasami prowokuję, żeby uzyskać Twoje potwierdzenie :]

            O! ;)

            > wczoraj obejrzałem 9 odcinek i są tam już pewne przegięcia, mogące świadczyć że
            > ten serial rzeczywiście zaczął zjadac własny ogon.
            > napiszę o tym przy okazji opisu tegoż odcinka.

            Zaraz będę czytać.
      • pani_lovett Re: Dexter sez 8 /odc 8 [1] 12.01.14, 16:01
        > Dexter zdaje sobie sprawozdanie z tego, że kierując się swoim kodeksem killera
        > : powinien zabić Hannę. TYle że odnajduje w niej bratnią duszę, może nawet, po
        > raz pierwszy w życiu : miłośc.

        Ha! :)
    • pepsic "Wojciech Kilar. Credo" dzisiaj tvp2, godz. 22:40 05.01.14, 19:30
      Dla prządku przypominam w aktualnym wątku.
    • maniaczytania Spartakus - Krew i piach 05.01.14, 19:41
      Chcialam tylko zaznaczyc, ze jest szansa zobaczyc ponownie Spartakusa. Puls o 22.25 - dwa odcinki.

      Przy pierwszej emisji dalam tylko znac, ze ogladam. To teraz sie troszke rozpisze :) Panie moga byc niechetne, bo to jednak bardzo bardzo brutalny film. Krew sie leje, konczyny lataja.
      Poprzednio Puls wyemitowal sezon pierwszy + prequel (8-odcinkowy) + sezon drugi. Ciekawa jestem, czy teraz 'pociagna' razem z trzecim sezonem. To byl jedyny serial, dla ktorego 'zdradzalam' swoj najulubienszy od lat "Kosci".
      Ale nie od poczatku go polubilam. Pierwszy sezon ogladalam tak troche piate przez dziesiate, zdarzalo mi sie przysnac. Prequela nawet nie mialam zamiaru ogladac, kolejnego sezonu tez. (W sumie nie bardzo podobal mi sie aktor grajacy glownego bohatera). Ale! Tak jakos wyszlo, ze to byl dla mnie ciezki okres, a ten serial jakby dawal ujscie moim emocjom, hehe ;))) Ostatni odcinek pierwszego sezonu wbijal w ziemie :), zaraz po nim polecial pierwszy odcinek prequela i pojawil sie jeden z najfajniejszych serialowych bohaterow ever - gladiator Gannicus - silny, przystojny, uwodzicielski, zwycieski, do tego zadziorny i z takim jakim slobuzerskim blyskiem w oku ;) i wtedy juz wpadlam po uszy ;) Obejrzalam wszystkie odcinki do konca.

      To naprawde wciagajacy serial, warstwa historyczna pewnie z bledami, ale troche jednak zblizona do prawdy. Jak juz wspomnialam duzo brutalnosci, duzo doslownosci w pokazywaniu wszystkiego - scen damsko-meskich, ale i w innych konfiguracjach tez ;)

      No i swietne postaci, takie, do ktorych z miejsca czujemy sympatie lub antypatie. Co ciekawe, dzieki prequelowi troche lepiej mozna zrozumiec motywacje i zachowanie niektorych bohaterow.

      A na koniec na zachete dla Pan ;)
      kilka fotek w wywiadzie z aktorem grajacym Gannicusa :)
      collider.com/spartacus-vengeance-dustin-clare-interview/
      • grek.grek Re: Spartakus - Krew i piach 06.01.14, 14:53
        Maniu, a cóż to za gołowąsa przygarnęłaś ? :]]

        ja raczej unikam męskiej golizny, nawet na własną patrzę przez palce, kiedy nie da rady
        nie patrzeć wcale, bo zagrażałoby to życiu i zdrowiu.

        dziwi mnie wszelako, jak oni tych gladiatorów stylizują, bo to kompletnie nie trzyma się
        kupy.

        wojownik raczej ścinał włosy - za długie łatwiej zostać złapanym w walce.
        buzie jak pupcie niemowlaków - gladiatorzy bez blizn na twarzy ? no jakże to ? :]
        muskulatura jak z żurnala, a gdzie wtedy znano techniki wypracowywania
        nieskazitelnego "kaloryfera", skoro naweet dziś oznacza to zwykle przemyślną
        dietę i specyficzny trening ? no i wtedy nie reklamowano męskich gatek, więc
        modele nie byli poszukiwani ;]

        widziałem kilka odcinków z 1 serii, ale jakoś nie kontynuowałem.
        jak będzie o gladiatorkach i będą biegały w takich samych strojach, co
        ich męskie odpowiedniki - nie omieszkam rzucić okiem :]
        • pani_lovett Re: Spartakus - Krew i piach 06.01.14, 15:08
          grek.grek napisał:

          > Maniu, a cóż to za gołowąsa przygarnęłaś ? :]]
          Hehehehehehe!

          Nie znasz się! :)))
          • grek.grek Re: Spartakus - Krew i piach 06.01.14, 17:04
            ulżyło mi :]]
            • pani_lovett Re: Spartakus - Krew i piach 08.01.14, 16:25
              He, he! :)))
    • grek.grek "Wymyk" - co myślicie ? 06.01.14, 13:01
      oglądaliście ?

      świetnie zagrany [Więckiewicz znakomity, jak zawsze; ale i Simlat z Muskałą w najlepszej formie i doskonale obsadzeni], sfotografowany, dobra swojska scenografia.
      cała historia robi wrażenie.

      jak dla mnie, opowieśc pod tytułem : co ja bym zrobił w takiej sytuacji ?
      wydaje się, że żaden z patrzących na Alfreda nie zadaje sobie tego fundamentalnego
      pytania.
      ocena jest wszystkim. refleksja krytyczna jest niczym.

      a moze raczej chodzi o kłamstwo ? może to jest gorsze ?
      Alfred próbuje zataić prawdę, zostaje brutalnie zdemaskowany, może to jest główna
      przyczyna tej ohydy jakąs wzbudza u rodziny, żony i w otoczeniu ?

      [Pepsic, scena w kościele - świetna; ale i scena w firmie, kiedy Alfred znajduje przesłany mu filmik ujawniający prawdę o zajściu w pociągu. widzi urywane spojrzenia swoich współpracowników, zawsze uniżonych "panie szefie", zawsze grzecznych, a teraz jakże wymownych w swoich krótkich rzutach okiem]

      doskonała jest scena w szkole, kiedy Alfred udowadnia nauczycielom, że
      jeden z ich uczniów wyrzucił Jurka z pociągu. prezentuje im dowód : nagrany podczas
      zajścia film, z jakiejś strony internetowej. leci on na dużym ekranie ściennym, za
      plecami Alfreda. na końcu filmu jest on, Alfred : sparaliżowany strachem, niezdolny
      do tego by pomóc bratu katowanemu przez wyrostków. oto winny.

      scena może nieco efekciarska i namolnie wymowna, ale jednak błyskotliwa, wg mnie.
      i pokazuje, to co najważniejsze w tym filmie - to zaniechanie Alfreda, ludzka słabość
      jaką okazuje, jest najcięższym grzechem.

      nie ma znaczenia fakt, że to pijani smarkacze pobili i wyrzucili z pociągu na śmierć
      człowieka. nie ma znaczenia, że nikt w pociągu nie zareagował - gdyby zareagowali
      wszyscy, nie doszłoby do tragedii. Alfred okazał się słaby, ale dźwiga grzech nie tylko
      swój własny. jest wygodnym kozłem ofiarnym, na którego można zrzucić CAŁĄ winę.
      hurtem.

      [czy to nie smutne, że ktoś nagrywa całe zajście na telefonie, a potem wrzuca to do internetu ?
      zdaje się, ze na policję z tym nie poszedł, bo dopiero Alfred uruchamia cały mechanizm
      ścigania sprawców]

      słabośc zostaje w tym filmie potępiona.
      tchórzostwo.
      co byłoby siłą ? dac się zabić razem z bratem ?

      to Jurek popełnia błąd - wtrąca się tam, gdzie do niczego nie doszło.
      wtrąca się, podczas gdy zaczepiana dziewczyna wydaje się mieć spore
      doświadczenie w odpieraniu głupawych awansów młodocianych typków.

      nic się nie dzieje, poza chamstwem, które irytuje, ale nie powinno zaburzać
      zdrowego rozsądku.
      gdyby zaczepki przekroczyły pewną granicę - wtedy wręcz nalezałoby wejśc
      do akcji. ale Jurek wchodzi zbyt wcześnie. mówiąc wprost, to on prowokuje
      sytuację konfliktu. wie z kim tańczy, mówiąc poetycko. wciąga Alfreda w tę
      całą awanturę, niejako zmusza go do interwencji, której Alfred nie podejmuje.

      Alfred już tego nie odrobi, nawet realiacją planów, które brat snuł za życia, a którym
      się Alfred sprzeciwiał. nawet pielęgnowanie tkwiącego w śpiączce brata, do którego
      nie ma odwagi przyjśc, przez tak wiele dni.

      żona odchodzi, rodzice mają koronny dowód na to, co wiedzieli przez całe życie : że Juruś był taki fajny, a Alfred to ten gorszy [może nawet podejrzewają, że Alfred specjalnie pozwolił
      na to by łebki zrobili krzywdę Alfredowi]. otoczenie może z czasem zapomni szczegóły, ale smród bijący od Alfreda zawsze będzie prowokował do zatykania nosa.

      w sumie, daleko mi do potępiania Alfreda, raczej bym powiedział, że to postać [bardzo] tragiczna. moment słabości, zawahania, moment arcyludzkiego strachu, w oparach znieczulicy społecznej - robi z niego najgorszego grzesznika, płacącego rachunki za wszystkich winnych, a naweet za braterską głupotę.

      film mocno akcentowany. mocne kropki i przecinki, sporo wykrzykników o różnej skali donośności.
      wg mnie, dobra to metoda, bo dostosowana do tematu, który jest na tapecie. tu nie ma miejsca na przemyślne, wirtuozerskie cieniowanie. potrzeba mocnych środków wyrazu. ergo : Greg Zgliński, wg mnie, trafnie wybrał styl narracji i jej formę, w kontekście ducha opowieści.

      film potrzebny także z punktu widzenia nauki społecznej.

      a jest ona taka, że nikt nie pomoze w takiej sytuacji. mogą was zabić, a ludzie się nie ruszą z miejsca. lepiej zabić, ale pozostać żywym i iśc siedzieć za samoobronę [normalne w polskim zdegenerowanym i zdemoralizowanym systemie prawnym] niż być honorowym trupem.

      oto Polska właśnie.

      a jak Wasze wrażenia ?



      • siostra_bronte Re: "Wymyk" - co myślicie ? 06.01.14, 14:11
        Dzięki, Greku :)
        Bardzo ciekawa historia. Żałuję, że nie oglądałam.
        • grek.grek Re: "Wymyk" - co myślicie ? 06.01.14, 14:56
          dzięki, Siostro.
          to taka garśc wrażeń, może - kwestii polemicznych :]

          jest w jutubie :
          www.youtube.com/watch?=cBIYvoIrP68
          • siostra_bronte Re: "Wymyk" - co myślicie ? 06.01.14, 15:36
            Z tego co piszesz, chyba faktycznie bohater jest zbyt łatwo potępiany przez otoczenie. Bo nigdy nie wiadomo jak by się człowiek sam zachował w danej sytuacji. Teoretyzować jest łatwo.
            • grek.grek Re: "Wymyk" - co myślicie ? 06.01.14, 17:03
              tak myślę :]

              całe przesłanie, wg mnie, sprowadza się do powiedzenia : gorsza od
              przemocy jest tylko biernośc wobec przemocy.

              bohater staje się tego symbolem, a jednocześnie społeczeństwo, tak samo
              winne jak on, umywa ręce. cała odpowiedzialnośc spada na niego.
      • pani_lovett Re: "Wymyk" - co myślicie ? 06.01.14, 16:51
        Jeszcze jedną , niesamowitą, wstrząsającą wręcz scenę z tego filmu dodałabym tu, w szpitalu , w dużym zbliżeniu pokazana jest twarz martwego Jurka z otwartymi szeroko oczami, z ustami jakby w uśmiechu zwrócona w stronę Freda, który zasnął czuwając przy łóżku brata, a teraz budząc się widzi tę twarz, a po chwili lekarza zamykającego oczy nieboszczykowi i oznajmiającego zgon ...


        Symbol rozgrzeszenia, jakie Fred dostał od brata?

        • grek.grek Re: "Wymyk" - co myślicie ? 06.01.14, 17:17
          zgadza się.
          ale zobacz, czy to nie jest kolejny przyczynek do klęski Alfreda ?
          zasnął, kiedy brat umierał.
          nawet wtedy, kiedy ten się na chwilę obudzil i otworzył oczy -
          nie było go przy nim.

          możliwe.
          w końcu Alfred zaczyna działać celem realizacji projektów, jakie
          zostawił po sobie Jerzy - możliwe, że tak zinterpretował ten pośmiertny
          grymas na twarzy brata.
          • pepsic Re: "Wymyk" - co myślicie ? 06.01.14, 18:15
            czy to nie jest kolejny przyczynek do klęski Alfreda ? zasnął, kiedy brat umierał.
            Tez tak to odczytałam

            Uśmiech na twarzy Jerzego interpretuję, podobnie, jak Barbasia: Nie mam pretensji, to był wypadek, nadal jesteś moim bratem.
      • pepsic Re: "Wymyk" - co myślicie ? 06.01.14, 18:10
        Tak, scena, kiedy Fred przegląda ukradkiem filmik jest rewelacyjna. Zapomniało mi się, ale drugie podejście, którego sobie nie odmówiłam to potwierdziło. Tak, Greku, to popisowa rola pana Roberta.
        Ten gorący temat, czyli zachowanie bohatera w kulminacyjnym momencie było w swoim czasie szeroko komentowane w gronie moich znajomych. Nie przypominam sobie, aby ktokolwiek negatywnie oceniał zachowanie bohatera, raczej każdy zastanawiał się, co by sam zrobił w sytuacji, w której człowiek staje twarzą w twarz z surrealizmem.
        • grek.grek Re: "Wymyk" - co myślicie ? 07.01.14, 14:55
          w filmie pokazywani są ludzie, którzy oceniają bohatera.
          może właśnie dzięki temu zabiegowi - jakoś bliżej jest widzom do
          zastanowienia nad możliwym własnym zachowaniem.

          wg mnie, on staje sam z własną słabością, w minutę dowiadując się o sobie
          więcej niż podczas całego dotychczasowego życia.

          a co powiesz o tym, że na początku kłamał, co do swojego udziału
          w tej całej awanturze ? może to kłamstwo jest podstawą oceny, a nie słabość ?
          chociaż, czy kłamstwo to nie ciąg dalszy słabości ?
          • pepsic Re: "Wymyk" - co myślicie ? 07.01.14, 18:55
            a co powiesz o tym, że na początku kłamał, co do swojego udziału w tej całej awanturze ? może to kłamstwo jest podstawą oceny, a nie słabość ?

            Z pewnością jest naganne, mimo że dotyczy "tylko" honoru, choć również zrozumiałe.
    • pepsic "Był taki ktoś" 2006 - postscriptum 07.01.14, 18:47
      Dokument obejrzany wczoraj na tvp historia o współtwórcy KOR-u Wojciechu Ziembińskim, wielkim patriocie, człowieku wielkiej pasji i honoru, który prowadził aktywną działalność na rzecz upamiętnienia ofiar zbrodni sowieckich i komunistycznych, i który był głównym inicjatorem budowy pomnika „Poległym i Pomordowanym na Wschodzie” oraz licznych tablic pamiątkowych. Poruszający film, który ogląda się z zapartym tchem. Wspaniała, charyzmatyczna postać. Obowiązkowa lektora nie tylko dla młodzieży. Naprawdę jestem pod ogromnym wrażeniem. Reżyser Alina Czerniakowska. Gorąco polecam. Jest w sieci.
      • pani_lovett Re: "Był taki ktoś" 2006 - postscriptum 07.01.14, 23:01
        Wielkie dzięki za info. Poszukam.
      • grek.grek Re: "Był taki ktoś" 2006 - postscriptum 08.01.14, 14:44
        na pewno Historia powtórzy :]
        wczoraj na Kulturze był "Mazurek", zewsząd chwalony film Julii Kolberger.
        kruca, jak się zorientowałem, to już po "Mazurku" było ;]
        człek raz w grafik na czas nie spojrzy i już coś umknie, nie ? hehe :]
    • siostra_bronte Co na dziś? 08.01.14, 15:51
      Niewiele atrakcji. W jedynce wieczorem znany Wam zapewne "Papillon". W tvn7 o 23.15. "Historia przemocy" Cronenberga, ale dla mnie to stanowczo za późno.
      • grek.grek Re: Co na dziś? 08.01.14, 16:10
        a to się zgraliśmy :]

        "Papillon" jest moim ulubionym, najważniejszym :]

        i świetnie, że zauwazyłaś "Historię przemocy" - kiedyś dawno o nim pisaliśmy,
        jakoś nas wtedy nie porwał, ale możliwe że tym razem odczytalibyśmy go inaczej ?
        no i, ciekawe jak Ty byś oceniła i wszyscy, którzy jeszcze nie widzieli.

        23:15, fakt - trochę późno.
        [że też wszystkie minus TVP Kultura stacje wychodzą z założenia, że o 20:00
        trzeba puścić jakieś "Komando" albo komedię z psami, bo inaczej ludzie zniechęceni
        wyłączą tiwi ? albo oni mają nas za głupców, albo faktycznie, w swojej masie, jesteśmy
        głupcami]
      • never_never "Droga" wg powieści Cormaca McArthy'ego 08.01.14, 17:39
        wcale dzisiaj tak źle nie jest z repertuarem TV, można też oglądnąć "Drogę" na TVP1 wg wspaniałej powieści Cormaca McArthy'ego
        choć przyznaję, że książka zrobiła na mnie tak wielkie wrażenie i jest tak specyficznie napisana, że film oglądany później już nie oddał w pełni jej zalet i aż tak nie zachwycił
        ale jako samodzielne dzieło być może się obroni u tych co jeszcze nie czytali

        opis za lubimyczytac.pl:
        "Przerażająca postapokaliptyczna wizja przyszłości Ameryki w powieści uznanej za największe arcydzieło Cormaca McCarthy’ego.
        Spalona Ameryka, ciemność, proch i kurz przesłaniające niebo. Kamienie pękają od mrozu, a śnieg, który pada, jest szary. Ani jednego ptaka, ani jednego zwierzęcia, gdzieniegdzie tylko zdziczałe bandy kanibali. Jakiś straszliwy a nienazwany kataklizm zniszczył naszą cywilizację i większość życia na ziemi. Na tle martwego pejzażu po katastrofie dwie ruchome figurki – to ojciec i syn przemierzają zniszczoną planetę. Zmierzają ku wybrzeżu lecz co tam zastaną? Przed nimi długa i pełna niebezpieczeństw droga w nieznane. Wokół nich – świat, w którym nawet nadzieja już umarła, lecz nadal – dzięki łączącej ich więzi – trwa miłość…
        „Droga” Cormaca McCarthy’ego to połączenie powieści drogi, powieści przygodowej oraz gotyckiego horroru. To przypowieść o świecie apokalipsy spełnionej, ponura odpowiedź na niepokojące pytanie jak świat wyglądałby bez człowieka. Krytyka literacka zalicza tę powieść do nurtu prozy amerykańskiego minimalizmu, w latach 80-tych nazywanego „brudnym realizmem”.
        • pani_lovett Re: "Droga" wg powieści Cormaca McArthy'ego 08.01.14, 20:22
          Dzięki, Never_never! Właśnie miałam o tym pisać! Cormaca McCarthy’ego znamy już z powieści "To nie jest kraj dla starych ludzi" sfilmowanej przez Coenów.
          • grek.grek Re: "Droga" wg powieści Cormaca McArthy'ego 09.01.14, 16:28
            obejrzałaś, Barbasiu ? :]
            • pani_lovett Re: "Droga" wg powieści Cormaca McCarthy'ego 09.01.14, 17:01
              Tak, za moment napiszę dwa słowa.
    • grek.grek "Papillon" [i reszta bandy] na dziś. 08.01.14, 15:58
      o 22:20 w TVP1.
      co tu wiele mówić - kino klasyczne, wybitne, inspirujące, symboliczne i poruszające.
      kapitalna historia o sile ludzkiego pragnienia wolności, z niesamowitymi scenami w zakończeniu, doskonałe zdjęcia, wybitna muzyka, wspaniali Steve McQueen i Dustin Hoffman.

      "Zostań" [22:40] w Polsacie też ma w sobie coś ciekawego, dziwnego, kręci się
      po zaułkach świadomości bohatera.

      polski "Bezmiar sprawiedliwości" [2006] w Kulturze o 20:20.
      znacie może ?
      • siostra_bronte Re: "Papillon" [i reszta bandy] na dziś. 08.01.14, 16:01
        Hehe, to się nazywa synchronizacja :)

        O "Bezmiarze sprawiedliwości" chyba pisaliśmy i to całkiem pochlebnie. Mnie się podobał, ale nie widziałam go od początku.
        • siostra_bronte Re: "Papillon" [i reszta bandy] na dziś. 08.01.14, 16:04
          O, sprawdziłam. Tytuł się pojawił, ale tylko ja go skomentowałam :)
      • pani_lovett Re: "Papillon" [i reszta bandy] na dziś. 08.01.14, 16:25
        > polski "Bezmiar sprawiedliwości" [2006] w Kulturze o 20:20.
        > znacie może ?

        Tak, oglądałam kiedyś, bohater młody człowiek, absolwent prawa, wahający się jaką ścieżkę kariery wybrać, usiłuje dociec prawdy na temat zbrodni popełnionej kilkanaście lat wcześniej.
        Bardzo ciekawy dramat sądowy i pytania o możliwość poznania prawdy.
        Polecam.
        • grek.grek "Bezmiar sprawiedliwości" - słów kilka 09.01.14, 14:57
          Zachęcony obejrzałem.
          Faktycznie, bardzo dobry film.

          Atrakcyjnie napisany : eks-mecenas opowiada studentowi - wahającemu się nad wyborem międy byciem prawnikiem, a fotografem - historię poszlakowego procesu o morderstwo, zakończonego skazaniem podejrzanego na 25 lat odsiadki.

          W poszczególnych historiach występują te same postaci, ale niekoniecznie w tych samych rolach[np. opowiadający jest raz obrońcą, a raz sędzią orzekającym], dowody i fakty są porozrzucane po wszystkich trzech wersjach procesu, a właściwie dopiero w ostatniej pokazane są te najważniejsze, bezpośrednio dotyczące zbrodni; to samo z wypowiedziami świadków i biegłych sądowych. Trzeba to wszystko poskładać do tzw. kupy.

          Generalnie, wyrok jest obarczony wieloma znakami zapytania. W końcu sam student bierze się za przeglądanie akt sprawy, korzystając z archiwum i odkrywa, że pominięto niektore szczegóły w śledztwie. Próbuje nakłonić skazanego do wznowienia sprawy, ale ten jest całkowicie zrezygnowany, wyzuty z wiary w sprawiedliwośc systemu... sprawiedliwości. Jedyne co student może zrobić, to opowiedzieć o swoim odkryciu na jakimś uniwersyteckim jublu, co wkurza niemożliwie obecnego wśród słuchaczy prokuratora, który w tej sprawie oskarżał.

          Bardzo ciekawie poprowadzone wszystkie trzy warianty, połączone ze sobą, a zarazem odmienne od siebie. Proces łączy się z zakulisowymi gierkami i podchodami, cynizmem obrońców [adwokat nie wierzy w niewinnośc klienta, ale jako że jego żona płaci za usługi, to gośc robi swoje; nie jest tu także obojętne, że samo dostanie tej sprawy jest splendorem],
          bezczelnością prokuratorów [wykorzystują fakt, że zamordowana była w ciązy, żeby na bazie szalejącej właśnie w mediach dyskusji nt. aborcji, dosunąc mu nie 15, ale 25 lat więzienia za podwójne zabójstwo], a także wpływem osobistych relacji na postępowanie sędziego [adwokat- narrator, w ostatniej wersji jest sędzią wydającym wyrok, tak jak w rzeczywistości to miało miejsce - jednocześnie romansuje pozamałżeńsko z babką, która razem z nim zasiada w kolegium sędziowskim, ona naciska go prywatnie na wydanie skazującego wyroku i namawia, żeby ostrzej traktował obronę, a fory dawał prokuratorom] oraz zupełnie lekceważącego stosunku do sprawy ławników [trzy kobiety mają współdecydować o tym czy facet pójdzie na 25 lat siedzieć czy zostanie uniewninniony - dwie zaśmiewają się czytając gazety, a jedna najpierw ostro się stawia próbując przekonywać, ze facet jest niewinny, a potem macha ręką i dla świętego spokoju podnosi palec za "winnym"; jedynie młoda protokolantka podchodzi do sprawy bardzo poważnie, ale agresywna kochanka sędziego zjada ją żywcem].

          Dochodzi do tego oskarżenie metod stosowanych przez policję - w pierwszej wersji zeznań oskarzony nie przyznał się do winy. Poddany wymęczającemu wielogodzinnemu przesłuchaniu, śpiący i szantażowany - przyznaje się. Kiedy przed sądem próbuje o tym powiedzieć, nie zostaje to wzięte pod uwagę, bo policjant z miną niewiniątka zaprzecza wszystkiemu.

          Świadkowie są instrumentalnie wykorzystywani przez prokuratora. Eks-kochanka oskarżonego, od której odszedł, traf chce gdy ona akurat leżała w szpitalu, zrozpaczona matka zamordowanej dziewczyny - prowokowane są odpowiednimi pytaniami i zachowaniami do emocjonalnych zeznań, które rysuj negatywny wizerunek podsądnego, przyczyniając się do zmniejszenia jego szans na uczciwy wyrok.

          W tle slajdy z życia osobistego bohaterów : adwokat robi kariere w Sejmie, gdzie gardłuje przeciw aborcji, ma status autorytetu moralnego, ale bierze sprawę o morderstwo, bo przecież będzie z tego fajna storyline. Sędzia ma żonę i ma kochankę. Zona odchodzi od niego.

          I wreszcie oskarżony i ofiara - typowa historia : ona młodsza, on starszy, romans, on mówi że odejdzie od żony, ona w to wierzy, on nie ma chyba specjalnego zamiaru zony opuszczać, potem ona zostaje zamordowana przez zamaskowanego gościa, ktory wpada do jej mieszkania. Romansowy kochanek przychodzi, ale nikt nie otwiera. Facet idzie się przespać do swojego auta, które zaparkował pod jej domem. Przychodzi matka ofiary. Razem wchodzą. Kochanek odkrywa zwłoki swojej kochanki w wannie. On zabił ? Jedna biegła twierdzi, że to możliwe, bo oskarżony ma taką osobowośc, która by to uprawdopodobniała. Ale biegły powołany przez obronę twierdzi coś przeciwnego : że oskarzony nie jest idiotą, a tylko idiota zabiłby dziewczynę, a potem spał w samochodzie pod jej domem.

          Wydaje mi się, ze harda ławniczka, grana przez Ewę Błaszczyk, jakoś za szybko się poddaje, nie ? Stawia się ostro żmijowatej współ-sędzi, kochance sędziego, ale kiedy przychodzi do głosowania... podnosi rękę za winą oskarżonego. Zupełnie nic po drodze nie zaszło, co by wskazywało, że została czymś przekonana.

          [swoją drogą świetna scena, kiedy żmijowata mówi do niej "Co pani jest ? Sherlock w spódnicy ?", a ona wolno unosi nogę w bok, żeby jej pokazać, ze ubrana jest w spodnie :)]

          Tak naprawdę, w tym całym piep...rzniku nikomu nie zalezy na oskarżonym i jego losie. Wszyscy realizują jakieś własne cele, mniejsze lub większe. Kwestia winy jest gdzieś daleko w tle. Po latach sędzia nie wierzy w wyrok, który wydał. Pamiętacie tę scenę w taksówce, kiedy prowokuje taksiarza do wspomnienia tej sprawy i wyznania , że "dostał 25 lat bo był winny", a sam odpowiada gniewnie : "winny ?! bo co ?! bo został skazany ?", a potem wściekły opuszcza taksówkę.

          I zrezygnowany skazaniec, którego nie obchodzi jakis studencina namawiający gorliwie, żeby powalczył o swoje dobro. Tak złamał go i zniechęcił polski sąd i polski wymiar sprawiedliwości.
          Ważne by go skazać. Nawet żona która płaci mecenasowi, uzależnia swoje dalsze małżeńskie pożycie od tego, czy zostanie skazany. Ma powody by się irytować, w końcu mężulo jej rogi przyprawił, ale w tym galimatiasie nie o to chodzi, a wyłącznie o pieniądze.

          Zabawna scena w restauracji, gdzie żona sędziego [Stenka] udaje orgazm, niczym bohaterka "Kiedy Harry poznał Sally". Na co starsza pani przy innym stoliku jest ogromnie obruszona, wstaje, płaci rachunek i wychodząc rzuca do niej "skandal !". W "Kiedy Harry..." jedna jejmość reagowała na te orgazmiczne spazmy Sally prosząc kelnera by "podał jej to samo, co tamtej pani" ;]

          Te studenckie odkrycia też mnie nie przekonały. NO CHYBA, że dowodzić miały one tego, że podczas procesu celowo pominięto fakt, że zegarek oskarżonej zatrzymał się na godzinie 1:15, co mogłoby wskazywać godzinę jej śmierci, a oskarżony tego dnia pracował do godziny 2 i ma na to świadków. Skazany ze zwieszoną głową odpowiada "A może zatrzymał się na tej godzinie ? tak po prostu". Owszem, mógłby, ale byłaby to okoliczność bardzo istotna. Dlaczego nikt sie tym nie zajął ? Przecież to poszlaka ważna jak cholera.

          Świetne aktorstwo, Englert, Frycz wreszcie w roli godnej swojego mistrzostwa, nawet Żmijewski nie zalatywał Ojcem Mateuszem i doktorem Burskim. Istotny epizod dobrze zagrany przez Weronikę Rosati. Żmijowata lady Makbet perfekcyjnie odegrana przez Bożenę Stachurę. Stenka dobrze orgazmowała ;]. Ewa Błaszczyk miała trzy sceny i trzy razy wygrała. Bronisław Wrocławski, jak zawsze klasowy. Artur Barciś na przekór swojemu emploi obsadzony i łatwo było zapomieć o Tadziu Norku i Czerepachu [znam się, nie ? ;)].

          Akcja osadzona głównie w murach budynkow sądowych, ale kamera wślizgneła się np. do Opery Wrocławskiej, plus umiejętnie i zgrabnie wplecione są sceny w plenerze.

          Co sądzicie ?

          • siostra_bronte "Nagle, zeszłego lata" 09.01.14, 15:34
            Dla cierpiących na bezsenność :) W Polsacie o północy. Film Josepha. L. Mankiewicza z 1959 r. Ekranizacja dramatu T. Williamsa. Jak zwykle u tego autora jest rodzinny dramat, szaleństwo i psychoanaliza.

            Ciekawa historia, chociaż wątek Sebastiana i tajemnicy jego śmierci jest pogmatwany i dla mnie nie do końca logiczny. Lepiej wypada historia współczesna. Akcji tutaj niewiele, całość opiera się głównie na dialogach, jak to w adaptacjach dramatów. Ale widać rękę znakomitego reżysera. Świetny duet Katherine Hepburn i Elizabeth Taylor. Jest jeszcze Montgomery Clift, ale to nie jest dobra rola. Ten wspaniały aktor z trudem przebrnął przez realizację filmu. Serce się ściska kiedy się na niego patrzy. Po ciężkim wypadku samochodowych już nigdy nie doszedł do siebie.
            • siostra_bronte Re: "Nagle, zeszłego lata" 09.01.14, 15:35
              Oj, źle się podpięłam :)
            • grek.grek Re: "Nagle, zeszłego lata" 09.01.14, 16:25
              to dla mnie ;]

              oglądam.
              dzięki za zapowiedź, Siostro.

              w Kulturze enta powtórka "Zabić Sekala" [22:15], ale to jest dobry film, więc
              jakbyście akurat trafili...

              "Essential killing" w Kocham Kino, to chyba też lekka przesada, nie ?
              w Kulturze puszczali go kilka razy już/
              pomijam fakt, że do tej pory nie udało mi się go obejrzeć ;]
              dzisiaj też raczej nie, skoro o północy seans, to muszę wcześniej zdrzemnąc sie
              dwie godziny, co by nie paść w niesławie na polu chwały.
              • siostra_bronte Re: "Nagle, zeszłego lata" 09.01.14, 16:31
                Tak myślałam :)

                Hehe, ja też nie widziałam "Essential killing" :)
                • pani_lovett Re: "Nagle, zeszłego lata" 09.01.14, 17:00
                  Dla mnie też , ale stanowczo nie o tej porze.

                  "Essential killing" - polecam.
            • grek.grek "Nagle, zeszłego lata" - spoilery & interpretacje 10.01.14, 13:43
              obejrzałem, dzięki za polecenie, Siostro :]

              Właściwie powinienem napisać, że obejrzałem na jednym oddechu... gdyby nie
              przerwy reklamowe, skutecznie burzące doskonale budowany nastrój tego filmu.
              To jest kamyczek do ogródka TVP, która mogłaby pokazać go bez cięć, co
              pozwoliłoby w pełni się nim napawać. Stacja komercyjna ma swoje ograniczenia.
              I tak cud, że pokazuje takie filmy.

              Rzeczywiście, dało się wyczuć teatralną naturę scenariusza, ALE dzieki świetnej
              muzyce & zdjęciom w retrospekcji podczas finałowego monologu Elizabeth Taylor oraz
              dynamicznie zrealizowanym scenom jej dwóch prób ucieczki - reżyseiro unieszkodliwił ten efekt.

              Niesamowita jest scena, kiedy Violet Venable, w klimatycznym, dżunglastym ogrodzie swojego domu, opowiada doktorowi o okrucieństwie ptaków zadziobujących żółwie noworodki próbujące uciec z plaży do wody. Rewelacja aktorsko-muzyczna, doskonale kamera to pokazuje, koncentrrując się na twarzy Katharine Hepburn, raz zbliżając się, raz oddalając, w wielkim wyczuciem.

              KOńcowa scena monologu - też koncert aktorski, tym razem Elizabeth Taylor. Wzbogacony retrospekcjami. I kiedy Taylor z emfazą, bliska histerii, opowiada o tym, jak wyglądało ciało zamordowanego Sebastiana , pobudza to wyobraźnię znacznie bardziej niż gdyby pokazano to w postaci jakiejś naturalistycznej sceny.

              Świetnie zbudowana postać Sebastiana Venable'a - jest głównym bohaterem tego filmu, a jego portret sporządzany jest zaledwie ze wspomnień matki i kuzynki oraz jednej długiej retrospekcji. Powstaje obraz jakiegoś mistyka niemalże, który "odkrył coś straszliwego w sobie i w świecie", prześladowanego przez swoje wyobrażenie i rozpaczliwą niemoc odkrycia czym/kim jest Bóg, dążenie do odczytania Go przez pełne podporządkowanie się swojemu losowi. Kiedy mu zaprzecza, stara się go zmienić - ponosi śmierć.

              Sceny ucieczki Kathy/Taylor zrobione prosto, ale z jakim suspensem. Skupienie na pojedynczym geście, który tworzy atmosferę sceny : najpierw, kiedy ucieka po mostku nad męskim oddziałem szpitala - chorzy doznają seksualnego wzbudzenia, jeden z nich sięga i łapie ją za nogę. Ona się nie moze wyrwać. Krzyczy. Ratuje ją oddziałowa, a tamci już prawie dostają się na mostek. Niewiele brakowało. Kiedy dostaje się na mostek ponad salą dla kobiet - przymierza się do skoku [jest zrozpaczona, nie dośc, że cierpi z powodu zaniku pamięci i śmierci Sebastiana, to jeszcze bogata ciotka, głupawa matka i cyniczny brat chcą ją zamienić w warzywo, oskarżając o chorobe psychiczną, która w gruncie rzeczy jest znerwicowaniem i depresją, co doskonale wie doktor Cukrowicz, jedyny rozsądny człowiek na pokładzie], kobiety zbierają się i zaczynają upiornie chichotać, ale całą scenę robi ta jedna, która przez sekundę jest pokazana, jak coraz szybciej buja się na fotelu, tam i z powrotem, z miną strasznego dziecka.

              O co chodziło w tej całej story ? :]

              POwiem, co zrozumiałem :] Sebastian był gejem, mówi o tym dość jasno Kathy kiedy dostaje zastrzyk leżąc na łózku w szpitalu. Na swoje eskapady nadmorskie jeździł z matką. Potem zamienił ją na kuzynkę. Jak mówi Kathy, zrobił tak dlatego, bo "matka była już za stara, żeby służyć za wabik". Wabikiem było epatowanie seksualną atrakcyjnością matki/Kathy, którym to zabiegiem Sebastian podkręcał zahukanych chłopców na plaży. A do tego rozsypywał im pieniądze, które oni zbierali jak szaleni. Gromadzili się przy nim na plaży, stał między nimi jak jakiś guru. Rozumiem, że te sceny, kiedy śniadzi chłopcy kłębią się wokół niego, mają się odnosić do "hord czarnych krwiożerczych ptaków, zasłaniających niebo" z opowieści Violet ?

              Ale scena morderstwa na Sebastianie ? Siedzon, razem z Kathy, w ogródku kawiarnianym. Otaczają go młodzi chłopcy, wiszący namolnie na okalającym go płocie. Sebastian próbuje od tej ich obecności uciec, ale hordy tych chłopców nie dotykając go, ale zmuszając do wyboru takiej, a nie innej ścieżki ucieczki, zaganiają go w jakby rytualne miejsce na pagórku nad miasteczkiem, gdzie go "rozszarpują". Na nic rozsypywanie banknotów. Kathy nie może temu zapobiec.

              ZA CO go zabili ? MNie sie to skojarzyło z pedofilią. Pod warunkiem oczywiście, że rozsypywanie banknotów potraktowac równie metaforycznie, co opowieść Violet i ptakach i żółwiach. Sebastian był pedofilem i został zamordowany w zemście za wykorzystywanie dzieci ?

              W wiki jest interpretacja [nie mogłem sie oprzeć i spojrzałem] traktująca Sebastiana jako Dionizosa, a chłopców jako Bachantki. Sebastian ofiarą szaleństwa miłości ?

              Nie rozumiem, dlaczego posługiwał się kobietami, aby przyciągać chłopców do siebie ?
              Chodziło o wzbudzanie erotycznego uniesienia jako takiego ? W takim układzie, to wabik
              powinien stać w miejscu centralnym ? Chyba że chodziło kreację i mistrza marionetek ?

              Jak sądzicie ?

              Znakomity film. Świetny.



              • siostra_bronte Re: "Nagle, zeszłego lata" - spoilery & interpret 10.01.14, 14:25
                Dzięki, Greku :)

                Miałam obejrzeć tylko kawałek, ale tak się wciągnęłam, że obejrzałam do końca. Masz rację, reklamy były denerwujące. Zaskoczyła mnie świetna jakość kopii. Nie widać, że ten film powstał pół wieku temu!

                To co zaskakuje. Film jest głównie "gadany", a jednak ogląda się go z zapartym tchem. Tak jak napisałam wcześniej, widać tu rękę znakomitego reżysera. Świetnie wychwyciłeś to przywiązanie do szczegółu. Ta ręka pacjenta chwytająca za nogę Cathy , później ta kobieta kiwająca się na fotelu. Takich scen było więcej.

                Co do historii Sebastiana to przyznam, że też nie końca ją rozumiem :) Nie wiem jak to było w sztuce. Czy cenzura nie pozwalała na pokazanie w filmie pewnych rzeczy wprost? Nie rozumiem dlaczego Sebastian został zabity. Sam Williams podobno nie był zadowolony ze sceny śmierci, bo była zbyt dosłowna.

                Mam takie same wątpliwości co do roli Violet i Cathy. Mogły przyciągać chyba heteroseksualnych mężczyzn? Sebastian miał pieniądze, żeby kupować seks, nie potrzebował pośredników. No chyba, że chciał oszczędzić kasę :) Nie bardzo to rozumiem. Przy okazji, nie wiem czy się ze mną zgodzisz, że Taylor, oprócz tego że znakomicie gra, to jeszcze jest tutaj oszałamiająco piękna. Czarno-białe zdjęcia tylko podkreślają jej urodę. Ta scena monologu Cathy, kiedy po zastrzyku leży na łóżku i kamera pokazuje jej twarz w zbliżeniu... Że nie wspomnę o scenach na plaży :)

                Cieszę się, że tak Ci się podobało. Takiego kina już się nie robi.


                • grek.grek Re: "Nagle, zeszłego lata" - spoilery & interpret 10.01.14, 15:25
                  brawo, Siostro :]
                  nocne oglądanie ma swój klimat, nieprawdaż ?

                  zdecydowanie, atmosfera [niepokoju, tajemnicy, nawet grozy momentami]
                  jest wykreowana perfekcyjnie.

                  zabicie Sebastiana wyglądało jak jakiś upiorny obrzęd, ludzie ogarnięci
                  jakimś szaleństwem niezrozumiałym dla nas, ale zarazem przerażająco racjonalnym
                  z ich punktu widzenia.

                  on kreuje seksualne uniesienie, ekstazę niemal religijną, a potem pada tego ofiarą. może jest to "okrucieństwo [irracjonalne w naszym odczuciu] natury vel Boga", o którym też kilka razy mówią zarówno Violet, jak i Kathy ?

                  ja bym obstawał przy wariancie, w którym Sebastian kreował jakieś dziwne misterium erotyczne, z którego czerpał natchnienie poetyckie. tym razem jednak, jak pamiętasz, nic nie napisał, nawet nie zaczął poematu. to może też mieć jakieś znaczenie.

                  o, zgodzę się z Tobą, i to z przyjemnością - Taylor jest w tym filmie niezwykle piękna, a zarazem naturalnie seksowna [scena na plaży, z dekoltem - jak to przeszło przez konserwę branżową ? ;)], co jest połączeniem bardzo rzadko spotykanym, a jeszcze rzadziej tak ponadczasowym.

                  właśnie, swietnie to zauwazyłaś.
                  czarno-białe zdjęcia dodają, paradoksalnie i przewrotnie, kolorytu tej opowieści.

                  kiedy w scenie pierwszego spotkania z doktorem Kathy mówi "Może będę mogła pójśc do fryzjera, żeby wyglądać ładnie", pomyślałem sobie "Możesz iść nawet po to, żeby ci ogolił głowę na zero, nadal będziesz ładna" - nie zmienia to jednak faktu, że rzeczywiście jak ją trochę podkręcili i podmalowali, to okazało się, że w skali 1-10 istnieje jednak 11 :]

                  dzięki raz jeszcze. film znakomity. taki po którym na wiele godzin zostaje ślad w powietrzu.







                  • siostra_bronte Re: "Nagle, zeszłego lata" - spoilery & interpret 10.01.14, 16:02
                    Hehe, faktycznie, nocne oglądanie ma swój urok :)

                    Tak, klimat niepokoju a nawet grozy jest stworzony znakomicie. Zaczyna się od pierwszej sceny z operacją. Przyznam, że kiedy chirurg robił nacięcie, to zamknęłam oczy :) Potem te sceny z chorymi, naprawdę wstrząsające. Ale Williams znał temat. Wyczytałam, że jego siostra miała zabieg lobotomii. Pisarz nigdy nie wybaczył rodzicom, że się na to zgodzili.

                    Może masz rację z tym "misterium erotycznym". Nie potrafię nic dodać :)

                    Tak czułam, że będziesz pod wrażeniem uroku Taylor :) Wiesz, pomyślałam to samo, kiedy Kathy mówi o tym fryzjerze.

                    Nie ma za co :) Oby częściej była okazja do pisania o takich filmach.

                    • grek.grek Re: "Nagle, zeszłego lata" - spoilery & interpret 10.01.14, 17:03
                      próbuj częściej ;]

                      chyba Kathy mówi o Sebastianie, że życie było jego "zawodem", a zawód życiem.
                      pewnie w jakimś stopniu ilustruje to nie tylko ogólną definicję twórczości, ale
                      i to, że Williams grzebał w historiach, ktore znał z autopsji ?

                      ciekawy jest też wątek obu kobiet.
                      obie kochały Sebastiana - inną formą miłości, ale równie mocno i obie za to samo.
                      Violet w finale jest naprawdę godna współczucia, kiedy najpierw widać smutek
                      na jej twarzy, kieydy Kathy opowiada co się stało podczas wakacji, a potem udziela
                      się jej atmosfera i bierze Cukrowicza za Sebastiana.

                      wcześniej można ją uznać za wyniosłą i arogancką, a biorąc pod uwagę że chce
                      zrobić kuku Kathy - także bezwzględną w walce o ochronę nieskazitelnego wizerunku
                      syna. w finale to wszystko pęka, widać tylko zakochaną w swoim wyjątkowym synu
                      matkę.
                      • pani_lovett Re: "Nagle, zeszłego lata" - spoilery & interpret 12.01.14, 14:46
                        > i to, że Williams grzebał w historiach, ktore znał z autopsji ?

                        W wielu sztukach Williamsa można odnaleźć wątki autobiograficzne, mówią literaturoznawcy - wątek lobotomii, o którym wspomniała Bronte, wątek homoseksualizmu. Tennessee Williams w wieku 17 lat odkrył swoje skłonności homoseksualne, a mając 26 lat zerwał kontakt z rodziną, która nie akceptowała tego faktu .

                        Jeszcze przed napisaniem "Nagle, zeszłego lata" ,zdaje się w 1957 roku, (czytałam wczoraj), pisarz odbył psychoterapię u słynnego amerykańskiego psychiatry dr Lawrence Kubie (który w latach 40-tych był wojskowym psychologiem i wykluczał ze służby żołnierzy o skłonnościach homoseksualnych). Doktor Kubie poradził pisarzowi, który był w długoletnim związku mężczyzną Frankiem Merlo, by zrezygnowanie z seksu i ... pisania. Williams jednak nie zastosował się do zaleceń doktora. Nie rzucił kochanka i nie zostawił pisania. Wkrótce potem powstała sztuka "Nagle ...". liczne symbole pojawiające się w sztuce są inspirowane właśnie odbytą psychoanalizą.

                        www.cinemaqueer.com/review%20pages%202/suddenlylastsummer.html
                        • pani_lovett Re: "Nagle, zeszłego lata" - spoilery & interpret 12.01.14, 15:46
                          by zrezygnował z seksu i ... pisania.
                • pani_lovett Re: "Nagle, zeszłego lata" - spoilery & interpret 12.01.14, 15:31
                  > Co do historii Sebastiana to przyznam, że też nie końca ją rozumiem :) Nie wiem
                  > jak to było w sztuce. Czy cenzura nie pozwalała na pokazanie w filmie pewnych
                  > rzeczy wprost?
                  >Nie rozumiem dlaczego Sebastian został zabity.

                  Tak, to czasy cenzury, w Ameryce obowiązuje kodeks Haysa.
                  Film, na podstawie sztuki Tennessee Williamsa, która była wtedy musiała być uznana za kontrowersyjną ze względu na wątek homoseksualizmu, dostaje po licznych cięciach cenzora (to zdaje się sprawka cenzora, że postać Sebastiana nie pojawia się ani raz w filmie), zgodę na wejście na ekrany, głównie ze względu na to, że homoseksualista, pedofil!, potwór uwodzący za pieniądze młodych chłopców, manipulujący nimi zostaje brutalnie zabity (zło w filmie wg. kodeksu Haysa musi zostać pokonane), co jest słuszna karą niemoralne prowadzenie się.

                  Jeszcze słówko o Sebastianie. Przeczytałam w artykule, którego link jest na dole, że prawdopodobnie zamiarem Williamsa było zawrzeć w postaci Sebastiana karykaturę ówczesnych fałszywych wyobrażeń społeczeństwa na temat homoseksualistów, utożsamianych wtedy (i dziś nierzadko!) z pedofilami.

                  www.cinemaqueer.com/review%20pages%202/suddenlylastsummer.html

                  • pani_lovett Re: "Nagle, zeszłego lata" - spoilery & interpret 15.01.14, 15:15
                    Dodam jeszcze tylko, że w sztuce Tennessee Williamsa, na podstawie której powstał film, Sebastian również zostaje zabity.
          • pani_lovett Re: "Bezmiar sprawiedliwości" - słów kilka 09.01.14, 16:58
            > Co sądzicie ?

            Nic dodać, nić ująć. :)

            PS
            1. Artur Barciś na przekór swojemu emploi obsadzony i łatwo było zapomieć o Tadziu Norku
            > i Czerepachu [znam się, nie ? ;)].


            Brawo! :)

            > Zabawna scena w restauracji, gdzie żona sędziego [Stenka] udaje orgazm, niczym
            > bohaterka "Kiedy Harry poznał Sally". Na co starsza pani przy innym stoliku jes
            > t ogromnie obruszona, wstaje, płaci rachunek i wychodząc rzuca do niej "skandal
            > !". W "Kiedy Harry..." jedna jejmość reagowała na te orgazmiczne spazmy Sally
            > prosząc kelnera by "podał jej to samo, co tamtej pani" ;]


            Różnica kulturowa. ;)

            • grek.grek Re: "Bezmiar sprawiedliwości" - słów kilka 10.01.14, 13:46
              dzięki :]

              hehe, wersja amerykańska bardziej mnie ujęła, ale z kolei Krystyna Sienkiewicz przekomicznie
              się oburzyła :]
          • pepsic Re: "Bezmiar sprawiedliwości" - słów kilka 09.01.14, 21:15
            Jeśli chodzi o stronę wizualną i aktorską, zgadzam się, bez dwóch zdań bardzo dobra. Mam jednak krytyczne uwagi, co do scenariusza, któremu z pewnością nie posłużyło poplątanie z pomieszaniem utrudniające odbiór i niepotrzebnie przedłużające akcję przy okazji zwalniając jej tempo. Zgadzam się również z panią Krystyną Sienkiewicz, że opuściła kawiarnię zgorszona spazmami Stenki, za którą osobiście nie przepadam za manieryczne poczucie wyższości. Damy tak się nie zachowują;)
            Cudna ta opera. Dzięki za wskazówkę, a Weronice Rosati ślicznie w klasycznym końskim ogonie.
            I jeszcze jednak kwestia. Mam wrażenie, że zakapturzony morderca był tylko wizą absolwenta prawa podobnie, jak mimy grające w tenisa.
            • siostra_bronte Re: "Bezmiar sprawiedliwości" - słów kilka 09.01.14, 22:20
              Ostatnia scena z mimami to ewidentne nawiązanie do finału "Powiększenia" Antonioniego. Ambitny reżyser :)
            • grek.grek Re: "Bezmiar sprawiedliwości" - słów kilka 10.01.14, 13:52
              scenariusz istornie... misterny :]
              mam wrażenie, że każda z trzech opowieści miała służyć osobnej puencie,
              ale nie będę tej teorii forsował, zanim nie obejrzę powtórki.

              myślę, że masz prawidłowe wrażenie :]
              możliwe także, że i student prawidłowo kombinował.
              może to naprawdę było "banalne" zabójstwo dla zysku, a nie
              próba pozbycia się zaciążonej kochanki przez żonatego kochanka.

              • pepsic Re: "Bezmiar sprawiedliwości" - słów kilka 10.01.14, 20:14
                Będę się jednak upierać, że pan reżyser przekombinował.
                Natomiast zgadzam się, że każda z wersji miała swoje przesłanie. Jednak z korzyścią dla widza lepiej byłoby nie gmatwać i nie podmieniać ról aktorom, aby dojść do konkluzji, że w polskim wymiarze sprawiedliwości o być, albo nie być decyduje przypadek i ludzka ułomność.

                Na filmwebie podejrzewają małżonkę o zbrodnię. Brzmi przekonywująco.

                Swoją drogą w państwie Tuska młodzież z dyplomami ma dylematy innego rodzaju: biegać po Wielkiej Brytanii z mopem, czy ustawić się na zmywaku:(
                • grek.grek Re: "Bezmiar sprawiedliwości" - słów kilka 11.01.14, 14:00
                  wiesz, dobre jest to, że widz musi być czujny, bo we wszystkich trzech
                  opowieściach są istotne dla całej sprawy szczegóły :]

                  padła taka teza w filmie.
                  odrzucona przez adwokata-Englerta.
                  mnie ona nie przekonuje, bo to był któryś z rzędu romans jej męża, miała
                  wprawę w przyjmowaniu na klatę jego skoków w bok.

                  ja bym zaryzykował, że ten exodus zaczął się jeszcze wcześniej, a
                  kto naprawdę musi zostać prawnikiem, ten nim zostaje, zaś niektóre
                  dyplomy naprawdę uprawniają ich posiadaczy do szukania swojej szansy
                  na zmywaku albo przy mopie.
                  • pepsic Re: "Bezmiar sprawiedliwości" - słów kilka 12.01.14, 12:29
                    Nadmiernym rozdrabnianiem i zapożyczonymi zrzynkami reżyser stracił szansę na solidny dramat sądowy. Jednym słowem: za dużo pieczeni na jednym ogniu.

                    Tyle, że tym razem razem pojawia się dziecko, co diametralnie zmienia sytuację stwarzając realne zagrożenie.

                    Przykro, że tak generalizujesz i surowo oceniasz młodzież.
                    • grek.grek Re: "Bezmiar sprawiedliwości" - słów kilka 12.01.14, 15:52
                      cena za oryginalność ;]

                      pytanie, czy żona wiedziała o dziecku ?

                      ależ skąd.
                      nie generalizuję, po prostu częśc dyplomów robiona jest przez ludzi, którzy
                      kończą studia, bo już nie opłaca się przestać, ale jednocześnie nie mają
                      zacięcia do kierunku, w którym się kształcą; inni robią tzw. papier; jeszcze
                      inni chcą zbijać kasę, a nie robić dobrze ludziom. Malo jest
                      ludzi z powołania, i dlatego wg mnie lepiej, żeby ci bez powołania zmywali
                      naczynia niż zostawali cynikami z parciem na kasę.

                      w filmie pokazani jest młodzi prawnicy, jako nadzieja na lepszą przyszłośc,
                      ale doświadczenie uczy, że pula uczciwych i karierowiczów, w kadym rozdaniu
                      jest taka sama.

                      pan sędzia z "Bezmiaru..." też lepiej jakby pomidory nawoził, zamiast tchórzliiwie
                      i interesownie skazywać na 25 lat więzienia człowieka, być może niewinnego,
                      łamiąc podstawową zasadę, wedle której wątpliwości interpretuje się na korzyśc
                      oskarżonego.
    • siostra_bronte "Moulin Rouge" 10.01.14, 15:19
      Obejrzałam wczoraj w Ale kino. Byłam sceptycznie nastawiona, bo nie przepadam za musicalami, w dodatku ten film jakoś źle mi się kojarzył, chyba przez tę piosenkę Aguilery :)

      A tutaj niespodzianka. Najkrótszy komentarz: kompletne szaleństwo, ale zaskakująco wciąga. Trzeba tylko przebrnąć przez pierwsze pół godziny, które wygląda tak jakby reżyser był na haju :) Potem klimat powoli się zmienia, aż mamy pełną emocji, bezwstydnie romantyczną historię o miłości.

      Bardzo efektowne zdjęcia, kostiumy i scenografia. Świetna muzyka (covery m.in. T.Rex, Queen i Bowiego). No i brawurowa rola Nicole Kidman. Nie dość, że świetnie gra to jeszcze tańczy, śpiewa i jest piękna jak anioł. Całość naprawdę robi wrażenie, chociaż na pewno nie każdemu spodoba się tak ekstrawagancka konwencja.

      Sprawdziłam, że ten film nie pojawił się w naszym wątku. Może jednak ktoś go widział?

      W youtubie nie ma fragmentów filmu, więc tylko trailer:

      www.youtube.com/watch?v=iU9aQHQ955w&list=FLQ2Oq7WfOSxDLBwqKY8CF1A&index=1

      • grek.grek Re: "Moulin Rouge" 10.01.14, 16:02
        dzięki, Siostro.

        w trailerze rzecz wygląda imponująco jak chodzi o wielość i nasycenie barw,
        doskonałośc odtworzenia strojów i realiów epoki, widowiskowość układów
        scenicznych, no i są znane twarze aktorskie [oprócz Nicole Kidman, zauważyłem
        chyba Ewana McGregora ?]
        • siostra_bronte Re: "Moulin Rouge" 10.01.14, 16:15
          Cała przyjemność po mojej stronie :)

          Jak pisałam całość jest pełna przesady i zamierzonego kiczu. Ale efekt to prawdziwa uczta dla oczu. Filmowa fantazja, która naprawdę potrafi uwieść widza.

          Tak, Christiana gra Ewan McGregor. Akurat uważam go za aktora mało wyrazistego, ale w roli zakochanego pisarza wypadł nieźle. Jest jeszcze znakomity Jim Broadbent w roli demonicznego szefa Moulin Rouge. Numer, w którym śpiewa "Like a virgin" z obrusem zawiniętym na głowie niczym welon jest przezabawny :)
          • siostra_bronte Re: "Moulin Rouge" 10.01.14, 16:53
            Znalazłam video, które cudem się uchowało w youtubie. Wytwórnia zadbała o ochronę praw autorskich. Tańczy i śpiewa nasz rodak, Jacek Koman:

            www.youtube.com/watch?v=iDu-S6QBbPg&list=FLQ2Oq7WfOSxDLBwqKY8CF1A&index=1
            I jeszcze scenka z prób, widać, że Kidman i McGregor dobrze się bawili :

            www.youtube.com/watch?v=zYGP2Ib420Q
            • er.pa Re: "Moulin Rouge" 10.01.14, 17:43
              I tu się dałam sprowokować do odezwania :)
              Pozdrawiam z Nowym Rokiem, bo jeszcze nie raczyłam :)
              Zgadzam się z opinią Siostry - Moulin Rouge to jest odlot. Miałam okres pełnego oczarowania tym filmem - trzeba tylko przyzwyczaić się do, że się górnolotnie wyrażę - poetyki.
              Dla mnie znakomita jest pierwsza połowa, potem ta melodramatyczność troszkę mniej nowatorska.
              Dorzuciłabym jeszcze Jacka Komana grającego Argentyńczyka chorego na narkolepsję, absolutnie znakomite wykonanie "Roxanne" (z Komana udziałem), doskonałego gościa, który gra księcia, czyli czarny charakter - widziałam z nim wywiad - co za uroczy, taktowny pan :)
              Ogólnie - brawurowe aktorstwo, i równie brawurowe wykonania znanych mniej lub bardziej kawałków popowo-rockowych - świetna sekwencja "miłosna" na dachu Kidman i McGregora (który jest zaskakująco tu przystojny :) To chyba jego pierwsza próba zagrania amanta.

              Uważam tez, że Moulin Rouge jest kluczem do odbioru adaptacji Wielkiego Gatsby'ego zmajstrowanej przez Luhrmana.
              • siostra_bronte Re: "Moulin Rouge" 10.01.14, 18:10
                Cieszę się, że wreszcie się odezwałaś :)

                To jest dobre określenie: odlot. Dla mnie początek był jednak zbyt zwariowany, myślę, że może zniechęcić wielu widzów.

                Dałam linka do video z "Roxanne" wyżej. Świetna scena. Także ta na dachu, o której wspominasz. No i oczywiście "Show must go on".

                Nie widziałam "Wielkiego Gatsby'ego" (ostatnio był dołączony do jakiegoś pisma). I nie wiem czy zobaczę, mam alergię na Leo :)
                • er.pa Re: "Moulin Rouge" 10.01.14, 18:23
                  Gatsby został ładnie określony jako połączenie estetyki MTV i Disneya :)
                  Ja do Leo mam stosunek mieszany - doceniam go za Chłopięcy świat i za Gilberta Grape's. Tutaj jest ok, ma w sobie tę prześwitującą przez Gatsby'ego pewną bucowatość (której nie miał Redford, a miała postać ksiązkowa).
                  Natomiast sposób kadrowania, wykorzystanie myzki, sposób kręcenia scen tanecznych - to jest autoplagiat z Moulin Rouge. Gatsby do obejrzenia w kinie - bo wizualnie nudno nie jest, ale dramaturgia nie istnieje, rozmywa się w przeestetyzowanej formie.
              • er.pa OT muzyczny - w ramach rehabilitacji 10.01.14, 18:19
                To ja zapodam, w ramach przeprosin za milczenie. Stromae - pół-Belg, pół-Rwandyjczyk. tak śpiewałby Brel, gdyby został hiphopowcem :)
                Warto doczekać do ostatnich sekund depresyjnego teledysku, bo końcówka poprawia humor :)
                "Formidable" - zasłyszane w Trójce w nocnej audycji.
                www.youtube.com/watch?v=S_xH7noaqTA
                • grek.grek Re: OT muzyczny - w ramach rehabilitacji 11.01.14, 17:42
                  świetne.
                  świetny głos.
                  świetna muzyka.
                  świetny tekst.
                  świetny gość [dobry aktor, bez dwóch zdań, hehe].
                  świetna pogoda :]
                  świetna scena z policją.
                  świetna policja :] ["służyć i ochraniać" mode i to z uprzejmością]
                  świetny finał.

                  francuski rządzi.
                  język.
                  bez skojarzeń.
                  albo ze skojarzeniami też, heh.


                  • er.pa Re: OT muzyczny - w ramach rehabilitacji 11.01.14, 18:30
                    Cieszę się, że Ci się spodobał :) On uzależnia - ja się od tego kawałka od wtorku jeszcze nie uwolniłam :)
                    Zainteresował mnie ten chłopak - zaczynając od wzrostu (195cm, znalazłam, jestem jeszcze bardzo ciekawa wagi :), poprzez fakt, że to jest duża gwiazda od 2009 kiedy wydał poprzedni album, ale gwiazda w krajach frankofońskich i w Beneluxie, a kończąc na niewątpliwych zdolnościach aktorskich. Ta etiudka z teledysku rozgrywa się w centrum Brukseli, w maju 2013, czyli w momencie, kiedy on jest już rozpoznawalny, a warunki fizyczne raczej nie pozostawiają złudzeń, że to on:) I tylko dzielne chłopaki służą pomocą :) No i ta pani, co go przed tramwajem uratowała. Ciekawa postać, choć muzycznie poza tym kawałkiem raczej nie moja bajka. Skłoniło mnie to też do refleksji, jak bardzo nieangielskie piosenki nie istnieją w naszym radiu popularnym.
                    • grek.grek Re: OT muzyczny - w ramach rehabilitacji 12.01.14, 15:56
                      bardzo :]

                      dzięki za ciekawą notę biograficzną, nie znałem tego muzyka [nie mylić z mużykiem].

                      o własnie, miałem pytać, co to za miasto.
                      stawiałem, idąc po najmniejszej linii oporu, na Paryż.

                      u nas istnieją wszelkie języki świata, hehe.
                      kiedyś graliśmy namiętnie np.Zaz :]
                      [kojarzysz ją ?]
                      • er.pa Re: OT muzyczny - w ramach rehabilitacji 13.01.14, 16:39
                        A widzisz, o Zaz zapomniałam. Fajna dziewczyna, z pazurem :)
                        Ja radiowo jestem trójkową monogamistką, a w Trójce innej języki to tylko w programach "specjalistycznych", typu "strefa rock&rolla wolna od angola" (no, tam to jest jazda, tyle że to w środku nocy i bardzo rzadko zdarza mi się o to zahaczyć), albo właśnie we wczesnonocnych audycjach z piosenką francuską. No i u Kydryńskiego (m.in Zaz też u niego się pojawia).
                • pani_lovett Re: OT muzyczny - w ramach rehabilitacji 11.01.14, 22:04
                  er.pa napisała:

                  Niezłe. Ale tekst piosenki dobijający.

                  :)
              • pepsic Re: "Moulin Rouge" 10.01.14, 20:17
                Witamy, witamy:)
      • pepsic Re: "Moulin Rouge" 10.01.14, 19:55
        Twoja recenzja brzmi interesująco, ale w wczoraj takiej wiedzy nie miałam, więc wszystko przede mną.
        • siostra_bronte Re: "Moulin Rouge" 10.01.14, 19:59
          Sama miałam tylko zerknąć na chwilę, nie przypuszczałam, że tak mi się spodoba. Wypatrzyłam powtórkę w niedzielę o 22.10.
          • pepsic Re: "Moulin Rouge" 10.01.14, 20:15
            No to będę miała dylemat, bo o tej samej porze w BBC Enter... startuje Twój Sherlock:)
            • siostra_bronte Re: "Moulin Rouge" 10.01.14, 20:22
              Faktycznie :) "Moulin Rouge" pewnie będzie jeszcze pokazywany. Ale to już chyba nie jest "mój" Sherlock, niestety. Pierwszy odcinek jest moim zdaniem fatalny, niebezpiecznie bliski auto-parodii. Nie brzmi to zachęcająco, ale ciekawa byłaby Twoja opinia.
              • er.pa Re: "Moulin Rouge" - Nicole 11.01.14, 08:52
                Ja jeszcze słowo o Nicole - ona miała nominację do Oskara za tę rolę, i nagrody nie dostała. Dostała za rok, za zagranie z przyprawionym nosem Virginii Woolf w "Godzinach". Komentarze w prasie były wtedy takie, że Akademia miała wyrzuty sumienia za pominięcie Kidman rok wcześniej, i starała sie jej to wynagrodzić. Podobny z resztą komentarz był w przypadku Colina Firtha, który nie dostał Oskara za "Single Man", a dostał rok później za "King's Speech."
                Tak czy inaczej, Kidman w MR idzie na całość i jest znakomita :)
                • siostra_bronte Re: "Moulin Rouge" - Nicole 11.01.14, 12:56
                  Ja to już dawno nie przejmuję się Oskarami :)
                  Przyznam, że byłam zaskoczona rolą Kidman. Jest rzeczywiście znakomita.
    • grek.grek "Nimfomanka" kinowo premierowo 10.01.14, 15:49
      no to mamy "Nimfomankę" w kinach.
      zapowiadanego skandalu, ponoć nie ma, za to jest film zabawny i inteligentny.

      film.onet.pl/recenzje/nimfomanka-czesc-i-o-seksie-nieco-inaczej-recenzja/3qplk
      film.interia.pl/recenzje/news/nimfomanka-czesc-i-tarcie-i-iskry-recenzja,1981013,6290
      wyborcza.pl/1,75475,15247645,Ani_pornografia__ani_skandal___Nimfomanka__Czesc_I_.html

      www.rp.pl/artykul/9146,1077846-Pro-i-kontra--Nimfomanka.html
      www.filmweb.pl/reviews/Seks+dziewczyna-15189



      • pani_lovett Re: "Nimfomanka" kinowo premierowo 10.01.14, 23:53
        Mówiąc ściśle część pierwsza "Nimfomanki". W dzisiejszej GW sporo miejsca poświęcono temu filmowi ; jest recenzja T. Sobolewskiego, wywiady z Stellanem Skarsgardem, Charlotte Gainsbourg, małe przypomnienie skandalizujących, obscenicznych filmów. Czytałam pociągu w drodze powrotnej, potem chciałam dokończyć tę lekturę w autobusie, ale sąsiad czytał jakąś nabożna lekturę (zajrzałam przez ramię) i głupio mi było wyciągać gazetę z "Nimfomanką" ...

        ;)
        • er.pa Re: "Nimfomanka" kinowo premierowo 11.01.14, 08:54
          Państwo omawiali wczoraj ten film w moim ulubionym Tygodniku kulturalnym, zachwytów nie było :)
          • siostra_bronte Re: "Nimfomanka" kinowo premierowo 11.01.14, 12:59
            Też oglądałam :) Kino von Triera zupełnie mnie nie interesuje.
          • pani_lovett Re: "Nimfomanka" kinowo premierowo 11.01.14, 15:35
            O! Cenię opinie Tygodnika Kulturalnego, ale i recenzentów GW, którzy pisali o filmie von Triera. W GW opinie są pozytywne.
            • er.pa Re: "Nimfomanka" kinowo premierowo 11.01.14, 15:41
              Zdania były bardzo podzielone, "za" była Justyna Sobolewska, reszta mocno się sprzeczała :)
              • pani_lovett Re: "Nimfomanka" kinowo premierowo 11.01.14, 16:18
                Jestem bardzo ciekawa tych sporów. Może jest gdzieś w necie ten odcinek TK? Poszukam.
                • er.pa Re: "Nimfomanka" kinowo premierowo 11.01.14, 16:36
                  Jeszcze go nie ma, ale "za chwilę" powinien być na tvp vod. Omawiali też Wilka z Wallstreet, i też się nie zgadzali :)
                  • pani_lovett Re: "Nimfomanka" kinowo premierowo 11.01.14, 16:46
                    Świetnie dzięki, za info.
                    A tak o "Wilku ..." też słyszałam /czytałam sprzeczne opinie.
              • grek.grek Re: "Nimfomanka" kinowo premierowo 11.01.14, 17:44
                czyzby chodziło o to, że "Wilk" promuje za bardzo hedonizm ? :]
                • er.pa Re: "Nimfomanka" kinowo premierowo 11.01.14, 18:36
                  No, o hedonizmie też było, ale państwo w TK starają się bardzo wyjść poza to, co już w mediach się pojawia. Zdzisław Piertasik doszukał się nawet jakiegoś kontrapunktu, ale nie zrozumiałam na czym on polegał, bo samego filmu nie widziałam. Narzekali, że za długi, i że to może dlatego, że sam Leo jest producentem, a przecież sam siebie nie wytnie, nie? Część państwa doszla do wniosku, że należy ten film traktowac jako kino czysto rozrywkowe, i że na takim poziomie Scorsese chciałby pewnie, by go traktowano.
                  • grek.grek Re: "Nimfomanka" kinowo premierowo 12.01.14, 16:03
                    sama charakterystyka "Wilka" przywodzi na myśl nową wersję "Chłopców
                    z ferajny", a do tego Scorsese zawsze zapraszał na swoiste "spotkania
                    z ciekawym człowiekiem", a nie ma wątpliwości, że Jordan Belfort może
                    za takiego uchodzić :]

                    takze nie oglądałem tego filmu, ale zaryzykowałbym, że to dość klasyczna
                    dla tego reżysera rzecz.
                    • siostra_bronte Re: "Nimfomanka" kinowo premierowo 12.01.14, 16:10
                      No, nie zgodzę się. "Chłopcy z ferajny" to chyba ostatni film Scorsese w starym stylu, rzeczywiście znakomity. Potem zaczął robić różne rzeczy, nie zawsze udane, nie związane z tematyką gangsterską. Może miał już tego tematu dość? Po drodze było jeszcze całkiem niezłe "Kasyno". Oczywiście "Wilka" nie widziałam, ale wygląda na to że to zupełnie inne kino. Jak to określił jeden z panów w TK -" fenomenalna rozrywka".
                      • grek.grek Re: "Nimfomanka" kinowo premierowo 13.01.14, 14:14
                        może w ten sposób Scorsese chce powiedzieć, że gangsterzy przenieśli się na
                        Wall Street i jak kiedyś fach ten polegał na przemycie narkotyków i likwidacji
                        konkurencji, tak teraz cechuje go wpuszczanie ludzi w kanał finansowy za pomocą
                        spekulacji i oszust giełdowych ?
                        • maniaczytania a "Infiltracja"??? 15.01.14, 19:57
                          swietne kino gangsterskie! Do sprawdzenia w najblizszy piatek o 20.00 na TVN bodajze :)
                          • siostra_bronte Re: a "Infiltracja"??? 15.01.14, 20:00
                            Fakt, zapomniałam, ale akurat tego filmu nie widziałam. No i to remake.
          • pepsic Re: "Nimfomanka" kinowo premierowo 12.01.14, 12:21
            Lubię Tygodnik kulturalny,dobrze się drzemie;) Natomiast uprzedzona jestem do Hali odlotów za upolitycznienie.
            • pani_lovett Re: "Nimfomanka" kinowo premierowo 12.01.14, 13:29
              He,he! :)))


              "Hali odlotów" - przyznam, że nie miałam okazji prześledzić programu porządnie.
            • er.pa TK i HO 13.01.14, 16:59
              Ja dopiero dziś w tym temacie parę słów, bo wczoraj okrutnie nie miałam czasu.
              Tygodnik oglądam regularnie chyba od ponad roku, i zazwyczaj zaskakuje mnie, że z zainteresowaniem słucham o rzeczach, które mnie często nie interesuję :) Lubię chemię między goścmi, zwłaszcza kiedy jest Pietrasik - znałam gościa tylko z recenzji pisanych, a to strasznie sympatyczny i zabawny człowiek się okazał na żywo. Lubię Sobolewską, przyzwyczaiłam się już do Wakara, który trochę cedzi słowa, ale argumentuje logicznie. Ostatni TK był fajny, bo zamiast nieco zmanierowanej pani Małkowskiej, do której merytorycznie nic nie mam, był generujący lepszą dynamikę dyskusji pan Deptuła. Natomiast prowadzący Michał Chaciński ostatnio mi się w dwóch obszarach nie spodobał. Raz, w związku z tym, że juz któryś raz kończy dyskusję nad książką zdaniem: "No, ale pana X trzeba czytać, jak ktoś nie chce czytać, to jest z nim coś nie tak", mimo, że w dyskusji zdania były podzielone, i cześć uważała, że ta książka pana X jest słaba. Dla mnie trąci to retoryką z rodzaju "bo Słowacki wielkim poetą był." A drugi raz mnie zirytował, bo rozpoczął program od opowieści jako to jakiś "facet" na lotnisku go zaczepił z pytaniem o zdrowie, "no takie coś mi się zdarzyło" powiedział tonem, sugerującym zbulwersowanie bezczelnością "faceta." Otóż wcześniejszy TK prowadził Majewski, mówiąc, że Chaciński jest chory, stąd pytanie "faceta." Ubodło mnie to, że Chaciński opowiedział tę historię tonem (i z retoryką), którym mógł to opowiedzieć kolegom za kulisami. Jednak przed kamerą to zabrzmiało po prostu jakoś tak upokarzająco dla tego "faceta". Ale ta w ogóle, to program bardzo lubię :)
              Halę Odlotów oglądam od początku, regularnie, i może nie nazwałabym jej upolitycznioną, ale dość jasno określoną światopoglądowo :) Tyle, że akurat ja światopoglądowo jestem tutaj przychylna :) Jakościowo jest różnie, zwykle jest za mało czasu dla tak dużej liczby gości w tak krótkim czasie. Trochę bardziej panują nad gośćmi w tym sezonie, nie było jeszcze żadnej/żadnego awanturnika-zagłuszacza, tematy w róznym stopniu mnie interesują, ale bardzo podoba mi się sposób prowadzenia pani Janowskiej, i często zdarzają się ciekawi - jak dla mnie - goście. Ciekawią mnie zwłaszcza światli trzydziestolatkowie, bo na co dzien nie mam z takim do czynienia :)
              • pepsic Re: TK i HO 13.01.14, 18:49
                Właśnie ten kojący ton wypowiedzi, w tym sympatycznego krytyka Zdzisława Pietrasika (yes) miałam na myśli wspominając o miłej drzemce podczas TK:)

                Nie chcę upolityczniać wątku. Wspomnę tylko, skoro zaczęłam. Mniej więcej z rok temu natrafiłam na godne ubolewania uwagi pod adresem śp. Marii i Lecha Kaczyńskich, poza tym wyczuwam w niuansach zaowalowany światopogląd, jak nazywasz:) Nie pamiętam, kto był autorem nie na miejscu słów, kojarzę sytuację, wydźwięk i sens.

                Dzisiejsza HO całkiem interesujący temat poruszała, a mianowicie wykluczenia starszych osób ze społeczeństwa z udziałem m. in. energetyzującej Anny Polony.

                Ps. Spoglądając na pana Chacińskiego zastanawiam się, jak dużo by zyskał, gdyby zgolił tę mało ponętną kozią bródkę;)
                • er.pa Re: TK i HO 13.01.14, 23:00
                  No, czasem kojący, czasem nie:) Z racji jednego dekodera przymuszam męża do oglądania TK, choć on w innym pokoju, i kiedyś się skarżył, że właśnie przy tym się nie da spać, bo oni strasznie krzyczą :)
                  Wspomnianego przez Ciebie odcinka HO nie kojarzę, ale też inne mam wyczulenie. Natomiast bardzo emocjonalnie wyczerpał mnie odcinek z Piesiewiczem. Z nim była tez potem ta indywidualna rozmowa, i ona tak naprawdę była przedziwna, podziwiałam Janowską za próbę panowania nad rozmową - Piesiewicz to jak się okazało szalenie charyzmatyczny rozmówca. Ten odcinek jest na tvp vod, tytuł "Polska to horror."
                  Odcinek o starości muszę dooglądać od początku, bo mi telefon przeszkodził, widzę, że już jest. A Polony nic z energii nie straciła :) Ciekawy dla mnie był też dośc niedawny odcinek o Ukrainie i stosunkach polsko-ukraińskich.
                  A pisząc o bródce myślisz chyba o Maxie Cegielskim z HO, nie o Chacińskim? Chaciński się ostatnio goli :) A Cegielski bez brody - chyba jednak straciłby na charakterze :) A z pewnością na charakterystyczności :)
                  • pepsic Re: TK i HO 15.01.14, 19:08
                    Pani Gafa to ja!

                    Bródka pana Maxa na maksa mnie dekoncentruje, również w Kino mówi:)
        • grek.grek Re: "Nimfomanka" kinowo premierowo 11.01.14, 13:40
          jeszcze by starszy pan zaproponował zamianę lektur... groza ;]

          yes, 2 część chyba za miesiąc jakoś ?

          o, może wkrótce pokażą się te teksty w internetowym wydaniu ?
          • pani_lovett Re: "Nimfomanka" kinowo premierowo 11.01.14, 16:17
            To nie był starszy pan, tylko młody jeszcze człowiek.

            Za 3 tygodnie.
            A u nas w kinie nie pokażą oczywiście "Nimfomanki", Trzeba by się wybrać do kina w wielkim mieście.

            Zaraz Ci poszukam ...
            • grek.grek Re: "Nimfomanka" kinowo premierowo 11.01.14, 17:10
              a moze się maskował, na górze szanowany tytuł, a pod spodem... olaboga! jakieś ? :]

              im jestem starszy, tym bardziej skłaniam się ku myśli, że kino odbiera
              indywidualne przeżycie [filmowe/filmu], co o tym sądzisz ?
              może i trzeba dłużej później czekać na obejrzenie, ale... kto wie, może w necie
              będzie prędzej niż później ? bo że prędzej czy później, to pewne :]

              dzięki.

              • pani_lovett Re: "Nimfomanka" kinowo premierowo 11.01.14, 21:57
                Właśnie nie, przez ramię zajrzałam, przeczytałam fragment i zrezygnowałam z wyjęcia gazety, ale teraz trochę żałuję. ;)

                > im jestem starszy, tym bardziej skłaniam się ku myśli, że kino odbiera
                > indywidualne przeżycie [filmowe/filmu], co o tym sądzisz ?

                Możesz rozwinąć tę myśl?

                Kinomaniaka zawiesili. Już nic nie obejrzymy wcześniej.

                :)
                • pepsic Re: "Nimfomanka" kinowo premierowo 12.01.14, 14:07
                  Ja tam się w pociągach rozkładam z Gazetą Polską. Przynajmniej mam spokój, nikt mnie nie zaczepia i nie muszę sie bawić w konwenanse ;)
                  • pani_lovett Re: "Nimfomanka" kinowo premierowo 12.01.14, 15:33
                    He,he! Może się boją zaczepić? ;)
                    • pepsic Re: "Nimfomanka" kinowo premierowo 12.01.14, 15:50
                      Fakt, jestem dystansowcem z małymi wyjątkami.
                      • pani_lovett Re: "Nimfomanka" kinowo premierowo 12.01.14, 15:58
                        A widzisz!
                • grek.grek Re: "Nimfomanka" kinowo premierowo 12.01.14, 16:17
                  no coś Ty, kobieta czytająca o nimfomankach zyskuje od razu 3 punkty
                  na skali atrakcyjności :]

                  wiesz, jak byłem mały, to chodziłem do kina namiętnie i bez przerwy.
                  ale wtedy nie zwracałem uwagi na odbiór filmu.
                  dzisiaj przeszkadzałoby mi towarzystwo ludzi, nie lubię jak iks osób patrzy
                  na to samo, co ja, bo zaburza to intymną relację między mną, a tym czymś :]
                  miałbym też kłopot ze skoncentrowaniem się na samym filmie i wczuciem się
                  weń.
                  [ m.in dlatego seks grupowy nie wchodzi w grę w moim przypadku ;]]
                  [i jestem zazdrosny o wszystko, także w świecie kultury i sztuki, do czego mam zaangażowany stosunek]
                  to mnie z pewnością ogranicza poznawczo.

                  a jak to u Ciebie wygląda ?

                  no właśnie przeczytałem o tym.
                  szkoda.
                  ale są inne strony.
                  nie mogę podać Ci bezpośrednich linków.
                  to nie z lenistwa :]
                  po prostu, posty z nimi zostają tutaj zakwalifikowane jako 'spam".
                  same nazwy też są blokowane.

                  moze szyfrem spróbuję.
                  Daria.Ewa.Daria.Daria.tv

                  [łatwe rejestracja i logowanie]

                  Zenon.Anna.Leon.Urszula.Karol.Anna.Jan.tv

                  [świetna jakość i oferta]

                  odczytałaś ? :]
                  • siostra_bronte Re: "Nimfomanka" kinowo premierowo 12.01.14, 16:42
                    Greku, a co w sytuacji kiedy jest się jedynym widzem (ew. jednym z kilku) na sali kinowej? :)
                    • grek.grek Re: "Nimfomanka" kinowo premierowo 13.01.14, 14:10
                      ideał ;]

                      ale nie jestem radykałem - chodzi mi raczej o to, że kiedy jest duża widownia, gdzieś ucieka mi
                      zdolnośc nawiązania kontaktu z filmem, rozprasza się relacja między mną, a sztuką, że tak powiem nieznośnie górnolotnie.

                      kiedy widownia jest kameralna - jest w sam raz :]

                    • maniaczytania Re: "Nimfomanka" kinowo premierowo 15.01.14, 20:08
                      o, wlasnie - samemu w sali kinowej - ideal :)))
                      ja juz od szkolnych czasow najbardziej lubilam do kina chodzic sama
      • pani_lovett Re: "Nimfomanka" kinowo premierowo 11.01.14, 22:16
        rek.grek napisał:

        > no to mamy "Nimfomankę" w kinach.
        > zapowiadanego skandalu, ponoć nie ma, za to jest film zabawny i inteligentny.


        Paweł Felis pisze, że to film "porażająco smutny".
    • grek.grek w Kulturze "Misja kadrowego" 10.01.14, 15:57
      wedle opisu : zatrudniony w piekarni służbista egoista dostaje zadanie wybielenia wizerunku
      swojej firmy, po tym jak w samobójczym zamachu zginęła jedna z jej pracownic; dziewczyna była Rumunką, a na fali wzburzenia firmie dostaje się z powodu oskarżeń o złe traktowanie imigrantów.

      w 2011 izraelski kandydat do Oscara [nieanglo.]
      20:20 & 1:30

      brzmi ciekawie [?].
      • pepsic Re: w Kulturze "Misja kadrowego" 10.01.14, 19:53
        A już się bałam, że jak prod. izraelska, to znowu będzie o gejach.

        Nie wiem, czy dotarła do Ciebie wiadomość, że adorowany przez Ciebie "Homeland" wraca na ekrany dwójki o zwykłej porze, tj. w poniedziałki ok. 22.00.
        • siostra_bronte Re: w Kulturze "Misja kadrowego" 10.01.14, 19:54
          Pepsic, to już jakaś obsesja :)
        • grek.grek Re: w Kulturze "Misja kadrowego" 11.01.14, 13:43
          yes ! :]
          wiem o "HOmeland" od poniedziałku :]
          pytanie tylko o poziom tej drugiej serii, bo im więcej opinii znajduję,
          tym częściej powtarza się w nich ocena, że 1 sezon był najlepszy,
          a potem mniej lub bardziej... gorzej jest/było.
          • pani_lovett Re: w Kulturze "Misja kadrowego" 11.01.14, 22:28
            grek.grek napisał:


            > pytanie tylko o poziom tej drugiej serii, bo im więcej opinii znajduję,
            > tym częściej powtarza się w nich ocena, że 1 sezon był najlepszy,
            > a potem mniej lub bardziej... gorzej jest/było.

            Zapowiedź drugiego sezonu w GT brzmi szalenie interesująco (może nawet skusiłabym się na 2 sezon)
            [...] druga seria nie jest kopią pierwszej. Już w pierwszym odcinku w ręce CIA wpada taśma z przyznaniem się Brody'ego do współpracy z Abu Nazirem. Rozpoczyna się łamanie psychiki byłego żołnierza, który jest teraz senatorem i prawa ręką wiceprezydenta. Carrie będzie do tego niezbędna. Ta odsłona "Homeland" to obraz powolnej dekonstrukcji psychiki człowieka, który nie może wyzwolić się z sieci kłamstw.
            GT/GW 10-16 stycznia 2014, s. 3.
            • grek.grek Re: w Kulturze "Misja kadrowego" 12.01.14, 16:20
              dzięki, Barbasiu :]
              na pewno obejrzę cały sezon.
              może i Ty wejdziesz do gry ! :]

      • pani_lovett Re: w Kulturze "Misja kadrowego" 10.01.14, 23:54
        Ciekawe. Niestety nie zdążyłam. Opowiesz?
        • grek.grek Re: w Kulturze "Misja kadrowego" 11.01.14, 13:45
          o to samo miałem Ciebie prosić ;]]

          szykowałem się na nocny termin, no i nie wypaliło.
          teraz to nawet nie wiadomo, czy jest czego żałować, nie ? :]
          chyba że ktoś nam opowie..?
          • pani_lovett Re: w Kulturze "Misja kadrowego" 11.01.14, 15:08
            Ja w podróży jeszcze byłam ...

            A to czemu nie wypaliło w nocnym terminie? Koledze film się urwał? ;)

            O właśnie!
            • grek.grek Re: w Kulturze "Misja kadrowego" 11.01.14, 17:05
              jakiejś przyjemnej, mam nadzieję :]

              coś w tym guście ;]

              • pani_lovett OT 11.01.14, 22:10
                Dziękuję. :) Zadziwiająco przyjemnej, z niespodziankami.

                /A dziś się nie mogę pozbierać. Wychodzi zmęczenie. Zaraz idę spać./



          • pepsic Słaba "Misja kadrowego" 12.01.14, 13:35
            Nie ma czego żałować, jeśli już, 40 minut straconych z życia, bo tyle czasu wytrwałam. Ale po kolei. W zamachu bombowym ginie młoda Rumunka, inżynier z zawodu pracująca jako sprzątaczka w dużej, przemysłowej piekarni w Jerozolimie. Bulwarowa prasa publikuje artykuł, który stawia firmę w niekorzystnym świetle w kontekście jej śmierci. Przyznaję, nie załapałam z jakiego powodu. Właścicielka firmy, bogata wdowa zrzuca winę na kadrowego w ramach instytucji kozła ofiarnego, którego za karę deleguje do przewozu zwłok do Rumunii, obecności na pogrzebie i przekazania gratyfikacji rodzinie. Przy okazji wypomina mu załatwienie roboty. Kadrowy dowiaduje się, że dziewczyna została zwolniona nieoficjalnie przez kierownika zmiany, który zakochał się w niej na zabój, a nie chciał stracić rodziny. Kadrowy wyrusza w podroż samolotem, czemu sprzeciwia się szanowana małżonka mająca pretensje, że nigdy nie ma go w domu i wciąż pracuje. Tak naprawdę gostek snuje sie bez celu po firmie, niczym w poznańskim teatrze muzycznym;) Na lotnisku wita go mało atrakcyjna, bezduszna pani konsul z nie mającym nic do powiedzenia małżonkiem, kobieta z zacięciem do balang, jak sie wydaje. Składają w trójkę wizytę wdowcowi, który skwapliwie przyjmuje pieniądze, a jednocześnie odmawia pokwitowania, bo mężem owsem był, tyle że eks. Zaczynają się poszukiwania syna wygonionego przez niego z domu wśród małoletnich bezdomnych band. Chłopak sie odnajduje i zachowuje, jak zwierzątko i tez nie może podpisać kwitu, bo jest niepełnoletni. Przedstawiciele Izraela decydują się na sprowadzenie matki zmarłej mieszkającej 1000 km od Bukaresztu. I w tym momencie moja cierpliwość sie wyczerpał, tudzież ciekawość, czemu mają służyć co rusz otwierane nowe wątki, jakie jest przesłanie filmu, tudzież jakie intencje przyświecały twórcy.
            • pani_lovett Re: Słaba "Misja kadrowego" 12.01.14, 13:44
              O! Nie brzmi to porywająco. Zatem wielkie dzięki, żeś zechciała mimo wszystko nam tu opowiedzieć co nieco o tym filmie.

              Swoją droga tytuł filmu czy może polska wersja tytułu jest toporna.

              :)
              • pani_lovett Re: Słaba "Misja kadrowego" 12.01.14, 13:44
                i zaspokoić naszą ciekawość. ;)
            • grek.grek Re: Słaba "Misja kadrowego" 12.01.14, 16:32
              dzięki :]
              mnie to wygląda na otwieranie autostrady ku jakiejś interesującej puencie.

              mam więc nadzieję na powtórkę, a potem ewentualnie będę Cię przekonywał, że
              to dobry film :]

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka